Pokaż wyniki od 1 do 4 z 4
Like Tree15Likes
  • 14 Post By pawel111
  • 1 Post By STYRO

Wątek: SXF-PMI-WMI by FR, czyli sylwester na Majorce

  1. #1
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie SXF-PMI-WMI by FR, czyli sylwester na Majorce


    Polecamy

    Witamwszystkich

    Mamnadzieję, że każdemu z Was udał się sylwester. Ja przez ostatnie3 lata spędzałem ten czas pracując. Tym razem było inaczej,ponieważ wraz ze znajomymi postanowiliśmy spędzić Sylwestra wjakimś fajnym miejscu. Tym samym znów mam przyjemność pisaćtrzecią już moją relację na tym forum, przy okazji wracającwspomnieniami do tej jak najbardziej udanej wycieczki.


    Organizacjąwyjazdu zajęła się koleżanka, która szukała tanich noclegów naAirbnb oraz tanich biletów lotniczych. W propozycjach przewijał sięBudapeszt, Wyspy Kanaryjskie, jednak ostatecznie padło naMajorkę. Kiedy udało się znaleźć dobre mieszkanie wszyscyszybko zarezerwowali bilety z Modlina chyba za niecałe 300 zł wobie strony Ryanairem. Jednak ja z kilku powodów nie mogłem tegodokonać wcześniej niż za kilka dni. Problem w tym, że wtedybilety były już dość drogie: loty z Modlina do Palmy kosztowałyok. 700 złotych, niewiele mniej z innych pobliskich lotnisk. W końcudwa tygodnie później udało mi się zarezerwować bilet zSchönefeld na Majorkę za 31 Euro i powrót do Modlina za 150 zł-oba loty FR. Głównym utrudnieniem jest fakt, że o ile znajomimieli wylot 28 grudnia, mój miał się odbyć dopiero dzień później- do tego lądowanie w okolicach godziny 23. Mimo wszystko lepsze to,niż żebym wcale nie leciał . Do tego okazało się że tymsamym rejsem (tzn. SXF-PMI) lecieć ma znajoma koleżanki, która oddwóch lat mieszka i pracuje w Palmie. Fajnie, bo miałemprzynajmniej z kim pogadać podczas tej dość długiej podróży.


    PIĄTEK,29.12.2017
    Dzieńwylotu zaczynam pobudką o godzinie 7:30, szybkim śniadaniem,ogarnięciem reszty rzeczy i wyjazdem na przystanek kolejowy ŚwierkiDolne; na którym wsiadając do pociągu Kolei Dolnośląskich ogodzinie 8:40 rozpoczynam cały dzień przemieszczania się różnymiśrodkami transportu. Kiedy na zewnątrz jest biało, ja powoliodlatuję myślami do mojego celu podróży, gdzie w tej chwili jestciepło i słonecznie .


    DSC_5631(1)by PawełKrupiej, on Flickr


    Podróż do Wrocławia mija podobnie, jak każdy powrót po weekendzie nastudia: w miarę szybko, spokojnie i na czas . Po dotarciu dostolicy Dolnego Śląska mam ponad dwie godziny do odjazdu PolskiegoBusa do SXF. Idę więc do Wroclavii po coś do picia na drogę, apóźniej jeszcze na godzinę do mieszkania (uff, dobrze jestmieszkać 5 minut piechotą od głównych dworców PKP i PKS ).Korzystając z chwili przerwy upewniam się, że wszystkie mojebagaże mieszczą się w dozwolonych wymiarach. Niestety, torba odlaptopa okazuje się być za duża na mniejszy bagaż podręczny,więc pozostaje mi upchać wszystko do głównej torby i ewentualniecoś do kieszeni w kurtce.


    Około12:30 wychodzę na dworzec autobusowy skąd o 13:00 mam wyjazd doBerlina. Niedawno we Wrocławiu do użytku został oddany nowydworzec, ze wszystkimi stanowiskami pod ziemią (konkretniej podgalerią). Na jego temat zdania są podzielone, jednak mnie siępodoba .


    KopiaDSC_5634 byPawełKrupiej, on Flickr


    KopiaDSC_5635 byPawełKrupiej, on Flickr


    Nadworcu spotykam (i w sumie poznaję) koleżankę, z którą wybieramysię na Majorkę. Przy rozmowie czas szybko upływa i nadchodzigodzina 13:00. Jednak naszego autobusu wciąż nie ma, a na jegostanowisku stoi opóźniony Polskibus do Pragi który po wyjściu zniego straży granicznej (ciekawe o co chodziło) odjeżdża o 13:05po czym wreszcie wjeżdża i nasz. Tym przewoźnikiem jadę pierwszyraz i do samego wejścia na pokład jestem ciekaw standardówpanujących w jego autokarach. Pierwsze wrażenie jest negatywne:kupiłem za dopłatą miejsce na górze w pierwszym rzędzie, atymczasem jest ono zajęte- podobnie jak wszystkie pozostałe zprzodu. Początkowo próbuję wywalczyć to co moje ale okazuje się,że właściwie każdy usiadł nie na swoim miejscu i poddaję się,siadając na którymś wolnym w połowie pojazdu. Również komfortpodróży jest dla mnie niezbyt zadowalający: fotele całkiemwygodne, ale miejsca na nogi chyba tyle, jak w busach lokalnychprzewoźników. Niższym osobom może to odpowiadać, ale nie mającym190 cm wzrostu! Dlatego połączenie z Flixbusem może być bardzokorzystne dla pasażerów, skoro planowane jest usunięcie kilkufoteli z każdego autokaru.


    KopiaDSC_5638 byPawełKrupiej, on Flickr


    KopiaDSC_5639 byPawełKrupiej, on Flickr


    Atutemjest za to dość krótki (jak na długość trasy) czas podróży.Wyjechaliśmy z Wrocławia o 13:15 (15 minut obsuwy), jednak nalotnisko docieramy dokładnie o 16:50, a więc 5 minut przed czasem .


    Wylotmamy jednak dopiero o 20:20, więc zostało jeszcze sporo czasu.Chodzimy więc po lotnisku bez celu, później idziemy do baruzlokalizowanego przy terminalu A na kawę i kanapkę. W końcu poniecałych dwóch godzinach udajemy się do terminala D, z któregomamy wylot i od razu kierujemy się do kontroli bezpieczeństwa.Kolejka dość spora, ale po ok. 20 minutach przychodzi nasza kolej imożna czekać na wylot. Wrzuciłbym jakieś zdjęcia lotniska, alegdzieś mi się one zapodziały .


    Wtrakcie podróży autobusem zaczął mnie boleć żołądek, dlategow oczekiwaniu na wylot idę do Heinemann Duty Free i bioręJägermeister w małej butelce za ok. 5 euro. Przy okazji pytam siępani przy kasie, czy tutaj można bez problemu spożywać alkohol poczym dostaję odpowiedź „Ich weiß nicht”. Biorę więcplastikowy kubek, siadamy z koleżanką w kącie, zasłaniamy siębagażami i spożywamy .


    Pookoło 20 minutach rozpoczyna się boarding, więc bierzemy wszystkoi ustawiamy się w kolejce. Niestety, oboje dostajemy naklejkęoznaczającą że podręczny pójdzie pod pokład. No dobra, możewytrzymam 3 godziny bez głęboko schowanej kanapki . Rejs FR 110w dniu dzisiejszym obsługuje maszyna EI-DPH, czyli dość stara (11lat) jak na flotę Ryanair.


    KopiaDSC_5640 byPawełKrupiej, on Flickr


    Powejściu na pokład zajmujemy swoje miejsca. W moim przypadku to 12B,a koleżanki 11E. Wcześniej sprawdzałem w systemie rezerwacyjnym FRjaki może być LF i wychodziło mi, że nie ma ani jednego miejscawolnego. Jeśli dobrze zauważyłem, to takie samo obłożenie byłoostatecznie na pokładzie- wszystkie zajęte . Zdjęcie ze środkazrobione podczas lotu.


    KopiaDSC_5648 byPawełKrupiej, on Flickr


    Boardingodbywa się sprawnie, po czym lecą standardowe procedury (zamykaniedrzwi, pushback, kołowanie itd.). W końcu punktualnie o 20:20wjeżdżamy na pas 25R i od razu ruszamy. Od ziemi odrywamy się wokolicach terminala wciąż robionego portu lotniczego BerlinBrandenburg. Próbuję robić jakieś zdjęcia; ale siedzę „wśrodku”, jest ciemno, a do tego mam do dyspozycji tylko telefon(aparat jest pod pokładem ); więc również efekt jestmizerny.


    KopiaDSC_5646(1) byPawełKrupiej, on Flickr


    Wczasie lotu nie dzieje się nic szczególnego poza tym, że przezprawie całą podróż mamy dość silne turbulencje (ja w takichjeszcze nigdy nie leciałem). Dlatego też siedzący obok mniewspółpasażer poczęstował mnie małą buteleczką ziołowegoalkoholu Underberg twierdząc, że jest to dobre na żołądekpodczas turbulencji .


    KopiaDSC_5647 byPawełKrupiej, on Flickr


    Ogólniewiększość lotu upłynęła mi na rozmowie z tym panem. Okazujesię, że jest Niemcem mieszkającym na Majorce, który studiował wKijowie. Całkiem śmieszny gość, jak czegoś nie zrozumiałem poniemiecku, to próbował mi tłumaczyć po Rosyjsku . Oczywiściesilne turbulencje w żaden sposób nie przeszkadzają załodze wrealizacji intensywnej, typowej dla Ryanair sprzedaży. Chodzą zwózkami, rozdają magazyny z ofertami, dają też kartki zachęcającedo kupienia perfum („na pokładzie kupisz 50% taniej niż na ziemi” ).


    Naszrejs przebiega nad Niemcami, Szwajcarią, Włochami, Francją imorzem. Początkowo lecimy na FL370, jednak później schodzimy doFL350 i tak już do końca. W końcu chwilę po 22:00 rozpoczynamyzniżanie, przy którym dalej trochę trzepie. Niedługo później polewej stronie widzimy Minorkę, wlatujemy od północy nad wyspę,lekki skręt w prawo, jeszcze chwila i twardo lądujemy na pasie 24Ro godzinie 22:24. Jesteśmy zatem aż 41 minut przed czasem, a naszlot trwał zaledwie 2 godziny i 4 minuty!


    KopiaDSC_5649 byPawełKrupiej, on Flickr


    KopiaDSC_5651 byPawełKrupiej, on Flickr


    KopiaDSC_5656 byPawełKrupiej, on Flickr


    Kołowanierównież odbywa się dość sprawnie i po chwili zatrzymujemy się,silniki wyłączone i niedługo później można wychodzić.Zdziwiłem się, gdyż wychodziliśmy przez rękaw- nigdy dotąd niezdarzało mi się wchodzić lub wychodzić z Ryanair przez rękaw(ponoć unikają ich jak ognia). Kilka fotek z terminala:


    KopiaDSC_5657 byPawełKrupiej, on Flickr


    KopiaDSC_5659 byPawełKrupiej, on Flickr


    KopiaDSC_5660 byPawełKrupiej, on Flickr


    Niestety,my nie możemy od razu iść na autobus gdyż czekamy na swoje bagażepodręczne, które lada moment powinny wyjechać na karuzelę. Wkońcu nasze wjeżdżają gdzieś po 10 minutach, więc można ruszaćw kierunku przystanku. Lotnisko z zewnątrz prezentuje się bardzoładnie i widać, że jest spore


    KopiaDSC_5663 byPawełKrupiej, on Flickr


    KopiaDSC_5665 byPawełKrupiej, on Flickr


    Pochwili rozstajemy się z koleżanką, ponieważ ona mieszka w Palmiei jedzie autobusem linii 1 który lada moment podjeżdża. Mnieinstruuje że mam czekać na linię 21, która dojeżdża domiejscowości Can Pastilla gdzie ze znajomymi mamy wynajęty domek.Patrzę na rozkład, według którego następny autobus mam o 23:30.Po chwili orientuję się jednak, że to jest letni rozkład jazdy aostatni tego dnia odjechał kilka minut po moim lądowaniu- pięknie,nie mam czym wrócić :/ . Na szczęście okazuje się, że na tenautobus czekała też jakaś dziewczyna, która także przyleciała zSXF i jedzie do Can Pastilla. Idziemy więc na parking taksówek ipytamy kierowcę o cenę za kurs. Okazuje się, że kosztuje 15 euro,więc 7,50 na osobę. Nie tak źle, gdyż autobus kosztował 5 euro(co moim zdaniem jest wygórowaną ceną za 4 km ). Jedziemywięc przez gąszcz autostrad i innych dróg i po kilku minutachzatrzymujemy się we wschodniej części miasta, gdzie wysiadawspółpasażerka. Chwilę później również ja docieram podwskazany adres, a konkretniej na Carrer Oblada 14. Od razu wita mniewszystkich siedmiu znajomych, którzy są tu już od czwartku.


    Niezdążyłem się nawet wypakować, gdyż od razu wciągnęli mnie dostołu pełnego wina w kartonie. Okazuje się, że wino w Hiszpaniijest chyba najtańszym alkoholem- większość z nich potrafikosztować w okolicach 1-3 euro . Na zdjęciu widać główniewino Bonus, które kupili w cenie 68 centów za litrowy karton :O .


    KopiaDSC_5666(1) byPawełKrupiej, on Flickr


    Wten sposób kończy się moja dzisiejsza podróż, która trwałaponad 15 godzin, uff. A tu screen z całej trasy w Google:


    KopiaScreenshot_20180112-150235 byPawełKrupiej, on Flickr


    Naszemieszkanie jest spore, ma telewizor (a nawet dwa), basen, grill, stółprzy nich (idealnie do grilla ) oraz dużą i nowoczesną kuchnię.Posiada trzy kondygnacje: parter, pierwsze piętro i drugie, naktórym jest wyjście do pomieszczenia z pralnią i na małybalkonik; z którego… jest bardzo fajny widok na startujące z PMIsamoloty. Jakby ktoś kiedyś szukał mieszkania w okolicy dla 6-8osób, to wklejam tutaj link :


    https://www.airbnb.pl/rooms/17509003?location=Carrer%20Oblada%2C%2014%2C%20Can %20Pastilla%2C%20Hiszpania&s=cWBZIgdV


    SOBOTA,30.12.2017
    Pointensywnym nocnym opijaniu rozpoczęcia wypadu w komplecie budzimysię około 11:00, jemy śniadanie, niektórzy w ślimaczym tempieszykują się do wyjścia, a ja na szybko przeglądam forum , poczym idę porobić kilka zdjęć samolotów z balkonu.


    P1010077(1)by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010081(1)by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010090(1)by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010094by PawełKrupiej, on Flickr


    Głównymcelem na dzisiejszy dzień jest zwiedzanie stolicy tej wyspy, czyliPalma de Mallorca. Według Wikipedii miasto liczy 400 tysięcymieszkańców, więc ludnościowo taki odpowiednik Szczecina. Około13:00 wychodzimy na przystanek, skąd autobusy do tego miastaodjeżdżają właściwie co kilka minut (3 linie) i jadą około półgodziny. Jeszcze fotki z Can Pastilla:


    DSC_5674by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5676by PawełKrupiej, on Flickr


    Podotarciu na przystanek Grans Magatzems postanawiamy iść piechotądo głównego węzła przesiadkowego miasta, czyli Placa d'Espanya.Tam spotykamy miejscową koleżankę, która później przez kilkagodzin oprowadza nas po sporej części miasta.


    DSC_5684by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5686by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5693by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5694by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5698by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5699by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5700by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5703by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5704by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5705by PawełKrupiej, on Flickr


    Zprzerwą na odpoczynek i jakieś piwko. Po drodze wszyscy kupujemySan Miguel w puszce- tani (od 0,9 do 1,2 euro w zależności odsklepu) i bardzo dobry





    Pogodana taki wypad (i jak na grudzień) niemal idealna: słonecznie ichyba 25 stopni .





    Jeszczeselfie mojej stale niefotogenicznej osoby





    Iruszamy dalej


    DSC_5717by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5718by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5723by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5725by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5735by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5738by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5739by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5741by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5742by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5746by PawełKrupiej, on Flickr


    Wkońcu zatrzymujemy się, żeby coś zjeść. Odwiedzamy więc bar wpobliżu wcześniej wspomnianego Placa d'Espanya, w którym cenykanapek wydają się być dość niskie jak na Hiszpanię





    Późniejokazuje się dlaczego. Kanapki wielkości trzech palców, a do nichkilka chipsów. Poza tym niektórzy wzięli do tego frytki z jakimśmięsem (podobno boczek) za 2 euro.





    Późniejidziemy chwilę obejrzeć i posiedzieć w pobliskim parku (Parc deles Estacions)


    DSC_5750by PawełKrupiej, on Flickr


    Poczym wracamy do tej samej knajpy i bierzemy piwo, które kosztuje ok.1,5 euro za mały kufel- tak mija reszta dzisiejszego pobytu wPalmie. Pod wieczór idziemy na Placa d'Espanya, skąd wracamy do CanPastilla. Tam jeszcze szybkie zakupy przedsylwestrowe w spożywczaku(jedzenie, coś bezalkoholowego do picia, dużo wina w kartonie za1,2 euro , szampan) i wracamy do mieszkania.


    NIEDZIELA,31.12.2017
    Wdzień sylwestra planujemy przed świętowaniem pojeździć gdzieśrowerami- tym bardziej, że tego dnia jest pochmurno i z 15 stopniwięc idealnie na taki wypad. Szybko udaje się znaleźćwypożyczalnię kilometr od nas, gdzie rower na jeden dzień kosztuje5 euro. Co ciekawe, klientów obsługuje pani która- jak twierdzi-pochodzi z byłej Jugosławii. Rozmawia z nami w języku mieszanympolsko- hiszpańsko- angielsko-rosyjskim . Rowery bierzemy na 2dni i od razu udajemy się na wycieczkę w kierunku El Arenal, czylina wschód (w drugą stronę w stosunku do Palmy)


    DSC_5772by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5774by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5776by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5777by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5781by PawełKrupiej, on Flickr


    Podrodze zatrzymujemy się w Les Meravelles, żeby usiąść na plażyi wypić cydr (?), który chwilę wcześniej kupiliśmy za ok. 2,5euro








    Pospożyciu jeszcze trochę czasu siedzimy, po czym ruszamy dalej wkierunku El Arenal. Niestety, po drodze jeden z kolegów upada mocnokalecząc sobie rękę, a do tego rozbija swoją lustrzankę (naszczęście poszło jedynie szkło w obiektywie). Wybieram się więcszybko do najbliższej apteki po wodę utlenioną i bandaż. Po tymwszystkim chwilę siedzimy, po czym wracamy do mieszkania żebypowoli przygotowywać się do sylwestra .


    DSC_5795by PawełKrupiej, on Flickr


    Sylwestrowądomówkę zaczynamy około godziny 18:00 z muzyką, tańcami,przekąskami w postaci kilku talerzy kanapek i oczywiście zprocentowymi pysznościami za 1,1 euro





    Poiluś tam kartonach wina trzy osoby (w tym ja) nabrały odwagi, żebywreszcie wypróbować basen, w którym woda była zimniejsza niż wBałtyku latem (coś około 15 stopni)





    Planna północ był taki, żeby 2 godziny wcześniej jechać do Palmy najakąś imprezę albo koncerty (takie były niedaleko Placa de laReina). Przy dużym stopniu upojenia wszystko się jednak zmieniło iidziemy po prostu nad morze w naszej miejscowości, gdzie oglądamy zdaleka fajerwerki w stolicy. Tych jednak praktycznie nie widać.


    PONIEDZIAŁEK,1.1.2018, SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU ! FELIZ ANO NUEVO !











    Kiedypetardy (których prawie nie było) ustały, zaczęła się jeszcze mała sesja zdjęciowa poczym wybraliśmy się do mieszkania. Pamiętam jeszcze (chociaż itak mało pamiętam), że po drodze składaliśmy życzenianoworoczne przypadkowo napotkanej parze z Niemiec . W mieszkaniujeszcze impreza do 3:00 i wszyscy idą spać.


    Rano(to znaczy około 12:00) budzimy się wszyscy na sporym kacu istwierdzamy, że trzeba go „rozjeździć” na rowerze. Siadamywięc na dwukołowce i wybieramy się na zachód, a więc do Palmy.Pogoda na nowy rok po prostu wymarzona: gdzieś w granicach 18-20stopni i bezchmurne niebo .
    Trzebaprzyznać, że ścieżki rowerowe w okolicy są bardzo fajniezrobione: kolor wyróżniający się od chodnika, dobre oznakowanie iprzede wszystkim można nimi dojechać wzdłuż wybrzeża aż dosamej stolicy. Po drodze robimy kilka przystanków, a ostateczniedojeżdżamy do końca drogi rowerowej (zakończonej rondem z jednymzjazdem ) i stwierdzamy, że pora wracać.


    DSC_5826by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_5829by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0001by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0003by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0009by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0014by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0020by PawełKrupiej, on Flickr


    Wdrodze powrotnej niektórzy zaczynają być głodni, więczatrzymujemy się w restauracji gdzie idą do restauracji coś zjeść,a reszta idzie posiedzieć na plaży.


    DSC_0027by PawełKrupiej, on Flickr


    Pookoło godzinie siadamy na rowery i wracamy do mieszkania, gdziedocieramy gdzieś po 17:00 i spędzamy tam resztę dnia.


    DSC_0033by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0035by PawełKrupiej, on Flickr


    Mimozaledwie 4-5 godzin aktywnościi tego dnia nie możemy uznać zastracony, ponieważ zamiast zdychać do wieczora odbyliśmy20-kilometrową wycieczkę, zwiedziliśmy całe wybrzeże od CanPastilla aż po Palmę i do tego spaliliśmy sporo alkoholu. Dlategopod wieczór należy to opić winem za 2 euro





    WTOREK,2.1.2018
    Następnydzień rozpoczynamy nieco wcześniejszą pobudką, bo ok. 9:30.Ogarniamy się i jedziemy oddać do wypożyczalni rowery, a przyokazji wynająć samochody. Zamierzamy dziś zwiedzić miastoValdemossa i dalej spontanicznie to co wyjdzie . Miła pani zJugosławii w zamian za to, że już drugi raz korzystamy z usługjej firmy postanawia zaoferować nam samochody w promocyjnej cenie:dwa Mini One Cabrio w cenie 50 euro za jednego na dzień, a więc za12,50 na osobę. Oferta fajna, więc bierzemy od razu. Posiadam prawojazdy, ale nie jestem pewien czy mogę już wsiadać za kółko powczorajszym. Na szczęście od razu znajduje się dwóch chętnych,którzy mogą kierować. No to jedziemy do Valdemossy


    Wokolicach Can Pastilla wjazd na autostradę w odpowiednim kierunkuwymaga dobrej znajomości okolicy, lub dobrej nawigacji. A że tąwłączamy za późno, to gubimy się już na pierwszych kilkukilometrach: najpierw objeżdżamy okolicę w kółko, a późniejjedziemy przez port lotniczy (chociaż tak to możemy się gubić ). W Końcu jedziemy autostradą w prawidłową stronę i zmierzamynią kilka kilometrów, po czym zjeżdżamy na zwykłą drogę ijedziemy nią już do samej Valdemossy


    DSC_0058by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0062by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0063by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0069by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0070by PawełKrupiej, on Flickr


    Wkońcu jesteśmy na miejscu. Zostawiamy samochody na płatnymparkingu (lub raczej poboczu)…


    DSC_0072by PawełKrupiej, on Flickr


    Iidziemy zwiedzać. Valdemossa to małe, ale bardzo ładne miasteczko.Swoją zabudową i ukształtowaniem terenu kojarzy się trochę zpodobnymi we Włoszech.


    DSC_0075by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0078by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0079by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0081by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0082by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0083by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0085by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0088by PawełKrupiej, on Flickr


    Jestteż pomnik patrona naszego stołecznego lotniska: Fryderyka Chopina . Jest na nim napisane, że kompozytor był w mieście w latach1838-1839. Fajnie, też spędzał sylwester na Majorce .


    DSC_0089by PawełKrupiej, on Flickr


    Idziemydalej


    DSC_0092by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0095by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0098by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0100by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0106by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0108by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010109by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0134by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0139by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0151by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0156by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0164by PawełKrupiej, on Flickr


    Obejściewiększości miasteczka zajęło nam trochę ponad godzinę. Podkoniec idziemy do sklepu po coś do picia i do jedzenia na drogę, poczym zastanawiamy się gdzie jechać dalej. W końcu pada namiejscowość Sa Calobra, bo podobno są tam piękne widoki i fajnaplaża. Poza tym z Valdemossy jedzie się tam 60 kilometrów górskimikrętymi drogami. No to ruszamy!


    Początkowotrasa wiedzie zwykłą drogą przez niziny


    DSC_0177by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0182by PawełKrupiej, on Flickr


    Późniejprzejeżdżamy przez tunel mający 3 km długości. Na co dzieńprzejazd nim jest płatny, ale tym razem szlabany były pootwierane,to jedziemy.


    DSC_0185by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0186by PawełKrupiej, on Flickr


    Późniejprzejeżdżamy przez Sóller i dalej jedziemy już drogami z naprawdęfajnymi widokami, dlatego też kilkukrotnie się zatrzymujemy.


    DSC_0188by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0195by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0199by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0201by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0203by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0220by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0223by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0227by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0228by PawełKrupiej, on Flickr


    Jeszczelepsze widoki pojawiają się, gdy zjeżdżamy z głównej drogi ikierujemy się już prosto do celu. Coś niesamowitego, nawet u mniew Górach Sowich takich nie ma


    DSC_0235by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0236by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0241by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010111by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010120by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010125by PawełKrupiej, on Flickr


    Pook. 1,5- godzinnej podróży wreszcie docieramy do Sa Calobra, poczym parkujemy samochody i udajemy się na tą plażę. Oczywiścierównież tutaj parkingi są płatne, ale my mamy trochę farta boakurat gdy wychodzimy z samochodu, podjeżdża do nas inny kierowca idaje nam bilet całodniowy mówiąc, że on już wyjeżdża ale namsię może przydać . Ekipa z drugiego samochodu już tyleszczęścia nie ma.


    P1010130by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010133by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010138by PawełKrupiej, on Flickr


    Widać,że nasi tu byli





    Wkońcu jesteśmy na miejscu. Można więc usiąść i napić sięlitrowego San Miguela- może i dobrze, że przez kaca nie zostałemkierowcą :P


    DSC_0244by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0246by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010142by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0247by PawełKrupiej, on Flickr


    Pogodzinie relaksu udajemy się ponownie na parking, oddajemy komuś„swój” bilet i udajemy się na południe w poszukiwaniu jakiejśrestauracji (w końcu już po 16:00). Oczywiście część trasyprzemierzamy tymi samymi kręciołkami.


    P1010147by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010148by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010154by PawełKrupiej, on Flickr


    P1010158by PawełKrupiej, on Flickr


    Późniejjednak zjeżdżamy na niziny i niedługo później docieramy domiasteczka Inca


    P1010164by PawełKrupiej, on Flickr


    Poprzyjeździe chodzimy chwilę po okolicy szukając czegoś ciekawego.W większości trafiamy na bary z kanapkami, albo już zamknięterestauracje. W końcu idziemy do jakiejś knajpy z pizzą orazkebabem i bierzemy coś do jedzenia (ja wziąłem pizzę). Tutaj poraz kolejny zauważyłem coś, co mocno odróżnia Hiszpańskierestauracje od Polskich: u nas na stole standardowo najczęściejjest sól, pieprz, maggi i ocet; natomiast u nich jest to przeważnieoliwa z oliwek oraz ocet balsamiczny. Pizza przyprawiona takimzestawem smakuje po prostu świetnie .


    Zdjęćz tej części wyprawy niestety nie mam, ponieważ telefon i aparatpadły (telefon zaskakująco szybko się wyczerpał, aparatu niezdążyłem wcześniej wystarczająco naładować). Po obiadokolacjiruszamy do Can Pastilla. Po drodze zatrzymujemy się jednak w Galeriihandlowej FAN Mallorca Shopping- podobno największej na wyspie,chociaż wielkościowo jest ona chyba znacznie mniejsza niżpodwrocławska Aleja Bielany. Jednak nie idziemy tam chodzić posklepach, a jedynie do Carrefour po jedzenie do końca pobytu.Planujemy następnego dnia (ostatni przed wylotem) zrobić grilla,więc kupujemy sporo jedzenia… oraz napojów procentowych . Jabiorę sobie 15% procentowe Mojito za 4,80 euro, jak się nazajutrzokazuje- słusznie . Zakupy zrobione, więc pora załadowaćtowarem Mini bagażniki do pełna i ruszać do domu.


    Poprzyjeździe natychmiast podłączam telefon do ładowania iodpoczywamy wszyscy gdzieś tak pół godziny, po czym ok. 21:00stwierdzamy, że zostały nam ostatnie dni, więc nie należymarnować czasu . Udajemy się więc na autobus do Palmy, gdziedocieramy jakieś pół godziny później.


    DSC_0255by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0257by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0259by PawełKrupiej, on Flickr


    Namiejscu spotykamy naszą miejscową koleżankę, z którą odwiedzamyjedną knajpę, później drugą, później jeszcze chwilęspacerujemy po czym o 0:50 wsiadamy w ostatni autobus i wracamy doCan Pastilla. Trzeba przyznać, że Palma prezentuje się naprawdęładnie nocą.


    DSC_0264by PawełKrupiej, on Flickr


    ŚRODA,3.1.2018
    Budzimysię dość późno, trochę zamulamy po czym postanawiamy przejśćsię po okolicy. Najpierw wybieramy się do punktu ksero, gdziedrukujemy potrzebne na jutro karty pokładowe po czym odwiedzamykawiarnię w pobliżu. Stamtąd prawie każdy bierze kawę z mlekiemi przekąskę w formie ciasta francuskiego z polewą czekoladową ośrednicy chyba z 15 cm, które kosztują łącznie zaledwie 2,80euro- dosyć tanio . Z tym wszystkim wybieramy się na publicznąplażę w naszym miasteczku, gdzie zamierzamy trochę posiedzieć ipożegnać się z morzem . Dzisiaj mamy niemałą wichurę i wefekcie na morzu widać wielu windsurferów i kitesurferówrealizujących swoje ulubione zajęcie.


    DSC_0275by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0277by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0278by PawełKrupiej, on Flickr


    Pookoło godzinie zbieramy się i zmierzamy w kierunku mieszkania. Podrodze zatrzymujemy się w sklepie z pamiątkami, gdzie ja biorękoszulki dla całej rodziny (cena jednej w granicach 3-4 euro). Napewno lepsze to, niż kolejne magnesy na lodówkę .


    Poprzybyciu do mieszkania odpoczywamy chwilę oglądając jakieś durnefilmiki na Youtube, po czym zabieramy się za szykowanie „grillparty” :P . Każdy coś robi: jedni niosą naczynia na stół, innipilnują jedzenia na grillu, inni szykują sałatki i inne przekąskiw kuchni. Zamysł jest taki, żeby zjeść właściwie wszystko, conam zostało. Ja smaruję kromki chleba pozostałymi sosamipomidorowymi, kładę pozostały ser i wrzucam na kratkę.





    Połgodziny później stół jest prawie naszykowany, więc można powolizaczynać





    Jesti wcześniej wspomniane Mojito





    Siedzimyprzy muzyce, dobrym jedzeniu i trunkach gdzieś do 23:00, po czymsprzątamy wszystko, ogarniamy dom do stanu dostatecznego i pakujemysię powoli, gdyż jutro po 8:00 trzeba już jechać na lotnisko.


    CZWARTEK,4.1. 2018
    Budzimysię po 7:00- oczywiście z kacem, jemy śniadanie, dopakowujemy siędo końca i ok. 8:15 idziemy na przystanek. Musimy jednak iść 1,5kilometra ponieważ z „naszego” lotniskowa linia nie kursuje.Kiedy docieramy na miejsce, akurat podjeżdża nasz autobus linii 21.Wsiadamy więc do niego, jedziemy i… po pięciu minutach docieramyna poziom wylotów.


    DSC_0288by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0289by PawełKrupiej, on Flickr


    Coś,co kolekcjonerzy lubią najbardziej


    DSC_0290by PawełKrupiej, on Flickr


    Odrazu udajemy się do kontroli bezpieczeństwa, którą przechodzimy wniecałe 10 minut. Chwilę później odwiedzamy sklep, przez który itak trzeba przejść. Ponieważ po mocno zakrapianym i sporym grillużołądek trochę boli, to szukam jakiegoś leczniczego alkoholu.Znajduję małą (100 ml) butelkę miejscowego specyfiku ziołowegoza 2,75; który później spożywam. Od razu lepiej .





    Około10:00 wstajemy i ruszamy w kierunku naszego wyjścia, czyli gate D94.Od razu zauważamy, że już przed rozpoczęciem boardingu ustawiłasię dość spora kolejka więc również się do niej ustawiamy.





    Pochwili rozpoczyna się boarding, który idzie dość sprawnie. Naszczęście tym razem nie dają mi naklejki typu „bagaż podpokład” . Dzisiejszy rejs FR 2877 do Modlina obsługuje samoloto numerach EI-FZX a więc egzemplarz, który dopiero od 7 miesięcyjest w służbie .





    Powejściu zajmujemy swoje miejsca. Ogólnie naszą ekipę porozrzucałopo przedniej części samolotu: 3E, 4E, 5E, 12F, a trzech znajomychwykupiło sobie miejsca przy wyjściu awaryjnym (16 DEF). Dla mnieloteria siedzeniowa okazała się być brutalna, ponieważ dostałem11C – nie dość że przy korytarzu, to jeszcze w rzędzie bez oknapo lewej stronie, no po prostu super! . Za to cieszy mnie fakt, żewreszcie mam okazję przetestować samolot Ryanair z nowymisiedzeniami a do tego ze Sky Interior .





    Siedzeniasą trochę wygodniejsze niż te stare, chociaż bez jakiegoświększego szału (ale na trzy godziny wystarczy spokojnie ). No imiejsca na nogi nieco więcej, niż na starych.





    Drzwizostają zamknięte kilka minut przed planowanym wylotem (czyli przed10:50), po chwili pushback, i dość długie kołowanie do pasa 24R zktórego startujemy o godzinie 10:57. niestety, z racji mojegomiejsca próbuję robić zdjęcia z okna po drugiej stronie ale zmizernym skutkiem








    Zarazpo starcie zaczynają rozdawać magazyny z „tanimi” produktami.No dobra, wezmę, poczytam bo co mam do robienia, jak nie ma okna?Okazał się to być dobry pomysł, ponieważ szybko trafiam naminiaturowy model B738 Ryanaira za 10 euro, który chwilę późniejzamawiam . Po chwili dostaję małe pudełeczko, w którymznajdują się części ale postanawiam, że pobawię się tympóźniej- może w pociągu do Wrocławia.


    Gdzieśpo godzinie lotu udaję się do toalety i zauważam, że kołokoleżanki w rzędzie 4 oba miejsca są wolne. Dosiadam się więc doniej i siedzę już do lądowania. W ten sposób lot od razu mijaprzyjemniej, gdyż można pogadać i poobserwować widoki za oknem .


    DSC_0307by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0308by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0311by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0312by PawełKrupiej, on Flickr


    Naszrejs przebiega nad Włochami, Austrią, Czechami i Niemcami; wwiększości na FL380. Po drodze zdarzają się lekkie (czasami możenieco większe) turbulencje. Przez cały lot nic szczególnego sięnie dzieje, a od pewnej części Włoch aż do samej Polski za oknemwidać same chmury.


    Około13:30 rozpoczynamy zniżanie, przelatujemy przez dość spore chmury


    DSC_0314by PawełKrupiej, on Flickr


    Pochwili widać Narew


    DSC_0315by PawełKrupiej, on Flickr


    Mijamylotnisko od północy, po czym robimy nawrót i zbliżamy się dopasa. Po drodze widać okoliczne wioski


    DSC_0321by PawełKrupiej, on Flickr


    Wkońcu delikatnym lądowaniem na RWY 26 o 13:56 kończymy tentrwający 3 godziny lot. Jeszcze tylko kołujemy do stanowiska.


    DSC_0326by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0328by PawełKrupiej, on Flickr


    DSC_0331by PawełKrupiej, on Flickr


    Zarazpo zatrzymaniu się wstaję póki nie ma tłoku w przejściu i idędo rzędu 11 po swój bagaż i kurtkę. Po chwili otwierają siędrzwi i można wychodzić.








    DSC_0337by PawełKrupiej, on Flickr


    Naszczęście tym razem nie trzeba czekać na bagaż, więcprzechodzimy przez terminal, wypłacamy w bankomacie złotówki iudajemy się na parking, gdzie po chwili podjeżdża po nas taksówka.Jest to 9-osobowy bus, którym jedziemy do centrum Warszawy za 160złotych (20 zł za osobę).


    DSC_0342by PawełKrupiej, on Flickr


    Ijesteśmy w stolicy


    DSC_0344by PawełKrupiej, on Flickr


    Nadworzec centralny docieramy w około pół godziny. Jest za kilkaminut piętnasta, a nasz pociąg do Wrocławia odjeżdża dopiero o18:00. Idziemy więc na obiad do Złotych Tarasów, później na kawędo „Maka”. Chwilę po 17:00 idziemy już na dworzec, ale podrodze wstępujemy do Carrefour po coś do picia na drogę. Tutajzauważamy dość śmieszną sytuację: wzdłuż półek idziekilkunastoosobowa grupa starszych Japończyków z panią przewodnik,która po chwili zatrzymuje wycieczkę, bierze z półki wodę, mówicoś po japońsku i po chwili po polsku „woda gazowana!”.Zgaduję, że mieli jakąś lekcję polskiego .


    Wkońcu udajemy się na nasz peron. Tam spotykam swojego kuzyna któryakurat wraca po sylwestrze spędzonym w stolicy ze swoją studiującątutaj dziewczyną. Chwilę gadamy, po czym podjeżdża naszPendolino. Kuzyn idzie do swojego wagonu ciszy, a nasza grupka dopiątego gdzie mamy wykupione miejsca obok siebie. Chociaż i takmoglibyśmy usiąść byle gdzie, ponieważ tym razem jest on dosyćpusty.


    DSC_0348by PawełKrupiej, on Flickr


    Ruszamypunktualnie i kiedy już suniemy po szynach z prędkością 200 km/h(wciąż nie ma 230 ), biorę się wreszcie za model Ryanairakupiony w Ryanairze





    składaniezajmuje kilka minut, po czym moim oczom ukazuje się gotowe dzieło





    Niedługopóźniej podają zawarty w cenie biletu napój do wyboru. Ja bioręzieloną herbatę.





    Całapodróż na Dolny Śląsk mija spokojnie. Jedynie przed Częstochowądostajemy informację, że nasz odjazd może się opóźnić zewzględu na interwencję policji. Ostatecznie jednak ruszamy oczasie, gdyż i tak przyjechaliśmy z 8 minut przed planem. Do teraznie mam pojęcia, co tam się stało.


    Poniecałych trzech godzinach podróży żegnamy się z dwoma kolegami,którzy wysiadają w Opolu i jadą dalej Regio do Brzegu. W końcu poupływie 3,5 godziny – o 21:31 – wjeżdżamy na dworzec Głównywe Wrocławiu, tym samym kończąc prawie 11- godzinną podróż.


    DSC_0356by PawełKrupiej, on Flickr


    Tutajkażdy rozchodzi się w swoim kierunku, ja jeszcze idę po małezakupy do sklepu po czym zmierzam w kierunku mieszkania z kuzynem,który nieopodal zostawił samochód. Teraz tylko pozostaje cośzjeść, wyspać się i rano następnego dnia można wracać do domu . Cała podróż powrotna na mapie:





    Podsumowując:Jeśli ktoś szuka fajnego wypadu na sylwestra, to jest tozdecydowanie kierunek godny polecenia. W tym okresie temperatury sąłagodne (podczas naszego pobytu najchłodniej w dzień było 15stopni, najcieplej 25), tylko woda w morzu zimna – jednak tutajrekompensatą za brak „smażingu”, „plażingu” jest możliwośćzwiedzenia bardzo ciekawych miejsc zlokalizowanych na wyspie. Równieżceny mieszkań są znacznie niższe ze względu na sezon zimowy: dlaprzykładu nasze mieszkanie kosztowało teraz ok. 350 złotych zadzień, natomiast za kwiecień ostatnio pokazywało mi już 1100.Ogólnie za cały wyjazd wydałem trochę ponad 1,5 tysiąca złotych(około 600 zł za bilety lotnicze i mieszkanie, około 140 zł zapozostałe środki transportu, ponadto na miejscu wydane trochęponad 200 euro) ale przyznam, że byliśmy tam trochę rozrzutni .
    Podczaspobytu na Majorce nauczyłem się też kilku zwrotów po hiszpańsku,ale po kilku podróżach autobusem wszyscy najlepiej zapamiętalijeden: Próxima Parada czyli następny przystanek .


    Wrzuciłbymrelację nieco wcześniej, ale zaraz po przyjeździe u mnie nastudiach zaczął się okres „zerówek”, dlatego ostatnio mocnoskupiam się na zaliczeniach. Z tego samego powodu wrzuciłem prawiewszystkie zdjęcia bez żadnych modyfikacji.
    tartal, przemo-19, Canon and 11 others like this.

  2. #2
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie

    Z góry przepraszam za sklejone niektóre słowa. Nie wiem czemu, ale znowu to się dzieje .

  3. #3
    ModTeam
    Awatar STYRO

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPRZ/RZE

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez pawel111 Zobacz posta
    Późniejokazuje się dlaczego. Kanapki wielkości trzech palców, a do nichkilka chipsów.
    Bo byłeś w tapas bar. To nie sa kanapki tylko tapas, to się kupuje jako zagrycha do piwa, wina itd. Para picar - czyli do skubania
    pawel111 likes this.
    Pozdrawiam
    STYRO

    LOS SUAVES - już nie pójdę na taki koncert ...

  4. #4
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez STYRO Zobacz posta
    Bo byłeś w tapas bar. To nie sa kanapki tylko tapas, to się kupuje jako zagrycha do piwa, wina itd. Para picar - czyli do skubania
    Ważne, że było dobre i w całym zestawem dało się najeść na kilka godzin .

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •