Pokaż wyniki od 1 do 14 z 14
Like Tree27Likes
  • 17 Post By Chudy
  • 1 Post By tinek6
  • 2 Post By Darecki
  • 1 Post By Chudy
  • 6 Post By Chudy

Wątek: Doha i Bombaj w 3 dni z Qatar Airways :)

  1. #1
    Awatar Chudy

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Trzemeszno

    Domyślnie Doha i Bombaj w 3 dni z Qatar Airways :)


    Polecamy

    Pomysł kolejnej wycieczki zrodził się w dość spontanicznych okolicznościach. Będąc w Dęblinie i świętując w listopadzie swoje urodziny ze znajomymi, naszła nas ochota na zabookowanie jakiegoś lotu - domyślnie miał to być jakiś wypad z Ryanem czy Wizz Air-em "po okolicy" Jednak przypadkiem przypomniałem sobie o trwającej właśnie promocji w Qatar Airways, także po kilku minutach byliśmy na ich stronie www.

    Zastanawialiśmy się nad Delhi i Bombajem, jednak w przypadku BOM była okazja na prawie 24 godzinny stop-over, oraz lot A340 - 600. Chwilę później mieliśmy więc w ręku kartę kredytową i potwierdzenie na mailu....

    Pomysł wariacki, ale kto by się tym przejmował. Byłem już w Hong Kongu przez 3 dni (swoją drogą też z Qatar Airways) także w sumie jestem już przyzwyczajony. Dokładnie nasza wycieczka przedstawiała się następująco:

    04.03 WAW - DOH QR981 A320
    05.03 DOH - BOM QR200 A340
    08.03 BOM - DOH QR201 A340
    08.03 DOH - WAW QR980 A320

    Jako, że czasu mieliśmy sporo, zabraliśmy się za wyrabianie wizy do Indii. Turystyczna, dla obywateli Polski kosztuje wraz z pośrednictwem 232zł - należy złożyć odpowiedni wniosek oraz opłatę wizową w ambasadzie w Warszawie. Czas oczekiwania dla mnie wyniósł równe 2 tygodnie.



    W dzień wylotu, podróż swoją zaczynam na stacji PKP w Słupcy, skąd tradycyjnie zatłoczonym składem TLK, stojąc w korytarzu docieram do Warszawy. Dalej już tylko krótki przejazd SKM do lotniska, gdzie dołączam do moich 2 towarzyszy wyprawy - Michała i Macieja.

    Odprawa na rejs Qatara rozpoczęła się wcześniej niż 2 godziny przed odlotem - należy liczyć się z dokładnym sprawdzeniem karty kredytowej, którą zapłaciło się za bilet. W przypadku jej nie okazania nie zostaniemy wpuszczeni na pokład, wiec należy mieć to na uwadze.

    Boarding przez rękaw do naszego Airbus-a A320 A7-AHI zaczyna się na pół godziny przed odlotem...





    Na pokładzie zauważamy bardzo dużo Japończyków czy też innych Chińczyków - nasza załoga zresztą to w większości też przedstawiciele tych rejonów.

    Startujemy planowo, ciesząc oczy widokiem na centrum stolicy oraz Stadion Narodowy.



    Jak cała seria A320 A7-AHx, nasz egzemplarz wyposażony jest w bardzo nowoczesny wybór muzyki i filmów - jest ich po prostu mnóstwo, włącznie z nowościami! Podczas lotu dostajemy jeden ciepły posiłek (lunch) - jak dobrze pamiętam w locie z TXL w 2009r. tych posiłków było 2, jestem ciekawy skąd ta różnica.

    Załoga dodatkowo niemal bez przerwy przechodzi z wózkiem, oferując szeroki wybór napojów ciepłych, zimnych jak i alkoholowych. Z tych ostatnich mamy do wyboru białe lub czerwone wino, whisky (Red Label), piwo (Heineken) oraz wódkę (Smirnoff) - także niewątpliwie jest co robić





    Jednym z najciekawszych jak dla mnie elementów systemu rozrywki są różnorakie interaktywne mapy z zaznaczoną pozycją naszego samolotu.





    Nad Morzem Czarnym zaczyna zapadać zmrok. Po kilku godzinach lotu zaczynamy zniżanie, podziwiając dziesiątki, świecących się, wszechobecnych tutaj platform wiertniczych. Lądujemy w Doha kilkanaście minut przed czasem. Jako, że lot do BOM mamy dopiero za 22 godziny, wysiadamy tam, gdzie posiadacze "niebieskich okładek" boarding passów, czyli na przylotach (90% naszego rejsu to jednak pasażerowie tranzytowi i jadą do terminala "żółtego").

    Uzyskanie wizy do Kataru to jedynie obowiązek zapłacenia opłaty w postaci 100QAR. Wszystko załatwiamy w ciągu kilku minut na lotnisku, które po kilku kolejnych - opuszczamy.

    Po świetnych wspomnieniach z coach surfingiem z Malty, postanowiliśmy i tutaj skorzystać z tego rodzaju zakwaterowania. Bardzo szybko odezwał się do nas, mieszkający tam f/o 777 z Qatar Airways, który przyjął nas po swój dach i odebrał z lotniska. Jako, że byliśmy bardzo zmęczeni, zaraz poszliśmy spać i obudziliśmy się około 9tej kolejnego dnia. Szybkie śniadanie, trochę rozmów na lotnicze tematy i jedziemy do miasta. Nasz gospodarz postanawia, że zawiezie nas do miasta i zostawi w okolicach Souq, czyli tradycyjnego arabskiego targu.

    Przejazd do centrum zajmuje jednak dość dużo czasu. To wszystko za sprawą tego, że ulice są bardzo zatłoczone! Dodatkowo cykl świateł, jest tutaj niezwykle długi - dobrym za to rozwiązaniem jest to, że bardzo wiele skrzyżowań, to skrzyżowania o ruchu okrężnym - ronda.



    Souq to niewątpliwie bardzo klimatyczne miejsce, spacerując przez jego wąskie, zacienione uliczki możemy dostać dosłownie wszystko. Od ubrań, poprzez dywany aż do różnorakich zwierząt, których zapach czuć tutaj z kilometra. Co cieszy, to to, że w odróżnienia do takiego Egiptu czy Indii (o których będzie później) sprzedawcy nie są uciążliwi i nie próbują nic nam wcisnąć siłą. Można więc w spokoju pospacerować.





    W okolicach targu, znajduje się kilka, całkiem ładnie wyglądających kawiarni i restauracji. Praktycznie każde to miejsce dysponuje sziszą, którą można sobie zapalić. My jednak teraz ruszamy w kierunku Corniche, czyli długiej ulicy, która wiedzie wzdłuż zatoki, aż do samego centrum. Bezpośrednio z niej roztacza się wspaniały widok na biznesową część miasta, z nowoczesnymi wieżowcami.





    Wzdłuż ulicy, mimo że w środku pustyni, znajduje się bardzo dużo zieleni. Spokojnie można odpocząć pod palmą na zadbanym trawniku i rozkoszować się widokiem podchodzących nad nami do lądowania samolotów



    Bardzo blisko znajduje się też muzeum sztuki islamskiej - niestety tego dnia, nieczynne. Trudno, obejrzeliśmy sobie je z zewnątrz. Obiekt zbudowany jest w bardzo nowoczesnym i oryginalnym stylu.



    Jeszcze krótki odpoczynek pod palmą i ruszamy dalej...



    Wracamy na stare miasto. Zajmuje nam to jednak trochę czasu, gdyż przechodzenie przez ulice nie jest tu takie proste. Oczekiwanie na zielone światło potrafi zabrać dosłownie z 10 min, także łamiemy delikatnie przepisy i w parze z tubylcami uczymy się przechodzić, manewrując pomiędzy samochodami.



    Skoro jesteśmy w Katarze, postanawiamy, że zdecydowanie musimy zapalić tutaj sziszę. W tym celu zajmujemy miejsca w ładnie wyglądającej restauracji. Za przyjemność palenia musimy zapłacić w przeliczeniu około 25zł. Co ciekawe, restauracja zatrudnia na etat człowieka, którego jedynym obowiązkiem jest wymiana spalonego już węgla w fajkach.



    Muszę przyznać, że egzotyka miejsca i samo stare miasta robi na mnie wrażenie. Jest to naprawdę dość duży szok kulturowy. Jako, że od 13 do 16 większość sklepów jest tu zamykana, ruszamy w dalszy spacer pięknymi uliczkami.





    Niektóre samochody w Doha, naprawdę robią wrażenie:





    Co kilka godzin mieszkańcy udają się do Meczetów, gdzie się modlą. Przez wystawione na zewnątrz głośniki, ich głośne i doniosłe śpiewy słychać niemal w każdym miejscu!

    Komunikacja autobusowa w mieście nie jest zbyt rozbudowana. Przy cenach paliwa, mniejszych niż 1zł za litr jest to dosyć zrozumiałe. Jednakże istniejąca flota autobusowa, jest nowoczesna i klimatyzowana.



    Nasz czas w Doha, powoli dobiega końca. Na lotnisko udamy się jednak taksówką, gdyż przy 3 osobach cena wyjdzie niewiele większa niż jadąc autobusem. Za 20 minutowy przejazd płacimy 40QAR.



    Co mogę powiedzieć na podsumowanie tego miasta... Na pewno jest to miejsce warte odwiedzenia - nie nastawiajmy się jednak na nie wiadomo jednak jakie atrakcje. Doha nie jest szczególnie turystyczna, dlatego jedyne co możemy tu robić to spacerować oraz robić zakupy. Na kąpiel nie ma co liczyć, gdyż do najbliższej publicznej plaży są 2 godziny jazdy samochodem. Dlatego uważam, że jedna doba spokojnie wystarczy aby dobrze zwiedzić miasto. I to też polecam!

    Kolejna część z lotu do Indii i pobytu tam, już wkrótce

    Pzdr,
    Maciej!
    Canon, xpabloxx1, pkowal3 and 14 others like this.
    http://maciej-n.blogspot.com/ --> Moje słów kilka... :)
    PPL(A) C150 C172 PZL104


  2. #2
    Awatar tinek6

    Dołączył
    Nov 2011
    Mieszka w
    Nowa Iwiczna

    Domyślnie

    Czekam na resztę.
    A w międzyczasie, łap zdjęcie

  3. #3
    Awatar tygrysm

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Zaczyna się świetnie! Dobre zdjęcia Czekam na więcej

  4. #4
    zebuu
    Goście

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Chudy Zobacz posta
    Odprawa na rejs Qatara rozpoczęła się wcześniej niż 2 godziny przed odlotem - należy liczyć się z dokładnym sprawdzeniem karty kredytowej, którą zapłaciło się za bilet. W przypadku jej nie okazania nie zostaniemy wpuszczeni na pokład, wiec należy mieć to na uwadze
    super relacja, sam zbieram się do opisania mojej przygody z Qatarem w podróży do Omanu, ale co do sprawdzania karty kredytowej to ani w Warszawie ani w Muskacie nikt jej nie chciał widzieć, więc nie zawsze są tak restrykcyjni w tym zakresie

  5. #5

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Chudy Zobacz posta
    Podczas lotu dostajemy jeden ciepły posiłek (lunch) - jak dobrze pamiętam w locie z TXL w 2009r. tych posiłków było 2, jestem ciekawy skąd ta różnica.
    Po pierwsze - w 2010r.
    Po drugie - ten drugi posiłek to nie była czasami ta pseudokanapka ze szpinakiem czy czymś podobnym? Czy ona była na locie do HKG?

  6. #6
    Awatar Chudy

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Trzemeszno

    Domyślnie

    zebuu -> w naszym rejsie sprawdzali wszystkim przed nami, na moje pytanie co gdy ktoś nie miał by karty ze sobą, Pani tylko odparła że mogliby w ostateczności nawet nie wpuścić na pokład. Może rezerwowałeś przez pośrednika a nie bezpośrednio na ich stronie? Bo w takim przypadku tej weryfikacji faktycznie nie ma.

    Craviec -> dzięki za sprostowanie Tak, dokładnie mam na myśl tą kanapkę - mimo wszystko potraktowałem ją jako kolejny posiłek

    Jeszcze krótki filmik z przejazdu przez Doha - Driving in Doha, Qatar HD - YouTube
    http://maciej-n.blogspot.com/ --> Moje słów kilka... :)
    PPL(A) C150 C172 PZL104


  7. #7
    zebuu
    Goście

    Domyślnie

    Rezerwację robiłem na ich stronie, może po prostu tak trafiłem

  8. #8

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    bardzo ciekawa historia z kartą kredytową bardzo fajne zdjęcia i również czekam na dalszą cześć

  9. #9
    Amadeusz
    Goście

    Domyślnie

    Chudy, czyli ta wiza to jedynie fiskalny obowiązek a nie nękanie ludzi, dobrze zrozumiałem Twoje słowa? Kojarzysz jakiś hotel na lotnisku albo blisko lotniska? (chodzi o to, żeby nie leżeć w terminalu tylko w łóżku przy przesiadce takiej jak Wasza)

    PS. Niezwykłe, że Was przyjął pilot i to jeszcze takiego samolotu

  10. #10
    Awatar Darecki

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    Płock

    Domyślnie

    Dawaj kolejną część

    Wamo and tygrysm like this.

  11. #11
    Awatar Chudy

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Trzemeszno

    Domyślnie

    Amadeusz --> Dokładnie, uzyskanie wizy to od niedawna jedynie konieczność uiszczenia opłaty na lotnisku. Całość trwa góra z 2 minuty - dodam tylko, że płacić można jedynie kartą (ja głupi wypłaciłem gotówkę przed podejściem "do okienka").

    Co do hoteli to niestety w żaden sposób nie pomogę - w ogóle się nie rozglądaliśmy nad noclegami mając opcję z coach surfing-u. Jest niby opcja taka, że QR zapewnia nocleg w przypadkach długiego czasu oczekiwania. Jednak w praktyce dotyczy to tylko osób z wyższymi taryfami, oraz jak mi pewna, średnio miła pani na lotnisku powiedziała - Polaków to nie obejmuje...

    Postaram się jutro (dziś) dodać dalszą część

    Pzdr.!
    Amadeusz likes this.
    http://maciej-n.blogspot.com/ --> Moje słów kilka... :)
    PPL(A) C150 C172 PZL104


  12. #12
    Amadeusz
    Goście

    Domyślnie

    Taryfy W,V = brak noclegu.

  13. #13
    Awatar Chudy

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Trzemeszno

    Domyślnie

    Docieramy na lotnisko w Doha. Co zaskakuje, to kontrola bezpieczeństwa - wydaje się być bardzo "okrojona". Panowie, siedzący przy monitorach pokazujących wnętrze bagaży, są zajęci raczej rozmową ze sobą niż wnikliwą kontrolą wnoszonych przedmiotów. Nie czuję się jednak specjalnie bardziej zagrożony....

    Na wielki plus zasługuję darmowa sieć wi-fi w całym terminalu, oraz dostępność gniazdek z prądem! Kolejnym ciekawym elementem jest strefa odpoczynku - dostępne są tam fotele w formie leżanek oraz kocyki, znane z pokładów Qatar Airways. Przy długich przesiadkach jest to jakieś rozwiązanie.

    Boarding do naszego Airbusa A340-600 A7-AGD zaczyna się na 40 min. przed odlotem. Jedyny plus tego, że odbywa się on z użyciem autobusu (który pokonuje dłuuuuugą drogę na wschodnią płytę lotniska) jest taki, że pozwala nam podziwiać z ziemi wielkość tego samolotu! Na pokładzie już za to, wypełnienie miejsc około 50%.

    Startujemy o czasie...



    System rozrywki IFE, mimo iż starszy niż w 320 (identyczny jak w 330) bardziej mi odpowiada - za sprawą tego, że tutaj możemy sterować nim za pomocą pilota a nie dotykowo, jak ma to miejsce w najmniejszych maszynach przewoźnika. Oczywiście wybór muzyki, filmów, programów, wiadomości, telewizji satelitarnej, map - olbrzymi...





    Mijamy Dubaj:



    Ze względu na stosunkowo krótki czas lotu (3:30h) otrzymujemy jeden, pełen posiłek - ja wybrałem ryż i jakieś mięso + tradycyjnie warzywa, deser, pieczywo, masło i jakiś serek. Wybór napojów jak w locie z Warszawy do Doha, czyli zimne, ciepłe i alkoholowe - praktycznie bez limitów

    Jako, że po posiłku poszedłem spać, obudziłem się krótko przed miękkim lądowaniem w Bombaju. Szybkie kołowanie do gate-u i wychodzimy rękawem - od razu poczuliśmy charakterystyczny zapach "Indii", który będzie nam towarzyszył przez dalszą część wyjazdu.

    Noclegi rezerwowaliśmy w skromnym hotelu "Chateau Windsor Hotel". Za pokój 3os. (właściwie taki mini apartament, gdyż składał się on z głównej sypiali, mniejszego pokoiku z sofą, fotelem i stołem, toaletą oraz balkonem) płaciliśmy ~400zł / dobę z podatkiem. Aby się tam dostać, bierzemy taksówkę. Za nią musimy zapłacić jeszcze w terminalu lotniska na zasadzie "pre-paid" - podajemy pracownikom, gdzie znajduje się nasz nocleg, płacimy 650 rupi i dostajemy numer taksówki, która zawiezie nas do miasta...

    Już po opuszczeniu terminala, podbiega do nas 2 hindusów, którzy niemal siłą zabierają nam bagaże i zanoszą do właściwej taksówki. Ta okazuje się być bardzo lokalna. Chciałem otworzyć bagażnik, to zauważyłem tam jedynie zajmującą całą jego powierzchnie - butle z instalacją LPG. Bagażniki znajdują się tutaj... na dachach samochodów, jak spojrzałem w jaki sposób zabezpieczają tam oni nasze bagaże, już zacząłem obawiać się w jakim stanie (i czy w ogóle) dotrą one do hotelu. Po niecałej godzinie, docieramy na miejsce i idziemy odespać...

    Rano, już po drodze na dach budynku, gdzie serwowane są śniadania, zaskakuje nas ciekawy widok. Rusztowania używane w tym mieście są co najmniej - "niepewne":



    Śniadanie europejskie i skromne, do wyboru gotowane lub smażone jajka, tosty oraz kawa i herbata. Zawsze jednak jest to jakiś posiłek. Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić po wyjściu na miasto to znalezienie banku, aby wymienić walutę. Szybko znajdujemy jeden, bardzo blisko naszego hotelu czyli na Marine Drive, jednej z ładniejszych ulic miasta prowadzących wzdłuż wybrzeża. Wieczorami wychodzą tutaj tłumy ludzi!



    Sama wymiana pieniędzy zajmuje jednak dobre pół godziny! Opiera się o wnikliwe sprawdzenie naszych paszportów, zeskanowanie ich oraz wypełnienie różnego rodzaju druków. Warto poprosić o trochę niskich nominałów, które przydadzą nam się na wszelkiego rodzaju napiwki etc.

    Tymczasem łapiemy taksówkę i jedziemy do chyba najbardziej charakterystycznego miejsca w Bombaju - Gateway of India. Taksówki są tanie, o ile nie damy się naciągnąć - ceny uzgadniamy zawsze przed wejściem do pojazdu.

    Plac przed "bramą" po atakach terrorystycznych jest strzeżony, wejście na teren poprzedza przejście przez wykrywacz metali - taki jak na lotniskach. Jednakże chyba nikt na niego nie zwraca uwagi. Pierwsze co się rzuca w oczy to wszechobecni sprzedawcy, naciągacze.





    W pewnym momencie podszedł też do nas jeden z naciągaczy, pytać się o przewodnik, zdjęcie czy też mapę - odpowiedziałem, że wszystko mamy. Ten nie ustępował, odparł, że ma "special Mumbai map" - otworzył mapę a tam worek "zioła" w cenie 20 euro za 10 gram (wolę nie myśleć, ile tam faktycznie było zawartości towaru w towarze, ale sytuacja wyglądała dość komicznie).

    Spod Gateway of India, odpływają promy na wyspę Elephanta. Rejs trwa około godziny i kosztuje 150 INR w obie strony (jakieś 9zł). Płyniemy. Jeszcze tylko jedno zdjęcie, znanego również z bardzo dramatycznego ataku terrorystycznego w 2008 roku, hotelu Taj Mahal.



    Po drodze mamy widok na port marynarki wojennej:



    I docieramy na wyspę. Od przystani do początku drogi na szczyt musimy jeszcze pokonać kilkaset metrów. Można skorzystać z jeżdżącej tam kolejki, ale my zdecydowanie wolimy zrobić sobie spacer.





    Na wyspie znajduje się zespół siedmiu wykutych w skale świątyń - jedna z główniejszych atrakcji turystycznych. Zanim tam się udamy, postanawiamy przejść się jednak an szczyt góry. Droga jest dość stroma i w tym upale męcząca, ale dajemy radę. Leniwi mogą skorzystać z usług tragarzy

    Szczerze mówiąc na szczycie, nie ma nic specjalnego, znajdują się tu tylko jakieś stare armaty, które prawdopodobnie miały kiedyś za zadanie strzec wybrzeża Bombaju. Spotykamy za to jednak... małpy. Mimo, że wyglądają słodko, trzeba na nie uważać bo potrafią być agresywne i potrafią okraść. Zresztą przestrzegają przed tym specjalne tabliczki ostrzegawcze.





    I zdjęcie ze szczytu, wybaczcie za ponowną "autopromocję", aczkolwiek nie posiadam innego ujęcia... )



    Schodzimy. Droga w dół na szczęście przyjemniejsza. Za wejście do jaskiń musimy niestety zapłacić - jak dobrze pamiętam, 200 INR / os czyli dość drogo jak na tutejsze warunki. Oczywiście strażnik proponował nam opcję "500 rupi za wszystkich, bez biletu".

    Dość sprawnie i szybko zwiedzamy kompleks światyń.





    Nie udało nam się zdążyć na powrotny prom, który odpłynął z 2 minuty przed naszym przybyciem do przystani. Trudno, kolejny już za pół godziny. W tym czasie obchodzę jeszcze stoiska z przeróżnymi artykułami, które są dosłownie wszędzie - i na wyspie i w Bombaju.



    Droga powrotna, podobnie jak trasa "do", zajmuje godzinę. Ruszamy w poszukiwaniu jakiejś restauracji i przy okazji robimy sobie spacer ulicami miasta. Taki widok, zarówno w dzień jak i w nocy w ogóle nie dziwi. Ludzie śpią dosłownie wszędzie, nawet w centrum tłumu...



    Mijamy jedno ze stanowisk gdzie możemy napić się świeżego soku z bambusa - znajdujące się tam jednak kubki są typowo wielokrotnego użytku, za każdym razem są jedynie obmywane - coś jak w miało to miejsce w naszych rodzimych, saturatorach.

    Gdy znaleźliśmy restaurację pojawił się kolejny problem - co zjeść. Nazwy wszystkich, tradycyjnych dań hinduskich kompletnie nic nam nie mówiły, więc postanowiliśmy, że każdy zamówi coś innego i ewentualnie będziemy się wymieniać. Jak się okazało na końcu, wszystkie dania były bardzo smaczne i oczywiście ostre!



    Za zestaw jak na powyższym zdjęciu, płaciliśmy nie więcej niż 250 rupii na osobę (z napojami i napiwkami). Warto dodać, że nasz stolik obsługiwały 3 osoby. Po jedzeniu dostaliśmy gorącą wodę z limonką, do przemycia rąk.

    Kontynuujemy spacer przez miasto, trochę typowych widoków:





    Zanim dojdziemy do hotelu, planujemy kupić sobie po jakimś piwie. Nie jest to łatwe, bardzo mało tu typowych sklepów monopolowych. Gdy w końcu go znajdujemy, okazuje się że ceny są dość wysokie. Duży Kingfisher kosztuje tutaj 100 INR (~6zł). Co nas jednak bardzo pozytywnie dziwi, to taka oto reklama :



    Kolejnego dnia, jako pierwszy punkt zwiedzania obieramy dworzec kolejowy Chhatrapati. Odjeżdżają stąd zarówno pociągi lokalne, jak i dalekobieżne, wieloklasowe, sypialne składy. Tutaj też przy wejściu znajduje się "kontrola bezpieczeństwa", ale z tego co widzimy to to chyba proforma. Nikt się tutaj nie stresują, wyjącą bez przerwy bramką. Jako, że wiele lat temu strasznie uwielbiałem pociągi (przeszło mi odkąd poszedłem na studia i zacząłem co 2 tygodnie jeździć na stojaka przy toalecie) to fotografuje wszystkie znajdujące się tutaj składy.



    Tutaj kolejne potwierdzenie moich wcześniejszych słów, że ludzie śpią wszędzie...





    Kolejnym naszym przystankiem, jest jak to głosi przewodnik, uwaga "centrum handlowe". Nasza wędrówka prowadzi jednak przez to coraz biedniejsze okolice miasta. To, jak mieszkają tutaj ludzie przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania (a i tak trafialiśmy jeszcze na dużo cięższe widoki, jak np. całkiem nagich ludzi przy "rynsztokach").







    Nasze dumnie nazwane "centrum handlowe", okazuje się jednym pomieszczeniem z tysiącem najróżniejszych słoników i innych błyszczących figurek. Oraz kolejnym tysiącem, równie świecących się szat dla kobiet. Wychodzimy stąd szybciej niż wyszliśmy, zakupy zrobimy gdzie indziej.

    W pierwszej kolejności musimy jednak "ewakuować" się z tej dzielnicy. Pierwsza napotkana taksówka zachciała od nas 500 INR za przejazd w pobliże plaży "Chapati" mimo iż chyba nas nie zrozumiał i nie wiedział gdzie chcemy jechać. Z innym taksówkarzem już normalnie dogadaliśmy się 60 INR. Jako, że jazda po Bombaju jest nie do opisania słowami, nagrałem mały filmik z tego dokładnie przejazdu:

    Driving in Mumbai, India HD - YouTube

    A na samej plaży, krótko po wyjściu z pojazdu widzimy chyba lokalną "łaźnie" i "pralnię". Swoją drogą, jak byliśmy tutaj wczoraj w nocy, to szalało tutaj tysiące szczurów, dwa razy większych od tych występujących w Polsce...





    Tak czy siak, udaje nam się w końcu dojść do jakiegoś targu. Ledwo po dotarciu do tego miejsca, doczepia się do mnie handlarz bębenków, który mimo mojego stanowczego głosu nie odpuszcza. Kompletnie nic do niego nie mówiłem, jednak on prowadził ze mną monolog, i jednostronnie się "targował". Wyszedł początkowo z ceną 800 rupii za jakiś badziew do grania, po ~40min. (tak tyle czasu za nami szedł) chciał już 150 rupii.

    Jednak małe zakupimy robimy. Nie u "bębenkowca", a zakupujemy różne tradycyjne przyprawy (chyba najbardziej znana - Masala). Ja dodatkowo zaopatruję się w kilka t-shirtów, które po negocjacjach kupowałem za 150 INR każdą, oraz fajkę wodną tzw. sziszę. Przy alejce, spotykamy też autentyczną kobrę z opiekunem, który na wężu robi złoty interes.

    Postanawiamy odpocząć chwilę w pobliskim parku a potem zobaczyć zachód słońca z Marine Drive i udać się jeszcze chwilę na plaże, zanim pojedziemy na lotnisko. Fajne mają tutaj zwierzątka domowe:



    Słońce zaczyna się chować...





    Jako, że nie jadłem jeszcze nic na ulicy, postanawiam że muszę czegoś spróbować. Znajduję coś w stylu hamburgerów, jednak na pewno nie było w nich ani grama mięsa - mimo to były niezwykle smaczne i tanie. Po 10 rupii (60 groszy) jeden. Bardzo mocno wyczuwalny był tam też aromat Masali.Wszystkie dania z ulicy pakowane są w zwyczajne gazety.



    Gdy zasiedliśmy na plaży, szybko dołączył do nas nieznany, leciwy Hindus. Początkowo myśleliśmy, że to jakiś kolejny naciągacz, okazało się jednak inaczej. Jak nam tłumaczył, wyjątkowo bardzo płynnym i dobrym angielskim, jego religia nakazuje mu poznawanie nowych ludzi. A z zawodu jest jubilerem. W sumie wynikła przyjemna rozmowa, dowiedzieliśmy się bardzo wielu ciekawostek na temat miasta. Nadmuchał też 4 przyniesione przez siebie balony i chciał abyśmy na pamiątkę, napisali mu po polsku "miłego dnia"



    Po godzinnym spotkaniu, rozstaliśmy się i ruszyliśmy do hotelu odebrać nasze bagaże. W drodze jak zwykle ciekawe widoki, jestem pod wielkim wrażeniem jak oni utrzymują tak równowagę!



    W hotelu szybki prysznic i jedziemy na lotnisko. Za taksówkę płacimy 600 rupii + jakąś drobną opłatę za przejazd przez most. Przed terminalem olbrzymi tłok, wejście do środka jedynie za okazaniem wydrukowanego potwierdzenia rezerwacji. Kolejki do kontroli bezpieczeństwa - również olbrzymie, nic dziwnego, że nakazują przybycie na lotnisko najpóźniej na 3 godziny przed odlotem...

    I to byłoby tyle jeśli chodzi o Bombaj, kilka fotek z przelotu do DOH i WAW wrzucę później, dziękuję jeśli ktoś doczytał to do końca, oraz mam nadzieje, że nie zanudziłem! Co mogę powiedzieć na samym końcu o mieście? Nie jest to miasto, w którym mi się szczególnie podobało - uważam jednak, ze zdecydowanie warto było zobaczyć! Nie żałuję ani złotówki

    Pozdrawiam!
    STYRO, tygrysm, Mentos and 3 others like this.
    http://maciej-n.blogspot.com/ --> Moje słów kilka... :)
    PPL(A) C150 C172 PZL104


  14. #14
    Awatar tygrysm

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie


    Polecamy

    Super! Najlepsze jest to że miesiąc wcześniej spałem w tym samym hotelu i robiłem to samo w Bombaju Relację znajdziesz na tym forum
    A319 A320 A321 A33(23) A34(36) A388 AT42 AT72 B717 B737(345789) B744 B752 B763 B77(2W) B78(89) CRJ(279) DH8X E120 E145 E170 E175 E190 E195 F100 RJ1H
    9V 9W AA AB AC AD AF AK AP AY AZ B6 BA BJ BR C0 CX DJ DL DY EK EY FB FR G3 HA JJ JL JQ K2 K6 KL LH LO MU MQ MW NE NH NZ OO OS OZ QF QK QQ QR SG SK SN SU TG TR TZ U2 UA US VA W6 XQ


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •