Pokaż wyniki od 1 do 3 z 3
Like Tree15Likes
  • 15 Post By dominus1996

Wątek: IEG-WAW-IEG, regionalnie.

  1. #1
    Awatar dominus1996

    Dołączył
    Sep 2011
    Mieszka w
    EPZG/Sulechów

    Domyślnie IEG-WAW-IEG, regionalnie.


    Polecamy

    Zastanawiałem się jakiś czas czy faktycznie jest sens pisania relacji z tych przelotów. Ostatecznie zdecydowałem się, potraktuje sobie tę relacje jako rozgrzewkę przed wakacyjnymi relacjami, których kilka planuję.

    Podróż odbyła się 18 czerwca. Bilety zarezerwowane prawie miesiąc wcześniej. Cel? W zasadzie bez celu, żeby się przelecieć i przetestować co to tu lata. Leciał ze mną kolega, i jako szeroko pojęci "entuzjaści lotnictwa" postanowiliśmy cały dzień spędzić w okolicach lotniska.

    Wstać trzeba było wcześnie, nawet jak na szkolne standardy. Ojciec podwiózł nas na lotnisko. Wcześnie. Na tyle wcześnie że na miejscu byliśmy kilka minut przed rozpoczęciem odprawy.

    Terminal w Babimoście zaskakuje mnie za każdym razem kiedy do niego wchodzę. Z zewnątrz wydaje się być malutką kostką. Po wejściu za to jest całkiem przestronnie. Na aktualny ruch w zupełności wystarcza.

    Otwarte od razu dwa okienka check-in'u. Rozejrzałem się po terminalu i na usta wręcz cisnęło się pytanie. Dla kogo to? Wewnątrz znajdowały się wówczas, oprócz nas, 3 osoby.

    Wybrałem sobie prawy check-in i to chyba był błąd. Z panią z prawej niezbyt dało się dogadać i mimo próśb dostaję miejsce z przodu samolotu. 2F, czyli prawe okno. Będzie głośniej, ale to chyba dla mnie nie problem? Ok, może być, nieświadom poszedłem do kontroli bezpieczeństwa. Ta z kolei absolutnie bezproblemowa.

    Po airside taki pan sobie stał:
    (część zdjęć wykonywana telefonem, jakość na kolana nie rzuca)


    Kartę pokładową wypisaną ręcznie musiałem uwiecznić


    Kilka minut przed planowanym odlotem otworzyli gate (drzwi). Boarding z rękawa czyli na piechotkę do samolotu i wejście po zintegrowanych schodkach.


    Czekał na nas UR-CGR, co niespodzianką nie było. Nic innego ostatnio do nas nie lata. Samolocik wyprodukowany w 1988, więc nie najmłodszy. Widać to po wejściu na pokład. Przynajmniej jest czysto, no może z wyjątkiem szyb.

    Znalazłem 2F, co osiągnięciem z kolei nie jest, lecz gdy zająłem miejsce to słów które przeszły mi przez głowę nie wypada cytować. Drugi rząd jest na śmigło, bez okna. Dostęp do okna miałem jedynie obracając się do tyłu i wciskając aparat między fotel a okno. Cóż, dałem się porobić, ale to nic myślę, ludzi dużo nie będzie to się przesiądę. Nic bardziej mylnego. Z mojego punktu widzenia nie widziałem innego wolnego miejsca, a w autobusie w Warszawie naliczyłem 31 osób. 2 miejsca wolne, więc LF 94%.

    Widok z okna:


    Safety demo, start-up i chwilę później już kołowanie Alfą do 06.



    Start bez klap, ale to chyba w Saabie norma na pasach tej długości.

    Po starcie zasadzie prosto, czyli direct na OBOLA. To oznacza że będę miał niezły widok na moją szkołę (Technikum Lotnicze w Powodowie, reklama, a co! )

    Z widokiem wyszło jak wyszło, niedługo potem zaczął się serwis. Chusteczki odświeżające, wafelek i napoje, do wyboru ciepłe lub zimne. Jak na krajówkę to całkiem przyzwoicie.
    Wzorując się na innych relacjach, nie mogłem sobie podarować tego zdjęcia



    Lot na przelotowej w zasadzie spokojny, trochę porzucało jak mijaliśmy burzową chmurę.



    Na zniżaniu rzucało nieco mocniej, ale za to się przecież kocha latanie.

    Lądowanie w Warszawie w zasadzie bez historii. Jednym zakrętem wyjście na prostą do 11, miękkie przyziemienie. Kołowanie wzdłuż terminala na ostatnie wygnajewo. Stand 86, czyli dalej się nie dało. W autobus i jazda. Tu wygnajewo wyszło na plus, bo mogłem sobie popatrzeć. Casa, An-30, UPS czy SP-LPG w malowaniu nowego właściciela. Wysadzili nas w okolicach gate'u 14-15.

    Warto dodać, że na miejscu byliśmy 15 minut przed czasem. Wiatr w ogon.


    Terminal w Warszawie, przyznam szczerze że ostatni raz na lotnisku byłem tu w 2009, wtedy T2 jeszcze przeciekał, więc to dla mnie zupełnie pierwsze spotkanie z nim. Wedle mnie to stoi on na europejskim standardzie, nie mamy się czego wstydzić.
    Saabik "po robocie":


    Pobyt i spotting w Warszawie to zupełnie inna historia. Dobitnie wyszły moje braki, zarówno sprzętowe jak i braki w doświadczeniu i umiejętnościach. Może coś uda mi się uratować do poziomu galeryjnego.

    Z górki zwinęliśmy się dosłownie pół godziny za szybko. Ominęło nas lądowanie ciekawostki dnia. W terminalu pojawiliśmy się ponownie 1h40min przed planowanym odlotem. Siedzieliśmy sobie spokojnie czekając na otwarcie check-in'u, kiedy to zaalarmował mnie głos kolegi "Ty patrz, C-17, skąd on się wziął!?" Ja nie mogłem przepuścić takiej okazji i udaliśmy się jeszcze na schodki obfocić gościa.

    Check-in tym razem bezproblemowy, jak chciałem tak mam, miejsce 9F. O kontroli bezpieczeństwa w Warszawie w ostatnim czasie powiedziano sporo, tym razem jednak kolejki prawie w ogóle nie było, za to co druga osoba była "macana". Mi się udało bez sprawdzenia. Zaraz po security, jak to ja, ruszyłem na obejście po gate'ach, czy coś ciekawego nie stoi. Takiego pana pokażę:


    Nasz odlot z gate'u nr 6. Z piątki odlatuje cała masa ludzi Wizzem, toteż pod bramką tłoczno.
    Nie wiem jak działa ten Warszawski "free wifi", ale to zdecydowanie na minus, niby jest a nie działa.

    Boarding do autobusu, przejazd obok C-17 i na nasze wygnajewo. Ten sam samolot.


    Miejsce 9F, tym razem obłożenie mniejsze, 23 osoby, więc w zasadzie cały środkowy rząd pusty. Kołowanie do 29, przez moment równolegle z "nowym Bingo" SP-AEK. Bingo to w ogóle temat na dłuższą opowieść, jak to się panowie śpieszyli do startu. Wszyscy grzecznie kołowali do 29 via Echo, a Bingo pokołował via Alfa do Limy i do 29. Ominął w ten sposób dobre 5 samolotów, w tym i nas.

    Oni wystartowali szybciej, a Saabik na pół godziny utknął w kolejce. W końcu przyszła i nasza kolej, tu ponownie- bez klap. Przed "krzyżówką" już w powietrzu.


    Lot w pierwszej części spokojny. Na starcie złapaliśmy ponad 20 minut opóźnienia, a na dodatek jak to kapitan określił mieliśmy "nędzną prędkość przelotową".
    Mimo zgaśnięcia sygnalizacji pasów CC poprosiła o pozostanie w zapiętych ze względu na dynamikę pogody. Ok, nie spieram się. Dobrze że to godzina, a nie 10 .


    Serwis niespodzianką nie był, zdjęcia nie umieszczam, bo było to samo.

    Lot w sporej części wzdłuż autostrady A2, później dobrze widoczne lotnisko w Krzesinach, a po drodze wyścig z A380. (kolega zrobił zdjęcię, podłącze jak dostanę zgodę)

    Zniżanie spokojne, spokojne podejście z prostej do 24. Lądowanie bardziej twarde niż rano, ale w granicach rozsądku.


    Kołowanie, zatrzymanie, a tymczasem cały czas celowali do nas lufą


    Na miejscu 35 minut spóźnienia. Jeszcze tylko wizyta w kokpicie i można do domku.

    Samolot i właściciel
    Saab 340A
    Sprint Air
    Lotnisko
    Poland: Zielona Gora - Babimost (IEG EPZG)
    Data /REG / CN
    18.06.2013 / UR-CGR / 340A-124
    Autor
    Dominik Czeski


    Z rozmowy z kapitanem dowiedziałem się o tej prędkości właśnie, że lecieliśmy na FL160, porozmawialiśmy trochę i z powrotem rękawem do terminala
    Jeśli pan kapitan nas czyta to serdecznie pozdrawiam!


    Napisanie tego zajęło mi prawie 2h. Dobry trening na przyszłość. Nie zjedzcie mnie, to moja pierwsza relacja

  2. #2
    ModTeam
    Awatar egon.olsen

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    EPWA
    Wpisów
    46

    Domyślnie

    I bardzo dobra ta pierwsza relacja!
    Pozdrawiam
    Krzysztof Moczulski


  3. #3
    Awatar Kamil_B

    Dołączył
    May 2010
    Mieszka w
    WAW / EPWA

    Domyślnie


    Polecamy

    Bardzo fajna relacja! Jak wszystko dobrze pojdzie to i ja zalicze podobny wypad , tyle ze WAW-IEG-WAW, a jak starczy czasu to moze uda sie wyskoczyc do GDN. Pozdrawiam.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •