================================================== ============================
Disclaimer: Polecam uaktualnić lub zmienić przeglądacza, jeśli komuś
obrazki się nie załadują. Gdyby to nie pomogło, to trudno (collateral damage).
================================================== ============================

intro

Przez trzy lata z rzędu przyjeżdżałem na Grenlandię w lutym, wybierając
ten miesiąc jako - wydawało mi się - reprezentatywny dla tamtejszej
zimy. Oczywiście byłem w błędzie, bo zima nie jest jedna - zim tam jest
w większości zamieszkanych regionów aż cztery. Niemniej jednak moja
prywatna grenlandzka zima to luty, kiedy nie ma zimowych turystów, i
kraj tętni swoim własnym życiem, a podróżnik, nie mówiąc o turyście,
jest wyjątkiem na tyle wyjątkowym, że czasem mieszkańcy nie mogą sobie z
tym poradzić. Może nie tyle z obecnością podróżnika per se, ale z jego
zamiarami. Jakieś dziesięć dni temu wróciłem z ostatniej wyprawy
lutowej, z której wciąż piszę travelogues, i która jak zwykle była pełna
przygód. Mimo, iż jestem teraz w przerwie między wyprawami, zdecydowałem
sie napisać trzy krótkie relacje: Portret Grenlandii jako kraju o
Klimacie Umiarkowanym
. Trzy lata, trzy wątki. Kraj ten nie
jest jedynym jaki lubię i/bądź odwiedzam regularnie, ale myślę, że
panują na jego temat pewne mity dotyczące klimatu. Poniżej wklejam trzy
mikro-zrzuty z dokumentalnych filmów z ostatnich piętnastu lat:




Jak widać na załączonym obrazku, musi istnieć złoty środek między
stukilkudziesięciostopniowym mrozem Wysp Brytyjskich,
nawałnicą rozpalonej lawy w subtropikalnej części Kontynentu
Zachodniego, czy też kilkudziesięciostopniową duchotą i brakiem tlenu w
większości rejonów Wschodniej Azji. Dla mnie takim złotym środkiem jest
właśnie Kalaallit Nunaat, czyli Grenlandia, gdzie temperatury rzadko
wykraczają poza strefę komfortu -20C ~ +20C.

Luty 1.0: słońce, piękna złodziejka i najgorsza linia świata

kiedy: 2010
ile: 5 dni
gdzie: Grenlandia wschodnia, region Ammassalik, wyspa Kulusuk, ~65.34N
spanie: lód nad brzegiem morza
linie: SAS, Flugfélag Íslands, NLŚ (Najgorsza Linia Świata)
trasa: Oslo - Keflavík, Reykjavík - Kulusuk - Reykjavík, Keflavík - Oslo
dyliżanse: 737-600, Dash-8 100, 757-200

Pierwszy raz o Grenlandii czytałem na poważnie w 2001 roku, po premierze
słynnej książki dokumentalno-podróżniczo-etnograficznej. Na Grenlandię
wyjechałem po raz pierwszy siedem lat później, poprawiając to dogłębnym
tournée rok później. W 2010 roku przyszedł czas na stawienie czoła
nowemu, nieznanemu. Czas, by zrobić coś, co będę wspominał przez lata.
Zmierzyć się z naturą póki jeszcze mogę. Mimo tego, iż jestem coraz
starszy, coraz bardziej chorowity, i z datą ważności, jedna rzecz się
nie zmienia - duch wyzwań stawianych samemu sobie, jak za tatrzańskiej
wczesnej młodości, kiedy głównie na żywca zaliczałem kolejne
dwutysięczniki i ściany nowymi drogami, nie zastanawiając się nad
konsekwencjami. Postanowiłem na moją trzecią ekspedycję przegiąć pałę w
każdym aspekcie. A więc pojechać w pojedynkę, bez mapy, zimą, w rejon co
prawda łatwo dostępny, ale za to o najmniej stabilnej pogodzie zimowej w
całym kraju, o przynajmniej rząd wielkości - i spędzić tam cztery noce
na lodzie, z dala od ludzi, bez namiotu, bez gorącego posiłku lub
napojów. I wejść gdzie się da. Udało mi się wszystko, pogoda za to 'nie
dopisała'. Spodziewałem się tradycyjnych huraganów styczniowo-lutowych,
w których prędkość wiatru zaczyna się od 90 km/h a kończy często na 200
km/h. Albo przynajmniej słynnego Piteraq, kiedy lodowate powietrze
"spływa" nagle z lądolodu siejąc spustoszenie na zamarźniętej linii
brzegowej, "wypalając" polynye, dziury w lodzie wielkości Walli,
przeręble otwartej wody. Nic z tych rzeczy. Miałem przez większość czasu
bezwietrzną pogodę, brak rime ice, i pełne słoneczko. Temperatury w
regionie Ammassalik cały rok oscylują głównie pomiędzy -5C a +5C.
Trafiło mi się oko cyklonu, mroźna słoneczna pogoda do zdjęć.

Niestety, jak ofiara popełniłem błąd. Miałem wykupione bilety w
Flugfe'lag Íslands na trasę Kulusuk - Nerlerit Inaat - Reykjavík, gdzie
pierwszy człon prowadzi wzdłuż połowy wybrzeża wschodniej Grenlandii.
Jak ostatni kretyn zgodziłem się na propozycję linii, aby przenieśli
mnie na bezpośredni lot Kulusuk - Reykjavík. Myślałem, że
kasują/optymalizują połączenie. To znaczy, nie pomyślałem, bo powinienem
się zapytać. Wyjeżdzając z Ammassalik na lotnisku zobaczyłem oba
samoloty i schlagg mnie trafił. Do tej pory jestem zły sam na siebie, że
się tak pospieszyłem z odpowiedzią. Do tej pory brakuje mi tego
segmentu. A teraz już wiem, że mróz i słoneczko w tej części kraju to
wyjątek. No coż, nosił wilk razy kilka...


================================================== ===
Flugfélag Íslands DC-3. Wisi. Niestety tylko w Nunavut mogę liczyć, że
się ta taki antyczny dyliżans załapię. Dużo bym dał, żeby po Akrtyce
takim czymś polatać.



================================================== ===
Lot Reykjavík - Kulusuk, Dash-8 100 Fługfélag Íslands. Widać wschodnie
wybrzeże Grenlandii, wzdłuż którego miałem lecieć 5 dni później. Ech...



================================================== ===
Podręcznikowy raj dla misiów polarnych: pack ice.



================================================== ===
Erqiliqaarteq.



================================================== ===
Fantastyczne kłębowisko gór rejonu Ammassalik.



================================================== ===
Pole lodowe. Górołazom może tu popękać to i owo.



================================================== ===
Raj na Ziemii. Południowy wschód przyciąga wielu amatorów.



================================================== ===
Nie ma lepszego latania niż właśnie takie - nisko, małą ważką, nad
najpiękniejszymi rejonami globu o klimatach ściśle umiarkowanych.



================================================== ===
Szczyt Taatsukajik na pięknej wyspie Apusiaajik.



================================================== ===
Wylądowaliśmy na wpół zalodzonym Mittarfik Kulusuk. W najbliższych
pięciu latach jest przeznaczone do demolki. Odziedziczone po obcych
wojach i rycerzach, położone jest ni w pięc, ni w dziewięć, z daleka od
centrów populacyjnych. Docelowo nowe lotnisko będzie wybudowane w
Tasiilaq, dwutysięcznym mieście 23km na zachód, na wyspie Ammassalik,
największym skupisku ludności na inaczej bezludnym wybrzeżu "Tylniej
Grenlandii". Z punktu widzenia większości populacji na zachodnim
wybrzeżu, Ammassalik jest schowany z tyłu, za grzbietem lądolodu. Coś w
tym jest... Tak czy inaczej, to ostatnie lata lotniska. Znikną też już
niepotrzebne transfery helikopterowe Kulusuk - Tasiilaq. To samo czeka
dwa inne lotniska w kraju.



================================================== ===
TF-JMB. Dyliżans na piątkę. Szkoda tylko, że rok później wypadł z pasa na
lotnisku stołecznym, i poszedł na żyletki.



================================================== ===
Łańcuchy na oponach.



================================================== ===
Ulubione zdjęcie ulubionej ważki. Wariant pół-cargo z otwartę "klapą".
Jej ekscelencja Dash-7 Sapangaq. Ciemnokrwista bestia Air Greenland.



================================================== ===
Rokpóźniejspadnięta ważka na tle Qalorujoorneq, góry miodowej, która z
nieco innej strony wygląda jak para Miedziane - Opelony Wierch z mojej
macierzystej Piątki.



================================================== ===
Niedźwiedź 'zeżar' literkę.



================================================== ===
Więc go powiesili. Salonik pusty. Na lotnisku przy wylocie tłok
straszny. Nie jest w stanie pomieścić inwazji z Islandii. Ale duty-free
o przestrzeni 1m^2 jest. Kawa jest. Super jest.



================================================== ===
Arktyczne BMW. Zauważcie spętane łapy prowodyrów. To tak, żeby BWM z
parkingu szczekając nie uciekło



================================================== ===
Pan odwozi panią na lotnisko. Torba z przodu



================================================== ===
Pasażerowie a czekacze.



================================================== ===
Heli-shuttle z Tasiilaq, na tle szczytu Kangaartik.



================================================== ===
Prawdziwy samolot i plastikowa zabawka. Perspektywa.



================================================== ===
Mittarfik Kulusuk. Terminal jak zaprojektowany przez niejakiego Bilbo Bagginsa



================================================== ===
Mój ulubiony Sapangaq na tle Qalorujoorneq. Co za widok lotniskowy.



================================================== ===
Oddam 99% norweskich lotnisk za to jedno



================================================== ===
Do wioski są jakieś 2 kilometry. Zamiast tarabanić się przez wzgórza,
postanowiłem zachowywać się jak lokalni, i przejść środkiem
zamarźniętego morza. Mój pierwszy raz.



================================================== ===
Arktyczna autostrada. Tylko w zimie.



================================================== ===
Dogsled. Lokalny środek transportu. Preferowany przez starsze generacje.



================================================== ===
Inne z moich ulubionych zdjęć. Sobotnia idylla na zamarźniętym morzu
przy wiosce. Dzieci turlają piłkę. Superquaint. No i jak tu nie być
urzeczonym.



================================================== ===
Kry. Boskie kry.



================================================== ===
Kulusuk. Zamarźnięty port.



================================================== ===
Panorama Kulusuk i góry Ammassalik.



================================================== ===
Sobota. Żadnych dorosłych nie widziałem. Jednego staruszka, trochę
dzieci. Opuszczam settlement wieczorem, około czwartej, i kieruję się na
zachód.



================================================== ===
Stare i nowe środki lokomocji. A właściwie, stare i odnowione. Inuit qajaq dał
początek temu, co znamy jako kajak. Łódź myśliwska dla mężczyzn. Kobiety
rządziły innym wynalazkiem - szeroką łodzią umiaq, która to nazwa dziś
służy też jako odniesienie do statków.



================================================== ===
I wreszczie moje obozowisko na lodzie, kilka metrów od brzegu
zamarźniętej zatoczki. Palcem po mapie w dół, i dalej już tylko lód,
lód, mnóstwo wody... i Brazylia. Spędziłem tu cztery noce. Zaczęło się
od -20C, skończyło na -28C. O spaniu na lodzie w otwartym biwaku można
przeczytać w jednym z travelogues na końcu wpisu. Tu nie będę
przynudzał.



================================================== ===
Dzień 2, radosne wspinanie po stromym polu lodowym z widokami nie z tej
ziemii. Powyżj tego miejsca było na tyle stromo, że musiałem odstawić
aparat i wdziargać jak za młodu. Jak to pisał Hemingway, 'stary
czlowiek, a może'.



================================================== ===
Gdzie tam Antarktyda, gdzie turystów za ciężkie pieniądze prowadzi się
za siusaki, pod kontrolą, z reglamentowanym czasem na lądzie. Nie da ci
żona, nie ta ci matka, tego co może dać ci Grenlandia, jak to mówią



================================================== ===
Cieśnina Torsuut Tunoq, po której mykałem poprzedniego dnia z lotniska.



================================================== ===
Na grani. Mały lodowczyk, ale jaka śliczna miąższość.



================================================== ===
A teraz coś dla pań. Zdjęcie niecenzurowane.



================================================== ===
Na przełączce poniżej szczyciku. To nie śnieg. To twardy lód.



================================================== ===
Qalorujoorneq, czyli Miedziane i Przedni Staw Polski.



================================================== ===
Iglica marzeń.



================================================== ===
Sto metrów dalej, na przełęczy poniżej iglicy, patrzę w dół na lotnisko.



================================================== ===
A oto piękna złodziejka.



================================================== ===
Rok wcześniej okradziony zostałem w połowie masywnego wyjazdu, objazdu pół
Grenlandii. Skradziono mi but górski. Nie wiedziałem kto, kilkaset
metrów od granicy Ilulissat w północnej Grenlandii, mógł mi świsnąć
Scarpę. Miś polarny? Mewa? Lis? Człowiek? Teraz mam odpowiedź. W ogóle
się mnie nie boi. Interesuje ją tylko mój but. Na mieszkanko dla młodych
lisków. Kilka miesięcy później złapałem takiego lisa na gorącym uczynku,
jak w Upernavik Kujalleq próbował mi świsnąć moje Camele z cholewkami.
Pogoniłem łobuza. A z fotografowaną tutaj złodziejką doszliśmy do
porozumienia. Ja jej dam powąchać, trochę pogryźć, ale nic więcej. Przez
jakiś czas podziwialiśmy widoki razem, i potem sobie poszła. Tak się
zakończyło moje Bliskie Spotkanie Trzeciego Stopnia z Piękną Złodziejką.



================================================== ===
Co to jest: wisi na ścianie i straszy? Nie, nie lampa marki Osram, tylko
lodowe seraki



================================================== ===
Miś w należnym miejscu na lotnisku. Wolę te potwory martwe niż żywe. Po
czterech nocach bez niczego ciepłego w ustach wysiorbałem cztery kawy
naraz. Ciężko to opisać, jak to się czuje. Lekcja anatomii - centymetr
po centymetrze czułem kanaliki, którymi boski płyn spływał w dół. Ale za
to młoda dziewczyna lotniskowa miała ubaw. Stoi, nic nie mówi, i tylko
chce jeszcze i jeszcze i jeszcze. Szef lotniska się pyta przy odprawie,
czy się lepiej czuję. No ba. Oczywiście, że wiedzieli, że na wyspie jest
ktoś obcy. W małych społecznościach nic się nie ukryje



================================================== ===
Mapa Ammassalik. Rejon jest dość specyficzny, poieważ ze względu na
bliskość Islandii przeżywa latem poważny najazd paczko-stonki.
Przylatują rano, wylatują po południu. Dzień w dzień. Stąd się bierze
obojętność ludzi. To jest jedyne miejsce w całym kraju, gdzie takie hece
odchodzą. Ale w rejonie są cztery injne wioski, nie mówiąc o Tasiilaq,
całkiem sporym mieście jak na Grenlandię (top 10). W żadnym tej hałastry
paczkowej nie ma. Tam się wybieram w sierpniu, wracając z Nunavut.



================================================== ===
Kawa! Gorąca!!!!!



================================================== ===
I odlatuję. Z okna widać Bell 212 odlatujący do Tasiilaq.



================================================== ===
Pożegnanie z Grenlandią. Wschodnia grań Qalorujoorneq. Wyjazd po byku.
Do momentu powrotu na lotnisko W Keflavík.



================================================== ===
Pack ice.



================================================== ===
Lądowanie w Reykjavík około 18-tej. Zwyczajowo na pizzę do
Turków na głównym deptaku, potem na coś mocniejszego do klubu, po czym
powrót na stację autobusową grubo po północy. A konkretnie, do
całodobowej kafejki dwa budynki obok, gdzie czekam na otwarcie
busterminalu, skąd mam autobus do Keflavík po czwartej rano. Mam lot o
siódmej, linią, za którą nie przepadam, ze względu na wyjątkowo niemiłą
obsługę. Taką jak z nie przymierzając drugiej strony Atlantyku. A poza
tym ich strona i mnie i kilka innych osób w 2009 doprowadziła nas do
pasji. Bez interwencji mailowo-telefonicznej się nie obyło. Zdecydowałem
się na nią, ponieważ muszę być tego dnia w pracy. Oj błąd.

Zaczęło się od tego, że automat do oprawy odmówił współpracy. Nie ma
takiej rezerwacji. Czekam więc jak osioł w kolejce, już zły, no bo jakto
nie ma rezerwacji, skoro jest. Dama naburmuszona, twierdzi że jestem na
stanby. Jakie standby??? Nie mam rezerwacji, mówi kobieta. Nie ma mnie.
Leciał najprawdoposobniej nie będę. No to zagotowałem się w środku. Jak
coś takiego się przydarza, to najczęściej zajmuje mi chwilę, zanim
jestem w stanie wykrztusić słowo. W końcu odzyskałem wzrok i zaczyna się
ping-pong. System mnie wywalił z rezerwacji, dowiaduję się po eonach
czasu. Coś nie tak, i nikt nie wie dlaczego, i nikt też nie wie, jak
temu zaradzić. A ja tu mam zaraz samolot do Oslo. Nie, nie wysłali mi
żadnego powiadomienia. Ani mailem, ani telefonicznie. Po prostu zostałem
wywalony na standby. Przechodzi ludzkie pojęcie. Na szczęście, były 3
wolne miejsca. Przeprosin nie usłyszałem. Co za linia! ale kartę
pokładową mam. Lecę.

Tyle, że nigdzie nie lecę. Boarding się przedłuża. Czyjś bagaż się
zawieruszył, i załadowali go do innego dyliżansu. W samolocie siedzimy,
czekamy, i nic. Jak nas powiadomiono, ATC przez pomyłkę zamienił
instrukcje dla dwóch lotów, w tym naszego, i zapanował chaos. Po
godzinie myślę, że to jakaś lipa, bo przecież ile może trwać zapanowanie
nad taką małą pomyłką. Straciliśmy slot do odlotu, i czekamy na następny
wolny. Tyle, że rozpętała się zawierucha i teraz połowa lotów jest
'delayed'. Mija druga godzina a my wciąż na ziemi, w samolocie. Obok
mnie rozbeczła się jakiś niemowlak, i zacząłem się zastanawiać, czy to
nie jakaś karma. Oprócz wpakowania się nosem w ocean, co może być
gorszego? Wszystko na raz, ot co. Po trzech godzinach męki, kiedy
powinienem już siedzieć we Flytoget do domu, CC dystrubuuje kanapki. No
zo za wspaniałomyślność. Pól samolotu od dawna marudziło, że powinni dać
posiłek. Ale napojów niet. Z samolotu też nie wypuszczą. A dlaczego? Do
tej pory nie wiem. Nie mamy pozwolenia na start, i po prawie czterech
godzinach pilot się odzywa ponownie. Otóż lecimy, ale najpierw musi być
deicing. Więc jest deicing, albo byłby, tyle, że odpowiednia maszyna
'się popsiuła'. Ludzie na czołach już siniaki mają, i dłonie bolę. Co za
ofermy patentowane. Lot do Oslo miał być pierwszy w kolejce,
ale w tym chaosie wylądowaliśmy gdzieś w środku. I czekamy, i czekamy.
Mija cztery i pół godziny, i w końcu nas odladzają, wyjeżdzamy na pas, i
lecimy. Po kolejnym małym extra delay. Pół dnia spędziłęm w tym
zakichanym samolocie. Zabawiałem się myślami, jak zamordować
wrzeszczącego bachora, jak zburzyć terminal, jak podpalić Reykjavík. Po
jakimś czasie znudziło mi się i zacząłem oglądać Lord of the Rings z
zamkniętymi oczami. Jakoś czas mijał, ale jak doszedłem do scen z
Gollumem, znowu myśli odbiegły mi w stronę duszenia, gryzienia i
podsssstępnej linii lotniczej. Co to w ogóle za burdel na kółkach? Nie
ma prawa jakiegoś, że kompensacja się należy, czy też że jest przymus
wypuścić ludzi, zamiast trzymać 4.5 godziny w kabinie? Co to w ogóle za
hameryka? Wliczając w to lot, boarding/deplaning, spędziłęm w puszce
około 8 godzin. W tym czasie mogłem z Europy do Ameryki Południowej
dolecieć.

Totalny meksyk. Coś się zdarzyć zawsze może, ale tutaj miałem do
czynienia z pełną gamą skrajnego dupodajstwa. No i ta obsługa. Taki
cudowny wyjazd i taka klapa na końcu. Od tamtej pory unikam Najgorszej
Linii Świata jak ognia. Niestety, nie zawsze się da ich uniknąć, o czym
kiedy indziej. A czasem zdarza się też tak, że jakiś nienormalny człowiek
postanawia zbombardować premiera mojego adoptowanego kraju, a potem
wymordować obóz pełen dzieci. Jak się o tym człowiek dowiaduje na
lotnisku, wyboru nie ma. Wtedy się zatyka nos, i leci do domu same-day
business class. Nawet w Najgorszej Linii Świata.




</>

Linki do żywego mięsa całej wyprawy, oryginały po angielsku:

1. Lot Reykjavík - Kulusuk (134 zdjęcia)
LINK

2. Lotnisko i marsz cieśniną Torsuut Tunoq (210 zdjęć)
LINK

3. Kulusuk (50 zdjęć)
LINK

4. Łażenie po wyspie Kulusuk: Akinaatsiait (266 zdjęć)
LINK

5. Łażenie po wyspie: Qalorujoorneq (139 zdjęć)
LINK

6. Piękna złodziejka i odlot (87 zdjęć)
LINK


Następnym razem, w innym wątku, LUTY 2.0, czyli Blizzard.