Forum »   Powstanie CPL - Centralny Port Lotniczy        Połączenia »   Ryanair ogłosił loty na Ukrainę   

Strona 1 z 4 1 2 3 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 62
Like Tree376Likes

Wątek: Kapsztad i Garden Route z (prawie) 3 latkiem (KLM/AF)

  1. #1
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie Kapsztad i Garden Route z (prawie) 3 latkiem (KLM/AF)


    Polecamy

    Relacja niestety nie na żywo (nie dałbym rady), ale za to mniej niż tydzień po powrocie

    Długo zastanawiałem się gdzie (daleko) polecieć tej jesieni. Planując miałem świadomość, iż po tym wyjeździe raczej czeka mnie dłuższa przerwa (biorąc pod uwagę sytuację polityczną i drastyczny spadek wartości naszej waluty przerwa może być bardzo długa).

    W przypadku podróży z dzieckiem pula jest dosyć ograniczona. Rozpatrywałem znowu Japonię, Koreę, ludzie mocno polecali Oman lub Iran. Mnie jednak od kilku lat mocno ciągnęły okolice Kapsztadu. Tym bardziej, że w 2015 pojawiło się sporo promocji (z których wtedy nie mogłem skorzystać), a relacje po tych promocyjnych wypadach mocno utwierdzały mnie w przekonaniu, że jest to miejsce, które chcę zobaczyć.
    Kapsztad ostatnio pnie się w statystykach najbardziej niebezpiecznych miast. W zeszłym roku był zdaje się na 9 pozycji, z ilością 60 morderstw w roku na 100 tys mieszkańców (dla porównania zdaje się Polskie miasta mają ten współczynnik w okolicach 2-3 morderstw). Przodują miasta w Ameryce Południowej. Statystyki nie zachęcają, jednak wśród turystów Kapsztad ma dobre opinie. I rzeczywiście bardziej szczegółowa weryfikacja doprowadza do wniosku, że nie jest tak źle, bo podstawowe środki ostrożności pozwalają ryzyko zminimalizować właściwie do poziomu Europejskiego. Większość (>90%) przestępstw ma miejsce w najgorszych dzielnicach, pomiędzy znającymi się osobami, w nocy i dotyczy czarnej najbiedniejszej części społeczności (głównie emigracji z innych krajów Afryki).


    Zacząłem szukać biletów. Na sam Kapsztad, nawet z dzieckiem, na 2tyg wydawało mi się zbyt długo. Chciałem to połączyć z czymkolwiek, najlepiej z Dubajem lub Mauritiusem. Ceny z Emirates były jednak nieakceptowalne, a przeloty za mile pomiędzy MRU i CPT zbyt drogie. Do samego CPT najlepsze ceny miał KLM/AF z Berlina. Sprawdziłem, gdzie jeszcze mogę z KLM/AF tanio dolecieć i całkiem poważnie rozpatrywałem bilet Berlin-Buenos i powrót CP-Berlin (praktycznie w tej samej cenie co sam CPT) i przelot za mile EZE-GRU-JNB-CPT (30tys mil i chyba 800zł dopłat). Ale uznałem, że na wypad z dzieckiem to nieco za dużo. Ostatecznie pozostał sam Kapsztad, ale zdecydowaliśmy się wyjechać z miasta na kilka dni trasą Garden Route w stronę Port Elizabeth. Nigdy wcześniej z KLM/AF nie leciałem, godziny lotów mi pasowały, dostępne terminy na przełomie listopada i grudnia także (na chwilę przed początkiem sezonu), więc bilety kupione. Dla spokoju, by nie startować z Berlina o dzikim poranku wybrałem połączenie z noclegiem w AMS.


    Do Berlina dojechaliśmy samochodem, mały od czerwca nie leciał samolotem (dla niego to wieczność), był więc wyraźnie pobudzony. Tegel to lotniskowy koszmar, miejsce które trzeba jedynie przetrwać.



    Ponieważ na miejscu i tak mieliśmy zarezerwowany samochód, uznaliśmy, że bierzemy wózek z którego mały już prawie nie korzysta, ale jednak przydaje się on na lotniskach i długich spacerach. Niestety w Berlinie nie pozwolono nam zabrać wózka do gejta, mało tego musieliśmy iść do odrębnego checkin w innym budynku by ten wózek nadać. Oznaczało to także potrzebę czekania na wózek na taśmie w Amsterdamie i stratę przynajmniej 20 minut. Wszystko poszło jednak dosyć sprawnie. Nocleg zarezerwowaliśmy w hotelu Ibis Budget zapewniającym darmowy shuttle (jeden z niewielu funkcjonujących sprawnie według opinii w sieci). Hotel zapewnia jedynie podstawowe potrzeby, ale większych nie mieliśmy. Kusiły mnie hotele w bezpośrednim sąsiedztwie terminala lub nawet w terminalu, ale to koszt rzędu minimum 400zł za hotel w zasięgu spaceru i 500zł w terminalu. Z perspektywy czasu cieszę się, że nie przepłaciłem.



    Następnego dnia wylot o 10:10, więc sporo czasu (my i tak budzimy się zwykle o 6:00). Około 8:00 wyszliśmy z pokoju, o 8:30 byliśmy w terminalu. Tak jak przypuszczałem mały wybiegał i wyszalał się dzień wcześniej w Berlinie i dziś już lotnisko go tak nie emocjonuje (dotychczas na każdym locie były z tym spore problemy, w Poznaniu prawie wbiegł w szybę bo zobaczył w niej odbicie samolotu). Schiphol to spore lotnisko i zanim doszliśmy do gejta rozpoczął się już boarding. Czekał na nas 777-300er w malowaniu Sky Team. Zdążyłem po drodze zrobić tylko jedno zdjęcie




    Czytałem sporo negatywnych opinii o nowych (ciasnych) wnętrzach w 777 KLM, ale nie było tak źle (po JAL każda inna ekonomiczna wydaje się taka sama). System rozrywki pokładowej całkiem fajny (choć czasy nowości kinowych w samolotach chyba już minęły). Bardziej mnie drażnił potwornie powolny boarding (nie z winy załogi, która spisywała się świetnie, bardziej z winy ociężałych i rozleniwionych pasażerów). Okazało się, że na pokładzie jest sporo rodzin z dziećmi (nie wiem kiedykolwiek wcześniej widziałem ich na pokładzie więcej), co właściwie mnie uspokoiło w dociekaniach, czy kierunek jest przyjazny. Jak widać jednak jest.

    Na tym locie system KLM sam wybrał nam miejsca chwilę po wystawieniu biletów (usługa dla rodzin z dziećmi). To samo powinien zrobić system Air France na locie longhoul powrotnym, ale nie tylko nie zrobił, ale przy każdym wejściu w rezerwację na stronie Air France ich system próbował z nas ściągnąć opłatę za wybór miejsc na locie KLM. Przy odprawie internetowej nie mogliśmy zmienić miejsc (ani na stronie KLM, ani AF, także w aplikacjach mobilnych), choć teoretycznie powinniśmy mieć taką możliwości. Aplikacje KLM/AF wymagają pilnie testów i poprawek.
    tartal, maciass, shiver and 12 others like this.

  2. #2
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Obłożenie lotu słabe, na oko z 70%. Być może dlatego, że ten lot obsługiwany jest głównie 777-200 i raczej sporadycznie 777-300er (wcześniej przed sezonem 787).
    Posiłek dla dziecka fajnie zapakowany, ale jedzenie takie sobie (słone frytki i hamburger, później słona pizza - powinni się uczyć od JAL):



    Za oknem najpierw Sahara:




    Później wilgotne mgliste powietrze i lasy:




    Gdzieś w okolicach Gabonu i Kongo zaczyna zachodzić słońce. Za oknem przyjemne dla oka kolory:



    Chwilę później zaczynają się dziwne zmiany wysokości lotu i kursu. Przypuszczam, że omijaliśmy wysoką burzę:


    Przez pewien czas system informacji o locie na ekranach pokazywał, że będziemy mieli z tego powodu opóźnienie prawie o godzinę, ale później opóźnienie skokowo malało. Ostatecznie dolecieliśmy praktycznie punktualnie i na szczęście przed lecącym równolegle Air France co ma kluczowe znaczenie w kolejce do imigration.


    Wyszliśmy z lotniska po 22:30 lokalnego czasu (po 21:30 naszego), dlatego przewidziałem nocleg w jednym z lotniskowych hoteli. W Kapsztadzie wybór jest pomiędzy 2 hotelami. Jednym drogim (400-500zł za noc z darmowym dojazdem z terminala) i drugim tanim (około 150-160zł za noc z dopłatą 35R (10zł) za transport z terminala za dorosłego). Nie miałem ochoty chodzić w nocy nawet w okolicach lotniska próbowałem więc dogadać mailowo z hotelem transport i marnie mi to szło. Ich odpowiedzi były takie, że w sumie nie wiedziałem, czy ktoś będzie na nas czekał, ale problemów nie było. Za transport zapłaciłem kartą. By dojechać do hotelu musieliśmy prawie 2x okrążyć ogromny parking lotniskowy, dziwna organizacja ruchu

    Hotel skromny, ale nie tandetny. Chyba nawet lepszy od tego w Amsterdamie.


    Rano udało się pospać nieco dłużej. Za oknem widok bez rewelacji, ale pogoda zdecydowanie mnie cieszy, nareszcie słońce





    Na piechotę idziemy po samochód do stanowisk Hertz. Niby mam rezerwację z wybranymi już opcjami ubezpieczeń w profilu Hertz Gold, ale tu nikt w ten profil nie patrzy, totalny bałagan. Po sporym zamieszaniu ostatecznie mam ubezpieczenie takie jak chcę i pakuję się do prawie nowego białego Clio (3500km przebiegu). Okazało się, że przez wózek ledwo zmieściliśmy się do bagażnika Zostaje nam niewiele czasu na zabranie rzeczy z hotelu i nieco niepewnie z dźwignią zmiany biegów po lewej stronie jedziemy do miasta:

    Souter, elza030, shiver and 18 others like this.

  3. #3

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Nieźle się zapowiada. Zdjęcia z lotu piękne.

  4. #4
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Nie czuję się tu jeszcze pewnie, dlatego z lotniska jechałem autostradą tak długo aż się skończyła, a później według drogowskazów kierowałem się na V&A Waterfront. To nieco kiczowate, komercyjne miejsce, gdzie jednak jest duży wybór knajp, duże centrum handlowe z bankomatami i sklepami spożywczymi - czyli wszystko co potrzeba na początek:

    Fajne jest, że gdzieś pomiędzy drogimi sklepami i restauracjami powciskane są doki dla statków i rzeczywiście realizowane są tam jakieś prace stoczniowe. Szczególnie w obszarze bliżej centrum:



    Wypłacamy pieniądze, kupujemy zapasy jedzenia, jemy coś na miejscu i po krótkim spacerze ruszamy dalej. Po drodze krótki przystanek z widokiem na Camps Bay:



    Jest potwornie gorąco, nie spodziewaliśmy się aż takich temperatur, ale też w prognozach na ten i kolejny dzień było 35C. Normalnie powinno być w okolicach 23-27C maksymalnie za dnia. Niby to w pełni cywilizowany kraj i to bogate dzielnice, ale takich widoków u nas jednak jadąc samochodem nie ma:



    Odkryłem, że mam nawigację w samochodzie !! Fajnie, przyda się i to bardziej niż myślałem. Przejazd przez Camps Bay zniechęca nas do wysiadania. Jest weekend, tłoczno, klimat kiczu plażowego za którym nie przepadam. Jedziemy w górę w stronę przełęczy pomiędzy Table Mountain, a mniejszą górą Lions Head. Prowadzi tam szybka droga łącząca centrum Cape Town z plażową Camps Bay, z której na przełęczy zjeżdża się drogą w stronę kolejki na Table Mountain oraz w drogę na Signall Hill mijającą górę Lions Head. Mały Ernest gdy tylko widzi jakąś górę opowiada, że chce na nią wejść. Jedziemy na wzgórze Signall Hill (dawniej na wzgórzu był masz na flagi ostrzegające statki o zmianach pogody), da się na nie spokojnie wjechać samochodem. Z wzgórza jest fajny widok na miasto, jednak z perspektywy czasu wydaje mi się, że później widziałem lepsze Małemu najbardziej podobały się loty na paralotniach (też chciał lecieć):


    Pospacerowaliśmy tam nieco i uznaliśmy, że jedziemy w miejsce noclegi. W Cape Town ceny hoteli w dobrych lokalizacjach są dosyć wysokie. W moim odczuciu wyższe niż w Europie. Starałem się szukać miejsc fajnych w niekoniecznie topowych lokalizacjach, ale też dobrych. Nie korzystałem wcześniej z airBnB, ale akurat tutaj relacja jakości do ceny w przypadku noclegów airBnB jest rewelacyjna. Wybraliśmy na początek studio w fajnej wilii zamieszkałej przez parę Szwedów. W rzeczywistości wszystko wyglądało nawet lepiej niż na zdjęciach z airBnB:




    Po za sypialnią mamy przedsionek z dobrze wyposażoną kuchnią oraz sporą łazienkę też z przeszklonym wyjściem na taras. W lodówce czekają na nas napoje i piwo, ekspres do kawy z kapsułkami, a na stojaku wino z dedykacją. Wszystko w cenie. Fajne to airBnB Właściciela widzieliśmy tylko gdy dawał nam klucze, później chyba nikogo przez cały czas w domu nie było.

    Generalnie ponieważ tutaj nie chodzi się za bardzo po ulicach wieczorami uznałem, że skoro będziemy wracać do “domu” wcześniej, warto szukać miejsc z fajnymi ogrodami i warto częściej zmieniać noclegi by nie znudzić się jedną lokalizacją (bardziej by mały się nie znudził). Tu ogród w pełni się sprawdził (tunele w zieleni, polowania na kota i rybki w stawie).

    Pozostała część dnia przeznaczona na odpoczynek. Gdzieś podczas dnia zauważyłem, że mam mocno porysowany jeden kołpak (dziwne, bo pozostałe są bez żadnej rysy). Nie zauważyłem tego odbierając samochód (zresztą dostałem do podpisania formularz zanim zobaczyłem samochód). Na wszelki wypadek zrobiłem zdjęcia.
    dak04, Drzemi, maciass and 20 others like this.

  5. #5

    Dołączył
    Sep 2007
    Mieszka w
    poz

    Domyślnie

    Czytam z zapartym tchem. Czekam na więcej.

  6. #6
    Awatar maciass

    Dołączył
    May 2012
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie

    Bardzo fajnie wygląda ten nocleg w Kapsztadzie, ile tam płaciliście za noc?

  7. #7
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez maciass Zobacz posta
    Bardzo fajnie wygląda ten nocleg w Kapsztadzie, ile tam płaciliście za noc?
    To ten host: https://www.airbnb.pl/rooms/8566440 Wszystko wygląda dokładnie tak jak na zdjęciach. Wyposażenie jest dobrej jakości, w tym sporo estetycznie dopieszczonych drobiazgów. Dookoła po za ogrodem do swobodnego korzystania także basen, sporo miejsc by posiedzieć, grill itp. Jedynie podjazd do zaparkowania był ciasny, ale to drobiazg. Studio ma swoje własne wejście z boku budynku. Generalnie polecam, choć kolejny nocleg był chyba jeszcze fajniejszy, pomimo, że skromniejszy i tańszy.
    Łącznie z opłatami cena teraz wyjdzie pewnie wyższa niż my płaciliśmy. Od czasu gdy kupiłem bilety złotówka mocno spadła, względem lokalnego Randa zdaje się około 13% !!! (w ciągu 1,5 miesiąca). Dobrze, że większość noclegów zarezerwowałem wcześnie i większość była przedpłacona.


    W ogrodzie szalały jeszcze wiewiórki (nieostre, bo ciemno):
    maciass, tartal, dak04 and 3 others like this.

  8. #8
    Awatar Tupungato

    Dołączył
    Sep 2007
    Mieszka w
    Bytom

    Domyślnie

    Będę czytał na bieżąco, bo rozważam Kapsztad + Namibię + Botswanę na październik 2017.

    A propos AirBnb - w zeszłym tygodniu wróciłem z Japonii i po raz pierwszy zdarzył się lekki problem. Dzień przed check inem w AirBnb w Osace wiadomość od gospodarza o anulowaniu noclegu, bo poprzedni goście coś narobili w mieszkaniu. Na szczęście rozwiązane elegancko i w tej samej cenie dostaliśmy większe mieszkanie u znajomej osoby gospodarza (też w AirBnb).
    Rob_Sad likes this.

  9. #9
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Kolejny poranek był leniwy, na tyle, że kosztowało nas to dłuższą o jakieś 15-20min kolejkę do kolejki linowej na Table Mountain. Przez kolejne dni dojazd tutaj byłby dla nas problematyczny, a dziś moglibyśmy w zasadzie dojść do dolnej stacji na piechotę. Dla wygody dowożę żonkę i małego pod samą kolejkę, a sam cofam się nieco do pierwszych wolnych miejsc parkingowych:


    Bilet jest dosyć drogi, aż 255R (obecnie 1R = 0,305PLN, gdy kupowałem bilety 1R = 0,275PLN), by nie stać w kolejce 2x warto go kupić w sieci (bilet i tak ważny jest tydzień). Różne są teorie o jakiej porze dnia warto wybrać się na górę. Rano często szczyt spowity jest mgiełką, ale rano też jest lepsze światło i czasem fajny widok na mgiełkę na dole. Na godziny wieczorne była akurat promocja (50%), ale oznacza to spore kolejki w oczekiwaniu na powrót na co z dzieckiem nie mogliśmy sobie pozwolić. My jednak mamy pogodę absolutnie nietypową dla tego miejsca o tej porze roku, prawie 30C już o 9:00 rano, więc o mgiełce nie ma mowy.
    Wagoniki kursują wahadłowo i poruszają się dosyć szybko. Na całej trasie nie ma zdaje się żadnego słupa, jedzie się pod bardzo stromym kątem do góry. Wagony są spore, mieści się w nich po 60 osób, a by każdemy dogodzić podłoga obraca się powoli podczas jazdy. W sieci wyczytałem, że pod podłogą są spore zbiorniki na wodę, która służy jako balast a przy okazji zaopatruje budynki na górze (pomimo tego, przy silniejszym wietrze kolejka jest zamykana - a wieje tu mocno i często):


    Zakotwienie lin na górze wygląda solidnie:


    Na górze jest płasko, gdyby nie widoki, byłoby nudno (widok na centrum, przy stadionie wzgórze Signal Hill, po lewej szczyt Lions Head, mój cel na wieczór):


    A to widok na południe, miejsca jest naprawdę sporo. Góra ma ponad 1000mnpm, jest tu więc wyraźnie chłodniej, trzeba jedynie uważać na słońce.


    Na koniec jeszcze widok na Lions Head, na dole widać nawet dach naszego domu


    Na obiad idziemy do wyluzowanej low costowej knajpki Mixas (gdzieś w sieci przeczytałem o niej dobre zdanie, a jest blisko). A później krótka wycieczka do dzielnicy Dystrykt 6 (skojarzenie z filmem Dystrykt 9 jak najbardziej właściwe). Dawniej mieszkali tu niewolnicy, rzemieślnicy i kupcy. Nie tylko czarni, ale także przesiedleńcy (przymusowi) z Azji. Dzielnica aktywnie żyła, lecz gdzieś w połowie XX wieku spodobała się białym na tyle, że z czasem wszystkich jej mieszkańców przymusowo przeniesiono do nowych nieatrakcyjnych terenów Cape Flats, a Dystrykt 6 zrównano z ziemią, budując nowe domy. Dziś jest tam nawet zdaje się jakaś uczelnia wyższa, dzielnica nie zachwyca, ale cały obszar jest znany z lokalnego street artu:


    Dziś Cape Flats to
    Mitchells Plain najniebezpieczniejszy obszar miasta. Wraz z sąsiednią dzielnicą Khayelitsha najgorsze slumsy. Nie da się tych obszarów nie zauważyć jadąc gdziekolwiek na wschód autostradą N2. To także okolice portu lotniczego.
    Lokalne służby publikują szczegółowe mapy aktywności kryminalnej i każdy planujący wyjazd powinien się z nimi szczegółowo zapoznać:


    Granice są oczywiście umowne i opierają się na podziale administracyjnym. Jak widać ścisłe centrum do najbezpieczniejszych nie należy. Zły ranking dzielnic Kommetije i HoutBay wynika z zlokalizowanych w nich niewielkich biednych mini dzielnic Ocean View i Imizamo Yethu, gdzie prawo radzi sobie z wojnami gangów. Po za tymi mini dzielnicami jest tam wręcz bogato i raczej bezpiecznie. Zresztą Ocean View z bliska wygląda lepiej niż centra wielu naszych miast. Każdy z tych biednych obszarów ma przy wjeździe zlokalizowany komisariat policji i szpital. Nie wygląda to tragicznie.
    tartal, Cani, dak04 and 13 others like this.

  10. #10
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Wróciliśmy do “domu” około 16:00. Odpocząłem, przebrałem się, uzupełniłem płyny (z zapasem) i nieco po 17:00 ruszyłem na zachód słońca na Lions Head. Musiałem wychodzić w ukryciu, bo gdyby mały zobaczył też chciałby iść i byłby problem Na początku szlak idzie w górę bardzo łagodnie i ma szerokość autostrady. Widoki fajne, bo słońce jest już nisko, dlatego tym razem będzie sporo zdjęć (co co tu pisać, trzeba zobaczyć). Bogate Camps Bay wygląda kusząco:




    Szlak prowadzi na szczyt spiralą, dalej widzę fajne nabrzeże Sea Point, a poniżej zbliżenie na okolice Bantry Bay:




    Idąc dalej mam fajny widok (już z góry) na Signal Hill:



    I centrum biznesowe miasta. Ścieżka nadal jest przyjemna:



    Widać cień Lions Head:



    Chwilę później robi się fajniej i ciekawiej (choć na zdjęciu wygląda to groźniej niż w rzeczywistości):



    W końcu wlazłem około 19:00. Zapas wody wypiłem gdzieś około ⅔ drogi, ale tu u góry jest już chłodniej i przyjemniej. By chronić się przed słońcem ubrałem taką całkiem przyzwoitą koszulę co niektórych na szlaku wyraźnie bawi. Miałem pewne obawy czy łazić po górach wieczorem, ale po drodze mijałem prawie tłumy. Widziałem nawet parę z (na oko) rocznym dzieckiem w nosidełku. Co śmieszniejsze oni wchodzili, gdy ja już schodziłem.
    To zdjęcie na szczycie, na zdjęciu oczywiście nie ja:




    Posiedziałem na szczycie z 20-30 minut, nie czekałem aż słońce zajdzie, bo nie chcę wracać dalej zupełnie po ciemku (choć zabrałem latarkę). Nieco niżej powinienem mieć też niezłe widoki (przełęcz pomiędzy Camps Bay, a centrum Cape Town):



    Już sporo niżej znowu Camps Bay:




    Widać w oddali zbliżające się chmury, to znak zmieniającej się pogody. Szkoda, że nie widać tego na zdjęciu (a filmu nie mam), ale struktura tych chmur była bardzo dynamiczna, było widać jak dosłownie pełzają po szczytach i zanikają osuwając się po zboczach:



    Jeszcze z drugiej strony widok na centrum i szybko do domu. Zdążyłem spokojnie wrócić przed zmrokiem (szkoda, mogłem posiedzieć na górze dłużej):



    Ten wieczorny wypad podobał mi się bardzo !! Być może z powodu dreszczyku emocji (bo przecież jest niebezpiecznie), ale z pewnością także z powodu widoków, unikalnego światła i przejrzystego powietrza. Taką wycieczkę zdecydowanie polecam !! Da się bezpiecznie zostawić samochód przed wejściem na szlak i po 2-2,5h jest się na dole (plus czas na kąpiel).
    Gdy dotarłem do domu niebo było już mocno zachmurzone i zrobiło się wyraźnie chłodniej. Koniec upałów.
    shiver, tartal, Jack98 and 23 others like this.

  11. #11
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Tupungato Zobacz posta
    Będę czytał na bieżąco, bo rozważam Kapsztad + Namibię + Botswanę na październik 2017.
    Zazdroszczę, ale tak z ciekawości ile na to czasu przewidujesz? Ja tutaj mam program bardzo spokojny, ale jednak nawet 2tyg mi ciekawości nie wyczerpały i czuję niedosyt.
    Cytat Zamieszczone przez Tupungato Zobacz posta
    A propos AirBnb - w zeszłym tygodniu wróciłem z Japonii i po raz pierwszy zdarzył się lekki problem. Dzień przed check inem w AirBnb w Osace wiadomość od gospodarza o anulowaniu noclegu, bo poprzedni goście coś narobili w mieszkaniu. Na szczęście rozwiązane elegancko i w tej samej cenie dostaliśmy większe mieszkanie u znajomej osoby gospodarza (też w AirBnb).
    Znajomy w Japonii tej jesieni miał podobny problem. Dostał niby większe lepsze mieszkanie, ale musiał codziennie dochodzić do najbliższej stacji JR ponad 5km (o jakieś 4km więcej niż planował).

  12. #12

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    WAW

    Domyślnie

    Bardzo dobra relacja! Super pogoda ci się trafiła w CPT. Ja byłem tam 4 dni (4go po południu wylot) i to był jedyny bezchmurny dzień (koniec listopada, dwa lata temu). W pozostałe dni nawet nie wiedziałem, gdzie jest i jak wygląda ta góra stołowa więc w ostatni dzień o 6 pobudka i w drogę Na Lions Head niestety nie byłem. Do tej pory uważam, że RPA to najfajniejszy kraj w jakim byłem Widziałem jeszcze częściowo Przylądek Dobrej Nadziei i JNB.

    www.wizzair.com

  13. #13
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Sebek1994 Zobacz posta
    Bardzo dobra relacja! Super pogoda ci się trafiła w CPT. Ja byłem tam 4 dni (4go po południu wylot) i to był jedyny bezchmurny dzień (koniec listopada, dwa lata temu). W pozostałe dni nawet nie wiedziałem, gdzie jest i jak wygląda ta góra stołowa więc w ostatni dzień o 6 pobudka i w drogę Na Lions Head niestety nie byłem. Do tej pory uważam, że RPA to najfajniejszy kraj w jakim byłem Widziałem jeszcze częściowo Przylądek Dobrej Nadziei i JNB.
    Chyba to bardziej nie ja miałem szczęście z pogodą, a Ty pecha. Tam od listopada do marca jest po kilka dni z deszczem w całym miesiącu. Dni pochmurnych jest niewiele, bo średnio dziennie w tych miesiącach słońce świeci tam aż 11h. Musiałeś naprawdę źle trafić.
    U nas wypadło nieco źle w drugą stronę, pierwsze 2 dni były potwornie upalne, szwed który nas przyjmował mówił, że to najgorętszy dzień w roku. Przez całe 13dni pobytu na miejscu, chmury mieliśmy 3x i za każdym razem przez mniej niż pół dnia. Te chmury to i tak było częściowe zachmurzenie z słońcem przebijającym się co jakiś czas. Ani przez chwilę nie mieliśmy całkowicie zachmurzonego nieba. To było nawet fajne, przez pierwsze dni po powrocie czułem się za dnia jakby ktoś wyłączył światło.
    Nam także RPA się podobało. Napiszę o tym więcej na końcu, ale nieco smutno mi się zrobiło, bo mam wrażenie, że pomimo wszystko to jednak kraj bardziej rozwinięty od naszego, a dawne cienie ich apartheidu są już słabsze niż nasze obecne narodowe podziały. Nie spodziewałem się takiego kontrastu.
    skaabeusz likes this.

  14. #14
    Awatar maciass

    Dołączył
    May 2012
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie

    Piękne zdjęcia, zwłaszcza z tego wieczornego wypadu
    Rob_Sad and tygrysm like this.

  15. #15
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Następnego dnia rano zgodnie z prognozą niebo jest zachmurzone. Pada nawet lekki deszczyk i jest na tyle chłodno, że nie chce nam się jeść śniadania na tarasie. Z czasem jednak pogoda się poprawia i już około 10:00 pomiędzy chmurami zaczyna przebijać się słońce. Po szybkim pakowaniu zostawiamy klucze w skrzynce na listy i odjeżdżamy. Parkujemy w pobliżu Company's Garden, miejskiego ogrodu w w centrum Kapsztadu założonego pierwotnie w XVII wieku jako plantacja owoców i warzyw do zaopatrywania przepływających tranzytem statków. Ogród jest fajny, zielony, ma kawiarnie i fajny plac zabaw:


    Spokojnie można tam spędzić kilka godzin:


    W bezpośrednim sąsiedztwie ogrodu znajduje się budynek parlamentu Republiki Południowej Afryki (rząd ma siedzibę w Pretorii, inne organy też są rozrzucone):


    W tej samej okolicy znajduje się też główna katedra. A to widok wzdłuż ulicy Wale St. w stronę dzielnicy malajskiej kolorowej dzielnicy Bo-Kaap (ale to zostawiamy sobie na koniec):


    Jemy obiad (znowu Mixas), zaopatrujemy się w jedzenie i kupujemy małemu książkę o lamparcie z którego jakiś plemienny wódz chce zrobić kołderkę. Książka w języku afrikaans do dziś jest dla małego hitem (żonka Monika zna holęderski więc afrikaans w dużym stopniu rozumie). Później na dłuższy czas opuszczamy centrum Kapsztadu i kierujemy się do miasteczka Hout Bay. Podróż jest krótka, generalnie odległości na półwyspie są niewielkie i pomimo górskiego ukształtowania terenu przejazdy są bardzo krótkie i sprawne. Wszelkie chmury zniknęły więc słońce praży na całego. Kierujemy się na plażę i do lokalnego portu:




    Na jednym z zacumowanych tu starych statków starszy pan w stroju kapitana zachęca turystów do zwiedzania (bardzo ładnym angielskim). Nie korzystamy, ale inni jak najbardziej:



    Na nabrzeżu jest fajna knajpka rybna, jemy więc tam drugi obiad:



    Spacerujemu i odpoczywamy. Plaża wygląda na bardzo wietrzną (choć dziś nie wieje), od miasteczka dzielą ją wysokie wydmy, które praktycznie “włażą” na pobliskie drogi:



    Jedziemy dalej w stronę dzielnicy Constantia, gdzie zatrzymamy się na kolejne 3 dni. Z Hout Bay to zaledwie kilka kilometrów przez niską przełęcz zwaną Constantia Nek. Bardzo szybko krajobraz z suchego i kamienistego zamienia się na malowniczy zielony. Po drodze jeszcze przed przełęczą widzimy pierwsze stare budynki winnic. Właśnie z winnic i to takich wysokiej klasy słynie Constantia. Jest to także prestiżowa dzielnica willowa. Jeśli miałbym kiedyś mieszkać w Kapsztadzie to chciałbym właśnie tutaj i to niekoniecznie dlatego, że według wikipedii mieszkał tutaj syn Margaret Thatcher i brat księżnej Diany.Nasza kolejne kwatera także rezerwowana jest przez airBnB, także tym razem trafiamy bardzo dobrze. Nocleg jest dużo tańszy niż poprzedni, warunki nieco skromniejsze, ale pod wieloma względami jest … po prostu fajniej:


    Hostem jest Włoszka Emma, wita nas po włosku, jest bardzo przyjazna i otwarta. Mieszka tu od ponad 20 lat i nie ukrywa, że we Włoszech nie byłoby ją stać na taki standard życia. Prowadzi szkołę gotowania, kursy jogi, a na airBnB oferuje 6 lokali, z tego 2 ma na posesji na której mieszka (w tym nasz). Posesja ma wspaniały, zadbany ogród. Do dyspozycji mamy basen, a nawet kort tenisowy. Popołudnie spędzamy na zabawach z psami Emmy, które na pierwszy rzut oka wydawały się co najmniej groźne:


    Później idziemy jeszcze na krótki spacer po najbliższej okolicy:


    Okolica jest naprawdę malownicza. Wzdłuż dróg zielone zadbane trawniki. Nawet ogrodzeń pod prądem jest mniej i jakoś aż tak nie rzucają się w oczy. Nasze 3 dni na tę okolicę to zdecydowanie za mało.

  16. #16

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Piękne miejsca na fotografii, co dopiero na miejscu!
    Rob_Sad likes this.

  17. #17
    Awatar NCC-1701D

    Dołączył
    Mar 2007
    Mieszka w
    UK

    Domyślnie

    Rob Sad: Czy wypożyczalnia zadbała o wasze bezpieczeństwo instalując w aucie takie oto urządzenie ???


  18. #18

    Dołączył
    Mar 2013
    Mieszka w
    EGLL

    Domyślnie

    Świetny raport! Zawsze chciałem się wybrać do SA, ale z obawy o własne bezpieczeństwo unikałem... z Twojego raportu widzę, że jednak nie jest tak źle

  19. #19
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez megaloman Zobacz posta
    Świetny raport! Zawsze chciałem się wybrać do SA, ale z obawy o własne bezpieczeństwo unikałem... z Twojego raportu widzę, że jednak nie jest tak źle
    Tragicznie nie jest. Na początku wrażenie robią ogrodzenia elektryczne i takie z zasiekami z drutu kolczastego (bo w Caracas i Guatelama City widziałem tylko kraty). Potem widzisz rodziny z dziećmi, przyjazne knajpki, miłych ludzi i zaczyna Ci się wydawać, że to bezpieczne miejsce. Podobno właśnie to wrażenie jest tu zgubne i łatwo zapomnieć o podstawowej profilaktyce.
    Włoszka Emma u której mieszkaliśmy mówiła, że nie może powiedzieć, że tu jest bezpiecznie, ale przez cały okres ponad 20lat gdy tu mieszka nie miała żadnej niebezpiecznej sytuacji, nigdy jej tu nikt nawet nie okradł. Ale pamięta o tym by omijać złe dzielnice, nie chodzić po zmroku (niektóre dzielnice pustoszeją już o 17:00-18:00, centrum w zasadzie jest dosyć puste cały czas), pamięta by zamykać samochód od środka podczas jazdy (porwania samochodów zdarzają się, ale zwykle jest on porzucany kilka kilometrów dalej i giną z niego tylko drobiazgi). Generalnie podróżuje się samochodem. Z tego powodu niezmotoryzowaniu turyści dają niektórym atrakcjom złe opinie, bo nie da się np. wejść do niektórych winnic inaczej niż wjeżdżając samochodem (w bramie spisywane są dane pasażerów i pojazdu). Większość parkingów przy atrakcjach (zwykle darmowych) posiada personel który pilnuje samochodów i pomaga parkować (można ale nie trzeba dać im napiwek). Aktualne statystyki przestępczości z danymi na mapach są dostępne na: https://www.issafrica.org/crimehub/map/ i Crime Stats SA - Crime Stats Simplified
    Z tego co wyczytałem przed wyjazdem wynika, że obecnie Kapsztad jest najniebezpieczniejszym miastem w Afryce, jednak tak jak pisałem wcześniej, większość przestępstw ma miejsce tam, gdzie nie ma turystów i nie dotyczy turystów. Większość dotyczy porachunków gangów (w przeciwieństwie do Johannesburga, gdzie podobno uliczna przestępczość jest większym problemem). Bezwzględnie należy jednak uważać, choćby na wszelki wypadek.

  20. #20
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Wstaję około 6:00 rano i z sypialni przechodzę do naszej salono-kuchni, która jest mocno oświetlona wschodzącym słońcem. To przyjemne bo wieczory, noce i poranki są dosyć chłodne. Kątem oka zauważam, że coś się rusza… patrzę i widzę komitet powitalny na tarasie:



    Ciężko się nie przestraszyć. Dobrze, że dzień wcześniej przekonałem się, że piesek jest przyjazny. W efekcie czuję się chyba bezpieczniej

    Korzystamy jeszcze nieco z dobrodziejstw i przestrzeni ogrodu (to po lewej to nasz domek),



    a to główne część budynku, na dole też lokal airBnB, u góry właściciele (jak widać działka jest spora, dla dzieciaka frajda):



    pakujemy się i jedziemy do ogrodu botanicznego Kirstenbosch. Ogród jest jednym ze starszych na świecie, jest zadbany i bezpieczny. Największym hitem jest kładka pomiędzy i ponad koronami drzew:



    Jest tu sporo wypoczywających lokalnych emerytów (mają chyba darmowy wstęp) oraz szkolnych wycieczek (albo raczej lekcji w-f) zajmujących praktycznie każdą wolną polankę:



    Spędzamy tu kilka godzin. Dla mnie jest tu nieco nudno, ale to idealne miejsce na wypad z dzieckiem. Robimy sobie piknik. Jest przyjemnie. ale każdy lepszy widok ma w tle tę samą górę:



    W drodze powrotnej przejeżdżamy jeszcze przez niby atrakcyjną architektonicznie dzielnicę Wynberg, ale nie zrobiłem tam chyba żadnego zdjęcia.
    Na obiad jedziemy do polecanej przez naszą Włoszkę Emmę restauracji Greens (blisko naszego noclegu), gdzie serwują niezłą włoską kuchnię, a przy tym cenowo jest bardzo atrakcyjnie. Generalnie tutaj produkty spożywcze w sklepach są nieco droższe niż w Polsce (sklepy bardziej czyste i wygodniejsze, ale dominują samochodowe duże markety), ale restauracje są nieco tańsze niż u nas, zwykle fajnie urządzone i jedzenie też jest ładnie podane. Jada się tu jednak tłusto, sporo tłustego mięsa, do prawie wszystkiego tłuste frytki. To trochę nie moje klimaty, wolę więcej warzyw i owoców, ale nie narzekam.

    Po obiedzie ruszamy na testowanie win do winnicy Constantia Glen. Winnica usytuowana jest wysoko, blisko przełęczy Constantia Nek. Od bramy wjazdowej jedziemy dosyć daleko pod górę wąską malowniczą drogą zakończoną niewielkim parkingiem.Budynek dla klientów znajduje się na szczycie jednego ze wzgórz, otoczony plantacjami winorośli, a w tle wyższymi górami. Słońce jest już dosyć nisko, wszystko wygląda więc bardzo atrakcyjnie:



    Część pomieszczeń dla klientów wykończona jest nowocześnie, część stylowo. Wina testować można w zadaszonej przeszklonej części budynku lub na jednym z tarasów. Wybieramy taras:



    Testowanie podstawowe kosztuje 55R i obejmuje 5 typów ich podstawowych win. Wystarczy, że tylko jedna osoba będzie testować, w menu są także inne opcje, żona zamawia kawę. Pomimo, że raczej preferuję włoskie wina wytrawne, tutaj najbardziej smakują mi białe i różowe, nieco słodsze. Całą otoczka jest niezwykle przyjemna, a personel luźny i przyjazny:







    W oddali widać zabudowę sąsiedniej winnicy Beau Constantia:



    Nie jest to chyba miejsce w które powinno przychodzić się z dzieckiem, ale nie mieliśmy wyjścia. Mały poczuł tutaj zew do biegania i mamy problem z okiełznaniem go. W sumie mu się nie dziwię, bo nam też się podoba i chętnie poczekalibyśmy w Constantia Glen do zachodu słońca. Z bólem serca wracamy do domu. Ja i tak jestem bardzo zadowolony

    Robię jeszcze z naszego tarasu zdjęcie nocnego nieba:

    Valdi, Drzemi, Witold212 and 10 others like this.

Strona 1 z 4 1 2 3 ... OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •