Pokaż wyniki od 1 do 19 z 19
Like Tree54Likes
  • 2 Post By Rob_Sad
  • 5 Post By Rob_Sad
  • 4 Post By Rob_Sad
  • 6 Post By Rob_Sad
  • 7 Post By Rob_Sad
  • 4 Post By Rob_Sad
  • 1 Post By Ryan
  • 3 Post By Rob_Sad
  • 6 Post By Rob_Sad
  • 2 Post By Rob_Sad
  • 6 Post By Rob_Sad
  • 7 Post By Rob_Sad
  • 1 Post By mawey

Wątek: Nieco Indonezji POZ-DUS-FRA-SIN-DPS/DPS-JOG/CGK-SIN/SIN-FRA-POZ

  1. #1
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie Nieco Indonezji POZ-DUS-FRA-SIN-DPS/DPS-JOG/CGK-SIN/SIN-FRA-POZ


    Polecamy

    Wyjazd z przełomu lutego i marca 2013, więc relacja nieco opóźniona.
    Trasa urozmaicona: POZ-DUS-FRA-SIN-DPS/DPS-JOG/CGK-SIN/SIN-FRA-POZ
    Czekałem już od wczesnej jesieni zeszłego roku na promocje Emirates lub Qatara do Jakarty, ale ostatecznie wybraliśmy promocję LH ze względu na wylot z Poznania. Pozostałe trzy przeloty SIN-DPS, DSP-JOG i CGK-SIN z AirAsia - byli cenowo nie do pobicia.
    Z Poznania po kolejnych cięciach połączeń cieżko już dopasować racjonalnie przesiadki stąd przelot dodatkowo przez DUS (na szczęście nie podnosił mocno ceny). W Singapurze "ustawiliśmy" sobie przy przelocie na Bali nieco ryzykowną przesiadkę 4h, by nie marnować dnia i nie wymuszać dodatkowego noclegu w Singapurze. Na szczęście wszystko się udało.

    Przeloty z LH na A380. To już nie to samo co A340 W połowie dolnego pokładu nie jest już tak cicho jak na górnym. Siedzenia wygodniejsze niż w SQ. Posiłki ani na plus, ani na minus. System rozrywki niestety skromny. Nie wiem dlaczego im nowszy system rozrywki tym toporniej działa. Ten nowy w LH był prawie tak powolny jak w SQ. Wsteczny rozwój przeżywają też programy z informacją i parametrami lotu, czasem w zasadzie trzeba było 10-15 minut czekać by pojawiły się jakiekolwiek sensowne informacje poza wizualizacjami samolotu na tle mapy gorszej niż googlemaps.



    Na Changi pobiegliśmy w ulubiony z zeszłego roku (i mój z 2009) zakątek na T3, ale niestety leżanki znikneły, zostały nieco mniej wygodne fotele (leżanki są piętro wyżej, ale już płatne).



    Na przelot SIN-DPS mieliśmy zakupione posiłki, wychodziło taniej niz kupno czegokolwiek na Changi.
    Odlot opóźnił się nieco z powodu miłej dla oka tropikalnej burzy. Na pokładzie obłożenie skromne. Sporo Rosjan, a obok nas jakaś nawiedzona amerykanka z NY (mówiła każdemu kogo zobaczyła, że jest z NY). Była pijana i chyba odużona czymś jeszcze. Bardzo jej się nie podobało, że samolot długo kołuje na drugi koniec pasa, głośno klnęła i w zasadzie w Europie by ją raczej wysadzono z samolotu.
    Na Bali czekał na nas zamówiony wcześnie przez hotel kierowca.
    szczurwa and Olson like this.

  2. #2
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Ponieważ przylatywaliśmy późno w nocy pierwszy nocleg zarezerwowałem blisko lotniska - w Kucie. Poranny spacer szybko upewnił nas w przekonaniu, że im szybciej pojedziemy dalej tym lepiej. Kuta, Legian i Sanur to miejsca nastawione na masową turystykę z biur podróży z wszystkimi tego konsekwencjami. Na Bali transport publiczny właściwie nie istnieje, jakiekolwiek shuttle busy dla turystów są sporadyczne. By coś zwiedzić trzeba pożyczyć motorek lub samochód, albo taxi z przewodnikiem. Uznaliśmy, że najlepszą opcją będzie zrobienie sobie bazy w jakimś wygodnym spokojnym miejscu i zwiedzanie wyspy motorkiem. Ubud wydawał nam się najlepszym miejscem do zbazowania, ale po doświadczeniu Kuty obawialiśmy się, że Ubud wygląda podobnie. Na szczęście co prawda jest to miasto już zepsute komercją, ale jeszcze nie na tyle, by nie dało się znaleść tam ciekawych miejsc na nocleg i rozrywkę (kulinarną oczywiście). Wcześniej zrobiłem sobie listę lepiej ocenianych hotelików, na pierwsze dwa dni zaklepałem coś blisko centrum. Okolica wyglądała już wystarczająco sielankowo:



    Lokalne knajpy także:



    Jeśli chodzi o noclegi. Ubud oferuje stosunkowo wysoki poziom wygody za stosunkowo niską cenę. Zdecydowanie warto coś tam dopłacić, by dostać więcej. Po obejrzeniu kilku wyżej notowanych hotelików i w centrum i poza nim wydaje mi się, że te w ścisłym centrum mają już tę relacje do ceny nie do końca proporcjonalną do lokalizacji. Lepiej jednak poszukać zacisznych miejsc nawet kilometrów dalej. My na pierwsze 2 dni wzieliśmy Suastika Bungalow, dostaliśmy bardzo duży pokój z łazienką i kuchnią w totalnym zaciszu z widokiem na zieloną dzicz doliny niewielkiej rzeczki:



    Bardzo obawiałem się tego wyjazdu z powodu problemów z oczami. W zasadzie 2 tygodnie po kupnie biletów pojawiły mi się stany zapalne na powierzchni oka, bez reakcji na jakiekolwiek leki. Z czasem się pogarszało, pojawiły mi się męty w ciele szklistym i bóle dookoła lewego oka. Albo nie wychodziło mi nic z jakichkolwiek badań, albo badania były sprzeczne. Po kilku poważniejszych podejrzeniach, wyglądało na to, że to tylko zapalenie brzegów powiek od nużeńca, czyli tylko upierdliwość, ale nic poważnego. Przed samym wyjazdem z USG wyszło mi jednak, że mam jakieś stany zapalne tkanek dookoła oka, zmiany pozapalne w tętnicach ocznych i rzeczy których do dziś nie rozumiem. Leciałem więc z ogromnymi objawami, bo według tej diagnozy powinienem unikać przeciążeń, podnoszenia czegokolwiek itp. Bałem się nawet przelotów samolotem. Stąd mało napięty plan nastawiony na odpoczynek. Dopiero w Ubud zacząłem się odstresowywać.
    Kolejnego noclegu poszukaliśmy sobie już na miejscu oglądając pokoje. Udało nam się chyba trafić na coś co do dziś wydaje nam się perełką Personel i cena przyjazna tak, że najchętniej poleciałbym tam na miesiąc.
    To nasz widok z pokoju w TokoToko Bungalows na północny zachód od centrum:



    Hotelik raczej gości stałych bywalców, nie wiem czy mają chociaż swoją stronę internetową. Spotkaliśmy tam Polaków którzy wyemigrowali do Australii na początku lat 80-tych.



    Machoni, Sub-zero, pkowal3 and 2 others like this.

  3. #3
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Motorek to koszt rzędu 15zł na dobę. Na początek objechalismy okolice Ubud.







    Cały obszar dookoła Ubud jest zdecydowanie bardziej zadbany i bogaty, niż inne obszary wyspy które widzielismy. Nawet oryginalne lokalne domostwa są zbudowane z rozmachem i dużą dbałością o detale. Jedynie od południowej strony dojazd nie jest specjalnie malowniczy. Jazda po tamtejszych drogach to prawdziwa frajda

    Pomimo, że był to koniec pory deszczowej pogoda była przyjemna. Poranek praktycznie codziennie piękny i słoneczny. Chmurzyło się dopiero popołudniu, a wieczór zwykle kończył się przynajmniej jedną ulewą:

    Olson, 1x2lupus, pkowal3 and 1 others like this.

  4. #4
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Wypady w głąb wyspy mocno mnie zdziwiły. Wystarczyło odjechać 30-50km od Ubud i okolic Denpasar by zobaczyć sporą biedę i mocno opóźnione cywilizacyjne miejsca. Niby wyspa jest turystycznie popularna, ale praktycznie cała turystyka masowa ogranicza się do okolic Denpasar, pozostała w okolicach Ubud i kilku innych miejsc. Większośc powierzchni wyspy jest bardzo dzika i nie odwiedzana przez turystów. Turyści masowi jeżdżą autokarami do przewodnikowych atrakcji, które są stosunkowo słabe i komercyjnie popsute. Znacznie ciekawsza jest po prostu przyroda i etnologiczne detale które są tam jeszcze widoczne. Zupełnie się tam tego nie spodziewałem i miałem obawy, że wyspa będzie podobna do Phuket. Turyści na motorkach to poza Ubud i okolicami Denpasar też nieczęsty widok, ludzie raczej biorą kierowcę z samochodem na cały dzień i zdają się na jego plan zwiedzania.

    Jakaś tam świątynka na zboczach Gunung Agung, gdyby nie ulewa to byśmy jej nawet z drogi nie zauważyli:



    Przyroda:





    Stacja benzynowa:



    Ptaki ozdobne w świątyniach to tutaj także drób



    Typowa scenka jednej z komercyjnych atrakcji wyspy:



    Po około 1,5tyg, na koniec pobytu na Bali, by uniknąć nieciekawego klimatu Kuta-Legian zkorzystaliśmy z promocji na nocleg w nowym, dopiero co otwartym hotelu Swissbelhotel Rainforest (jakieś 20-25% ceny podstawowej). W hotelu wisiały jeszcze kable z sufitów i adres na mapach nie zgadzał się z rzeczywista lokalizacją, ale przynajmniej na lotnisko było blisko (wylot do Yogyakarty mielismy o 6:00 rano).


  5. #5

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Co za zieleń! Przepięknie.

  6. #6
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Bali nas ani nie zachwyciło, ani nie rozczarowało. To fajne miejsce na odpoczynek, oczywiście jeśli omija się szerokim łukiem okolice Denpasar (Kuta, Legian, Sanur). Ludzie są generalnie uczciwi, próbowano mnie okraść tylko w Kucie w kantorze. Gościu na siłe chciał ciągle przeliczać pieniądze które mi dawał i ciągle rozkładał je na kupki. Czułem, że coś jest nie tak i przeliczyłem je po powrocie do hotelu ponownie i brakowało równowartości aż 100usd. W kantorze byłem po góra 5 minutach (o krok od hotelu), facet nie był specjalnie zdziwiony i bardzo mizernie się tłumaczył. Oddał mi te 100usd po kilku minutach rozmowy, właściwie bez specjalnych nacisków, więc im wybaczam
    W Ubud łatwo o dobre i tanie jedzenie, ale już poza nimi, nawet w okolicach największych atrakcji turystycznych jest miznernie. Są podobno dobre i tanie miejsca pochowane w różnych zakątkach wyspy, ale trzeba o nich wiedzieć gdzie sa lub mieć farta. Generalnie jadąc przez wyspę cieżko o jedzenie. Restauracji praktycznie nie ma, nawet tanich dla miejscowych. W sklepach są tylko słodycze. Raczej każdy je to co mu przy domu wyrośnie. Lepiej brać zapas ze sobą To spora różnica w stosunku np. do Tajlandii.

    Na poranny dojazd na lotnisko zamówiliśmy zaprzyjaźnionego dzień wcześniej taksówkarza. Jego zdaniem by zdążyć na samolot o 6 rano wystarczy wyjechać z hotelu o 5:15. Poprosilismy by przyjechał przynajmniej 10 minut wcześniej i mniej więcej od 5:00 czekaliśmy już przed hotelem. Czekalismy prawie do 5:20 i nie przyjechał. Szybko poprosiliśmy o telefon po taksówkę w recepcji, a rzeczywiście pomimo tych perturbacji samolot nam nie uciekł. Jakiekolwiek formalności lotniskowe traktoane sa jako zbędna formalność, jakieś tam sprawdzanie dokumentów, prześwietlenie bagażu, nikt się do tego specjalnie nie przykłada i może dlatego nie ma kolejek Przed 6:00 siedzieliśmy już w samolocie. Dopiero miałem czas na oglądanie obitego kolana i palców stóp. Śpiesząc się do taksówki w deszczu (tym razem wyjątkowo porannym) nie zauważyłem progu w kałuży, potknąłem się, a próbując kontować drugą nogą też się potknąłem o ten sam próg. Na szczęście oczy jakoś się trzymały, wręcz nastąpiła spora poprawa. Przestało boleć i ciepłe wilgotne powietrze okazało się lepsze niż jakiekolwiek krople nawilżające.

    Przelot do Yogyakarty krótki i przyjemny. Po lądowaniu ciepłe poranne słońce:




    Przed wylotem na Jawę prawie każdy nas ostrzegał, że tam nie ma takiej sielanki jak na Bali, że jest niebezpiecznie, że gorsza infrastruktura, że jest brudno. Generalnie wszystko co najgorsze
    Okazało się, że Yogya ma całkiem fajny terminal oraz tanią, sprawną i przyjemną publiczną komunikacje autobusową z lotniska do centrum (lepiej niż w Poznaniu). Także miasto jakoś nie przeraża. Ma swój klimat, bardzo powszechne są rowerowe riksze.



    A taka ciekawostka znajduje się blisko głównego dworca kolejowego w Yogyakarcie:

    Pawel_EPWR, kurt, BigSki and 4 others like this.

  7. #7
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    W Yogyakarcie są według przewodników dwa obszary z skupiskami hoteli i knajp dla turystów. Wyczytałem zgodnie, że lepiej skomunikowany obszar przy głównym dworcu kolejowym podupadł i lepiej udać się do dalej położonego Prawirotaman.
    W rzeczywistości okazało się, że jest raczej odwrotnie. Na Prawirotaman jest po prostu kilka lepszych i droższych hosteli, którym zależy na napędzaniu turystów. A główna ulica wygląda tak:



    To życie nocne w niemal ścisłym centrum blisko pałacu sułtana:



    Mi w Yogyakarcie się podobało, mojej żonce mniej. Jest tam bardzo mało turystów i prawie zero komercji.
    W ramach atrakcji przejechaliśmy się rikszą. Ustaliliśmy cenę z pierwszym lepszym gościem z ulicy. Ten zaprowadził nas do swojej owiniętej workami rikszy, przy rozpakowywaniu okazało się, że nie ma powietrza w kołach Biegał, prawie się przewracając szukająć pompki, a gdy w końcu udało się ruszyć, ten z krzykiem radości porzucił rikszę i pobiegł ściskać się z jakimś obrośniętym facetem w łachmanach. Trwało to kilka minut, pomyśleliśmy, że pewnie jakaś rodzina z daleka do niego przyjechała. Gdy wrócił do nas, w trakcie rozmowy okazało się, że to jego stały klient (?), Turek, biznesmen, który inwestucje w Indonezji i ma zamiar budować jakaś duża fabrykę. Nieco zaskakujące
    Rikszasz okazał się wygadany, chwalił się, że mówi biegle kilkoma językami, a w stopniu podstawowym ponad 20-toma. Znał nawet jakieś słowa po Polsku.
    Opowiadał, że jeździ Rikszą od 30 lat i że to świtna praca, bo nie pracuje długo, a wystarcza mu to na utrzymanie siebie, żony i studiujących dzieci. A jego córka skończyła właśnie studia z (chyba) rybołówstwa i dostała bardzo dobrą pracę z dużym koncernie. Starcza mu jeszcze czasu by grać w dwóch zespołach muzycznych. Nic tylko lecieć do Indonezji i jeździć rikszą

    Następnego dnia zwiedziliśmy jeszcze Kreton (średnio ciekawy) i pojechaliśmy autobusem do Borobudur:

    pkowal3, Machoni, mapa and 1 others like this.

  8. #8

    Dołączył
    Apr 2011
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Ależ piekne zdjecia fajna relacja

  9. #9

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    I niech ktoś powie że zieleń nie uspokaja człowieka
    elza030 likes this.

  10. #10
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Ryan Zobacz posta
    I niech ktoś powie że zieleń nie uspokaja człowieka
    Ten ryż potrafi być aż nienaturalnie zielony, nawet przy pochmurnej pogodzie, ale tak jest tylko na jakimś etapie wegetacji. Czasem wygląda jak błotniste jeziorko Na szczęście na Jawie też jest zielono Nie wiem dlaczego Bali jest aż tak znana wyspą. Nawet islam na Jawie nie jest mocno upierdliwy, a na Bali też już go widać, szczególnie w zachodniej części.

  11. #11
    Awatar Pavulon_

    Dołączył
    Dec 2011
    Mieszka w
    PL

    Domyślnie

    15 minut czytania i już mnie ciągnie do Azji !! ... ale to dopiero w sierpniu ... relacja na + czekam na resztę

  12. #12
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Zwiedzanie Borobudur rozpocząłem od organizowanego przez hostel w którym się zatrzymaliśmy (LotusII) wypadu na wschód słońca na pobliska górkę. Wyjazd około 4:30 więc trzeba wstać wcześniej ale myślę, że warto:





    Sama świątynia Borobudur to już zdecydowanie nie to co Angkor. Turystów jest bardzo dużo, ale bialych stosunkowo niewiele. Zdecydowanie warto rozpocząć zwiedzanie o 6:00 rano, a do 11:00 można się już wynudzić:





    Dookoła widać przynajmniej 2 wulkany:





    A to najniebezepieczniejszy z nich, Merapi (na kolejny dzień mamy w planie krótki treking w jego pobliżu):



    Rano przy świątyni organizowane są buddyjskie medytacje, ale szczerze mówiąc nie bardzo wiem, co ten mnich robi (może transmisje online).




    Jeszcze tego samego dnia mieliśmy w planie dotarcie do Kaliurangu u podnuży Merapi. Powiedziano nam, że da się tam dojechac 2 autobusami z przesiadką w miejscowości Tempel, tak by uniknąć powrótu do Yogyakarty. Pierwsza część podróży poszła bez problemu, jednak w Tempel nie było już ani dworca autobusowego, ani autobusów. Miejscowi oczywiście twierdzili, że autobusu nie ma i oferowali transport motorem lub taksówką. Ceny, które oferowali nie były nawet wysokie, ale mielismy czas i uparliśmy się przy autobusie. Dopiero po około 30 minutach podszedł do mnie jakieś facet i powiedział, że autobusy są, ale nie jeżdżą często i bardzo nieregularnie. Na szczęście po kolejnych 15 minutach inny gościu powiedział nam, że i tak tam jedzie i chętnie nas podrzuci. Zapytany o kwestie finansowe powiedział, że mu obojętnie, ale będzie miło jak mu coś damy i mamy dać ile chcemy. Daliśmy mu tyle ile kosztowałby autobus, był zachwycony, a w zamian podrzucił nas pod sam hostel w Kaliurangu.
    Po drodze opowiadał, że jedzie wymienić okna w jakimś domu, że jego szef ma też hostel w Yogyakarcie, no i w ogóle, że nie żyje się tam źle. Oni są tam rzeczywiście cały czas usmiechnięci.
    To pamiątka z tego transportu:



    W Kalirangu zatrzymaliśmy się w Vogel Hostel. Czytałem o nich wcześniej w kilku relacjach i każdy był zachwycony.
    Byłem pewien, że hostel będzie pełny, ale okazało się, że z gości jesteśmy tam tylko my Na szczęście dojechał jeszcze amerykanin .. rowerem. Porozmawialiśmy z nim trochę. Mieszka w Serbii, ma tam żonę, nie cierpi Stanów Zjednoczonych, bo uważa, że miasta są tam potwornie brzydkie, ludzie leniwi, a urzędnicy i rząd głupi. Przyznał jedynie, że trzyma obywatelstwo, bo się przydaje. Dopiero późnym wieczorem przyznał się, że rozumie trochę język Polski (chciał nas popodsłuchiwać drań), nie mógł zrozumieć dlaczego nie pijemy nawet piwa (mnie też to bolało, ale akurat nie mogłem).

    Najciekawszą częścią Vogel Hostel jest jednak jego właściciel. Czytałem, że facet organizuje trekingi po okolicy, ale nie spodziewałem się, że jak się okazało ma... 67lat. Po hostelu ledwo chodził, ale odzyskał wigor na szlaku
    Hostel jest nieco zaniedbany, ale utrzymany w klimacie górskim. Na ścianach same zdjęcia wulkanu, mapy, zdjęcia z trekingów, artykuły z gazet o wulkanach. Hostelu jest też restauracja w której posiłki przygotowuje jego żona, jest tanio i można bardzo dobrze zjeść. Facet jest prawdziwym maniakiem wulkanów, szczególnie Merapi. Kocha to co robi. Dawno temu studiował coś związanego z wulkanami, później pływał na statkach, a za zarobione pieniądze zorganizował ten hostel. Prowadzi go już od 30 lat, a przy okazji organizowanych trekingów rozplanował też plany ewakuacji lokalnej ludności i aktywnie działa w uświadamianiu mieszkańców o zagrożeniach jakie niesie Merapi. Za swoją działałność w 2002 roku został człowiekiem roku w Indonezji. Aż pozazdrościłem, że u nas takie tytuły przynają raczej czasopisma i raczej bardziej celebrytom. Został doceniony, a i tak żyje skromnie i robi to co lubi.
    pkowal3, Machoni and vader like this.

  13. #13
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    (... cd)
    Pomimo, że oficjalnie trekingi organizuje dopiero dla grup powyżej 4 osób nie robił problemów, by iść tylko z nami 2 sztukami. Okazało się, że mieli dojechać jeszcze jacyś Koreańczycy, ale przestraszyli się deszczu (zaczeło padać gdy tylko dojechaliśmy do Kaliurangu).
    Też obawialiśmy się deszczu na trekingu, ale dziadek Krystian (bo tak ma na imię) mówił, że gdy tam bardzo pada, to rano będzie ładnie. Pobudkę mieliśmy już przed 4:00. Rano dostaliśmy śniadanie (w pakiecie), a przed wyjściem był jeszcze briefing, pełen profesjonalizm, z mapami, zdjęciami itp. Gdy wychodziliśmy było jeszcze ciemno, mieliśmy przerwę na wschód słońca, potem niestety zaczeło padać i momentami, gdy kilka razy pojechałem po błocie na tyłku w krzakach zastanawiałem się, czy wiemy co robimy. Merapi ma strefę powyżej której nie wolno wchodzić. Im bliżej tej strefy tym bardziej ścieżka którą szliśmy zanikała. W pewnym momencie nie było jej już wcale. Dziadek po drodze opowiadał, że jest coraz więcej turystów z Chin, że strasznie krzyczą i nie potrafią się zachować (też to widzę w wielu miejscach). Nie lubi ich i na trekingi z nimi wysyła często syna. Dobrze kojarzył Polskę, ze względu na miasto portowe Gdańsk i naszego papieża. Po drodze opowiadał o lokalnej florze i faunie, generalnie miła wycieczka Gdy już zbieralismy się do powrotu powiedział nam, że czasem sam się gubi, bo wszystko szybko zarasta. Stara się orientować w przestrzeni na podstawie pagórków i dużych drzew, a jak ich nie widać to zostawia sobie znaki. Gdy wulkan w 2010 zmasakrował kilka wiosek, już po kilku miesiącach wszystko porastała trawa o dwumetrowej wysokości. Dziadek ciągle utrzymywał, że zaraz się przejaśni, bo tak zwykle jest i miał racje. Chmury się rozeszły i w ciągu 10-15 minut z deszczu i gęstych chmur, mielismy taki widok:



    Widać dym z krateru.

    Za cały pakiet nocleg, treking oraz jedzenie: 2 śniadania (przed i po trekingu), 2 obiady i kolacje zapłacilismy łącznie niecałe 100zł od osoby.

    Kaliurang jest fajny, gdyż jest tam zdecydowanie chłodniej. Miasteczko znajduje się na wysokości około 800-900mnpm i ma charakter nieco uzdowiskowo-rekreacyjny (coś jak góry Błękitne dla Sydney).
    piosaj, pkowal3, Wamo and 3 others like this.

  14. #14

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    osz kur... ale pięknie

  15. #15
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Po powrocie z Kalirangu wybraliśmy sobie lepszy hotel w Yogyakarcie by odpocząć (z fajnymi knajpami w okolicy). Niestety przez pół wieczoru i prawie całą noc akurat na naszej ulicy nie było prądu. Nie działała ani klimatayzacja, ani oświetlenie, rano znikneła woda w łazience. Generalnie koniec świata
    Nie było nam szkoda opuszczać Yogyakartę, a czekała nas całodniowa podróż pociągiem do Jakarty. Na najlepszy pociąg nie było nas stać (drożej niż PKP i promocje AirAsia). Wybraliśmy tańszy w godzinach które nam pasowały, do wyboru były 2 klasy podróży:
    - ekonomiczna na plastikowych siedzenia i z klimatyzacją
    - biznes na miękkich siedzeniach, ale.. bez klimatyzacji
    Nieco dziwna konfiguracja, ale wybraliśmy droższy biznes. Niestety w pociagu było strasznie gorąco, gdy stał, gdy jechał, nie było tak źle.
    Widoki bardzo ciekawe mniej więcej do połowy drogi, później zrobiło się bardzo płasko, mniej egzotycznie i po prostu nudno.

    Jakiś tam widok z pociągu z cyklu zabawy w błocie:



    Już blisko Jakarty zauważyłem, że jestem brudny od popiołu. Z czasem było już wyraźnie widać, że wlatuje przez okna i pojawił się smród siarki. Potem na mapie sprawdzilismy, że przejeżdżaliśmy blisko wulkanu, który kilka dni wcześniej się uaktywnił.

    Im bliżej Jakarty tym większa urbanizacja i niestety bieda:

    pkowal3 and Machoni like this.

  16. #16
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Na Jakartę zostało nam zaledwie kilka godzin. Miasto jest ogromne i na samo obejście całkiem bogatego i intensywnie zagospodarowanego centrum kilka godzin nie wystarczy. Klimatu azji jest już mniej:




    Odlot z pierwszej oddanej do użytko części nowego terminala. Znowu AirAsia, tym razem ze sporym opóźnieniem (ponad 1,5h):





    Później udało mi się dzięki google maps rozpoznać wulkany na zdjęciu:

    shiver, BigSki, piosaj and 3 others like this.

  17. #17
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Dolecieliśmy do Singapuru już późnym wieczorem. Wylot do Polski mieliśmy dopiero następnego dnia późnym wieczorem. To moje 3-cie podejście do zwiedzania Singapuru. Zawsze był na początek wyjazd i doskwierało mi zmęczenie podróżą oraz jetlag (szczególnie rok temu po locie z wylotem z MUC około 13:00). Tym razem chciałem by Singapur był wreszcie na koniec, by mieć lepsze podejście do zwiedzania.
    O Singapurze było już tutaj pisane wszystko i to wielokrotnie. To popularne miejsce, którego wręcz nie da się ominać przy w miare regularnych podróżach. Moje poranne kółko po centrum wyszło jeszcze ok, ale nawet po tych 2tyg. w Indonezji w Singapurze czułem się już jak w Europie:





    Około południa ludzie z ulic po prostu znikneli:



    Nie pomagają nawet napędzane ogniwami słonecznymi wiatraki:



    Ja jednak jestem z tych którzy lubią ciepło i dobrze się w nim czuje, szczególnie gdy jest jeszcze wilgotno. Tylko 2 lub 3 razy w zyciu czułem, że jest mi za gorąco (co dziwne głównie w Europie).
    Mam wrażenie, że za każdym razem w Singapurskich centrach handlowych i stacjach metra jest chłodniej. Wiadomo, że kraje strefy zwrotnikowej z biedą w swoim życiorysie traktują chłód jako objaw luksusu. Ten kompleks jest chyba w Singapurze wiecznie żywy.
    Zmarzłem tam potwornie. W zasadzie już popołudniu przeklinałem to miejsce za to, że nie mogę sobie spokojnie skorzystać z metra, zjeść cokolwiek bez wchodzenie w miejsca tak zimne, że nie da się tam wytrzymać bez długiego rękawa. Wymęczyło mnie to i wieczór skończył się na tarasie Marina Sands Bay. W sumie patrzac na ten ich basen, wcale mnie tam nie ciągnie:





    Typowy widoczek:



    No i smutne śnieżne sceny zaraz po dolocie do FRA:



    Udało nam się uniknąć śnieżnego paraliżu w FRA, który był dzień wcześniej. Jednak z tego powodu nasz samolot do POZ miał opóźnienie i LF był 100% i to z długą listą standby. Oczekując na samolot w gejcie nasłuchaliśmy się przechwalających się pasażerów tym kto skąd wraca.
    2 chłopaków podobnie jak my wracało z Jakarty, byli tam kilka tygodni służbowo. Opowiadali, że zwiedzili okolice Jakarty i byli na Bali i ich zdaniem to nudny kraj i za bardzo nie ma co robić, bo plaże sa brzydkie i w ogóle dla turysów słabo, no chyba, że ktoś chce gdzieś oglądać jakieś świątynie... ręce opadają. Zwiedzanie Bali ograniczyli do .. Kuty. Opowiadali dziewczynie, że tam jest tak gorąco, że nie da się wytrzymać, na co ona im odpowiedziała, że mieszka w Katarze i wie coś o tym, bo Katar też przecież leży blisko równika Przynajmniej było wesoło, no i zawsze to bardziej zabawne niż żenujące, jak pijana amerykanka z NY lecąca z nami SIN-DPS.
    Mam nadzieje, że jeszcze gdzieś polece
    egon.olsen, pkowal3, opary and 4 others like this.

  18. #18

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Super relacja!
    elza030 likes this.

  19. #19
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Wiecej zdjęć mam tutaj: https://www.facebook.com/media/set/?...1115205&type=3
    Nie zdażyłem jeszcze zrobić nowej wersji swojej strony.


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •