Forum »   Powstanie CPL - Centralny Port Lotniczy        Połączenia »   Ryanair ogłosił loty na Ukrainę   

Strona 2 z 4 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 40 z 62
Like Tree376Likes

Wątek: Kapsztad i Garden Route z (prawie) 3 latkiem (KLM/AF)

  1. #21

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta
    Z tego co wyczytałem przed wyjazdem wynika, że obecnie Kapsztad jest najniebezpieczniejszym miastem w Afryce, jednak tak jak pisałem wcześniej, większość przestępstw ma miejsce tam, gdzie nie ma turystów i nie dotyczy turystów. Większość dotyczy porachunków gangów (w przeciwieństwie do Johannesburga, gdzie podobno uliczna przestępczość jest większym problemem). Bezwzględnie należy jednak uważać, choćby na wszelki wypadek.
    Jeśli chodzi o JNB to dramat na maxa. Siostra mieszkała w JNB 5 lat i przez ten czas zrobili jej wjazd na chatę dwa razy (w środku dnia, osiedle strzeżone). Na szczęście skończyło się tylko na kradzieży. O żadnych spacerach nie ma oczywiście mowy (chyba że w samym centrum). U jej sąsiadów to samo, ale nie każdy miał szczęście. Jazda zamkniętym samochodem to norma, a za niewielką łapówkę da się załatwić wszystko i każdego. Ma znajomych w CPT i tam nic z takich rzeczy nie było, co nie zmienia faktu, że jednak trzeba się pilnować. Ja sam również przy zwiedzaniu JNB z przewodnika nie czułem się nigdzie zbyt bezpiecznie.

    www.wizzair.com

  2. #22
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Dziś w planie na początek winnica Eagles Nest, sąsiadująca bezpośrednio z odwiedzoną wczoraj Constantia Glen. Ponownie musimy wypisać swoje dane przy bramie wjazdowej. Parking i główny budynek są w zasadzie zaraz za bramą:





    Tu przestrzeń dla klientów jest bardziej otwarta, a atmosfera nieco piknikowa. Mały miał pobiegać, ale akurat tu gdzie może, nie chce:



    Jesteśmy pierwszymi klientami po otwarciu, więc początkowo jesteśmy sami. Tu pakiet 5 win do testowania kosztuje 50R, ale da się zamawiać je niezależnie. Ponieważ czeka mnie dziś jeszcze dłuższa droga do przejechania, zamawiam próbki 3 win oraz platter z serami za chyba 150R (dosyć drogo). Nie spieszymy się:



    Po Eagles Nest udajemy się do Groot Constantia. To najstarsza winnica w Południowej Afryce. Została założona w 1685 roku, niewiele później wydzielono z niej 2 inne winnice. Groot Constantia to duża marka, wszystko jest z większym rozmachem, a podejście do klienta jest tu bardziej masowe. Od bramy wjazdowej do głównych budynków prowadzi majestatyczna aleja:



    Testowanie win nie jest tu obowiązkowe, można śmiało bez opłat zwiedzać część przeznaczoną dla turystów. Niestety docierają tu także autokary co nieco psuje klimat i krajobraz, ale i tak warto to miejsce odwiedzić. Pola z winoroślami dookoła są spore. W turystycznej części znajduje się muzeum, można zajrzeć do magazynu z beczkami:













    Są tu też 2 restauracje. W lepszym miejscu jest restauracja Jonkershuis:



    ale my jemy obiad w drugiej, o nazwie Simons:



    Po obiedzie jedziemy zobaczyć plażę w Muizenbergu, ale bardzo mocno tu wieje. Generalnie ta strona półwyspu, od strony False Bay jest zdecydowanie bardziej wietrzna (paradoksalnie od strony pełnego oceanu jest spokojniej):



    Dalej drogą wzdłuż brzegu jedziemy przez St James mijając plażę z kolorowymi domkami znaną ze widokówek (i okładki Lonely Planet):



    Pomiędzy drogą, a plażą znajduje się funkcjonująca linia kolejowa, czego na widokówkach nie widać:



    Droga pomiędzy Muizenberg ,a Kalk Bay wygląda jak nadmorski deptak handlowy:



    Podobno często są tu korki (szczególnie, że bliżej Fish Hoek trwają jakieś prace remontowe). Tak wygląda z oddali miasteczko Fish Hoek:



    A tak z linią kolejową:



    Tak jedna z głównych ulic:



    Szybko przejeżdżamy na drugą stronę półwyspu w okolice plaży Noordhoek. Czytałem wcześniej, że plaża i okolice są popularnym miejscem do uprawiania jazdy konnej i rzeczywiście jest tu bardzo dużo stadnin i wybiegów dla koni:



    Zostawiamy samochód i idziemy na spacer. Krajobrazy i domki przypominają mi nieco Nową Zelandię:



    Plaża jest bardzo szeroka, ma jakieś 200m. Gdy tylko minęliśmy wydmy zaczęło mocno wiać, dalej było już bardzo nieprzyjaźnie, wręcz kosmicznie (prawie jak na plaży Karekare pod Auckland w Nowej Zelandii). Jak widać nie wszystkich to odstrasza (liczyłem na takie zdjęcie z koniem, ale mam psa):



    Wracamy do samochodu i wzdłuż zachodniego wybrzeża półwyspu jedziemy na północ do Hout Bay, gdzie już byliśmy. Prowadzi tu płatna, widokowa droga Chapmans Peak Drive. Jeszcze z góry podziwiamy rozmiar plaży Noordhoek:



    I jedziemy dalej. Na trasie Chapmans Peak Drive dominują turyści. Przyznam, że co do tego miejsca miałem nieco większe oczekiwania, specjalnie zmodyfikowałem plan tak by jechać tu w godzinach popołudniowych i z południa na północ (łatwiej wjeżdżać w punkty widokowe). Było fajnie, ale liczyłem na coś więcej:







    Wracamy do siebie wcześniej niż się spodziewałem. Trochę mi szkoda, bo w sumie dałoby się jeszcze odwiedzić jakąś winnice Podczas zachodu słońca z naszego tarasu przez przesmyk między drzewami fajnie widać masyw górski po drugiej stronie False Bay w okolicach Gordons Bay. Za kilka dni planujemy tam przejeżdżać drogą pomiędzy masywem, a zatoką. To zdjęcie z ogniskową 200mm, sprawdziłem później na mapie, odległość około 50km:


  3. #23
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    I jeszcze ja na Chapmans Peak Drive z innego aparatu



    W tle Hout Bay, gdzie wcześniej byliśmy w porcie rybackim.

  4. #24
    Awatar Tupungato

    Dołączył
    Sep 2007
    Mieszka w
    Bytom

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta
    Zazdroszczę, ale tak z ciekawości ile na to czasu przewidujesz? Ja tutaj mam program bardzo spokojny, ale jednak nawet 2tyg mi ciekawości nie wyczerpały i czuję niedosyt.
    Tak naprawdę celem wyjazdu jest safari przez Namibię i Botswanę.
    Ma być około 3 dni w RPA, 10 dni w Namibii, 7 dni w Botswanie.
    Prawdopodobnie zdecydujemy się na zorganizowaną wycieczkę typu ciężarówkobus + kamping.
    Rob_Sad and Machoni like this.

  5. #25
    Awatar PolishAir42

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ft. Lauderdale/Miami, FL
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Niby to w pełni cywilizowany kraj i to bogate dzielnice, ale takich widoków u nas jednak jadąc samochodem nie ma:
    Co w tym dziwnego? Ja woze w pickupie tez ludzi dosyc czesto...legalne w pelni o ile ma sie odpowiedni wiek.
    Rob_Sad likes this.
    Ostatnio w Blogu: NEO Time

    Pics - www.nonreving.com


  6. #26

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    "U Nas" - nie zapominaj że Europa, a właściwie Polska to dla Ciebie dziwne miejsce bez true fucking pickup 8,5 t zadupie

    Tu mamy brzydkie kombi bez "blutufa" i pojemników na "steka i 15 l coli".

    <celowa złośliwość>

  7. #27
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Tupungato Zobacz posta
    Tak naprawdę celem wyjazdu jest safari przez Namibię i Botswanę.
    Ma być około 3 dni w RPA, 10 dni w Namibii, 7 dni w Botswanie.
    Prawdopodobnie zdecydujemy się na zorganizowaną wycieczkę typu ciężarówkobus + kamping.
    To na Kapsztad dużo czasu Ci nie zostanie Ale zdecydowanie zazdroszczę. My jak widać mamy trasę w wersji familijnej.
    Znajoma kilka lat temu robiła takie kółko jak Wasz plan, też w około 3tygodnie. Na miejscu obsługiwało ich jakieś biuro polskiego pochodzenia.
    Tupungato likes this.

  8. #28
    Awatar tygrysm

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Rob_Sad, świetna relacja i jeszcze lepsze zdjęcia!

    Czekam na więcej
    Rob_Sad likes this.
    A319 A320 A321 A33(23) A34(36) A388 AT42 AT72 B717 B737(345789) B752 B763 B77(2W) B788 CRJ(279) DH8X E120 E145 E170 E175 E190 E195 F100 RJ1H
    9V 9W AA AB AC AD AF AK AP AY AZ B6 BA BJ BR C0 CX DJ DL DY EK EY FB FR G3 HA JJ JL JQ K2 K6 KL LH LO MU MQ MW NE NZ OO OS OZ QF QK QQ QR SG SK SN SU TG TR TZ U2 UA US VA W6 XQ

  9. #29
    Awatar PolishAir42

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ft. Lauderdale/Miami, FL
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Tu mamy brzydkie kombi bez "blutufa" i pojemników na "steka i 15 l coli".

    <celowa złośliwość>
    Tutaj akurat trafiles celowo ale cos malo tej coli, u mnie pojemniki z boku mieszcza razem 100 browarow (+lod). Wiem bo sprawdzalem sam
    Ostatnio w Blogu: NEO Time

    Pics - www.nonreving.com


  10. #30
    Awatar alien

    Dołączył
    Oct 2008
    Mieszka w
    3M

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez PolishAir42 Zobacz posta
    ... u mnie pojemniki z boku mieszcza razem 100 browarow (+lod).
    ... a Robert poleciał na drugi koniec świata, żeby sobie wino po pół kieliszka wydzielać...
    For every solution there is a problem.

  11. #31
    Awatar PolishAir42

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ft. Lauderdale/Miami, FL
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Nic zlego. Te winnice wygladaja wysmienice. Ja sam latam do NorCal na takie relacje. Do CPT tez bym latal gdyby nie to ze ja proletariat i mam czas tylko na prace.
    Rob_Sad likes this.
    Ostatnio w Blogu: NEO Time

    Pics - www.nonreving.com


  12. #32
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Na razie koniec z winnicami, drugie podejście będzie jeszcze pod koniec podróży

    Rano cieszymy się jeszcze urokami “naszej” posiadłości. Mały Ernest na początku zauroczył się psami, ale później w amoku zabawy jeden z psów obślinił mu głowę, a potem pomylił buta z piłką i próbował z tym butem uciec. To już nie mogło się podobać Dziś już słyszałem wersję, że to Ernest ugryzł psa, a nie odwrotnie, więc traumy nie ma



    Żegnamy się z Emmą. Bardzo nam się tu podobało, jeśli tylko będziemy mieli okazję zdecydowanie tutaj wrócimy, zdecydowanie na dłużej. Dziś naszym celem jest Park Narodowy Cape Point. Jedziemy na południe drogą M64 “Ou Kaapse Weg” przez masyw górski. To najszybsza z 3 dróg którymi da się dojechać na południową stronę półwyspu (Chapmans Peak Drive i droga przez Muizenberg są powolne). Przy okazji po drodze mamy ładny widok na Constantię:



    W Sunvalley Shopping Centre uzupełniamy zapasy jedzenia, tankujemy paliwo i jedziemy dalej na plażę w Kommetjie. O dziwo plaża jest blisko Noordhoek, ale tu nie wieje, jest przyjaźnie. Plażą rządzą surferzy:





    Fale są jednak konkretne. Za każdym razem gdy widzę kogoś widowiskowo płynącego na desce, zanim zdążę zrobić zdjęcie wygląda to tak:



    Mały obserwuje:



    Architektura tutejszych domów jeszcze bardziej przypomina mi Nową Zelandię:



    I jeszcze ostatnie spojrzenie na plażę. W oddali na środku kadru widać Noordhoek, a jeszcze dalej nieco po lewej Hout Bay:



    Jedziemy dalej na południe, przed nami jeden z bardziej malowniczych odcinków drogi podczas całej podróży. Mijamy latarnię Slangkop:



    I zbliżamy się do Misty Cliffs. Tu widoki oceanu są niesamowite. O dziwo przy praktycznie całym czystym niebie mamy wąski pas chmur dokładnie nad nami. Stoję i czekam na lepsze światło do zdjęć i dopiero po około 20 minutach orientuje się, że to nie są przypadkowe chmurki. Po prostu taki urok tego miejsca, chyba zimne wilgotne powietrze znad oceanu trafia na wzgórza i unosząc się tworzy coś takiego. Chmury szybko się przesuwają, ale powstają z niczego i gdy przemkną mi nad głową, rozpływają się i nikną nieco dalej:













    Docieramy do bram parku narodowego. Opłaty za wstęp są tu spore. Razem płacimy 340R. Pierwszy punkt widokowy i widok na małą zatoczkę Smitswinkel Bay. Widać drogę do Simons Town, którą będziemy wracać:



    Przez park prowadzą zadbane drogi, ruch jest jednak spory. Widać sporo autokarów i zorganizowanych wycieczek. Parking przy Cape Point zapchany, jest tu nieco komercyjnie:



    Z uwagi na dziecko mieliśmy wjechać na górę do latarni kolejką linową, ale jest chwilowo zepsuta i nie wiadomo, kiedy ruszy. To my i latarnia w tle:



    Uznajemy, że szkoda czasu i idziemy na piechotę. Ernest trochę idzie sam, trochę go niosę. Pomaga mi krzycząc przy tym “one, two” co wyraźnie podoba się innym turystom. Kolejka linowa co prawda ruszyła, gdy byliśmy w połowie drogi, ale za późno, my już zaoszczędziliśmy na lepszy obiad. Już blisko:



    No i udało się:



    To widok z latarni w kierunku północnym, na park narodowy:



    Cały półwysep ma dwa wysunięte na południe cyple. Jeden to Cape Point z latarnią, drugi to Cape of Good Hope, wysunięty na południe podobno nieco bardziej (podobno, bo tak niewiele, że na mapie tego nie widać). Pomiędzy nimi jest plaża nazwana nazwiskiem Diasa, dobrze widoczna z góry (Dias był żeglarzem portugalskim, który jako pierwszy opłynął Afrykę od południa w 1487r):





    Do Przylądka Dobrej Nadziei da się dojechać bezpośrednio samochodem, trzeba jednak nieco wrócić. Droga jest malownicza biegnąca nabrzeżem:



    Robimy jeszcze kółko po parku bocznymi drogami (Circular Dr), tutaj turystów nie ma już prawie w ogóle (minęły nas 2 samochody). Stajemy na krótkie spacery. Krajobraz to totalne pustkowie, nawet krzaki udają tu kamienie, ale ma to swój urok. Szlaków trekingowych jest tu sporo. Dokoła półwyspu jest kilka widocznych z brzegu wraków. My trafiamy na idealną bezwietrzną pogodę, ale zwykle bywa tu kapryśnie co pewnie totalnie zmienia odbiór klimatu okolicy (czasem podobno nie widać nic):





    Kierujemy się do Simons Town, gdzie czeka na nas kolejny nocleg. Droga jest malownicza i po drodze zaczyna silnie wiać, gdy docieramy wieje bardzo mocno. Tym razem nieco zaszalałem, nocleg jest nieco droższy niż ten u “szwedów”, ale mamy prawie 100m2 z 2 sypialniami i widokiem na ocean przez ogromne okna (na False Bay dokładnie). Miejsce nazywa się Seagetaway Cottage, rezerwacje dostępne na airBnB i w wyszukiwarkach hoteli (rezerwuję na hotels.com, bo wychodziło najtaniej i opcje zwrotu były nieco bardziej liberalne, do tego da się płacić w PLN i płaci się z góry co pozwala zmniejszać ryzyko walutowe):





    Podczas zachodu słońca doskonale widać drugi kraniec zatoki, z Simons Town mamy do niego bliżej niż z Constantii, tylko 35km:



    Wieje coraz silniej. Na polskie warunki to już prawie huragan (lub halny, który kiedyś przeżyłem w namiocie). Czuje się dziwnie, otoczenie jest wybitnie morskie, widoki z okien nieziemskie, a do tego szum wiatru za oknem (i stukanie gałęzi o dom). Dotychczas wszystkie nasze noclegi tutaj były starannie ogrodzone, a ten nie ma nawet bramy na posesję, każdy może wejść i stanąć przed tym dużym oknem w sypialni Pomyślałem, że widocznie tu jest bezpieczniej i dzięki temu udało mi się zasnąć.
    shiver, maciass, tartal and 18 others like this.

  13. #33
    tbk
    tbk jest nieaktywny

    Dołączył
    Feb 2011
    Mieszka w
    Łódź

    Domyślnie

    Fantastyczne zdjęcia, wrzucaj wszystko co masz

  14. #34
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Wiatr nie ustaje przez całą noc. Bez problemu budzę się po 5 rano na wschód słońca, warto było:





    Poranek jest chłodny, jednak gdy tylko słońce wzniosło się nieco wyżej nad horyzont wnętrza robią się gorące. Plan na dziś mamy bardzo skromny. Zwiedzamy tylko najbliższą okolicę, korzystamy z dużej przestrzeni naszego domku i odpoczywamy przed dużą trasą zaplanowaną na jutro. Dojeżdżamy na parking przy plaży Boulders Beach, znanej ze sporej kolonii pingwinów. By nie przeszkadzać pingwinom zbudowano dla turystów kładki i tarasy widokowe. Wejście na samą plażę jest płatne, jak ktoś chce oszczędzić to z darmowej części też sporo widać.















    W południowej części Boulders Beach jest mały plażowy zakątek między dużymi kamieniami, gdzie nie trzeba chodzić po kładkach, a można się nawet kąpać. Wejście też jest płatne, ale obowiązuje ten sam bilet co w północnej części plaży (o czym większość turystów nie wie i dzięki temu jest tutaj stosunkowo pusto):



    a pingwiny są bardziej z bliska:



    Później jedziemy na lokalny waterfront. Miasteczko jest malutkie, ale nawet tutaj jest nieco komercyjnie:



    Na głównej ulicy jest trochę fajnej architektury kolonialnej:



    Obiad jemy w polecanej restauracji Saveur, zamawiam steka, ale nie wydaje mi się jakiś rewelacyjny (frytki wychodzą mi już bokiem):



    Danie dla dziecka wygląda tak:



    I jeszcze widok na port z góry. Simons Town to główna baza marynarki wojennej Południowej Afryki (sprawdziłem, nie cumuje tu aktualnie cała flota, ale stoją 2 fregaty z 4 które marynarka posiada):


  15. #35
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Jak wróciliśmy do domu okazało się, że jest w nim tak gorąco, bo mały rano włączył ogrzewanie elektryczne
    Monia_Sad likes this.

  16. #36
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Wstajemy wcześnie rano i od razu się pakujemy. W planie jest wyjazd o 8:00 rano. Domek w którym mieszkamy nie ma recepcji. Klucz odbieraliśmy z skrytki przymocowanej do ściany garażu i zabezpieczonej tylko kodem. Właściciel wieczorem napisałem, że rano nas odwiedzi i rzeczywiście przyszedł, przywitał się i poszedł. Przed wyjazdem nie zdążyłem mu jeszcze napisać do końca maila, że klucz zostawiam w skrytce, patrzę a on stoi w bramie.. w majtkach z ręcznikiem Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy. Przed nami około 420-430 km do przejechania. W razie czego mam opracowane kilka alternatywnych krótszych tras. Jest na szczęście sobota i nie ma korków na drodze pomiędzy Fish Hoek i Muizenberg. Dalej jedziemy drogą pomiędzy False Bay, a tymi najgorszymi dzielnica. Bezpośrednio przed dojazdem do autostrady N2 jedzie się już praktycznie przez slumsy. Widok nie jest przyjemny, tutaj jest bardzo źle i widać jak duży to obszar:







    Nie udało nam się dojechać nawet do Gordons Bay, trafiamy na korek. Uznałem, że mają nawigację jakoś go ominę, zjeżdżam jak tylko mam okazję i rzeczywiście jakoś udaje mi się jechać dalej w dobrym kierunku. Dzielnice jednak nie wyglądają na bogate. Nagle mały komunikuje, że musi do ubikacji. Boje się zatrzymywać na ulicy, dojechałem do stacji benzynowej (mały wytrzymał), ale okazuje się, że tu toalety są tylko dla pracowników, ale nikt nie robi problemów. Problem zażegnany
    Jedziemy dalej na południe drogą R44, to właśnie ta droga między False Bay, a sporym masywem górskim widocznym z bardzo daleka (na zdjęciach z wcześniejszych dni). Bardzo szybko widoki robią się całkiem atrakcyjne, jazda jest przyjemna:





    Na początku ruch spory, ale już okolicy Pringle Bay praktycznie go nie ma. Większość miasteczek po drodze wygląda na totalne odludzia. Taki też obraz spodziewałem się zobaczyć w miejscowości Hermanus. Miasto znane jest jako dobre miejsce do obserwacji wielorybów. W grudniu, a nawet listopadzie szanse na zobaczenie jakiegoś są nikłe, sezon to lokalna zima i wiosna, tak do października). Mocno się zdziwiłem gdy po wjechaniu do miasta zobaczyłem niemal tłumy na ulicach, mnóstwo sklepów i restauracji oraz drogie hotele, dużo hoteli. Zostawiliśmy samochód i poszliśmy na spacer na trasy spacerowe na skalistym nabrzeżu:







    Później weszliśmy w uliczki centrum. Biednych turystów tutaj nie ma, wszystko wygląda bogato. Widzę sporo dziwnej młodzieży (umięśnieni, ładnie uczesani w różowych koszulkach - ostatni raz coś takiego widziałem na Key West na Florydzie). Uciekamy, po drodze do samochodu trafiamy na fajny targ staroci przy lokalnym kościele:



    Jedziemy dalej, kolejny punkt to Przylądek Igielny - najbardziej na południe wysunięty skrawek Afryki. Najpierw jedziemy przez obszar winnic, później dominują ogromne obszary obsiane zbożem. Indywidualnego rolnictwa tutaj nie widzę. Mijane po drodze miasteczka coraz bardziej zaczynają przypominać to co zapamiętałem z Australii (Alice Springs w wersji mini). Na miejsce docieramy dosyć sprawnie. Miasteczk L'Agulhas sprawia wrażenie końca świata, nie wiem z czego tutaj się żyje, widzę bardzo dużo prostych hoteli dla turystów. Jest to jednak miejsce w którym nie wiem co miałbym robić dłużej niż 1 dzień. Mijamy latarnię i dalej jest już tylko droga szutrowa. Jednak do tablicy Cape Agulhas jest już tylko około 1km:



    Mały właśnie się obudził, jest więc nieco nieobecny:



    Około 1,5-2km dalej na zachód od przylądka (też bez asfaltu) straszy wrak statku Meisho Maru, który wpadł na mieliznę w 1982 roku. Na starych zdjęciach widać, że wrak dosyć długo tkwił tam prawie w całości. Dziś widać tylko część dziobową, reszta gdzieś odpłynęła.





    Wracamy na północ, w oddali widzimy ogromny słup dymu. Chyba palą się łąki lub zboże. Po minięciu miasteczka Bredasdorp jedziemy już prostą drogą do Swellendam, gdzie mamy kolejny nocleg. Czuję się dziwnie, bo przez całe 60 km do drogi N2 minęły mnie może tylko 2 samochody. Droga jest bardzo prosta i nudna. W oddali widać masyw górski i podnóża którego leży miasto Swellendam:



    Generalnie prowadzi się tu samochód bardzo dobrze. Drogi, nawet te podrzędne są dobrej jakości. Główne drogi mają szerokie pobocza i często ograniczenie prędkości do 120km/h. Na większych podjazdach, których jest tu sporo często jest dodatkowy pas pod górę. Wolne pojazdy jadą poboczem, by nie blokować innych. Kultura jazdy (także w miastach) jest znacznie wyższa niż u nas. Nie ma pchania się, trąbienia, migania, obraźliwych gestów. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.
    Docieramy do Swellendam. Nie miałem wobec tego miejsca żadnych oczekiwań, mieliśmy tu tylko nocować, ale miasto okazuje się być całkiem ładnym. Nasz nocleg, Aan De Oever Guest House, wybrany pod kątem ogrodu też zaskakuje na plus:



    Właściciele, starsze małżeństwo, są bardzo mili. Zamówiliśmy najtańszy pokój, a ze względu na dziecko dostaliśmy znacznie większy gratis.
    Ogród bardzo zadbany:





    Jesteśmy zmęczeni, idziemy na spacer by coś zjeść. Centrum ma trochę fajnej starej architektury. Na ulicach w knajpkach widać jeszcze jakieś życie, ale gdy wracamy jest już pusto, wszystko pozamykane (a nie jest bardzo późno):







    W hoteliku jest fajnie, nawet piwo w lodówce jest tanie prawie jak w sklepie, ale boli mnie gardło po samochodowej klimatyzacji i niestety piwo w tej lodówce zostało.
    shiver, cart, QbaqBA and 18 others like this.

  17. #37

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    98

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta
    Dziś widać tylko część dziobową, reszta gdzieś odpłynęła.
    W to bym nie wierzy,ł ładnych kilkaset ton stali by miała tak długo przy brzegu leżeć bezpańsko
    tartal likes this.

  18. #38
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez lelek7 Zobacz posta
    W to bym nie wierzy,ł ładnych kilkaset ton stali by miała tak długo przy brzegu leżeć bezpańsko
    Trzeba by poszukać informacji Ja znalazłem tylko taką, że przełamał się sam i tylko część jest widoczna teraz z lądu, ale może kogoś fantazja poniosła

  19. #39

    Dołączył
    Feb 2009
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Super wyprawa i zdjęcia.
    To co pokazujesz bardzo przypomina mi południe Australii.
    Rob_Sad, tygrysm and Witold212 like this.

  20. #40
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez kurt Zobacz posta
    Super wyprawa i zdjęcia.
    To co pokazujesz bardzo przypomina mi południe Australii.
    Ja byłem tylko w Melbourne z wypadem wzdłuż Great Ocean Road i byłem w Alice Springs. Wiele widoków mi także kojarzy się z tymi z Australii, ale także nieco z Nowej Zelandii (te plażowe).

    Nasz kolejny dzień był taki sobie. Po wcześniejszych zdecydowanie udanych, odebrałem go wręcz jak porażkę, pierwsze rozczarowanie. Do tego stopnia, że aż nie chce mi się zacząć pisać, a przy tym zdjęć też mam niewiele.
    kurt likes this.

Strona 2 z 4 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •