Pokaż wyniki od 1 do 3 z 3
Like Tree4Likes
  • 4 Post By aszek

Wątek: Buenos Aires, listopad 2011

  1. #1

    Dołączył
    Jul 2009

    Domyślnie Buenos Aires, listopad 2011


    Polecamy

    Albo BHX-AMS-GRU-EZE-CDG-BHX jak ktoś woli szyfrem.

    W listopadzie 2011 byłem w Buenos Aires. Będzie mało tekstowo a więcej zdjęciowo, głównie dlatego że nie pamiętam już wielu szczegółów.

    Zaczynam w sobotę 5 listopada porannym lotem KLM o 6:00 z Birmingham (BHX) do Amsterdamu (AMS). Trudno coś ciekawego o nim napisać, poza tym, że chyba był punktualny, co nie zawsze mu się zdarza. W Amsterdamie bez zbędnej zwłoki spacer do docelowej bramki na lot KL791 do Sao Paulo (GRU). Nawet przed żadnym lotem do USA nie przeszedłem tak drobiazgowej kontroli bagażu i osobistej jak przed tym lotem do Brazylii. Były pytania dokąd, dlaczego, po co i na jak długo lecę, łącznie z tym dlaczego przez Amsterdam a z powrotem przez Paryż i ile dokładnie mam przy sobie pieniędzy.

    W miarę punktualnie zaczęliśmy wsiadać:



    Po wypchnięciu zasuwaliśmy do pasa 36L, jakby już dalej się nie dało. Trwało to całą wieczność, w końcu start, ostatni rzut oka na wybrzeże



    i lecimy, w zasadzie ciągle nad wodą. Chciałem trochę popracować, więc z rozrywki ograniczyłem się tylko do obowiązkowych odcinków Big Bang Theory. Za oknem nudy jak w polskim filmie. Po 5 godzinach człowiek już nie wie co ze sobą robić, a tu zostało jeszcze 6.





    Po ponad 11 godzinach pojawiły się fragmenty spowitego gigantycznym smogiem miasta i wylądowaliśmy w Sao Paulo około 19 czasu lokalnego. Lotnisko nie jest specjalnie przyjemne, architektonicznie nie kojarzy się ze współczesnymi terminalami, raczej z Dworcem Centralny (przed remontem). Są za to mobilne komunikaty o boardingu. Polega to na tym, że Pan/Pani obchodzi cały terminal i na cały głos krzyczy "Kto do X bramka numer Y!"





    Odbieram kartę na swój następny lot i czekam. Nie wychodziłem nawet ze strefy tranzytowej, na szczęście znalazła się wygodna ławeczka i ze snem nie było problemu. O 6:00 nad ranem jestem już w samolocie do Buenos Aires (EZE) brazylijskich linii TAM - nie wiedziałem czego się po nich spodziewać i dałem się mile zaskoczyć. Było miło i czysto, samolot (wyglądał na) nowy, świetny animowany filmik o bezpieczeństwie



    samolot zapełniony może w 20 procentach (nieludzka godzina). Na odchodne jeszcze poranne Sao Paulo





    Co to za relacja byłaby bez fotki jedzenia:



    Trzy godziny i jesteśmy już w Buenos Aires.

    Sam pobyt był bardzo przyjemny, słoneczko, 26 stopni. Samo Buenos Aires - sporo zieleni, kilka zabytków, a poza tym miasto jak miasto. Kilka zdjęć z dwóch dni pobytu kiedy miałem czas na większe zwiedzanie.

    The Pink House, czyli oficjalna siedziba prezydenta na Plaza de Mayo:



    Argentynki w tradycyjnych strojach ludowych z instrumentami:



    OK, żartowałem. To był akurat festiwal kultury koreańskiej . Gdzieś w centrum:







    Obelisk, centralny punkt BA:









    Owoce, Panie, kupujcie owoce:



    Komunikacja autobusowa w BA to temat na całkiem osobną historię. Nie ma rozkładów jazdy, żeby przetrwać trzeba mieć przy sobie małą, pomysłową książeczkę do wyszukiwania połączeń, ale funkcjonuje, i to jak! W godzinach szczytu autobusy niektórych linii potrafiły podjeżdżać co pół minuty.



    Jeszcze dwa obowiązkowe punkty dla każdego turysty. Cmentarz w dzielnicy Recoleta:









    i Caminito, dwie niewielkie uliczki różnobarwnych domków i knajpek z tango tańczonym do kotleta:










    Powrót wypadł w kolejną niedzielę, 11 listopada. Lotnisko w Buenos Aires (międzynarodowe, EZE) jest już architektonicznie bardziej "standardowe".







    Lot AF417 do Paryża (CDG), lecimy 777 na numerach F-GSQI. Był wyposażony w kamerkę w dziobie, z której obraz (tragicznej wręcz jakości, a może po prostu była brudna?) można oglądać sobie w swoim ekraniku. Rzut oka na Buenos Aires z góry:





    A to już Urugwaj:



    Przez pierwsze 4 godziny lotu były silne turbulencje. A później - no cóż, zapada noc, za oknem jeszcze przez jakiś czas widać rozświetlone miasta w Brazylii a potem sen albo film. Zwykle wybieram kiepskie filmy na które nie miałem czasu na ziemi, a których słaba, samolotowa jakość obrazu i dźwięku nie zepsuje już tak bardzo. Padło na ostatni odcinek sagi o Chorym Portierze i "Friends with benefits". W samolocie było bardzo ciepło, może nawet za bardzo (za to w KLM-ie w tamtą stronę marzłem pod kocem, więc średnio było OK). W międzyczasie nad Atlantykiem robimy taki mały myk:



    i już w poniedziałek 12 listopada rano jesteśmy w Paryżu. Bardzo podobało mi się w nowym terminalu, cicho, jasno i przestronnie



    I po kolejnym krótkim locie który skomentuję tylko jednym zdjęciem



    jestem z powrotem w Birmingham. Jeszcze tylko szybki pociąg i autobus i przyjemne 26 stopni pozostaje tylko wspomnieniem, bo w UK pogoda oczywiście tak jak zwykle .
    KAWA, krethh, hiszpan2007 and 1 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Bardzo przyjemna relacja, ciekawe zdjęcia... Co można fajnego zobaczyć w Argentynie oprócz tych fragmentów które pokazałeś?

  3. #3

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    dlaczego relacje tak późno wstawiłeś?bardzo fajne zdjęcia.Pamiętam,że tymi śmiesznymi liniami TAM ktoś już z forumowiczów miał zaszczyt lecieć ...Drzewa z fioletowymi kwiatami-takie same jak w Jerozolimie...

LinkBacks (?)


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •