Relację ze stuprocentowo lotniczego wyjazdu, w dodatku moją pierwszą na forum, piszę dość późno, dlatego że niestety czas nie pozwalał mi na szybsze jej napisanie. Pomysł, by wybrać się do Farnborough chodził za mną od paru lat, ale dopiero w tym roku udało mi się to urzeczywistnić. Miało być by LH, ale wybór padł tradycyjnie na LOT. FIA odwiedziłem w piątek i w niedzielę.
KTW-WAW
Check-in w Pyrzowicach bezkolejkowy, następnie przejście przez security również szybkie, pierwszy raz trafiłem na w miarę uprzejmy SOL. LO 3882 wykonywany ATRem 42 SP-EDE, najbardziej zdezelowany egzemplarz, który często można spotkać na tej trasie. Serwis właściwy dla krajówek. Lot spokojny, z lekkim spowolnieniem przed lądowaniem w WAW, ze względu na duży ruch, lf około 85%. Transfer w WAW czasowo jak dla mnie akceptowalny, ale 1,5h to jednak dość dużo.
LOT po rebrandingu, zapatrzony w przyszłość
Chmury już wtedy zaczęły zbierać się nad OLT.
WAW-LHR
Boarding LO285 rozpoczął się o 19:30, teoretycznie sekwencyjny, ale i tak wszyscy natychmiast ustawili się w kolejce. To była ostatnia okazja na pożegnanie pomarańczowego pomostu. Ostatnie rzędy w LLG są nieco dziwnie ponumerowane, więc paru Englishmenów miało problem ze znalezieniem miejsca. Wyszedł dobry żart sytuacyjny, który zgasiła chłodno stewa – wcześniej biernie przyglądająca się sytuacji – poleceniem, by usiąść jak popadnie. Taxiing do 29 i szybki start. Cpt. bardzo szczegółowo opowiedział o przebiegu trasy i poinformował o silnym wietrze w dziób. LF dość słaby jak na tę trasę, 120/162.
Serwis standardowy dla Y europejskiego, niestety zubożony w krótkim czasie o brak Prince Polo, osobiście mnie to zdziwiło. Lotowska ‘buła’ tradycyjnie bardzo smaczna, trafiłem na wersję z szynką. Słowa uznania w stronę reszty cc, ponieważ znowu dowiodły, że miękki produkt LO zasługuje na 4*. Lima Golf w Y162 to zakrawający na lcc twardy produkt, w środku w miarę przyzwoicie utrzymany. LOT spokojny, lądowanie po krótkim holdingu, o czasie. W związku z przebudową T1, parkowanie na dość oddalonym standzie. Kapitan osobiście żegnał paxów. Szybki skok w metro, które ceny zaserwowało olimpijskie i tylko 6h na sen.

Do Farnborough kursują pociągi Southwest Trains, w cenie Ł15 RT, podróż trwa tylko godzinę.
Ze stacji na targi dowoziły schuttle busy.

Samo Farnborough robi wrażenie małego miasta, ale posiada dość widoczne zaplecze w postaci średniego biznesu.
W FNB wystawiała się się większość firm, wytyczających światowy kierunek lotnictwa cywilnego i wojskowego. Poza chalet`ami dostępnymi po okazaniu zaproszenia, czasu i tak nie wystarczyło mi na dokładne zobaczenie wszystkich wystaw statycznych.
‘Love’ prezentująca swoje (duuuuuże) możliwości.
Do piątku m.in. był A400M, ATR 72-600; niestety Bombardier K2 oraz Dreamliner QR odleciały wcześniej.
Wybór modeli urzekł mnie jako modelarza i zbieracza die-castów zarazem.
W centrum Londynu polecam ‘przelot’ Emirates Air Line. Jest to otwarta w czerwcu gondola, która łączy kompleks O2 z drugim brzegiem Tamizy.
Atrakcja za 1,5 funta. Do Greenwich nigdy nie udawało mi się dotrzeć; ~10 km od centrum sprawia, że jest tam kameralniej.
W mój drugi dzień FIA 2012 pogoda niestety typowo londyńska, co sprawiło, że stosunkowo niewielu spotterów pod płotem próbowało sił.
Vintage show
Genialny airshow w wykonaniu Red Arrows, nawiązujący do jubileuszu królowej.
Virgin Galactic spaceship

Impresja

Extry
LHR-WAW
Self check-in odmówił współpracy z kartą M&M, więc pozostała odprawa klasyczna. Zaplanowany na poranny LO286 był E95. Ten w postaci SP-LNB już czekał na nocowaniu. E-Jety robią o wiele lepsze wrażenie na paxach. Niestety boarding z płyty, obok LH ze stanowiska kontaktowego. To niestety jedno z największych dziadostw LO. Sam lot bardzo spokojny, poranny rejs serwuje tylko 7Daysy, to również nie wypada najlepiej. Z ciekawości zamówiłem posiłek koszerny, a u stewardessy zauważyłem pewną konsternację, czy to na pewno dla mnie . Ogólnie nie polecam – składa się z tuńczyka z 3 letnią datą ważności oraz ‘sucharu’ . LF 108/112, chyba tylko 2 wolne miejsca w C.
WAW-KTW
Ostatni odcinek, LO 3887, wykonał E70 LDK. Leciała na pokładzie grupa wrestlerów, która biednego Emba katowała na wiele sposobów – 150kg żywej wagi wciskające oparcie z impetem itp. Lot również o czasie i mimo wszystko przyjemny, zapełniony w 90%. Gdy czekałem w cobusie, widziałem, że cpt. zamówił dodatkowe sprzątanie przed wieczornym MUC.
Podsumowując, wyjazd warty swojej ceny i zmęczenia, niestety rozczarowujący był dla mnie brak 787 i paru innych ciekawych maszyn, które dostępne były podczas ścisłych ‘trade days’. Szkoda, że w Polsce (na razie) nie da się uświadczyć nawet namiastki takiego wydarzenia.