Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 41
Like Tree172Likes

Wątek: Japonia po królewsku czyli wczesna QUEEN SAKURA 2017

  1. #1

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie Japonia po królewsku czyli wczesna QUEEN SAKURA 2017


    Polecamy

    Witam Wszystkich bardzo serdecznie, nie często piszę tutaj relacje z podróży zatem proszę o zrozumienie i wyrozumiałość za całość

    Poniższa relacja nie jest live ale w miarę świeża, wyjazd do Japonii odbył się na przełomie marca i kwietnia.

    Kilka uwag:
    1. Zdjęcia wraz z opisami będę starał się wrzucać co 2 dzień, ale może się zdarzyć ciut dłuższa przerwa, człowiek nie tylko forum żyje
    2. Niektóre fotki robione były telefonem, jakość nie powala ale większość aparatem i to zapewne będzie rzucać się w oczy, niektóre z aparatu były robione w trybie efektów przez co mogą wyglądać ciut inaczej niż obraz naprawdę
    3. Dla niektórych tempo zwiedzania może wydawać się zabójcze ale taką formę aktywności preferujemy, nie chodzimy z przewodnikiem pod nosem, czytamy sporo przed, oglądamy na miejscu i jak czegoś nie wyłapaliśmy to doczytujemy po przyjeździe
    4. Wraz ze znajomą, jako fani zespołu Queen, nie mogliśmy odpuścić okazji i w trakcie wyjazdu staraliśmy się podążać śladami zespołu, ich noclegów, miejsc gdzie jedli czy koncertowali, będzie to widoczne również w relacji.
    5. Ogromne podziękowania należą się Maciejowi vel maciass-owi za pomoc w organizacji na etapie doradztwa, jego zeszłoroczna trasa była niejako inspiracją dla tegorocznego wyjazdu, aczkolwiek kilka miejsc jest innych.

    Zapraszam na relację.

    ----------------------------------------
    Wyjazd do Japonii zaczął kiełkować w zeszłym roku w lutym. Ponieważ termin był zbyt krótki, budżet nieprzygotowany na taki wyjazd, wraz ze znajomą postanowiliśmy zostać w Europie i zwiedziliśmy okolice Montreux w Szwajcarii. Japonia jednak została w głowie i po powrocie zaczęło się tworzenie planu. Po wakacjach nastąpiły wstępne rezerwacje noclegów, na początku listopada zakupiliśmy bilety lotnicze.
    Fakt iż mieszkam w Irlandii, a znajoma w Polsce nieco skomplikował sprawę, z racji, że oboje nie latamy dalekich tras często, postanowiliśmy spotkać się gdzieś w Europie aby dalej już lecieć razem. Najdogodniejszą opcją był przelot na trasie Frankfurt - Pekin - Tokio / Osaka - Pekin - Frankfurt, z dolotami z Dublina i Warszawy. Wybraną linią była Air China, doloty robiła Lufthansa.

    większe znaczniki to miejsca noclegowe


    22.03.2017
    Wcześnie rano stawiłem się na lotnisku w Dublinie, terminal 1, lot do Frankfurtu był pierwszym odlotem tego dnia. Odprawa przebiegła bardzo sprawnie przez obywatelkę naszego kraju spod Bydgoszczy . Bagaż został nadany bezpośrednio do Tokio-Haneda, karty pokładowe natomiast otrzymałem na dwa pierwsze loty, kartę do Tokio miałem odebrać we Frankfurcie lub Pekinie. Podobna sytuacja wystąpiła w Warszawie na locie znajomej.



    Kontrola bezpieczeństwa przebiegła bez problemów (Dublin pod tym względem nigdy nie stwarzał mi większych problemów), lotnisko dopiero budziło się ze snów, większość sklepów była jeszcze nieczynna.
    Odprawa zaczęła się o czasie, przebiegła bardzo sprawnie, samolot nie był pełny ale większość miejsc była zajęta.



    Niedługo po starcie rozpoczęto poczęstunek na pokładzie. Czytając na forum, nie tak dawno temu, cały wątek poświęcony jakości żywności w Lufthansie lub jej braku jak kto woli, nie mogłem nie przetestować niemieckiego specjału jakim był kawałek ciasta. Będąc szczerym, sam fakt iż owe ciasto miało datę do spożycia nabitą na styczeń 2018 nie rokowało zbyt dobrze A eksperyment polegający na ugięciu owego ciasta potwierdził fakt, że mamy do czynienia z czymś co ma chyba to ciasto tylko przypominać. To raczej była "gąbka" na słodko ale może pasażerowie lubią takie specjały o poranku... ale zjadłem


    Lot do Frankfurtu przebiegł bez problemów, lądowanie o czasie, na stanowisku oddalonym, przejazd autobusem pod terminal to chyba atrakcja sama w sobie bo trwało to z dobre 10-15minut, autobus krążył pomiędzy samolotami jakby nie wiedział gdzie jechać :P


    Na stanowiskach transferowych starałem się uzyskać kartę do Tokio, jednak zarówno personel jak i maszynki wypluwały lot jako nieznany. Powodem zapewne był fakt, iż lot do Pekinu był code-share z Lufą, natomiast następny już nie i mimo, że wszyscy to Star Alliance to zostałem poinformowany, że kartę należy odebrać w Pekinie.

    Po wyszukaniu niezłej miejscówki (Mcdonalds) i w oczekiwaniu na znajomą udało się strzelić kilka fotek ciekawym obiektom:


    rodzynek


    to nie był nasz lot na pierwszym planie, ANA w tle była brana pod uwagę dość konkretnie przed kupnem biletu ale ciężko było złożyć nasze spotkanie w Europie, stąd wyszła finalnie Air China



    nasz Boeing 777-300ER w tle, jeszcze przygotowywany do lotu


    a tu już po podjechaniu pod bramkę


    Boarding zaczął się o czasie, okazało się, że przy sprawdzaniu kart i paszportu przez personel czegoś brakuję na karcie, zostaliśmy oddelegowani do stanowiska obok, tam personel, prawdopodobnie, sprawdził warunki wizowe i podbił kartę symbolem API (Additional Passanger Information). Przy okazji wydrukowane zostały karty na ostatni odcinek lotu czyli Pekin-Tokio, czyli jednak można było to zrobić we Frankfurcie


    Sam samolot w miarę ok, układ siedzeń 3-3-3 nie powala ale mogło być gorzej, my mieliśmy siedzenia A i B więc okno było więc nie było źle. Większość pasażerów to oczywiście Azjaci, personel również, nie spotkaliśmy żadnej osoby z obsługi nie azjatyckiego pochodzenia.
    Na fotelu na każdego czekała poduszka i kocyk a także słuchawki.

    System pokładowy, generalnie w Air China, nie jest chyba najnowszych lotów. Zarówno mój ekran, jak i znajomej, niby dotykowy, nie działał, pilot był przyspawany do rękojeści na stałe, obsługa jego było lekko uciążliwa, spod ramienia, wszystko inne było jednak ok, bez fajerwerków, ale ok. Mapy, filmy, muzyka - głównie chińskie ale i La La Land z nowości się trafił i działały. Pograć w większość gier nie dało rady ponieważ ekrany nie reagowały na dotyk.
    Ewidentnie widać, czemu nie ma co się dziwić, iż lot skierowany do pasażerów chińskich. Wszystkie komunikaty w ich jeżyku, nie wszystkie tłumaczone na angielski, czasem tłumaczone również na niemiecki.


    Thai Airways po sąsiedzku


    Start z lekkim opóźnieniem, na szczęście nie było wielkiej kolejki do pasa. Ok 30minut po starcie personel zaczął rozdawać napoje do picia, wybór to kawa, herbata (aczkolwiek tylko jaśminowa), woda, piwo, wino, soki, raczej każdy mógł być zadowolony (poza brakiem zwykłej herbaty). Ponieważ nigdy nie piłem chińskiego piwa, należało przetestować ten produkt.... delikatne.. ryżowe


    Po ok 1,5 godzinie po starcie zaczęto częstować pasażerów obiadem. Ponieważ nie było rozdawane menu, informacja o wyborze dań była przekazana w komunikacie, wołowina z ryżem lub makaron z warzywami. Zdecydowaliśmy wybrać po jednym z dań w celu testowania kuchni chińskiej. Oba były ok, chodź najlepsze dla mnie były owoce i ciasto (nie gąbka !!!) jako dodatki. Można było jednak najeść się, przez cały lot nie było uczucia głodu a to chyba najważniejsze.



    Po posiłku cały samolot powoli zapadał w sen. Oko i nam poleciało chodź nie na tyle na ile by się chciało, w trakcie lotu sporo osób rozciągało mięśnie chodząc po pokładzie.
    Na około 2 godziny przed lądowaniem zaczęto podawać śniadanie... dla odmiany w stosunku do obiadu..... kurczak z ryżem lub warzywa z makaronem... niby co innego ale niby to samo... smakowało to to nie gorzej / lepiej jak obiad chodź kurczaka w ryżu to można by było szukać.



    włączona została opcja podglądu lotów transferowych na ekranie


    Najważniejszy fakt to lądowanie o czasie. Czytając relację o transferze między lotami w Pekinie i jak najgorszym zdaniem na jego temat to mógł być największy problem, na szczęście lot jak i kołowanie na lotnisku odbyło się bez problemów.
    Kontrola graniczna w Pekinie to temat na zupełnie inną historię... Niby 2.30h wystarczyło na przejście 4 kontroli (sprawdzenie temperatury - to było najszybsze, 2 kontrole celników z wbiciem pieczątek wizowych i zrobieniem zdjęcia, kontrola bezpieczeństwa z wyciąganiem nawet najmniejszego kabelka z torby) ale trauma trochę zostaje. Zawsze wydawało mi się że służba celna w Polsce podchodzi do każdego pasażera drobiazgowo i oficjalnie, po Pekinie jestem w stanie powiedzieć, że praca naszych celników to jeden wielki luz. Chińscy pogranicznicy, z kamienną twarzą, bez mrugania okiem, bez jakiejkolwiek mimiki, bez dzień dobry, do widzenia, z jednakowym spojrzeniem na każdego, z automatycznym ruchem ręką po oddaniu dokumentów... unikalne, dość ciężkie doznania, to momentami wyglądało jakby mieli karabin przystawiony to potylicy.
    Cały terminal jak i strefa wolnocłowa robią wrażenie. Budynek, chodź juz nie aż taki nowy wciąż zachwyca architekturą, przestrzenią, dach w nocy, niby prosty konstrukcyjnie, robi wielkie wrażenie, sklepy i mini świątynia na środku strefy również.




    takie power banki są w Pekinie


    Samolot do Tokio-Haneda to Airbus A330-300 w konfiguracji 2-4-2, my mieliśmy miejsca A i C czyli generalnie przy oknie. Samolot ponownie raczej pełen, pozdrawiamy parę z Polski siedzące przed nami




    Posiłek, dla odmiany... na szczęście, to omlet plus dodatki, po "bogatym menu" na długim locie, rzuciliśmy się na niego jak dzieci na czekoladę Dość smaczne, chodź nigdy nie wiem co to jest to okrągłe... niby coś jak chleb ale dość miękkie... ktoś wie?


    Przelot tuż pod granicą Korei Północnej ale liczyliśmy, że chińskiego to akurat nie zastrzelą


    Mieliśmy nadzieję na zobaczenie Fuji, prognoza pogody pokazywała niby pogodny dzień ale chmury jednak nie puściły i z Fuji były nici... na razie

    Podejście do lądowania bez problemu, od południa, można było podziwiać nabrzeże portowe Tokio



    takie staromodne cudo kołowało




    Kontrola graniczna, mimo dużej ilości osób, przebiegła sprawnie, duża ilość otwartych stanowisk i pomoc personelu w celu skrócenia kolejek była zauważalna. Po wbiciu pieczątek w paszport, wypełnieniu deklaracji celnej i odebraniu bagażu (doleciały !!!) byliśmy w Japonii

    Opinia o Air China, w tych lotach, będzie pozytywna aczkolwiek jak na członka Star Alliance oczekiwałem ciut więcej. Wszystko było jak trzeba, wszystko niezbędne było podane, zorganizowane. Niezbędne... brakowało jednak poczucia, że personel w jakiś ciut większy sposób dba o pasażerów. Brak nawet najmniejszej integracji personelu, mówimy tutaj o mimice twarzy ponownie, bardzo poważne podejście do wykonywanej pracy (np. obowiązek wyłączania telefonów kompletnie, nawet z trybu lotniczego), zero luzu, zero zapytania się poza to co musi być zrobione... odnoszę wrażenie, że "Azjaci tak mają" chodź w wykonaniu chińskim jakby bardziej było to widoczne.
    Inna kwestia, że loty tymi liniami są bardzo często dużo tańsze niż konkurencją... może dlatego już na nic innego nie starcza

    stay tuned....

  2. #2

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez queenman
    Będąc szczerym, sam fakt iż owe ciasto miało datę do spożycia nabitą na styczeń 2018 nie rokowało zbyt dobrze
    jakby poczytać co znajduje się w produktach na półkach sklepowych-nie jest lepiej.
    A,że w Lufthansie dali dwa napoje to zaskoczenie, bo na moich 4 lotach Lufthansą w październiku, tylko na jednym locie był taka rozpusta, bo Lufthansa jeszcze bardziej zacisnęla pasa

  3. #3

    Dołączył
    Mar 2009

    Domyślnie

    Zapowiada się fajna relacja.

    Jaka cena lotu?

    I jedno co razi: często używasz spójnika "choć" pisząc "chodź" , popraw.

  4. #4

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Mój bilet na trasie z i do Dublina kosztował 570eur czyli w tamtym okresie ok 2500zł, znajoma płaciła ciut więcej. Małym problemem był wybór dat wyjazdu, gdyż nie miałem zbyt dużego pola manewru ze względu na pracę, z tego też powodu wylot nastąpił na samym początku Sakury a nie np. tydzień później. Gdybyśmy lecieli oddzielnie, można by zejść jeszcze trochę cenowo w dół ale to kwestia 200zł maksymalnie.

    Dzięki za spostrzegawczość, tego co napisane edytować już nie mogę ale będę bardziej uważny przy następnych postach

  5. #5
    Awatar Cruiser

    Dołączył
    Sep 2009

    Domyślnie

    Brakuje zdjęcia z Montreux z Freddie'm. Chętnie poczytam relację. W czerwcu czeka mnie drugi wypad do Japonii, tym razem jednak właśnie Air China z WAW przez Pekin. Czyli nie trzeba się bać Air China?

  6. #6

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Proszę bardzo, jako lekka wrzutka w temat, Freddie pojawi się w tej relacji, bez obaw, w różnej postaci


    Po czterech lotach Air China, dwóch długich i dwóch krótkich napisać mogę, iż nie ma podstaw bać się Air China, ale....
    Nie ma co spodziewać się po tej linii fajerwerków, dają to co ma być dane i nic poza, w każdym locie sytuacja wyglądała podobnie zarówno jeśli chodzi o załogę jak i przebieg lotu. Lotnisko w Pekinie natomiast to, jak pisałem wcześniej, próba cierpliwości i pokorne wykonywanie poleceń służb celnych czy bezpieczeństwa, chyba nie ma sensu kombinować z nimi bo zarówno ich angielski nie jest na wysokim poziomie (bardzo stanowcze, jednosłówkowe polecenia) jak i cała paleta zachowań pokazuje kto tam rządzi a kto ma wykonywać polecenia i nic więcej. Może przerysowuje lekko ale takie właśnie wrażenie odniosłem... zamordyzm wiszący w powietrzu.

  7. #7

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Po wylądowaniu udaliśmy się do biura kolei Keikyu w celu nabycia biletu kolejowo-metrowego. Próbowaliśmy również wymienić kolejowe Rail Passy (chyba nie ma turysty, który chcący podróżować więcej po tym kraju ich/ jego nie posiada) ale widok kolejki do biura JR zniechęcił nas od razu, mieliśmy jeszcze czas.


    Naszą bazą w Tokio była dzielnica Asakusa. Po zakwaterowaniu w hostelu, zrzuceniu bagażu i krótkim odświeżeniu, ruszyliśmy na pierwsze zwiedzanie okolic i nie tylko.

    Widok z hostelu i jego okolice




    Jedna z bram prowadzacych do pobliskiej Świątyni Senso-ji


    Wystawy z jedzeniem (sztucznym) bardzo ułatwiały nam pobyt:




    Szpital dla zwierząt (chyba)




    Nieopodal zwiedziliśmy Muzeum bębnów znajdujące się powyżej sklepu muzycznego. Od starych, tradycyjnych japońskich po nowocześniejsze coś ala perkusyjne. Dodatkową atrakcją był fakt, iż na sporej liczbie można było grać, czasem nawet należało przywalić w nie dość mocno aby wydobyć odpowiedni dźwięk, nie można było niestety robić zdjęć.



    Jedną z „atrakcji” metra, w pojęciu turysty, jest możliwość doświadczenia jak ono funkcjonuje. Na większych stacjach np. są osoby ostrzegające przed nadjeżdżającym składem, informujące o odjeździe, dające sygnały maszyniście, wszyscy, jak to w Japonii, ubrani w mundury z białymi rękawiczkami jako coś oczywistego.


    Rejon parku Ueno to w przypadku kwitnienia wiśni jedno z pierwszych miejsc gdzie one występują. Tak było i tym razem. Sezon na wiśnie, oficjalnie, rozpoczął się 21go marca, w Ueno Park duże skupisko ludzkie odnotowaliśmy przy jednym !!! drzewie J Ale i tak była to atrakcja na cały park.



    Jednym z miejsc gdzie chcieliśmy bardzo się dostać był rejon muzeów i kampus uczelniany na przeciwko parku. Stała tam bowiem statua Fryderyka Chopina. Niestety, muzea były już zamknięte, obsługa za bardzo nie wiedziała co chcemy a przy tylnym wejściu zostaliśmy zatrzymani przez ochroniarzy, nijak nie wyglądaliśmy jak pedagodzy lub obsługa. Cóż… jak nie teraz to ciut później.

    Rejon Yanaki to przede wszystkim ciut starsza, klimatyczna zabudowa. Chcieliśmy dostać się na cmentarz, gdyż w czasie kwitnienia wiśni jest tam ponoć bardzo klimatycznie ale byliśmy niestety za późno, przeszliśmy zatem przez dzielnicę, zjedliśmy nasz pierwszy japoński posiłek (zamówienia zbierał automat przy wejściu… super patent… mega dobre jedzonko za niewielkie pieniądze) i pojechaliśmy metrem w stronę centrum pod….






    Nippon Budokan Hall… miejsce magiczne dla fanów zespołu Queen, od 1975 roku czczeni prawie jak bogowie przez Japończyków, mieli zaszczyt zagrać w owej hali, porównywanej do Madison Square Garden czy Wembley Arena.



    Pomnik Godzilli to z kolei szybka zmiana klimatu na dzielnicę Ginza. Z początku nie mogliśmy go zlokalizować, błędnie zaznaczyliśmy go na naszej mapie ale z pomocą przyszły dwie japonki które, poświęcając swój czas, zaprowadziły nas do niego. Po raz pierwszy doświadczyliśmy prawdziwości stwierdzenia, że jeśli nie można się dogadać to Japończyk zaprowadzi



    Obeszliśmy jeszcze okoliczne ulice, pierwsze spojrzenia na tokijskie wieżowce i ponieważ zmęczenie zaczęło doskwierać wróciliśmy do naszego hostelu. Pierwszy dzień w Tokio zakończyliśmy widokiem na podświetloną wieżę Skytree.







    Stay tuned…

  8. #8

    Dołączył
    Apr 2017

    Domyślnie

    Bardzo mnie ciekawi co będzie dalej, sama wybieram się w czerwcu do Japonii i chętnie podglądnę Twoją trasę.

    Btw. możesz podać dokładniejszą lokalizację Godzilli ? Będę spać w Ginzie to chętnie podskoczę.

  9. #9
    Awatar Wamo

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    A dla mnie, jeśli można więcej Queen

  10. #10

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Aneta_ Zobacz posta
    Bardzo mnie ciekawi co będzie dalej, sama wybieram się w czerwcu do Japonii i chętnie podglądnę Twoją trasę.

    Btw. możesz podać dokładniejszą lokalizację Godzilli ? Będę spać w Ginzie to chętnie podskoczę.
    Pomnik, jak na załączonej poniżej mapce, znajduje się pomiędzy stacjami metra Hibiya i Yurakucho, aczkolwiek skwer jest dość mały i łatwo go ominąć, przeoczyć. My przez pomyłkę ustawiliśmy go sobie na mapie trochę na północ i dlatego nie mogliśmy go znaleźć.

  11. #11

    Dołączył
    Apr 2017

    Domyślnie

    Dzięki wielkie

  12. #12

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Następna atrakcja wyjazdu miała tylko sens w przypadku dobrej pogody. To między innymi dlatego bilety autobusowe były rezerwowane na miesiąc na przód, na trzy kolejne dni (darmowa możliwość ich odwołania). Mowa o wyjeździe do Kawaguchiko w celu ujrzenia góry gór czyli Fuji.
    Prognoza pogody (w Japonii chyba tylko jedna się sprawdza – Yahoo weather po japońsku) dawała na to szansę już drugiego dnia pobytu więc nie było sensu czekać.

    Najpierw trzeba było dostać się wcześnie rano na dworzec autobusowy w dzielnicy Shinjuku znajdujący się na przeciwko dworca kolejowego JR , metro załatwiało sprawę, cały czas korzystaliśmy z biletu zakupionego dzień prędzej. Bilety na autobus odebraliśmy bez problemów, przy okazji rozszerzyliśmy je o całodzienny bilet obejmujący również zniżki na atrakcję rejonu jak również darmową komunikację dwoma liniami autobusowymi wokół jezior Kawaguchiko i Saiko, rezerwację na kolejne dni zostały skasowane, autobus wyjechał o czasie w dość zabawnym malowaniu Thomas The Tank.




    Podróż to najpierw przebijanie się przez Tokio, dość sprawne, potem za oknem zaczęły się pojawiać coraz to bardziej dzikie klimaty górskie, mniejsza zabudowa, czasem tunele, w pewnym momencie pojawiła się również i Fuji.




    Dworzec autobusowy jest połączony z dworcem kolejowym, w jednym budynku jest jeszcze restauracja i sklep z pamiątkami. Po zjedzeniu szybkiego śniadania ruszyliśmy przez miasteczko w kierunku kolejki linowej prowadzącej na wzniesienie Kachi Kachi, najlepsze chyba miejsce widokowe na Fuji




















    Fenomen Japonii, podziwiany przeze mnie do tej pory… ukłon




    Po zjechaniu kolejką na dół złapaliśmy autobus retro i przejechaliśmy kilka przystanków w stronę tzw Nagasaki Park, gdzie w trakcie rozkwitu wiśni widok na Fuji jest jeszcze bardziej okazalszy. Chmury zaczęły zbierać się już dość poważnie nad górą, mieliśmy sporo szczęścia z rana.


    Taki kopczyk „z lawy” zastaliśmy koło „Kawaguchiko Natural Living Center”, czy ktoś może wie o co chodzi z tymi numerkami na nim?


    Idąc dalej w kierunku przystanku autobusowego, natrafiliśmy kilka razy na mini kapliczki, jak również podziwialiśmy cuda motoryzacji japońskiej, czyli „kwadratowe” auta. Fenomen ich popularności tkwi w połączeniu dość niskich prędkości na drogach, małych silników i tanich opłat typu OC






    Po złapaniu autobusu, podjechaliśmy pod jezioro Saiko, jedno z pięciu w rejonie Kawaguchiko. Naszym następnym celem była niewielka jaskinia zamieszkana przez nietoperze, tzw Bat Cave. Szlak w środku jest dość krótki ale momentami strop jest bardzo, bardzo nisko, każdy przy wejściu otrzymywał kask dla bezpieczeństwa.




    To miejsce to był luksus jeśli chodzi o wysokość do sufitu


    Po spędzeniu ok. 30-40min w okolicach i w środku udało nam się złapać autobus dalej, tym razem celem była wioska ludowa/skansen Saiko Iyashi no Sato Nemba. Można tam było wynająć strój samuraja, można było ubrać kimono, można było zakupić robótki ręczne od papierniczych po ceramiczne, można było również odwiedzić mini muzeum i zobaczyć stroje dawnych japońskich wojowników z okolic. W przypadku ładnej pogody widok na Fuji na wprost, w naszym przypadku chmury zakryły górę prawie całkowicie.










    Po powrocie do Kawaguchiko i zjedzeniu szybkiego posiłku (Ramen chyba wszędzie jest dobry, byleby nie był przesolony ) udaliśmy się lokalnymi kolejami Fujikyu w stronę Pagody Chureito na, chyba najbardziej pocztówkowy widok na Fuji. W związku z lekko niedoszacowanym czasem jaki sobie zostawiliśmy, wizyta w świątyni (wraz ze sprintem po kilkuset schodach prowadzących do niej) zajęła tylko parę minut, ostatni pociąg do Kawaguchiko aby złapać nas autobus powrotny do Tokio był na styk. Trochę z jęzorem wyciągniętym ale udało się wykonać kilka zdjęć, w tym jedno o które tak nam chodziło.






    pocztówka

    Powrót biegiem do pociągu skończył się pouczeniem maszynisty ze względu na wtargnięcie na tory i przejście pod szlabanem przy stojącym pociągu przy peronie. Od tego momentu, do końca wyjazdu, stosowaliśmy się potulnie do wszystkich komend w metrze czy na dworcach
    Z ciekawostek kolejowych: koleje Fujikyu oraz Matterhorn Gotthard Bahn muszą współpracować ze sobą dość ściśle (siostrzana miłość), gdyż nasz skład był pomalowany w barwach kolei szwajcarskiej, a w środku były okolicznościowe fotografie.




    Powrót autobusem do Tokio minął bez problemów, wieczór w hostelu nie mógł się nie odbyć bez polskiego, ręcznie robionego wina wraz z sękaczem (sękacz powróci jeszcze w relacji )



    Stay tuned…

  13. #13
    Awatar Wamo

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Gdzie można dostać takiego małego "Fredka", mamie bym sprezentował

  14. #14

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Niestety Fredek nie jest w sprzedaży ale to nie znaczy, że samemu nie można zrobić:
    https://app.box.com/s/yvq0444xgrsuyecw27vwbu522d6r1qjo

    POWODZENIA !!!

  15. #15
    Awatar maciass

    Dołączył
    May 2012
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie

    http://i66.tinypic.com/fc0013.jpg - genialny klimat ma ta fota, jakby wulkan się uaktywnił
    kiepstein likes this.

  16. #16
    Awatar Mateuszz

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Poznan

    Domyślnie

    Śledzę z zapartym tchem, bo już w październiku moja Japonia ze słynnego Festiwalu QR (w C)
    Zapraszam na mój blog o podróżach.

  17. #17

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Poranek następnego dnia zastał nas bardzo ładną pogodą. Postanowiliśmy, odpoczywając od dalekiego jeżdżenia poza Tokio, zwiedzić sporą część miasta. Na pierwszy plan poszło to co najbliżej czyli kompleks Świątyni Asakusa a dokładniej Senso-ji, najstarszej buddyjskiej świątyni w Tokio, założonej w VII wieku.



    Dworzec kolejowy kolei Tobu




















    Następnie udaliśmy się, ponownie, do dzielnicy Ginza, tym razem jednak na spektakl Kabuki w teatrze Kabuki-za, czyli tradycyjnego teatru japońskiego. Cały spektakl trwa nawet kilka godzin, podzielony jest na kilka aktów, można zatem kupić bilet na pojedyńczy akt, który trwa od 15minut do nawet 2 godzin, w zależności co jest grane.
    Z wątków około Queen należy nadmienić, iż Freddie również, będąc w Japonii na urlopie, w tym samym teatrze, oglądał przedstawienia.
    W środku był absolutny zakaz używania jakiegokolwiek sprzętu audio/video w trakcie przedstawienia.







    Po spektaklu, trwał ok. 1,5 godziny (ciekawy chodź ciężko załapać cokolwiek bez znajomości japońskiego) przeszliśmy sobie kawałek Ginzy by podjechać kilka stacji w kierunku dzielnicy Roppongi. Przechodziliśmy, między innymi, koło hotelu Okura Tokyo, gdzie Freddie miał nocleg w trakcie urlopu w 1986







    poezja japońska, że to się tam ze sobą nie gryzie architektonicznie








    Nie udało się pierwszego dnia, to udało się kolejnego, malutki cmentarz niedaleko Roppongi




    Zahaczyliśmy jeszcze po drodze o Hard Rock Cafe, jeden z najstarszych w całej sieci. Ponoć miały tam się znajdować spodnie Freddiego lecz niestety obsługa nie potwierdziła tego faktu, pozwolono nam obejść całość, faktycznie, poza dużą ilością strojów Michaela Jacksona, Prince-a i Eltona Johna, Fredka nie zaobserwowaliśmy.



    Dzielnica Roppongi, znana dzięki nowoczesnej zabudowie i życiu nocnemu.




    Rodzynek, którego przyszliśmy podziwiać




    Tuż obok znajdował się sklepik Elle, gdzie sprzedawane były takie oto Sakura koktajle. Niebo w gębie, portfel pusty :P




    Kolejny cel naszej wycieczki to Tokio Tower czyli wieża telewizyjna powstała w 1958 roku. Łudząco podobna do wieży Eiffla, miała za zadanie unowocześnić powojenną Japonię.






    Z naszego, Q, punktu widzenia, miejsce to było szalenie ważne. W 1975 roku, w czasie pierwszej trasy koncertowej po Japonii, zespół był goszczony jak Bogowie, co sam zresztą przyznał wielokrotnie, iż był tym zaskoczony, był bardziej popularniejszy niż w Wielkiej Brytanii. Miejscem szczególnym, zarejestrowanym na taśmie filmowej, był trawnik obok hotelu Prince gdzie odbyła się tradycyjna uroczystość parzenia herbaty. Miejsce to obecnie jest niedostępne, wciąż należy do terenu hotelu.




    Tuż obok, znajduję się buddyjska Świątynia Zojo-ji, powstała w IX w., wielokrotnie niszczona i odbudowywana, obok niej zaś…..








    Pare minut marszu dzielnicą Shibadaimon i już byliśmy na stacji kolejowej Hamamatsucho. Kilka przystanków linią JR Yamanote i wysiedliśmy na dworcu Shinagawa, stamtąd udaliśmy się pod hotel Shinagawa Goos, gdzie zespół miał sesję zdjęciową w 1976 roku.










    Następnie udaliśmy się w przeciwnym kierunku aby po paru minutach dojść do Muzeum Nikona znajdującego się w kompleksie biurowców po wschodniej stronie dworca kolejowego.






    Idąc dalej, doszliśmy do przystanku kolei Rinkai aby tam złapać pociąg i dostać się na sztuczną wyspę Odaiba.






    Budynek Fuji TV oraz najbardziej znane widoki na wieczorne Tokio. Pomnik Gundama niestety, z początkiem marca, został zabrany do renowacji :/














    Mimo, iż nastał wieczór, nasz dzień jeszcze się nie skończył. Najpierw był przejazd Monorailem przez widoczny na zdjęciach powyżej Tęczowy Most, następnie udaliśmy się pod pomnik Parowozu z 1945 roku, znajdujący się niedaleko stacji kolejowej Shimbashi…




    … a o 20:00 wieczór pod, niedaleko zlokalizowany, zegar autorstwa studia filmowego Ghibli. Warto być o tej godzinie, gdyż można wtedy zobaczyć jak wszystkie jego elementy, postacie, ruszają się, a wskazówki, wbrew pozorom nie przechodzą z 19:59 na 20:00 tylko wirują jak chcą w swoim rytmie.


    Ostatni element tego dnia to, niejako, wisienka na torcie czyli dzielnica Akihabara nocą. To trzeba po prostu przeżyć Neony, reklamy, automaty z gadżetami do wylosowania a przede wszystkim atmosfera tego zwariowanego miejsca. Wstąpiliśmy tam również do „suszarni” aby poczuć klimat Tokio, z kolorowymi talerzykami i jedzeniem z taśmy. Wychodząc z Sushi baru zauważyliśmy, że piętro wyżej jest bar karaoke a tam ktoś ostro „haratał w gałę” Tak oto minął kolejny dzień w Tokio.



















    Stay tuned…

  18. #18
    Awatar kaspric

    Dołączył
    May 2012

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez queenman Zobacz posta
    poezja japońska, że to się tam ze sobą nie gryzie architektonicznie
    Toranomon Kotohira Tower autorstaw Nikken Sekkei
    Nie latam z Pyrzowic.
    Dobra, czasem latam, ale za wkurzający brak kiss&fly unikam jak ognia.

  19. #19

    Dołączył
    Dec 2008
    Mieszka w
    Bydgoszcz / Preston (UK)

    Domyślnie

    Kolejny dzień przywitał nas chłodem i deszczem a my udaliśmy się do Nikko – niewielkiego miasteczka na północ od Tokio, miejsca wielu świątyń i sanktuarium jednego z największych szogunów Japonii – Tokugawy leyasu. W odróżnieniu od wyjazdu pod Fuji, pogoda nie grała większej roli a po zeszłorocznej relacji maciass-a, mogliśmy nawet stwierdzić, że im gorsza, tym bardziej klimatyczna.

    Niedaleko stacji kolei Tobu takie oto cuda na chodniku


    Zakupiony bilet „Nikko All Area Pass” umożliwiał przejazd kolejami Tobu (pociągami osobowymi) tam i z powrotem, jak również komunikacją miejską na terenie Nikko i okolic.








    Stacja kolejowa w Nikko jest praktycznie w centrum miasteczka, obok stacji kolejowej linii JR.


    Dojście do kompleksu świątyń zabiera ok. 30min, po drodze mijamy święty most Shinkyo, stanowiący kiedyś drogę wejściową.




    Pierwszą zwiedzaną świątynią była buddyjska Rinnoji, największa i najważniejsza w całym kompleksie Parku Nikko. Niestety, do 2019 roku, w renowacji. Możliwe było jednak wejście do środka jak i na wysokość dachu dzięki wewnętrznym rusztowaniom i klatkom schodowym. Tuż obok znajdował się niewielki lecz bardzo klimatyczny ogród.












    Tuż obok zaczynał się główny pasaż prowadzący do świątyni Toshogu wraz z mauzoleum szoguna Tokugawy leyasu, założyciela rodu panującego w Japonii ponad 250 lat.
    Jedną z największych atrakcji, poza grobowcem, jest możliwość zobaczenia bardzo znanych motywów dekoracyjnych jak śpiący kot czy trzy małpki. Od marca jednak wszystko przyćmiewa nowo odrestaurowana brama główna Yomeiom, z niesamowicie odnowionymi detalami..


    Pagoda tuż przy wejściu





    Kopia trzech małpek (oryginał w naprawie)





















    Motyw śpiącego kota


    W kolejce do mauzoleum szoguna (drzewa robiły niesamowite wrażenie)




    Grobowiec






    Po wyjściu ze świątyni udaliśmy się do kolejnej, tym razem poświęconej wnukowie Tokugawa leyasu, lemitsu.








    Ponieważ pogoda, delikatnie mówiąc, nie pomagała (tzn. lało jak diabli), postanowiliśmy sobie odpuścić zwiedzanie pobliskiej świątyni Futarasan i podążyliśmy w stronę przystanku autobusowego w kierunku Jeziora Chuzenjiko.
    Podróż autobusem miejskim drogą coś a la zakopianka / przełęcz Furka w Szwajcarii i widok pługów na owej drodze to obrazek, który chyba tak często nie przebija się jako wizytówka Japonii.






    W miasteczku Chuzenjiko Onsen zastała nas zima w pełni, w trakcje przejazdu autobusem podjechaliśmy z Nikko ponad 600m w górę. W planach mieliśmy przejście do nieodległej Pagody Chuzenji, z racji jednak iż jedynym widokiem była gęsta mgła i chmury, postanowiliśmy zobaczyć tylko pobliski wodospad Kegon i rzucić okiem na miasteczko. W zimowej szacie wodospad robił niesamowite wrażenie.








    Rozkład jazdy do analizy


    Po zjechaniu w dół, wysiedliśmy ciut wcześniej aby dojść do Nikko przechodząc przez mini wąwóz Kanmangfuchi, znany z 70 posągów Jizo ubranych w tradycyjne czerwone czapeczki i „śliniaczki”
    Była to ostatnia atrakcja tego dnia. Powrót do Tokio odbył się ponownie pociągiem osobowym kolejami Tobu.














    stay tuned…

  20. #20
    Awatar maciass

    Dołączył
    May 2012
    Mieszka w
    Wrocław

    Domyślnie


    Polecamy

    Wow, takiej zimy się tam nie spodziewałem Świetne foty No i cieszę się że moja relacja była w jakimś stopniu użyteczna

Strona 1 z 3 1 2 3 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •