Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 45
Like Tree143Likes

Wątek: Japonia z prawie 2latkiem WAW-LHR-HND-FUK/KIX-HEL-TXL British+JAL+Finnair

  1. #1
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie Japonia z prawie 2latkiem WAW-LHR-HND-FUK/KIX-HEL-TXL British+JAL+Finnair


    Polecamy

    Zastanawialiśmy się długo gdzie jechać na pierwszą daleką podróż z dzieckiem, by wykorzystać jeszcze tanie podróżowanie z infantem i wybór padł na Japonię. Uznaliśmy, że to kraj bezpieczny, przyjazny, łatwy w przemieszczaniu się i nie kosmicznie drogi, a przy tym jesień to tam odpowiednia pora roku na wyjazd z dzieckiem. Zachęceni dobrym doświadczeniem sprzed roku przelot do Japonii kupiliśmy zachęceni dobrymi cenami Japan Airlines przez Londyn. Ciężko nam było dopasować powrót też z JAL, więc wybraliśmy szybkie połączenie Finnaira z Kansai przez Helsinki do Berlina (prawie nie wpływało to na cenę). Odrębnie dokupiłem dolot z POZ do WAW, niestety z powodu mgły wolałem nie ryzykować i do Warszawy podwiozła nas rodzina samochodem (ostatecznie nasz samolot doleciał do WAW z 2h opóźnieniem, ale nie mogliśmy ryzykować i czekać). W Warszawie okazało się, że nie mogę się odprawić na odcinki operowane przez Japan Airlines muszę to zrobić w Londynie. Byłem też na tyle wcześnie, że nie mogłem jeszcze nadać bagażu na swój lot. By mieć wygodny kąt uznaliśmy, że nie czekamy i bierzemy bagaż jako podręczny i idziemy do salonika Bolero (dzięki Diners, salonik wymaga przemeblowania, ale nie było źle, małemu nawet smakowała zupa). Obawiałem się security, ale zupełnie niepotrzebnie, personel bardzo nam pomagał, był przyjazny i życzliwy. Byliśmy przygotowani na lot tylko z podręcznym, mieliśmy 2 torby po 7kg każda i trzecia tylko z rzeczami dla dziecka na podróż poniżej 5kg - sam nie wiem jak udało się to tak spakować, ale z perspektywy czasu widzę, że swoich rzeczy mógłbym zabrać jeszcze mniej, a ubrania dla dziecka praktycznie nie zajmują miejsca.
    Wózek nadaliśmy dopiero w gejcie, prosząc by czekał na nas w gejcie w Londynie.
    Pierwszy odcinek podróży na odcinku z Warszawy do Londynu z British Airways nie był najprzyjemniejszy. Mały biegał wzdłuż samolotu i szukał wyjścia. Czasu na przesiadkę było niewiele, a część została zmarnowana już na początku na poszukiwanie zaginionego wózka. Okazało się, że wózka nie było przy gejcie, personel kazał nam iść po wózek dalej i z czasem zorientowaliśmy się, że prowadzą nas do taśm na przylotach. Zostawiłem rodzinę przy security i wróciłem do gejtów licząc, że uda mi się chociaż ustalić co stało się z wózkiem. Pomogła mi wtedy pracująca w porcie polka, która woziła mnie elektrycznym samochodem. Z biegającym dzieckiem i dużym bagażem podręcznym musieliśmy jeszcze przejść security (znowu bardzo nam pomagał personel), ustalić z British Airways co stało się z wózkiem i odprawić się na kolejne 2 loty z Japan Airlines. Panie z BA uznały, że z wózkiem zawiniło Okęcie i nic więcej nie zrobią. Widząc sytuację pracownik Japan Airlines nie tylko postarał się by wózek czekał na nas przy gejcie w Tokyo, ale zapewnił nas, że dla małego będzie dodatkowe miejsce, które specjalnie dla niego zablokował. Podróż z Japan Airlines nie mogła być nieprzyjemna. Dużo miejsca na nogi, pomocny personel i wygodne siedzenia (B773 ma takie same jak B787). Obawiałem się trochę 773 po złych doświadczeniach z SQ, ale zupełnie niepotrzebnie, nawet oczy mi nie wyschły tak bardzo jak rok temu w ich 787 (chyba ilość osób na pokładzie ma spore znaczenie dla poziomu wilgotności powietrza).

    Mały dostał kaszkę i zasnął jeszcze przed podaniem pasażerom posiłku, a obudził się przed samym lądowaniem w Tokyo. Tym razem paniki już nie było. W gejcie rzeczywiście czekał na nas wózek, szybko dotarliśmy do terminala 1 dla lotów lokalnych. W punkcie obsługi pasażerów z dziećmi szybko i wygodnie nadaliśmy wózek i część bagażu do Fukuoki, w zamian mały dostał praktyczny wózek lotniskowy. Muszę tu pochwalić lotnisko Haneda za organizację takiego punktu obsługi pasażerów z dziećmi. Maty do zabawy, sporo zabawek, książki dla dzieci i rozmowa z personelem na siedząco - działa to rewelacyjnie. Szybkie i bezproblemowe security i pozostało nam sporo czasu na lotniskowy salonik niemal z widokiem na nasz B767 przygotowywany do lotu:

    Boarding rozpoczął się 15 minut przed odlotem i pomimo sporej maszyny (B763) 5 minut przed odlotem każdy już siedział gotowy na swoim miejscu. Lot do Fukuoki to już tylko 2h, Mały znowu jest rozpieszczany przez personel, miał dostać kolejny gumowy samolocik JAL, ale zauważyłem, że mają też fajne większe modele B773 i taki dla siebie wziąłem Po lądowaniu ze względu na dziecko jesteśmy prowadzeni trasą na skróty po nasz bagaż, do hotelu docieramy szybko metrem (tylko 2 stacje do okolic dworca Hakata). Podróż całkiem udana i przyjemna, poza przesiadką w LHR która ze względu na brak wózka była koszmarem, no i mgła przekreśliła nam dolot do WAW. Saloniki nawet te skromne japońske bardzo przydają się do ogarnięcia dziecka, szczególnie karmienia.
    Machoni, shiver, elza030 and 22 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Czy książka Joanny Bator również wam towarzyszyła podczas podróży?

  3. #3
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez elza030 Zobacz posta
    Czy książka Joanny Bator również wam towarzyszyła podczas podróży?
    No przecież przeczytaliśmy ją w zeszłym roku Zresztą tym razem nie było czasu i siły na czytanie

  4. #4
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Wybraliśmy przelot do Fukuoki głównie dlatego, że lotnisko jest blisko centrum i jest łatwo osiągalne komunikacyjnie. Taryfa JAL+BA umożliwiała właściwie dowolne lokalne doloty JAL z HND w tej samej cenie, także Okinawę i pierwotnie to właśnie Okinawa nas kusiła, jednak im więcej o niej czytaliśmy tym bardziej byliśmy pewni, że na wypad z dzieckiem to nie jest najlepsze miejsce. Problemem było to, że lokalna komunikacja nie jest tam zbyt dobra, a to co ładne zaczyna się w zasadzie dopiero na okolicznych wyspach (w zasadzie silnym "za" była tylko pogoda). Uznaliśmy więc, że zaczniemy od Kyushu, a później powoli będziemy przemieszczać się w stronę Osaki i Kyoto, gdzie byliśmy w 2012, a teraz chcemy być jesienią (Tokyo i obręb Kanto zwiedzaliśmy rok temu więc tam też nas nie ciągneło). Pierwotnie bardzo liczyłem na jakieś dzikie fajne zakątki Kyushu i Shikoku, ale przy bliższym podejściu do planowania szybko mi przeszło, 2 tygodnie to jednak nie jest wcale tak długo. Po wymianie kilku maili z kaspricem (dzięki za pomoc) uznałem, że rzeczywiście tak jak on zaleca najrozsądniej jest poszukać dobrych noclegów przy stacjach Shinkansenów i na tym oprzeć planowanie. Ostrzegał mnie też, że w tym roku hotele mają duże obłożenie, czego na początku nie dostrzegałem (bo nie sprawdzałem terminów weekendowych). Ale miał rację, bo gdy już zabrałem się za rezerwację na swoje 2 wyjazdowe weekendy musiałem brać raczej to co jest, niż to co chcę i przez to w Osace sporo przepłaciłem. Długo zastanawiałem się też nad doborem karnetów kolejowych. Kusił mnie 2 tygodniowy JR Pass na całą Japonię, ale rozsądek podpowiadał, że taniej będzie jednak brać pasy lokalne, tym bardziej, że płaci się za nie dopiero na miejscu (co jest istotne mając na uwadze ryzyko związane z dzieckiem). Ostatecznie wybrałem 3 dniowy pass na Kyushu, 7 dniowy SanyoSanin z JR west i 1 dniowy Kansai Area na ekspres Haruka na lotnisko. Głównym punktem wyjazdu miał być wypad na KoyaSan na który planowałem kupić dodatkowo Kansai Thru Pass, który przewidywałem wykorzystać także na komunikację lokalną w Osace i Kyoto.

    Planów było sporo, ale tak naprawdę nie wiedziałem czego się spodziewać po takiej podróży z dzieckiem. Liczyłem się z tym, że nie zobaczę nawet połowy z tego co bym chciał. I rzeczywiście jak na złość po dotarciu do hotelu okazuje się, że mały ma gorączkę. Niewielką i na początku myśleliśmy, że to reakcja na zmęczenie podróżą, jednak w nocy pomimo podania leków gorączka wzrasta do 38,5C. Cały następny dzień walczymy z gorączką, wychodząc na miasto na zmianę by zorientować się co gdzie jest w okolicy i korzystając z słonecznego dnia (od jutra ma padać) cokolwiek zwiedzić. Okolice dworca Hakata nie są zbyt ciekawe:


    Odwiedzam też pobliską świątynie Shōfuku-ji, która nie jest zbyt okazała, ale to podobno najstarsza świątynia Zen w Japonii:


    Kontaktuję się też z ubezpieczycielem, by dowiedzieć się co robić, gdy gorączka wzrośnie. Każde z nas miało kilka aktywnych ubezpieczeń, dla dziecka zdecydowaliśmy się skorzystać z ubezpieczenia kart Diners Club. Na początku okazało się, że podany numer kontaktowy jest nieprawidłowy, ale dzięki pomocy rodziny w kraju udało się uzyskać niezbędne informacje. Kolejnej nocy gorączka wzrosła do 39,5C i poprosiłem ubezpieczyciela o zorganizowanie konsultacji lekarskiej. Rano pojechaliśmy do lekarza, było ciemno, deszczowo i zimno. Mały dostał antybiotyk. W Japonii pacjent dostaje leki dobrane do swojej masy i tylko w wskazanej przez lekarza ilości. Pakowaniem i porcjowaniem leków zajmuje się apteka (nie ma tam w ogóle sprzedaży komercyjnej). Nam nawet te leki z apteki doniesiono. Cała wizyta była sprawna i bezproblemowa, wszystko rozliczane bezgotówkowo na podstawie gwarancji ubezpieczyciela (także leki). Tak więc ubezpieczenie w kartach Diners rzeczywiście jest niezłe.
    Zła pogoda powodowała, że nie było mi specjalnie szkoda zmarnowanego dnia i ogólnie braku zwiedzania Kyushu (na szczęście nie zdążyliśmy nawet kupić karnetów). Wieczorem udało mi się jeszcze pojechać w okolice Fukuoka Tower. To nowe dzielnice głównie z zabudową mieszkaniową i biurową, po drodze ze stacji metra mijam też kampus lokalnych uczelni. Urbanistycznie średnio mi się to podoba, ale architektura niezła i wszystko jest bardzo uporządkowane i czyste. Przez pośpiech, porę dnia i pogodę zdjęć tam nie robiłem.
    Jednak przez te pierwsze dni naszą największą atrakcją były śniadania w hotelu, być może to wpływ okoliczności, ale śniadania były naprawdę dobre, choć sam hotel taki sobie (Hakata Miyako Hotel przy samym dworcu Hakata). Z uwagi na raczej aktywne dziecko szukaliśmy dużych hoteli w których prościej wtopić się w tłum

    Trzecia noc w Fukuoce była pierwszą spokojną nocą podczas tego wyjazdu. Przed południem zdecydowaliśmy się nawet na mały spacer z małym. W parku dookoła pobliskiej Sumiyoshi Shrine trafiamy na walki sumo:


    Około południa opuszczamy hotel i Shinkansenem dojeżdżamy do stacji Kokura (17minut jazdy, musiałem kupić normalne bilety, bo pass SanyoSanin zaczyna się dzień później). W Kitakyushu mamy kolejny nocleg, bardziej z przymusu, bo na noc z soboty na niedzielę nie było już w Fukuoce miejsc w hotelach za rozsądne pieniądze i to kilka tygodni przed przylotem). Pierwotnie planowałem dojachać do Kitakyushu wieczorem ekspresem w ramach pasu JR Kyushu, ale z uwagi na małego uznaliśmy, że lepiej by czas pomiędzy jednym, a drugim hotelem ograniczyć do minimum. W Japonii w hotelach checkin zwykle przypada dopiero na 15:00, mamy więc po dotarciu czas na spacer. O dziwo wbrew prognozom wychodzi nawet słońce. Idziemy obejrzeć lokalny zamek:


    Jest sobota, w parku dookoła zamku kwitnie życie, małemu po antybiotykach bardzo się poprawiło i biega za gołębiami. W sumie fajnie, bo przez przypadek zwiedzamy KitaKyushu, choć nie było tego w planach i niekoniecznie w innych miejscach byłaby taka pogoda. W okolicy natrafiamy na lokalne wesele, jak widać w Japonii ludzie też lubią przy tej okazji eksponować lepsze samochody:

  5. #5

    Dołączył
    Jun 2010

    Domyślnie

    Jeśli chodzi o lotnisko w Warszawie i podejście do dzieci, to lotnisko to dostało ode mnie sporego minusa.

    Otóż kiedy nasza córeczka miała niecałe 2 lata, żona z dzieckiem + teście wybrali się w podróż do Chin, żeby mnie odwiedzić, połączenie WAW-PEK-WUH. Żona przygotowała dla dziecka zupę w termosie, zabrała też kilka napojów dla dziecka, typu soki i inne takie bobo fruty, oraz przygotowaną wodę na wieczorne mleko. Na kontroli osobistej cała płynna zawartość bagażu została zakwestionowana przez ochronę, po interwencji żony przyszedł kierownik tego bałaganu i podtrzymał decyzję podwładnych. Wszystkie płyny zostały niestety w stolycy.

    Wcześniej takie zestawy przechodziły bez problemu w stolycy, tym razem było inaczej. Niech tymi płynami ta "dzielna" załoga się udławi.
    300. Dywizjon Bombowy im. Ziemi Mazowieckiej

  6. #6
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Grimson Zobacz posta
    Jeśli chodzi o lotnisko w Warszawie i podejście do dzieci, to lotnisko to dostało ode mnie sporego minusa.
    Otóż kiedy nasza córeczka miała niecałe 2 lata, żona z dzieckiem + teście wybrali się w podróż do Chin, żeby mnie odwiedzić, połączenie WAW-PEK-WUH. Żona przygotowała dla dziecka zupę w termosie, zabrała też kilka napojów dla dziecka, typu soki i inne takie bobo fruty, oraz przygotowaną wodę na wieczorne mleko. Na kontroli osobistej cała płynna zawartość bagażu została zakwestionowana przez ochronę, po interwencji żony przyszedł kierownik tego bałaganu i podtrzymał decyzję podwładnych. Wszystkie płyny zostały niestety w stolycy.
    Wcześniej takie zestawy przechodziły bez problemu w stolycy, tym razem było inaczej. Niech tymi płynami ta "dzielna" załoga się udławi.
    Szokujące. To co Twoje dziecko jadło po drodze? Za coś takiego Ci pracownicy powinni zostać wyrzuceni z pracy. Widocznie ktoś nie odpuścił i pociągnął sprawę bardziej, skoro podejście się zmieniło. Obawiałem się trochę właśnie takich problemów.
    My zabraliśmy aż 6 słoików z gotowymi daniami i aż 10 soczków i musów. Część soków miała 100ml i na wszelki wypadek włożyłem tyle ile się zmieściło do worków z naszymi płynami. W wodę już się nie bawiłem, uznałem, że ta samolotowa jest jednak pitna skoro wszyscy ją piją.
    Na żadnych lotnisku nikt nie podważał niczego, security w WAW, LHR i HND było bezproblemowe i wręcz personel nam pomagał, choć widziałem, że te słoiki ponad 200ml powodowały zamieszanie, bo każdy z nich był dokładniej badany. Mały zjadł z tego po drodze niewiele (w WAW najadł się zupą w saloniku) więc prawie wszystko zostało na ostatni odcinek HND-FUK, ale tam już większość tego jedzenia nadałem.
    W drodze powrotnej mieliśmy 4 mniejsze gotowe dania i kilka soków, także nikt niczego nie próbował nam zabrać.

  7. #7

    Dołączył
    Jun 2010

    Domyślnie

    Sytuację ratowały stewardesy LOTu na pokładzie B787, dzięki Paniom córka nie była głodna. Na szczęście w tamtym przypadku powoli przechodziła na "dorosłe" jedzenie, więc nie była to sytuacja podbramkowa.

    Trochę podróżuję po tym padole, głównie na trasie Europa-Azja. Z takimi wyśrubowanymi kontrolami bezpieczeństwa jak w Polsce, to jeszcze się nigdzie nie spotkałem.
    300. Dywizjon Bombowy im. Ziemi Mazowieckiej

  8. #8
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Grimson Zobacz posta
    Sytuację ratowały stewardesy LOTu na pokładzie B787, dzięki Paniom córka nie była głodna. Na szczęście w tamtym przypadku powoli przechodziła na "dorosłe" jedzenie, więc nie była to sytuacja podbramkowa.
    Tyle, że przecież dziecko poniżej 2 lat jeśli nie ma wykupionego miejsca to formalnie nie dostaje jedzenia na pokładzie. No i dziecko jednak musi jeść częściej. Nasz nawet gdyby swoje tace z jedzeniem dostał to by na tym do końca podróży nie pociągnął.

  9. #9

    Dołączył
    Jun 2015
    Mieszka w
    Dąbrowa Górnicza

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Grimson Zobacz posta
    Sytuację ratowały stewardesy LOTu na pokładzie B787, dzięki Paniom córka nie była głodna. Na szczęście w tamtym przypadku powoli przechodziła na "dorosłe" jedzenie, więc nie była to sytuacja podbramkowa.

    Trochę podróżuję po tym padole, głównie na trasie Europa-Azja. Z takimi wyśrubowanymi kontrolami bezpieczeństwa jak w Polsce, to jeszcze się nigdzie nie spotkałem.
    Wypowiem się, bo akurat pracuje na polskim lotnisku. Co ciekawe takim, które ma najostrzejszą kontrolę bezpieczeństwa w kraju. To wszystko jest dla dobra pasażerów, a że notorycznie nie znają oni przepisów lotniska to inna sprawa (każde ma trochę inne, choć oparte o te same przepisy i zalecenia międzynarodowe). Jeśli dziecko ma poniżej 2 lat to u nas przejdzie wszystko (no oprócz energetyków, które rzekomo dla dziecka miały być), natomiast dziecko powyżej tego wieku obowiązują normalne przepisy, a co za tym idzie pojemności. Czyli nie więcej niż 100 ml w jednej butelce, a całościowo woreczek o pojemności 1 l na osobę. To naprawdę jest kwestia bezpieczeństwa, a zaostrzenia biorą się stąd, że ktoś kiedyś już wynosił czy próbował materiały niebezpieczne w takiej formie. I np. mało kto wie, że poprzez przemieszanie cieczy w odpowiednich proporcjach można uzyskać na pokładzie bombę. Stąd takie przepisy np. u nas. Lotnisko dmucha na zimne.

    Co do podróży, bardzo ciekawa relacja. W Japonii jeszcze nie byłam, może kiedyś. choć z tak małym dzieckiem nie zdecydowałabym się nigdy na tak długą podróż samolotem.

  10. #10
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Ale mowa jest właśnie o dzieciach poniżej 2 lat. Córce Grimsona zabrano jedzenie na podróż gdy miała poniżej 2 lat.

    Nie zauważyłem by dla dziecka długość lotu miała jakieś znaczenie, znaczenia ma już ilość przesiadek, szczególnie gdy jest zmęczone. Trochę gorzej jest ze zmianą czasu, po przelocie do Japonii paradoksalnie pomogła w tych choroba, teraz po powrocie mały był przez kilka dni skołowany i go to męczyło. Cała podróż jednak go rozwinęła i największym problemem jest dla nas teraz to, że mu teraz brakuje wrażeń i się nudzi.

  11. #11
    Awatar Gabec

    Dołączył
    Jan 2007
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Shar94 Zobacz posta
    Czyli nie więcej niż 100 ml w jednej butelce, a całościowo woreczek o pojemności 1 l na osobę. To naprawdę jest kwestia bezpieczeństwa, a zaostrzenia biorą się stąd, że ktoś kiedyś już wynosił czy próbował materiały niebezpieczne w takiej formie. I np. mało kto wie, że poprzez przemieszanie cieczy w odpowiednich proporcjach można uzyskać na pokładzie bombę. Stąd takie przepisy np. u nas. Lotnisko dmucha na zimne.
    Bzdura.
    no risk, no fun ;D


  12. #12
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Wracając do podróży. Goście na wesele które obserwowaliśmy w pobliżu zamku w KitaKyushu przychodzili ubrani w lokalne stroje, udało mi się uchwycić fajnie ubranego chłopca (mam nadzieję, że nie będzie mnie o to nikt ścigał):


    Nie mogłem się też powstrzymać przed zrobieniem zdjęcia porywającej kapeli rockowej pogrywającej w parku, szczególnym dynamizmem emanowała gitarzystka:



    Następnego dnia rano pakujemy się i idziemy na dworzec. Jedziemy Shinkansenem Mizuho do Okayamy, która będzie dla nas bazą na kolejne 3dni (Mizuho jest szybki i ma duże wygodne fotele w ukłądzie 2-2 w wagonach z rezerwacjami). Najpierw szukałem noclegu w Hiroshimie, ale te najfajniejsze były za daleko od dworca, później uznałem, że lepsza będzie Fukuyama i znalazłem tam nawet fajny hotel. Ale zupełnie przypadkiem zorientowałem się, że na pasie SanyoSanin mogę jeździć wszystkimi Shinkansenami, a nie tylko tymi wolniejszymi jak na pasie na całą Japonię. Szybkie Nozomi i Mizuho w większości nie zatrzymują się w Fukuyamie, ale wszystkie zatrzymują się w Okayamie. Uznałem, że wolę mieć większą elastyczność i znalazłem dobrze oceniany hotel w pobliżu dworca w Okayamie.


    Podróż trwała około 75minut. Zostawiamy bagaże w recepcji i jedziemy lokalnym pociągiem do pobliskiego miasteczka Kurashiki. Miasteczko znane jest z starej handlowej dzielnicy poprzecinanej kanałami. Jest niedziela, więc miejscami jest tłoczno i komercyjnie:









    Gdy pogoda psuje się jeszcze bardziej i zaczyna padać wracamy do Okayamy. Pokój w hotelu jest bardzo fajny i jak na Japonię przestronny. Śniadania także niezłe. Hotel Kooraku w Okayamie polecam, to najlepsza relacja jakości do ceny podczas całej naszej podróży.

    Jutro ma być już lepsza pogoda.
    shiver, maciass, Goppel and 11 others like this.

  13. #13
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    del (niechcący 2x wysłałem)

  14. #14
    Moderator
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta
    szczególnym dynamizmem emanowała gitarzystka:
    Basistka .
    Rob_Sad and stnm like this.
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  15. #15

    Dołączył
    Jun 2010

    Domyślnie

    Czy było solo na basie?
    300. Dywizjon Bombowy im. Ziemi Mazowieckiej

  16. #16

    Dołączył
    Jun 2015
    Mieszka w
    Dąbrowa Górnicza

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta
    Ale mowa jest właśnie o dzieciach poniżej 2 lat. Córce Grimsona zabrano jedzenie na podróż gdy miała poniżej 2 lat.

    Nie zauważyłem by dla dziecka długość lotu miała jakieś znaczenie, znaczenia ma już ilość przesiadek, szczególnie gdy jest zmęczone. Trochę gorzej jest ze zmianą czasu, po przelocie do Japonii paradoksalnie pomogła w tych choroba, teraz po powrocie mały był przez kilka dni skołowany i go to męczyło. Cała podróż jednak go rozwinęła i największym problemem jest dla nas teraz to, że mu teraz brakuje wrażeń i się nudzi.
    A wczytywaliście się w przepisy lotniska, w którym to miało miejsce? Jeśli zapis jest niezgodny z rzeczywistością możecie składać skargę i być może jakieś pieniądze dostaniecie z tytułu nietrzymania się przepisów (jest to bardzo prawdopodobne). Wiadomo, nie zwróci to nerwów itd., ale zawsze coś i być może nauczka na przyszłość dla pracowników lotniska.

    Gabec: Co do dmuchania na zimne: tę zasadę stosuje się w całym lotnictwie. Jeśli jakieś niepożądane zdarzenie miało miejsce gdzieś indziej to trzeba tak zaostrzyć kontrolę, żeby w danym porcie lotniczym to się nie zdarzyło. Jak w takim razie to nazwiesz jak nie dmuchanie na zimne?

  17. #17
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Grimson Zobacz posta
    Czy było solo na basie?
    Może było, my tylko przechodziliśmy obok.

    Następnego dnia po leniwym poranku dojeżdżamy Shinkansenem do Fukuyamy i dalej lokalnym pociągiem do Onomichi. To portowe miasteczko z ciekawymi widokami i fajną atmosferą labiryntu schodów i wąskich przejść pomiędzy wśród klimatycznej zabudowy i świątyń. Poruszanie się tutaj z wózkiem nie było proste, ale w jakimś ograniczonym zakresie (nie przeszliśmy wszystkich tras) jakoś się udało:





    Na szczyt wzgórza można się łatwo dostać kolejką linową, jak widać pogoda rzeczywiście się poprawiła i to znacznie:


    Z tarasu widokowego na szczycie widać liczne pokryte wzgórzami wysepki, które ciągną się aż do Shikoku:


    Wzdłuż nich ciągnie się mostami szybka droga Shimanami Kaido, a równolegle do niej fajna trasa rowerowa, która jest jedną z większych atrakcji okolicy. Oczywiście mieliśmy wielką ochotę przejechać się nią choć na niewielkim odcinku, ale potrzebowalibyśmy do tego raczej noclegów w Onomichi i to przynajmniej 2, a na to już nie mieliśmy czasu.



    Onomichi jest naprawdę urokliwe i praktycznie nie ma tam komercji:


    To już dolna, bardziej portowa część miasta:




    Mieliśmy w planie na ten dzień jeszcze wypad do miasteczka Tomonoura w którym kręcono kilka epizodów filmu Wolverin, ale przez leniwy poranek zabrakło nam czasu. W zmian podczas dłuższej przesiadki robimy spacer dookoła zamku w Fukuyamie:



    Dopiero tego dnia odczuwam, że da się z małym dzieckiem fajnie i prawie normalnie podróżować. Mały szybko przywykł do zmian, mało tego, zmiana hoteli i nowe jedzenie stały się wręcz kultowymi atrakcjami, czego absolutnie się nie spodziewałem.
    maciass, Machoni, frik and 7 others like this.

  18. #18

    Dołączył
    Jun 2011

    Domyślnie

    Mlody spozywal lokalna kuchnie ? Owoce rowniez ? Nic mu nie bylo ?


  19. #19
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez popo78 Zobacz posta
    Mlody spozywal lokalna kuchnie ? Owoce rowniez ? Nic mu nie bylo ?
    Ale tam są owoce praktycznie takie jak u nas, więc z tym różnicy nie było (ale są znacznie lepsze niż u nas soki owocowe, no może poza jabłkowymi). Ekstremalnej lokalnej kuchni mu nie dawaliśmy, zresztą sami niewiele o niej wiemy. Jadł ze smakiem wszystkie rodzaje ryżowych kanapek, także te w wodoroście (on się na nie wręcz rzucał), jadł lokalne ciasteczka dla dzieci i lokalne gotowe dania dziecięce (choć te chciał dopiero jak był głodny, wolał jeść to co my), hotelowe pieczywo, dawaliśmy mu też dostępne w lokalnych spożywczakach warzywne klopsiki w panierce na ciepło. Nie tylko nic mu nie było, ale poprawiło mu się względem standardu żłobkowego i to pomimo tego, że przez 7dni brał antybiotyk (a zapas probiotyku mieliśmy ubogi). Nie jest chyba tajemnicą, że Japonia ma nieco wyższą kulturę związaną z jedzeniem więc my się lokalnego jedzenia w ogóle nie obawialiśmy. Nie spodziewaliśmy się jednak, że to co będzie tam jadł nowe będzie mu aż tak smakowało.

  20. #20
    Awatar alien

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    3M

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta
    Ekstremalnej lokalnej kuchni mu nie dawaliśmy, zresztą sami niewiele o niej wiemy.
    Ekstremalna to ona jest dla starszych, którzy tkwią już w jakichś koleinach. Ale niekoniecznie dla szkraba, któremu każdy kolejny dzień przynosi coś naprawdę nowego.
    Rob_Sad likes this.
    For every solution there is a problem.

Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •