Pokaż wyniki od 1 do 10 z 10
Like Tree92Likes
  • 25 Post By sanfran
  • 13 Post By sanfran
  • 20 Post By sanfran
  • 1 Post By KubaB
  • 6 Post By sanfran
  • 1 Post By KubaB
  • 9 Post By sanfran
  • 17 Post By sanfran

Wątek: W pogoni za Krzyżem Południa - Brazylia

  1. #1
    Awatar sanfran

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Aberdeenshire

    Domyślnie W pogoni za Krzyżem Południa - Brazylia


    Polecamy

    "Tomek siedząc pod rozgwieżdżonym niebem wpatrywał się w Krzyż Południa"
    To zdanie z powieści Szklarskiego tkwiło mi w głowie od najmłodszych lat. Czułem jakiś przedziwny magnetyzm w tej konstelacji i bardzo chciałem ją zobaczyć.
    Gdy byłem w Egipcie pomyślałem, że Crux może być na wyciągnięcie ręki. Po sprawdzeniu okazało się, że na szerokości Sharm El Sheikh gwiazdozbiór ten wschodzi tam na krótko, jednak w październiku dzieje się to razem ze słońcem, więc wyszły tak zwane "nici".
    W sierpniu zeszłego roku Dreamliner Thomsona (angielskiego TUI) miał mnie zawieźć do Kenii, ale niestety przez działania terrorystyczne w tym rejonie zamiast nad Ocean Indyjski poleciałem nad Pacyfik; niestety dla "Krzyża" niewystarczająco na południe. Teoretycznie miał być widoczny, ale chmury nad Pacyfikiem uniemożliwiały zobaczenie jakiejkolwiek gwiazdy; ale raczyły nas za to iście Spielberg'owskimi burzami.
    We wrześniu nadarzyła się okazja podskoczyć 8 stopni poniżej równika. Niestety, chmury tam były większe niż w Szkocji i nawet o słońce równikowe było ciężko na pełnym morzu. Mojego rozczarowania nie mogła zagłuszyć wspaniała oferta radiooficera, że on (mieszkający w RPA) może mi ten gwiazdozbiór namalować.
    Ale co się odwlecze, to nie uciecze (mam nadzieje).

    Do Brazylii miałem jechać w listopadzie. Niestety, firma dla której miałem zrobić pewną pracę zażyczyła sobie, abym miał Temporary Work Permit bo na samym paszporcie na statek mnie wpuścić nie mogą, podobno są kontrole.
    Wszystko to doprowadziło do tego, że rankiem 1 lutego obserwowałem sobie przez szybę na lotnisku ABZ A320 mającego mnie zawieźć na LHR:


    Po wejściu na pokład zauważyłem nieco lodu na skrzydłach:


    Kapitan też zauważył, ponieważ kazał odladzać. Na wysokości przelotowej BA postawiło śniadanko, do wyboru zimne lub ciepłe. Zimne to kanapka z serem i szynką a ciepłe to tzw Full English Breakfast czyli jajecznica, bekon, kielbaska, pieczony pomidor, chlebek masło (solone) i dżemik:


    Na LHR wylądowałem w terminalu 5 w budynku A, do Gate B46 należało kolejką podjechać do innego budynku:


    gdzie oczekiwał już na mnie B777-300:


    Niestety, obiecane miejsce klasie Biznes było obietnicą bez pokrycia, więc 12 godzin należało wysiedzieć w klasie najciaśniejszej; rzutem na taśmę udało mi się wyrwać 37A, czy miejsce przy wyjściu awaryjnym.

    Po drodze karmili nawet przyzwoicie, były dwa posiłki; na obiad miałem slodkie ziemniaki a na kolację kurczaka z ziemniakami. Wszystko jak najbardziej zjadliwe; na zdjęciu obiadek:


    Rio powitało mnie burzą z piorunami, dzieki czemu samolot wisiał w holdingu dodatkowe pół godziny, a potem jeszcze z 15 min stał na pasie. Procedura imigracyjna upłynęła szybko, bagażu nie kontrolowali. Na lotnisku czekał na mnie kolega, który zabrał mnie na ćwiczenia przed paradą karnawałową. Wszystko w pełnej gali, wspaniała atmosfera i wejście za darmola:







    Przy okazji załapałem się na sok z trzciny cukrowej. Pycha!!!

    Na drugi dzień musiałem się udać do medyka (nie związane z Karnawałem!!!) aby ocenił moją przydatność do pracy na morzu.
    Po odczekaniu dwóch godzin okazało się, że ja nie umiem po portugalsku a doktor po polsku, angielsku, rosyjsku; wiec mnie zważył, zmierzył, sprawdził ciśnienie, zrobił nieokreślony ruch ręką pytając się OK? Na moją twierdzącą odpowiedź przywalił pieczątkę na formularzu. Jestem zdrowy.

    Poźniej kolega zabrał mnie na lotnisko krajowe gdzie po check-in pojechaliśmy na "Górę Cukru". Jadąc wyciągiem na górę przypomniałem sobie jak agent 007 obserwował lotnisko w Rio (wtedy jeszcze to stare):


    oraz bił się ze "szczękami" na dachu wagonika:


    Na gorze spróbowałem kolejnego pysznego napoju, schłodzonej Yerba-Mate z sokiem z limonki.

    W międzyczasie się zerwał wiatr i przegonił chmury z czubka góry Corcovado, gdzie stoi sobie Cristo Redentor, czyli:


    Ale czas już wracać, bo zaczną wołać do samolotu. Lot liniami AZUL samolotem ATR42 do Macae trwał 30 minut. Po wylądowaniu za nami usiadł śmigłowiec, bo to też heliport jest:


    W Macae dowiedziałem się, że musze odbyć 5 dniowe szkolenie przed dopuszczeniem mnie do pracy na morzu. Więc mieszkam sobie w hoteliku BLUE TREE z takim widokiem cały czas ciężko pracując:


    A Krzyż Południa?
    Na razie są chmury, ale poczekajcie na dalszą cześć wyprawy.
    Canonier, Wamo, Itts and 22 others like this.

  2. #2
    Awatar sanfran

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Aberdeenshire

    Domyślnie

    Przez ostatnie dni siedziałem na kursie (CBSP) i nie miałem czasu nic dopisać. Ponadto słońce zapomniało, że tutaj jest lato i zasłoniło się grubą warstwą chmur olewając ziemię tropikalnymi deszczami. Ale dzisiaj (w sobotę) kurs się skończył o 13 i słoneczko pokazało swoją uśmiechniętą buzię, więc popędziłem co sił popływać w Atlantyku (w lutym!!!). Woda ma 25c, więc na pierwsze wejście jest "brrrr", ale potem popluskać się można, oczywiście służbowo, bo na prywatę na delegacji czasu nie ma!!!

    W międzyczasie nasunęło mi się kilka spostrzeżeń dotyczących Brazylii.
    Najpierw cofnijmy sie myślami do Rio de Janeiro. Tam ma się bardzo dobrze zawód windziarza. W hotelu gdzie spędziłem pierwszą noc w Ameryce Południowej była winda z korbą jak w tramwaju - w lewo na dół, w prawo do góry. W wieżowcu gdzie mieściła się przychodnia korba służyła tylko do otwierania i zamykania drzwi, natomiast do jazdy w gore i w dół operator używał innej magii, nie zdążyłem załapać jak to robi. Windziarza wstyd mi było sfocić, ale za to macie inny ciekawy zawód: Pucybut


    W Rio można się także natknąć na dosyć ciekawą zabudowę kolonialną:


    małpki na drzewach:


    Oraz bardzo dziwne samochody, na przykład pickup FIAT STRADA:


    Ile ja się naszukałem soli podczas pierwszego śniadania. Okazuje się, że jest w saszetkach, bo w solniczce zaraz by zawilgotniała. Ale w niektórych miejscach w saszetkach też jest wilgotna. Będąc przy soli, wspomnijmy o jedzeniu. Kuchnia jest bardzo smaczna, a z ciekawostek to odkryłem, że bardzo popularna jest tutaj sałatka warzywno-ziemniaczana z majonezem, pochodzi to chyba od Polskiej emigracji, która się tu osiedliła w latach 70tych dziewiętnastego wieku. Ponadto jest ryż, kasze, makarony, warzywa, mięso, dobre pieczywo, kiełbaski. Kiedy byłem w sklepie - dużym supermarkecie, to ceny żywności wydały mi się bardzo wysokie, zwłaszcza owoców. No ale jak Kiwi importują, to co się dziwić.

    W osłupienie wprawiły mnie gniazdka elektryczne w pokoju. Oto wyłącznik światła zintegrowany z gniazdkiem:


    Widziałem już gniazdko, z którego "środek" wyleciał i zostały gołe blaszki, oczywiście "pod prądem". I szukaj tu po nocy wyłącznika.
    Niestety, z takiego gniazdka korzystać nie mogę, przejściówka "europejska" tam nie wchodzi.
    Ale prawie wchodzi za to do drugiego typu gniazdek, które również mogą się znajdować w tym samym pomieszczeniu:



    Do dziurek okrągłych prawie wchodzą wtyczki europejskie a do "szparek" wtyczki amerykańskie. Tzn Europejskie jak wspomniałem wyżej wchodzą "prawie", bo mają za grube bolce i trzeba wciskać mocno.

    Po niewczasie dowiedziałem się, że napięcie w gniazdku może być loterią - zależy od instalacji domowej, może być zarówno 220V jak i 110. Na szczęście moje zasilacze (do laptopa, aparatu i telefonu) są wielonapięciowe i działają jak trzeba.

    Przy okazji stwierdziłem, że Brazylijczycy mają za dużo energii.
    Zaczęło się, że poszedłem w hotelu pod prysznic, gdzie był tylko jeden kran z wodą. Umyłem się pokrzykują w chłodnej wodzie, ale rano podczas rozmyślań przy posiedzeniu mój wzrok padł jeszcze raz na prysznic, a raczej na deszczownicę:



    Okazuje się, że ta głowica to nic innego jak przepływowy podgrzewacz wody. Zamiast zainstalować na dachu 300 litrową beczkę pomalowaną na czarno w której przez cały dzień grzała by się woda, to oni wolą używać do tego prądu. Dojeżdżając do i z miejsca kursu dokładnie pooglądałem sobie domki, a raczej dachy zwłaszcza od strony północnej i nigdzie nie zauważyłem paneli słonecznych które w/g właśnie w tym kierunku powinny być położone. Bogaty kraj!!!

    A Krzyż Południa?
    Niestety, około godziny 18:00 błękit nieba ustąpił chmurom, z których spadł następny deszcz tropikalny i które teraz chyba robią sobie "selfie" bo strasznie flesze błyskają w górze i słychać pomruki, że nieładnie wyszły.
    tartal, Drzemi, otul72 and 10 others like this.

  3. #3
    Awatar sanfran

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Aberdeenshire

    Domyślnie

    9 lutego o 3:50 rano kierowca zabrał mnie z Macae i pojechaliśmy do Cabo Frio, gdzie jest heliport.
    Podróż - niecałe 100 km - trwała ponad półtorej godziny. Powód? Wczesna pora to mały ruch i zainteresowanie nocnych policjantów do łatwego zarobku (ich zarobku!), więc kierowca przestrzegał przepisów jak miło. Co do przestrzegania przepisów zauważyłem, że światła na skrzyżowaniach są traktowane czysto dekoracyjnie. Ale nie w nocy!

    W końcu dojechaliśmy do heliportu, gdzie po check-in kazano mi się stracić gdzieś i pokazać za godzinę. Wyszedłem więc na parking, gdzie w całej okazałości na niebie świecił Krzyż Południa. Jest to najmniejszy z gwiazdozbiorów, a jednak tak charakterystyczny, że nie można go pomylić z żadnym innym. Siedząc na ławce wpatrywałem się w niebo aż do wschodu słońca, które wyskoczyło zza horyzontu niewiele później po świcie - taka przypadłość rejonów tropikalnych.
    Ale już trzeba było iść do sali odlotów. Po kontroli bezpieczeństwa zabrano nas do sali na briefing co polega na wyświetleniu filmu z cyklu "Jak to miło i wspaniale opuszczać zatopiony śmigłowiec". Ale przed lotem wypadało by jeszcze skorzystać z przybytku, którego w śmigłowcu brak. Wobec tego wypuszczono nas do głównej hali gdzie są toalety, po czym wróciliśmy jak gdyby nigdy nic BEZ żadnej kontroli z powrotem do strefy chronionej

    O wyznaczonym czasie zajęliśmy miejsca w śmigłowcu AW 139 firmy AeroTAXI. Śmigłowiec mniejszy - 12 +2 osobowy - i znacznie przestronniejszy od Super Pum i Eurocopterów. Wystartowaliśmy i po godzinie wylądowałem na południowym Atlantyku w okolicach 24S 40W mając za oknem taki o to widok:


    Pod pokrowcem ukryta jest drabinka do do bardzo nagłej ewakuacji - po niej to tylko skok do wody.

    Statek bliźniaczy do tego w Angoli, więc zainteresowanych odsyłam do wątku: Ja na statek, służbowo. Luanda, Angola.

    Gdy nie siedziałem w kabinie, w której urządziłem sobie biuro wycyganiając drugi monitor:


    to przebywałem na pokładzie namiarowym:


    Ale nie długo ze względu na palące słońce. Zwróćcie uwagę na kolor wody, coś niesamowitego.
    Temperatura wody i powietrza dzień i noc wahała się w okolicach 28c; więc uciekałem na mostek, gdzie mili oficerowie z Polski wprowadzali mnie w arkana prowadzenia statku, którego głównym zadaniem jest stanie na miejscu z dokładnością do 30cm.





    Przy okazji odkryłem na statku licznik przebiegu (nówka Panie, Niemiec płakał jak spzredawał:

    Przebieg jest jak najbardziej aktualny, tyle nastukał idąc ze stoczni na pozycję; codziennie mu wskakują ze dwie mile morskie od jego mikroruchów.

    W międzyczasie chodziło się na posiłki:


    Robota zrobiona, następny zadowolony klient. Po tygodniu pobytu wsiadłem do śmigłowca lecącego do Cabo Frio, skąd kierowca zabrał mnie do Macae. Tym razem było to za dnia, więc mogłem oglądać różnice pomiędzy nowymi błyszczącymi domami a "favelami" umieszczonymi poza miastami.

    Wypadałoby wracać do domu, ale to nie tak łatwo jakby się wydawało - to Brazylia jest.
    Muszę bowiem dostać rozgrzeszenie od Federal Police, a że teraz jest tydzień karnawału to Brazylia nie pracuje - więc tu sobie utknąłem na koszt firmy .

    Wczoraj wieczorem udałem się na deptak w Macae:


    Jest tu tak: wyobraźcie sobie pierwszy lepszy nadmorski kurort tropikalny i zabierzcie wszystko co wkurza: turystów, handlarzy, naganiaczy i dodajcie normalne życie miejskie - i wychodzi coś w rodzaju raju. Drogiego raju. Bardzo drogiego raju. Ale z pod tego raju trochę brudu wychodzi, ale sprawnie działająca policja sprawia, że te rzeczy są nienachalne.

    Jako ciekawostkę znalazłem takie oto rozwiązanie dla grupki przyjaciół wybierających się na piwo:


    Po zachodzie słońca:


    ekipa zaczęła grać:


    a zespół taneczny uskuteczniał "wygibassa":




    Na razie pracuję z hotelu, podczas przerw (wielu) idę się popławić w Atlantyku.
    Powinienem lecieć do domu w piątek, ale co będzie to zobaczymy.
    Na razie cieszę się moją lutową, służbową opalenizną

    A Krzyż Południa? Jest śliczny!!! Co wieczór widziany ze statku.
    KubaB, Machoni, tartal and 17 others like this.

  4. #4

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez sanfran Zobacz posta
    Na razie cieszę się moją lutową, służbową opalenizną

    A Krzyż Południa? Jest śliczny!!! Co wieczór widziany ze statku.
    ja też złapałem opaleniznę, Krzyż Południa też widziałem (szczegóły w sąsiedniej relacji), ale niestety za swoje a nie służbowo

    pozdrawiam
    otul72 likes this.

  5. #5
    Awatar sanfran

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Aberdeenshire

    Domyślnie

    Kuba, dzieki za pozdrowienia - twoja relacja jest wspaniala!!!

    Przy okazji mi sie przypomnialo, jak to podczas kursu wyszedlem na godzinna przerwe, obserwowalem cienie wskazujace poludnie lezac pod drzewkiem:


    A tu nagle cos spadlo tuz obok mnie:


    To bylo mango. Bardzo dobre mango, zupelnie nie przypominajace w smaku tych ze sklepu:
    Canonier, Keyness, otul72 and 3 others like this.

  6. #6

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Mango tam (tzn nie wiem jak u Ciebie ale wiem jak w Azji) to jest poezja, słodkie i pachnące. Sok spływa po ustach czy dłoniach. Nie taki kwasior jak u nas w sklepach.
    Kiedyś pamiętam chyba z 5 kg z Indii przywiozłem w kartonie, który miałem przewiązany sznurkiem, tak jak dawniej
    otul72 likes this.

  7. #7
    Awatar sanfran

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Aberdeenshire

    Domyślnie

    Kuba,
    Jest dokładnie tak jak mówisz, prosto z drzewa - slodycz :-)

    Troszeczkę sie wyjasnilo w mojej sprawie; The Police Federal laskawie mnie przyjmie jutro rano.
    Mam ze sobą przynieść oprócz kupy dokumentów i ich kopii także 4 zdjęcia (pewno na tablice TYCH KLIENTÓW ....)

    Przy okazji NIE WOLNO mi przyjść:
    - w krotkich spodenkach
    - w koszulce bez rekawow
    - bez skarpetek
    - w klapchach, sandalach, kroksach itd.
    Dobrze, ze wpuszczają bez krawata, bo nie mam

    O próbce kału i moczu na razie nie słyszałem.
    Potem ktos mnie odwiezie do Rio samochodem - będzie ciekawa droga - bezpośrednio na lotnisko.
    Ominie mnie wiec wizyta na najslynniejszej plaży i pod pomnikiem, ale co sie odwlecze to nie uciecze - wiza jest wazna do 31.01.2016

    Podroz moze byc nieco bardziej komfortowa, bo udalo mi sie od firmy wydebic autoryzacje do Economy+ za cale Ł229 (stęsknili się za mną).

    Jeszce ciekawostka taka, najpierw probowalem zrobic upgrade przez strone internetowa, ale przez 3 godziny wyskakiwal mi blad.
    W zwiazku z tym poprosilem, aby mi to zrobiono w agencji, gdzie zatwione byly bilety. Odpowiedz, tak ale za jedyne Ł836 + Ł27oplaty manipulacyjnej. Boss stwierdzil: Ł229 - Yes; more -No way!!!

    Wiec sie zabralem i zadzwonilem na info BA, ale polskie, zeby tubylcy mnie podsłuchiwali o co mi chodzi.
    Pani konsultantka grzecznie i uprzejmie odeslala mnie na drzewo, mowiac, ze nie widzi taryfy, w ktorej bukowano dla mnie bilet (specjalna taryfa dla pracownikow offshore) i nic nie potrafi zrobic. Wiec wykrecilem numer do brytyjskiego call-center i tam pani powiedziala ze jest maly problem z taryfami, ale poprosi swojego przelozonego o autoryzacje i po dwóch minutach dostałem wyższa klasę w obiecanej cenie. Samolot wylatuje o północy, lądowanie o 14, więc jak znalazł.

    Relacja z wrażeń z "britiszarłejowskiej" Eco+ po powrocie.
    Canonier, kacper232, KubaB and 6 others like this.

  8. #8
    Awatar sanfran

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Aberdeenshire

    Domyślnie

    Od przyjazdu już trochę czasu minęło ale byłem tak zaplątany, że nie miałem czasu dokończyć relacji.

    Mój pierwotny plan miał wyglądać w ten sposób:
    01.02 ABZ-LHR BA1305
    01.02 LHR-GIG BA249
    02.02 SDU-MEA AD2464

    Do tego czasu się wszystko zgadza.
    Potem wyglądało to tak:

    06.02 Smiglowcem na Atlantyk (Na statek, sluzbowo) - 09.02
    11.02 Smiglowcem na lad - 16.02
    12.02 MEA-SDU (TBC) - pojechałem samochodem
    13.02 GIG-LHR BA248 - 20.02
    14.02 LHR-ABZ BA1312 - 21.02

    Wizyta na policji trwała raptem 45 minut, więc trochę czasu przesiedziałem przed hotelem oczekując na transport do Rio i popijając zimny sok kokosowy:


    Około godziny 13:30 wsiadłem do auta i pojechaliśmy.

    Taka krótka dygresja na temat ruchu drogowego, w Brazylii na drogach dwujezdniowych wszyscy generalnie jeżdżą po lewej a zjeżdżają na prawo kiedy wyprzedzają czyli tak jak w Polsce i Wielkiej Brytanii . Podobnie jak w UK prezentują także bardzo wysoką kulturę jazdy (niestety, Polsce daleko do takiej kultury) co przy ruchu porównywalnym do Egipskiego powoduje, że jakoś tam się wszystko toczy.

    Samochody policyjne, obojętnie czy w ruchu, czy nie mają włączone migające lampy (koguty), ba nawet widziałem sobie budynek z migającymi kogutami:

    (jest słońce i nie widać, ale zapewniam, że migają).

    Do Rio było ok 200 km, pokonaliśmy je z jednym postojem na stacji paliw, gdzie kierowca tankował gaz ziemny (CNG, Natural Gas) podłączając lancę do komory silnika . Gaz ten był tani, poniżej 2 reali za litr (?), weszło go za R$15, natomiast ceny benzyny były już wyższe. Poza benzyną był także etanol, ale nie wiem czy czysty, czy mieszanka z jakimś innym paliwem. Generalnie kierowca porozumiewał się jedynie po portugalsku więc konwersacja była nieco utrudniona.

    W Macae widziałem ciekawe rozwiązanie świateł ulicznych:


    Właściwe światła to te trzy na dole (od lewej: czerwone, pomarańczowe, zielone), natomiast te powyżej to lampki dodatkowe. Np kiedy zapala się zielone zapala się także zielone w prawym górnym rogu. W miarę upływu czasu zapala się coraz niższa komora, aż dojdzie do dołu i wtedy wskakuje na żólte, podobnie jest z czerwonym. Takie info ile jeszcze czasu będzie nadawany obecny sygnał.

    Widoki po drodze były zacne:




    Po trzech godzinach niezapomnianych widoków byłem już na lotnisku GIG, gdzie miałem 8 godzin do odlotu samolotu.
    Nie namyślając się wiele zamknąłem walizkę w szafce przechowalni bagażu (R$25) i wziąwszy taksówkę podjechałem na stację kolejki Cosme Velho, która jechała na Corcovado. Taksówkarz po drodze mnie bajerował, że za jedyne R$180 zawiezie mnie na samą górę, poczeka i odwiezie na lotnisko (i to wszystko przy użyciu swojego google translatora) ale grzecznie odmówiłem, bo przejazd kolejką jest atrakcją samą w sobie, w/g mnie nawet większą niż odwiedzanie monumentu. Ale po kolei, taksówka kosztowała mnie R$55 za porządny kawał drogi, bilet na kolejkę R$62 kupowany w kasie bez rezerwacji. Kupiony w internecie wychodzi podobno taniej. Z biletem w ręku wszedłem na stację gdzie podjeżdżał dwuwagonikowy pociąg:


    Pociąg ma po drodze mijanki:


    I jedzie przez takie dzikie miejsca:

    jak gdyby to co najmniej koniec świata był, a nie jedno z najludniejszych miast na ziemi.

    Pociąg powoli wtoczył się na górną stację:


    Jeszcze rzut oka na kokpikt:


    I można było wraz z grupą turystów:


    podziwiać posąg:

    kapliczkę pod posągiem:


    oraz panoramę Rio:


    Wszystko się kiedyś kończy, także ten dzień, więc złapałem na dole tasówkę na lotnisko, bo po zmroku po Rio nie jest zbyt dobrym miejscem do zwiedzania. W drodze powrotnej taksówkarz z kolei namawiał mnie na bardzo tani przelot śmigłowcem nad nocnym Rio; nie skorzystałem z jakże kuszącej oferty a nie chciało mi się kierowcy tłumaczyć, że latanie śmigłowcem fundują mi w pracy.

    Lotnisko w Rio nie wywarło na mnie pozytywnego wrażenie, biorąc pod uwagę, że pół roku temu był tam mundial a za rok ma być Olimpiada.

    Boarding do B777-300 było o czasie. Kiedy dotarłem do swojego siedzenia stwierdziłem, że mam dwa okna do swojej dyspozycji:


    oraz dosyć dużo miejsca przede mną:


    biorącpod uwagę moje prawie 190cm.

    Droga przede mną daleka:


    a i dużo miejsc wolnych (w tym obok mnie):


    Po 11 godzinach lotu wylądowałem w zimowe londyńskie popołudnie, a po następnych trzech godzinach taksówka wiozła mnie mnie do domu przejeżdżając przez zaśnieżone pola.


    A Krzyż Południa?
    Brazylia pożegnała mnie najśliczniej jak umiała. Po starcie z lotniska GIG samolot leciał prosto na północ; dopiero po dwóch godzinach, mijając linię brzegową obrał kurs na północny zachód i wtedy właśnie wyjrzałem przez okno, gdzie na 11 kilometrach gwiazdy świeciły się bardzo intensywnie, a najbardziej wśród nich wyróżniał się ten jedyny gwiazdozbiór, który to ujrzeć, było moim marzeniem.

    Ale jest szansa na bardziej regularne spotkania z południowym niebem, jeśli plotki się potwierdzą to powinienem za niedługo dosyć regularnie odwiedzać Cape Town. Ale to już zobaczymy w następnych relacjach.

  9. #9

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    a na Filipiny (i okolice) byś się nie wybrał oglądać Krzyż Południa? Pogadaj z pracodawcą . Byśmy razem polecieli i jeszcze NCC-1701D z nami by się wybrał

    Jak tam wrażenia z Y+ ? Bo, porównując do LOTu to jakoś szału nie widzę, chyba, że to jednak zwykły ekonomik (ale kieliszek szklany jest)

  10. #10
    Awatar sanfran

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Aberdeenshire

    Domyślnie


    Polecamy

    Kuba, pożyjemy - zobaczymy. Na Azję także ostrzę sobie zęby, życie nauczyło mnie: Never Say Never - prędzej bym się spodziewał wiadra pomyj na głowę niż służbowej podróży do Brazylii podczas Karnawału.

    Nie wiem jak w LOTowski ECO+ wygląda, bo odcinków odbytych z naszym narodowym przewoźnikiem nie było zbyt dużo; ale w BA fotele maja 18.5" szerokości (o jeden więcej niż zwykłe) oraz tzw. pitch jest 38" - o siedem więcej niż w zwykłym ECO i to daje dużo, bo jest naprawdę duże pole manewru. Poza tym fotel się bardziej wychyla do tyłu, z przodu jest podnóżek i to praktycznie wszystko z udogodnień.
    Kieliszek był szklany, sztućce metalowe, większy ekran i gniazdko z prądem - to z pseudo-udogodnień.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •