Pokaż wyniki od 1 do 14 z 14
Like Tree15Likes
  • 15 Post By Jack-Jack

Wątek: WAW-CDG-JNB-CDG-WAW - 10 dni w RPA.

  1. #1

    Dołączył
    Nov 2009

    Domyślnie WAW-CDG-JNB-CDG-WAW - 10 dni w RPA.


    Polecamy

    Moje dwie znajome z grupy na studiach magisterskich, korzystając z faktu, że w ramach licencjatu łyknęły sporo języka Afrikaans [na UAM jest specjalizacja południowoafrykańska na filologii angielskiej) zorganizowały sobie studia magisterskie tak, że 2 semestry spędzą w RPA. Ja, korzystając z faktu, że mam tam kogoś, zdecydowałem się, by polecieć do Afryki - wszak szansa jedna na milion. Raz, że mogłem zobaczyć kawał świata, dwa, mogłem skorzystać z okazji i zebrać materiały do artykułu nt. muzeum Wojny w Johannesburgu macając Me-262 które tam stoi wlasnymi rękoma.
    Bilet kupiłem za 3500 z pomocą FRU.PL - Air France, stopover w Paryżu. W jedną stronę 1h50, w drugą 3h50 poczekalnii. Nieźle, widziałem oferty z 5 czy 7h czekania na CDG - MASAKRA.

    Trip wyglądał tak:


    Jestem niepełnosprawny - mam trzęsące się ręce, co wysoce martwiło mnie w kwestii jedzenia na pokładzie. Strasznie przejmuję się tym, żeby nic na nikogo nie wysypać. Stąd strasznie stresowałem się lotem. Na trasie WAW-CDG wziąłem tylko kanapkę. Nie brałem zadnych napoi, gdyż plastikowe kubeczki nie budziły mojego zaufania (nie kontroluję zbytnio siły z jaką chwytam różne rzeczy). Napiłem się w wolnoclowej przed wylotem Pani w A319 na trasie WAW-CDG niezbyt miła. I ani słowa po angielsku - żałosne - szczególnie na europejskiej trasie. No ale cóż - francuziki to ksenofoby :/

    Zresztą, 2h do Paryża to żaden dramat Byłem przerażony 10h w A380. Ale - jak się potem okazalo - niepotrzebnie. W grubym obok mnie siedziała przemiła pani stomatolog z wyspy Man, sąsiadka pana Clarksona Pomogła mi w obsłudze Air France'owego Cateringu - czułem się jakbym był z matką Korzystając ze swojego talentu językowego (studiuję anglistykę) przegadałem z Nią cały lot. I pod koniec zostałem zaproszony na wyspę Man. Sam lot A380 szalenie wygodny. Bardzo fajny samolot. Mało turbulencji po drodze. Jedno co mnie poirytowało to fakt, że monitor się zawiesił i 5h czekałem, aż go zresetują. A poza tym - Lux. Słońce wstało już nad równikiem i pół lotu mordkę miałem wlepioną w szybę



    Po lądowaniu dziewczyny odebrały mnie z Lotniska i zabraly na kampus uniwersytecki do Vanderbijlpark. Mój bagaż przezornie na Okęciu zawinąłem w folię TrueStar - za 50zł - co okazało się byc dobrym ruchem. Po odpakowaniu odpadła od niego rączka. Odświeżyłem się i po 2h musiałem już z nimi być na zajęciach z Socjolingwistyki. W drodze na kampus nie mogłem przestać się uśmiechać - wszystko było inne. Od widoków, mijanych kopalniach złota i platyny, oznaczonych napisami blasting area, przez drogi - te w RPA są genialne, po backee czyli samochody typu pickup z ładunkiem ludzkim w przestrzeni bagażowej. Wieczorem Karolina z Anią zorganizowaly mi imprezę powitalną z Afrykanskim towarzystwem. Czulem się jak w domu





    Campus w Vanderbijlpark jest zlokalizowany na terenie rezerwatu przyrody. Po całym terenie ganiają małpy i antylopy, narodowe zwierze południowoafrykańskie - springboki. Niesamowite wrażenie, szczególnie dla europejczyka. Do Afryki pojechałem, gdy zaczynało tam się lato. Nie było jeszcze pięknie zielono - jak to opisują Afryke w tym okresie podróżnicy - ale przyroda wyraźnie budziła się do życia. Nazajutrz patrząc przez okno około 6 ranop obserwowałem małpy ganiające po campusie

    Potem wyruszyliśmy do Potchefstroom, gdzie główną atrakcją był campus uniwersytecki. Powiem krótko - długo będziemy czekać, zanim w Polsce powstaną podobne obiekty. Tam campus to campus - tak jak w amerykanskich filmach. Całe studenckie, tętniące życiem miasteczko, oddzielone od centrum.



    Z racji, że mój pobyt w RPA był stosunkowo krótki zwiedzanie było bardzo intensywne. Każdy dzien wypakowany po czubek. Drugiego dnia w Potch doświadczyłem prawdziwego Afrykanerskiego Braaia - jeśli jesteście wegetarianinami - nie jedźcie do RPA - umrzecie z głodu. Stek był wyborny - wysmażony na podeszwę - tak jak lubię. W RPA, podobnie jak we Francji pije się mnóstwo wina. Co ciekawe, można je dostać w normalnym spożywczaku, jednakże każdy inny alkohol jest niedostępny - te są osiągalne w tzw. liquir stores - a te z kolei są zamknięte w niedziele więc alkohol nie sposób nabyć w tym dniu.

    Następnego dnia jechaliśmy do Pillanesberg - parku narodowego zlokalizowanego w prowincji Gauteng. Niestety - park Kruegera jest za daleko - samochody mają limit kilometrów, którego wynajmując auto nie wolno przekroczyć. Ale - nie ma tego złego. Z racji, że park w Pilanesberg jest mniejszy od parku Kruegera, łatwiej spotkać tam dzikiie zwierzęta. I faktycznie - zebry, żyrafy, słonie, nawet gepard, hipopotamy - wszystko to spaceruje sobie jak gdyby nigdy nic pomiędzy samochodami, którymi przez park się jedzie. Niesamowite przeżycie - polecam każdemu miłośnikowi dzikiej przyrody!

    Tu zamiast zdjęć - materiały wideo:





    Upały dawały się we znaki:



    Po wizycie w Pillanesberg nadszedł czas, by pojechać do Johannesburga. Tam z rana wyszliśmy na pagórki dookoła dzielnicy Westdene, by podziwiać panoramę miasta:



    A potem spędzilismy intensywnie dzień. Udałem się do Ditsong National Museum of Military History by obejrzeć unikatowe eksponaty Luftwaffe. Fw-190A4, dwa Messerschmitty 109, jeden w wersji europejskiej i jeden w wersji Afrika Korps i - największy specjał, jedyny na świecie zachowany dwumiejscowy Me-262 w wersji nocnej - dla fana lotnictwa - totalna uczta.



    (c) Frank Haas

    Po muzeum lotnictwa mało było mi dzikiej przyrody - pojechaliśmy do Johannesburskiego zoo. Po Pillanesberg mogłoby się wydawać to nielogiczne - co ma dzikie zwierze w naturalnym środowisku w porownaniu do Zoo? Oczywistą przewagę. Ale jednak warto było - zobaczylismy sporo tego, czego w Pillanesberg nie było - Goryle, małe małpy czy nawet niedźwiedzia polarnego (sic!)



    Po pobycie w Zoo czekał mnie kolejny dzień w Johannesburgu. Tym razem turystyczny totalnie. Udałem się do muzeum Apartheidu - nie będę tutaj się rozwodził - warto. Muzeum zrobione w konwencji bardzo podobnej do naszego muzeum Powstania Warszawskiego - jedt interaktywne.



    Później udalismy się do Carlton Centre, gdzie na 50 piętrze można podziwiać panoramę Joburga. A na szczycie mieści się bar mleczny rodem z polskiej studenckiej rzeczywistości




    Wieczorem byliśmy w teatrze na wielokrotnie nagradzanym Musicalu Africa Umoja - bardzo mi się podobało, polecam. Musical prezentuje przekrój przez dzieje muzyki afrykanskiej, od wczesnych, etnicznych brzmień, po nowoczesne hiphopowe i dyskotekowe klimaty. Całości przewodzi wodzirej-aktor, będący sobowtórem Morgana Freemana.

    Kolejnego dnia udaliśmy się do Pretorii, po drodzę zaliczając pomnik imigrantów:



    W samej Pretorii zaliczylismy to co najwazniejsze - pomnik Kruegera, Union Buildings, Muzeum Historii Naturalnej (nuuuuuuuuuuuuda, nie idzcie!) ale także fort na obrzeżach miasta, który spodobał mi się najbardziej - również - nie ukrywam, ze względu na widoki jakie oferowal:



    Na koniec pobytu odwiedziliśmy ogrody botaniczne w Pretorii, gdzie delektowalem się substancją nazywającą się Savanna Premium Cider. Bardzo dobre coś, lżejsze od piwa, ale mające więcej procentów.





    No i nadszedł czas, by udać się spowrotem na OR Tambo. Słabo tam z WiFi. Jedynie płatne sieci funkcjonują. Ale co jak co - obkupiłem się w strefie wolnocłowej dość konkretnie - amarula, biltongi i tyle afrykanskiego majdanu, ile weszło do podręcznego Co ciekawe zabezpieczenie bagażu głównego folią na Tambo kosztuje 50 randów - tj jakieś 20zł! W porównaniu z 50 zł na Okęciu - przepaść!

    Smutno, ale nadszedł czas, by pakować się na grubasa:



    Ustawiłem się pierwszy w kolejce i pierwszy wlazłem na pokład. I szybko do Stewek - powiedzieć że mam kłopot z żarciem - i co - miałem indywidualną obsługe do samego Paryża. Co ciekawe - siedziałem sam w rzędzie, więc nie stresowalem sie faktem, że mogę komuś sprawić kłopot. Lot minął spokojnie, dużo spokojniej niż do JNB. W Paryżu z kolei wszystko zaczęło mnie wkurzać i irytować - ot - Europa. Kolejki i francuzi, ktorzt na zdanie po angielsku kręcą głowami - zło. Lot do Warszawy - bez rewelacji - ot kolejna regionalna przeprawa w A319. Wszystko spokojnie, wszystko na swoim miejscu. Leciałem z informatykiem, który długi czas pracował przy silnikach CFM więc pogadalismy sobie na tematy lotnicze, ponadto ogólnie o sytuacji społeczno-politycznej w UE. Jak na Francuza zaskakująco dobrze mówił po angielsku. Wymienilismy sie mailami na lotnisku i pojechałem na Centralny, wracać do Poznania...

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Świetny opis i sam trip rzeczywiście nietuzinkowy. Chyba ten rezerwat przyrody interesowałby mnie najbardziej.

    Jak z bezpieczeństwem? Można wieczorem wyjść na miasto do knajpki i nie oglądać się ciągle za siebie?

  3. #3

    Dołączył
    Nov 2009

    Domyślnie

    Można, większość legend o Joburgu to legendy. Byłem tam 10 dni i nikt mnie nie zabił, nie zastrzelił, nie zgwałcił, nie porwał i nie poćwiartował. Z drugiej strony jednak środki bezpieczeństwa wyższe niż w Polsce - np. kupując napój w puszce koniecznie należy użyć słomki, gdyż często na górnej powierzchni dosypane są narkotyki czy inne świństwa. W samochodzie, który wynajęliśmy drzwi zamykały się (blokowaly) automatycznie po ruszeniu - porwania tam są dość częste. Z drugiej strony byliśmy w kawiarni w centrum Joburga, na ulicy około 22 i nikt do nas nie strzelał z AK, które rzekomo można tam dostać za 100 Randów.

    Coś nie mogłem edytować posta, napiszę tu: 1h 50 to na CDG zdecydowanie mało czasu na stopover. Ledwo co zdążyłem na boarding (w obrębie jednego terminalu! 2E do 2F albo na odwrót - nie pamiętam). W drugą stronę 3h 50 było zdecydowanie bardziej komfortowe

    Po południu opiszę koszty i ile mnie to wszystko wyniosło.

    Edit 2: Przypomniało mi się, że A319 z WAW miał 40 minut opóźnienia - to może być powód, dlaczego ledwo zdążyłem na Boarding na CDG.

    Edit 3: Jedzenie w drodze DO lepsze niż Z. Szczególnie mus jabłkowy do śniadania - masakra Mniam!

  4. #4

    Dołączył
    Mar 2011
    Mieszka w
    Łódź/Chełm

    Domyślnie

    Relacja taka jakie lubię - i foty i tekst. Szkoda tylko, że zdecydowanie za krótka.

  5. #5
    nrm
    nrm jest teraz aktywny
    Awatar nrm

    Dołączył
    May 2012
    Mieszka w
    KTW

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Jack-Jack Zobacz posta
    Pani w A319 na trasie WAW-CDG niezbyt miła. I ani słowa po angielsku - żałosne - szczególnie na europejskiej trasie. No ale cóż - francuziki to ksenofoby :/
    1. A to tam nie mają wymogów przyjmowania do pracy ze znajomością języka?!?
    2. Podróżując trochę rowerem po FRA zauważyłem, że ONI często rozumieją angielski ale udają kretynów, a w zasadzie zachowują się jak kretyni udając, że nic nie rozumieją.

  6. #6

    Dołączył
    Nov 2009

    Domyślnie

    Tak samo w sklepie/barze za kontrolą bezpieczenstwa na CDG. Gdyby nie miły Francuz w garniturze - nie kupiłbym sobie nic do picia bo nie paniemaju inglese.

    I zastanawiaa mnie przepaść między A319 na trasie WAW-CDG a A380 - tam obsługa genialna. Panie stewardessy miłe, uśmiechające się etc...co ciekawe, zupełnie inne podejscie pilotów, na CDG zajrzałem sobie do kokpitu 319 i zamieniłem z nimi pare słów po lądowaniu.

    Edyta_ty_ruro:

    Apropos kosztów.

    Bilet WAW-CDG-JNB-CDG-WAW - 3100 wg strony Air France, 3350 na Fru.pl
    Na miejscu wydane 1500PLN + dodatkowe pieniądze[modyfikacja na prośbę autora] na wynajem auta na 10 dni (Chevrolet Cruze z Klimą)
    Spanie głównie po znajomych - brak kosztów
    Muzeum Apartheidu - R50, więcej wstępów nie pamiętam, ale najwięcej to chyba R160 za cały dzien w parku rozrywki Gold Reef City - czyli nie tak źle.
    R250 = 100zł.
    Ostatnio edytowane przez Gabec ; 23-10-2012 o 22:23 Powód: usunięta kwota za wynajem samochodu

  7. #7
    Awatar alien

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    3M

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Jack-Jack Zobacz posta
    W samochodzie, który wynajęliśmy drzwi zamykały się (blokowaly) automatycznie po ruszeniu - porwania tam są dość częste.
    Każdy z kilku europejskich samochodów, z którym po roku 2000 miałem do czynienia wystarczająco dużo, żeby zajrzeć do instrukcji obsługi, oferował taką możliwość. Wystarczy znaleźć opcję w menu, nacisnąć guziczek, że "tak" - i włala!

    Za to w RPA przed rokiem 2000 zaoferowano posiadaczom samochodów taki patent:



    Nie dość, że całkowicie na poważnie, to jeszcze całkowicie legalnie! Co kraj, to obyczaj.

    CNN - Flamethrower now an option on S. African cars - December 11, 1998
    Blaster (flamethrower) - Wikipedia, the free encyclopedia

    I w ostatnich latach kraj nie ma najlepszej prasy. Wygląda na to, że rządy ludu średniawo tam się udają.
    Sad South Africa: Cry, the beloved country | The Economist
    For every solution there is a problem.

  8. #8
    Awatar Rocko Silento

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Between EPMI & EPSC

    Domyślnie

    Francuzi tak mają(znanie znaniem, a chęć komunikowania się to dwie różne sprawy), nie lubią angielskiego jak my niemieckiego (wschodnia Francja też). Robią dużo błędów gramatycznych i ortograficznych, nawet w swoim języku. Jedyna rada to zaczynać od Bonjour, używać podstawowych słów:
    Je achete - ja kupuje
    Je voudrais- ja chce/kupuje
    I wtedy nawet jak przejdziesz na angielski to nagle przypomną sobie o tajemniczej wiedzy - mówieniu, pokaż im że się starasz.

  9. #9

    Dołączył
    Nov 2009

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rocko Silento Zobacz posta
    Francuzi tak mają(znanie znaniem, a chęć komunikowania się to dwie różne sprawy), nie lubią angielskiego jak my niemieckiego (wschodnia Francja też). Robią dużo błędów gramatycznych i ortograficznych, nawet w swoim języku. Jedyna rada to zaczynać od Bonjour, używać podstawowych słów:
    Je achete - ja kupuje
    Je voudrais- ja chce/kupuje
    I wtedy nawet jak przejdziesz na angielski to nagle przypomną sobie o tajemniczej wiedzy - mówieniu, pokaż im że się starasz.
    Mógłbyś napisać to fonetycznie?

    Że Aczete?
    Że Wudra?

  10. #10
    Awatar alien

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    3M
    For every solution there is a problem.

  11. #11
    Awatar Rocko Silento

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Between EPMI & EPSC

    Domyślnie

    że aszet (z e na końcu, KRESECZKA.)
    że vudre
    http://pl.wikibooks.org/wiki/Francuski/Wymowa

  12. #12

    Dołączył
    Nov 2009

    Domyślnie

    Dankie!

  13. #13
    Awatar tinek6

    Dołączył
    Nov 2011
    Mieszka w
    Nowa Iwiczna

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rocko Silento Zobacz posta
    Je achete - ja kupuje
    Bardziej poprawnie by było: J'achete [czyt. żaszet] a chciałbym kupić by było: Je voudrais achete [że wudre achete]

    Przyjemna relacja

  14. #14
    Awatar Rocko Silento

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Between EPMI & EPSC

    Domyślnie


    Polecamy

    Dzięki tinek, zapomniałem już o łączeniu z J z a.


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •