Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7
  1. #1
    Awatar MaciejS

    Dołączył
    Nov 2009
    Mieszka w
    Mysłowice

    Domyślnie WAW-BUD-WAW czyli weekend w krainie Orbana


    Polecamy

    Po letnich tunezyjskich wojażach w końcu nadszedł był czas na pierwszy, przez nikogo niezorganizowany lot na weekend. Jako że jestem fanem madziarskich smaków, miasto to odwiedzałem jako młody człowiek, chciałem odświeżyć wspomnienia, a przy okazji lepsza połowica chciała je zobaczyć mocno - wybór był prosty. Budapeszt. Bilety LOTu zakupiłem jeszcze w maju, i rozpoczęło się szukanie miejsca na nocleg. Znalazłem, trafiłem i "zabookingowałem". Całość z transferem z lotniska i na lotnisko, bilety lotnicze i sam nocleg kosztował nas w sumie 1300 zł. I żadnej z tej złotówki wydanej nie żałuje. Długo oczekiwany 28 dzień października w końcu nadszedł. Pobudka o 4 rano, coby od teściowej przyszłej udać się w stronę Okęcia. Pies został z dobrą opieką, więc jedziemy. Jako że jechaliśmy z Grajewa, a więc ze wschodu Polski, a ja Warszawę znam tyle o ile, postanowiliśmy stolicę objechać od południa, i od strony Piaseczna dostać się na umówiony wcześniej parking. Wstrzeliliśmy się idealnie, i na 3,5 godziny przed odlotem zjawiliśmy się przy wejściu do terminala. Gdy okazało się że TA wielka kolejka także i nas dotyczy przy odprawie, wspólnie postanowiliśmy skorzystać po raz pierwszy z odprawy poprzez automat. Okazało się to proste i szybkie, i dzięki temu można było spokojnie iść i zjeść jakieś śniadanie. Kiedy już napełniliśmy żołądki, udaliśmy się w stronę kolejki do kontroli bezpieczeństwa. Szkoda że i tam nie ma automatów ;-) Ewelina musiała pozbyć się butów (większość kobiet miała już na sobie długie buty i większość musiała je ściągnąć) ja natomiast po wyłożeniu wszystkiego do koszyka przeszedłem beznajmniejszego zapiszczenia. Kiedy już znaleźliśmy się po drugiej stronie, nadeszło czekanie. Dobrze że terminal wyposażony jest w miejsce dla palaczy. Przykre to, ale prawdziwe ;-) Usiedliśmy przynaszym rumaku SP-LDI i czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy... wkońcu nadszedł nasz czas. Pierwszy raz lecieliśmy nie czarterem na wakacje, tylko normalnym rejsowym samolotem. Nawet w takim maleństwie jak nasz ERJ-170 się okazało że miejsca (17C, 17D z widokiem naskrzydło) jest wystarczająco, i że ten godzinny lot będzie chyba najmilszym jakie przeżyliśmy. Przy okazji chcieliśmy pozdrowić Panią Stewardesę i to pisaną przez duże S. Niestety, nie wiemy jak się nazywa - ale jest przemiłą osobą. Widząc że ma lepsza część,a także inna lepsza część pasażera przed nami, ma problem z opanowaniem strachu (A jak spadnie? A jak to, a jak tamto?)od razu rozpoczęła dyrygowanie, że się kary za obgryzanie paznokci zaraz się posypią, i że twarde polskie baby się nie boją latać. Pozdrawiamy Panią serdecznie! Przy okazji powiem że obłożenie tego lotu to około 50%, duża ilość Azjatów, którzy chyba z Budapesztu za pomocą Hainan Airlines lecą w swoje rodzinne strony. Z lotu niestety żadnych zdjęć nie posiadam, gdyż większą jego część, spędziłem na uspokajaniu Eweliny przy każdym nawet najmniejszym wstrząsie. Jako że pogoda była piękna, widać było i Tatry (chyba to były Tatry) i rożne inne piękne płaszczyzny terenu. Widziałem nawet jakieś małe lotnisko, ale nie jestem wstanie powiedzieć jakie. Po 20-kilku minutach odezwał się kapitan że właśnie osiągnęliśmy wysokość przelotową i że za 5 minut rozpoczynamy zniżanie do lądowania ;-( Z powietrza obejrzeliśmy jeszcze cały Budapeszt, który najprościej można rozpoznać po wyspie Św. Małgorzaty. Widoki naprawdę cudne. Przygotowanie do lądowania, i ... zaskoczenie. Z czarterowego lądowania pamiętamy ostatnio ogromne ŁUP kołami o pas, a tutaj pięknie, gładko, praktycznie bez najmniejszego wstrząsu. Gdybym spał - pewnie bym się nawet nie obudził. Wspaniale po prostu. I dla jasności – Boże broń, nie mówię że piloci linii czarterowych latają gorzej. Latając z nimi, nie bałem się, wiedziałem że również są świetnie przeszkoleni i że samolotom nic nie dolega. Zjazd z pasa, objazd terminala 2B, i już stoimy na płycie. Do terminala dostaliśmy się autobusem, który przejechał ze 150 metrów. No, może z 200. W środku, terminal jest ładny, czysty, dobrze oznakowany, i nie stanowiło nam problemu znaleźć walizki czy wyjście. Na dodatek lotnisko przygotowane jest na dużą ilość turystów, na wyjściu dostaliśmy mapę miasta, zaproponowano nam transfer z lotniska, niezależnie od tego do jakiego hotelu, w jednej cenie, oraz inną wszelką pomoc. Grzecznie podziękowaliśmy, i zostało nam zaczekać na spóźniającego się kierowcę
    Kiedy już doczekaliśmy się człowieka z małym Roverem 200, i dojechaliśmy do kamienicy z tabliczką „Leda Apartament's” człowiek ten nagle chwycił się za głowę, zaczął przepraszać (nie bardzo można było zrozumieć za co) i dzwonić gdzieś. Po trzech minutach niepewności zapakował nas ponownie do samochodu i zawiózł do innej, zdecydowanie ładniejszej, i nowszej willi/kamienicy. Tam na miejscu w końcu dowiedzieliśmy się dlaczego. Nasze miejsce zakwaterowania przechodzi remont, dlatego zostaliśmy zakwaterowani w „King Apartament's”. Dostaliśmy około 60 metrowe mieszkanie, kompleksowo wyposażone, z ogromnym balkonem. Po prostu wspaniałe. Gdy tylko rozpakowaliśmy część rzeczy, można było iść na pierwszy posiłek na węgierskiej ziemi.
    Budapeszt, a przynajmniej duże jego centrum składa się z historii. Na każdym kroku można spotkać tablice upamiętniające sławnych mieszkańców, popiersia wielkich tej ziemi, monumentów i innych historycznych budynków. Jako że od początku wyprawy nie nastawialiśmy się na żadne doznania historyczne, muzealne, czy inne postanowiliśmy zwiedzić miasto na swój sposób. Zrezygnowaliśmy z karty Budapesztańskiej, która daje możliwość zniżek, wejścia do ponad 60 muzeów gratis, oraz korzystania z transportu publicznego gratis. Czy słusznie? Dużo spacerowaliśmy z mapą w ręku. Zresztą nie my jedyni. Co krok widywaliśmy turystów, którzy tak jak my porównywali tabliczki na budynkach z tym co na mapie. A ma Budapeszt miejsca do chodzenia, oj ma. Piękne uliczki, piękne budynki, co krok cukiernie, kawiarnie, restauracje. Jest w czym wybierać, i każdy znajdzie coś dla siebie. Z własnego doświadczenia, polecam zapoznać się ze stroną trip advisor a następnie do wybranych restauracji dzwonić i rezerwować. My, w polecanej na w/w stronie restauracji spotkaliśmy się z pełną salą i smutną miną kelnera, gdy musiał nam odmawiać. Także dzwonić irezerwować. Bariery językowej nie ma, gdyż każdy, kto ma w Budapeszcie coś wspólnego z turystą zna angielski w stopniu komunikatywnym. Nawet Pan, który sprzedawał baloniki przed zoo, potrafił wskazać nam kierunek w którym mamy iść.
    Co widzieliśmy poza wspomnianym zoo? Oceanarium z rekinami na przykład (z centrum najlepiej dostać siętam taksówką, ale taką, zrzeszoną. My wzięliśmy niezrzeszoną i mieliśmy dłuuuugą wycieczkę krajoznawczą i oczywiście taki sam rachunek.) Robi ogromne wrażenie. Bardzo polecam. Tak jak i zoo. Zwiedziliśmy wyspę św. Małgorzaty, wielki park z centrum atletycznym, pośrodku Dunaju. Fajnie widać z niej samoloty podchodzące do lądowania na budapesztańskim lotnisku. Schodziliśmy most łańcuchowy, byliśmy przed parlamentem, usiedliśmy w cieniu drzew wzgórza zamkowego. Atrakcji było mnóstwo. Do tego obowiązkowa kawa, plus ciastko w jakiejś małej cukierni. A wcześniej oczywiście porządne pełne śniadanie węgierskie. Jajecznica ze smażonym salami, papryka, lokalny pleśniowy ser – coś wspaniałego. Obiad to często była przekąska na deptaku, świeżo pieczona w piecu opalanym drewnem, pizza z lokalnymi dodatkami, pieczone kasztany, czy kołacz – robione na naszych oczach wspaniałe ciastko. Do kolacji węgierskiej nie mogło zabraknąć pysznego tokaju. Z każdej takiej kolacji wychodziliśmy przyrzekając sobie że nigdy więcej tyle nie zjemy. Niestety, pyszność ich potraw, a przy okazji rozmiar porcji co wieczór skazywał nas na łamanie danego słowa. Wszystko co dobre, to i szybko się kończy. Trzeba było wracać. Tutaj naczytany samych złych rzeczy o lotnisku Ferigehy postanowiłem wyjechać wcześniej z hotelu, by mieć czas na ewentualne kolejki wystające za drzwi. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Wszystko było wg mnie zorganizowane wzorowo. Fakt, nie posiadam jakiś wielkich doświadczeń z lotnisk, ale jeśli tak jest, że to jest złe lotnisko – to ja mogę latać tylko z takich lotnisk. Szkoda tylko że nie można się było odprawić w automacie. Z infolinii LOTu wynikało że można, ale obsługa na lotnisku, stwierdziła że nie jest to możliwe. Wolałem nie kombinować i karnie czekaliśmy aż uruchomią odprawę przy stanowisku 9-10. A jako że pogoda piękna była, można było wyjść na zewnątrz, i na tarasie poobserwować lądujące samoloty. Gdy już się odprawiliśmy, przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa, znowu zaskoczenie. Strefa dla oczekujących jest duża, dobrze wyposażona, są i sklepy, i bary, i tylko palarni nie ma. Trudno.
    Wracaliśmy SP-LDH, gdzie obłożenie rejsu było większe niż w drodze do Budapesztu. Myślę że około 80%. Pogoda tylko w Budapeszcie, i jego okolicach była ładna – i jak się okazało, już po starcie, wszystko zostało pokryte warstwą chmur. Ziemi widać nie było. Jako że Ewelina, w locie powrotnym jakoś lepiej go zniosła – mogłem popatrzyć sobie przez okno, i porobić trochę zdjęć. Pięknie i dziwnie zrobiło się, gdy już podczas podchodzenia do lądowania weszliśmy w chmury. Nagle ciemno, nic nie widać, rozmowy przygasły. Fajne uczucie. I ten widok –jedne chmury nad nami, drugie jeszcze pod – a my między nimi. Mimo zamglenia, pogody pod psem lądowanie było perfekcyjne. Co jak widać po wydarzeniach dnia następnego – jest chyba w LOT – normalką.
    Budapeszt polecamy wszystkich, którzy chcą oderwać się na weekend. Godzina lotu, a zupełnie inny świat. Polecam fanom zabytków, fanom dobrej kuchni, win, i innych atrakcji. Przy okazji przekonaliśmy się że latanie samemu, bez żadnej organizacji to nic trudnego i że damy sobię radę. Wystarczy tylko chcieć. Kilka zdjęć z naszego weekendu poniżej..















    Maciej Suliński
    Cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Fajny opis i zdjęcia bardzo ładne. Dzięki! Tylko plis, następnym razem rozdzielaj wyraźniej akapity, taki zbity tekst męcząco się czyta.

    To zdjęcie: ImageShackŽ - Online Photo and Video Hosting to jeszcze w powietrzu zrobione????

  3. #3
    Awatar MaciejS

    Dołączył
    Nov 2009
    Mieszka w
    Mysłowice

    Domyślnie

    Nie, nie w powietrzu. To z ulicy, trochę z zaskoczenia..Na przyjazd i odjazd mieliśmy piękną pogodę. W te dwa "pełne" dni mieliśmy pogodę "bez deszczu, wystarczająco ciepłą" ale niestety - zachmurzone niebo ;-(
    Co do akapitów, to fakt - mogłem to rozdzielić, ale niestety - już nie mam możliwości edycji postu. Jeśli moderator będzie miał chwilę czasu - proszę o jakiś podział ;-)
    Maciej Suliński
    Cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych

  4. #4

    Dołączył
    Nov 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Miałem okazję pokonywać tę trasę w sierpniu i mam bardzo podobne odczucia. Też loty idealne, sporo Filipińczyków, Koreańczyków i innych na pokładach z tym, że były realizowane 175-kami. (SP-LID, SP-LIL) Brakowało jednak nerwowych pasażerów Też pozytywne odczucia z terminalu - kontrola bezpieczeństwa sprawna, z zachowaniem "człowieczeństwa", bez tłoku.

    Tak naprawdę odrobina dziadostwa po przylocie i przed wylotem to komunikacja miejska łącząca terminale ze światem, czego nie doświadczyłeś. W Polsce znane mi miasta na trasy łączące centrum z lotniskiem wysyłają najnowszy sprzęt, tu był biletomat nie przyjmujący banknotów ani kart oraz nieklimatyzowany (upały), zatłoczony, zużyty autobus (nota bene w kraju kojarzącym się z Ikarusami było to Volvo chyba made in Poland!) no i dyskusje nad moim uchem kontrolerów z obcokrajowcami. Tu jest sporo do nadrobienia, IMHO.

    A to "małe lotnisko" to zapewne Poprad.

  5. #5

    Dołączył
    Feb 2007

    Domyślnie

    Super relacja

    Lotnisko w Budapeszcie ma nową halę odpraw - Sky Court - którą wielu z nas, Ferihedziofobów, widziało jedynie w fazie konstrukcyjnej (m .in. ja). Teraz tłoki są trochę rozładowane.

    Więc dla pasażerów odlatujących z Budapesztu standard się na bank poprawił - przesiadek mimo wszystko nadal nie polecam, bo organizacja tychże się nie zmieniła...

    Czy dalej jest konrola paszportowa dla wszystkich, nawet dla ruchu Schengen?

  6. #6
    Awatar MaciejS

    Dołączył
    Nov 2009
    Mieszka w
    Mysłowice

    Domyślnie

    My kontroli paszportowej nie mieliśmy. Przy odprawie pokazaliśmy jedynie dowód osobisty, i wystarczyło. Być może dlatego, że teraz przed security są bramki, gdzie pracownicy lotniska po pokazaniu karty pokładowej kierują w odpowiednią stronę. Polecam zatem odwiedzenie Budapesztu w nowej odsłonie.
    Maciej Suliński
    Cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych

  7. #7

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    długa relacja,ale faktycznie jak nie zdjęciami to akapitami oddzielaj....ja też się boję latać,ale nie aż tak żeby trząść się jak galareta. Byłam dwa razy w Budapeszcie ( wyjazdy 1 tygodniowe), jest przepiękny i pewnie tam wróce

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •