Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 47
Like Tree169Likes

Wątek: 42 tysiące kilometrów przez trzy kontynenty (27.03-14.04.2014)

  1. #1
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie 42 tysiące kilometrów przez trzy kontynenty (27.03-14.04.2014)


    Polecamy

    Hej, spróbuję swoich sił w relacjonowaniu naszych poczynań na wycieczce: Poznań - Warszawa – Rzym – Szanghaj – Hong Kong - Singapur – Gold Coast – Brisbane – Airlie Beach – Sydney – Hangzhou - Wuzhen – Londyn – Poznań. Taki jest plan zabawy.

    Na mapie wygląda całkiem nieźle:


    O 4 rano ruszyliśmy taksówką z mieszkania na lotnisko Ławica. Tam jak zawsze niesamowicie niesympatyczni ludzie przy kontroli bagażu podręcznego. (BTW czy to prawda że na osobę przypada jeden woreczek strunowy z kosmetykami i musi być zamknięty?). Na szczęście dałem kilka kremów dziewczyny innej osobie, która stała za nami i przeszło. W moim plecaku było sporo innych płynów <100ml i nie były w żadnym woreczku i wszystko okey Wystarczy się nie przyznawać

    Polecieliśmy planowo do Warszawy LOTem, samolotem Eurolotu Bombardier Q400. Obsługa miła, podano kawę, herbatę, wodę i prince polo. Teraz oczekujemy na lot do Rzymu Wizzem z dużym podręcznym w saloniku Ballada na Okęciu. Mało ludzi (wreszcie nowy automat do kawy ).

    Zdjęcia z wyprawy i odpowiedzi na Wasze ew. pytania zamieszczę później

    Do usłyszenia!

    PS KubaB i Tygrysm - nie czujcie się zagrożeni. Wasze relacje są nie do przebicia!
    filkuz, Wamo, butla and 12 others like this.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

  2. #2

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    tak na jedną osobę przypada jeden woreczek do kosmetyków i płynów zamykany na plastikową strunę czy jak to tam nazwać , który możemy zabrać do podręcznego
    Ostatnio edytowane przez elza030 ; 27-03-2014 o 10:31 Powód: dopisane

  3. #3

    Dołączył
    Dec 2010
    Mieszka w
    Szamotuły

    Domyślnie

    Wydaje mi się, że nie ma określonej maksymalnej ilości woreczków na płyny. Jedyne ograniczenie to opakowania samych płynów, które mogą mieć objętość max 100ml. To ile i w ilu workach jest spakowane nie ma znaczenia.

    Zapowiada się całkiem niezła wyprawa.

  4. #4

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    http://www.airport.gdansk.pl/UserFil...ka-plyny-2.jpg

    tu jest jasno napisane, może warto się zapoznać

  5. #5

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Mateuszz - tym razem się nie boję bo lecę tylko do HKG, z którego niedawno relacja była, więc w ogóle nie wiem czy coś ciekawego napiszę.
    Natomiast w kwestii woreczków, to w KTW jakoś ostatnio w tej sprawie cisza, za to gdy leciałem ze STR to kazali go sobie kupić (w PL dają gratis) i jeszcze się mądrzyli , że ma być zamknięty do końca. Co kraj to obyczaj

    powodzenia w podróży

  6. #6

    Dołączył
    Dec 2010
    Mieszka w
    Szamotuły

    Domyślnie

    elza030 - Napisałem 'wydaje mi się', bo wiele razy nie miałem problemów z większą ilością płynów w podręcznym (w kilku workach). Po co od razu taka ostra i zasadnicza reakcja...???
    Ulotka lotniska w Gdańsku wykładnią prawa raczej nie jest, więc nie traktowałbym jej tak pewnie. Często lotniska dopisują tam wiele od siebie.
    Ostatecznie i tak wszystko zależy od osoby przeprowadzającej kontrolę.

    Dochodząc do sedna - faktycznie jest dozwolony jeden worek, a dokładniej:
    (...)wszystkie płyny, aerozole i żele w pojedynczych opakowaniach o pojemności nieprzekraczającej 100 ml lub równowartości, umieszczonych w jednej zamykanej przeźroczystej torebce plastikowej o pojemności nieprzekraczającej 1 litra, przy czym zawartość plastikowej torebki swobodnie się w niej mieści, a torebka jest dokładnie zamknięta (...)

    Źródło: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/...01:0055:PL:PDF punkt 4.1.2.2.

  7. #7

    Dołączył
    Jan 2014
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Ja zaraz też się tam znajdę :-)

    Ale Australii nie zaliczę...

  8. #8

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    GDN

    Domyślnie

    Plan brzmi ciekawie, zwłaszcza ze lacac docelowo do Australii zaliczasz jeszcze LCC. Czekam na opis
    BTW ile osób w porannym locie POZ-WAW? tak się zastanawiam jak obłożenie na tej trasie

  9. #9
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie

    Jesteśmy w Szanghaju. Relacja napisana już w Wordzie. Wrzucę niebawem, teraz uciekamy na miasto.
    W locie POZ-WAW LF = 35-40%.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

  10. #10

    Dołączył
    Oct 2012

    Domyślnie

    No dawaj dawaj bo ludzie czekaja.

  11. #11
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie

    Nasza wyprawa była zaplanowana już od końcówki 2013 roku, kiedy to zakupiłem ostatnie przeloty. Rezerwacjami hoteli zajmowałem się w sumie na ostatnią chwilę korzystając z kilku pośredników, sieci IHG oraz portalu AirBnb. Do zrobienia mieliśmy w 11 lotów, co przekładało się na ponad 42 tysiące kilometrów w powietrzu. Ilość przejazdów autobusami i pociągami chcieliśmy ograniczyć do minimum. Głównym celem podróży było Airlie Beach w Australii ze znaną Whiteheaven Beach i innymi atrakcjami w okolicy. Tyle tytułem wstępu, ruszamy.


    Do turystycznego raju, jakim określa się Australię (chociaż patrząc na ceny, można by polemizować) wyruszyliśmy z Poznania. Około 4 rano taksówką przejechaliśmy za niewiele ponad 30 złotych na lotnisko Ławica w Poznaniu, gdzie odebraliśmy karty pokładowe na lot do Warszawy. Taksówkarz, który nas wiózł całą drogę narzekał na swoje zarobki i sytuację w kraju, ale podkreślił, że pracuje tylko w nocy i już chciał wrócić do domu, a tu nagle dostał zamówienie na nasz kurs. Do Warszawy lecieliśmy dokładnie 41 minut i już przed 7 zameldowaliśmy się w saloniku Ballada, gdzie oczekiwaliśmy na kolejny rejs do Rzymu liniami Wizz Air o godzinie 12:15. Tutaj pełen standard, chociaż o godzinie 11 przyszło tylu gości, że nie było gdzie siedzieć.


    Lot do Rzymu odbył się zgodnie z planem. Pani przed wejściem na pokład oznaczała bagaże naklejką z napisem Large lub Small w zależności od wykupionej opcji. Do samolotu podjechaliśmy autobusem. LF na pokładzie to chyba 100%, bo trudno było wypatrzyć wole miejsce. Pogoda w stolicy Włoch przecięta – pochmurnie i lekko kropi. Idziemy na autobus Terravision, który za 4 Euro zawiezie nas w około godzinę do centrum miasta, na dworzec Termini. Stąd przemieszczamy się cztery przystanki linią metra A, żeby zameldować się w mieszkaniu naszego hosta Claudio. Jest on miłym człowiekiem, który posiada w Rzymie cztery nowe mieszkania i wynajmuje za całkiem rozsądne pieniądze (57 Euro w tym wypadku). Jedynym minusem jest bardzo wolno, a momentami wcale nie działające WiFi. Na plus zasługuje jednak czystość i nowoczesność tego miejsca. Po zjedzeniu obiadu ruszamy w kierunku Coloseum, do którego mamy około 2 kilometrów. Niestety zaczyna padać, więc przez chwilę chowamy się w zadaszonym miejscu. Naszym kolejnym celem jest fontanna di Trevi, a później trochę przez przypadek trafiamy na Schody Hiszpańskie. Uruchomiony GPS pokazuje nam, że tego wieczoru zrobiliśmy około 15 km pieszo. Do mieszkania wracamy po godzinie 22, robiąc jeszcze wcześniej zakupy – po 2 kawałki pizzy z brokułami i pomidorami, białe wino i upieczone kawałki pieczywa, które później moczymy w oliwie z oliwek.











    Po więcej fotek zapraszam tutaj: Początek 18-dniowej podróşy po trzech kontynentach
    tartal, Dekpol, szczurwa and 7 others like this.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

  12. #12

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    GDN

    Domyślnie

    bardzo fajna relacja, czekam na więcej, szczególnie na Australię i to jak Ci się bedzie podobac, bo po swojej wizycie "turystycznym rajem" bym jej nie nazwał, tzn ciesze się ze widziałem, ale biorąc pod uwagę czas dostania się tam, ceny i to co jest na miejscu to...inne miejsca wygrywają. Miłego podróżowania
    tartal likes this.

  13. #13
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie

    Wstajemy dopiero o 9:30 bez budzika i zjadamy śniadanie. Trzeba się spakować, bo przed 11 musimy opuścić nasze lokum. Punktualnie o tej godzinie przychodzi osoba, która zajmuje się sprzątaniem mieszkań naszego hosta, a my wychodzimy. Ruszamy ponownie w kierunku Koloseum przy którym w dzień są tłumy turystów. Robimy kolejne fotki i idziemy w kierunku Watykanu, jednak wcześniej po drodze zatrzymujemy się we włoskiej kawiarni. Zamawiamy dwie kawy Espresso i Cafe Latte oraz na przekąskę chleb z pomidorami i bazylią oraz ciastko (zamówienie w ciemno, miało fajną nazwę). Okazuje się, że w cenniku są dwie ceny. Jedna dotyczy zamówienia przy spożyciu w środku kawiarni, a druga, kiedy usiądziemy poza nią, na plastikowych krzesłach. Wybraliśmy pierwszą opcję, chociaż różnica przy każdej potrawie/napoju wynosi 1,5 Euro.

    Następnie idziemy kolejne kilometry na plac świętego Piotra, gdzie ponownie robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i powoli zaczynamy kierować się w kierunku dworca Termini. Stąd o godzinie 16:45 mamy kupione bilety na autobus Terravision, który ma nas zawieźć na lotnisko Fiumiciono. Wcześniej jednak wstępujemy na kawę i lody do niezastąpionego w podróży MCDonalda. Przed odjazdem autobusu trzeba odebrać z biura przewoźnika karty pokładowe, które daje się pani przy boardingu. Przejazd ponownie trwa około godzin, jednak tym razem praktycznie całą drogę śpimy. Meldujemy się na lotnisku w długiej kolejce do odprawy, jednak trwa ona niedługo, bowiem nasz przewoźnik China Eastern Airlines ma włączone praktycznie wszystkie stanowiska. Nie nadajemy bagażu, a tylko odbieramy bilety do Szanghaju. Obsługa jeszcze dokładnie sprawdza czy mamy prawo przebywać w Chinach bez wizy przez 72 godzin. Kontrola bezpieczeństwa trwa dokładnie 2 minuty i już po tym możemy odwiedzić dostępne na lotnisku saloniki. Zaczynamy od oddalonego najbardziej w strefie D pomieszczenia o nazwie Mosaic, które jednak nie oferuje nic specjalnego (skromne kanapki i napoje serwowane w barze). Po zaspokojeniu głodu, kierujemy się do drugiego saloniku, który jest tuż obok. Tutaj zdecydowanie lepiej. Urzeka nas przede wszystkim pyszny makaron z tuńczykiem, kasza kus kus i bułki z pomidorami i serem mozzarella. Nie możemy jednak przebywać tutaj zbyt długo powiem przed przejściem do strefy G czeka nas jeszcze kontrola paszportowa, na którą podobno często czeka się w kolejce nawet godzinę. Mamy jednak to szczęście, że staliśmy zaledwie 15 minut i już byliśmy po wszystkich formalnościach. Pozostało nam przejechać pociągiem lotniskowym do odpowiedniego terminalu.

    Z uwagi, że do odlotu została 1:15 minut to poszliśmy do saloniku przy G11 (odlot mieliśmy z G9), żeby wykąpać się w dostępnych tutaj prysznicach. Obsługa zapewniła nam ręcznik, szczoteczkę do zębów, mydło i szampon. Miło po całym dniu zwiedzania odświeżyć się przed 11 godzinnym lotem. Boarding przebiega bardzo sprawnie i po chwili jesteśmy, jak się okazuje w nowej maszynie China Eastern Airline. Ten Airbus A330-200 oferuje indywidualny system rozrywki (bardzo dobry, porównywalny do tego Qatar Airways czy nawet Emirates) oraz sporo miejsca na nogi w klasie ekonomicznej. Godzinę po starcie podawane są posiłki, do wyboru ryba i kurczak – obie potrawy bardzo smaczne. Wśród dodatków owoce, makaron na zimo, bułka z masłem i czekoladka.


    Na dwie godziny przed lądowaniem podane jest śniadanie. Do wyboru mamy omlet lub makaron. Pierwsza opcja jednak zwycięża, przez co nie mamy fotek drugiego zestawu. Aż do zetknięcia z płytą lotniska PVG nie widać totalnie nic przez okno, nawet skrzydła, które jest przecież kilka metrów obok nas. Mgła jest bardzo mocna. Kontrola paszportowa trwa ok. 5 minut, nie ma kolejki. Pokazujemy potwierdzenie kolejnego lotu do Hong Kongu i czekamy na sprawdzenie przez obsługę w bazie czy rzeczywiście figurujemy na liście pasażerów.



















    Po więcej fotek zapraszam na stronę: Ĺťegnamy Rzym i lecimy do Szanghaju
    elza030, Oscar5055, tartal and 5 others like this.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

  14. #14

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Bardzo fajnie zapowiadająca się relacja! Podoba mi się styl pisania. Puste Schody Hiszpańskie, wow, musiało naprawdę padać

  15. #15

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    Widzę że złapałaś to samo co ja w Grudniu

  16. #16
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie

    Na lotnisku kierujemy się na metro, linię numer 2, która zawiezie nas prawie do samego hotelu Holiday Inn Express Shanghai Jinsha. Po prawie dwóch godzinach drogi wysiadamy na stacji Songhong Road, skąd za 14 RMB jedziemy taksówką pod drzwi do hotelu. Angielskiego nie zna nikt i gdyby nie to, że recepcja hotelu wysłała mi adres po chińsku to chyba nigdy byśmy nie trafili na miejsce. W hotelu śpimy za punkty sieci IHG, które uzbierane zostały podczas ostatniego Big Win. Cena to 5k punktów. Warunki w hotelu komfortowe, mało gości, pomocna obsługa. Kwaterujemy się w kilka chwil. Dostajemy pokój na 8 piętrze. Jest tutaj wszystko co potrzebne wraz z przyborami kosmetycznymi, kawą, herbatą i Internetem (przewodowym i WiFi).








    Po godzinie 19 wracamy do recepcji i prosimy o taksówkę z hotelu do dzielnicy The Bund. Stąd roztacza się najlepszy widok na pełną imponujących wieżowców biznesową dzielnicę Szanghaju – Pu Dong. Niestety wspomniana wcześniej mgła nie pozwala na zobaczenie wszystkich budynków w pełnej krasie. Idziemy dalej na spacer wzdłuż wybrzeża, żeby później wrócić do informacji turystycznej po mapę i wejść w ulicę Nanijng Road. Tutaj trafiamy do restauracji, gdzie w cenie 92 RMB zjadamy cały garnek zupy (hot pot) oraz dwie potrawy widoczne na zdjęciach (makaron i ryż). Ryż jest podany z głowami kurczaków mimo, że nic o tym nie było w menu. Obgryzam mięso i resztę odkładam. Po kolacji, kiedy jest już 22 wracamy metrem do hotelu. Teraz za taksówkę ze stacji płacimy 19 RMB (za ok. 2,2 kilometra drogi). Czas spać.

    Więcej fotek na stronie: Pierwszy wieczĂłr w Chinach
    Dekpol, tartal, Oscar5055 and 5 others like this.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

  17. #17

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Angielskiego nie zna nikt i gdyby nie to, że recepcja hotelu wysłała mi adres po chińsku to chyba nigdy byśmy nie trafili na miejsce.

    przed lotem do Mediolaniu tknęło mnie coś by wydrukować rezerwację po włosku. Przydało się, bo para, która odbierała mnie z lotniska słabo znała angielski (ona z Finlandi , on z Włoch)

  18. #18
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie

    Swój drugi dzień w Szanghaju rozpoczynamy osobno. Ja wstaję już o godzinie 7, pomimo, że miałem budzik nastawiony na 8, to jednak zmiana czasu w Polsce (o której zapomniałem) zrobiła mi niespodziankę. Nie szkodzi, bowiem jestem wyspany i wstaję szybko popracować na komputerze, a także napisać kilka zdań relacji. Kasia budzi się godzinę później, po czym ruszamy na parter hotel, gdzie serwowane jest śniadanie w formie bufetu. Dostępne są potrawy zarówno chińskie, jak i typowe na śniadanie dla Europejczyka (tosty, płatki, warzywa). Po posiłku byłem tak najedzony, że głód poczułem dopiero o godzinie 17, a normalnie jem minimum 5 posiłków w ciągu dnia.


    Hotelowa restauracja

    Po powrocie do pokoju wykorzystaliśmy dostępny Internet i nadrobiliśmy pewne zaległości z czwartku i piątku. Po tym zebraliśmy się i taksówką podjechaliśmy na stację metra Songkong Road, gdzie linia 2 metra zawozi nas na przystanek People’s Square. Cena przejazdu za osobę to 4 RMB (~2zł). W metrze około południa jest tłoczno, tylko wcześnie rano mieliśmy okazję usiąść, a tak to zawsze staliśmy w dużym ścisku. Wysiadamy z metra i wychodzimy na zewnątrz. Tutaj spotyka nas (jak się później okaże) niemiła niespodzianka. Trzy kobiety/dziewczyny proszą nas o zrobienie im wspólnego zdjęcia ich iPhonem, po czym rozpoczynają płynną, jak na mieszkańców Chin rozmowę po angielsku. Podpowiadają co warto zobaczyć i gdzie się wybrać po czym sugerują, żebyśmy poszli z nimi na festiwal herbaty, który właśnie odbywa się w Szanghaju. Wtedy jeszcze nic nie sugerowało oszustwa, więc poszliśmy razem, przez całą drogę rozmawiając o różnych ciekawostkach dotyczących Chin czy Polski. Doszliśmy do małego pomieszczenia, gdzie usiedliśmy przy wspólnym stole i podano nam 6 różnych herbat w filiżankach wielkości naparstka (dosłownie dwa łyki). Kiedy napotkane „przypadkiem” przez nas panie zaczęły zbyt dużo wiedzieć o herbatach i pewnie opowiadać o ich zastosowanie zorientowałem się, że wpadliśmy w zasadzkę. Nawet nie specjalnie piłem już podawane herbaty, jednak to już nic nie mogło zmienić. Na koniec dostaliśmy (cała piątka) rachunek po 156 RMB za degustację, który można było oczywiście zbić kupując herbaty od naciągaczy. Panie udając klientki zapłaciły ochoczo za siebie. Ja zdecydowanie odmówiłem płacenia. Kiedy zrobiło się nerwowo poprosiłem o wezwanie policji, ale nikt nie był ochoczy do dzwonienia, a ja nie znałem numeru. W końcu zaproponowali nam „przemiłe panie”, że zapłacą za nas część rachunku, a my dołożymy „zaledwie” 100 RMB. Ponownie nie zgodziłem się na to. Żeby już nie tracić czasu powiedziałem, że zapłacę maksymalnie 50 RMB, ale muszę iść do bankomatu. Udało się opuścić lokal, gdzie wszyscy mieli podniesiony głos, a wręcz krzyczeli. Otoczono nas i prowadzono do bankomatu (oczywiście miałem pieniądze i nie miałem zamiaru ich wypłacać). Kiedy weszliśmy do budki to wyjąłem drobniakami 50 RMB i wręczyłem „szefowej grupy”, a ta powiedziała, że ją oszukałem bo bankomat nie daje takich nominałów (wow!). Najmłodsza towarzyszka zdążyła jeszcze opluć Kasi kurtkę z tyłu, ale nie było sensu reagować na tego typu zaczepki i odeszliśmy w stronę The Bund.









    Nasz hotel

    Spacerowaliśmy nabrzeżem podziwiając świetnie widoczne tego dnia wieżowce. Doszliśmy w końcu do parku w którym kolejna para poprosiła nas o zrobienie sobie zdjęcia i rozpoczęła konwersację. Tym razem ona przyjechała do niego na wakacje i zaproponowali nam pójście wspólnie na jakiś pokaz. Odmówiliśmy jak najszybciej i skierowaliśmy się w stronę ogrodów Yuyuan Garden. Wstęp kosztuje tutaj 30 RMB. Będą w Szanghaju wydaje się, że warto tam pospacerować i pooglądać typowe dla tego regionu rośliny. Po wyjściu udaliśmy się do jednej z jadłodajni, gdzie bierze się tackę i nakłada na co ma się ochotę. Wybór jest bardzo duży, a większość potraw wygląda zachęcająco. Zdecydowaliśmy się na trzy różne dania, które widoczne są na zdjęciu. Jednak do teraz nie wiemy czemu dwa z nich zostały na rachunku policzone podwójnie, przez co za całość zapłaciliśmy 119 RMB, zamiast ok. 70 RMB.














    Co Wam to przypomina ?





    Dalej przeszliśmy biednymi uliczkami z powrotem na Bund i udaliśmy się na stację metra. Powrót do hotelu zajął nam trochę ponad godzinę. Przyszedł czas, żeby się spakować i pójść wcześnie spać. Jutro rano lot do Hong Kongu.


    Na The Bund bawią się wszyscy


    Przypomina otwieracz

    Więcej fotek na blogu:
    http://explore-world.you2.pl/szanghaj-miasto-kontrastow/
    filkuz, tartal, Wamo and 4 others like this.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

  19. #19

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Jesteście jeszcze w SH? Jeśli tak, odwiedzcie China Pavilon z Expo! Jest super!

  20. #20
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie


    Polecamy

    Już nie jesteśmy w Szanghaju, ale wracamy tam za 10 dni
    Dalsza część relacji:

    Dzień zmiany hotelu i miejsca pobytu. Takich dni będzie dużo, bo trudno mi wysiedzieć długo w jednym miejscu, dlatego podczas planowania wyjazdów staram się odpowiednio rozdysponować posiadany czas.
    Wstajemy punktualnie o 5 rano i pakujemy ostatnie rzeczy, po czym oddajemy karty od pokoju w recepcji i zamawiamy taksówkę na stację metra Songkong Road. Tylko pani z recepcji mówi po angielsku, przez co musi się osobiście pofatygować do taksówkarza, żeby przetłumaczyć mu nasz cel przejazdu. Dalej kupujemy bilety na metro po 5 RMB i jedziemy aż 15 przystanków do stacji, gdzie przesiądziemy się na najszybszy pociąg świata – Maglev, który osiąga prędkość ponad 430 km/h. Bilet przejazdu w jedną stronę kosztuje 50 RMB, a pokonanie 30 km do portu lotniczego zajmuje mu mniej niż 10 minut.


    Salonik na lotnisku w Szanghaju

    Nasz kurs odbywał się, że stałą prędkością 301 km/h. Następnie przeszliśmy do terminalu 1 i odstaliśmy około 30 minut w kolejce do check in, żeby odebrać karty pokładowe na lot do Hong Kongu. Wybrane wcześniej miejsca 35KJ zgadzają się, więc przechodzimy kontrolę imigracyjną i bagażową, po czym rozpoczynamy poszukiwania saloniku. Okazuje się, że dostępne w tym budynku są gate’y 23-29 i 16, a według informacji na telefonie Lounge First Class znajduje się pod numerem 37. Wygląda na to, że tym razem nie uda się komfortowo poczekać na lot. Jednak idąc w stronę swojej bramki nagle widzimy po prawej stronie numerek 37 (w ogóle nie wiadomo czemu), co sprawia, że możemy zjeść śniadanie i napić się chińskiej herbaty. Wygodne fotele, mało ludzi i sprawna obsługa. Zdecydowanie jeden z lepszych saloników podczas tej podróży.
    30 minut przed planowanym odlotem idziemy kolejne może 200 metrów pod bramkę, gdzie okazuje się, że nasz wylot jest opóźniony i boarding zacznie się dopiero o 10:20 (zamiast 9:30). Czekamy pod gatem. Niestety następuje kolejne opóźnienie już w samolocie, bowiem jest problem z jednym dzieckiem, które cały czas krzyczy, dusi się itp. Matka waha się czy lecieć, ale w końcu ruszamy z prawie 2h opóźnieniem. W czasie lotu wypełniamy karty imigracyjne, które w tym przypadku rozdawane są już na samym początku rejsu, a nie tak jak w przypadku lotu do Szanghaju dopiero na końcu.

    Jedzenie podczas rejsu do Hong Kongu
    Dalej dostajemy słone orzeszki i napoje. Jak myślimy, że na tym koniec serwisu, to obsługa zaczyna podawać śniadanie. Do wyboru omlet lub ryba z makaronem. Wybieram to drugie i jest to świetny wybór. W komplecie arbuz, bułka z parówką (taki hot-dog w cieście francuskim bez ketchupu) i jogurt naturalny.
    Przylot znacząco się opóźnia i dopiero o 13:55 samolot dotyka płyty lotniska. Następnie czekamy 10 min, bo obsługa nie może poradzić sobie z otwarciem drzwi. Później już tylko przejście z rękawa do autobusy i przejazd do hali przylotów. Wbicie pieczątki trwa dosłownie 2 minuty i już można udać się na pociąg do miasta. Airport Express jedzie 24 minuty, ale kosztuje aż 50 złotych od osoby, jego plusem jest jednak to, że ze stacji oferuje darmowy transfer do hotelu. Skorzystaliśmy z tego, żeby nie tracić więcej czasu.
    Po przyjeździe do hotelu Holiday Inn Express Hong Kong Soho, który w najniższej stawce kosztuje 350 złotych (z cen jakie obserwowałem) jesteśmy profesjonalnie obsłużeni, a także dostajemy w ramach przynależenia do klubu IHG prezent w postaci dwóch napojów. Dostaliśmy świetny pokój na 38 piętrze z pięknym widokiem na Hong Kong – robi wrażenie.






    Zbieramy się i ruszamy w kierunku Hong Kong Park, który jest ok. 1,5 km od hotelu. Obejmuje on ogrody, szklarnie, muzea, galerie, ptaszarnie, place zabaw, sztuczne jeziora i wodospady. Wszystko to otoczone jest murem drapaczy chmur i potężnymi górami. Kolejnym punktem, który zaplanowaliśmy na dzisiaj jest Victoria Peak, czyli najlepsze miejsce na podziwiania wieżowców w mieście. Wjeżdża się tam takim starą kolejką za 40 HKG w dwie strony lub 80 HKG z wejściem na platformę widokową. Wybieramy opcję numer dwa. Stojąc w kolejce możemy podziwiać ekspozycję galerii historycznego tramwaju. Kolejka której czerwone wagoniki bardziej przypominają tramwaj, kursuje codziennie od 7 do 24. Pokonuje trasę 1365 m pod kątem dochodzącym do 27 stopni nachylenia. Sama jazda na szczyt już jest bardzo ekscytująca. Pojazd sprawnie wspina się po stromiźnie. Patrząc przez okno na mijane budynki ma się złudzenie że stoją pochyło.










    Po przyjeździe na Victoria Peak i przejściu przez centrum handlowe na taras naszym oczom ukazuje się niesamowita panorama miasta. Szczególnie warto przyjść tu wieczorem kiedy wszystkie budynki są podświetlone. My byliśmy jak było jeszcze jasno (ok. 17) i wtedy udało nam się zobaczyć część wieżowców, później jednak wraz z nadejściem zmierzchu przyszła mgła i zaczęło padać przez co nie zobaczyliśmy tego co wcześniej budziło nasz podziw, kiedy czytaliśmy inne relacje. Wracamy do budynku napić się kawy. Czekaliśmy ponad godzinę na poprawę pogody, ale bezskutecznie. Wróciliśmy do hotelu przed godziną 20:30. Tego dnia chyba dopadł nas jet lag, bowiem pomimo spania ostatniej nocy niecałych 7 godzin to dzisiaj normalnie funkcjonowaliśmy do 3 rano i nadal nie chciało nam się spać.




    Wiecej fotek na: Hong Kong – do Chin niepodobny
    Wamo, szczurwa, Machoni and 5 others like this.
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •