Pokaż wyniki od 1 do 6 z 6
Like Tree7Likes
  • 7 Post By robertkuch

Wątek: Warszawa - Amsterdam i okolice - Warszawa

  1. #1

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie Warszawa - Amsterdam i okolice - Warszawa


    Polecamy

    Witam serdecznie. Kilka lat temu, kiedy w oczekiwaniu na dalszy lot do Lizbony na lotnisku Schiphol, wypatrywałem przez szyby oddalony Amsterdam, pomyślałem, że warto by było kiedyś przyjechać tu specjalnie. Długo jakoś nie było okazji, aż do tego roku. W pewną środę, tzw. ,,szaloną środę" znalazłem ciekawą ofertę na lot do Holandii. Bilet kosztował 599 zł. Szukając jakiegoś noclegu znalazłem przez przypadek ciekawy adres w Amsterdamie. Jest to normalne mieszkanie, w którym właścicielka - Polka, wynajmuje pokoje. Nie jest tanio, bo 40 Euro za jedynkę, ale na 3 noclegi, da się przeżyć.

    Wybrałem zatem datę tzw. długiego weekendu, od 12 do 15 sierpnia. O godz. 15-tej wyszedłem z pracy i już po 20 minutach byłem na lotnisku. I tu niestety szok. Po co nam w zasadzie nowe Terminale, nowe pirsy skoro odprawa jest tak fatalna. Otwarte były tylko 3 punkty. Kolejka do nich, jak i do odprawy dla pasażerów bez bagażu oraz tych, odprawiających się samodzielnie przez internet, ogromna. Co kilka chwil jedna z pracownic wywoływała z tłumu pasażerów, których godzina odlotu była już bliska. I tak wywołano Paryż i chyba Frankfurt. Reszta wiła się w ogonku. Po 40 minutach wreszcie i ja zostałem odprawiony. Szybko zatem do kontroli bezpieczeństwa. Tutaj przynajmniej tym razem nie było dużo ludzi. Wszystko poszło sprawnie i bez problemu. Mając jeszcze kilkanaście minut do Boardingu, poszedłem obejrzeć te dwa nowe pirsy.

    Owszem są ładne, czyste, pachnące nowością, ale na razie takie puste, takie smutne. Dwa, trzy sklepy i to wszystko. Może kiedyś nabiorą one życia. Na razie niewiele się tam dzieje. Po zapoznaniu się z nowym nabytkiem Portu, poszedłem do bramki nr 21. Jakieś ostatnio mam szczęście do niej. Tutaj już siedzieli pasażerowie w oczekiwaniu na wejście na pokład.

    Pirs północny - stary

    Pirs południowy - ostatnia bramka

    W oczekiwaniu na boarding zdjęcie SP-LPC szykującego się do lotu

    Godz. 16.20 boarding

    Pasażerowie zajmujący swoje miejsca

    Wysokość przelotowa tego dnia to 11.200 metrów

    Chociaż tego dnia od rana wszystkie samoloty startowały z pasa 33, to kilka minut przed moim lotem nastąpiła zmiana na pas 15. Po krótkim kołowaniu już byliśmy w powietrzu. Lot spokojny, bez żadnych sensacji. Po ok. 45 minutach odezwał się kapitan, informując, że przekroczyliśmy granicę Polski i że za 3 minuty będziemy nad Berlinem i lecimy prosto do Amsterdamu. Przewidywany czas lądowania, za 1 godz. i 5 minut. I wg rozkładu, bez najmniejszego opóźnienia a nawet 10 minut wcześniej, Embraer 175 - SP-LIO - wylądował na Schiphol o godz. 18.40. Sprawne opuszczenie samolotu i po chwili już w oczekiwaniu na bagaż, który pojawił się o godz. 19.07.

    W oczekiwaniu na bagaż

    Jeśli chodzi o Amsterdam. Ci z forumowiczów, którzy byli w tym mieście mają na pewno swoje odczucia i wrażenia. A ci, którzy dopiero mają zamiar tam się wybrać, nie chcę niczego sugerować. Wycieczka na pewno warta zachodu, miasto ciekawe, ludzie serdeczni w stosunku do siebie, pociągi między miastami punktualne, konduktorzy uprzejmi itd. Oprócz samego Amsterdamu, chciałem obejrzeć jeszcze taki kurort który się zwie Zandvoort am see, oraz miasteczko lezące pomiędzy - Haarlem.

    Zandvoort. Miasteczko wypoczynkowe, w trakcie II wojny światowej wysiedlone, gdyż w tych
    okolicach budowany miał być Wał Atlantycki.

    Infrastruktura na plaży. Bardzo ładnie, czysto, nowocześnie, ale to nie nasz ,,swojski" klimat,
    nie nasz Bałtyk, nie Jurata, Hel itd. itd.

    Uliczka - spacerniak w Zandvoort

    Kolejny punkt to Haarlem. Niewielkie miasteczko leżące pomiędzy Zandvoort a Amsterdamem. Słynie ono z tego, że znajduję się tutaj centrum handlu cebulkami tulipanów.

    Dworzec kolejowy

    Jak w całej Holandii, rowery, rowery, rowery.....

    Nowy Rynek w mieście. Sklep z holenderskimi serami oraz

    kwiatami i

    pieczywem i innymi dobrami

    Kolejny dzień to już sam Amsterdam. Taki widok można zobaczyć po wyjściu z centralnego dworca kolejowego.

    W oczekiwaniu na połączenie. Nikt tutaj niczemu się nie dziwi - ,,kapitalizm"

    Pozostałości po imprezie nocnej

    Sklepik z podejrzanym asortymentem

    Dzielnica ,,czerwonych latarni"

    Pomnik weteranów, wokół plac tętniący życiem

    Jedna z przystani amsterdamskich, stąd można popłynąć między kanałami

    Na pokładzie jednej z takich łodzi

    Dom Rembrandta

    itd. itd. itd. Można godzinami chodzić po uliczkach. Sama stara część Amsterdamu to oddzielna wyprawa na kilka dni. Ale i taka, ekspresowa wycieczka też miała urok.

    Oddzielna sprawa to lotnisko Schiphol. To robi wrażenie. Naprawdę doskonale zorganizowane. W żaden sposób nie można się pogubić. Wszystko przejrzyste, jasne i zrozumiałe. Chyba najciekawsze lotnisko w Europie.

    Ciąg korytarzy zdaje się nie mieć końca

    Różne atrakcje na lotnisku

    Taras widokowy. Aż chciało mi się umieścić ogłoszenie: ,,zamienię M-4 w Warszawie na śpiwór
    na lotnisku. Można tu siedzieć godzinami, pod gołym niebem i pod daszkiem w przypadku
    niepogody. A ruch na lotnisku, brak słów...

    Kolejna atrakcja, wycofany z użytku Fokker 100, można wejść, usiąść w fotelu, itd. itd.

    Ale nadeszła pora odlotu. Wg informacji, samolot z Warszawy przylecieć ma 5 minut przed czasem. Odprawa na lotnisku w części oznaczonej jako 1, stanowisko 6, odprawa ma się zacząć o godz. 18.45. Tuż obok odprawiany był Finnair do Helsinek. Punktualnie o 18.40 przyszły pracownice i już po 2 minutach, z kartą pokładową w ręku udałem się do kontroli bezpieczeństwa, która przeszła równie sprawnie jak w Warszawie. Do bramki D84 - spacerkiem 17 minut. I ta charakterystyczna zapowiedź przy ruchomych chodnikach ,,Watch your step". Do dziś mam w uszach to brzmienie. W bramce już czekało kilka osób, chyba tych, którzy przylecieli tranzytem, bo ja byłem odprawiony jako pierwszy. Samolot Embraer 175 - SP-LIB, podkołował, wysiedli pasażerowie, zatankowano na nowo, włożono nowy bagaż i już wzywali nas na pokład. Bardzo szybko wszyscy usiedli, drzwi zamknięte, włączenie silników i kołowanie na bardzo odległy pas startowy. Prawie 20 minut to zajęło. I tutaj ciekawostka. Co jakiś czas, kiedy samolot ma tendencje do przyśpieszania, był przyhamowywany. I wtedy rozlegał się bardzo nieprzyjemny dźwięk. Nie taki jak hamujący pociąg, ale takie jakieś hydrauliczne tarcie. Trudno to określić. Samo przyhamowywanie, to jeszcze pół biedy. Natomiast zatrzymanie samolotu, to już dźwięk fatalny. Tak jakby jakieś straszne stare miał hamulce, albo jakieś wytarte, pierwszy raz słyszałem takie odgłosy przy hamowaniu. Widocznie nie był to jakiś niepokojący dźwięk dla stewardess, bo nic sobie z tego nie robiły, natomiast pasażerowie spoglądali po sobie i przez okna co się dzieje. Wreszcie samolot wystartował, w bezchmurne niebo. Po kilkunastu minutach już byliśmy na wysokości 11.000 metrów. Po chwili dały znać o sobie dzieciaki. Taki pisk, taki wrzask jaki potrafią one wywołać, najbardziej cierpliwego by wykończyły. A rodzice? Spoko. Kompletnie nic z tym nie robią. Żeby jakoś zająć czymś te dzieci, a po co? Zajęci samymi sobą. Dzieciaki rozrabiały tak, że ludzie z wymownymi minami spoglądali na ich opiekunów z myślą, ze to pomoże. Nawet stewardessa, która coś im dała, aby się zajęły, traciła cierpliwość. Nagle przez okno dojrzałem zbliżający się front, to ten, który nasunął się nad Polskę od strony Niemiec. Bardzo wypiętrzone chmury zapowiadały turbulencje. I mówiąc na wpół do siebie, na wpół do pasażera siedzącego obok: ,,zaraz się uspokoją" - czekałem na ich reakcję. Jeszcze kilka sekund i samolot zaczął nieźle rzucać. Od razu dzieciarnia przycichła. Blade ze strachu ich twarze uspokoiły resztę pasażerów. Włączyła się sygnalizacja ,,zapiąć pasy" i praktycznie już do lądowania na Okęciu, huśtało mniej lub bardziej. Lecąc z północnego zachodu, samolot zrobił kółko nad pięknie rozświetlonym miastem. Niestety zdjęcia nie wychodzą, odbija wszystko szyba w oknie. Po kilku minutach samolot dotknął kołami ziemi. Była godz. 21.40. Jak w szwajcarskim zegarku.

    Po wylądowaniu na Okęciu

    Szybki odbiór bagażu i już po chwili w taksówce w drodze do domu.

    Takie weekendy, mogłyby być co tydzień. A jeszcze gdyby tak za darmo, to już wogóle byłaby poezja.

    pozdrawiam wszystkich serdecznie
    robertkuch

  2. #2
    Awatar charli91

    Dołączył
    Nov 2010
    Mieszka w
    Gdańsk

    Domyślnie

    Ciekawa relacja, fajne zdjęcia. Duże info o lotnisku.
    Szalona środa jest ciekawa, lepiej wydać 500zł i lecieć za miesiąc, dwa. Taniej oczywiście wychodzi z first minute. Tylko planować pół roku do przodu weekendowy wypad :P

  3. #3

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Dziękujemy, bardzo przyjemnie się czytało!

  4. #4

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie

    Dzien dobry. To ja chcialbym podziekowac wszystkim za serdeczne wpisy tutaj, jak i na moim profilu. Bardzo serdecznie dziekuje. Mam nadzieje, ze nikt z forumowiczow nie odbiera moich wycieczek - jakby o tym co sie stalo w maju - bym zapomnial. To tylko na pamiec najblizszej mi osoby, staram sie zyc jak moge najnormalniej, a majac Jej zdjecie przy sobie, czuje jakby podrozowala ze mna.
    pozdrawiam serdecznie
    robertkuch

  5. #5

    Dołączył
    Mar 2008
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Super relacja, wielkie dzięki... no i to lotnisko A czy można się uśmiechnąć o adres tej polki gdzie nocowałeś ?

  6. #6

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    warszawa

    Domyślnie


    Polecamy

    Do użytkownika Karolin.

    Wysłałem na Twój profil prywatną wiadomość. Mam nadzieję, że nie będzie problemu z odczytaniem.
    pozdrawiam serdecznie
    robertkuch


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •