Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5
Like Tree5Likes
  • 5 Post By shiver

Wątek: KRK-GDN-SVG-KTW - krótka wizyta w Norwegii i karmienie fiordów

  1. #1

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie KRK-GDN-SVG-KTW - krótka wizyta w Norwegii i karmienie fiordów


    Polecamy

    Postaram się nie robić przydługiego wstępu, chociaż mógłbym, na temat zakupu biletów na tą wycieczkę. W kilku zdaniach więc – pomysł na Stavanger zrodził się, gdy Wizz Air otworzył połączenie KTW-SVG. Niestety samoloty latają rzadko, a Norwegia jest droga, dlatego chcieliśmy trochę pokombinować, żeby na miejscu wydać mniej (na noclegi, wyżywienie). Z pomocą przyszedł Azuon, w którym dodana została obsługa OLT Express (a później także Eurolotu). Udało się złożyć weekendową wycieczkę: w piątek wieczorem KTW-GDN by OLT, w sobotę wcześnie rano W6 do SVG i w niedzielę po południu powrót również W6 do KTW za jedyne 138 PLN od osoby.

    Jak wiadomo, planu w takiej formie zrealizować się już nie da. Ratunkowo zakupiliśmy więc na Eurolot KRK-GDN (nawet udało się skorzystać z promocji i dostać te bilety za cenę biletów OLT) i zorganizowaliśmy transport KTW-KRK na niedzielę – bo trzeba wrócić do Balic po auto..

    A zatem zaczynamy od krajowego terminala w KRK, nadal mały i ciasny, ale po zwinięciu się OLT został najwyraźniej zlikwidowany namiot, który był jego przedłużeniem. Na check-in wymieniono nam karty z odprawy online na nowe, gdyż tamte ponoć nie czytają się na skanerze na bramce. Walizka lecąca jako podręczny dostaje przywieszkę „delivery at aircraft” i już możemy iść do kontroli bezpieczeństwa. Razem z nami na loty oczekują pasażerowie do Szczecina i Poznania – dostrzegam jednak że oba te loty mają niespecjalne obłożenia – na oko 20 – 30 osób. Niestety nasz Bombardier ma mieć 25 minut opóźnienia. Niestety ta liczba szybko zamienia się w nieokreślone „kolejny komunikat podamy za pół godziny”. Niestety – nigdzie na razie nie lecimy.



    Przed 21 okazuje się wreszcie, że samolot jest zepsuty i nie poleci. Handling ogłasza, że nastąpi zamiana na mniejszy (czyt. ATR 72) i 8 pasażerów niestety nie poleci. Aby uniknąć losowania prosi się o wystąpienie ochotników Jacyś tam się najwyraźniej znajdują, bo nie słychać głośno o tym, by losowanie się odbywało. Vouchery na posiłek opiewają na 10zł co wystarcza na kanapkę, ale na picie już nie.

    Jest około 22:30 kiedy rozpoczyna się boarding do SP-EFI. W środku widać, że samolot ma swoje lata, jednak nie mogę mieć uwag do czystości czy do zachowania personelu. Około 22:50 wzbijamy się wreszcie w powietrze. Jest bardzo głośno, bardzo bardzo głośno. Nie wiem jaki wpływ ma na to fakt, że siedzimy z przodu 3C, 3D, jednak porównanie chociażby z ATR 42, którym miałem okazję lecieć raz w zeszłym roku wypada mocno na niekorzyść większego turbopropa. Niemniej moja osoba towarzysząca stwierdza, że i tak leci się przyjemniej niż jetem (!), ponieważ znacznie mniejsze są przeciążenia oraz wrażenie zatykania uszu.

    Po drodze otrzymujemy catering, który składa się z całkiem przyjemnego zestawu (do wyboru także inne napoje oraz inna wersja ciasteczka).



    Co ta Pani ma za spodnie??






    W GDN lądujemy około północy. Czeka nas bardzo krótka noc, ponieważ już przed 5:00 rano wracamy na lotnisko, by porannym rejsem Wizz Air udać się do Stavanger. Szybka kontrola bezpieczeństwa, zakup napojów w polskich jeszcze cenach, chwila oczekiwania na boarding i już pakujemy się do HA-LPL, który jest zdecydowanie najczęściej użytkowaną przeze mnie maszyną, licząc wszystkie moje loty

    Z minimalnym opóźnieniem wzbijamy się w powietrze. Lot jest spokojny, częściowo nad chmurami, częściowo nad przymglonym Bałtykiem i szwedzkim, duńskim i norweskim wybrzeżem. Przed lądowaniem w Stavanger widać jednak wspaniale fiordy, górskie jeziorka i skały. Niestety zdjęcia nie oddają widoku na żywo.











    Terminal w Stavanger jest przyjemny, nie za duży lecz wygodny. Niestety w weekendy jest beznadziejnie skomunikowany z miastem i musimy zdać się na taksówkę. Na szczęście łącząc siły z inną parą, uzyskujemy cenę równą cenie autobusu flybussen, licząc na osobę (100 NOK). Po drodze nawiązujemy z taksówkarzem miłą rozmowę i w efekcie robi on nam małą wycieczkę krajoznawczą podwożąc „po drodze” pod Sverd i Fjell czy jak mu tam, pomnik złożony z trzech mieczy. Zgadza się nawet poczekać na nas chwilkę i możemy sobie zrobić zdjęcia. Po tej krótkiej przerwie dojeżdżamy do przystani promów.






    Promem a następnie autobusem (łącznie 240 NOK) dostajemy się do punktu startowego podejścia na Pulpit Rock, który jest głównym celem naszej wizyty w Stavanger. Niektóre opisy w Internecie sugerują, że jest to łatwy szlak z paroma trudniejszymi fragmentami. Nie jestem może alpinistą, ale też nie uważam się za zupełnie zielonego w dziedzinie turystyki i muszę powiedzieć, że nie zgadzam się z tą opinią. Szlak wiedzie prawie cały czas po kamieniach, trzeba patrzeć pod nogi i uważać, gdzie stawia się krok. Zdarzają się dość strome fragmenty, gdzie zejście może być nawet trudniejsze niż wyjście. Ponadto, nie proponowałbym wybierania się tą trasą w deszczu, gdyż „na mokro” te kamienie byłyby miejscami bardzo zdradliwe. Nam się udało i po dobrych 2.5h marszu (z przerwami) dotarliśmy do celu. Było warto!















    Powrót to odwrócenie drogi „tam”, czyli zejście, autobus, prom i kawałek po mieście do hotelu. Tam, po krótkiej nocy w Gdańsku i solidnym wysiłku na szlaku przespaliśmy całe 12h

    Powrót na lotnisku odbywa się już autobusem flybussen (100 NOK). Jesteśmy dość wcześnie więc można sobie pozwolić na chwilę spottingu – tyle że terminal jest podzielony na część międzynarodową i krajową i nie wszędzie da się podejść. Gdy już rozpoczyna się nasz boarding (do HA-LWE – kolejna maszyna do kolekcji ) do stanowiska obok podkołowuje 757 Icelandair – piękny! Jeszcze nie miałem okazji oglądać tego malowania na żywo.







    Nasz lot rozpoczyna się niemal punktualnie i trwa 1:50. Dużo chmur, ale widać po drodze Bornholm i polskie wybrzeże z pięknymi plażami. Przelatujemy też nad Poznaniem i do KTW docieramy o czasie. Teraz jeszcze lądowy odcinek do KRK i kółeczko zostaje zamknięte.

    Chciałbym wyróżnić tym razem obie załogi Wizz Air za pełen profesjonalizm i traktowanie pasażerów. Dość często latam tą linią i widzę różnice w podejściu różnych załóg. Tym razem były one w każdym calu perfekcyjne. Eurolot wypadł bardziej blado, bo drugi już raz mam problemy z punktualnością przy korzystaniu z usług tego przewoźnika, poza tym stary ATR 72 to nie jest to czym chciałem polecieć (z drugiej strony – na upolowanie Dasha będzie jeszcze mnóstwo okazji, a być może ATRy odejdą już za jakiś czas w niepamięć).

    Podsumowując zaś ten weekend w jednym zdaniu – za nami kolejna bardzo udana wycieczka; norweskie fiordy każdemu polecam – są przepiękne

  2. #2

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    piękne zdjęcia poczucie humoru. Wycieczka chyba nie dla tych co mają lęk wysokości. Dobrze,że miałeś spory zapas czasu na dotarcie do GDN

  3. #3
    Awatar Darecki

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    Płock

    Domyślnie

    I Norway

    Lejesz miód na me serce Super relacja!

  4. #4
    Awatar pitterek

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    Sosnowiec, Poland

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez shiver Zobacz posta
    Co ta Pani ma za spodnie??
    Baardzo obcisłe
    Tam mnie jeszcze nie widzieli - muszę pokarmić te fjordy
    Pitterek

  5. #5

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie


    Polecamy

    W AT7 najgłośniej jest przed i przy samym śmigle, za jest już lepiej, ale w porównaniu z DH8 ATRy są strasznie głośne. Ostatnio podmienili mi Dasha na ATR'a z WAW do GDN i na początku byłem zły, a potem pomyślałem dokładnie to samo co ty: jeszcze chwila i to ATRa będzie trudno upolować

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •