Pokaż wyniki od 1 do 1 z 1
Like Tree12Likes
  • 12 Post By aszczytno

Wątek: GDN-NYO-GDN czyli dwa razy pierwszy raz

  1. #1
    Awatar aszczytno

    Dołączył
    Apr 2009

    Domyślnie GDN-NYO-GDN czyli dwa razy pierwszy raz


    Polecamy

    Po wylądowaniu w NYO, pomyślałem „Kurcze, od początku nie idzie…”
    Ale może faktycznie, zacznę od początku. Czytam relacje forumowych obieżyświatów już od kilku lat zawsze z zainteresowaniem. Ludziska bujają po świecie, opisują wspaniałe samoloty i miejsca, postanowiłem więc, że i ja spróbuję. Do tej pory jakoś nie było czasu, choć trafiały mi się podróże lotnicze, za to teraz, kiedy dysponuję praktycznie nieograniczonym czasem (szkoda, że nie funduszami…) postanowiłem, w miarę oczywiście możliwości realizować swoje młodzieńcze pasje. Żyjąc w czasach, kiedy posiadanie paszportu było ciężko osiągalnym luksusem, ja marzyłem o podróżach. W tym celu chciałem nawet zostać kierowcą, najlepiej TIR-a, bo to była jedyna (jak wtedy myślałem) możliwość przemieszczania się po świecie. Niestety, życie ułożyło się inaczej i trzeba było na jakiś czas odłożyć pomysły o podróżowaniu. Ale, do „ad rem”, jak kiedyś żartowano w kabarecie Pomysł na spotterski one-day-trip wykluł się wczesną wiosną i doczekał się bardzo szybkiej realizacji, zwłaszcza, że kryteria nie były specjalnie wygórowane: rano wylot, wieczorem powrót, destynacja – bez większego znaczenia, koszt – możliwie jak najniższy. Z opcji, które znalazłem w necie, i co w miarę by pasowało, wybrałem Skavsta by Wizz z GDN, a spotting zaplanowałem na lotnisku Stockholm Bromma (ESSB). Zabukowałem bilet na początek maja, i kiedy pod koniec kwietnia chciałem się odprawić on-line, w pocznie znalazłem info, że „mój’” lot został „z przyczyn ekonomicznych” odwołany. Zaproponowano mi przebukowanie powrotu na następny dzień (nocleg oczywiście we własnym zakresie) zwrot kasy, lub umieszczenie jej na jakimś lojalnościowym koncie. To był pierwszy falstart w podróży i wtedy po raz pierwszy pomyślałem: „Kurcze, od początku nie idzie…” Zrezygnowałem z tego wszystkiego i przeniosłem wyprawę na inny dzień. I tym sposobem, na stare lata, zafundowałem sobie prezent na Dzień Dziecka
    Na lotnisko dotarłem 5 (wylot o 6:00),

    odprawiłem się (bezproblemowo – bilet i kartę pokładową wydrukowałem w domu) i przeszedłem do hali odlotów. Za oknem zobaczyłem kilka maszyn oczekujących na pasażerów


    oraz mojego A320 HA-LWF.

    Los przydzielił mi miejsce przy oknie (22F), do którego dotarłem przez mocno zatłoczony aisle. Później, już w trakcie lotu,


    starałem się policzyć pasażerów, ale lepiej było policzyć wolne miejsca, ponieważ niemal wcale ich ku mojemu zdziwieniu nie było - myślę, że obłożenie sięgało 100%. Wnętrze samolotu, takie sobie: wykładzina podłogowa na pewno czasy swojej świetności ma już dawno za sobą (rok wejścia do eksploatacji 2008) i brak pokrowców na zagłówki, to chyba jedyne, do czego można by się przyczepić. Ale ja się czepiał nie będę, bo uznałem, że lot na tak krótkiej trasie, mógłby być porównywalny ( za zachowaniem proporcji oczywiście!) do przejazdu busikiem, i tego się trzymam. Obsługa miła – generalnie wszystko OK. Podczas zniżania do NYO, jakoś dziwnie długo przebijaliśmy się przez chmury, w pewnym momencie patrzę, a tu śnieg pada, czy cóś ? Niestety, był to gęsty, ulewny deszcz, którym przywitała mnie Szwecja.

    Morale trochę spadło, bo celem wycieczki był głównie spotting (kolejne spełniane marzenie), a tu podczas jazdy do Sztokholmu, na zmianę: lało, padało, siąpiło i Bóg wie co jeszcze. Miałem oczywiście plan „B”, ale naprawdę, nie miałem ochoty na jego realizację. Przejazd z ze Skavsty do Stockholm Centralen, wykupiłem przez internet we Flygbussanie, choć myślę, że można było pokombinować autobusem 515 do Nykӧping, a później pociągiem do Central Station, ale nie przypuszczałem, że będą takie korki… W rezultacie, autobus był opóźniony o dobre pół godziny, co akurat specjalnie mnie nie wkurzało, bo i tak lało koncertowo i z focenia nici…Wówczas kolejny raz przyszło mi do głowy „Kurcze, od początku nie idzie…”. "Zawszeć to blisko do jakiegoś dachu nad głową" - pomyślałem, i zrezygnowałem z pierwotnych planów dojazdu na przeciwległą do terminala stronę lotniska i podjechałem (T-bana+autobus 110) do punktu oznaczonego na mapce numerem 2. (jej autorem jest przesympatyczny i bardzo pomocny Roger Andreasson)



    Miejscówka – extra: samoloty kołujące i startujące widać jak na dłoni, są ławeczki i stoliki, wszystko super, tyle, że focie z BL`em, niestety.





    Dopóki było pochmurno, nie było najgorzej, ale gdy zauważyłem, że front deszczowy się oddala, postanowiłem przenieść się na miejscówkę nr 1. Ponieważ nie było opcji przejazdu miejską komunikacją, zapodałem „z kamasza” – niedaleko, tak myślę, że gdzieś koło 3 km. Chodnikiem, a później asfaltową ścieżką rowerową – szybko i sprawnie. Kiedy dochodziłem do miejscówki, zauważyłem, że zmienili kierunek startów i znów we łbie zakołatało: „Kurcze…”, ale cóż było robić. Strzeliłem parę ujęć w tym stylu:

    ale to nie było to, o co mi chodziło, więc decyzja jasna: zmiana miejscówki…I znowu „z kamasza”, wzdłuż ogrodzenia, później osiedlowymi uliczkami, na skróty prze pole golfowe (dobrze, że nikt mnie nie opieprzył), do asfaltowej ścieżki rowerowej, która doprowadziła mnie niemal na samo miejsce. Widok lotniska:



    I tu właśnie czekała na mnie nagroda: miejscówka super, położona na kamiennych wzgórkach wzdłuż pasa startowego, zachmurzenie minimalne, słonko za plecami, lekki wiaterek (który suszył moje przemoczone buty) i odległość do pasa, jakieś 150-200 metrów. Jak mówił Kargul, „Nu prosto jak w raju”.Ja jeszcze dodałbym „spotterskim” . Poniżej kilka ujęć z tego miejsca:









    Jak widać, Bromma to lotnisko dla cywilnych turbopropów, niewielkich turbofanów i bizjetów, a od czasu do czasu trafi się jakiś wojskowy:


    Powrót do GDN na pokładzie HA-LYG, w którym nie było już tak tłoczno, dzięki czemu zamieniłem swoje 21B na 20DEF Start 10 min. przed czasem i po spokojnym locie lądowanie ( w deszczu, jakże by inaczej…) o 23:30 w GDN. W sumie eskapada bardzo udana, a zaplanowane cele osiągnięte: koszt: 220 złotych (przelot+Travel Card), jeden dzień w podróży, fajne fotki, i jako bonus, spotkanie w Sztokholmie z kumplem sprzed lat. Do planowania przejazdu z ESKN na ESSB używałem bardzo pożytecznego programiku „Resrobot”. Aha! Byłbym zapomniał! Skąd tytuł relacji i jak to możliwe, że dwa razy jest pierwszy raz? Ano stąd, że była to moja pierwsza tego typu wyprawa i pierwszy lot lowcostem
    Ostatnio edytowane przez aszczytno ; 03-06-2015 o 17:38
    otul72, tartal, Wamo and 9 others like this.
    OMD Em-10, FinePix S-1, MAK 127/1500

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •