Pokaż wyniki od 1 do 6 z 6
Like Tree4Likes
  • 4 Post By Gryni

Wątek: Birma i Tajlandia 2013

  1. #1

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBA

    Domyślnie Birma i Tajlandia 2013


    Polecamy

    Na początek przepraszam za nieudolnie wklejone linki do zdjęć, i jeśli można proszę moderatora o zamianę na miniatury.

    Nie ochłonęliśmy jeszcze dobrze po podróży do Indii i Nepalu, a już zaczęliśmy myśleć o czymś na następną podróż, jak tradycja każe w grudniu.
    Jako że Azja jest moją ulubioną częścią świata, wiadome było że właśnie tam wylądujemy. Od dłuższego czasu myśleliśmy nad Birmą. Aktualnie jest dobry czas na to żeby odwiedzić ten kraj, ponieważ jest jeszcze względnie nie zadeptany przez turystów, i ostało się wiele miejsc nieskażonych lub mało skażonych ich obecnością. My niestety z racji niewielkiej ilości czasu, musieliśmy napiąć plan niemal do granic, przez co nie udało nam się zwiedzić większego obszaru Birmy.

    Zacząłem więc przygotowywać plan podróży. Tradycyjnie moja dziewczyna zajmuje się sprawami związanymi z miejscami godnymi odwiedzenia, a ja resztą czyli bilety lotnicze, transporty, rezerwacje hoteli oraz szczegółowy plan.
    Na przelot do Azji wybraliśmy sojusz Sky Team, konkretnie KLM na trasie WAW-AMS, oraz China Southern AMS-CAN-BKK. Bilet dla jednej osoby na wspomniane loty kosztował 2480zł. Wylot 9 Grudnia, powrót 31 Grudnia, lądowanie w Europie 1 Stycznia.

    Startujemy z Bielska-Białej wieczornym pociągiem do Warszawy, po przyjeździe zatrzymujemy się jak zwykle na noc u naszego dobrego znajomego. Butla grzańca, rozmowa i nagle robi się 1:30 w nocy. Samolot wcześnie rano, więc kończymy teatrzyk i idziemy spać.
    Pobudka o 4:00, taksówka na lotnisko, odprawa, potem jeszcze krótka chwila przed gate’em i pakujemy się do samolotu. Lecimy B737-700 KLM-u o rejestracji PH-BGE. Startujemy o 6:20 według rozkładu, z pasa 29. Na pokładzie poczęstunek, kawa, herbata, soki, oraz kanapka z ciemnego pieczywa z serem.

    Po niecałych dwóch godzinach lądujemy na pasie 27 lotniska Schiphol. Mamy cztery godziny do odlotu więc idziemy na leżaki w hali pomiędzy gate’ami A i B.
    Temu okazowi się nie odmawia.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psd9c52754.jpg

    Wreszcie otwarto naszą bramkę. Sporo ludzi, głównie Azjatów. Boarding przebiegł sprawnie, nasze miejsca niestety nie przy oknie, a w czwórce po środku. Niespodzianką jest nasz samolot. A330-200 w malowaniu sojuszu Sky Team, o rejestracji B-6528.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psfc607ce8.jpg

    Startujemy o 12:45 z lekkim opóźnieniem. Mapa na moim PTV się zawiesiła, i nie miałem możliwości zmieniać opcji widoku. Mogłem jedynie śledzić trasę.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psdae78e4e.jpg

    Nad Polską podano pierwszy posiłek. Klopsy mięsne z marchewką i groszkiem, albo ryba z ryżem i warzywami. Do tego standardowo bułka, masło, sałatka warzywna, na deser owocowa, wino, piwo itp.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps3144db81.jpg

    Po posiłku wyłączono światła w kabinie, i nastał czas na sen. Ciężko mi ze spaniem w samolocie, obejrzałem jakiś film po czym próbowałem się zmusić do zaśnięcia. Nad Samarą w Rosji zaczęły się solidne turbulencje. Rzucało naprawdę mocno. Trwało to jakieś 25 minut. Później już spokojnie do samego Guangzhou. 1,5 godziny przed lądowaniem drugi posiłek, wyglądający bardzo podobnie do poprzedniego.
    O 6:56 miejscowego czasu lądujemy na lotnisku CAN. Szybki transfer, wszystko zajęło nam jakieś 40 minut. W samolocie przed lądowaniem podają numery lotów i bramki na które należy się udawać, a po wyjściu z samolotu obsługa lotniska zbiera pasażerów na poszczególne loty. Organizacja bardzo sprawna. Na kontroli paszportowej nie wbijają żadnych pieczątek, CAN i kilka innych największych portów w Chinach wprowadziło 72 godzinny okres przebywania na terenie Chin bez wizy, pod warunkiem posiadania rezerwacji na kolejny odcinek podróży.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps54cc5d55.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps5e3842c3.jpg

    Czekamy już przed naszym gate’em sąsiadującym z palarnią, niczym nie odgrodzoną od reszty traminala. Na dodatek palarnia po drodze do WC. Ostatni raz taką siekierę w powietrzu widziałem w „barze u Iwony” na głębokiej w Bielsku Białej.
    Wreszcie otwierają gate i pakujemy się do autobusu, i po dość długiej jeździe wsiadamy do naszego A321 o regu B-6622. Tym razem miejsce przy oknie. Startujemy punktualnie, po drodze kilka mijanek ale niestety pod słońce. Sprawdzałem później na FR24, były to m In. A330 Cathay Pacific oraz A320 Air Asia. Fajnie za to widać było wyspę Hainan z szczytami gór wystającymi ponad mgłę. Przekraczamy Mekong i wlatujemy w tajską przestrzeń powietrzną.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...pse9641e0f.jpg

    Posiłek na trasie CAN-BKK

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psa3796cfc.jpg

    O 10:30 lądujemy na Suvarnabhumi skąd musimy przedostać się na Don Mueang na kolejny lot już docelowy, do Rangunu w Birmie. Ku mojemu zaskoczeniu wszystko idzie jak po maśle, o 10:40 wychodzimy z samolotu, 11:00 wbijamy pieczątki w paszportach, 11:08 zabieramy bagaże z taśmy i suniemy na Air Asia transfer bus, który odjeżdża o 11:30. Na DMK jesteśmy po 47 minutach. Dla informacji, autobus odjeżdża ze stanowiska drugiego, trzeba pokazać rezerwację na lot Air Asia z DMK i jedziemy „za darmo”. Trasa prowadzi płatnymi autostradami, więc jeżeli nie ma po drodze atrakcji typu wypadek to na przesiadkę BKK-DMK wystarczą trzy godziny. Na DMK krótka sesja zdjęciowa. Lotnisko jest użytkowane wspólnie z wojskiem. Niestety operacje Sił Powietrznych odbywały się na drugim pasie.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps90a6266e.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps2c857938.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psaa4a5174.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psf540aa49.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps6eb66c25.jpg

    Jestem już solidnie zmęczony, na szczęście przed nami ostatni tego dnia lot. Lecimy na pokładzie A320 linii Thai Air Asia o rejestracji HS-ABE. Miałem nadzieję na lot nowym nabytkiem z sharkletami, ale niestety nie tym razem. O cabin crew w FD napisano już wiele. Ich safety demo zawsze oglądam w całości.
    Po godzinie lądujemy w Rangunie. Spora kolejka do imigration, załatwiamy formalności i bierzemy taksówkę do centrum w okienku na lotnisku za 9000 Kyatów (9$). Do centrum jedzie się prze zatłoczone przedmieścia godzinę czasu. Wreszcie dojeżdżamy na metę, czyli hotel Myint Myat niedaleko osławionego hostelu Motherland Inn 2. Warunki bardzo przyzwoite, czysty pokój z łazienką, przypomniały mi się zeszłoroczne Indie gdzie o wszystko była walka. Tutaj bez problemów, ludzie mili, pomagają we wszystkim.
    Mimo zmęczenia i dość późnej pory ruszyliśmy na podbój miasta. Kuchnia azjatycka to moja namiętność. Niestety birmańska nie jest tak dobra jak tajska. Jest to coś pomiędzy indyjską a tajską. Nie mniej jedna i tak bardzo dobra. Głównie jada się tutaj zupy z makaronem, curry oraz ryż z rozmaitymi dodatkami.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps24839101.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps6e4d4546.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps383cbbf8.jpg

    Teraz trochę o cenach. Za zestaw obowiązkowy czyli Red Bull, Cola i rum Mandalay 0,365ml zapłacimy 1650k czyli 1,65$ co daje nieco ponad 5zł. I jak tu nie pić?

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psfff04de0.jpg

    Nazajutrz od rana zwiedzamy miasto. Jak wszędzie w Azji jest tłoczno, choć nie tak jak w bardziej rozwiniętych krajach. Oglądamy pagodę Shwedagon i Sule oraz wałęsamy się leniwie po centrum. Ogólnie poza dwoma pagodami nic specjalnego. Dobry punkt na rozpoczęcie podróży, chociaż z tego co się dowiedzieliśmy większość turystów na Rangunie kończy pobyt w Birmie. Powodem tego jest to, że z miejscowego lotniska jest więcej możliwości wydostania się z kraju niż np. z Mandalay.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps4cc33630.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps7169c3af.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psfa74b21d.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psd8183c47.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps4d3b7381.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps7b0b8121.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psff13eea8.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psed1593d2.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/cc74/gryni/Birma/BT125_zpsae681b0c.jpg

    Tego samego dnia wieczorem wyruszamy na północ. Celem jest Bagan nad rzeką Irawadi, miejsce gdzie stoi ponad 4000 różnej wielkości buddyjskich pagód, świątyń i innych budowli. Zdecydowaliśmy pojechać nocnym autobusem. Dystans do pokonania spory bo około 600km. Jak na birmańskie warunki jest to kawał drogi. Za pośrednictwem hotelu zamówiliśmy bilety u przewoźnika JJ Bus za 18$ od osoby. Na miejscu tzn. w mieście Nyuang-U byliśmy o 6:10. Taksówką z „dworca autobusowego” do New Bagan jechaliśmy w grupie Polsko-Izraelsko-Niemieckiej. Nieźle co?
    Po przyjeździe do hotelu musieliśmy poczekać aż zwolni się dla nas pokój, co na szczęście nie trwało zbyt długo. Krótka drzemka, bierzemy rowery i jedziemy na rekonesans.
    Kolejne dni spędzamy na objeżdżaniu okolic wzdłuż i wszerz, ostatniego dnia wzięliśmy skutery elektryczne bo trzeba było oszczędzać nogi.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...pse9a9d0f5.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps398e21a1.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps398e21a1.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps8a717215.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psed7ef0de.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps391a53ce.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psc8a2606f.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psae1e634d.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps6350e76b.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps723b97b5.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psb7e48e48.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psc6ae8321.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps2f9875a4.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps64d724ac.jpg

    Pojechaliśmy też pod Mount Popa. Fajny klasztor położony na skale wypiętrzonej przez wulkan. Miasteczko u podnóża już dramat.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psecf42f94.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps19ca03b1.jpg

    Trzy dni w Bagan mijają szybko, pora ruszać dalej. Następny punkt podróży to jezioro Inle na płaskowyżu w środkowo wschodniej części kraju. Jezioro jest położone na wysokości prawie 900mnpm, a otaczające je góry sięgają 2120mnpm. Ten etap podróży ze względu na odległość i stan dróg, zdecydowaliśmy się pokonać drogą powietrzną. Jeszcze w Polsce zrobiłem rezerwację na lot NYU-HEH w liniach Air Mandalay. Dostałem mailem potwierdzenie z numerem rezerwacji, ale nic więcej. Po przyjeździe do Birmy zadzwoniłem do biura w Nyuang-U w celu dogadania się odnośnie biletów. Na szczęście wszystko było w systemie, a odbiór biletów oraz płatność musiałem załatwić w biurze linii w mieście. Bilet to klasyk. Żaden tam e-ticket. Papier ręcznie wypisany.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psa602c69e.jpg

    Lotnisko w Nyuang-U w typowo birmańskim stylu, w środku bardzo prosto urządzone. Spory ruch, z rana odlatuje większość lotów. Pasażerowie to prawie w zupełności turyści. Kontrola bezpieczeństwa na słowo honoru, dopiero po jej przejściu zorientowałem się że mam ze sobą scyzoryk który zwykle pakuję do rejestrowanego. Fajny jest tez sposób dostarczania bagaży do samolotu, i pożegnanie przez obsługę naszego lotu.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps8a44b751.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psb365ac62.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps8d86911c.jpg

    Lot robimy ATRem-42 o rejestracji XY-AIJ. Numer lotu 6T351. Szybko, sprawnie i turbulentnie przy lądowaniu.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps8d86911c.jpg

    Po przyjeździe z lotniska do miasta w którym Nyaungshwe w którym mieliśmy hotel, pojechaliśmy do Kakku obejrzeć kompleks pagód. Wygląda imponująco, a dzwonki na szczycie każdej z nich podczas wiatru dodatkowo dodają klimatu.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psff58555a.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps243d9ed3.jpg

    Wieczorem tradycyjnie zestaw obowiązkowy, i wycieczka kulinarna po lokalnych garkuchniach które w Europie z pewnością zostały by pozamykane przez dozór sanitarny. Jednak jedzenie które serwują porównując do normalnych restauracji, to niebo a ziemia. O smaku i wielkości porcji nie wspomnę. Na zdjęciu lokalne chipsy, czyli małe rybki smażone w głębokim oleju.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps1f13cf37.jpg

    Kolejny dzień to wycieczka łodzią po jeziorze. Wieczorem poprzedniego dnia ustaliliśmy cenę i godzinę, ale rano okazało się że jest straszna mgła i nie ma sensu jechać tak wcześnie. Poczekaliśmy więc do około 8 rano, mgła zeszła a my ruszyliśmy na rejs. Łódka to typowy dla Azji long tail, z miejscami siedzącymi w postaci skrzynek z oparciami. Temperatura dała o sobie znać, dodatkowo pęd powietrza mroził jak należy. Samo jezioro piękne, dopłynęliśmy aż na południowy koniec a nawet trochę dalej. W sumie jakieś 70km.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psd15645c2.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps9902ee69.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps580a9301.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps33353c43.jpg

    Ostatni dzień upłynął na wycieczce rowerowej na gorące źródła, oraz do klasztoru buddyjskiego gdzie pobierali nauki młodzi mnisi.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps47d68312.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps363e30a6.jpg

    Wieczorem ruszmy autobusem na ostatni etap podróży po Birmie, czyli Mandalay. Wybraliśmy nocny autobus firmy Shwe Nan Taw za 15$ od głowy. Firma ta odbiera pasażerów z hotelu i zawozi na „terminal” autobusowy w mieście Souingyong. Okazuje się że jedziemy tym samym autobusem co nasi rodacy których poznaliśmy na targu w okolicach jeziora. Dwie sympatyczne pary, jedna z nich od pięciu miesięcy podróżowała po Azji. Czekanie na autobus umililiśmy sobie małą imprezą w przydrożnej knajpie.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps6ef0928e.jpg

    Solidnie zatankowany miejscową whisky przespałem całą drogę do Mandalay. I Bogu dzięki.
    Do Mandalay docieramy bardzo wcześnie, co jest niedogodnością nocnych autobusów. Na szczęście w hotelach nie robią problemów z wcześniejszym zameldowaniem się, ale mimo wszystko musieliśmy po przyjeździe koczować w lobby.
    W Mandlay zostajemy trzy dni. Oglądamy miasto, słynne wzgórze nad nim, starożytne miasta Amarapura, Inwa, Sagaing i Mingun. Wszędzie pagody których już trochę mam dość po pobycie w Bagan, chociaż wrażenie zrobiła na mnie niedokończona pagoda w Mingun. W trakcie jej budowy okolice Mandalay nawiedziło trzęsienie ziemi, rozpoczęta budowla popękała i w efekcie nie została dokończona. Jej ruiny wyglądają naprawdę imponująco.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...pscc3dd1c9.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psa3d30c29.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...pse0d6db38.jpg

    Nad ranem Mnisi wyruszają na żer.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps1ebffc37.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps20dbf57b.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps0bf4e47f.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psb8782a9f.jpg

    Nadszedł dzień pożegnania z Birmą. Zabieramy się na lotnisko z centrum miasta podstawionymi przez Air Asię autobusami, przejazd w cenie biletu lotniczego. Po trwającej godzinie jeździe jesteśmy na lotnisku. Wygląda marnie, jakby cały czas było w budowie.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps1cf3d14f.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps2203f327.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps0b9b5710.jpg

    Do Bangkoku lecimy A320 oczywiście Air Asia. Reg HS-ABY numer lotu FD2761. Lot bardzo spokojny, chociaż przy podejściu trochę rzucało.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps94f951be.jpg

    Jest już popołudnie, spory tłok przy biurach firm taksówkowych więc trzeba czekać jakieś 20 minut. Na noc zatrzymujemy się w hotelu Max One House niedaleko lotniska Don Mueang. Nawet przyjemny hotel, ale dwa razy zmienialiśmy pokój bo w każdym było coś nie tak. To łazienka, to telewizor. Trochę marudziliśmy ale w sumie za coś biorą pieniądze. Wieczorem jeszcze wypad na smażony makaron i piwo.
    Podsumowując Birmę. Kraj bardzo przyjazny turystom. Na stronie naszego MSZ piszą żeby w miarę możliwości nie jechać. Nic podobnego. Jest bardzo bezpiecznie, ludzie są uprzejmi, chętnie pomagają a transport po kraju jest świetnie zorganizowany. Turystów nie jest zbyt dużo, chociaż są miejsca gdzie jest tłoczno. Większość z USA, Niemiec, Francji. Jest to zupełnie inny typ ludzi niż np. na tajskich wyspach. Wszyscy są dla siebie mili, wymieniają się wskazówkami, chętnie dzielą taksówki, łodzie czy inne środki transportu, wszystkie taksówki z lotnisk, dworców autobusowych braliśmy „do spółki” z innymi turystami. Według mnie Birma jest godna polecenia.
    Bangkok 4:00 rano pobudka, taksówka na lotnisko i lot do Phuket. Znowu Air Asia, docelowym miejscem jest wyspa Phi Phi. Wykupiliśmy opcję Island Transfer proponowaną przez Air Asię. Polega ona na przelocie, transporcie z lotniska na przystań i łodzi na wyspę. Wszystko na jednym bilecie. Cenowo nie wiem jak to się ma do opcji kupna wszystkiego osobno u prywaciarzy, mi jednak zależało na czasie. Chciałem jak najszybciej zacząć odpoczynek.
    Lecimy A320 HS-ABY czyli tym samym który przywiózł nas poprzedniego dnia z Mandalay! Podejście do lądowania na HKT od wschodniej strony, gładko siadamy, kołujemy pod terminal a tam Transaero, Nordwind, napisy w terminalu oprócz angielskich i tajskich również po rosyjsku. Samych Rosjan chmary.
    Po wyjściu z terminala przechwytuje nas facet od busa, każe czekać. Dochodzą pozostali pasażerowie i ruszamy na Rasada Pier na statek. Po przyjeździe przechwytuje nas facet od łodzi, daje naklejkę na koszulkę i kieruje w odpowiednie miejsce. Odbijamy z Phuket i po dwóch godzinach dobijamy do przystani na Koh Phi Phi. Stamtąd odbiera nas kolejna łódka, tym razem już longtail, i zawozi nas do naszego resortu niedaleko plaży Long Beach. Wszystko sprawnie, szybko i już o 13:00 śmigam z maską i fajką pomiędzy kolorowymi rybkami.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psc8a4b695.jpg

    Nie obyło się bez zgrzytu podczas zameldowania w resorcie. Sprytny pan Menadżer próbował nas naciągnąć na coś co nazywało się christmas party gala, coś w rodzaju wigilii za 180zł od osoby. Nikt wcześniej nie poinformował nas o tym że coś takiego ma mieć miejsce, więc nie byliśmy na to przygotowani. Na dodatek Pan powiedział że to jest obowiązkowe i wszyscy mają być! Ja mu na to że nie po to wyjeżdżam w okresie świąt na drugi koniec świata żeby robić sobie jakąś wigilię, i nie zgadzam się na jakiekolwiek dodatkowe opłaty. Menadżer odparł że w takim razie on nas może zameldować dopiero dzień po świątecznej gali. Krew mi zawrzała. Siadłem na niego tak mocno, że w końcu odpuścił. Co było najlepsze Pan menadżer był z Indii… Zaraz znowu (jak to miało miejsce w relacji z Indii i Nepalu), ktoś mi zarzuci rasizm itp. ale zawsze kiedy mam do czynienia z Hindusami są jakieś kłopoty. Zawsze jest próba jakiegoś wypychu. Oni nie są normalni. Koniec kropka.
    Na Phi Phi spędzamy sześć dni, większość na nurkowaniu i pływaniu longtailem po okolicznych wyspach. Najlepszym punktem pobytu było jak dla mnie nurkowanie z rekinami rafowymi które upodobały sobie rafę jakieś 200m od brzegu. Rekiny nie są agresywne, wręcz boją się człowieka, chociaż zdarzały się niegroźne ataki na ludzi oczywiście przez nich prowokowane. Najbliżej udało mi się podpłynąć na odległość około 2-3 metrów. Pływałem ze stadami nawet 6-7 rekinów. Niektóre z nich mogły mieć do 2m długości. Żałuje tylko że przed wyjazdem posępiłem się na kamerę do zdjęć podwodnych.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps6a563b6c.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psd9c73dfc.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps93fdbb88.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psa192cdb2.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps59fc14f5.jpg

    Nadszedł koniec plażowania, czas na powrót do Bangkoku. Znowu longtail, statek, bus i A320 Air Asia, ale uwaga: tym razem wreszcie nowa maszyna z sharkletami. Reg HS-BBF dostarczony trzy miesiące wcześniej. Po krótkim locie lądujemy na DMK, siadamy w taksówkę i jedziemy do wypróbowanego trzy lata temu hotelu Lamphu House niedaleko słynnej Khao San Road. Mamy dwa dni więc chcemy zrobić to czego nie udało nam się zaliczyć poprzednio. Rano ruszamy na targ wodny Damnoen Saduak. Z taksówkarzem wytargowaliśmy super cenę, to samo z łódką którą pływaliśmy po kanałach. Targ jak targ, z racji wczesnej pory nie było tłoku i można było spokojnie pływać. Jakiegoś mega wrażenia na mnie nie zrobił.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps7ff6fa93.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps93342503.jpg

    W dniu wylotu do Polski poszliśmy do Bangkok State Tower na drinka w restauracji na dachu. Był to kolejny punkt programu niezrealizowany poprzednio. I co?
    Rok 2010, poszliśmy tak po prostu pochodzić po mieście. Patrzymy, wieżowiec. Pewnie mają restaurację na dachu. Wchodzimy, panowie na dole przed windą oznajmiają że owszem wejdziemy, ale nie w krótkich spodniach i japonkach. Trudno się mówi. Głowa na dół i odwrót.
    Rok 2013. Założyłem mimo upału długie gacie, zakryte buty, i jedziemy. Pan na dole przed windą mówi: „Bardzo nam przykro ale dzisiaj trwają przygotowania do balu sylwestrowego i restauracja jest otwarta od 18:00”. Wkurzony, ale wytłumaczyłem sobie że w takim razie los chce żebyśmy tu jeszcze wrócili. Jeśli chodzi o mnie, bardzo chętnie.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psaf035a99.jpg

    Popołudniu czuć już sylwestrowy nastrój, my jednak musimy pożegnać Bangkok i jechać na lotnisko.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psa4bd376b.jpg

    Odprawa trwa, na lot CAN-AMS proszę o miejsce przy oknie, ale facet mówi że nie ma. Ja mu na to że koniecznie musi być. W takim razie on każe czekać. Czekamy, czekamy i w końcu dostajemy karty pokładowe, ku mojemu zaskoczeniu upgradeowane na premium economy. Pięknie.
    BKK-CAN robimy w A321 z rejestracją B-6355. Lecimy już po ciemku więc świetnie widać ogrom Kantonu przed lądowaniem. Podczas hamowania silnikami myślałem że nas Airbus się rozleci. Takiego czegoś jeszcze nie doświadczyłem. Schowki bagażowe mało się nie pourywały. Na lotnisku jakaś uroczystość po B787 CZ, jakieś transparenty, trochę ludzi, nie wiem o co tam chodziło. Reg tego Benka to B-2737. Przyleciał z Pekinu.

    http://i217.photobucket.com/albums/c...psf37dac8a.jpg

    Dziesięć minut przed północą zajmujemy nasze miejsca 34KH, kapitan wita wszystkich na pokładzie, o północy składa życzenia noworoczne i pięć minut później zaczynamy kołowanie.
    Lot spokojny, nie ma się co rozpisywać. Jedyny mankament to 12,5 godziny w fotelu. Dobrze że był bardzo wygodny i sporo miejsca na nogi

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps08bd6a47.jpg
    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps7284dc65.jpg

    Oto trasa przelotu

    http://i217.photobucket.com/albums/c...ps5ec7ec68.jpg

    Po wylądowaniu w Amsterdamie znowu drzemka na leżakach, cztery godziny później boarding na lot do Warszawy. Krótki skok na pokładzie B737-700 o rejestracji PH-BGW.
    Lotniczo były to słabe wakacje. W sensie spottingu. Nad Birmą nic, w Mandalay widziałem tylko dwa razy Cessnę Caravana, i B747 Cathay Pacific na przelotowej, a nad Phi Phi za to sporo maszyn do/z KUL i SIN, ale ze zdjęć nici bo musiałbym na plażę brać aparat. Zostawały więc tylko lotniska.
    Lądujemy w WAW, odbieramy bagaże, jazda na centralny i w pociąg. Szczęśliwi że wszystko poszło zgodnie z planem, zaczynamy kombinować co by tu zrobić w następne święta. W końcu to już niedługo.
    Dziękuje za uwagę.
    Pawel_T, Sebek1994, Canon and 1 others like this.


  2. #2

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    No pięknie! Zdjęcia pagód oraz te z wypoczynku robią świetne wrażenie. Wielkie dzięki za relację, bardzo ciekawa.

  3. #3
    Awatar Pawel_T

    Dołączył
    Sep 2009
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Bardzo przyjemnie sie czytalo i nawet nie czepiam sie linkow do fotek Za 11 dni bede lecial AMS-CAN, wiec juz wiem jak walczyc o okno

  4. #4

    Dołączył
    Apr 2012

    Domyślnie

    Zestaw obowiązkowy rządzi.
    Super relacja.

  5. #5

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBA

    Domyślnie

    Dziękuję Wam za opinie, wkradło się parę literówek, i dwa zdublowane zdjęcia.

    ATR-42 którym lecieliśmy na trasie NYU-HEH
    http://i217.photobucket.com/albums/c...psa4f8fb4a.jpg


  6. #6
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie


    Polecamy

    Świetna relacja. Dzięki! Azja to jest jednak to co lubię najbardziej.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •