Pokaż wyniki od 1 do 19 z 19
Like Tree17Likes
  • 7 Post By shiver
  • 3 Post By jurny
  • 1 Post By jurny
  • 1 Post By Fazi
  • 3 Post By melon
  • 2 Post By pitterek

Wątek: KTW-WAW-HER-WAW-KTW by Small Planet Airlines - wakacje!

  1. #1

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie KTW-WAW-HER-WAW-KTW by Small Planet Airlines - wakacje!


    Polecamy

    Cześć!

    Wróciłem sobie właśnie z bardzo udanych tygodniowych wakacji na Krecie i jest to okazja aby opisać loty nową dla mnie czarterową linią lotniczą – Small Planet Airlines. Jako że jestem jeszcze dość świeżo po powrocie moje wrażenia z niektórych „elementów” wycieczki są jeszcze dość mocne. Innymi słowy, relacja (część dotycząca lotnictwa) może być miejscami złośliwa i cyniczna, stąd uprzedzam wrażliwych. Z drugiej strony nie chcę nikogo obrażać ani wzbudzać zbytnich kontrowersji, więc pozostawiam każdemu czytelnikowi samodzielne dodanie epitetów do bohaterów poszczególnych części historyjki.

    Podróż jako taka składała się aż z czterech segmentów, ponieważ nasz lot KTW-HER-KTW miał w obie strony międzylądowanie w WAW, gdzie wsiadała / wysiadała część pasażerów. Była to też pewnego rodzaju atrakcja dla kogoś, kto lubi starty i lądowania.

    Wylot niestety miał miejsce o dość nieludzkiej godzinie – 4:20. Check-in zatem po godzinie 2:00, czarna noc, na lotnisku pustki, kolejne czartery wyruszą najwcześniej godzinę po nas. Udaje nam się otrzymać miejsca zgodnie z życzeniem, to jest 5E, 5F – wolałbym jeszcze bardziej z przodu, ale te miejsca ponoć były już płatne.

    Podczas kontroli bezpieczeństwa nie mamy problemów z zastrzykiem oraz chłodzącymi woreczkami ze zmrożonym płynem, które są niezbędne mojej osobie towarzyszącej. W związku z wcześniejszą wymianą mailową z biurem Small Planet, na pokładzie będzie na nas czekać specjalnie zwiększona ilość lodu, by można było stale chłodzić lek. Po około godzinie oczekiwania, z lekkim poślizgiem rozpoczyna się boarding. SP-HAC, którym przyjdzie nam odbyć całą podróż stoi na końcu płyty postojowej nr 1 (o ile nic nie mieszam) obok „Chupa Chupsa” Bingo. Zanim jednak do niego dotrzemy, musimy w autobusie po raz pierwszy słuchać „rozentuzjazmowanych” i dysponujących donośnym głosem rodaków komentujących swój wyjazd (ależ ciężko jest pisać bez tych epitetów, ech...). W najlepszym momencie jeden z nich głośno woła „panie kierowco, jedziemy!” – kierując te słowa w tył autobusu. Nie ma to jak rozrywka o 4 nad ranem.





    Wewnątrz wita nas bardzo młoda załoga. Samolot robi mimo wieku (15 lat) korzystne wrażenie, siedzenia są dość komfortowe i rozkładane, z drugiej strony ilość miejsca na nogi nie zachwyca. Po safety demo wzbijamy się wreszcie w powietrze – mamy pół godziny opóźnienia na starcie. Okazuje się, że na czas trzydziestominutowego lotu do WAW nie jest włączane oświetlenie kabiny, cały czas lecimy w pasach oraz nie jest prowadzony żaden serwis. Na przelotowej widać już pierwszy blask dnia i po chwili lądujemy chyba na 33.

    Ku mojemu zdziwieniu, bo w końcu lecimy czarterem, dokujemy do rękawa. Nie wiem czy to reguła, bo drugi z Airbusów Small Planet (SP-HAB – to ten z kulą ziemską na ogonie) stoi na środku płyty. Postój w WAW trwa około 40 minut, w tym czasie dosiada się reszta pasażerów, tankujemy oraz ładujemy catering. Dodatkowo okazuje się, że system na check-in się wysypał i ludzie mają boarding passy z pokrywającymi się miejscami. CC próbuje rozwiązać problemy, w końcu jakoś się udaje. Jeszcze raz safety demo i możemy kołować do progu pasa. Startujemy z 29 już w świetle poranka. Nawiasem mówiąc SP-HAC wydaje niesamowite dźwięki przy odrywaniu się od pasa – nie słyszałem tego w innych A320, a wibracje i efekt jest mniej więcej taki, jakby samolot miał się zaraz rozpaść na kawałki. Niezbyt przyjemne.

    Po chwili przebijamy chmury (które towarzyszą nam aż do Rumunii). Czas zainteresować się lodem do chłodzenia zastrzyku, bo mija już 6 godzin od wyjścia z domu. Niestety lodu nie ma w przedniej części kabiny i trzeba przejść do tyłu. Niestety – lodu nie ma także w tylnej części kabiny, ponieważ w ogóle nie został załadowany! Brawo Small Planet Airlines...



    Lodów nie będzie to zjedzmy chociaż kanapki. Zestawu 3 muffinki + kawa niestety brak, jest zestaw kawa i jedna muffinka (co najwyżej średnia w smaku). Sałatka cezar z kolei całkiem niezła, choć do poszukiwania kurczaka niezbędna jest lupa. Wszystko to w przyzwoitych cenach.

    Lot, z racji godziny wylotu, przebiega dość sennie. Począwszy od okolic Rumunii / Bułgarii widać coraz więcej ziemi, a później także wody. Greckie wyspy z 10 kilometrów są miłym dla oka widokiem. Wreszcie zaczynamy zniżać i lądujemy w HER dosłownie 5 minut po czasie rozkładowym. Deboarding do autobusu, chwila oczekiwania na bagaże i rozpoczynamy nasze wakacje.















    O części pobytowej mogę napisać wyłącznie w superlatywach. Całość organizacji w wykonaniu Neckermann Polska, praca rezydentów nie pozostawia wątpliwości co do ich profesjonalizmu.

    Bardzo na plus oceniam także hotel Annabelle Village. Nie będę tutaj wklejał zdjęć, ponieważ na holidaycheck czy tripadvisor można znaleźć ich na pęczki. Powiem tylko tyle – wart swojej ceny.

    Dla zainteresowanych, przy wyborze tej oferty zadecydowały między innymi następujące cechy:
    - 5* ALL INC w rozsądnej cenie
    - zdecentralizowany układ terenu hotelowego
    - bezpośrednio przy plaży
    - indywidualnie sterowana klimatyzacja
    - pełne 7 dób pobytu (a właściwie nawet nieco więcej)
    - znakomite opinie na tripadvisor
    - przewoźnik (nie Enter Air)

    7 dni jednak szybko minęło i nadszedł dzień powrotu. Od wejścia do terminalu w HER zrobiło się nieciekawie – dwie długie kolejki do dwóch stanowisk check-in były już uformowane, wokół kilka innych odprawiających się lotów. Niestety w wykonaniu pasażerów naszego lotu, okolice stanowisk przypominały zbitą masę ludzi a nie kolejkę. Dodatkowo, przy stanowisku, przy którym się ustawiliśmy pracował chyba jakiś praktykant (naprawdę mam nadzieję, że był to jego pierwszy dzień w pracy), ponieważ kolejka obok przesuwała się wielokrotnie szybciej. Każda upływająca minuta uświadamiała mi, że jedyne na co mogę liczyć to miejsca w przejściu, miejmy nadzieję, że chociaż w tym samym rzędzie.

    Podchodzimy do stanowiska. Skrót rozmowy:
    - Czy jest coś przy oknie, najlepiej po lewej (zachód słońca) i nie na skrzydle?
    - Nie ma.
    - A jest coś w ogóle przy oknie?
    - Nie ma.
    - Exit row?
    - Nie ma, tylko korytarz. Może być korytarz?
    - Niech pomyślę, czy może, skoro nie ma Pan nic innego, hmmm...

    Gość klepie nazwiska i zakłada przywieszki, ale najwyraźniej ucząca go blondynka podpowiada mu, że kończą się pasażerowie i trzeba by jednak obsadzić te rzędy ewakuacyjne, bo już raczej nikt ich nie kupi. Uradowany chłopak przekazuje nam dobrą wieść – jest exit row i to przy oknie – 13A, 13B. Wyszło nieźle.

    W HER swój bagaż rejestrowany trzeba samodzielnie przenieść na taśmę do prześwietleń skąd dopiero trafia do sortowni. Załatwione, więc możemy wreszcie iść do kontroli bezpieczeństwa. Minęło 70 minut od ustawienia się w kolejce do check-in...

    Hala odlotów też nie robi dobrego wrażenia. Jest jakaś bezcłówka, ale nie mamy na nią już czasu. Urzeka mnie jeden jedyny monitorek, na oko 25”, na którym wyświetlane są informacje. Boarding nieco się opóźnia, ale niewiele – około godziny odlotu zajmujemy właśnie swoje miejsca.







    66 lotów już na koncie, ale w rzędzie ewakuacyjnym jeszcze nie siedziałem. Wow, ile miejsca! Widok też całkiem niezły, bo skrzydło i silnik nie zasłaniają wszystkiego, tyle że moje okno póki co jest bardzo zaparowane. W powietrze wzbijamy się tym razem około 20 minut po czasie.

    Liczenie na obserwacje zachodu słońca z pokładu samolotu to trochę ryzykowna sprawa. Po pierwsze słońce świeciło do okna tak, że trzeba było je po prostu zasłonić, a zdjęcia z zachodu słońca też są nijakie, bo pod światło widać idealnie cały mróz, który już zdążył zebrać się na szybie. Trudno – lecimy sobie do domu podjadając całkiem smaczną (zimną) tortillę i niezłą kawę.






    Na zniżaniu do WAW refleksja. Płacze chyba każdy pax w wieku do 5 lat, a podróżuje ich niemało. I to mnie właśnie zastanawia. Czy naprawdę Ci rodzice nie widzą, że robią biednemu dziecku w wieku kilku miesięcy czy paru lat krzywdę zabierając je samolotem na wakacje? Przecież one nie wiedzą, co zrobić, aby nie zatykało im uszu, nosa i nie pękała głowa. Boli to i wyją całe zniżanie. Żal mi ich, ale rodziców chyba też, bo mam wrażenie, że to nie jest chyba jednak mądre (nie chcę nikogo urazić, ale takie mam zdanie – może dlatego, że własnych dzieci póki co nie mam).

    W WAW wysiadają pasażerowie, którzy zakończyli podróż. Znów czeka nas 40 minut postoju, które nieco się dłuży. W rzędzie za nami rodzice zaczynają przewijać dziecko. Przechodząca stewardesa zabrania im tego, proponuje przejście do toalety, tłumaczy że przecież można pobrudzić siedzenie, jednak gdy odchodzi, kobieta siedząca jeszcze rząd czy dwa dalej podpowiada – nie przejmujcie się, róbcie swoje. Jak sądzicie, czyja rada lepsza dla bohaterskich rodziców dbających by dziecko się nie obudziło. Gdy smród dziecięcej kupy dociera do mojego nosa nie wytrzymuję i wygarniam krótko co myślę o takim postępowaniu. Odpowiada mi cisza.

    Bonusowo, w WAW nie możemy się doliczyć liczby pax mających kontynuować podróż. Nie wiem na czym polega problem i jak zostaje rozwiązany, ale czeka nas to kolejnych kilka minut.

    Ostatni krótki lot do Katowic znów odbywa się na zasadzie: pasy, wyciemniona kabina, brak serwisu. Towarzyszą nam chmury, nic dosłownie nie widać. Jeszcze raz przyziemienie, rewersy, parkujemy. I.... nie nie, to nie koniec jeszcze.

    Czekamy na bagaże. Z dwóch taśm w użytku jedna, bo przecież prościej zrzucić tam bagaże circa 250 osób (nas plus rejsu z TFS). Czekamy, czekamy, w końcu w terminalu zostaje grupa 30 osób z naszego lotu, a bagaży nie ma. Lost & Found nieczynne (zapraszają do terminalu A w tym temacie). Przechodzący pracownik handlingu widząc moje spojrzenie mówi – to już wszystkie bagaże. Wygarniam mu delikatnie co myślę o handlingu bagażu w KTW. Nadal nic się nie dzieje. Jedyna osoba, którą można poprosić o pomoc to pracownik Straży Granicznej, który pilnuje wyjścia z przylotów. Przypadkiem trafia się też jego przełożony, w randze zdaje się kapitana i obiecuje pomóc załatwić sprawę. Już niemal wychodzimy z przylotów, kiedy pojawia się wiadomość – bagaże są!

    Gdzie były? Ano w samolocie, w bagażniku nr 5, który ponoć używany jest sporadycznie (nie znam się na tym, nie rozwijam tematu). Widać nie warto było tam zaglądać. Czas oczekiwania na bagaż – 65 minut. Przeprosin – brak. No ale przynajmniej można jechać do domu.

    Podkreślam jeszcze raz – wakacje były bardzo udane, a przygody, choć może niezbyt miłe, nie zakłóciły tego obrazu. Natomiast jako, że dość grzecznie przez całą tą masakrycznie długą relację (przepraszam!) powstrzymałem się od mocniejszych epitetów, to pozwolę sobie na koniec jedynie na obrazek...

    pbciderek, Wamo, Sebek1994 and 4 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    bardzo miła relacja... czy osoby mogą siedzieć w samolocie podczas tankowania? Raz widocznie tak a raz nie. Rodzice z dziećmi-to jest masakra czy w samolocie czy w sklepie. Wiecznie płaczą albo kopią w siedzenie I każdy musi widzieć jak się karmi tą piersią i przewijanie-zgroza.Szkoda,że jeszcze przy wszystkich się nie seksią...

  3. #3

    Dołączył
    Jun 2012
    Mieszka w
    Kielce

    Domyślnie

    Zdjęcia z lotu są najlepsze, tylko te brudne szyby... Ach ta Kreta!!!
    Pozdrawiam
    Hothead.

  4. #4

    Dołączył
    Feb 2009
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Polacy śmieją się z Rosjan a tak patrząc na to jak się sami zachowują to różnica jest nie wielka.

  5. #5

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    nowy targ

    Domyślnie

    tez przecież byliście dzieci, kiedyś być może będziecie mieć swoje, a wtedy wasze komentowanie przybierze inny kształt, poza tym sam miałem małe dzieci, latałem z nimi dużo, i nie zdarzyło się żeby płakało czy wyczyniało cuda podczas lotu, zakładam wiec lekka przesadę

  6. #6

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    Łódź

    Domyślnie

    Przeczytałem relacje bo zawsze staram się to robic, ale nie moge przejść obojętnie obok jednego zdania. Jaka to ja robię krzywdę swoim dzieciom zabierając ich do samolotu? Półtora tygodnia temu wróciłem z wakacji z Scharm. Podrózowaliśmy z 1,5 rocznym synem i 4-ro letnią córką. O ile dla córki to nie był pierwszy lot to dla syna tak. Nadmieniam, że nie były to jedyne dzieci w samolocie wręcz w locie powrotnym miałem wrazenie że wracam z półkolonii. I o zgrozo zadne z tych dzieci nie płakało.
    Acha, czasami wole jak mi dziecko siedzace z tyłu od czasu do czasu kopnie w siedzenie niz patrzec na zachlane "mordy" rodaków wracających z wakacji.
    Ja swoim dziecią robie krzywdę, mam nadzieje, że Twoje jak bedziesz miał, kiedyś Ci podziekuja, że do 18-tego roku życia jeździły nad morze samochodem.
    Przepraszam za mocny post, ale mnie poruszyło to zdanie jak mało co na tym forum

    Życze wszystkim miłego popołudnia
    H3rlitZ, Adik_s and Lukasz like this.

  7. #7

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    @jurny - rozumiem Twoje zdanie, ponieważ tak jak pisałem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Proszę weź pod uwagę, że prezentuję niemal "na gorąco" opinię wynikającą z jednego lotu. U Ciebie było cicho i spokojnie, u mnie była wrzeszcząca i płacząca kabina. Ty masz dzieci - ja nie, więc nic dziwnego, że zupełnie inaczej patrzymy na temat. Nie jestem zresztą lekarzem, żeby móc stwierdzić, że faktycznie płacz wynikał z bólu głowy - jedynie to podejrzewam i stąd moje odczucie, że owszem, dzieje się małym dzieciom krzywda w takiej sytuacji. A z tym 18 lat to uważam, że z kolei Ty przesadzasz

  8. #8

    Dołączył
    Jan 2010
    Mieszka w
    Łódź

    Domyślnie

    pewnie że z 18-tka przesadziłem

    Zgodziłbym sie z Tobą gdybyś rodziców tych dzieci opier....... za to że nie panują nad nimi, nie zwracaja uwagi etc. Zawsze staram sie, żeby moje dzieci nie przeszkadzały współpasażerom, bo zdaje sobi sprawe, ze to jest irytujące. Ale ze zdaniem, że robią krzywdę - nigdy

    pozdrawiam
    Lukasz likes this.

  9. #9
    Awatar maciek55

    Dołączył
    Nov 2010

    Domyślnie

    Straszne....20 minut słuchania płaczu to po prostu koszmar zostajacy w pamięci do końca życia....

    @Jurny, jak dla mnie 100 procent racji, na tej zasadzie proponuje nigdzie nie jeździć bo jeszcze dziecko zapłacze....
    Silesia Spotters


    Pozdrawiam, Maciek

  10. #10
    Awatar Fazi

    Dołączył
    Dec 2009
    Mieszka w
    Siewierz, Poland

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez jurny Zobacz posta
    ale nie moge przejść obojętnie obok jednego zdania. Jaka to ja robię krzywdę swoim dzieciom zabierając ich do samolotu?
    Zgadzam się, też mnie to bardzo zirytowało...latałem z moim synem za dnia i w nocy, pierwszy lot odbył gdy miał 11 miesiecy jako Infant i był spokojny. Poza tym dzieci płaczą bardziej z tego, że muszą siedzieć na miejscu gdy święcą się pasy, aniżeli z powodu zatykających się uszu, bo tu dzieci podobno miewają mniejsze kłopoty z tym. Jazda samochodem 1000km to jest dopiero męczarnia dla dzieci.

    Co do przewijania w fotelach, a nie w tylnej toalecie, fakt też bym się złościł.

    Co do oczekiwania na bagaż, 65min to nic...siostra na FRA czekała 2,5godz na bagaż i też nikt nie przeprosił.
    maciek55 likes this.

  11. #11

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Fazi Zobacz posta
    Poza tym dzieci płaczą bardziej z tego, że muszą siedzieć na miejscu gdy święcą się pasy, aniżeli z powodu zatykających się uszu, bo tu dzieci podobno miewają mniejsze kłopoty z tym.
    Fazi, dzięki za te wyjaśnienia, bo nie wiedziałem o tym. Loty w towarzystwie dużej liczby małych dzieci to dla mnie nowość, stąd mylne wnioski. Jeszcze raz podkreślam, że przedstawiłem jedynie wnioski jakie nasunęły mi się podczas lądowania, a nie przeprowadziłem dysertację naukową. A już na pewno nie napisałem, że było to dla mnie straszne @maciek55.

    Cytat Zamieszczone przez Fazi Zobacz posta
    Co do oczekiwania na bagaż, 65min to nic...siostra na FRA czekała 2,5godz na bagaż i też nikt nie przeprosił.
    Z tym nie mogę się zgodzić. KTW to nie FRA, to raz, a dwa, czy to naprawdę takie normalne, żeby nie sprawdzić wszystkich bagażników samolotu? Bo dla mnie to jednak bardzo dziwne. Można trafić na lądowanie 5 maszyn i opóźnienie bagażu z tym związane, jednak w tym przypadku był to (z mojego punktu widzenia) czysty błąd ludzki. Mylę się?

  12. #12
    Awatar Arthur1975

    Dołączył
    Dec 2007
    Mieszka w
    Belfast

    Domyślnie

    Szczescie,ze nie odlecial z bagazami w srodku
    Come on Arsenal--))

  13. #13
    Awatar pitterek

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    Sosnowiec, Poland

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez elza030 Zobacz posta
    czy osoby mogą siedzieć w samolocie podczas tankowania?
    tak, ale pasażerowie nie mogą mieć zapiętych pasów (nie wiem jak z asystą straży czy jest obowiązkowa)
    Pitterek

  14. #14
    Awatar tinek6

    Dołączył
    Nov 2011
    Mieszka w
    Nowa Iwiczna

    Domyślnie

    Z tego co widziałem, słyszałem i pamiętam to obecność straży jest potrzebny jeżeli podczas tankowania w/przy samolocie przebywają "cywile"

  15. #15

    Dołączył
    Jun 2011
    Mieszka w
    EPBA

    Domyślnie

    Leciałem tylko dwa razy, i w obie strony podobnie. Wynik "wychowania bezstresowego" ? Chyba tak, kilka razy prosiłem panią mamę za mną żeby opanowała małego terrorystę - bez skutku. Patrzyła na mnie jak na nienormalnego - przecież to dziecko ! W końcu zwróciłem się bezpośrednio do kilkulatka i pomogło. Problem "bezstresowych" dzieci dotyczy chyba wszystkich miejsc publicznych, bardzo wkurzające. Oczywiście wkurzam się tylko na rodziców

    ps. mam dwójkę i wiem że się da ...
    elza030, shiver and pbciderek like this.

  16. #16
    Awatar pitterek

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    Sosnowiec, Poland

    Domyślnie

    Oczywiście, że się da. Ale niektórym jest łatwiej nie zwracać uwagi. Dzieci wychowują się na TV, konsolach i nie wiedzą co to kredki i kartka, no bo co to za zajęcie
    maciek55 and elza030 like this.
    Pitterek

  17. #17

    Dołączył
    Jul 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Dziwna kolejność lotu, przecież bardziej po drodze byłoby WAW-KTW-HER. Lotnisko w HER to dramat, ciasnota, kilometrowe kolejki, powolne check-in'y i bałagan przy boardingu. Nie zapomnę sytuacji sprzed 2 lat: 3 czartery do WAW w tym samym momencie, 2 LO i 1 Eurocyprii, mało kto z pasażerów wiedział, czym leci, obsługa biegała po lotnisku krzycząc na zmianę "Warsaw Eurocypria i Warsaw LOT". W rezultacie wszystkie 3 samoloty odleciały opóźnione.

  18. #18
    Awatar Rocko Silento

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Between EPMI & EPSC

    Domyślnie

    Na lotnisku w Chania/Xania/Hania jest podobnie nad taśmą napis Xania-Paryż a bagaże idą z Poznania... W powrotnym kilka bagaży przyjechało rozwalonych i oklejonych ichnijszym Handlingiem (GOLDAIR) albo naszej SG. Fajny widok był jak na płycie CHQ stały 3 OLT. Jak leciałem do grecji do czytałem w RP o ... problemach Amber Gold, jak wróciłem do po 3 dniach się zwinęli z domestic.

  19. #19

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez pitterek Zobacz posta
    Oczywiście, że się da. Ale niektórym jest łatwiej nie zwracać uwagi. Dzieci wychowują się na TV, konsolach i nie wiedzą co to kredki i kartka, no bo co to za zajęcie
    a potem nawet tej kredki,ołowka czy pisaka nie potrafią trzymać w rączce,bo wszystko załatwia komputer (przykład z Niani''- to dziecko miało niebawem pójśc do przedszkola), nie wspominając o czipsach coli i zupkach chińskich-od małego

LinkBacks (?)


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •