Pokaż wyniki od 1 do 8 z 8
Like Tree12Likes
  • 6 Post By lelek7
  • 2 Post By tartal
  • 1 Post By QbaqBA
  • 1 Post By Miami
  • 2 Post By lelek7

Wątek: WAW-LPL-WMI po wrażenia

  1. #1

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie WAW-LPL-WMI po wrażenia


    Polecamy

    Na początek niech się nie dziwią Ci, którzy spodziewali się takiej relacji na Blogu. Jest kilka powodów dla których jest akurat tu. Pierwszym i najważniejszym jest inne grono odbiorców i połączone z nim grono poszukiwaczy wszelkich wieści o z góry konkretnym miejscu. Osoby te nie będą zaczynały od przeszukania blogów w nadziei, że coś się tam ciekawego dla nich znajdzie. Od razu wpisują konkretną miejscowości w wyszukiwarkę i przeglądają wyniki. Skąd to wiem, sam tak robię z powodzeniem od jakiegoś czasu.

    Nie będzie to zatem relacja LIVE, nie będzie opisów saloników i żarcia jakie tam jest, nie będzie także zdjęć z za okien samolotów a już w szczególności załogi kokpitowej, nie będzie także porównań który samolot cichszy, szerszy, wygodniejszy czy ładniej pomalowany. Będzie tylko słowo mniej czy bardziej konkretne i trochę przemyśleń. Tak się bowiem złożyło, że dużo się w czasie tych prostych rejsów zdarzyło, chyba że tylko ja robie z igły widły i każde nawet najdrobniejsze odstępstwo od normy traktuje jak niesamowite wydarzenie.

    Zacznijmy zatem od początku. Początek miał charakter biznesowy, pozostało ustalić kierunek a potem kupić bilety. Traf chciał, że kolega z którym kiedyś pracowałem wylądował w Liverpool-u i zgodził się pomóc. Nie było pospiechu więc tylko jakiemuś z góry zarządzonemu porządkowi, kierując się dziwnie silnym przeczuciem kupiłem bilety, właśnie na ten dzień z ta datą, żaden inny. Wylot rano z WAW dobrze, pojedzie się rowerem, powrót po południu do Modlina, tam trzeba się lekko spiąć aby zdążyć na bezpośredni pociąg na Lotnisko im. Chopina a stamtąd to już normalka wspomniany rowerek 30 min i w domu. Tydzień przed wylotem stało się jasne czemu przeczucie było tak silne, wystarczyło uświadomić sobie gdzie odbywał się pierwszy mecz pomiędzy Borussią a the Reds. I tak stało się jasne co będę musiał koniecznie zwiedzić, chociaż wcześniej tego nie było w planach, ale o tym później najpierw trzeba dolecieć.

    Szybkie pakowanie w plecaczek w domu, kanapki, paszport, aparat do zdjęć i w drogę. Na Lotnisku pierwsza tego dnia złośliwość, w automacie Kolei Mazowieckich brak biletów z oferty specjalnej za 17 PLN. Ki czort przy powrocie mogę nie mieć czasu na szukanie biletomatu na lotnisku w Modlinie, czas jednak goni, w miarę szybka kontrola bezpieczeństwa, nowość dla mnie kontrola SG., przy przejściu do Gate’ów NS i już czekam na boarding. Jest jeszcze chwila na ostatni telefon do Żony, potem szybka kontrola kart pokładowych i do autobusu.

    Jest coś dziwnego w obserwowaniu ludzi jak patrzą z autentycznym zaciekawieniem na widzianą z autobusu infrastrukturę lotniska w drodze na nasze stanowisko. Dla mnie przecież to norma, nawet z ciekawości obserwuje różne smaczki, których nie było poprzedniego dnia w czasie pracy, a ty samochód SG stoi inaczej, a tu agregacik się pojawił a wcześniej go nie było i ta ciekawość kto jest dzisiaj na samochodzie albo czy są jacyś znajomi w obsłudze.

    Nasze stanowisko to 46R dobrze widać początek pasa z którego będziemy startować bo właśnie robi to Bombardier Q400 AIR Baltic, wchodzę jako ostatni z naszej grupy, robiąc pamiątkowe fotki, dziś wiezie nas HA-LYN. Już wiem, że będzie dobrze, bo jak kobieta się Tobą opiekuje, pomimo, że jest samolotem nie może być źle, niech żyje Halyna (do zrozumienia akcent Warszawski wymagany). Moje miejsce 9b, miałem tylko nadzieję że nikt nie usiądzie na 9a ale 5 minut przed zamknięciem drzwi swoje miejsce zajął 17 latek który wracał do rodziny, Polak, z którym poza samym momentem startu i lądowania przegadałem cały lot, dowiadując się całkiem dużo o lokalnych zwyczajach panujących w mieście Beatelsów. Jak bym miał pamięć do Imion to bym go teraz pozdrowił, ale nie mam, więc pozostaje nadzieja, że śledzi Forum, po tym jak opowiedziałem mu o swoim blogu.

    Start z 29 po krótkim kołowaniu i minutowym opóźnieniu z odkołowaniem. Zaraz nad lotniskiem chmury a po wynurzeniu nad nimi prawie do samego końca Antarktyda i nawet przelotówek mało, zdarzyły się może dwie a z trzecią lecieliśmy z 15 minut równolegle, zanim nie odbiliśmy na północny zachód już na Anglią. Obniżanie wysokości łagodne oczywiście nie do końca bo Kapitan anonsował lekki deszcz, więc i chmury być muszą, a jak chmury to i trochę pobuja, przynajmniej coś się dzieje. Nad lotnisko nadlatujemy w łagodnym skręcie prawie muskając wylot rzeki Dee, a prostując się już nad kolejną rzeką Mersey która w tym miejscu ma może z 3km szerokości i trwa odpływ. Lekki deszcz to jeszcze nie tragedia, ale po lekkim przyziemnieniu jedziemy aż do końca pasa potem zawrotka obok szkółki lotniczej, małe esy floresy po płycie i już stajemy na piątym stanowisku.
    Kto był na lotnisku w Liverpool’u temu nie trzeba tłumaczyć co dzieje się jak się wysiądzie z samolotu, pozostali musza przygotować się na mały szok i spacer w „alei rurowej” i pobyt w pomieszczeniach, które lata świetności miały może ze 30 lat temu. Każde oprócz toalety pomieszczenie emanuje takimi trochę przybrudzonymi barwami przywodzącymi na myśl zakopcony bar.

    Po spotkaniu z kolegą, czas na zwiedzanie. Pierwsze wtedy co trzeba zrobić to kupić bilet. Najtańsza opcją jest coś co nazywa się „DAY SAIVER” i uprawnia do poruszania się po cały Liverpoolu do północy danego dnia, a ponieważ dwie firmy autobusowe ponoć łączą się, nie będzie trzeba wyczekiwać czy podjedzie właśnie ten zielony z ARRIVA’y. Z lotniska aby dostać się na stadion trzeba wsiąść do autobusy linii 86A, w/w bilet kupuje się u kierowcy a przy przesiadce okazuje się go kolejnemu drajwerowi, kombinować nie da rady są tylko jedne drzwi. 86A trzeba pojechać do momentu aż napotka się z lewej strony spore TESCO, wtedy jest jeszcze 2 przystanki na wyjście i przesiadkę na linię 68. Ja niestety byłem tak zaabsorbowany, że pokićkały mi się linie i czekałem na 68A i w konsekwencji przepuściłem 3 właściwe autobusy i przepadła okazja zwiedzenia centrum miasta.

    Wchodząc do właściwego autobusu oczywiście też nie wiedziałem ile będę nim jechał, miałem tylko w głowie że musze wysiąść koło jakiegoś parku, nazwy przystanków są bowiem ani nie wyświetlane ani nie ogłaszane, kurcze II wojna światowa mi się przypomniała, jak to na wyspach pozdejmowano wszystkie tablice z miejscowościami aby obcy agenci nie trafili tam gdzie trzeba. Ja de więc sobie tym autobusem, wypatruje parku a tu nic, zmienił się nawet kierowca, jedziemy dalej a tu nic, w końcu w akcie desperacji podchodzę do kierowcy i pytam się o Anfield Road, pokazując palcami w różne kierunki robiąc zakłopotaną minę, odpowiedź jednak dobrze rozumiem: krzyknę jak będzie trzeba wysiąść, i wiecie co tak właśnie się stało. Od tego momentu zapałałem taka wdzięcznością do mieszkańców Liverpoolu a nie tylko do kierowców autobusów, ale dopiero następnego dnia wymyśliłem jak za tą wdzięczność odpłacić.

    Wcześniej jednak, pora na stadion. Trwa spora przebudowa ale na tyłach zdaje się że powiększają główna trybunę, robie fotki swoim małym aparatem wszystkiego dookoła, a ponieważ trwa wspaniała atmosfera przedmeczowa, objawiająca się między innymi sprzedażą połączonych szalików Borusii i miejscowego klubu. Pewnie wspólnym mianownikiem tych uprzejmości jest osoba Jurgena Klopa. Dochodzi nawet do tego, że ja osoba ubrana w koszulkę Liverpoolu jestem poproszony przez grupę z szalikami o żółtym odcieniu o zrobienie zdjęcia ich telefonem historycznej Foty na tle wejścia do sklepu z pamiątkami.

    Robi się późno, wracając spotykam tego samego kierowcę z autobusu nr68, jeszcze przesiadka na 86a dla przypomnienia, potem jeszcze błyskawiczna wizyta w MC Donaldzie w NEW MERSEY SHOPPING PARK i na lotnisko, a ty kolejne kłopoty. Trzeba przyzwyczaić się do tego, że jest to obcy kraj i jak nie ma rozkładu danej linii na przystanku to on tam nie staje. Boleśnie dowiaduje się o tym jak właściwy autobus mija mnie na przystanku z włączonym prawym kierunkowskazem. Zdążyłem, tylko dlatego, że było sporo samochodów do skrętu na rondzie i nie boje się przebiegać przez jezdnię jak tego wymaga sytuacja.

    Wysiadam na 70 min. przed odlotem, a razem ze mną ubrany w służbowy płaszcz Ryanaira lekko użelowany blondyn, który potem okazał się szefem pokładu na moim rejsie a w dodatku jedynym Polakiem w składzie Cabin Crew. Nie czekając na nic kieruje się w kierunku odlotów co wymaga wspięcia się na 2 piętro, a po odbyciu kontroli bezpieczeństwa , w skład której wchodzi zdjęcie butów idę szukać mojego Gate’u. Patrze na tablice a tam komunikat następna informacja o samolocie do Modlina za 30 min. No to już sobie myślę, jak nic opóźnienie pociąg szlag trafi, a potem następny dopiero o 23, więc nie mając nic innego do robienia siadam w knajpce przy samej szybie terminala i obserwuję okiem praktyka ruchy na płycie. Wypychanie Easyjet’a, potem lądowanie Rayanair’a, a także dwa samoloty Flybe Q400 i ATR 42. Po 30 minutach okazuje się że pojawia się numer Gate’u, a obserwowany Rayan, ma właśnie lecieć w dobrą stronę i o odpowiednim czasie. Aby dostac się do samoloty trzeba jednak z 2 piętra 1,5 zjechać schodami, potem jeszcze pół także schodami na nogach a po okazaniu kart pokładowej kilkoma stopniami z powrotem do Alei Rurowej na znane już 5 stanowisko.

    Moje miejsce jest w ostatnim rzędzie, więc do samego końca delektuje się szerokim widokiem płyty i promieniami nieoczekiwanie mocnego słońca, puszczając wszystkich przodem. Dziwna rzecz, która wymaga wyjaśnienia jest taka, że niby małe bagaże są bezpłatne bo nikt nie nadał je na taśmie, za to te oznaczone żółtym paskiem wszyscy oddaja je na przyczepkę, która potem jedzie pod przedni bagażnik. W końcu jak wszyscy usadowili się na swoich miejscach, a bagaże już dawno są załadowane odkołowujemy, o czasie. Kołowanie z racji usytuowania płyty dość krótkie, wjazd na pozycje do startu bez zatrzymywania, a potem denerwująca nawet nie chwila oczekiwania.

    To była dziura w czasie, aż przerwałem nagrywanie bo miało być kołowanie ze startem razem. Nic z tego nie wyszło, ale to i dobrze bo moja szyba była tak brudna, że przed startem znalazłem jeszcze takie miejsce, że już start nagrałem w znośnej jakości. A start był nie byle jaki i wymaga opisu. Najpierw te długie oczekiwanie, oglądany w oczekiwaniu na samolot start EasyJeta było poprzedzone także przydługim oczekiwaniem, następnie po w miarę normalnym wznoszeniu nagły skręt w lewo o 90 stopni i nagłe ściszenie silników. Ja się nie bałem, bo od razu zdałem sobie sprawę, że może być to spowodowane procedurami antyhałasowymi, ale kurcze odbicie ponad 30 km na północ, potem zwrot w prawo i dopiero po kolejnych kilkudziesięciu po minięciu Manchesteru, moc na wznoszenie, moje szanse na lądowanie przed czasem maleją drastycznie, może choć by ktoś jakiś telefon o bombie wykonał to bym w warszawie wylądował. Z tym trzeba jeszcze zaczekać bo chmur brak więc gapie się na krajobrazy.

    Wylatujemy z chmur w okolicach ujścia rzeki Humber do morza północnego, ale robimy to w taki sposób że nie mając mapy biorę ją za ujście Tamizy. Przelot nad morzem nie jest nudny co jakiś czas jakiś statek, czasem platforma wiertnicza, a po kilku dobrych minutach dolatujemy do wybrzeża, które wita rozłożoną w morzu przy brzegu baterią wiatraków. Nadal bez mapy mówię sobie kurczę jak nic Dania, to może Kopenhagę zobaczę i most, lecimy i i lecimy krajobraz się nie zmienia, słońce zachodzi, a tyłek od siedzenia jeszcze bardziej jak w Wizzie boli, darowuję sobie wszelkie obserwacje, aż do momentu jak gasną przed lądowaniem światła. Komunikatu o zmianie lotniska nie ma, czuje to samo odczucie hamowania przy wypuszczaniu klap na Maksa jak w czasie lądowania w Liverpoolu, jeszcze małe wahnięcia i korekta kursu zakończone w miarę miękkim lądowaniem ale znów jedziemy do końca pasa potem niezbyt szybkie podstawienie schodków i moje szanse na złapanie autobusu kurczą się drastycznie. Uratować mnie może tylko szybki bieg, ale nie nie można obok naszego samolotu boarduje się kierunek Schengen i naszą drogę zamyka na kilka chwil obsługa, kurczę nic może kogoś przeproszę przy kontroli paszportowej i zdążę. Ostateczne Nadzie legły jak przy wejściu do terminala uruchomiła się bramka na promieniowanie. Wstrzymanie kontroli do odwołania i sprawdzenie aparatem trwa tak długo, że poddaję się o już czekam tylko co mi los przyniesie.
    Jestem załamany bo kolejny autobus jest za 25 min, pociąg po 22, szanse na dobre skomunikowanie z lotniskiem Chopina drastycznie maleją, w dodatku jak już rzeczony pociąg przyjechał, to jak na złość stał na przystanku Warszawa Praga ze 20 min. bo puszczony wcześniej towarowiec nie dość że jedzie wolno to napotyka na torach pudło i muszą sprawdzić czy to nie człowiek. W okolicach 22:45 wysiadam na Dworcu Gdańskim, metro podjeżdża za 3 min. a po wyjściu niby pocieszenie od razu podjeżdża 175 i w ciągu 20 min odpinam już rower tylko co z tego. Nie sprzedałem tego z czym pojechałem czeka mnie szydercze powitanie w domu i wymówki za „zmarnowane” pieniądze, dzień nie może więc skończyć się na trzeźwo.

    Na trzeźwo za to rano analizuję wyjazd i odnajduje światełko w tunelu. Tak w jedna jak i w drugą stronę jechało spor rodziców z dziećmi w tym także sporo Brytyjczyków i mając w pamięci jak potraktował mnie kierowca autobusu, pomyślałem sobie, jeśli Oni maja takie same problemy z odnalezieniem się i dojechaniem do miejsca które sobie upatrzyli to może ja im pomogę. W Jaki sposób: robiąc to co robie najlepiej, poza pracą, oferując transport z lub do lotniska czy to w Warszawie czy to w Modlinie i to na Specjalnych Warunkach. Po pierwsze przylatując do Polski będę przyjmował opłatę w GBP, uwolni ich to od korzystania z lotniskowych kantorów które delikatnie mówiąc nie oferują atrakcyjnych kursów wymiany. Po drugie cena: za podwiezienie z Lotniska w Warszawie wyceniłbym się na 10 GBP co odpowiada, normalnym cenom taksówkowym, kurs z Modlina to wydatek 20 GBP, czyli także tyle ile biorą zwyczajowo przewoźnicy. Jeśli czytające to osoby uznają że warto z tego skorzystać podam Emaila kontaktowego:l.zoledowski@o2.pl
    Więcej jak na razie takich wypadów nie planuję.
    Wątroba nie wytrzyma
    shiver, otul72, pawel111 and 3 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Jan 2011

    Domyślnie

    hmmmm bez fotek ?
    pawel111 and shiver like this.

  3. #3

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Przejrzałem wszystkie z wyjazdu, może coś sie wybierze. Musicie tylko dać mi troche czasu, dzisiaj na 10 to teraz nie zdążę, a poza tym żaden ze mnie fotograf.

  4. #4

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Fajnie. Ja bym tylko uważał z takimi ofertami, chyba że masz działalność gospodarczą w zakresie transportu osób.
    olekorlo likes this.

  5. #5

    Dołączył
    Mar 2014

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez QbaqBA Zobacz posta
    Fajnie. Ja bym tylko uważał z takimi ofertami, chyba że masz działalność gospodarczą w zakresie transportu osób.
    O kasie fiskalnej również trzeba pamiętać, w przypadku transportu osób nie ma limitu 20k PLN Kasa fiskalna od pierwszego kursu.

  6. #6

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    O to bym sie nie martwił i tak się nikt nie zgłosi

  7. #7

    Dołączył
    May 2013

    Domyślnie

    Nie sprzedałem tego z czym pojechałem czeka mnie szydercze powitanie w domu i wymówki za „zmarnowane” pieniądze, dzień nie może więc skończyć się na trzeźwo.
    Sama bolesna prawda i podsumowanie jak my patrzymy na lotnictwo a jak inni.
    otul72 likes this.

  8. #8

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie


    Polecamy

    Długo zastanawiałem się czy w ogóle umieścić zdjęcia ale to już Take czasy, bez zdjęć ani rusz
    HA-LYN' a co widać po pięknej nóżce
    http://images77.fotosik.pl/588/0a22dbb44f1f64fbmed.jpg
    Podejście z nad rzeki
    http://images75.fotosik.pl/588/0aa1ae6197e0d8dcmed.jpg
    Aleja Rurowa
    http://images77.fotosik.pl/588/38c32d0a7030ca93med.jpg
    Czekając na przesiadkę typowa zabudowa
    http://images75.fotosik.pl/588/3b5759ad576fd9efmed.jpg
    Anfield Road w przebudowie
    http://images75.fotosik.pl/588/b6d50b00ce748a8emed.jpg
    Widok panoramiczny
    http://images75.fotosik.pl/588/2277a9cb25e4fcdbmed.jpg
    Przebudowa całą parą
    http://images75.fotosik.pl/588/cf4444eb21545dadmed.jpg
    Easy Jet i nieśmiertelny okopcony agregat co go na Google maps nawet widać
    http://images77.fotosik.pl/588/ab4b7af1d9221771med.jpg
    Fly Bee i Bombardier podoba mi się to malowanie
    http://images78.fotosik.pl/588/685308b4e67f3072med.jpg
    Chyba mam słabość do widoków od tyłu
    http://images75.fotosik.pl/588/17fba84b3fc734d8med.jpg
    Tyle słońca w całym mieści nie widziałeś tego jeszcze popatrz, popatrz,.........................
    bo długo tego nie zobaczysz, ostatni na pokładzie
    http://images77.fotosik.pl/588/d518e3c45dcccf44med.jpg
    otul72 and pawel111 like this.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •