Pokaż wyniki od 1 do 13 z 13
Like Tree18Likes
  • 10 Post By aszczytno
  • 2 Post By damkol
  • 6 Post By aszczytno

Wątek: Fuerteventura - czyli wszytko dobre, co się dobrze kończy

  1. #1
    Awatar aszczytno

    Dołączył
    Apr 2009

    Domyślnie Fuerteventura - czyli wszytko dobre, co się dobrze kończy


    Polecamy

    Jakiś czas temu powstał pomysł, aby skorzystać ze słońca iogrzać się przed nadchodzącą zimą. Wybór (spośród kilku opcji) padł na Fuerteventurę. Ponieważ ceny wyjazdu „budżetowego” czyli low cost + hotel + wyżywienie nawłasną rękę , były bardzo zbliżone do cen imprezy zorganizowanej, wybraliśmy tę drugą opcję. Wylot z WAW był zaplanowany na 8:45, więc przyjazd na przylotniskowy parking około 6.30-7:00, przy wyjeździe o 4.00 wydawał się(nawet biorąc pod uwagę poranne korki) całkowicie bezpieczny. Aliści, jak mawiał Jerzy Waldorff, zdarzają się sytuacje, których przewidzieć się nie da…Taką sytuacją była stłuczka na długo przed Łomiankami, która dramatycznie skomplikowała naszą podróż na (wg. Pliniusza Starszego) Wyspy Szczęśliwe. Staliśmy więc w ciągnącym się kilometrami korku i z coraz większym zaniepokojeniem spoglądaliśmy na zegarki. Kiedy zaczęliśmy się wreszcie poruszać z jako taką prędkością, stało się jasne, że po prostu nie zdążymy na odprawę. Niestety, scenariusz ten się spełnił – na Szopenie byliśmy 20 minut przed odlotem…Na infolinii powiedzieli, że jeśli przyczyna spóźnienia leży ponaszej stronie, to może odzyskamy 10% wpłaconej sumy, więc zaczęliśmy szukać jakiegoś alternatywnego sposobu dolotu na Fuerte. W Swissporcie padła propozycja dojazdu Polskim Busem do Berlina (wyjazd tego samego dnia), noc na lotnisku i rano (6.20) RYRem. Bezpośrednio, niestety nic. Nie bardzo nam ta opcja pasowała, więc uznaliśmy, że trudno się mówi, kasa przepadnie i laska…Jednakże po południu, kiedy emocje trochę opadły, zacząłem kombinować i wynalazłem na następny dzień lot z WMI do FUE. Po przemyśleniu, doszliśmy ze Ślubną do wniosku, że strata i tak będzie, ale przynajmniej tych kilka dniu uda się spędzić w cieplejszym klimacie Decyzja zapadła i zabukowaliśmy dwa bileciki w jedną stronę – lecimy na Kanary!
    Podróż rozpoczęliśmy od przemarznięcia na płycie WMI w oczekiwaniu na wejście do samolotu (nie można by zainstalować jakichś płyt, pleksy, czy reklam na bocznych ściankachtunelików prowadzących do maszyn, które osłoniły by pasażerów od hulającego polotnisku wiatru?! Sam daszek to jednak zdecydowanie za mało…Rozumiem, lowcost, rozumiem oszczędności, ale jakieś minimum komfortu przydało by się zapewnić…), którym okazał się brand nówka EI-GDD. Moje wrażenia z wnętrza – bardzo pozytywne: sporo miejsca między fotelami, czyściutko, bardzo miłe CC i nawet bajer w postaci zmieniających się kolorów podświetlenia sufitu.
    Lot przebiegł spokojnie i w miłej atmosferze, i po dość twardym lądowaniu rozpoczęliśmy Przygodę. Pierwszy etap, to dojazd do miejscowości Corralejo, gdzie czekał na nas hotel. W IT Pani powiedziała, że można autobusem TIADHE (z przesiadką w Puerto de Rosario, koszt ok 10 EUR) lub taxi (50 EUR). Zapytałem o inne opcje i okazało się, że jest bus bezpośrednio, a biuro znajduje się gdzieś na zewnątrz terminala. W biurze Pan zapytał, czy 8 EUR za przejazd to nie będzie za dużo, a gdy powiedziałem, że nie, wypisał bilet Zapytany o godzinę odjazdu powiedział, że może za jakieś 30 – 40 minut, dokładnie nie wiadomo: „we`ll see” Podczas oczekiwania na odjazd znalazłem fajną miejscówkę i udało się pstryknąć kilka fotek kołujących maszyn. Po dotarciu do Corralejo zainstalowaliśmy się w hotelu, rozpoznaliśmy najbliższą okolicę i pomału zaczęliśmy wierzyć, że pech nas opuścił. Następne dni to relaks, relaks i jeszcze raz relaks Najpierw wycieczka autobusem Tiadhe (poniżej: typowy przystanek)

    do miejscowości El Cotillo, na zachodnim wybrzeżu wyspy. Myśleliśmy, że w miarę szybko obejrzymy atrakcje turystyczne, ale spacer po fantastycznej plaży i skalistym brzegu oceanu przedłużyły się i tak nas zmęczyły, że nie starczyło już sił na podejście do latarni morskiej. Sama miejscowość – malutka, klimatyczna i zdecydowanie warta polecenia jako miejscedo plażowania i kąpieli.





    Kolejny punkt programu to tour de Fuerteventura samochodem z wypożyczalni. Trasa

    przebiegała przez miejscowści: La Oliva, Betancouria (dawna stolica wyspy),



    Ajuy (jaskinie i twory skalne na wybrzeżu),



    Costa Calma – plaże,
    i powrót przez Puerto de Rosario. W Corralejo (przy głównej ulicy)



    jest wiele wypożyczalni – wygląda na to, że to popularna tutaj gałąź biznesu; ja skorzystałem zusług Orlando. Zamówiłem Micrę, a wobec jej braku zaproponowano mi w tej samej cenie (28 EUR/doba) VW Polo TSi. W trakcie podróży (po naprawdę znakomitej jakości, choć w górach momentami wąziutkich drogach) samochodzik spisywał się bardzo dobrze – na 210 km spalił 12 l benzyny.

    Inna rzecz, o której nie mogę nie wspomnieć, to wieczorne spacery. Jako, że temperatury były wielce zachęcające (o 18.00 +25C),wieczorami wypuszczaliśmy się na spacery; a to po głównej ulicy miasta, a to poczęści zamieszkałej przez lokalesów, a to po prostu nad ocean. Co na pewno pozostanie w naszej pamięci – to muzyka. Jednego wieczora słuchaliśmy duetu gitara + harmonijki w klimatycznej kawiarni na nabrzeżu, tuż przy oceanie. Grali standardy popowe, ale w taki sposób, że głowa mała – absolutnie rewelacyjnie! Na Andrzejki zarezerwowaliśmy stolik w kawiarni Rock&RollCafe, (pod patronatem Presley`a)
    gdzie trio również grało klasykę popu. A w drodze powrotnej do hotelu zatrzymaliśmy się w Retro Cafe, gdzie kapela cięła rockanrollowe kawałki tak perfekcyjnie, że aż (nie bacząc na z lekka zdziwione spojrzenia klientów kawiarni) poszliśmy w tany
    . Kolejne spotkanie z muzyką miało miejsce w Galerii Handlowej Atlantic Garden. W drodze powrotnej z plaży, zauważyłem, że ustawia się scena, a na niej wzmacniacze, perkusja itp., co ewidentnie wskazywało na przygotowania do koncertu. Zapytałem więc, o której zaczynają i co grają, i wiedziałem już, że na pewno przyjdziemy posłuchać. Niestety, przyszliśmy kilka minut po rozpoczęciu występu, wtedy gdy kapela kończyła grać Hey Joe. Po prostu RE-WE-LA-CJA! Chollera, grali chyba lepiej niż Henio ! Później było jeszcze lepiej: Pink Floyd „Wish you were here” i tego typu muza, choć z drugiej strony na życzenie publiczności nie zabrakło też „La Bamby” Po każdym zagranym numerze przypominali, że beczułka podpisana „TIPS” nie służy do oglądania lecz napełnianiaW trakcie koncertu gadali z publiką, popijali piwko, palili fajki – całość w klimacie (kontrolowanego) luziku.
    I zupełnie inna muza, której słuchaliśmy w Betancurii, podczas naszej wycieczki po wyspie. Tam z kolei, w klimacie ciszy ispokoju, w otoczeniu palm i kwiatów, przy kościółku, senior wygrywał na gitarze klasykę; mnie najbardziej utkwił w pamięci Concierto de Arranjuez – świetny wykon!

    Powrót do Polski – na pokładzie OK-TSH,
    który nie wiedzieć czemu, sprawił na mnie wrażenie ciasnego: wydawało mi się, że jak na B738 jest mało przestrzeni pomiędzy siedzeniami (miarki niestety nie miałem ) Start z niedużym opóźnieniem (delay na ładowanie bagaży), lot spokojny i perfekcyjne lądowanie kpt. Warchała na Okęciu – tyle zapamiętam z lotu powrotnego.

    Podsumowując – wycieczka bardzo (pomimo falstartu) udana. Widoki, smaki, zapachy – niezapomniane. Szkoda jedynie, że tak krótko – straconych dwóch dni nie dało się nadrobić. Dlatego, żeby gonić czasu „na siłę”, zrezygnowaliśmy z planowanej wycieczki na wysepkę Los Lobos (na pierwszym planie)

    i innych atrakcji; w końcu pojechaliśmy „aby skorzystać ze słońca i ogrzać się przed nadchodzącą zimą”
    . W sumie wszystko dobre, co się dobrze kończy!
    P.S.I
    I oczywiście akcent lotniczy:





    P.S.II "Cycek Sofii Loren", o którym wspomniał w swojej relacji Cani:

    P.S.III A wyspy chyba naprawdę są szczęśliwe – można tu równocześnie świętować Boże Narodzenie i Wielkanoc: choinka i palmy przed centrum handlowym


    Ostatnio edytowane przez aszczytno ; 08-12-2017 o 18:12
    OMD Em-10, FinePix S-1, MAK 127/1500

  2. #2
    Awatar Witold212

    Dołączył
    Jan 2015

    Domyślnie

    Fajna relacja, chciałoby się tak wyskoczyć na chwilę do lata

  3. #3
    des
    des jest nieaktywny

    Dołączył
    Dec 2010

    Domyślnie

    Nie było problemu z no-show na pierwszym segmencie czarteru?

  4. #4
    Awatar aszczytno

    Dołączył
    Apr 2009

    Domyślnie

    Nie było - od razu zgłosiłem problem rezydentce touroperatora na Okęciu. O przylocie na FUE poinformowałem tamtejszą rezydentkę, która potwierdziła rezerwację miejsc w samolocie na powrót do WAW.
    OMD Em-10, FinePix S-1, MAK 127/1500

  5. #5

    Dołączył
    Oct 2007
    Mieszka w
    Wieliszew, Poland

    Domyślnie

    Super relacja. Byliśmy na Fuercie z rodzinką na początku października i muszę przyznać że wyspa jest rewelacyjna. W prawdzie z roczną córą nie dało się dużo zwiedzić to i tak wyspa się nam spodobała. Byliśmy w Costa Calmie i nawet na Twoim zdjęciu z plaży widać na pierwszym planie nasz hotel. Zazdroszczę tylko zdjęć z lotniska bo jak byliśmy to przez cały wyjazd ciężko byłoby zrobić spod terminala zdjęcia sensowne bo wszystko pod słońce. A i miejscówki też dobrej nie wyczaiłem.

  6. #6

    Dołączył
    Jul 2016

    Domyślnie

    Poproszę o poprawnie zdjęć - widzę tylko "Zdjęcie niedostępne".
    Poza powyższym - odlot 8:45 - czyżby TVP7316?
    pasazernagape and Machoni like this.

  7. #7

    Dołączył
    Jul 2009

    Domyślnie

    Ja też nie widzę zdjęć.

  8. #8

    Dołączył
    Jun 2013

    Domyślnie

    Ani ja nie widzę zdjęć

  9. #9
    Awatar aszczytno

    Dołączył
    Apr 2009

    Domyślnie

    damkol - tak, TVS7316...
    Wszystkich zainteresowanych moją relacją serdecznie przepraszam za brak możliwości oglądania zdjęć. Problem leży po stronie fotosika, który najpierw zablokował moje zdjęcia z powodu przekroczenia bezpłatnego limitu - natychmiast wszedłem w wersję płatną, po czym nie wiedzieć czemu, zablokował ponownie. Wysłałem zażalenie ale na razie brak reakcji z ich strony. Myślę, że jeśli sytuacja się nie zmieni, po prostu będę zmuszony prosić o usunięcie całego wątku Jeszcze raz przepraszam.
    OMD Em-10, FinePix S-1, MAK 127/1500

  10. #10

    Dołączył
    Jan 2017

    Domyślnie

    Witam. Mnie te zdjęcia wyświetlają się normalnie. Pozdrawiam.

  11. #11
    Awatar aszczytno

    Dołączył
    Apr 2009

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez walusinsky Zobacz posta
    Witam. Mnie te zdjęcia wyświetlają się normalnie. Pozdrawiam.
    Opłaty przyniosły skutek
    OMD Em-10, FinePix S-1, MAK 127/1500

  12. #12

    Dołączył
    Jul 2016

    Domyślnie

    Dzięki za przywrócenie zdjęć - miło się ogląda i wspomina - byliśmy na przełomie styczeń/luty 2017 na Fue,
    podobało nam się i z chęcią wrócimy w 2018 - przelot właśnie TVP7316/TVP7317

  13. #13
    Awatar aszczytno

    Dołączył
    Apr 2009

    Domyślnie


    Polecamy

    ...I jeszcze fotosuplement do relacji:
    panorama urokliwego El Cotillo



    Pierwszy przystanek na trasie Tour de Fuerteventura - La Oliva



    zapierające dech widoki na trasie wycieczki (w prawym dolnym rogu - znak zakazujący dokarmiania wiewiórek. Najbardziej się nim przejmował ogromny kruk, który płoszył gromady tych małych ssaków)



    a wiewiórki...? Jak widać



    Witamy w Municipio de Pajara



    Podwórko w Betancurii



    La villa Nueva



    Los Lobos i fragment Fuerteventury z rezerwatem wydm i Grand Plaja



    I na zakończenie, kwiaty. Mimo niesprzyjających warunków dla wegetacji roślin, na Fuerte jest bardzo dużo zieleni - drzew i krzewów. Wymaga to niesłychanych nakładów, bo do każdego krzaczka jest doprowadzona rurka z wodą i non stop są podlewane. Brak gleby, wysokie temperatury i wiatr, nie pozwalają roślinności na przeżycie bez pomocy człowieka.


    Dziękuję za odwiedziny i lajki
    pasazernagape, Wamo, Rumun and 3 others like this.
    OMD Em-10, FinePix S-1, MAK 127/1500

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •