Pokaż wyniki od 1 do 14 z 14
Like Tree3Likes
  • 3 Post By shiver

Wątek: KTW-BGY-VLC-BGY-KTW - weekend we Włoszech i w Hiszpanii

  1. #1

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie KTW-BGY-VLC-BGY-KTW - weekend we Włoszech i w Hiszpanii


    Polecamy

    Tydzień po wycieczce do Rygi (opisanej kilka dni wcześniej) w planie miałem już kolejną. Tym razem, startując 7 października, wraz z dwojgiem znajomych zamierzaliśmy odwiedzić nieco cieplejsze rejony Europy – zajrzeć do Walencji, zwiedzić Mediolan oraz Bergamo. W Hiszpanii nie byłem jeszcze nigdy wcześniej, natomiast wymienione włoskie miasta odwiedziłem w lecie i stwierdziłem, że z przyjemnością wrócę tam drugi raz, tym razem już trochę w roli przewodnika.

    Wylot jak zwykle w moim przypadku poprzedził dojazd z Bielska-Białej. S1 między Tychami a Sosnowcem znowu dorobiła się kilku zwężeń, ale przy wyjeździe o 4 rano nie było to oczywiście żadnym problemem (co innego kiedy będę musiał jadąc kolejny raz na lotnisko pokonać tą trasę w piątek po południu... – ale o tym wolę na razie nawet nie myśleć). Tym razem jednak bez przeszkód znaleźliśmy się w KTW po 5:00, gdzie po zaopatrzeniu znajomych w torebki foliowe na kosmetyki i odstaniu kilku minut w kolejce do kontroli bezpieczeństwa znaleźliśmy się bez przeszkód w airside. Znajoma (jej 3, 4, 5 i 6 lot w życiu), której zdanie przywołam pewnie w tej relacji parę razy, stwierdziła że to nie fair, że kobiety są szczegółowo kontrolowane przez kobiety, a mężczyźni przez mężczyzn

    Po zaopatrzeniu się w napoje na drogę ustawiliśmy się do kolejki do boardingu na lot Wizzair do Bergamo, który tego dnia obsługiwał HA-LPR („stare” siedzenia, hura). Na pokładzie zajęliśmy miejsca w tylnej części kabiny, znajomi rząd przede mną (tak, wolałem siedzieć za nimi, a przy oknie ). Start odbył się jeszcze niemalże po ciemku, lecz z czasem zaczęło się rozwidniać. Po przebiciu jednolitej warstwy chmur mój wzrok miał przez jakiś czas problem z dostosowaniem się do mleczno-szarego półmroku za oknem. Tym większa była moja radość gdy dojrzałem, pierwszy raz w mojej historii latania samolot lecący praktycznie równolegle do nas. Niestety mała ilość światła nie bardzo pozwalała na dokładne obserwacje czy fotografowanie, ale już po powrocie do domu sprawdziłem, że był to A340 Air China, zresztą również lecący do Mediolanu, tyle że na MXP. Widok pierwsza klasa. Dla niektórych, bo znajomi, dla których loty również miały być atrakcją właściwie cały przespali



    W Bergamo wylądowaliśmy o czasie, natomiast tuż po nieco zaskakującej dla nas, porannej sporej burzy. Już z góry było wyraźnie widać, że wszystko na ziemi jest bardzo mokre, a po wylądowaniu, jeszcze z kabiny obserwowaliśmy intensywne błyskawice. Deboarding jak zwykle autobusowy. Gdy wyszliśmy z terminala nie padało już, mimo to wybraliśmy się tylko na krótki spacerek po parkingu, by zobaczyć kilka startów. Zwiedzanie Włoch musiało poczekać, ponieważ o 11:40 czekał nas kolejny lot, tym razem z Ryanairem – do Walencji. Po przejściu ponownej kontroli bezpieczeństwa (na security ważenie bagaży podręcznych bez mierzenia – niektóre ludzie kładli na koszyku z wagą, bo w oczywisty sposób się w nim nie mieściły) znaleźliśmy w miarę spokojny kącik i te kilka godzin spędziliśmy grając w karty. Mała dygresja – po tej wycieczce zyskałem pewność, że nie ma to jak podróż ze znajomymi – w pojedynkę zdarzają się jednak dłużyzny – jak choćby przy przesiadkach właśnie.



    Atrakcją pobytu w BGY było natomiast dla mnie pojawienie się Dreamlinera. No dobrze, nie chodzi o 787, tylko o samolot Ryanair pomalowany właśnie a’la Dreamliner. (Przy okazji - wrócił on też trzy dni później do BGY w dniu naszego powrotu do domu, jednak jedyne zdjęcie, które mu zrobiłem nie złapało zupełnie ostrości).



    Tymczasem zbliżał się czas boardingu na lot do VLC. Z drobnym poślizgiem wsiedliśmy do EI-EKW. Usiedliśmy podobnie jak poprzednio, ponieważ widoków wybrzeża Morza Śródziemnego też nie zamierzałem przegapić. A poza tym miałem uzasadnione podejrzenia, że znajomi mimo chęci siedzenia przy oknie będą dalej odsypiać krótką noc (nie pomyliłem się). Nasze wozidło wzbiło się w powietrze z dwudziestominutowym opóźnieniem. Lot rzeczywiście obfitował w piękne widoki (zachodnie alpy, lotnisko w Marsylii z charakterystycznym pasem startowym), choć ziemię przysłaniała delikatna mgiełka. Gdzieś nad Morzem Śródziemnym pojawiły się jednak chmury i Barcelony z powietrza nie zobaczyłem. Po przylocie sprawdziłem oczywiście trasę naszego lotu i zauważyłem że poziom przelotowy wynosił zaledwie FL250. Niedawno przeczytałem o tym, dlaczego niektóre Entery latają tak nisko (uszkodzenia w klimatyzacji). Czy to znaczy, że i my mogliśmy latać na jakichś MELach?






    Lądowanie w Walencji odbyło się dokładnie o czasie (fanfar sobie nie podarowali). Na płycie raczej pusto, choć w oddali zobaczyłem 747 cargo, któremu nie omieszkałem pstryknąć pamiątkowej fotki (mój pierwszy Jumbo na żywo!). Deboarding pieszy, terminal nie robiący pozytywnego ani negatywnego wrażenia, za to połączony bezpośrednio z metrem. Poniżej kilka zdjęć z Walencji, która w niektórych miejscach naprawdę potrafiła zachwycić (a dodam, że przylecieliśmy tam tak naprawdę bez przygotowania i wiedzy o mieście).








    Powrót do Włoch miał odbyć się jeszcze tego samego dnia, wieczornym lotem o 21:30. Po intensywnym zwiedzaniu miasta, spożyliśmy na lotnisku regeneracyjny posiłek w Burger Kingu. I tutaj pierwszy raz powiem – to skandal i zwykła wieś, że pracownik restauracji na lotnisku nie potrafi wydukać porządnie jednego zdania po angielsku i na rozmowę w tym języku odpowiada po swojemu. Masakra nie Europa. Nawiasem mówiąc to samo powtórzyło się chwilę później przy innym stoisku, gdzie kupowałem mineralną. Dla mnie to poniżej poziomu.

    Planem na powrót do BGY było tym razem dla wszystkich przespanie wieczornego lotu i w konsekwencji siedzenie razem, w jednym rzędzie. Dlatego też załamała nas ustawiona na 20 minut przed rozpoczęciem boardingu 50-metrowa kolejka na nasz lot. Tym większym zaskoczeniem (i ulgą) był dla nas fakt zastania na pokładzie EI-ENC jeszcze przynajmniej kilku zupełnie wolnych rzędów foteli. Dodam natomiast, że podczas boardingu znów uważnie ważono (także bagaże w sposób wyraźny nie mieszczące się do koszyka) - na czym także przeskoczyliśmy trochę ubierających się w pośpiechu osób - wniosek - uważajcie na 10kg w Ryanair! Również zmęczony, bez dyskusji zgodziłem się tym razem na 28C naiwnie licząc na to, że zasnę w środku komunikacji, i to takim, który hałasuje i przez większość czasu nie jeździ twardo po ziemi

    Lotu nie przespałem, ale mimo to minął mi w miarę szybko. Z nudów zażyczyłem sobie natomiast małe piwko, po czym kontemplowałem jego smak myśląc przy tym, że kosztuje mnie ono więcej niż połowa wartości biletu na ten lot Z lotu powrotnego z oczywistych względów nie mam żadnych zdjęć, mam natomiast (na sucho) obserwację, że wszelkie PSP, iPady, laptopy, a przynajmniej odtwarzacze MP3 to ogromna powszechność na zachodzie jeśli chodzi o takie loty – widać je było w prawie każdym rzędzie.

    Lądowanie w Bergamo miało miejsce niewiele przed czasem. Znajoma, którą obiecałem cytować, i dla której starty i lądowania miały być wielką atrakcją powiedziała po tym wyczerpującym dniu wprost – że latanie to najgłupszy sposób transportu, traci się dużo czasu nie podróżując, a na dodatek nie da się kompletnie wyspać W ten właśnie sposób pierwszy, intensywny dzień wycieczki dobiegł końca. Kolejne dwa zajęło nam zwiedzanie Mediolanu i Bergamo, a dla osób zainteresowanych wklejam kilka zdjęć.

    Mediolan




    Bergamo





    O Włochach niestety powiem to samo co o Hiszpanach - są zaściankiem Europy pod względem używania angielskiego. Jego znajomość kończy się praktycznie zaraz za biurem informacji lotniskowej i co gorsza, dotyczy także ludzi młodych, wykształconych.

    W poniedziałek, 10.10 zaplanowany był już tylko powrót do domu, poranny lot BGY-KTW. Dość wczesne wstawanie pozwoliło nam się porozkoszować się włoskim chłodem części terminala, gdzie gate’y „wynajmuje” Wizzair. Jest to, nie przebierając w słowach barak, marnie ogrzewany, byle jak wyglądający i niewygodny. Przesiedzieliśmy w nim jednak te kilkadziesiąt minut do boardingu, po czym za pośrednictwem autobusu znaleźliśmy się w HA-LWJ. Tutaj po raz trzeci zacytuję znajomą, która stwierdziła, że rozkładane czy nie, żadne fotele nie mogą być tak marne jak w Ryanair. Wylot odbył się około pół godziny po czasie, z czego większą część nadrobiliśmy w powietrzu. Pierwsza część rejsu obfitowała w piękne widoki (Alpy! – nie było ich widać w drodze do Włoch). Później niebo się zachmurzyło i tak już dotarliśmy do KTW. Przed lądowaniem można było jeszcze podziwiać z okna budowę A1 Zabrze – Pyrzowice, po czym znaleźliśmy się znów na polskiej ziemi. Koniec wycieczki.




    Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali i jak zawsze proszę o pozytywne i negatywne uwagi!
    Raffij, Gooth and lponczek like this.

  2. #2
    Awatar boryfik

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    Nowy Wiśnicz

    Domyślnie

    Świetna relacja, gratuluję wycieczki
    ------------------------------------------------------------------------------------------
    Celestron 15x70, TPL 20x80 Canon 350D, Tair 300/4,5, TC 2x


  3. #3
    Awatar maciek55

    Dołączył
    Nov 2010

    Domyślnie

    Kolejna świetna relacja, miło się czyta, gratuluje wycieczki i zapału żeby tak tydzień po tygodniu gdzieś lecieć
    Silesia Spotters


    Pozdrawiam, Maciek

  4. #4

    Dołączył
    Mar 2010

    Domyślnie

    Fajna relacja, szczególnie że Walencja jest mi bardzo bliska. Ten 747 stoi tam chyba na stałe (nie interesowałem się, ale zawsze go tam widzę jak korzystam z VLC).

    Pozdrawiam z Walencji,
    Bartek

  5. #5

    Dołączył
    Jun 2009
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    ..fajna relacja, napisz coś o kosztach: przeloty, noclegi ...
    Co do zaściankowości Hiszpanów i Włochów pozwole się nie zgodzić. Jeżdze niemalże regularnie do Włoch (Mediolan i okolice także) i Hiszpanii (choc nie do Walencji) i nigdy nie zauwazyłem abym miał jakiś problem z dogadaniem się po ang.
    Być może trafiłeś akurat na takich, co nie znaczy że caly naród jest taki...

  6. #6

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Co do tych języków i ich znajomości - zgoda, generalizuję. Miałem pewnie po prostu pecha i stąd ocena. Z drugiej strony jako zarządca portu lotniczego dbałbym o to, żeby nawet sprzątaczka potrafiła pasażerowi wskazać po angielsku najbliższą toaletę (Tak wiem, łatwo się mówi).

    Koszty:
    KTW-BGY RT 98 PLN
    BGY-VLC RT 16 EUR

    Nocleg w Bergamo wyszedł za 30 EUR / osobonoc.
    Komunikacja (ceny w jedną stronę): autobus BGY-Bergamo 2 EUR, pociąg Bergamo-Mediolan 4.45 EUR, metro VLC - Walencja 2.90 EUR, metro w Mediolanie 1.5 EUR.
    Zestaw w Burger King w VLC ok. 8 EUR
    2 średnie pizze + wino (posiłek dla 3 osób) w Mediolanie - 21 EUR
    Piwo 0.2 w Walencji - 2 EUR
    Piwo 0.66 w parku w Mediolanie (butelka) - 3 EUR
    Pizza na wagę w Bergamo - 1.10 do 2 EUR za 100 gram
    Wino w sklepie we Włoszech (porządne, dobre, żeby nie było ) - 4-7 EUR

  7. #7
    Awatar willow

    Dołączył
    Oct 2011
    Mieszka w
    Warszawa/Galway

    Domyślnie

    to chyba jeszcze nie tak drogo cie wszystko wyniosło ? chyba , ze się nie znam a swoja droga przyjemnie się czyta no i muszę pochwalić za zdjęcia !

  8. #8

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Nie podliczałem kosztów szczerze mówiąc. Uważam, że ceny na loty dobre. A to jeszcze było "z ręki". Teraz mam Azuona i żadna dobra cena mi nie umknie Nawiasem mówiąc program polecam, potrafi zdziałać cuda.

  9. #9

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    jak zwykle rewelacyjna relacja i reklama,aby zwiedzić co nie co. Podziwiam cię...Zdjęcia rewelacja, aż nie chce się odrywać oczu.... Ja nie wyobrażam sobie życia bez mp3,albo mojego odtwarzacza CD (mp za mała pojemność na wszystko co lubie).Nie rusza się bez niego z domu.

  10. #10
    ModTeam
    Awatar STYRO

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPRZ/RZE

    Domyślnie

    to skandal i zwykła wieś, że pracownik restauracji na lotnisku nie potrafi wydukać porządnie jednego zdania po angielsku i na rozmowę w tym języku odpowiada po swojemu. Masakra nie Europa. Nawiasem mówiąc to samo powtórzyło się chwilę później przy innym stoisku, gdzie kupowałem mineralną. Dla mnie to poniżej poziomu.
    Ktos inny moglby powiedziec, ze to skandal i zwykla wies, ze jadac do hiszpanskojezycznego kraju domagasz sie, aby ci gadali w jezyku, ktory Ty rozumiesz. To Ty jedziesz do niech a nie oni do Ciebie i to jest Twoj problem.
    Owszem - przez prawie 13 lat mieszkania w tym kraju Hiszpanow, ktorych spotkalem i ktorzy mowia dobrym angielskim moznaby policzyc na palcach jednej reki, ale kto by sie tym przejmowal. Oni turystow i tak mieli, maja i beda miec - bo maja klimat, piekne miasta i swietna mentalnosc - radosc zycia i te sprawy. I ich ulomnosc do jezykow (bo tak jest - sa ulomni do jezykow) nie przesloni tych zalet jakie maja jako kraj i jako narod. A Polacy chocby nie wiem jak dobrze mowili po angielsku to i tak w turystyce Wloch czy Hiszpanii nie przeskocza. A na przyszlosc radze zakupic rozmowki polsko - hiszpanski albo poleciec do UK - tam dogadasz sie bez problemu

    A tak poza tym to relacja swietna, zdjecia fajne tylko ta kolezanka troche dziwna


    A propos - brakuje zdjecia kolezanki
    Pozdrawiam
    STYRO

    LOS SUAVES - już nie pójdę na taki koncert ...

  11. #11

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Zgadzam się, macie rację, że słów użyłem mocnych. Cieszę się, że wywołało to dyskusję, a z argumentami się zgadzam. Zwłaszcza że o ile pamiętam, hiszpański to jednak bardziej rozpowszecniony na świecie język niż angielski. Proszę moje słowa odbierać raczej jako reakcję na gorąco na ten stan rzeczy. Teraz już wiem czego oczekiwać i następnym razem nie będzie to dla mnie tak zaskakujące.

    Koleżanka jest bardzo fajna i sympatyczna, ale jak to koleżankom się zdarza - miewa humory Za to kolega, który uzupełniał nasze trio był chyba na tyle spokojny że nie wspomniałem o nim w relacji

  12. #12

    Dołączył
    Feb 2010
    Mieszka w
    Tychy

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez STYRO Zobacz posta
    Ktos inny moglby powiedziec, ze to skandal i zwykla wies, ze jadac do hiszpanskojezycznego kraju domagasz sie, aby ci gadali w jezyku, ktory Ty rozumiesz. To Ty jedziesz do niech a nie oni do Ciebie i to jest Twoj problem.
    Hmm. To może na tablicach lotniskowych usuńmy wszelkie języki poza rodzimymi, niech se pasażer kupi rozmówki, jeśli chce wiedzieć gdzie jest odprawa, gdzie są bramki itp.

    Ja rozumiem, że ci ludzie pracują "u siebie". Jednak w takim miejscu jak lotnisko, gdzie duuuża część klientów to obcokrajowcy, fajnie byłoby aby sprzedawca choć kilka podstawowych słów po angielsku znał. Na pewno poprawiłoby to komfort zawierania transakcji i wyeliminowało komiczne sytuacje typu: "Dzie-sięć zło-tych. Dzie-sięć. Nie nie nie. Dzie-sięć!"

    Kończąc OT: Fajna relacja, a i sama Walencja wygląda bardzo przyjemnie. Jeszcze tam mnie nie było, muszę ją uwzględnić przy przyszłorocznych wypadach

  13. #13
    ModTeam
    Awatar STYRO

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPRZ/RZE

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez PiotrekS Zobacz posta
    Hmm. To może na tablicach lotniskowych usuńmy wszelkie języki poza rodzimymi, niech se pasażer kupi rozmówki, jeśli chce wiedzieć gdzie jest odprawa, gdzie są bramki itp.
    Nie zgadzam sie z Toba. Powiem nawet wiecej - cenie i podziwiam Hiszpanow za ten szacunek do wlasnego jezyka. Nie moge zrozumiec dlaczego w Polsce tak kochamy amerykanizmy. Nie moge zrozumiec, ze kiedy jade na lotnisko np. w Rzeszowie to na drogowskazach widze napis Airport, nie moge zrozumiec napisu na terminalu International Airport, bo co bo jestesmy przez to bardziej swiatowi? Nie - chyba bardziej zakompleksieni. Wystarczy napisac Lotnisko - i tak na drogowskazach jest znaczek samolotu i kazdy sie domysli. Jak jestem w Hiszpanii czy w Niemczech to nikt mi nie pisze na drogowskazach Lotnisko tylko Aeropuerto albo Flughawen.

    Ja rozumiem, że ci ludzie pracują "u siebie". Jednak w takim miejscu jak lotnisko, gdzie duuuża część klientów to obcokrajowcy, fajnie byłoby aby sprzedawca choć kilka podstawowych słów po angielsku znał.
    Fajnie by bylo nie oznacza, ze tak musi byc. Powtorze - oni sa u siebie i jak Ci sie nie podoba to nie lataj tam W hiszpanskiej turystyce najwieksze rynki to rynek brytyjski, niemiecki i skandynawia, jakos tym turystom nie przeszkadza to, ze nie moga sie dogadac.

    Inna sprawa, ze z doswiadczenia wiem, ze najgorszy turysta to turysta polski i niemiecki. I wcale nie zdziwilbym sie, jakby ta osoba z lotniska znala ten angielski tylko specjalnie udawala Greka sam tak robilem jak wstalem lewa noga i mialem roszczeniowych, upierdliwych niemieckich turystow
    Shiver - nie odbierz tego osobiscie plizzzz.
    Pozdrawiam
    STYRO

    LOS SUAVES - już nie pójdę na taki koncert ...

  14. #14

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez STYRO Zobacz posta
    Inna sprawa, ze z doswiadczenia wiem, ze najgorszy turysta to turysta polski i niemiecki. I wcale nie zdziwilbym sie, jakby ta osoba z lotniska znala ten angielski tylko specjalnie udawala Greka sam tak robilem jak wstalem lewa noga i mialem roszczeniowych, upierdliwych niemieckich turystow
    Shiver - nie odbierz tego osobiscie plizzzz.
    Spokojnie Zresztą ja uważam się za turystę raczej nieuciążliwego mimo wszystko.

    Natomiast to co piszesz, przypomina mi nieco (nie wiem dlaczego) popieranie pomieszania języków przy wieży Babel. W ten sposób nie zbudujemy tej zjednoczonej Europy, jeśli
    a) nie będziemy się umieli dogadać,
    b) nie będziemy CHCIELI potrafić się dogadać.

    No ale to już spory OT.

LinkBacks (?)


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •