Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 51
Like Tree67Likes

Wątek: Jukatan na Boże Narodzenie

  1. #1

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie Jukatan na Boże Narodzenie


    Polecamy

    Najlepiej zacząć byłoby od stwierdzenia, że mnie, starą wygę, nie wiem jakim sposobem szanowany i znany kolega Gabec podpuścił, żeby pisać coś o Meksyku. Jakby znał szczegóły, toby dał za wygraną i sam coś napisał, ale nie. Pracuje.
    Meksyk był zaplanowany rodzinnie, z dziećmi, z TUI. Wyjechaliśmy z domu 19 grudnia. Ja rekord wagi walizki: mam buty na Boże Narodzenie, buty na Sylwestra, buty na piramidy, klapki dzienne i wieczorowe, klapki na obcasach, sandały dzienne, buty na rafę, gumowe buty do płetw i postanawiam lecieć w cienkich kozakach. Torebki do kompletu też są mi niezbędne, bo na plażę nie pasują te, co na wieczór i ani te na zwiedzanie. Do tych butów i torebek mam kreacje różne (znaczy Kapitanie, i kuse i długie bo decyzja za trudna), plus biorę skrzydło, piankę, oktopusa do podręcznego, uprawnienia (już tam Gabec wie), nową książkę Balcerowicza, podręczne omówienie ustawy o zamówieniach publicznych (ma ok 700 stron) i historię polski Michała Bobrzyńskiego.
    I jadę jak ten Nomad na spotkanie przygody, a że do nowoczesnych samochodów walizy na trzy tygodnie nie wchodzą, to biorę najstarszą Toyotę, bo ma dwa akumulatory (wiem, dwa u ma być w tym arcydziwnym wyrazie). Na lotnisku spotkanie z kolegą Lelkiem.
    Lelek to jest przesympatyczny duch lotniska. Dobry duch, łącznik forum ze światem żywych. Zamiast się boardować ja palę i się cieszę spotkaniem, Lelek nas oprowadza i efekt jest taki, że wchodzimy na końcu. Spokojnie, ale samolot prawie pełny, zaraz dobiją spóźnialscy i będzie wszystko zajęte do ostatniego miejsca. Lecimy historią lotnictwa, 767 Arkefly, miejsca 04H, 04G, 05H i 05G. Planowany start 11,20.
    Jedzenie jest takie sobie, fotele też, ale miejsca jest dużo i ogłaszają, że z powodu zbliżających się świat nie będą pobierali od economy opłaty 5 euro za filmy.
    Jedzenie: spahetti z grzybami. Wygląda żle, smakuje dobrze, wino też jest ok. Na deser ciastko, na przystawkę grilowane warzywa.
    Potem jest obiad:


    A na deser szaszłyk owocowy


    Co mnie mało interesuje, bo mam dość ogłoszeń o niepaleniu (złośliwcy pastwią się raz po raz) oraz reisefieber reszty i idę spać. Załoga kokpitowa miła, robią sobie zdjęcia z dziećmi, stewardesy doświadczone w opanowywaniu towarzystwa rozbrykanego bliskością plaż wystawiają wózek z napojami bez alko i też znikają.
    Lecimy nad Grenlandią, a potem w okolicach Nowego Jorku, ale jak mnie obudzili, to okazało się, że źle siedzę i Nowy Jork po drugiej stronie Coś widzę przez mróz, rozległe, z wieżowcami nad rzeką, ale nie rozpoznaję, co.




    Potem przecinamy Florydę - PA42 pewnie w pracy, bo jest lekko po południu
    Na koniec lądowanie w Cancun i do hotelu. A w hotelu, jak wiadomo, są zwyczaje utarte... W każdym razie oprócz teatrów, kina i występów i bansoletki była między bungalowami dzungla, a w niej były hotelowe cenoty, ostronosy, papugi, małpy, prekolumbijskie bezwłose psy i roślinożerne świnki:




    Jak się potem okazało, ostronosy wykradały jedzenie, serek w folii też nie stanowił przeszkody a karmienie bananami miały w meksykańskiej życi:

    Nawet hotelowa cenota jest piękna, z żówiami:



    Parę dni w hotelu i ruszamy taksówką do Xcaret, bo to blisko. Mieszkamy koło Playa del Carmen, tam się można kręcić po wybrzeżu publicznymi autobusami, jest spokojnie. Wokół wielkie kompleksy hotelowe, jest i Riu, Hard Rock Hotel. Komercha, tak jak i Xcaret ale świetnie zrobiona. Xcaret to są stare ruiny, wokół których grupka Meksykanów wykupiła grunty i stworzyła naturalny park rozrywki. Dostaje się bransoletkę i można hasać po hektarach, są woliery z ptakami, z motylami, są cenoty z żółwiami, manatami, plaża z zamkniętą przestrzenią gdzie pływa się z płaszkami, albo delfinami, albo opala. Idziemy na spływ rzeką ( nie mam z Xcaret własnych zdjęć). Jest wioska Majańska, kościół św Franciszka, cmentarz, wyspa z pumą.


    Wybieramy spływ rodzinny rzeką, potem obiad, potem wywalam towarzystwo na pływanie z delfinami ( są oswojone i podpływają pod stopy, żeby wyrzucić zawodnika albo zawodniczkę w górę) - a sama płynę na snorkeling na rafę z żółwiami. Żółwie są, jak stodoły. Wieczorem idziemy na występy do teatru.
    Świetne to jest, widzowie palą tysiące lampek i zaczyna się część pierwsza, Majowie grają w pelotę (znowu nie mam własnych zdjęć), więc cudze dla pokazania bajkowości chwili:



    Potem historia Meksyku przed konkwistą, przybycie Hiszpanów, na scenę wchodzą konie, uzbrojeni jeźdźcy i zaczyna się walka, zakończona ukazaniem się Nuestry Seniory de Guadalupe.
    KubaB, Marcos, otul72 and 14 others like this.

  2. #2
    ModTeam
    Awatar STYRO

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPRZ/RZE

    Domyślnie

    Zapowiada sie ciekawie. Czekam na dalsza część!
    Pozdrawiam
    STYRO

    LOS SUAVES - już nie pójdę na taki koncert ...

  3. #3

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Pomysł z wycieczką udo Xcaret był dobry, bo pokazują w trakcie nocnego show w teatrze wiele obyczajów majańskich, co potem ułatwia zrozumienie tego, co się widzi na stanowiskach archeologicznych, do czego budowle Majom służyły. Resztę dopowiedział najfajniejszy przewodnik, jakiego w życiu spotkałam: Jacek Daszyński, który mieszka na stale w Playa del Carmen. Do p. Jacka jeszcze wrócę.

    Co do gry w pelotę, pok-ta-pok: grało się udami, ramionami, korpusem, ale nie wolno było dotknąć piłki głową, ręką, nogą. Piłka była prawdopodobnie z prymitywnej gumy, bardzo ciężka a w środku mogła mieć zatopioną głowę jakiegoś ważnego przeciwnika, którego pozbawiono życia. Grano więc w ochraniaczach, ale też w rytualnym stroju, ozdobach na głowie z piórami - bo sama gra była rodzajem modlitwy, nigdy zaś sportem. Grano wiele godzin, w słońcu. Dla osiągnięcia właściwego rezultatu, dla wygranej przez prawdopodobnie dotknięcie obręczy lub przerzucenie piłki przez dziurę w kamiennej obręczy zawodnicy poświęcali się wyłącznie treningowi, właściwie był to więc rodzaj duchownych.
    Różnie piszą, ale grano w 7, bo to była Majów cyfra święta, a po grze przywódca poświęcał życie, zabijali go przegrani. Była to zaszczytna, honorowa śmierć, czaszkę wygranego kładziono potem na ołtarzu czaszek sławnych ludzi, bo poświęcił życie dla przebłagania bogów.
    Pelota w Xcaret


    Po Xcaret było Boże Narodzenie, zabraliśmy opłatek ze sobą. z dobrych rzeczy podali na kolację homary. Była wielka szopka w hallu hotelowym, choinki (sztuczne) i nasze gwiazdy betlejemskie. IW południe do dzieci przypłynął Mikołaj:


    Po Świętach, które Meksykanie obchodzą po swojemu, ale wystawnie pojechaliśmy na wycieczkę Valladolid- Coba- pływanie w cenocie.
    Valladolid to ładne postkolonialne miasteczko z domami podcieniowymi wokół placu, ze starym kościołem:

    W absydzie okrągły otwór, oświetlający przecięcie się ławy z transeptem daje niezwykły efekt ( co wyszło mi kiepsko, bo z nadmiaru bagażu wzięliśmy tylko kieszonkowy aparat. Zbrodnia, ale w noszeniu dużego aparatu nikt by mi nie pomógł, bo u mnie nikt nie lubi robić zdjęć)


    Pod arkadowymi dziedzińcami domów wokół rynku restauracje:



    Albo biblioteka:


    Miasteczko takie, że gdyby zza rogu wyjechał Zorro na koniu, a na balkony wyległyby piękne Juanity z wachlarzami, dzieci wcale by to nie zdziwiło. Zorro byłby tam na miejscu.
    Po centrum idziemy na miejscowy targ



    Kupuję ekstrakt z wanilii ( meksykańska nie jest tak sławna, jak ta z Madagaskaru, ale podobno dobra), papryczki w zalewie, cynamon, jakieś owoce. Indianki chcą częstować, podają do zjedzenia, do wąchania co mają na straganach, są to zwykle miłe, pomarszczone staruszki, sprzedające to, co hodowała ich wioska, więc żal nie kupić choćby owoców. Mają jakieś świeże owoce i warzywa po kilka, przyprawy suche, zielone majańskie lecznicze zioła, kolendrę, jajka. Czasami jakieś koszyki, przedmioty do odpędzania złych czarów albo złych snów, gliniane naczynia. Nie mają zaś do sprzedania żadnych produktów mlecznych, bo Indianie nie tolerują laktozy i nigdy nie trzymają krów. Nie leczą się u lekarzy i nadal rozmawiają ze sobą w swoim języku. W Meksyku jest 17 żywych, rozwiniętych języków. Majanki łatwo poznać po haftowanych w kolorowe kwiaty białych sukienkach:
    Olson, Michalwer, lelek7 and 2 others like this.

  4. #4
    Awatar Cruiser

    Dołączył
    Sep 2009

    Domyślnie

    Ja, oprócz leżenia brzuchem do góry w Moon Palace w Cancun, najmilej wspominam wyprawę Wranglerem do Rio Lagartos na Jukatanie. Z 3 letnim berbeciem na tylnym siedzeniu i nadchodzącym zmierzchem w środku "niczego" i półpustym bakiem..... Powrót w stronę Cancun laguną i weselem w środku jednej z wiosek...... Te flamingi w ilości tysięcy sztuk..... Tylko ci goście z karabinami na pick'upach trochę psuli atmosferę w miejscowościach po drodze.

    PS. Toyoty z dwoma akumulatorami to te najlepsze. ;-) Byle heavy duty... ;-)

    Pozdro
    Cruiser
    hypne and PM like this.

  5. #5

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Z Valladolid do Coby. Rozległe, wielkie ruiny tylko częściowo wydarte dżungli. Miasto powstało ok początku naszej ery, w rozkwicie zamieszkiwało je 50.000 ludzi, opuszczone po konkwiście. Gdy Cortez przybył do Meksyku najpierw wylądował w 1519 na pobliskiej wyspie Cozumel, a potem błyskawicznie opanował Jukatan, już w 1521 zdobył Tenochtitlan i w trzy lata Majowie z gospodarzy swojego kraju stali się niewolnikami, co doprowadziło do późniejszej walki kast.
    Po ruinach można jeździć wypożyczonym rowerem, a dla starszych lub mniej sprawnych są ryksze, co nie jest bez sensu, takie to miasto było rozległe, kilka dziesiątek hektarów. Wiele świątyń bogów deszczu, pomyślnych zbiorów, boisko do peloty i dobrze zachowana piramida, jedna z ostatnich, na którą turyści mogą jeszcze wchodzić.




    Tablica przy piramidzie Noh Mul, jest mniej więcej z okresu Biskupina.


    Sama piramida:


    Włazi się gęsiego, trawersem, trzymając się stopni przed sobą zupełnie po zwierzęcemu. Ludzie gapią się, przystają zmęczeni, niektórzy orientują się wysoko, że mają lęk przestrzeni. Schodzi trzymając liny, po jest naprawdę wysoki kąt i wąskie stopnie. Na górze nie ma gdzie się wcisnąć, nie ma barierek ale widok selvy wynagradza wszystko


    Na dole jesteśmy ugotowani z żaru, choć już popołudnie. Przy wyjściu kokosy:

    Jedziemy między wioskami do cenotu na kąpiel. Zaraz potem słodkowodne jezioro, nad którym stoi wieża, można zjechać na przeciwległy brzeg w uprzęży na linie.
    A nad jeziorem:

    W wioskach cmentarze. Zmarłego się najpierw grzebie normalnie w ziemi, a potem czeka w zależności od zwyczaju; np 3 lata na oczyszczenie jego duszy i polepszenie sytuacji w drodze do nieba. Po tym czasie wykopuje i składa jeszcze raz pod ścianą cmentarza z oznaczeniem na trumnie tego drugiego pochówku jako daty śmierci. Śmierć jest wszędzie w symbolu kościotrupa z wesołym wyrazem twarzy, oswojona, zabawna: na podkoszulkach, na plakatach, w przebraniach na zabawę i w postaci figurek trzymanych na domowych ołtarzach.


    I na deser cenota. Wchodzimy schodami do dziury w ziemi, a tam słodkowodny, chłodny raj. Woda filtruje przeciekając przez wapienie podziemnymi rzekami, a co jakiś czas tworzy pół-zamknięte albo otwarte zbiorniki, służące do dziś Majom jako rezerwuary wody pitnej, miejsce kultu i kąpieli. Na Jukatanie nie brakuje wody, ale brakuje powierzchniowych rzek, co jest, jest pod ziemią.


    lelek7, saturn5, Michalwer and 3 others like this.

  6. #6

    Dołączył
    Jan 2009
    Mieszka w
    KPRB

    Domyślnie

    już w 1521 zdobył Tenochtitlan i w trzy lata Majowie z gospodarzy swojego kraju stali się niewolnikami,
    Aby uzupelnic troche historie - Majowie byli oczywiscie jednymi z plemion tego rejonu i tak naprawde malo kto ich lubil, byli po prostu takimi 'imperialistami' na lokalna skale, do tego byli wyjatkowo krwawi. Cortez ze swoja miniaturowa armia by nic nie wskoral gdyby sie nie sprzymierzyl z wrogami Majow ktorzy przeczuwali ze ich koniec jest bliski jak imperium Majow bedzie istnialo.

  7. #7

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Majowie wierzyli, że poświęcenie prowadzi ku pewnemu dotarciu do bogów w celu ich ubłagania. Z tego powodu śmierć samobójczą, złożenie siebie w ofierze, śmierć przy narodzinach dziecka albo w walce uznawali za najbardziej chwalebny sposób odejścia ze społeczeństwa, bo oznaczający poświęcenie najcenniejszego, czyli życia dla dalszego dobrego życia i istnienia wspólnoty. Rytualnie zabijali jedną osobę, aby w zamian za krew słońce znowu wzeszło i poświęcającym się dla ludzi bywał ochotnik. Z tych samych przyczyn i królowie i królowe okaleczali swoje ciało, zebraną krew zbierano i palono, aby dym bogów przeprosił i uprosił łask. Obrzędy te były wysoce zrytualizowane, z określonym przebiegiem, zawołaniami, ubiorami.

    Majowie znali śpiew, narzędzia muzyczne, chętnie wyprawiali uczty i byli gościnni do tego stopnia, że przybysza należało zaprosić na wielodaniowy posiłek, upić, i przed odejściem obdarować i taka osoba nie była w żaden sposób zobowiązana do rewanżu.

    Ich cywilizacja oparta była na rolnictwie, wymieniano ziarna kukurydzy, dynie, fasole, ziarna kakaowca były pieniądzem. Polowali i uprawiali ziemię wspólnie. Ubierali się w ozdabiane i szyte przez kobiety przepaski, kapy, sandały, tatuowali ciało, zaplatali włosy i nosili rozliczne ozdoby. Zezowatych i z płaskimi czaszkami uważano za najpiękniejszych, więc poddawali się rozmaitym zabiegom zbliżającym wygląd do ideału, co w sumie jest podobne do noszenia gorsetów w XIX w.
    Dorobili się dokładnego kalendarza cywilnego i kościelnego które spotykały się raz na 52 lata, co było ich wiekiem. A także książek, rzeźb, ozdób, biżuterii, rozwiniętej struktury społecznej.
    Nie byli tak prymitywni, jak ich czasami spostrzegamy. Zbudowali około 40 miast na terenie dzisiejszego Jukatanu, Belize i Gwatemali. Utrzymywali porty, obserwatoria astronomiczne, drogi ceremonialne, świątynie. Największy rozwój przeżywali w okresie klasycznym, złotym, mniej więcej do 900 roku, było ich ok 2 mln (relatywnie b. dużo, co wymagało intensywnej uprawy ziemi i nadwyżek), potem, do najazdu ich kultura powoli chyli się ku upadkowi. Nadal żyje ich około 6-8 milionów.

  8. #8
    Awatar Olson

    Dołączył
    Nov 2012

    Domyślnie

    O jak miło, że piszesz relację. 29.01 lecę do Meksyku, do Cancun, mieszkać będę również w Playa del Carmen. i od kilku dni zastanawiam się czy na lotnisko zabrać ze sobą dwuakumulatorowego Landa czy białe BMW
    hypne likes this.
    Pozdrawiam, Ola

  9. #9

    Dołączył
    Jan 2009
    Mieszka w
    KPRB

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez hypne Zobacz posta
    Gdy Cortez przybył do Meksyku najpierw wylądował w 1519 na pobliskiej wyspie Cozumel, a potem błyskawicznie opanował Jukatan, już w 1521 zdobył Tenochtitlan i w trzy lata Majowie z gospodarzy swojego kraju stali się niewolnikami, co doprowadziło do późniejszej walki kast.
    Hypne - przepraszam za moj komentarz u gory, on dotyczyl oczywiscie Aztekow i walke Corteza z ich cywilizacja. Ale ty sie troche przyczynilesz do tego nieporozumienia bo w tym samym zdaniu wymieniles Majow i Tenochtitlan, jedno z drugim nie ma nic wspolnego, to przeciez byla stolica Aztecow, nie Majow. A koniec kultury Majow jest ciagle zagadka (sa tylko teorie) i Cortez nie mial z tym nic wspolnego (przynajmniej wedlug historykow). A wiec totalne pomieszanie z poplataniem.

    Cytat Zamieszczone przez Olson Zobacz posta
    mieszkać będę również w Playa del Carmen
    Fajne miejsce.

  10. #10

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Olson Zobacz posta
    O jak miło, że piszesz relację. 29.01 lecę do Meksyku, do Cancun, mieszkać będę również w Playa del Carmen. i od kilku dni zastanawiam się czy na lotnisko zabrać ze sobą dwuakumulatorowego Landa czy białe BMW
    a o której masz ten lot ? Tak się składa, że ja mam szansę lecieć 29.01 do PEK, może byśmy małe spotkanie forumowe w WAW zrobili ?
    hypne and PM like this.

  11. #11

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Cruiser Zobacz posta
    Toyoty z dwoma akumulatorami to te najlepsze.
    Powinnam grata sprzedać, ale raz, że przyzwyczajenie drugą naturą, a drugie, że taki dodatkowy samochód terenowy się przydaje, to do zakupów, to na góry, na walizki. Raz do roku służy na wakacje bożonarodzeniowe, bo skoro od lat wtedy nie ma w Polsce śniegu to wydaje nam się, że żal przesiedzieć dwa tygodnie a i w firmach, nie ma co się oszukiwać, wielkiej wydajności wtedy nie ma, opłatki, śledziki i wymiana flaszek oraz kalendarzy

    Cytat Zamieszczone przez N077GL Zobacz posta
    A koniec kultury Majow jest ciagle zagadka (sa tylko teorie) i Cortez nie mial z tym nic wspolnego (przynajmniej wedlug historykow). A wiec totalne pomieszanie z poplataniem.
    Majowie to żyjący ciągle naród składający się z wielu ludów, posługujący się własnym pismem i językiem, kultywujący własne obyczaje, sposób życia, hodowli roślin, zwierząt, jedzenie, pieśni i ubiór. Nie można powiedzieć, że nastąpił koniec ich kultury, bo ciągle są.

    Podobnie do Majów ludy języka Nauatl, w tym Aztekowie, niby nie znali żelaza ani koła, ale nie byli tak prymitywni i krwawi, jak to wygląda popularnie. W każdym razie z historii konkwisty wynika, że po opanowaniu przez Hiszpanów Hispanioli (Dominikany i Haiti) po kilkunastu latach znikło tam 92% tubylczej ludności - na pewno nie tylko z powodu epidemii ospy. Co do Indian meksykańskich - Aztekowie przyjęli Corteza, bo z ich przepowiedni wynikało, że ma się pojawić brodaty bóg o jasnej skórze. I gdy Cortez przybył (a był brodaty) i dosiadał konia - miejscowi potraktowali jego i jego konia jak jedno wcielenie boga, bo koni nie znali. Mało tego, Cortez do Tenochtitlanu przybył jako gość i był przyjęty jako bóg- Quetzalcoatl, udekorowano w boski strój, maskę i ozdoby i podarowano mu dwa kalendarzowe koła, wielkości koła od wozu. Jedno było złote, a drugie srebrne. W zamian za to Cortez Moctezumę uwięził, a własne okręty spalił, bo mu się żołnierze buntowali, pokazując im jasno, że nie ma dla nich odwrotu- podbój albo śmierć.
    Były też takie osoby, jak Bartolomeo de las Casas, które w sławnej debacie w 1550 w dyskutował z Juanem de Sepulverdą o tym, że Indianie są pełnoprawnie ludźmi i jako tacy nie powinni być przedmiotem handlu jak rzeczy, a ich nawracanie nie może odbywać się siłą. Ale się odbywało i całe społeczności indiańskich wiosek popełniały zbiorowe samobójstwa ze strachu i dla uniknięcia sprzedania do pracy na Hispaniolę albo torturowania.

    Teraz coś weselszego: tym, co się przyznają i tym, co nie przyznają, że się wybierają na Playa del Carmen polecam wycieczkę Mystic Adventures. Jedzie się w miejsce, gdzie jest zbiorowisko ładnych cenotów, niedaleko Xel-ha. W epoce lodowcowej lód zabrał wodę z oceanów i poziom wody był niski, a cenoty służyły za schronienie protoplastom ludzi i zwierząt. Potem woda się podniosła, zalała cenoty ale nurkowie wydobyli kości, które są prezentowane na początku wycieczki w mikromuzeum: jakiś pradziadek słonia z kłami itd. Trwa to z 10 minut, mają rzutniki, ładna prezentacja. Potem dwa kroki, przesiada się w dwu albo w jednoosobowe quady i jeździ po dżungli z przerwą na kąpiel w cenotach, pierwszy był z liliami wodnymi, otwarty:


    https://imagizer.imageshac

    Potem przerwa na lunch majański: pasta z kukurydzy, kawałków kurczaka, do tego indiańskie przyprawy i wszystko zawinięte w liść bananowca i ugotowane na parze.Pycha, do tego można dobierać ostre, albo bardzo ostre sosy, są soki:



    Potem była druga cenota, dali nam kapoki (niby dziwne) ale okazało się, że raz, że to zamknęta cenota, zimniejsza, z tylko platformą pośrodku, a drugie, że pływa się dobre kilkaset metrów pomiędzy stalaktytami, podziemnymi korytarzami. Czasami nad głową jest 50 cm, a czasami 5 metrów, bo dopływa się do ciemnej zamkniętej cenoty. Ściany białe, woda krystaliczna, dno bez osadów, korytarzami prześwitują promienie światła: bajka.
    lelek7 and saturn5 like this.

  12. #12

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Potem Nowy Rok, a ponieważ wielu tutaj lubi jedzenie, to coś tam utrwaliłam, krewetki:


    I zimnowodne, atlantyckie kraby, dali same wielkie kleszcze (uwielbiam, mój talerz, na krewetki żal czasu!). Jak potwierdzą, że za rok będą takie kraby, to zawracam, jak nie, to nie jadę.



    Potem były rozmaite tańce, niektóre tancerki o 21 wieczorem wyglądały jak na sambodromie, więc nie wiem, co mogłobyć dalej bo poszłam spać. O 17 było przywitanie europejskiego Nowego Roku z tańcami, confetti i telebimem z Champs Elysees i innych stolic starego ukochanego kontynentu (Saturn, NO, PA - przepraszam, bez urazy )

    Po Nowym Roku wybraliśmy się jeszcze na wycieczkę ze spaniem w Meridzie. Zaczęliśmy w Tulum, porcie dla dawnej Coby. Mieli tam budowlę na klifie, nazwaną przez Hiszpanów el Castillo, która służyła do wysyłania statkom sygnałów. Jak z wody było widać dwa promienie, to pokazywały prześwit między rafą, jak jeden - to rozbicie się. Wrogów mylono umyślnie. Pod budynkiem jest plaża, gdzie do dziś żółwie składają jaja. W Xcaret na plaży też tak jest, gniazda oznacza się i pilnuje, a małe żółwie przenosi do wody. Jak jest sezon na wyklucie, to żółwie daje się do rąk dzieciom ze szkolnych wycieczek, turystom, a oni wynoszą je do wody.
    W Tulum wiele świątyń, akwedukt - nie ma tam cenoty z wodą, zachowane mury miejskie.

    El Castillo od lądu:


    El Castillo od strony wody:

    Z Tulum do Chichen Itza, gdzie jak co wygląda, każdy zna, jak wygląd piramidy Cheopsa



    Naprawdę wielkie boisko do gry w pelotę, i w Tulum i w Coba były dużo mniejsze. Podobno tam i z powrotem głos niesie się równo 1 sec, co wynika ze starannie wybranych wymiarów. Na końcach węższych siedzieli kapłani pod eleganckimi loggiami, a ich nisze były tak zbudowane, że się słyszeli z przeciwległych końców, a widzowie ich nie słyszeli:



    Płaskorzeźba na boisku z uwidocznionym wyglądem piłki z głową w środku:



    Boczna ściana wielkiego czworoboku, ołtarza czaszek, gdzie honorowo zmarli zostawali upamiętnieni i czczeni, a wygląd tego, co po nich zostało pozostał w kamieniu do dziś:



    Niepopodal jest święta cenota, gdzie też składano ofiary z ludzi, na początku XX wieku skonstruowano specjalne koparki do wyciągnięcia skarbów z dna. Nie umiem ocenić postępowania Majów, zwyczaj ofiar z ludzi przynieśli do nich póżno Toltekowie. Wiem tyle, że nasza kultura znała, a obecnie trwające kultury nadal znają podobne obyczaje.


    Bywali i nadal są między nami ludzie z doskonałą wiedzą, co bogom się podoba

    W Itza podobno należy być w okresie przesilenia, bo wówczas bóg, dzięki niezwykłemu efektowi cienia i światła spełza po schodach w dół:

    JFK, STYRO, saturn5 and 1 others like this.

  13. #13

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    EPST

    Domyślnie

    Czesc,

    Pisz wiecej bo od 3.02 tez tam bedziemy ale w Barcelo Maya Tropical w Puerto Aventuras. Czekam z ciekawoscia na nastepny odcinek.

    Pozdr.

  14. #14

    Dołączył
    Jan 2009
    Mieszka w
    KPRB

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez hypne Zobacz posta
    Potem była druga cenota, dali nam kapoki (niby dziwne) ale okazało się, że raz, że to zamknęta cenota, zimniejsza, z tylko platformą pośrodku, a drugie, że pływa się dobre kilkaset metrów pomiędzy stalaktytami, podziemnymi korytarzami. Czasami nad głową jest 50 cm, a czasami 5 metrów, bo dopływa się do ciemnej zamkniętej cenoty. Ściany białe, woda krystaliczna, dno bez osadów, korytarzami prześwitują promienie światła: bajka.
    Nurkowanie w tych centote jest fenomenalne, woda ma przezroczystosc powietrza. Przewodnik nam powiedzial - nie pomylcie sie zdejmujac maske pod woda bo bedzie sie wam wydawalo ze nie ma wokol was wody! To moje zdjecie -przechodze przez jedna z komnat w cenote o nazwie Dos Ojos (dwoje oczu).

    STYRO and hypne like this.

  15. #15

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Z Itza pojechaliśmy na noc spać do Meridy. Piękne miasto założone przez członków rodziny Montejo w 1542 roku. Stolica stanu Jukatan - Playa del Carmen jest w innym stanie - w stanie Quintana Roo. Merida na wielkości miast Meksyku, który ma ogółem 120 mln mieszkańców i 1. 900.000 km 2 (dla porównania my 300.000 ) to prawie miasteczko - tylko niespełna milion, co prawie się nie liczy, 12 miasto w kraju. Lotnisko jest, widziane z busika. Tam wszędzie są lotniska, nawet małe w Playa del Carmen i na Cozumel, 40 km od międzynarodowego Cancun, bo nie ma kolei. Był plan, zaczęli coś budować i nie skończyli. Istniejące odcinki kolei służą raczej turystom - to między innymi Kanion Miedziowy, albo Miedziany w stanie Chihuahua - podobno super. Wyjeżdża się o 6 rano, po drodze 37 mostów, 87 tuneli, podróż kończy się o 20.45. Kanion Miedziowy - poproszę poszukać, wcale nie gorszy niż Colorado. Jak kto chętny- niech googla.

    Mąż twierdzi: trzeba jechać, nie ma wyjścia.

    Coś o Meridzie: założenie miasta to wiek XVI, ale bogactwo oparli na sizalu, włóknie pozyskiwanym ze specjalnej odmiany agawy. Potem wyplatano z tego liny. Liny kupowali Anglicy w czasie świetności ich floty żaglowej, liny eksportowano z miasta Sizal z wielką pieczęcią celną. Tak włókno agawowe zaczęło się nazywać na świecie sizalem. Jak ktoś był na Sycylii - to też ogląda się groty wyplataczy lin do statków. Coś podobnego w rozwoju do Meridy trafiło się Manaus nad Amazonką: w pewnym okresie zapragnęli mieć kopię opery Garnier z Paryża w dżungli, tej opery, w której podziemiach mieszka duch znany z operetki. I mieli!
    Merida była nazywana Ciudad Blanco: raz, że podobno tylko biali mieli tam wstęp, drugie, że budowle zbudowano z wapieni z rozbiórki budowli majańskiego miasta, na ruinach którego powstała Merida. Jest tam śliczna esplanada dwupasmowa, podobna do paryskich, zakończona rondami a la etoiles. Można wynająć dorożkę. Wzdłuż esplanady wille: ale jakie! W jednej bank, w drugiej muzeum, w trzeciej konsulat. Obecnie, bo dawniej były to miejskie domy posiadaczy farm sizalowych. Wille są czarujące, jak w XVI kwartale, z ogrodami. A historia miasta mnie przypomina Łódź.
    Katedra w Meridzie jest najstarsza w Meksyku, tu powstało pierwsze biskupstwo, ukończono jej budowę w 1598 ( dziesięć lat równo po tym, jak Medina -Sidonia potopił swoje okręty pod Albionem):


    Ołtarz w katedrze:


    Znany wszystkim podróżnik:


    I Seniora de Guadalupe, patronka Meksyku. Swoją drogą, to jest dopiero opowiadanie. Opowiadanie, które warto przytoczyć. 9 grudnia 1531 na wzgórzu nieopodal dzisiejszego miasta Meksyk rolnikowi (żeby nie powiedzieć prostaczkowi ), w każdym razie niepiśmiennemu Indianinowi Juanowi Diego ukazala się Matka Boska przemawiając do niego w jego języku. Ponieważ nikt mu nie uwierzył wrócił na wzgórze ze skargą. Wtedy Matka Boska kazała mu zawrócić w dół do miasta i iść do biskupa. I o dziwo go przyjęli, Juan Diego się biskupowi pokłonił i wysypało mu się to, co niósł w ubraniu - a to były hiszpańskie, kastylijskie pachnące róże. Coś, co mogli znać tylko obcy z Europy, bo róża nie była znana w Meksyku. Na dodatek ludzie zaczęli przed Juanem klękać i okazało się, że na jego ubraniu odbity jest wizerunek Nuestry Seniory. I tak Indianie zaczęli się nawracać sami. Tak przynajmniej mówili mi Meksykanie. W każdym razie ten wizerunek widać w Meksyku w domowej kapliczce, w sklepie, w taksówce, na ubraniu i w restauracji:


    (podglądam, o nurkowaniu zaraz)

    Potem wizyta w pałacu gubernatora. Pałacu, przy rynku, z podcieniami, z olbrzymią kamienną piękną klatką schodową. W środku niezwykłe malowidła z lat 70-tych XX wieku o historii regionu. Na mnie wywarły wrażenie:
    Po pierwsze o stworzeniu człowieka. Pierwsi ludzie byli z gliny, ale byli słabi, kruszyli się, napadały ich i zjadały zwierzęta. Drudzy ludzie, których stworzyli bogowie byli z kamienia, ale ci znowu nie mieli sumienia, mordowali się nawzajem. W końcu bogowie stworzyli człowieka z kukurydzy i ten był dopiero właściwy:

    Obrady bogów, jak ma wyglądać Człowiek:



    Potem piękna marmurowa sala z dalszymi malowidłami:



    Konkwista. W środku widać kolory meksykańskiej flagi: zielony - biały- czerwony. Tak powstał dzisiejszy Meksyk, z mieszania się ludzi.



    Ojciec Diego de la Landa. Jak się komu zachce, to rzuci okiem, co to był Kodeks Drezdeński, Madrycki i Paryski.



    Sprzedaż niewolników:



    Sprzedawcy"





    Twórcy współczesnego Meksyku ( który długo był hiszpańską kolonią, a jeszcze przeżył epizod z nieszczęśliwym cesarzem, narzuconym przez Francję)




    Mnie się wydaje, że ten z lewej to Stuhr, a ten z lewej to Dzierżyński.
    Tak czy inaczej, pałac sławnej rodziny założycieli miasta Montijo wygląda tak:



    i widać wyrażnie, jak stoją na czyich stoją głowach:


    lelek7 likes this.

  16. #16
    Awatar saturn5

    Dołączył
    Apr 2007
    Mieszka w
    Taurus-Littrow

    Domyślnie

    twórcy współczesnego Meksyku ................
    Mnie się wydaje, że ten z lewej to Stuhr, a ten z lewej to Dzierżyński.
    Zaraz, zaraz ...
    To maja byc tworcy wspolczesnego Meksyku
    hypne likes this.

  17. #17

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Na koniec Uxmal. Gdyby je zobaczyć przed Chichen Itza, przed Tulum i Coba, to potem wszystko byłoby mierne, zniszczone, szare. A tak:
    piramida


    Tak, jak jest łuk romański czy gotycki, jest też łuk majański, rodzaj sklepienia, zwornika:



    Piramida z zachowanymi wizerunkami boga Chaaca- boga deszczu. Jak miał nos w dół, to proszono o podlewanie ziemi. Jak w górę - to o koniec potopu. Na zdjęciu Król Przewodników- Jacek Daszyński. Oprowadza po i mieszka w Meksyku, ale też po Saharze, opowiadacz nad opowiadaczami, dzięki niemu powstała ta historia. Bo sprawia, że piramidy, ołtarze i boiska ożywają. Mówi: siądźcie ze mną, potem zrobicie zdjęcia, a teraz wam poopowiadam. I opowiada. Ale jak! Śpiewa z formacją lubelskich bardów.



    W każdym razie kazał mi zobaczyć film "Dym " z H. Keitelem i Whitakerem a ja jemu "Spacer w chmurach" - bo są świetne piosenki, gra Anthony Quinn Victoria Aragon i Keanu Reeves. I mam zamiar dotrzymać słowa.

  18. #18

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez N077GL Zobacz posta
    Nurkowanie w tych centote jest fenomenalne
    Prawda! Ale jaka! Góralska, znaczy się najprawdziwsza ( jak kto nie zna góralskiej definicji prawdy wg Tischnera, to jego strata). Prowadzi przewodnik z podwójną butlą, gdyby komuś coś nie tak poszło, są dwie drogi, mnie najbardziej podoba się nazwa Barbie. Czemu na Jukatanie Barbie?


    W każdym razie dwoje oczu to dwie otwarte cenoty, połączone podziemnymi korytarzami. Na powierzchni snorkelowców, samochodów i nurków wysyp, bo wolne w okolicach Bożego Narodzenia:




    Moja Barbie:









    Co się z babami robi na dos ojos:
    lelek7 and saturn5 like this.

  19. #19

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    A oprócz dos Ojos były dwie rafy na deepy ( śliczne kraby i dużo langust), miejsce z żółwiami zwane, a jakże Tortugas, jakiś wraczek poszukiwaczy krewetek ( Forrest mi się przypomniał), rezerwat w Cozumel (była langusta naprawdę duża, metrowa, tam nic nie poławiają), jeszcze coś na pół dnia i na deser były rekiny:




    Zagubiony Latający Holender nam się przyplątał :





    Kazali się tylko więcej obciążyć, kto ma problemy z uszami zostaje. Zabrałam kilo więcej, czyli pięć i jazda (ten skrzywiony to nie ja):




    Na dole jak zwykle, uśmiech:



    Bo czy jest coś fajniejszego niż dno? Dla tych, co nie byli, tam jest dość podobnie jak w górze, tyle, że w bardzo nisko):


    Tak to mniej więcej było. Żegnaj, Meksyku po trzech tygodniach ( za chwilę wypływamy w długi rejs, ile miesięcy nas nie będzie....):



    Na pocieszenie zostały mi krówka, w sumie kózka, bo z koziego mleka. Pycha, nazywają się Glorias. Jak nie lubię gumożujów, to te są wyjątkowe.

    Bo meksykańskie!

    QbaqBA and lelek7 like this.

  20. #20

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie


    Polecamy

    Del

Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •