Pod koniec listopada 2017 byliśmy na Malcie oraz sąsiedniej wyspie Gozo. Trzy pełne dni, brak oblężenia turystycznego, temperatura dobijająca do 20st. Z minusów należałoby wymienić krótszy dzień oraz ograniczona oferta kulinarna, co było odczuwalne w małych mieścinach po zmroku (pusto, pizza i pasta, regionalnych potraw brak). Mimo wszystko uważam, że jeśli ktoś nastawia się na zwiedzanie i poznawanie wyspy, termin jesienny, posezonowy termin jest całkiem sensowny. Zapraszam do krótkiej relacji filmowej (na końcu) oraz tekstowej.

Wylot mieliśmy w sobotę 25 listopada wieczorem. Na miejsce dotarliśmy około 21, szybki odbiór auta i ruszyliśmy do pierwszego miejsca noclegowego w Marsascali. Małe portowe miasteczko, kilka otwartych knajp. Z kolacją nie było problemu.






Następnego dnia rano rozpoczęliśmy objazd wyspy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Zaczęliśmy od wschodniego wybrzeża i St. Peter’s Pool, czyli małej zatoczki z wodą o lazurowym odcieniu.






Dojeżdżając do końca cypla można zobaczyć latarnię, natomiast cofając się trafiamy do osady rybackiej Marsaxlokk. Szybkie przejście przez miejscowe targowisko, rzut oka na kościół i jedziemy dalej.










Na południu Malty znajduje się Blue Grotto, grota mieniąca się w słońcu, symbol tej wyspy. Niestety warunki sprawiły (nie wiedzieć czemu, aż tak nie wiało), że rejsy widokowe zostały odwołane. Musieliśmy zadowolić się widokiem z klifu, który jak dla mnie okazał się wystarczający.








Kolejnym punktem naszej wycieczki były znajdujące się raptem kawałek dalej stanowiska archeologiczne Hagar Qim. Pięknie umiejscowione, nad samym morzem, dowód na to, że już 5000 lat żyli tu ludzie. Mieli swoją bogatą kulturę.








Zmierzając dalej w kierunku zachodnim mija się wysokie klify. Nad jednym z nim zapragnęliśmy trochę posiedzieć. Pusto, brak ludzi, tylko szum morza.






Dzień miał się już ku końcowi, więc ruszyliśmy w poprzek wyspy aż do portu w miejscowości Cirkewwa, skąd odpływa prom na wyspę Gozo. Ku mojemu zdziwieniu nikt nie pobrał od nas opłaty. Jak się później okazało, jest ona pobierana w drodze powrotnej. Dzień zakończyliśmy na Gozo w miejscowości Marsalforn. Był mały problem z kolacją. Miasteczko zupełnie wyludnione, otwarte raptem dwie knajpki, do tego wybór bardzo marny.




Poniedziałek 27 listopada rozpoczęliśmy od wizyty panwi solnych (2km w kierunku zachodnim). Jest to miejsce, gdzie w basenikach ulokowanych nad samym brzegiem morza wypłukuje się sól morską.










Następnie pojechaliśmy dalej na zachód, przez część rolniczą wyspy (jakże inną od zagospodarowanej Malty), aż dotarliśmy do katedry Ta’ Pinu. Miały tu miejsce objawienia Matki Boskiej, stąd obiekt dla miejscowych pełni funkcję sanktuarium. Wizytował tu w latach 90 Jan Paweł II.








Nasz następny przystanek przypadł na Azure Window na zachodnim wybrzeżu Gozo. Do niedawna jeszcze absolutny symbol Malty, mimo że znajduje się na wyspie Gozo. Czemu do niedawna? Ponieważ ten charakterystyczny wiadukt skalny zawalił się w marcu 2017 r. Mimo tego miejsce nadal jest odwiedzane przez turystów, chociażby dla widoków i klifów skalnych.










Jedziemy do stolicy Gozo, Victorii. Po raz pierwszy obcujemy z miejscowym deszczem. Wspinamy się na Cytadelę, skąd widok obejmuje praktycznie całą wyspę.












Następnie jedziemy do miejscowego stanowiska archeologicznego Ggantija. Bilet obejmuje również wstęp do sąsiedniego młynu, z czego korzystamy.






Czas wracać promem na Maltę. Dzień miał się już ku końcowi, ale z premedytacją po zmroku zmierzamy do Mdiny. Jest to dawna stolica Malty, średniowieczne miasteczko zamieszkane obecnie przez raptem 300 rodzin. Wąskie uliczki, pustki, mury, lampiony. Mega klimat.










Ostatni dzień zaczynamy od wizyty na zachodnim wybrzeżu Malty, zatoka Ghajn Tuffieha. Podobno raj dla surferów. Po drugiej stronie piaskowa plaża Golden Bay Beach z czającymi się za plecami hotelami all-incl.








Jedziemy w głąb wyspy, do regiony Marr. Znajdują się tu schrony przeciwlotnicze z czasów II wojny. Trzeba dodać, że schronów na Malcie jest naprawdę sporo. Ta wyspa nigdy nie została podbita, ale była regularnie bombardowana.






Tuż obok, w Rabacie, znajdują się chrześcijańskie katakumby. Tak, to nie Rzym, to wciąż Malta.










Udajemy się na południe wyspy, w kierunku ogrodów Buskett. Przewodnik mówił, że warto, no to zawitaliśmy. Faktycznie, w porównaniu do reszty wyspy jest tu wybitnie zielono. Korzystając z faktu, że jesteśmy tuż nad południowym wybrzeżem Malty, ponownie odwiedzamy klify (są naprawdę piękne).










Ostatnim punktem na naszej mapie wyjazdu była wizytacja stolicy Malty, Valletty. Zaczynamy od katedry, potem kręcimy się po uliczkach. Nawet w listopadzie sporo tu turystów. Wystrój już wybitnie świąteczny.










Zmieniamy lokalizację, jedziemy na drugą stronę zatoki, do Trzech Miast, a konkretnie tego środkowego, Birgu. Ponownie spacer, widok na katedrę, część portową, spacer po pustych, wąskich uliczkach.








Tak dobiega końca nasza listopadowa wyprawa. Zapraszam również na relację filmową.