Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 22
Like Tree137Likes

Wątek: Miejski wypad, czyli Belgrad i Dubaj by Air Serbia

  1. #1
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie Miejski wypad, czyli Belgrad i Dubaj by Air Serbia


    Polecamy

    Dawno już nie pisałem żadnej relacji, bo w sumie brakowało czasu i ciekawych wyjazdów. Dubaj może też nie jest porywająco ciekawy, ale nie zgodzę się, że jest to miasto na jeden dzień. Spędziliśmy w nim pełne 7 dni, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego co mieliśmy w planach.

    No to zaczynamy

    Jest 11 październik 2014 r. - w tym momencie rozpoczynamy planowanie urlopu, który będzie trwać od 28 kwietnia do 6 maja 2015 r. Wtedy właśnie znalazłem dosyć tanie bilety w Air Serbia do Dubaju i postanowiliśmy, że najbliższe wakacje spędzimy właśnie tam. W tym okresie zdecydowanie temperatury będą przebijać średnią roczną, ale jesteśmy ciepłolubni, a i przed największymi upałami uda nam się już uciec.



    Tanie bilety rezerwuję za pośrednictwem strony Flipo.pl. Po dodaniu opłaty manipulacyjnej wychodzi 1039 zł od osoby. W cenę wliczony jest bagaż 32 kg, catering i bezpieczne przesiadki w Belgradzie i Abu Zabi. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle. Co prawda o połowę taniej można się dostać Wizzairem przez Budapeszt, ale do ceny ok. 500 zł należy doliczyć bagaż rejestrowany, hotele i stres związany z możliwym opóźnieniem. W ostatecznym rozrachunku wyjdzie drożej. W naszym przypadku Air Serbia gwarantuje bezpłatne przebookowanie na kolejny rejs, gdy poprzedni się spóźni. Aczkolwiek chyba nie grozi nam stracenie połączenia, bo przesiadki przynajmniej te lotnicze są na prawdę długie. Była możliwość zakupu biletów z krótszym czasem przelotu tam, ale zdecydowaliśmy, że wykorzystamy okazję na zwiedzenie Belgradu i transfer wydłużyłem do 12 h. Trzy loty odbywać się będą na pokładzie A319 linii Air Serbia, a jeden na wiekowym B737-300 oddziału czarterowego - Aviolet.



    Nasz plan podróży wygląda następująco. Przed nami prawie 9500 km.
    28.04.2015, JU631, 09:40 - 11:15, Warszawa - Belgrad (Airbus A319)
    28.04.2015, JU800, 23:50 - 06:55(+1 dzień), Belgrad - Abu Zabi (Airbus A319)
    29.04.2015, Etihad Coach, 08:00-09:20, Abu Zabi - Dubaj XNB (BUS)

    05.05.2015, Etihad Coach, 22:00 - 23:20, Dubaj XNB - Abu Zabi (BUS)
    06.05.2015, JU801, 08:35 - 12:15, Abu Zabi - Belgrad (Airbus A319)
    06.05.2015, JU632, 18:15 - 19:50, Belgrad - Warszawa (Boeing 737-300)

    Jak widać powyżej, podczas lotu tam zaplanowaliśmy 12-godzinną przesiadkę w Belgradzie, którą poświęcimy w całości na delektowanie się kuchnią serbską oraz zabytkami, które są świadkami konfliktów na Bałkanach. W drodze powrotnej planujemy nocleg w hotelu na lotnisku w Abu Zabi, aby całonocne oczekiwanie nas nie zabiło. A później ponownie przesiadka w Belgradzie - tym razem już 6 godzin, ale z pewnością nie zmarnujemy tego czasu przy gate i skoczymy do centrum na obiad lub poświęcimy się spottingowi i zwiedzaniu muzeum lotnictwa.

    CDN

  2. #2
    Awatar Wamo

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Czekam, zwłaszcza na Belgrad.
    tartal likes this.

  3. #3

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    GDN

    Domyślnie

    brzmi ciekawie, tez czekam choc...nie ukrywam ze chetnie przeczytam co mozna robic w Dubaju dłuzej niz 2 dni

  4. #4
    Awatar cart

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    No jak to co, pojechać do Abu Dhabi, Al Ain i do oazy ;P
    Ewentualnie jeździć 5 dni na nartach w centrum handlowym ;-)
    Canon likes this.
    Moje podróże - http://www.piotrwasil.com


  5. #5
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie cz. II

    28.04.2015 r., godz. 06:30 - znienawidzona melodyjka bliżej nieokreślonej treści drażni nasze uszy. To z pewnością budzik. Jak zwykle niewyspani po wieczornym pakowaniu bez pośpiechu rozpoczynamy dzień. (Tak, tak, zawsze obiecuję sobie, że walizka spakowana będzie stała dzień wcześniej, a spać pójdę po Dobranocce, ale zwykle kończy się na wrzucaniu wszystkiego rano).
    Nasz wylot jest o 9:40, na lotnisku zjawiamy się standardowo dwie godziny przed odlotem, żeby dostać w miarę dobre miejsca. Niestety wielki minus dla Air Serbii, że nie oferuje odprawy online i możliwości wyboru miejsca przez internet. Tak to zyskalibyśmy rano przynajmniej godzinę snu.

    Odprawa przebiega bez problemu, nasz bagaż jest nadawany od razu do Abu Dhabi i... zaraz, zaraz... jeden do Abu Dhabi (AUH), a drugi do Etihad Travel Mall w Dubaju. Sprawa zostaje wyjaśniona przy gate z obietnicą, że bagaż dostanie nową wywieszkę i oba odbierzemy w AUH. Ale wcześniej kontrola bezpieczeństwa - o zgrozo - trzeba wyjmować wszystkie kable, słuchawki, ładowarki, laptopy, aparaty, obiektywy. Byliśmy zmorą pana, któremu przyszło nas rozkładać na czynniki pierwsze. Aczkolwiek muszę zaznaczyć, że pierwszy raz spotkałem się z miłą obsługą na security dla pasażerów na Okęciu. Dużo w tej kwestii się poprawiło, bo o ile bramka dla załóg była zawsze miła, sympatyczna i uśmiechnięta, to prawdziwym przeciwieństwem było security dla pasażerów.

    Przed przejściem do gate krążymy po sklepach, które nawet jak na lotniskowe warunki oferują chore ceny. Na oglądaniu się kończy i powoli przez kontrolę paszportową zmierzamy do gate. Nasz samolot na pierwszy odcinek to A319 YU-APA. Wyprodukowany w 2004 roku, latał wcześniej dla Independence Air i ArmAvii, teraz dla Air Serbii, ląduje przed czasem i staje przy rękawie. Obserwujemy wychodzących pasażerów, których jesteśmy w stanie policzyć, bo obłożenie na rejsie przylotowym wynosi zaledwie 16 osób. Nasz lot już jest bardziej obłożony, na oko 90% miejsc zajętych. Pasażerowie to w większości Polacy, których wielu potem spotykamy na wieczornym rejsie do Abu Dhabi.



    Przy wejściu na pokład wita nas kapitan, szefowa pokładu i "czwórka". Pierwsze dwa rzędy to fotele klasy biznes w układzie 2-2. Klasa ekonomiczna tradycyjnie 3-3, a w każdej trójce znajdziemy koc i poduszkę - na półtoragodzinnym rejsie - nieźle. Jeśli nie chcemy spać pod jednym z nieznajomą to zawsze można poprosić o dodatkowy.

    Od gate odbijamy o czasie i kołujemy do pasa 15. Jesteśmy witani w imieniu wszystkich linii partnerskich Etihada, co zajmuje załodze trochę czasu, bo wita nas między innymi Jet Airways, Virgin Australia, Aer Lingus, Alitalia, Etihad i inni.

    Kilkanaście minut po starcie rozpoczyna się bezpłatny serwis. I tutaj duże pole do popisu ma Air Serbia, ponieważ najpierw każdy otrzymuje "lunch boxa" w ładnej papierowej torbie z logo linii, w którym znajduje się mała butelka wody, buła z szynką, serem, ogórkiem konserwowym i musztardą oraz ciastko cytrynowe. Wolne miejsce zapełnia set z serwetką, mieszadełkiem, cukrem, śmietanką i chusteczka nawilżająca.



    Druga część serwisu to napoje. I tutaj mamy szeroki wybór: kawa, herbata, woda gazowana i niegazowana, soki jabłkowy, pomidorowy i pomarańczowy, coca cola, fanta, sprite, tonic. Z alkoholi serbskie piwo Jelen, białe i czerwone wino oraz wódka Absolut, whisky Red Label i gin. Jak na krótki lot europejski wygląda to nadspodziewanie dobrze.



    Lot przebiegał rutynowo. Oceniając załogę muszę powiedzieć, że byli bardzo profesjonalni. Obsługa z niewymuszonym, naturalnym uśmiechem na twarzy była naprawdę na wysokim poziomie. Podczas lotu kapitan odzywał się aż trzy razy. Na powitanie jeszcze na ziemi podał wszystkie szczegóły lotu, na wysokości przelotowej pasażerowie dowiedzieli się o mijanych krajach, pogodzie na trasie, ilości paliwa w zbiornikach czy temperaturze na zewnątrz i już na zniżaniu podano pogodę na miejscu.



    Belgrad przywitał nas temperaturą w okolicach 24*C i lekkim deszczem, którego na szczęście nie widzieliśmy już do końca podróży.



    Na płycie spotykamy Antka i dwa ATRki Air Serbia. Maszyny do odśnieżania niestety nie mają schronienia poza porą zimową.



    Dalej swojskie klimaty w pełni.



    W Belgradzie stajemy przy rękawie, a stamtąd idziemy prosto do kontroli paszportowej.



    Przy wyjściu mijamy reklamę Air Serbii, która w żadnym wypadku nie kłamie jeśli chodzi o urodę załogi

    CDN

  6. #6
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie cz. III

    I jesteśmy już w terminalu. Bagażem się nie martwimy, bo będzie czekał na nas dopiero na lotnisku w Abu Dhabi. Mamy od teraz prawie 12 godzin do następnego lotu, dlatego od razu udajemy się na przystanek autobusowy. Możliwości dojazdu do centrum Belgradu jest kilka.
    Najdroższa to taxi - koszt ok. 1800 dinarów serbskich, co daje w przeliczeniu około 60 zł. Czas przejazdu wynosi ok. 20 minut.
    Druga opcja to autobus A1. Dokładnie nie wiem, ale obiło mi się o uszy, że bilet kosztuje 300 RSD, a na podróż poświęcimy 35 minut.
    Najtańsza opcja to autobus miejski o numerze 72, który wybieramy. Na czasie nam nie zależy, a cena czyni cuda. Bilet zakupiony u kierowcy kosztuje 150 RSD, czyli około 5 zł. Autobus odjeżdża co 30 minut z przystanku, który znajduje się na poziomie odlotów przed wejściem do hali głównej. Czas przejazdu to ok. 55 minut. Wchodzimy z marszu, bo odjazd jest za 3 minuty. Kupujemy bilet, bez problemu porozumiewamy się z kierowcą w języku Szekspira.
    Muszę przyznać, że przez cały pobyt w Belgradzie nie spotkałem bariery językowej. Każdy w mniejszym lub większym stopniu potrafi rozmawiać po angielsku.

    Wysiadamy na przystanku Brankov Most. Końcowy przystanek jest następny - Zeleni Venac, skąd odjeżdżają autobusy po całym mieście. Belgrad jest stosunkowo mały, dlatego nie interesowaliśmy się biletami dobowymi. Większość ciekawych miejsc zeszliśmy pieszo.



    Nasze pierwsze wrażenie po wyjściu z autobusu jest mieszane. Z jednej strony zniszczone budynki, z drugiej piękne i zadbane zabytki. Wszechobecna cyrylica, nawet na mapie nie ułatwia nam poruszania się po mieście, ale dzięki aplikacji maps.me dajemy radę. Gorąco polecam program, jest tani jak barszcz, można przypinać pinezki i je dowolnie opisywać, jest całkowicie offline, pokazuje pozycję GPS i może służyć jako nawigacja.







    Najpierw udajemy się w kierunku starej fortyfikacji Kalemegdan. Po drodze mijamy cerkiew katedralną św. Michała Archanioła.



    Wchodzimy do środka. Wnętrze robi na nas mega wrażenie, w tle półtonem grają organy, spotykamy modlących się mieszkańców.



    Została zbudowana w latach 1837-1840.

    Po kilku minutach docieramy na miejsce. Kalemegdan to zabudowania, które znajdują się nad Dunajem i Savą. Położone są na wysokości 125 m nad poziomem morza i pochodzą z XVII wieku.



    Teren wokół otacza wielki park, który jest doskonałym miejscem do relaksu. Spędziliśmy tam prawie pół dnia, bo pogoda nie przypominała w żaden sposób tej, która nas witała na lotnisku. Temperatura oscylowała wokół 27*C i świeciło ostre słońce.













    I moja lepsza połówka



    Na terenie zamku znajduje się również muzeum militarne pojazdów, które brały udział w działaniach zbrojnych.



    Po kilku godzinach opuszczamy teren zamku i udajemy się w kierunku ulicy Knez Mihailova - głównej ulicy handlowej w Belgradzie. Znajdziemy tutaj wiele restauracji, knajpek, kawiarni i sklepów.



    CDN

  7. #7
    Awatar agentF

    Dołączył
    Oct 2011
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Air Serbia trzyma poziom - oby tak dalej I bardzo fajna profesjonalna relacja - oby tak dalej!
    Canon likes this.

  8. #8
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Knez Mihailova to takie trochę nasze Krupówki. Jest tu gwarno, ludzie zderzają się ze sobą idąc w pośpiechu, spotykamy grajków, malarzy i sprzedawców.



    Swoje przedstawicielstwa mają tutaj między innymi Turkish Airlines, Qatar Airways czy tanie linie FlyDubai.



    Łapiemy pierwsze gorące promienie słońca. Aż nie chce się wstawać.



    Przechadzając się dalej docieramy do Hotelu Moskwa. Jest obecnie jednym z najstarszych działających hoteli w Serbii. Zbudowano go w 1890 roku.



    Jak wspomniałem wcześniej - z komunikacji miejskiej nie korzystaliśmy, ale miasto oplecione jest siecią autobusów, trolejbusów i tramwajów. System ten działa bardzo dobrze. Autobusy odjeżdżają o czasie. Warto kupować bilety, bo kontrole są bardzo częste, a i koszt przejazdu nie jest specjalnie wysoki, bo kosztuje zaledwie 2,5 zł. Minusem jest słabe oznakowanie przystanków, na wielu z nich nie wisi nawet rozkład jazdy.





    Po minięciu Moskwy obieramy kierunek na ulicę Skadarską (nazwa oryginalna Skadarlija). Znajduje się w obrębie Starego Miasta. Początek ma obok Placu Republiki i biegnie przez zaledwie 400 metrów. Znaleźć tutaj możemy liczne restauracje, które o tej porze roku powoli się zapełniają.









    Powoli głodniejemy i wchodzimy do jednej z bardziej znanych restauracji w tej okolicy - "Trzy Kapelusze". Siadamy na zewnątrz. Obsługuje nas dosyć dziwny kelner. Cały czas mu się spieszy. Między stolikami chodzą lokalni grajkowie i umilają czas gościom. Zamawiamy różne mięsa z grilla z sałatką. O ile do mięs nie można mieć zastrzeżeń to do sałatki owszem - była to surowa kapusta czerwona i... cebula. A to na drugim talerzu na mięsie to nie lody waniliowe tylko kulka z masła i soli



    Naprawdę duże porcje i spadek sił sprawia, że w "Kapeluszach" spędzamy trochę czasu. Zbliża się już wieczór. I tutaj muszę sprostować to co napisałem w poprzednich częściach. Deszcz miał nas już więcej nie spotkać, ale jednak to się stało. Gdy powoli szliśmy w kierunku przystanku autobusowego, nad Belgradem zaczęły zbierać się ciemne chmury.



    Zanim dotarliśmy do przystanku autobusowego zdążyła nas złapać gwałtowna burza, która nie odpuszczała do późnego wieczora. Na lotnisko wyjeżdżamy ponad 3 godziny przed odlotem.



    CDN

  9. #9
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie cz. V

    Wybaczcie to dzielenie na sto części, ale po prostu tak mi łatwiej, bo prędzej znajdę 10 minut czasu na jedną część niż godzinę na napisanie czegoś więcej. No to jedziemy dalej.

    Układ lotniska w Belgradzie przypomina nieco Okęcie kilka lat temu. Najpierw przechodzimy do kontroli kart pokładowych, potem do kontroli paszportowej. Kontrola bezpieczeństwa jest na sam koniec, przed samym gate.

    Tablica lotów też ma swój klimat. Literki przeskakują jak na starym Okęciu.



    Strefa Duty Free jakoś specjalnie nas nie interesuje. Ceny i asortyment taki jak wszędzie. Nasz gate do Abu Dhabi to A2. Samolot już czeka przy rękawie, ale pracowników kontroli bezpieczeństwa jeszcze nie ma. Podpinamy się pod prąd i czekamy godzinę. Wreszcie na 40 minut przed odlotem zjawia się obsługa i możemy przejść do gate. Nauczony doświadczeniami z krajów UE wyjmuję dwie półtoralitrowe wody z plecaka na co widzę sprzeciw pani z "hajmana", która mówi, że nikt mi tego nie wyrzuci i spokojnie mogę to przenieść. Cool, nie będę musiał prosić załogi co chwilę o wodę, bo pół litra wody na godzinę lotu to zawsze średnio mi idzie.

    Kilkanaście minut przed odlotem rozpoczyna się boarding.



    Spotykamy wiele osób z naszego porannego lotu Warszawa-Belgrad. Ponad połowa wszystkich pasażerów to Polacy i Rosjanie. Obłożenie na oko 60%. Zajmujemy miejsca 13 AB. Miejsce C pozostaje puste, mamy nieco więcej miejsca dla siebie. Wnętrze samolotu robi dobre wrażenie. Jest normalnie, fotele skórzane, na każdym z nich znajdziemy koc i poduszkę.



    Od gate odbijamy o czasie i startujemy o północy. Lot ma potrwać 4 godziny i 40 minut. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że powrotny trwał o godzinę dłużej.

    Kilka minut po starcie rozpoczynają się przygotowania do serwisu. Każdy z pasażerów otrzymuje menu.



    Do wyboru kurczak meksykański, wołowina i indyk. Biorę kurczaka, bo lubię wyraziste smaki i pikantne jedzenie, a moja lepsza połówka wybiera indyka. Deser niby do wyboru, a każdy dostaje to samo. Oczywiście do kolacji szeroki wybór ciepłych i zimnych napojów oraz alkohole.

    Najpierw kurczak. Jeżeli kiedykolwiek leżeliście w szpitalu na specjalnej diecie po wycięciu wyrostka to znacie ten smak. Żaden. Zero soli, zero pieprzu, równie dobrze mogliby Wam dać tekturę. I tak właśnie smakował ten kurczak. I nie on był najgorszy - bo palmę pierwszeństwa należy przyznać przystawce, czyli sałatce ziemniaczanej. Do zapchania dostajemy krakersy z serkiem topionym, bułkę i deser, na który już nie mamy ochoty, bo wyglądał i zapewne smakował tak samo jak i kurczak. No niestety, ale moje "pianie z zachwytu" nad Air Serbią tutaj się kończy. I nie chodzi tutaj nawet o to, że w samolocie wiadomo, że jest gorsze jedzenie niż na ziemi i nie ma co porównywać. Latając jako CC zjadłem setki porcji samolotowych. Wiele z nich była na prawdę dobra, część kończyłem w połowie, a resztę tylko wąchałem i nawet ich nie zaczynałem. Porcja Air Serbii należy niestety do tej ostatniej grupy



    Druga porcja to indyk w bliżej nieokreślonym smakiem sosie, kapusta czerwona zasmażana i kostki marchewki. Indyka dało radę uratować solą i pieprzem, który każdy dostaje w zestawie z metalowymi sztućcami (tutaj wielki plus, no ale jednak sztućców się nie je). Marchewka jak to marchewka... Bez komentarza



    Do kolacji bierzemy wino białe i gdyby nie to, że kilka godzin wcześniej zjedliśmy słuszny obiad na mieście to bylibyśmy prawdopodobnie głodni.

    Po skosztowaniu specjałów kuchni samolotowej kontynuacją serwisu jest przejazd z kawą, herbatą i napojami bezalkoholowymi. Decydujemy się na gorącą herbatę, aby w spokoju dolecieć do celu. Zasypiamy.

    Ponad godzinę przed lądowaniem, gdzieś nad Zatoką Perską budzi nas piękne słońce.



    Przed rozpoczęciem zniżania załoga rozdaje wodę, chusteczki nawilżające i ogarnia kabinę. Na zniżaniu zamiast ziemi widzimy tylko pustynny pył. Przechodzimy przez niego na krótko przed lądowaniem, a naszym oczom ukazują się pojedyncze wyspy na wodzie.



    Robimy jeszcze kilka zakrętów i przyziemiamy na pasie 13L. Kołujemy przy jednej z najbardziej charakterystycznych wieży kontroli lotów na świecie.



    Lotnisko w Abu Dhabi jest oddalony jest o prawie 30 km o miasta. Dominująca linią jest oczywiście Etihad Airways ze swoją flotą 111 maszyn. Lotnisko obsługuje okolo 25 milionów pasażerów rocznie.

















    Do terminala jedziemy kilkanaście minut. Mijając po drodze między innymi B787 w nowym malowaniu Etihada czy Expo2020 Alitalii. Na kontroli paszportowej wypełniamy dokumenty i otrzymujemy bezpłatną wizę wbijaną w paszport. Ważna jest przez 30 dni. Zanim dotarliśmy do hali bagażowej nasze walizki zgodnie z oczekiwaniami kręciły się na taśmie. Nie ukrywam, że miałem pewne obawy co do uczciwości bagażowych w Belgradzie, jednak okazały się one niesłuszne. Bagaż nienaruszony, w idealnym stanie odbieramy i idziemy na przystanek autobusowy linii Etihad.

    Tutaj pierwszy problem - nie ma nas na liście pasażerów. Podejrzewałem, że tak może być, bo godzina odjazdu autobusu była wielokrotnie zmieniana przez Air Serbię. Każdej korekty musiał dokonać też pośrednik Flipo.pl. Ale wydruk rezerwacji i jej szczegółów uwiarygodnił nasze prawo do przejazdu z lotniska AUH do Etihad Travel Mall w Dubaju. Po kilku minutach siedzimy już w wygodnym, klimatyzowanym autokarze. Nasze walizki jadą oddzielnym busem, bo nie zmieściły się do luku bagażowego. Podczas jazdy każdy ma ponownie sprawdzane karty pokładowe z poprzednich rejsów, a osoba, która to robi ponownie upewnia się czy mamy prawo do skorzystania z transportu. Za chwilę każdy otrzymuję butelkę wody niegazowanej, mentosa miętowego i chusteczkę nawilżającą. Nasza podróż do Dubaju trwa 1 godzinę 15 minut z przystankiem na tankowanie.

    Etihad Travell Mall w Dubaju jest niewielkim budynkiem, który wyposażony został w 4 stanowiska odprawy biletowo-bagażowej, kantor, kiosk Relay, sklep z pamiątkami oraz bezpłatne toalety z prysznicami, które posiadały kosmetyki i ręczniki. Każdy chętny mógł się odświeżyć przed lub po podróży. W "terminalu" działało również bezpłatne WiFi. Nie udało nam się go włączyć na telefonie - błędne hasło, ale ta sama sieć z tym samym hasłem zadziałała już na laptopie. Przed wyjazdem dalej podchodzę do stanowiska check-in, aby wyjaśnić sprawę z naszymi biletami na autobus w drodze powrotnej. Zostaję zapewniony, że system nigdy nie dobija biletów, które zostały zakupione u pośredników, dlatego mamy się nie martwić i na pewno zostaniemy wpuszczeni do autobusu w drodze powrotnej. Opuszczamy terminal i udajemy się na metro. Stąd już tylko 30 minut do hotelu.

  10. #10
    Awatar Darecki

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    Płock

    Domyślnie

    Narobiłeś smaku, a teraz cisza w temacie


    manica likes this.

  11. #11
    tbk
    tbk jest nieaktywny

    Dołączył
    Feb 2011
    Mieszka w
    Łódź

    Domyślnie

    Jakbyś w Serbii nazwał kajmak "kulką z masła i soli" to chyba by cię udusili

  12. #12
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie cz. VI

    Czasu brakuje, ale coś tam udaje się wyskrobać dalej

    Zanim dochodzimy do metra mamy już dosyć. Od 24 godzin w podróży. Wchodzimy do stacji metra i uff... jak tu zimno. Kupujemy bilet 7-dniowy za 135 AED (1 AED = 0,99 PLN) w postaci srebrnej karty NOL Card. Mogła być złota i upoważniać nas do "klasy biznes" w metrze, ale płacić dwa razy więcej za odrobinę komfortu, który właściwie nam jest niepotrzebny...



    Metro jeździ co 3 minuty, pociąg podzielony jest na 3 części. Pierwsza dostępna tylko dla posiadaczy NOL Gold, druga dla kobiet i dzieci, a trzecia dla reszty. Oczywiście nie ma obowiązku podziału tylko w jedną stronę. Kobieta może jak najbardziej jechać z mężczyznami, ale mężczyzna za przyjemność podróży z kobietami musi liczyć się z mandatem 100 AED.

    Do hotelu docieramy po 25 minutach. Za naszą bazą wypadową podczas pobytu w Dubaju będzie robił Flora Grand Hotel. Nie był on ani drogi ani tani. W opcji bez śniadań kosztował 1500 PLN za dwie osoby za 6 nocy. W cenie basen na dachu, siłownia, sauna. Pokój wyposażony w to co potrzeba, m. in. lodówkę, telewizor, dobrą, aczkolwiek nieco głośną klimatyzację, sejf. Bardzo podobny do Novoteli. Internet bezprzewodowy działał wyśmienicie. Ogólnie na tle innych hoteli, w których bywałem (cała sieć Accor, Hilton, Sheraton, i in.) wypada bardzo dobrze. Stosunek jakości do bardzo dobry i szczerze polecam.

    Niestety zasady są zasady i pokój możemy otrzymać dopiero za 2 godziny. W międzyczasie otrzymujemy welcome drinki ze świeżych owoców, odświeżamy się, a obsługa zapoznaje nas z zasadami panującymi w hotelu. Planujemy wyskoczyć gdzieś na plażę, pytam "konsjerża" co poleca. Oczywiście zaproponował taxi na plażę Al Mamzar Beach. I tutaj od razu się wyłożył. Po pierwsze według licznika powinniśmy zapłacić za taxi 18 AED, on ją proponował za 35 AED no i plaża w środy i poniedziałki dostępna jest wyłącznie dla kobiet, czego nam nie powiedział. Na szczęście przedwyjazdowe siedzenie w necie i dziobanie każdej jednej istotnej informacji zaowocowało tym, że podziękowaliśmy i od tego momentu polegaliśmy wyłącznie na sobie. I się nie przejechaliśmy na tym.

    Po drodze na plażę zatrzymujemy się przy meczecie Jumeirah. Jest to jedyny meczet w Dubaju, który otwarty jest dla turystów. My tutaj byliśmy za wcześnie, bo swoje drzwi otwierał po 16.



    Po drodze wpadamy do McDonald's na lody i prawie zasypiamy tam ze zmęczenia. Pomimo przespanego lotu, zmiana klimatu i sam fakt podróży wpływa na nas kiepsko, ale nie poddajemy się. Najpierw taxi, potem autobusem docieramy na miejsce. Wysiadamy w okolicach Umm Suqeim Park, skręcamy w prawo i naszym oczom ukazuje się widok Burj Al Arab.



    Jest godzina 16, więc słońce powoli odpuszcza i chłodzeni wiatrem oddajemy się w objęcia Morfeusza słuchając szumu wód Zatoki Perskiej. W takim stanie pozostajemy do późnych godzin popołudniowych. Po godzinie 18 zbieramy się i idziemy coś zjeść.

    Przypadkiem trafiamy do losowej knajpy dla lokalsów. Zamawiamy kurczaka w placku paratha i pyszną arabską herbatę z cukrem, mlekiem i kardamonem. Za cztery parathy, dwie herbaty i trzy pierogi z groszkiem, cebulą i bliżej nieokreślonym mięsem płacimy 16 AED.



    Powrót do hotelu rozważamy taxi, ale znajdujemy szybko przystanek autobusowy i wybieramy dojazd komunikacją miejską. Generalnie taxi nie jest drogie i trudno jest być oszukanym. Stawki są ustalane odgórnie przez rząd. Opłata początkowa to 5,00 AED, a za kilometr nie zapłacimy więcej niż 1,60 AED. System jest tak zaawansowany, że manipulacje przy nim są niemożliwe, a kierowca który cokolwiek by kombinował traci natychmiast licencję bez prawa ponownego ubiegania się o nią. Gdy kierowca nie włączy licznika przejazd traktowany jest jako darmowy i nie musimy za niego płacić. Samochody są identycznie oznakowane, różnią się tylko kolorem dachów i oznacza to w jakiej korporacji jeżdżą. Kierowców obowiązują uniformy RTA.

    Jeśli chodzi o autobusy - są klimatyzowane, jeżdżą jak chcą i jadą zawsze szybciej niż jest to wskazane w rozkładzie na przystankach. Wszystkie przystanki są na żądanie o czym przekonaliśmy się czekając kiedyś przez pół godziny na autobus w klimatyzowanym przystanku autobusowym (temp. 19*C). Nie wychodziliśmy czekając aż autobus się zatrzyma, ale... on przejechał bez zatrzymywania się, bo nie pomachaliśmy

    Metro - kursuje co 3 minuty od wczesnych godzin porannych do późnych godzin nocnych. Każda stacja jest do złudzenia podobna do reszty. Jest w nich niemal idealnie czysto, zimno i tłoczno. Są dwie linie. Czerwona - dłuższa, biegnąca z jednego końca miasta aż za lotnisko. Druga - zielona, krótsza, biegnąca pod starszą częścią miasta. Obie w znacznym stopniu przebiegają nad miastem na wysokim wiadukcie. Pociągi są bezobsługowe, a w środku obowiązuje zakaz jedzenia, picia i żucia gum.



    Poruszając się po mieście czuliśmy się bezpieczni. Dubaj ma jeden z najmniejszych współczynników przestępstw na świecie. Trudno tutaj być okradzionym czy napadniętym. Oczywiście zalecane są podstawowe środki ostrożności, nie mniej jednak możemy spokojnie na plaży zostawić rzeczy i iść do wody. Nikt się nawet do nich nie zbliży.

    Do hotelu wracamy po godzinie 20. Odbieramy bagaż z przechowalni i padamy. Ustalamy plan na jutro - nie zmęczyć się, odetchnąć od gorąca i coś zobaczyć.

    CDN

  13. #13

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    i jak by to powiedzieć, bądź mądry by coś wybrać na wakacje ....
    tomo77 likes this.

  14. #14
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie cz. VII

    Wstać ciężko, bo po przylocie przestawiliśmy zegarek o dwie godziny do przodu, co oznacza, że wstać musimy dwie godziny wcześniej niż podpowiada nam zegar biologiczny. Na dzisiaj zaplanowaliśmy Dubai Mall, wjazd na najwyższy budynek na świecie Burj Khalifa oraz wieczorny pokaz fontann.

    Z rana wpadamy na śniadanie. Jest tutaj wszystko i nic. Ale można coś znaleźć, żeby w miarę smacznie nabrać energii na następne godziny.



    Jak już wcześniej wspominałem. Nasz hotel położony jest przy stacji metra Al Rigga, skąd mamy niecałe 30 minut jazdy metrem do największego centrum handlowego na świecie - Dubai Mall.

    Wysiadamy na stacji metra o tej samej nazwie i możnaby podejrzewać, że za chwilę będziemy na miejscu. Nic bardziej mylnego. Stację metra od centrum handlowego dzieli kilkuset metrowy klimatyzowany korytarz. Idziemy nim chyba z 20 minut zanim dotrzemy do naszego celu.



    Centrum handlowe robi wrażenie. Nie sposób jest je zejść całe.



    My skupiamy się na małych zakupach i obejściu bardziej charakterystycznych miejsc. Jednak najpierw wychodzimy na zewnątrz, a naszym oczom ukazuje się Burj Khalifa. I dobrze, że tak zrobiliśmy, bo można było na spokojnie pospacerować, ludzi praktycznie nie było w porównaniu z tym, co działo się tutaj wieczorem.

    Zdjęcie z normalnego obiektywu nie łapie nawet kawałka Burj Khalify, ale oddaje ogrom budynku.



    Jednak zakładając "rybie oko" wszystko staje się mniejsze.





    Dubai Mall od drugiej strony prezentuje się tak.



    Ale przejdźmy się po centrum handlowym...



    No dobra, tak na prawdę to wiem, gdzie idziemy. Do Emirates Official Store, który znajduje się na końcu korytarza stylizowanego na arabski bazar.



    Widać, że jesteśmy już blisko.



    Naprawdę blisko...



    ... i docieramy na miejsce. Szczerze mówiąc, myślałem, że będzie to nieco większe.



    Ale asortyment jest na prawdę duży. Można tutaj dostać praktycznie wszystko to, co znajdziemy na stronie internetowej.



    Po środku sklepu przebiega pas startowy 30 R, który prowadzi wprost do kasy.



    Niestety nie mają wszystkich rozmiarów koszulek, a upatrzone przeze mnie czerwone polo M okazuje się a duże. S za małe... No koszulka nie jest mi pisana. Jako, że mam już cztery modele Emirates w domu, w tym trzy zgarnięte w konkursach (są identyczne jak te, które można tutaj kupić) to tę półkę sobie odpuszczam. Kupuję magnes, breloczek, jakiś długopis, moja lepsza połówka wybiera plecak w deseń komiksu Emirates i idziemy do kasy.



    Przed sklepem stoi prawdziwy symulator A380. Można z niego skorzystać za jedyne 700 AED/godz., a przy okazji otrzymać zniżkę 20% na cały asortyment sklepu.



    Ale nie samym lotnictwem człowiek żyje... A może jednak żyje, ale trzeba iść dalej.

    Dubai Mall to miasto w mieście. Znajdziemy tutaj lodowisko



    Podobno największy sklep ze słodyczami na świecie.





    Oceanarium.



    Ekskluzywny targ złota.



    Strefę luksusowych kawiarnii.



    I historię Dubaju w jednej grafice.



    I tak chodząc i chodząc po tym całym kompleksie zauważamy, że już jest 16 i wypadałoby coś zjeść. Nie sądziłem, że w centrum handlowym będę w stanie spędzić więcej niż 3 godziny, ale się udało.
    Strefa jedzenia oferuje menu sieciowych restauracji szybkiej obsługi. Wybieramy najbardziej obleganą przez tutejszych - TAZA. Za 40 zł otrzymujemy dwa duże zestawy z kurczakiem, frytkami, pitami, sosami, sałatką i napojami.



    Smakuje nieźle. Nie ma na co narzekać.

    CDN

  15. #15
    b79
    b79 jest nieaktywny

    Dołączył
    Mar 2015

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Canon Zobacz posta
    Zamawiamy różne mięsa z grilla z sałatką. O ile do mięs nie można mieć zastrzeżeń to do sałatki owszem - była to surowa kapusta czerwona i... cebula. A to na drugim talerzu na mięsie to nie lody waniliowe tylko kulka z masła i soli
    CDN
    Nie jest to nic dziwnego - w krajach bałkańskich kuchnia jest bardzo ciężka i ze słabymi jak dla nas surówkami. Czysta cebula do grilowanego mięsiwa to norma, tak się je np. chevapchichi.
    An24, Tu134, Tu154M, Ił62M, Ił86, A319, A320, A321, A330, A380, B727, B737, B747, B757, B777, E170, E175, E190, ATR72, DH8 Q400, Q100, Fokker 100, MD 82

  16. #16
    Awatar jtf2

    Dołączył
    Apr 2008
    Mieszka w
    DUS

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Canon Zobacz posta



    Ale asortyment jest na prawdę duży. Można tutaj dostać praktycznie wszystko to, co znajdziemy na stronie internetowej.



    Po środku sklepu przebiega pas startowy 30 R, który prowadzi wprost do kasy.




    CDN


    dywan świetny. Przy kolejnej przeprowadzce warto sięnad takim zastanowić!
    pozdrawiam

    jtf2



  17. #17
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Na czym to ostatnio skończyłem. A, tak... Dubai Mall. No to teraz może coś o największym budynku na świecie, czyli o Burj Khalifa. Jego oficjalna wysokość to 829 metrów i w najbliższym czasie nie dogodni go konkurencja. Budynek posiada taras widokowy, który odwiedziliśmy. Ciekawostką jest to, że zachód słońca można tutaj oglądać dwa razy w odstępie 3 minut. Najpierw na ziemi, a później najszybszą windą na świecie dostajemy się na taras widokowy i możemy oglądać drugi raz.

    Wejściówki można kupić z maksymalnie miesięcznym wyprzedzeniem, a ceny wahają się między 120 a 200 zł. Wybraliśmy te droższe, w godzinach szczytu, żeby zobaczyć Dubaj za dnia, zaliczyć zachód słońca i zrobić kilka nocnych zdjęć. Zakupu biletów lepiej nie odkładać, bo ceny na miejscu sięgają nawet 500 AED (ok. 505 PLN) za osobę. Bilet kupujemy na dokładną datę i godzinę, dlatego dobrze jest wcześniej sobie wszystko zaplanować.
    My slota mamy na 17:30, można wejść w kolejkę na 15 minut przed godziną, która widnieje na bilecie.

    Taras widokowy "At the top" składa się z części odkrytej - zaszklonej i zabudowanej, w której znajdują się sklepy.



    Za dodatkową opłatą można wjechać nieco wyżej, ale odpuściliśmy, bo kilka pięter nie zrobi wielkiej różnicy.



    Widok z góry może nie jest czymś niezwykłym, ale robi wrażenie. Szczególnie na powyższym zdjęciu możemy zaobserwować cień, jaki rzuca Burj Khalifa w pustynię. Po lewej stronie Dubai Mall, po środku te węże na niebieskim tle to system fontann, które można obserwować również z góry. Pokazowi towarzyszy muzyka, która wydobywa się z głośników na 124. piętrze.



    Jak dotąd wieżowce widziane z dołu robiły wrażenie, to z góry wydają się być zwykłymi budynkami, jakich wiele.



    Od strony zatoki wprawne oko dostrzeże również zespół wysp "The World", czyli sztuczny kompleks utworzony w kształcie mapy świata. Obserwujemy zachód słońca. Niestety chmury zawieszone nisko nad horyzontem uniemożliwiły słońcu wejście w wodę.

    Chwilę później zapada zmrok, a miasto rozświetlają tysiące latarni.





    Powoli zjeżdżamy na dół i idziemy nad sztuczne jezioro.



    Pokazy fontann odbywają się co pół godziny od 18:30 do 23:00. Zaliczyliśmy dwa takie pokazy i muszę powiedzieć, że robią wielkie wrażenie.









    CDN

  18. #18
    Awatar Darecki

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    Płock

    Domyślnie

    To już koniec relacji, no bo od tygodnia cisza?
    Canon likes this.

  19. #19
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Ładna pogoda za oknem, głód samolotów i jazda na rowerze, nie mówić o pracy skutecznie pochłaniają mój czas Myślę, że oprócz tej części uda mi się wrzucić dzisiaj relację z safari i pokażę Wam inne niż wszystkie centrum handlowe.

    Następnego dnia wstajemy i shuttle busem z hotelu jedziemy na plażę. Korzystamy z transportu tam, ale powrót już o 12 wydaje nam się przedwczesny, dlatego w drodze powrotnej korzystamy z transportu miejskiego. I tutaj wielkie rozczarowanie... Autobus który podjechał na przystanek miał odjeżdżać kilka minut później, ale kierowca zrobił sobie 40 minutową przerwę. Potem gdy już ruszyliśmy okazało się, że klima nie dziala i tak w kilkudziesięciostopniowym upale dotarliśmy w okolice hotelu. Chwila odpoczynku, szybki obiad i zwiedzamy dalej.

    Godzina 17:30, czyli pora, kiedy robi się chłodniej, na ulice wychodzą tysiące mieszkańców i można wreszcie odetchnąć...



    Ten wieczór podbijania miejscowych bazarów zaczynamy przy stacji tramwajów wodnych (tzw. abr, abra) Al Sabkha Abra Station. Zaraz obok jest otwarta kawiarnia, gdzie kosztujemy soku wprost z kokosa



    Nie było to może najpyszniejsze doświadczenie, ale warto tego spróbować, bo zdecydowanie różni się od napojów kokosowych, które można kupić w sklepie.

    Zaraz obok za 1 AED od osoby wsiadamy w abrę i niesamowicie zatłoczonym kanałem przepływamy na drugą stronę do stacji przy Dubai Textile Souk.



    Abry są obsługiwane przez lokalną firmę transportu miejskiego, która w swoim władaniu posiada wszystkie autobusy, metro, tramwaje i taksówki - RTA. Nie mają określonego rozkładu jazdy, ale liczba chętnych i liczba abr pozwala na to, żeby od momentu wejścia na łódkę do rozpoczęcia przejazdu nie minęła nawet minuta. Jest kilka linii, na których pływają abry. Gdy chcemy wyczarterować stateczek to koszt tego na regularnej trasie wynosi 20 AED, a wypożyczenie na godzinę kosztuje 120 AED.



    Po wyjściu z abry kierujemy się na Dubai Textile Souk. Miejsce, gdzie możemy kupić materiały podobno z całego świata i chciałbym wierzyć, że cały świat nie równa się tylko Chiny. Poza tym masa pamiątek, kilka stoisk z jedzeniem i nachalni nagabywacze, którzy zakładają turystom na głowy co się tylko da. Masa turystów z Rosji, co sprawiało, że w oczach lokalsów właśnie też uchodziliśmy za Rosjan. Polaków wydawało się być naprawdę niewielu. Zdjęć nie robiłem, bo chcieliśmy bardziej prześlizgnąć się przez ten bazar niezauważonym i dojść do dzisiejszego celu, czyli Al Bastakiya.

    Dzielnica powstała około 1890 roku i jest najstarszą dzielnicą Dubaju. Jest to kilkadziesiąt odrestaurowanych budynków. O tej porze turystów tutaj niewielu, mam wrażenie że oprócz nas nie było już nikogo. Mieliśmy całkowity spokój od głośnego Dubaju pełnego kupców, turystów i mieszkańców, którzy cały czas gdzieś się spieszą. Wyjątkowości tego miejsca dodawały wszechobecne głośniki i nawoływanie do modlitwy z pobliskiego meczetu, które niosły się po murach tworząc niepowtarzalną atmosferę grozy



    W dawnych domostwach kryją się sklepy, kawiarnie, galerie sztuki i stragany mieszkańców, jednak senny charakter miejsca sprawia, że nikt nas nie zaczepia, w całkowitym spokoju możemy spacerować i oglądać wystawy.







    Chcieliśmy jeszcze zdążyć na targ przypraw i złota, ale straciliśmy poczucie czasu i przyjechaliśmy tam przed 22, gdy już wszystko było pozamykane.





    Jak zwykle czasu znowu na wszystko nie starczyło.

    CDN

    P.S. Przy okazji zapraszam na mojego bloga Damian Ciesielski , gdzie poza relacjami z podróży znajdziecie więcej samolotów

  20. #20
    Photo Screener
    Awatar Canon

    Dołączył
    May 2007
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie cz. X


    Polecamy

    Idąc, za ciosem wrzucam kolejną część:

    Wybór firmy, z którą pojedziemy na wycieczkę na safari to prawdziwe wyzwanie. Jest ich w Dubaju prawie 30, każda z nich ma podobny program, który na pierwszy rzut oka niczym się nie różni, ale zakres cen jest duży. Najtańsze zaczynają się od 90 AED, najdroższe kończą na 450 AED, a w niektórych można skorzystać jeszcze z voucherów "buy 1 get 1 free". Nam w wyborze pomógł popularny serwis tripadvisor.com, gdzie każdej firmie użytkownicy portalu mogą wystawić oceny. Czy one są sponsorowane czy nie - trudno ocenić, jednak nasz wybór padł na firmę "North Tours". Cena za osobę bez promocji to 185 AED, a z promocją 295 AED (jedna osoba jedzie gratis, więc wychodzi prawie 150 AED, więc różnica w cenie niewielka). My pojechaliśmy bez promocji.
    Cena obejmowała:
    - odbiór z dowolnego hotelu na terenie Dubaju i przejazd ok. 50 km na wydmy
    - około 60 minutowa jazda po wydmach
    - kolacja arabska
    - korzystanie z atrakcji w czymś na wzór oazy: henna, szisza, jazdy na wielbłądach, jazda na desce po wydmach
    Taka wycieczka dla mas

    Ale zacznijmy od początku. Wybraliśmy tą wycieczkę głównie ze względu na możliwość pobujania się po wydmach i zjedzenia czegoś dobrego. Rezerwacja wycieczki odbywała się mailowo, nie wymagano żadnej przedpłatny, a płatność regulowaliśmy już po zakończeniu. Było to uczciwe i dawało powiedzmy komfort, że jak coś nie spełni naszych oczekiwań to nie zapłacimy pełnej sumy i to nawet podkreślał nasz kierowca. Punktualnie, a nawet przed czasem (15:30) przyjechała po nas 7-osobowa Toyota Land Cruiser, która zabrała nas poza granice Dubaju. Po drodze zebraliśmy jeszcze jednego Australijczyka i razem z trzema Irlandkami ruszyliśmy w stronę wydm.



    Po 40 minutach jazdy pierwszy przystanek - oczywiście w przydrożnym sklepie, który służy do nabijania kasy na turystach. Woda po 8 AED, lody po 10 AED. Na szczęście byliśmy wcześniej przygotowani i nie skorzystaliśmy z oferty "special price for you my friend", która okazała się atrakcyjna dla innych.



    Powoli gubimy Dubaj i wjeżdżamy na odcinek, z którego korzystają chyba same jeepy, wiozące turystów w piach.







    Niedługo później dojeżdżamy na miejsce. Wszystkie jeepy tracą trzy czwarte powietrza z opon i zaczynamy.



    Od tego momentu wszystkie luźne przedmioty chowamy pod fotele i zaczynamy godzinę jazdy po wyskokach, wybojach i spadkach. Pierwsza odpada jedna z dziewczyn z Irlandii, która niemal w biegu wyskakuje z auta i wstrzymuje naszą zabawę. W ofercie wycieczki było wyraźnie napisane, aby nic nie jeść na kilka godzin przed

    Gdy zaczyna się ściemniać i zachód słońca już bliski docieramy do celu, czyli na kolację. W końcu!





    Częstotliwość, z jaką są organizowane wycieczki i początek okresu posezonowego działają na naszą korzyści. Unikamy tłumów i na spokojnie możemy skorzystać z czego chcemy.

    Choć najciekawszą atrakcją dla mnie okazały się samoloty podchodzące na lotnisko DXB, które ocierały się o księżyc.







    Daleko w oddali widać wieżowiec Burj Khalifa.



    Kompleks, do którego przyjechaliśmy składa się z części jadalnej, namiotu z sziszą, henną, miejscem gdzie można jeździć na wielbłądach, quadach i desce snowboardowej po wydmach. Ponadto kącik z arabskimi ciepłymi napojami.



    Z góry prezentowało się to w ten sposób:



    Zbliża się zachód słońca.



    Po zachodzie rozpoczęła się kolacja. Wybór był przeogromny, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Jakość potraw była bardzo wysoka, świetnie doprawione i wszystko smakowało super. Zachęcano nas do dokładek i spróbowania wszystkiego. Podczas jedzenia cały czas na scenie coś się działo. Z pełnymi brzuchami i zadowoleni około godziny 22:30 dotarliśmy do hotelu.

    Myślę, że każdemu mogę polecić takie spędzenie popołudnia. Cena była niewygórowana jak na to, co otrzymaliśmy i bardzo nam się podobało.

    CDN

Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •