Pokaż wyniki od 1 do 8 z 8
Like Tree37Likes
  • 10 Post By Witold212
  • 5 Post By lelek7
  • 7 Post By Witold212
  • 9 Post By Witold212
  • 4 Post By Witold212
  • 2 Post By STYRO

Wątek: WAW-ACE-WAW, czyli grillowanie na wulkanie

  1. #1
    Awatar Witold212

    Dołączył
    Jan 2015

    Domyślnie WAW-ACE-WAW, czyli grillowanie na wulkanie


    Polecamy

    Po morderczej sesji ciągnącej się przez cały czerwiec takie wakacje jawiły mi się jako dzban zmrożonej źródlanej wody po maratonie przez pustynię... ale do rzeczy.
    19 lipca, godzina prawie 5:00, nad Warszawą wstaje cudowny letni dzień, a ja wraz z Matką, Ojcem i Młodszą Siostrą pełen entuzjazmu wkraczam na odloty celem załapania się na lot ENT1031. Check-in jeszcze zamknięty, więc siadamy i czekamy, wykorzystując chwilę na wciągnięcie jakichś kanapek. Po oddaniu walizek i kontroli zaopatruję się w prasę, wodę na drogę i coś ciepłego do picia, po czym idę spocząć na ławce pod gejtem. Popijam cappuccino, zastanawiając się, czy będzie się dało jakkolwiek zasnąć w samolocie, gdy już dogoni mnie barbarzyński niedobór snu.

    Noc była bowiem przebojowa – do WAW z domu mamy ponad 250 km, więc zdecydowaliśmy się przyjechać dzień wcześniej i zanocować w Warszawie, aby następnego dnia wyglądać choć trochę lepiej, niż przeciętny zombi. Tak, jasne... Dotarliśmy do naszego małego, sympatycznego hoteliku, położyliśmy się, budziki na 4:00 nastawione, o tak, sześć godzin spania wystarczy na razie, w powietrzu się dośpi... już, już prawie udało się zasnąć... o cholera, ale głośny ten budzik w moim nowym telefonie! Ale zaraz... budzik chyba nie powinien nadawać komunikatu UWAGA POŻAR – PROSZĘ OPUŚCIĆ BUDYNEK… Wypadłem na korytarz, gdzie zaraz przyszedł facet z recepcji, równie zdezorientowany, co wszyscy. Alarm szczęśliwie fałszywy. Po cichu podejrzewałem, że jakiś Janusz zaczął palić w pokoju. Recepcjonista poszedł tłumaczyć się strażakom, którzy właśnie przyjechali, a ja spędziłem pozostałe dwie godziny, przewracając się bezskutecznie po łóżku.Z wątpliwie przyjemnych wspomnień wyrywa mnie otwarcie bramki. Ładujemy się do autobusów, przejeżdżamy niedaleko stojącego MD-11 UPS-u (szkoda, że nie dałem rady zrobić zdjęcia!) i szybko docieramy na miejsce postojowe, na którym czeka SP-ENR. Ładujemy się, szczęśliwie dostałem miejsce 26F i okno jest moje. Szefowa pokładu informuje, że będziemy lecieć 4 godzin i 50 minut. Planowy czas to 5:30, więc spokojnie powinniśmy nadrobić opóźnienie, które już zdążyło się pojawić. Boarding zakończony, kołowanie na 29, przepustnica na maksa, jest moc, lecimy!

    Opuszczamy warszawską ziemię o 7:30 z 15 minutami obsuwy i wspinamy się na FL360. Pojawia się serwis, decyduję się na małe śniadanie. Kanapka z wędliną i ogórem może niezbyt duża, ale naprawdę smaczna, Enter ma plusa za dobre kanapki. Sympatycznym głosem odbywa się kapitan, podając standardowe info o locie i poleca patrzeć przez okna po prawej, bo akurat jesteśmy nad Austrią i widać Alpy. No i rzeczywiście:



    Niedługo później kapitan zwraca uwagę na Mont Blanc:



    Leci się fajnie, ale mózg zaczyna domagać się jakiegoś odpoczynku, a tu jeszcze 3 godziny do celu… Miejsca do spania raczej mało (192 cm ma swoje wady), gość za mną też spory, więc fotela nie rozłożę bez uzasadnionego bulwersu ze strony pana z tyłu, oprzeć się o ścianę też jakoś średnio, ale z opaską na oczy i zatyczkami do uszu udaje się przekimać godzinkę.

    Po równo 5 godzinach lądujemy. Na Kanarach wiatr wieje często, trafił nam się crosswind - pamiętam te westchnienia pełne strachu, gdy po zetknięciu z ziemią lewe koła się podniosły Wychodzimy - miły akcent - przez rękaw, łapiemy torby, obładowani docieramy w końcu do hotelu i możemy paść na łóżka (wcześniej szczęśliwie załapaliśmy się na obiad). Reszta dnia to wypróbowanie basenu i przyhotelowej plaży, zakończone dość wcześnie, bo trzeba było się w końcu wyspać.



    CDN
    Jeżeli będziecie chcieli, oczywiście

    markoo, tartal, Machoni and 7 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Oct 2011

    Domyślnie

    Dawaj dalej, fajnie się czyta Powinieneś też poinformować, że ACE to Arrecife na Lanzarote, bo zapewniam cię, nikt raczej na pamięć nie zna WSZYSTKICH kodów lotnisk.

  3. #3

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Ja znam wszystkie do których lata LOT i prawie wszystkie do których latają przewoźnicy typu LH

  4. #4

    Dołączył
    Feb 2016

    Domyślnie

    Super! Najlepiej wypożyczyć autko ok 30euro za corsę, w cenie 100km. Do zobaczenia zaczynając od wschodniej części: wulkaniczny Park Timanfaya (7 euro za osobę), zielone jeziorko El Golfo (na zdjęciach bardziej zielone niż w rzeczywistości i nie można zejść, żeby zobaczyć z bliska), Los Hervideros, Playa Blanca, miasteczka Yaiza, Uga, winnice La Geria, San Bartolome, fundacja Cesara Manrique, miasteczko Costa Teguise i Arrecife z zamkiem S. Gabriela, Jardin de cactus (ogród katusowy- bodajże 5euro, nie pamiętam), jaskinia Jameos del Aqua z białymi krabami (9 euro) i muzeum wulkanicznym. Po drodzę jest jeszcze bezpłatne muzeum aloesu. Dla surferów polecam plażę Caleta de Famara na północy. Myślę, że najważniejsze punkty Lanzarote zwiedziłem, ale proszę o info gdyby było coś jeszcze ciekawego na wyspie Pozdrawiam i udanego urlopu życzę.

  5. #5
    Awatar Witold212

    Dołączył
    Jan 2015

    Domyślnie

    @hiszpan2007 Racja, dzięki za uwagę, przeoczyłem to

    Dzień drugi - środa, 20.07

    Dzień drugi zaczynamy od dobrego śniadania, później idziemy pobimbać nad basenem, a przed obiadem oglądamy pokaz robienia paelli, w połowie którego ja i Ojciec wymykamy się na spotkanie z rezydentką z Rainbow. Pani niestety niekumata, jeśli chodzi o wyspę i atrakcje na niej, ale udaje nam się kupić interesujące nas wycieczki: objazdówkę po Lanzarote i rejs katamaranem na pobliską La Graciosę (oczywiście będzie opis z fotkami ).
    Po pysznym obiedzie (hotel dostaje dużego plusa za jedzenie) wychodzimy na eksplorację Costa Teguise, naszej miejscowości. Jeżeli chodzi o punkty handlowo - usługowe, na miejscu jest wszystko: bary, knajpy, sklepy wszelkiego rodzaju, przychodnie, stragany z lokalnymi wyrobami - a jednak nie ma się wrażenia przeładowania czy chaosu, jednolity i prosty styl zabudowy tworzy naprawdę fajny klimat.








    Tutaj też dbają o środowisko



    Akurat tego dnia trafiliśmy na cotygodniowy targ z lokalnymi wyrobami, gdzie kupiliśmy parę prezentów dla znajomych. Od miłej pani, u której kupowaliśmy, dowiedzieliśmy o targach w Harii i Arrecife, o których nie mówiła nam nieogarnięta rezydentka, oczywiście będzie o nich więcej




    Wspomniałem o bogatej ofercie handlowej. Kanary są strefą wolnocłową, można się zaopatrzyć w firmowe perfumy czy kosmetyki po dobrych cenach, ludzie lubiący się podtruwać kupią fajki taniej, niż w Polsce, są sklepy z elektroniką (nie wiem, na ile oryginalną), natomiast prawdziwe okazje czekają w chińskich sklepikach. Rolex za 15€, torebka Dolce&Gabbana za niecałe dwie dyszki, tandetne pamiątki made in China - nic, tylko brać

    Miły i relaksujący spacer kończymy wejściem do supermarketu po coś do picia, po czym wracamy na kolację.

    Wnętrze hotelu wieczorem robi szczególne wrażenie (na zdjęciu występ zespołu grającego Bee Gees, sympatyczna atrakcja)



    Degustujemy drinki w hotelowym barze i szybko idziemy spać, bo rano trzeba wstać na wycieczkę

    CDN
    tartal, Machoni, otul72 and 4 others like this.

  6. #6
    Awatar Witold212

    Dołączył
    Jan 2015

    Domyślnie

    Czwartek, 21.07

    Z samego rana ruszamy na objazdówkę. Przewodniczką jest Polka, która mieszka tutaj od kilkunastu lat i ma imponującą wiedzę o wyspie. Po pozbieraniu wszystkich uczestników zaczyna się wycieczka właściwa - na początek dwa punkty widokowe.



    Kiedy wyjedzie się na tereny pozamiejskie, gdzie nie ma sztucznie nawadnianych roślin, można ujrzeć prawdziwą twarz wyspy - gołą wulkaniczną pustynię, na której z rzadka można dostrzec jakiś porost. Skojarzenia z Księżycem jednoznaczne.


    Prawie jak Arizona


    Wpadamy na chwilę do przetwórni aloesu, gdzie zachęceni przez wygadane sprzedawczynie kupujemy balsam i parę mydełek (można było spróbować surowej rośliny, ale się nie skusiłem), a następnie kierujemy się do pierwszej poważnej atrakcji tego dnia - parku narodowego Timanfaya.



    Wybranie się tutaj w ramach wycieczki zorganizowanej było zdecydowanie dobrym posunięciem - na wjazd do parku czeka w kolejce jakieś dwadzieścia samochodów. My wjeżdżamy bez czekania, po czym wspinamy się na parking i idziemy zobaczyć tytułowe grillowanie na wulkanie. Działająca tu knajpa wykorzystuje gorące wyziewy do pieczenia serwowanego mięsa.



    Wystarczy wykop na kilka metrów głębokości, aby rozpalić ognisko albo zrobić gejzer

    <span style="font-family: Arial">






    Przejeżdżamy wulkaniczną trasa widokową, wrażenie jest niesamowite (niestety zdjęcia z przejażdżki wyszły beznadziejne).
    Jedziemy na obiad, przy okazji mamy chwilę, żeby obejrzeć miasteczko, w którym się zatrzymaliśmy.





    Potem przejeżdżamy do Jameos del Agua - jaskini uformowanej przez płynącą lawę, zawierającej w sobie jeziorko, będące domem dla paru endemicznych gatunków wodnych organizmów.



    Równie imponująca jest sala koncertowa, zorganizowana w sąsiedniej jaskini.



    Kończymy zwiedzanie szybką wizytą w małym muzeum poświęconym wulkanom i jedziemy do przedostatniego przystanku, punktu widokowego z barem serwującym lokalny wynalazek - rum z bitą śmietaną. Brzmi dziwacznie, ale smakuje nieźle


    Nasi tu byli!






    Ostatni punkt wycieczki - ogród kaktusowy. Osadzony w kraterze pozostawionym przez kopalnię odkrywkową, zaprojektowany przez Cesara Manrique, lokalnego architekta, który zadbał o unikatowy styl wyspy. Jest imponującym zbiorem przeróżnych gatunków kaktusów wkomponowanym w krajobraz. Robi wrażenie.





    Po zdecydowanie udanej wycieczce wracamy do hotelu prosto na kolację, planując na następny dzień rozejrzenie się za ofertami wynajmu samochodu...

    CDN
    Machoni, LotFan18, Adik_s and 6 others like this.

  7. #7
    Awatar Witold212

    Dołączył
    Jan 2015

    Domyślnie

    Wynajęcie samochodu jest dobrą opcją, wyspa jest niezbyt duża i do wszystkich interesujących miejsc można dojechać w kilkadziesiąt minut. Wychodzimy na miasto przejrzeć oferty i po paru minutach mamy już wynajętą nową Corsę. Warto poszukać wypożyczalni poza główną ulicą, dzięki temu zaoszczędziliśmy kilkanaście euro.

    Wakacje bez pamiątek to żadne wakacje, toteż kierujemy się do miejscowości Haria, gdzie akurat odbywał się targ - i rzeczywiście warto było się wybrać. Wybór jest niesamowity, kupiliśmy naprawdę dobre sery, a jeśli ktoś chce, może się skusić na przysmaki w stylu dżemu z kaktusa (albo likieru bananowego - tak jak my )






    Tubylec





    Lokalny urząd w Harii




    Następnego dnia odwiedzamy Teguise, które może pochwalić się jeszcze lepszym zapleczem handlowym. Co prawda spora część tamtejszego towaru to “markowe” torebki i perfumy po kilkanaście euro, ale lokalny produkt (np. dobre, choć drogie wino) też można tutaj znaleźć.




    Wybijamy się z tłumu i idziemy oglądać miasteczko.










    Potem plaża i przy okazji punkt widokowy






    Ostatniego dnia wybieramy się na La Graciosę - wysepkę przy Lanzarote. Chmury są tak gęste, jakby miało się rozpadać, ale szczęśliwie do tego nie dochodzi. Przyjeżdzamy do portu i po jakichś 40 minutach sympatycznej podróży promem docieramy na miejsce. Graciosa jest malutka, liczy sobie 600 mieszkańców, ale jest w niezłym stopniu samowystarczalna. Mają lekarza i szpital z dwoma łóżkami (w razie poważniejszego problemu ze zdrowiem funkcjonuje bezpłatny transport lotniczy na Lanzarote albo Teneryfę), posterunek policji i dwóch policjantów, podstawówkę dla ok. 70 dzieci, które po ukończeniu 12 lat jadą do szkoły z internatem na Lanzarote, lokalną administrację, do tego na wyspie są 84 pojazdy, z czego 20 ciężarówek. Wyspa żyła z rybołówstwa, dopóki nie pojawili się turyści (gdy byliśmy tam w lipcu, wszystkie noclegi do 2018 roku były zajęte).



    Główna ulica miasteczka. Nie wygląda jak Dziki Zachód?










    Z powrotem w Costa Teguise. Ostatni wieczór…


    No i się skończyło. Ostatnie śniadanko, pakowanie tobołów i zbiórka pod hotelem.



    Od jutra trzeba sobie samemu śniadanie robić :/


    Szybko dojeżdżamy na lotnisko, gdy mijamy pas startowy, tuz nad nami przelatuje siadający 737 Ryanaira.



    Odprawa całkiem sprawna, zmierzamy w kierunku kontroli. Pomimo pozbycia się przeze mnie metalowych drobiazgów wykrywacz piszczy nade mną. Wiem, co robić - ręce do góry, nogi szeroko, ale panu z ochrony nie o to chodzi. Każe mi wskazać mój plecak, otworzyć, następnie smyra mnie i moje rzeczy papierkiem, który potem wsadza do analizatora. Maszyna szczęśliwie ma więcej rozsądku, niż Cezary G. i nie znajduje na mnie podejrzanych śladów. W ten sposób pierwszy raz w życiu zostałem sprawdzony pod kątem materiałów wybuchowych



    Terminal w ACE całkiem sympatyczny. Przeglądamy ofertę duty-free, kupujemy parę czekolad, żeby pozbyć się drobnych euro. Na prośbę miłej pani wypełniam ankietę o moim pobycie na Lanzarote.



    Lecimy do domu…


    Przyleciał po nas SP-ENZ. Boarding zaczyna się dość późno, na pokładzie kapitan informuje nas, że zgodnie z przydzielonym slotem będzie trochę opóźnienia. Starujemy z pasa 21 ponad 40 minut po czasie. Sam lot spokojny i miły, kanapki w Enterze niezmiennie dobre. Zgodnie z zapowiadanym czasem, po 5 godzinach lądujemy na pasie 29.



    WAW wita


    Czekając na bagaż i obserwując walizki wyjeżdżające pomału na taśmę, zwracam uwagę na torbę, która smętnie mija mnie już trzeci raz. Nadana była do Bukaresztu… Walizki nareszcie nasze, pozostaje jeszcze tylko dostać się do samochodu, zjeść kolację w KFC i ruszyć w noc, aby dobrze po północy dotoczyć się do domu.

    Czy warto jechać na Lanzarote? Zdecydowanie warto, tydzień wystarczy, abo obskoczyć wszystko, co najlepsze Ocean może nie jest super-ciepły (ale i tak lepszy, niż nasze morze), ale na Kanarach panuje bardzo fajny klimat (bardzo ciepło, ale nie męcząco), sporo można zobaczyć, no i atmosfera nie do podrobienia

    Dzięki za wytrwanie do końca i przepraszam za obsuwę z ostatnim odcinkiem. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam

    tartal, shiver, STYRO and 1 others like this.

  8. #8
    ModTeam
    Awatar STYRO

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPRZ/RZE

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez Witold212 Zobacz posta
    kupiliśmy naprawdę dobre sery, a jeśli ktoś chce, może się skusić na przysmaki w stylu dżemu z kaktusa (albo likieru bananowego - tak jak my
    Sery są dobre na Kanarach, wino takie sobie, najbardziej polecam przywieźć po butelce Arehucas Oro i Ronmiel Artemi. To pierwsze to rum kanaryjski, bardzo dobry z coca colą, a to drugie to rum z miodem. Jest też Vodka Caramelo marki Artemi, coś wspaniałego dla kobiet - podobnie jak ronmiel pijemy schłodzone solo, z kielonka. Polecam nie przesadzać z ilością bo kac niemiłosierny podobno po tym jest. Spiłem tym tysiące turystów
    Adik_s and Witold212 like this.
    Pozdrawiam
    STYRO

    LOS SUAVES - już nie pójdę na taki koncert ...

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •