Pokaż wyniki od 1 do 6 z 6
Like Tree26Likes
  • 12 Post By jrk011
  • 2 Post By jrk011
  • 7 Post By jrk011
  • 5 Post By jrk011

Wątek: Obrzezem Pacyfiku

  1. #1

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie Obrzezem Pacyfiku


    Polecamy

    Tak konkretnie, z Florydy do Tajlandii i z powrotem przy pomocy American Airlines.

    Najpierw trzeba doleciec z mojej wsi do Miami. Sluzy temu maszyna typu Embraer 145, nie warta zdjec. Ale tego akurat dnia (ostatni dzien pazdziernika) pogoda dopisala i mialem ladne widoczki na Floryde, wiec chce sie nimi tutaj podzielic.

    Tutaj nadlatujemy nad Tampe. Ladnie widac lotnisko cywilne (TPA, po lewej stronie) oraz wojskowe w bazie McDill (po prawej):




    Tutaj zas zblizenie lotniska cywilnego:



    I zblizenie McDill:



    Dalej trasa wiedzie nad Ft. Myers, gdzie mamy nastepne lotnisko (RSW):




    A tu juz zblizamy sie do Miami: wyrobiska po fosfatach i koralowym piasku na obrzezach miasta o charakterystycznym zielonym kolorze wody:



    Wyrobiska sie koncza, zaczyna aglomeracja miejska:




    Kolejne lotnisko na dalszym planie: Ft. Lauderdale (FLL). Widac tez dlaczego Floryda uwazana jest za raj dla golfiarzy.



    Juz jestemy blisko brzegu Atlantyku:


    Coraz blizej wybrzeza. Po prawej stronie zaczyna sie Miami Beach:




    Widok na Miami Beach w kierunku polnocnym:



    I po zwrocie o 180 stopni, w kierunku poludniowym. Pod slonce, wiec jakosc zdjec nieco gorsza:



    Znizamy sie nad Miami Beach; w oddali Key Biscayne:



    A tutaj ladnie widac terminal dla statkow pasazerskich:



    I coraz lepiej widac srodmiescie Miami:




    Przelatujemy prawie nad samym srodmiesciem miasta:



    I juz jestemy prawie na lotnisku. Ponizej stacja kolei dojazdowej Metrorail i duze centrum wynajmu samochodow:



    Jeszcze tylko centrum obslugi technicznej American Airlines:



    I juz jestemy na ziemi.

    Nastepny lot, wbrew tytulowi obrzezem Atlantyku, 2 godziny z malym hakiem z Miami do Bostonu na pokladzie B737-800 nie byl wart zdjec. Spora zreszta jego czesc udalo mi sie przespac.

    Nastepna czesc, Boston - Narita przy czynnej pomocy Japan Airlines, nastapi.

    jrk
    Ostatnio edytowane przez Gabec ; 24-11-2014 o 09:37
    tartal, maciass, Darecki and 9 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie Obrzezem Pacyfiku cz. II.

    Dzis czesc II, bardziej przystajaca do tytulu. Boston/Logan do Tokio/Narita na pokladzie B787-800 Japan Airlines.

    Najpierw trasa lotu: wielki krag wiedzie nad Zatoka Hudsona, polnoca Kanady, na polnoc od Alaski, potem nad Czukotka i Kamczatka. Zapowiedziany czas lotu: 13 godzin.



    To moj pierwszy lot Dreamlinerem, wiec czas rozejrzec sie po kabinie. Co mi sie spodobalo w wersji JAL, to rozklad 8 siedzen w rzedzie (LOT ma ich 9). Mimo, ze rozstep miedzy rzedami jest standardowy (31-32 cale), dawalo sie usiasc wygodnie i nawet przespac. Poza tym klasa ekonomiczna z 144 miejscami (biznes ma ich 42) jest podzielona na dwie kabiny, co daje nastroj dosc kameralny. Wole to niz leciec w srodku wielkiej stodoly.

    Poza tym te nowe, rewolucyjne rzekomo rozwiazania Dreamlinera wygladaja bardziej na trick marketingowy niz co innego. Oswietlenie kabiny przyjemne ale nic uderzajacego, halas silnikow podobny jak w innych samolotach, a elektrycznie przyciemniane okna to nieporozumienie. Pelne slonce i tak wpada do kabiny, tyle ze na zielono i jesli swieci po oczach, nie daje spac.



    Czas na rozdawanie goracych serwetek:



    Kilka slow o stewkach: nasza kabine obslugiwaly dwie i obie uwijaly sie jak mroweczki. Ta powyzej sprawiala wrazenie dosc rutynowej, choc byla super sprawna i uprzejma. Moja faworytka byla ta co nizej:



    A tutaj obie w akcji jednoczesnie:




    Czas na obiad. Przystawki byly bardzo dobre, glowne danie takie sobie. Wino na szczescie francuskie, nie japonskie. Miso soup podana byla w kubku od Coca-Coli.



    Po posilku poprosilem o koniak (podawany przez JAL gratis) i, jak przystalo na te linie lotnicza, uderzylem w kimono. Bardzo dobrze mi sie spalo, bo po obudzeniu zobaczylem taka mape lotu. Lecielismy duzo nizej niz w planie i ominelismy przestrzen powietrzna Rosji. Tak na wszelki wypadek?




    Czas sie zbierac do ladowania. 13 godzin lotu przelecialo calkiem dobrze. A zaraz potem nastepne 6 godzin z Narity do Bangkoku. Rowniez JAL, ale B767. Nie tak wygodny jak 787 i dokumentnie zapchany, w duzej czesci bardzo licznymi rodzinami rosyjskimi. Zdjec juz nie robilem.

    jrk

    Cz. III: Low-costami po Tajlandii nastapi.
    1x2lupus and bronski like this.

  3. #3

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Cz. III: Low-costami po Tajlandii.

    Idziemy za ciosem, skoro weekend i w dodatku deszczowy weekend.

    Low-costow byly trzy:

    - Air Asia;
    - Bangkok Air;
    - Thai Smile.

    Wszystkie trzy lataja Airbusami 319 i 320. Turbopropow coraz mniej; mnie udalo sie zadnym nie leciec.

    Zaczynamy od Air Asia. Linia ta, skadinad calkiem (w moim doswiadczeniu) porzadna i na ktorej mozna polegac, zachowuje sie jak prawdziwy low-cost i nie oferuje na pokladzie nic poza usmiechem personelu naziemnego i stewardess. Zacznijmy od personelu naziemnego, odprawa na Dong Muan w Bangkoku:

    Mina wprawdzie nader skupiona, ale mimo sztucznych rzes ujdzie:



    Sily zostaly wzmocnione o kolezanke:



    A tutaj juz na pokladzie A320 na trasie DMK-CEI (Chiang Rai):



    Moze sie obroci? Obrocila sie:




    Krotki odcinek Chiang-Rai -- Chiang Mai przebylismy autobusem (3 godziny drogi, bardzo wygodnie). Nastepny odcinek to CNX - BKK - KBV (Krabi) na pokladzie Bangkok Airways. Tutaj zaloga pokladowa na pierwszym odcinku, A320 CNX-BKK:




    Mundurki niebieskie, pasujace do wystroju wnetrza samolotu, makijaz takoz, jak rowniez pewnie dla odroznienia od konkurencji:



    Bangkok Air, mimo ze low-cost, serwuje na swoich pokladach posilki. Ten moze nie wyglada zbyt imponujaco, ale byl zaskakujaco smaczny:



    Tutaj wyladowujemy sie z Airbusa w Bangkoku:



    Bangkok Air nie tylko ze karmi, ale utrzymuje lounges z dostepem dla kazdego pasazera, nawet tego z klasy ekonomicznej. Tzn. sa dwa rodzaje lounges, jedne dla takich jak my, a drugie dla biznes klasy, z alkoholem itp. Ale nawet te pierwsze sa bardzo bardzo sympatyczne jako alternatywa dla zwyklej poczekalni. W miedzyczasie wolaja juz nas na drugi lot, BKK-KBV. Tym razem przez rekaw, a zaloga pokladowa wyglada tak:




    Wiele stewek Bangkok Air nosi spodnie, ale i w spodniach im ladnie:



    Posilek w czasie drugiego lotu rowniez byl, a jakze: ryba z ryzem i warzywami. Znakomita!



    I jak tu nie kochac Bangkok Air?

    Po 4 dniach urlopu spedzonego na Koh Lanta, pora wracac. Lotnisko w Krabi daje nam okazje do przegladu co wazniejszych low-costow latajacych do i po Tajlandii. Na poczatek nieszczesne Malaysian Airlines:



    Mozna zwrocic uwage na ekipe sprzatajaca samoot: ostatni pasazerowie opuszczaja poklad, a oni juz gotowi do akcji. I na dany sygnal wszyscy do roboty:



    Wiecej widoczkow z Krabi: Bangkok Air, taki sam, a moze ten sam, co nas tu przywiozl. Ale my dzis lecimy konkurencja.



    A co to za zwierz ten Tiger? Namnozylo ich sie...



    O Boeingach New Generation slyszalem, nawet latalem takimi, ale o New Gen Airways jeszcze nie. Po znakach mozna sadzic, ze to Chiny, ale rejestracja w Tajlandii:



    Nie bylo jeszcze samolotu Air Asia, wiec mamy tutaj przyklad. Ich sloganem jest "Now everyone can fly!". W istocie ceny wszystkie trzy linie maja takie same, o ile konkuruja na tych samych trasach.



    A, nawinal sie jeszcze Nok Air, ale nimi nie lecialem:



    Pora rozejrzec sie po poczekalni na lotnisku w Krabi. Publika, jak widac, mieszana:



    W jednym ze sklepow taki obrazek. W USA nazywa sie to "Bring your son/daughter to work day."



    Wlasnie przylecial samolot, ktory nas zabierze do Bangkoku, firmy Thai Smile:



    Smile jest low-costem nalezacym do Thai Airlines, ktore musza bardzo cierpiec z powodu konkurencji. W US wszystkie takie pomysly, np. Ted albo Song, padly jak dlugie. Ciekawe, czy Thai sie uda.



    Personel Thai Smile ma mundurki pomaranczowe, znowu pewnie dla odroznienia od konkurencji jak rowniez od wlasciwych Tahi Airways:



    Instrukcja poslugiwania sie pasem bezpieczenstwa, z tajskim usmiechem:



    Pora na posilek. Podawany w takiej gustownej torebeczce:



    Snack skromniejszy niz a Bangkok Air, ale zawsze lepszy niz w Air Asia, czyli zaden. Ciasteczko z gatunku zwanego w US "Danish" czyli dunskim, zadziwiajaco smaczne. Tak w ogole, to rozmaite europejskie wypieki w Tajlandi byly zaskakujaco dobre. Dlaczego nie udaje sie ta sztuka Amerykanom?



    Ostatni widok na Morze Andamanskie i rozliczne skaliste wysepki na nim:



    Posumowujac te czesc podrozy: latanie po Tajlandii low-costami to sama przyjemnosc. Super-sympatyczny i uczynny personel (nie tylko zreszta plci zenskiej, jak mozna by sie mylnie domyslec z moich zdjec; jakos mezczyzni nie wchodzili mi w kadr ), loty o czasie, serwowane nawet na krotkich lotach posilki (poza Air Asia), niewysokie ceny (kazdy z segmentow jak wyzej ok. US $50.00). Samoloty nowe jak spod igly, bardzo profesjonalnie obslugiwane, nic ze zjawiska "luz-blues" znanego z krajow osciennych. Naprawde do niczego sie nie mozna przyczepic nawet gdyby sie chcialo.

    Czesc IV, czyli powrot do US niechybnie nastapi. O, tam to sie przyczepic bedzie mozna.

    jrk
    Machoni, mastah, tartal and 4 others like this.

  4. #4

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Cz. IV i ostatnia: BKK-HKG-DFW-TLH

    Wiadomo, ze wszystko co dobre musi sie skonczyc, wiec pora wracac. Na poczatek czeka nas lot na pokladzie A340 Cathay Pacific z Bagkoku do Hongkongu:



    Samolot juz czeka:



    Ekipa sprzataczy Cathayu odbywa jeszcze konferencje w cieniu skrzydla samolotu:



    Przy sasiednim rekawie stoi B767 JALu, taki sam (albo ten sam), co nas dowiozl do Bangkoku dwa tygodnie wczesniej:




    Nieco dalej stoi B777 Thai Air, jeden z kilkudziesieciu, ktorymi dysponuje ta firma (i lata nimi nawet na liniach wewnetrznych):



    A tu wlasnie wyladowal Aeroflot chyba z Moskwy:



    Zebysmy nie zapomnieli, gdzie jestesmy:



    A330 z Singapuru:



    Pora na wylot. Trasa lotu:



    Rozgladajac sie po kabinie:



    Stewardessy Cathay Pacific: ladne, ale jest to rodzaj zimnej urody, bez usmiechu i zyczliwosci:



    Ich sprawnosc tez jest watpliwa: tacki po posilku pozostaly niezebrane przez dobra godzine, prawie do rozpoczecia znizania. Czy jest to sposob na to, zeby pasazerowie nie wloczyli sie po kabinie? Gdy poprosilem o rzecz, ktorej akurat nie miala na wozku, obiecala przyniesc pozniej i nie przyniosla. Tak w ogole nie mam szczescia do Cathaya, podobno jednej z najlepszych linii na swiecie. Moje doswiadczenia sa z ta opinia sprzeczne: bardzo przecietna firma.



    SKoro mowa o posilku:




    Z mapy wynika, ze jestesmy na wyspa Hainan. I rzeczywiscie:



    Z Hainanu do Hongkongu juz niedaleko. Pierwsze wysepki u wybrzeza Chin, gdzies w poblizu Makao:



    Sadzac z widokow z powietrza, musi tam byc bardzo ladnie.



    Im blizej celu, tym wiecej mrowkowcow:



    I juz ladujemy:



    W Hongkonku szybka przesiadka na czekajacy juz B777-300ER American Airlines, ktorzy zabierze nas non-stop do Dallas-Fort Worth. Podobno jest to osmy co do dlugosci lot na swiecie: 14h50min. Startujemy o czasie. Trasa lotu (przepraszam za nieostre zdjecie, aparat nie chcial sie skupic na ekranie):



    Kapitan jednak zapowiedzial, ze przy sprzyjajacym wietrze mozemy byc w Dallas o godzine wczesniej. Great!

    Posilek serwowany przez AA, nawet niezly bo catering byl z Hongkongu:



    I tu sie niestety przyjemnosci skonczyly. Zaraz po zrobieniu powyzszego zdjecia zostalem zrugany od gory do dolu przez dwojke stewardow za robienie zdjec personelowi pokladowemu. Zrobilo sie bardzo nieprzyjemnie. Podobno AA zabrania. W dawnych czasach, w ZSRR w takich okolicznosciach wyciagano z aparatu klisze i przeswietlano ja. Tym razem myslalem, ze bede musial oddac im karte magnetyczna. Ale i tak zrobilem jedno zdjecie, ukradkiem. Poniekad wyjasnia ono czesciowo przynajmniej sprawe:



    Zeby bylo jeszcze ciekawiej, samolot wystartowal z zepsutym systemem IFE i nie bylo nic, doslownie nic, do roboty podczas calego lotu, poza spaniem. Ale AA upchal w tych nowych 777 10 siedzen w rzedzie, wiec przejscia sa smiesznie waskie. Co bardziej delikatni stewardzi oglaszaja "watch your elbows!" gdy ida z wozkiem. Ci mniej delikatni pra naprzod bez slowa. Siedzialem wlasnie przy przejsciu; nie bylo sily zeby mnie ktos przechodzacy nie potracil w lokiec. A mimo to udalo mi sie przespac okolo 1/3 lotu, co uwazam za osobiste osiagniecie. Ostatnia mapa, jaka widzialem przed zasnieciem to ta:



    Lecielismy wiec na duzo nizszej szerokosci geograficznej niz wynikalo z wielkiego kregu, niemal w polowie miedzy Alaska i Hawajami, zapewne z powodu wiatru. I rzeczywiscie, bylismy w Dallas poltorej godziny przed rozkladem, 13h20min zamiast 14h50min. To byla najlepsza wiadomosc dnia. No, moze jeszcze email od AA nastepnego dnia, w ktorym oferowali 10 tys mil jako otarcie lez po niedzialajacym IFE.

    I to by bylo na tyle. Nastepny wypad i byc moze reportaz za miesiac.

    jrk
    tartal, Machoni, Darecki and 2 others like this.

  5. #5

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Gratulacje. Bardzo ładne zdjęcia i to nie tylko personelu

  6. #6

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez shiver Zobacz posta
    Gratulacje. Bardzo ładne zdjęcia i to nie tylko personelu
    Dzieki. Jesli ktos chce poogladac zdejcia nie-lotnicze, to na zyczenie, trzy albumy w przygotowaniu.

    jrk


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •