Pokaż wyniki od 1 do 10 z 10
Like Tree37Likes
  • 18 Post By merol777
  • 3 Post By Jeremy_Snk
  • 16 Post By merol777

Wątek: Krótki wypad na paraolimpiadę w Soczi

  1. #1

    Dołączył
    Jul 2013

    Domyślnie Krótki wypad na paraolimpiadę w Soczi


    Polecamy

    Witam wszystkich. To moja druga relacja z podróży i druga poświęcona Rosji. Był to prezent urodzinowy dla dziewczyny mieszkającej w Moskwie. Poza tym chciałem zobaczyć samą paraolimpiadę i infrastrukturę, na własne oczy sprawdzić jak zostało wydanych tych 51 mld USD Sam byłem w Soczi w 2011 r. (pociągiem) i pamiętałem to miasto jako jeden wielki plac budowy. Plan podróży był następujący:
    13.03. GDN – MUC LH1649
    13.03. MUC – DME LH 2528
    14.03. SVO – AER SU1128
    15.03. AER – SVO SU1131
    16.03. DME – MUC LH2529
    16.03. MUC – GDN LH1648

    Relację podzielę na dwie części. Planowanie podróży zacząłem z ok. 3 tygodniowym wyprzedzeniem. Ceny biletów następujące:
    1) Lufa GDN-DME RT 718 PLN (wszystkie odcinki klasa K z kodem zniżkowym na 85 PLN), wybór lufy przede wszystkim ze względu na cenę (LOT na tej trasie życzy sobie ok. 1300 PLN, a promocje na Moskwę są teraz dość rzadko), a 600 PLN różnicy na moją studencką kieszeń to sporo.
    2) Aeroflot SVO-AER RT 100 EUR. Aeroflot na czas olimpiady i paraolimpiady zrobił promocję i wprowadził na wszystkie bilety w ekonomiku na trasie SVO-AER sztywną taryfę 5000 RUB. Obecnie rubel jest wyjątkowo słaby, jeszcze w listopadzie 1 RUB kosztował 10 gr, teraz ok. 8,3 gr. Do tego ta sztywna taryfa mapowana jest jako full Y, także za przelot dostaje się całkiem sporo mil sky teamu. Bilety Aeroflotu kupione na oficjalnej stronie, w przypadku gdy punkt startowy jest w Rosji są zdawalne, nie jest potrącana ani złotówka kary, dotyczy to wszystkich klas taryfowych. Do tego na wielu kierunkach (głównie krajówkach) zakup dwóch biletów one way wyjdzie cenowo dokładnie tak samo jak zakup biletu RT. Na tle linii europejskich – bajka!

    Wszystkie zdjęcia robione telefonem, więc z góry przepraszam jeśli jakość nie ta, lub zdjęcie trochę przekrzywione. Podróż zaczynałem w Gdańsku, pomimo że mieszkam na północy Gdyni (3 km od absurdalnego lotniska w Kosakowie) to dojazd na Rębiechowo zajmuje samochodem ok. 25-30 min. Wylot o 6:10, rano kolejka do security na ok. 10 minut.


    Boarding o czasie, do samolotu podejście piechotą.


    Do GDN przyjechały już rękawy, naliczyłem 3. Zaczną działać prawdopodobnie w kwietniu.


    Sam przelot o czasie i bardzo spokojny. Samolot Embraer 195. LF na oko jakieś 80%, 1 osoba w biznesie. Na wejściu gazety – Dziennik Bałtycki i Wyborcza. Standardowy catering – rogalik (moim zdaniem niezbyt smaczny) i do wyboru ciepłe zimne napoje. Pogoda super, na podejściu do lądowania ładnie było widać Alpy.


    Miałem 2,5 h czekania, które spędziłem na leżakach w strefie międzynarodowej. Boarding na kolejny rejs o czasie, do samolotu dowozili autobusem. Lecieliśmy A320, zapełnienie ekonomika ok 60%, nie widziałem jak w biznesie, ale kilka osób na pewno leciało. Sam lot rozkładowo trwa 3h 5min, przebiegł bardzo spokojnie, tylko przy podejściu trochę potrzęsło. W połowie lotu zamknęli jedną toaletę (chyba awaria lampy, bo jak byłem w niej wcześniej to dziwnie migała), przez to kolejki do drugiej były spore. Catering następujący: danie główne do wyboru wołowina lub makaron, sałatka, ciastko i bułka. Metalowe sztućce. Wszystko bardzo smaczne Przed podaniem jedzenia przejechał wózek z zimnymi napojami, razem z jedzeniem były do wyboru ciepłe i zimne napoje, jeszcze przed podejściem do lądowania stewki przeszły się z tacami, na których była woda, sok pomarańczowy i jabłkowy. Za każdym razem, gdy latam do Moskwy obsługa jest na podobnym poziomie. Ostatnio leciałem FRA-IST, lot trwał 2h 55 min, ale jedzenie było gorsze (chociaż nie można powiedzieć, że złe), nie było wyboru, a sztućce były plastikowe. Nie wiem czy lufa stosuje inne standardy na rejsach powyżej 3h, czy traktuje Moskwę jakoś specjalnie (jeżeli ktoś wie to proszę o podzielenie się informacją ). Lądowanie o czasie, kolejka do kontroli paszportowej na jakieś 15 minut. DME spośród moskiewskich lotnisk lubię najmniej, ale o nim jeszcze trochę więcej w dalszej części. Zdjęcie cateringu:


    Do centrum dojeżdżałem pociągiem. Najszybciej do centrum można dostać się Aeroekspresem, jest to przyspieszona elektryczka, można się nimi dostać ze wszystkich moskiewskich lotnisk do centrum, bilet w jedną stronę to koszt 340 RUB (30 zł). Można też płacić paypassem, wtedy bilet kosztuje 306 RUB. W przypadku odjazdu z lotniska DME można jednak oszukać system. Z przystanku aeroekspresu odjeżdża także kilka zwykłych pociągów elektrycznych do Moskwy, które zatrzymują się na wszystkich stacjach. Na peron wchodzi się przez bramki, gdzie trzeba przyłożyć bilet lub kartę płatniczą. Jednak gdy na peronie oprócz aeroekspresu stoi także zwykły elektryczny, można kupić w automacie bilet do stacji Kosmos lub Awiacionnaja (najbliższe stacje od lotniska) za 17 RUB, wejść na peron i później do zwykłego pociągu, a potem jak nikt nie patrzy bezczelnie zamiast do elektrycznego wejść do aeroekspresu (podczas jazdy i przy wyjściu nie ma żadnej kontroli), co też uczyniłem . Na VKO i SVO nie dojeżdżają zwykłe elektryczne więc patent nie do powtórzenia. Sam aeroekspress wygodny, rozmieszczenie siedzeń w rzędzie 3+2, sporo miejsca na nogi, wifi w moim pociągu nie było (o ile pamiętam, to są składy gdzie jest).


    Po drodze mijamy przykorkowaną jak zwykle obwodnicę Moskwy

    Po 45 min jazdy dojeżdżamy do centrum na dworzec Pawelecki (jeden z głównych 9). Generalnie Moskiewskie metro jest tanie i świetnie zorganizowane, imponuje też tempo budowy nowych linii i stacji. W godzinach szczytu niestety standardem jest tłok, co widać na zdjęciach.


    Niektóre stacje metra to podziemne pałace, ale to głównie w centrum. Poza centrum wystrój raczej średni (oprócz najnowszych stacji), ale wszędzie czysto. Pociągi w szczycie jeżdżą raz na minutę, maksymalna przerwa między pociągami w martwych godzinach to jakieś 7 min. Na jednej z linii (kolcewaja) jest wifi. Sprawdzałem – działa, chociaż niezbyt szybko. Wieczorem dotarłem do dziewczyny, z okna widok w stronę SVO, właściwie o której godzinie by nie wyjrzeć to zawsze się zauważy lądujący lub startujący samolot
    Kolejny dzień załatwiałem swoje sprawy. W związku z olimpiadą trzeba było podejść po bilety na olimpiadę (zamawiałem wcześniej na oficjalnej stronie). Kolejek brak, trzeba było tylko podać nazwisko i kilka cyfr karty, którą płaciło się za bilety. Ceny biletów na wydarzenia dobre. Sam brałem bilety na narciarstwo alpejskie (400 RUB – 35 zł) i sledge hokej (kat. A 1000 RUB – 85 zł).
    Po wydrukowaniu biletów trzeba było jeszcze wyrobić paszport kibica. Miał on formę zawieszki na szyję, przez Internet podawało się dane paszportowe, po ich kontroli przez odpowiednie służby można było odebrać go w Moskwie lub na miejscu w Soczi. Na obiekty sportowe można się było dostać tylko z paszportem kibica i biletem.
    Wieczorem wylatywaliśmy z SVO, jako że wyjechaliśmy z dużym wyprzedzeniem można było pozwolić sobie na wycieczkę autobusem. W Moskwie do autobusów wchodzi się tylko przednimi drzwiami przez specjalną bramkę, przez co na niektórych przystankach autobus stoi po kilkanaście minut.


    Autobus jadący na SVO najpierw dojeżdża do terminali C B i A, które są położone na północ od pasów startowych, a potem jedzie do terminali F E i D, z których odbywa się większość lotów. Po drodze mijamy terminal C, budynek nowy, pasażerów bardzo mało (zdjęcie z Wikipedii)


    Kolejny jest terminal B, z tego co wiem zamknięty. Obok terminalu syf i ruina.


    Rosjanie nie mogą się zdecydować czy chcą policję czy milicję Dla autobusów 851 i N1 przystanek nazywa się policja, a dla autobusu 43 milicja


    Dalej terminal A, dla general aviation.


    Dojeżdżamy do terminala F. Stamtąd lata m.in. LOT. Terminal nie pierwszej nowości, ale wewnątrz czysto. Chciałem jeszcze odwiedzić muzeum lotniska, które znajduje się właśnie w terminalu F. Aby się do niego dostać należy stojąc twarzą do tablicy wylotów skorzystać z windy po jej lewej stronie i pojechać na 5 piętro.


    Niestety muzeum było już zamknięte, w piątki działa tylko do 16. Wejście jest bezpłatne, pójdę przy następnej okazji.


    Schodząc po schodach piętro niżej dokonałem ciekawego odkrycia. W SVO jest stołówka pracownicza, mogą się jednak tam zjeść wszyscy. Brało się tackę i wybierało co jest z gotowego jedzenia. Talerze i sztućce plastikowe, ale samo jedzenie bardzo smaczne i co najważniejsze bardzo tanie jak na Moskwę. Za obiad dla 2 osób (zupa+ drugie danie- mięso surówka i ziemniaki) zapłaciliśmy ok. 40 zł, co jak na Moskwę jest świetną ceną! Wzięliśmy też po piwie (Bałtika nr 7) w cenie 80 RUB (7 zł), w innych lokalach na lotnisku najtaniej widziałem za 220 RUB. Na tym samym piętrze jest też restauracja z widokiem na pas startowy.


    Nasze paszporty kibica i bilety


    Po obiedzie poszliśmy do terminalu D, z którego latają prawie wszystkie rejsy Aeroflotu (ok. 10 min pieszo), jak komuś jest ciężko lub jest wyjątkowo leniwy może podjechać meleksem za 100 RUB. Terminal D jest wyremontowany, wszystko po europejsku.


    Kolejka do security na loty wewnętrzne


    W airside dużo ludzi, trafiłem akurat na wieczorny szczyt, ale miejsca siedzące można znaleźć bez większych kłopotów. Jest darmowe WIFI.


    Wylot był o 21:25, boarding zaczął się 40 minut wcześniej, wejście do samolotu przez rękaw. Lecieliśmy A321, konfiguracja biznes klasy 2+2, w ekonomiku standardowe 3+3. LF w ekonomiku 100%, w biznesie może ze 3 miejsca wolne (było 7 rzędów biznesa – 28 miejsc). Jak patrzyłem na ceny na biznes klasę RT to ostatnie miejsca były sprzedawane po 11-12 tys. PLN, a i tak ludzie brali. Ja miałem rząd 17. Za 18 rzędem były toalety. Miejsca na nogi wystarczająco, ale bez rewelacji.


    Do czytania magazyn pokładowy Aeroflotu (gruby – ok. 250 stron i ciekawy) i dodatek Aeroflot Style, raczej z myślą o kobietach. Każdy dostał też menu sky shop, ceny w nim znośne.


    Po starcie roznieśli ulotki z opisem menu. Dopiero przy oglądaniu zdjęć zauważyłem, że facet trzymający kolę jest szczerbaty (nie wiem czy tak jest w oryginale, czy ktoś zamalował mu jedynkę na czarno


    Samo jedzenie skromne, ale wystarczające. Był łosoś, troszkę czerwonego kawioru i ciastko na deser. Ciepłe i zimne napoje, alkoholu w ekonomiku nie ma, nawet za kasę (skutek licznych awaryjnych lądowań z powodu awanturujących się rosyjskich pijaków). Podejście do lądowania w Soczi (na zdjęciu widać linię brzegową, podejście od strony Morza Czarnego).


    Wyjście przez rękaw. Lądowanie 15 minut przed czasem, szybciutko do autobusu (na czas olimpiady otwarto bezpłatne linie, warunek skorzystania – posiadanie paszportu kibica) i do hotelu. Ze znalezieniem miejsc nie było problemów, tydzień przed wyjazdem znalazłem dwójkę w przyzwoitym standardzie, blisko dworca kolejowego za ok. 130 PLN. Ciąg dalszy relacji z samej olimpiady i drogi powrotnej w najbliższym czasie
    filkuz, Wamo, elza030 and 15 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    Sanok

    Domyślnie

    Po starcie roznieśli ulotki z opisem menu. Dopiero przy oglądaniu zdjęć zauważyłem, że facet trzymający kolę jest szczerbaty (nie wiem czy tak jest w oryginale, czy ktoś zamalował mu jedynkę na czarno
    Ten facet to Ovieczkin- gwiazda reprezentacji Rosji w hokeju na lodzie, gracz NHL. Jedynkę wstawi sobie po zakończeniu kariery, pewnie doszedł do wniosku, że w tym momencie nie ma to sensu Hokej to twarda gra
    merol777, szczurwa and Itts like this.
    Canon 30D, TAIR 300, 2xTele, MTO 11,Tamron 18-250,

  3. #3

    Dołączył
    Jul 2013

    Domyślnie

    Dzięki za informację, moja wiedza o hokeju jest praktycznie zerowa, więc fajnie się dowiedzieć

  4. #4

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Bardzo interesująca relacja, rzadko opisywany kierunek (albo wcale). Czekam na więcej!

  5. #5

    Dołączył
    Jul 2013

    Domyślnie

    Część 2. Celem lepszego zrozumienia relacji z Olimpiady polecam spojrzeć na mapkę rozmieszczenia obiektów olimpijskich. Wszystkie stadiony są zlokalizowane w tzw. Olimpijskim Parku położonym w Adlerze (jest to jedna z dzielnic Soczi), bardzo blisko morza. Samo Soczi ma ok. 150 km długości. Skocznie i stoki zlokalizowane są w miejscowości Krasnaja Polana, ok. 40 km od Olimpijskiego Parku w górach. W centralnej części Soczi, położonej jakieś 30 km od Parku Olimpijskiego nie ma obiektów olimpijskich.


    Z hotelu wyszliśmy o 7 rano i pojechaliśmy na zawody narciarskie do Krasnej Polany. Dworzec w Adlerze budowany był właściwie od zera.


    Oprócz autobusów można było się też przemieszczać pociągami „Łastoczka”, w tłumaczeniu na polski – Jaskółka. Na czas olimpiady wszyscy mogli skorzystać z nich bezpłatnie, jeździły średnio co 20-30 minut. Aby dostać się do pociągu trzeba było najpierw przejść kontrolę bezpieczeństwa przy wejściu na dworzec (bez zdejmowania kurtek). A potem jeszcze jedną, bardziej szczegółową kontrolę, właściwie o takim samym rygorze co security na lotniskach. Nie wolno było przewozić płynów ponad 100 ml i jedzenia. Jeszcze apropos płynów – w Rosji na czas olimpiady w samolotach zabroniono ich przewożenia w podręcznym w jakiejkolwiek ilości. Sami jednak mieliśmy trochę kosmetyków w opakowaniach, średnio po 10 ml i nikt do nas się nie czepiał. Sam pociąg wyglądał tak:


    Przejazd 40 km do Krasnej Polany zajął ok. 40 min po drodze była jedna stacja – Esto Sadok. Pociąg najpierw wlókł się 30 km/h a potem jechał 120. Linia kolejowa do Krasnej Polany to gigantyczna praca inżynierów, w jakichś 80% zbudowana jest albo na sztucznej estakadzie, albo w tunelach. Jakość zbudowanej trasy na piątkę, przy 120 km/h można by w środku układać domek z kart, nic nie trzęsło. Wszystkie obiekty inżynieryjne były ochraniane, przy mostach i wjazdach do tuneli z obu stron budki wartownicze, za oknem było widać też stacjonujące wojsko. Ryzyko ataku terrorystycznego ze strony kaukaskich radykałów było naprawdę duże i władze bardzo poważnie podchodziły do tematu bezpieczeństwa. Po Soczi w czasie olimpiady mogły się poruszać tylko samochody zarejestrowane w tym mieście, reszta musiała mieć akredytację, kto jej nie miał mógł skorzystać z parkingów typu park and ride na obrzeżach miasta. Drogówki pełno, co kilometr to patrol. Drogi miały wydzielone pasy dla pojazdów olimpijskich. Sama Łastoczka bardzo komfortowa i cicha, były też gniazdka na 220V, co pozwalało podładować telefon czy aparat. Po pociągu chodzili cały czas ochroniarze. Stacja Krasnaja Polana robi wrażenie, ciekawe tylko co zrobią z tak wielkim dworcem po zakończeniu olimpiady.

    Ze stacji do stoku narciarskiego dojechaliśmy autobusem a potem koleją linową. Autobusy nowe i komfortowe, jeździły z interwałem 3 minuty. Tutaj znów ostre środki bezpieczeństwa po wejściu paxów do autobusu był on plombowany, później podjeżdżając do przystanku końcowego zatrzymywał się w specjalnym punkcie kontroli, gdzie ochroniarz sprawdzał czy plomba jest cała, a także obchodził pojazd z lustrem, patrząc czy w podwoziu nie ma niczego podejrzanego, dopiero później wpuszczał autobus na przystanek. Moim zdaniem środek trochę na wyrost.


    Po wysiadce z autobusu przesiadaliśmy się na kolej linową (też za free, trzeba było jednak pokazać bilet na zawody w tym dniu). Standard kolei linowej bardzo dobry, do gondoli wchodziło ok. 20 osób. Niestety najwyższe partie gór w mleku.


    Na 30 minut przed zawodami dotarliśmy na miejsce, stok był na wysokości ok. 1500 m.n.p.m. Na miejscu pełno wolontariuszy z różnych krajów, którzy starali się zagrzewać kibiców. Zapełnienie trybuny jakieś 50-60%, ale cały czas dochodzili ludzie. Przed wejściem na obiekt tradycyjnie przejście przez bramkę do wykrywania metali. Większość kibiców to Rosjanie ale kibicowali wszystkim, nawet zawodnikom z USA.


    Kolejnym punktem programu były zawody sledge-hokeja. Do Parku Olimpijskiego dojeżdżaliśmy autobusem, czas w trasie ok. 50 min (rozkładowo autobus miał jechać 80 min – miła niespodzianka). Droga do Krasnej Polany była rozszerzona z 1 do 2 jezdni, tu też widać gigantyczną pracę i mnóstwo obiektów inżynieryjnych. Za oknem fajne widoki.


    Dworzec kolejowy Park Olimpijski i jego okolice


    Na teren kompleksu olimpijskiego można było wejść tylko na podstawie biletu i paszportu kibica (można było też kupić bilet tylko na zwiedzanie kompleksu w cenie 200 RUB) , na wejściu tradycyjnie kontrola, zabierali napoje i jedzenie. Sam kompleks robi wrażenie, oprócz obiektów sportowych było muzeum coca-coli, sklep paraolimpijski i jeszcze trochę wystaw poświęconych Rosji. Ceny pamiątek z olimpiady wysokie. Magnes na lodówkę 300 RUB, t-shirt 2500, kurtka 12000, ale ludzie i tak brali w dużych ilościach. Na terenie kompleksu były też budki z jedzeniem, ale drogo i mało smaczne (wziąłem raz pieczony kartofel – kosztowało 300 RUB, żeby się najeść musiałbym kupić chyba z 5). Pod tym względem plama ze strony organizatorów.


    Zawody sledge-hokeja odbywały się na stadionie o nazwie „Szajba” – (z ros. Krążek). Stadion nowoczesny, ok. 7 tys. miejsc. Widoczność bardzo dobra. Sam mecz ciekawy, była to walka o brąz między Kanadą i Norwegią, zakończoną zwycięstwem tych pierwszych 3:0.


    Po skończonym meczu kolejnym punktem programu było centrum Soczi. Pociąg od parku olimpijskiego jechał tam ok. 50 minut, większość trasy wlokąc się 40 km/h. Trasa kolejowa malowniczo wiodła wzdłuż Morza Czarnego. Po drodze, jak i w samym Soczi widać było trochę niedobudowanych hoteli i innych obiektów. Na pewno będzie spory kłopot co z tym zrobić po olimpiadzie. Słyszałem też od znajomej, która była w Soczi wolontariuszką, że jakość wielu wybudowanych obiektów mieszkalnych jest fatalna, kartonowe ściany, spartańskie wykończenie. Część budynków po olimpiadzie miała być oddana mieszkańcom, zobaczymy jak to wyjdzie. Na zdjęciu jeden z nieukończonych obiektów w bezpośredniej bliskości kompleksu olimpijskiego:


    Takie widoki były z okna pociągu:


    To już sam dworzec w Soczi. Sowiecki styl, ale przeszedł gruntowny remont przed olimpiadą, całość moim zdaniem bardzo ładna.


    Teraz już kilka zdjęć z samego Soczi, klimatu zimowej olimpiady nie czuć wcale Na zdjęciach m.in. dworzec morski i teatr.




    Wieczorem jedziemy na lotnisko, po drodze za oknem ładny zachód słońca.


    Samo lotnisko nie zrobiło na mnie najlepszego wrażenia, niby odnowione, ale nie podobało mi się. Połowa sklepów była zamknięta, pracownicy niezbyt mili. Miejsc siedzących wystarczająco. Wylot mieliśmy o 22:00, boarding zaczął się 40 minut szybciej. Podobnie jak w Monachium można było ocenić kontrolę bezpieczeństwa i czystość toalet. Z plusów szybki i darmowy wifi.


    W Rosji minister transportu wprowadził zarządzenie, zgodnie z którym pasażerowie muszą mieć wydrukowany bilet na lot, nie da rady przejść z mobilnym boarding passem (pomimo tego, że np. transaero pozwala takiego mobilnego BP pobrać na telefon). Przed security jest specjalne stanowisko, na którym pani przybija na bilet pieczątkę z napisem Awiacionnaja bezopasnost’ (bezpieczeństwo lotnicze). Taki system spotykałem to na wszystkich lotniskach w Rosji, na których byłem), jakoś nie czuję się bezpieczniejszy z powodu tych pieczątek Wylot o czasie, LF w ekonomiku i biznesie 100%, trafiliśmy dokładnie na ten sam samolot (VP-BWN). Lot spokojny, lądowanie 20 minut przed czasem. Jedzenie skromne, ale smaczne, kawałek kurczaka z sałatką i deser.


    Lecieliśmy celowo omijając Ukrainę. Pomijając całą sytuację z Krymem, napięcia między krajami czuć też w lotnictwie, w ostatnim tygodniu miały miejsce incydenty związane z niewpuszczaniem pilotów Aeroflotu i Rosjan bez biletu powrotnego na teren Ukrainy. Kierownictwo niektórych rosyjskich linii podjęło decyzję, że w miarę możliwości będą omijać przestrzeń powietrzną Ukrainy, czasem nadrabiając sporo drogi. Dobrze widać to na FR.


    Kolejny dzień to już powrót do Gdańska. Tym razem na lotnisko dojeżdżałem marszrutką. Na wejściu kontrola bezpieczeństwa, samo lotnisko DME jest przepełnione, za dużo sklepów, za mało miejsc siedzących, przydałby się drugi terminal. Generalnie jest czysto i schludnie, poza toaletami. Na lotnisku zlikwidowano palarnię i wszyscy przenieśli się z paleniem do toalet, wchodząc tam czułem się jakbym wszedł do palarni, a w ubikacjach pływają pety.


    Bardzo podoba mi się malowanie samolotów S7, będzie się trzeba w końcu kiedyś z nimi przelecieć : )


    Z ciekawszych linii B737-800? Linii Alrosa. Latają głównie po Jakucji, a ich bazą jest miejscowość Mirnyj, gdzie jest kopalnia diamentów.


    Teraz sam przelot, boarding 15 minut przed rozkładowym wylotem, wylot z 15 minutowym opóźnieniem, ale w MUC byliśmy 15 minut przed czasem. Wejście i wyjście przez rękawy. Jedzenia znowu dużo, główne danie do wyboru z 2 wariantów, wybrałem Wołowinę w sosie grzybowym – bardzo smacznie. Najsłabszy punkt cateringu to sałatka z ziemniaków. LF ok. 70%, nie widziałem jak w biznesie. Przelot spokojny, z okna na przelotowej było ładnie widać Warszawę (wyróżniał się stadion narodowy ) Stosunek jakości do ceny świetny : ) . Lubię też ich siedzenia slim, miejsca na nogi jest sporo.


    Kolejny przelot z MUC do GDN również spokojnie, w Gdańsku lądowanie o czasie, z cateringu była kanapka, zapełnienie samolotu też około 70%. Podsumowując – wyjazd bardzo udany! Cieszę się, że miałem możliwość zobaczyć to wszystko na oczy, w Soczi było sporo niedociągnięć (niedobudowane domy itd.), na pewno część kasy rozeszła się na boki, ale porównując do 2011 r. widziałem gigantyczną różnicę, szczególne wrażenie robi infrastruktura, bo budowanie w górach z pewnością nie jest łatwe. Trochę męczyły ciągłe kontrole bezpieczeństwa, moim zdaniem część z nich zbędnych, no ale skoro nie było żadnych zamachów to znak, że służby dały radę. Prewencja była bardzo silna, na każdym kroku widać było mundurowych. Szczególnie w Krasnej Polanie miałem wrażenie, że nie ma tam w ogóle miejscowych, widać było tylko pojazdy olimpijskie. Z pewnością miejscowa ludność miała dużo utrudnień w związku z olimpiadą. Teraz tylko kwestia, co zrobić z tymi wszystkimi obiektami i jak nie powtórzyć losu Grecji. Część niedobudowanych hoteli już straszy, w kolejnych latach pewnie będzie tylko gorzej, no ale pożyjemy – zobaczymy. Dzięki za uwagę!
    tartal, otul72, Machoni and 13 others like this.

  6. #6
    Awatar Wamo

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Bardzo fajna relacja

    A i mnie podoba się malowanie S7, ciągle na nich poluję

  7. #7

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Fajnie,że nie tylko ja upolowałam zniżkę 85zł na bilet LH Kiedyś to Kazik śpiewał ,,Dziewczyna bez zęba na przedzie''.
    Jak na komórkę to niezłe zdjęcia wyszły. Jak z wizą do Rosji?

  8. #8

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    Sanok

    Domyślnie

    Elza - z tymi zębami w hokeju to naprawdę ciężko. Taki mały OT - zdjęcie z tego weekendu z Play-Off juniorów Naszej drużyny
    Canon 30D, TAIR 300, 2xTele, MTO 11,Tamron 18-250,

  9. #9

    Dołączył
    Jul 2013

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez elza030 Zobacz posta
    Fajnie,że nie tylko ja upolowałam zniżkę 85zł na bilet LH Kiedyś to Kazik śpiewał ,,Dziewczyna bez zęba na przedzie''.
    Jak na komórkę to niezłe zdjęcia wyszły. Jak z wizą do Rosji?
    Ja mam roczną biznesówkę, przy kombinowaniu jej załatwienie to jakieś 500 pln Jednokrotna wiza turystyczna robiona przez biuro podróży to ok. 300 zł, można też samemu zalatwiać, wtedy ok. 150 PLN ale trzeba mieć voucher, a jego mało który hotel wystawia.

  10. #10

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie


    Polecamy

    Brawo! Naprawdę super relacja, fajny kierunek i cieszy bardzo, że paraolimpiada cieszyła się zainteresowaniem kibiców.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •