Strona 2 z 3 PierwszyPierwszy 1 2 3 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 40 z 45
Like Tree244Likes

Wątek: Kraj wschodzącego słońca - 日本 2018

  1. #21

    Dołączył
    Sep 2007
    Mieszka w
    EPKT

    Domyślnie


    Polecamy

    Byłem w Osace w maju Wspomnienia wracają
    Nagano likes this.

  2. #22
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Dzień 3

    Kioto. Dawna stolica i kolebka japońskiej kultury. Miejsce, które widziało wielkie wydarzenia, stawiało czoła armiom, podniosło kulturę kraju do bardzo wysokiej rangi, miasto po którego uliczkach kroki stawiała cesarska świta.

    Mając takie wyobrażenia w naszych głowach wyszliśmy z naszego lokum i w 30 stopniowym upale udaliśmy się na stację Shin-Osaka. Stwierdziłem, że jeśli już jestem w Japonii to warto byłoby przejechać się słynnym Shinkansenem. Bilety są bardzo drogie i jeśli chcecie się poruszać po Japonii pociągami to warto kupić sobie przed przyjazdem JR Pass. Nadal jest to drogie, ale można poruszać się pociągami, w tym Shinkansenami do woli. Ta opcja jest szczególnie dla tych, którzy chcieliby zobaczyć takie miasta jak Tokio, Kioto, Osaka, Kobe czy Hiroszima podczas jednej wyprawy. Ponieważ mi zależało tylko na przejechaniu się tym pociskiem to kupiłem bilet na krótkiej trasie Osaka-Kioto. Koszt jaki mnie wyniósł za 15 minutowy przejazd to było coś około 120 zł. Nie pamiętam już dokładnie. Swoją drogą bilet na Shinkansen nie kupuje się w automatach tylko na oddzielnych stanowiskach biletowych. No przynajmniej w Osace...

    Do Kioto miał nas zawieźć "Nozomi". Najszybszy Shinkansen na trasie Tokaido/Sanyo. Dałby się pewnie rozpędzić do 500 km/h, aczkolwiek tylko w warunkach testowych. Prędkość operacyjna to 300 km/h.



    Do drzwi Shinkansena prowadzą wyznaczone linie na peronie. Pociąg zatrzymuje się z chirurgiczną precyzją w wyznaczonym miejscu. Dyżurni licząc się z czasem ponaglają pasażerów przez głośniki.



    Wchodzimy do środka i zajmujemy miejsca w dosyć pustym przedziale. LF był na poziomie 30%. Gdy w końcu ruszyliśmy zdecydowanie czuć było przyspieszenie. Miło wgniata w fotel



    Miałem wrażenie, że jednak nie rozpędziliśmy się maksymalnie na 40 km odcinku.

    Tutaj pan czyta sobie "chińskie bajki"



    Podróż jak już pisałem nie była za długa, ale i tak jestem zadowolony, na pewno jechałem szybciej niż w jakimkolwiek Polskim pociągu.

    Jeszcze pamiątkowy odjazd z dworca Kioto.



    Sam dworzec jest przytłaczający. Drugi największy w kraju po Nagoji. Przemykając pomiędzy ludźmi udało mi się jeszcze zrobić zdjęcie wzorca niczym z japońskiej szkoły. Pan mówi, reszta kuca i słucha



    Wychodząc z dworca jak zwykle jeszcze trochę pokluczyliśmy próbując złapać normalny sygnał GPS na naszej mapce. W większości przewodników było napisane, że po Kioto trzeba się poruszać głównie autobusami. Nam się udało znaleźć metro :P Nawet nie wiedzieliśmy o jego istnieniu. Z Mirkiem i Mirabelką śmieliśmy się, że Japończycy też o nim nie wiedzą, bo jeden z korytarzy wyglądał tak:



    Zapakowaliśmy się w kolejkę i pojechaliśmy na stację Gion-Shijo. Z tego miejsca już mieliśmy niedaleko, aby cofnąć się do okresu Edo. W okolicy można było wypatrzeć coraz więcej drewnianej architektury, która niestety jest coraz częściej zastępowana przez cegły i beton

    Naszym pierwszym celem był most "Tatsumi". Było to nasze pierwsze zetknięcie się ze sporą ilością Japończyków w tradycyjnych kimonach. Często to wygląda w taki sposób, że ludzie przyjeżdżają z całego kraju ubierając kimona przekazywane z pokolenia na pokolenie, lub wypożyczają je na miejscu i robią sobie sesje zdjęciowe w dzielnicy Gion. Obcokrajowcy mogą w sumie zrobić to samo, no cóż...





    To miejsce wygląda jeszcze lepiej wiosną, gdy kwitną wiśnie.





    Wychodząc z powyższej uliczki naszym oczom ukazały się - znowu - betonowe bloki i typowa azjatycka plątanina kabli, koszmar elektryka.



    Kierując się GPSem udaliśmy się ulicą Shijo Dori chowając się w podcieniach.



    Naszym celem był znajdujący się przy tej ulicy szintoistyczny chram Yasaka. Po przejściu przez główną bramę znajduje się kilka większych i mniejszych budynków o znaczeniu religijnym.





    Swoją drogą, jeśli jesteśmy już przy religii. W Kioto istnieje, uwaga.... 1600 świątyń buddyjskich oraz 400 chramów shinto. O kapliczkach już nie wspomnę. Nie jest zbyt dużą przesadą jeśli powiem, że w tym mieście co chwila można się potknąć o jakiś obiekt kultu religijnego. Niech najlepiej pokaże to ta mapka. Teren dosłownie kilku głównych ulic poprzecinanych małymi uliczkami.



    Po zwiedzeniu Yasaki udaliśmy się bardziej na wschód i natrafiliśmy na niezwykle uroczy staw.







    Gdy już nastrzelaliśmy fotek udaliśmy się na południe mijając japońskie rezydencje i świątynie. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem modliszkę na wolności, która twardo stała na ziemi.



    Nic sobie nie robiła z przejeżdżających 5 cm od niej samochodów i przechodzących ludzi. Jakiś taksówkarz się zlitował, wziął ją w dłoń i przeniósł w krzaki



    Ponieważ zaszliśmy trochę za daleko skręciliśmy z powrotem na trasę, aby zagłębić się w dzielnicę Gion. Najpierw trzeba było jednak pokonać współczesne ulice



    Po drodze trafiliśmy na reklamę, która świetnie oddaje Japonię.



    Nawet jeśli był to Tajwański lokal, to "english a little bit" sprawdzi się tutaj wszędzie. Japończycy nawet jeśli mówią po angielsku to mają predyspozycję do "zjapońszczania" go. To prowadzi do tego, że ciężko się tu zrozumieć i warto się nauczyć paru podstawowych japońskich zwrotów mimo wszystko. Japonia szykuje się na Olimpiadę w Tokio za 2 lata i nawet przygotowuje już do tego turystów Polecam obejrzeć! Tu jest wszystko wytłumaczone.



    Wracając do relacji.

    Błądząc po uliczkach trafiliśmy na takie coś. Przyklejało się karteczkę z intencjami na konstrukcję, kłaniało przed wejściem, przeciskało przez tunel i to samo w drugą stronę tylko już bez karteczki. Całkiem spora kolejka ludzi do tego stała.



    Kolejnym miejscem, do którego trafiliśmy była pokaźnych rozmiarów światynia Kennin-Ji z początku XIII w. Wraz z kilkoma budynkami jest położona w założeniu parkowym.



    Nie weszliśmy jednak do środka bo....



    Po krótkim spacerze dotarliśmy na główną ulicę dzielnicy Gion - Hanamikoji Dori. Było dużo kobiet w kimonach, ale gejsz nie spotkaliśmy... pewnie pojawiłyby się wieczorem. Jedną z atrakcji Kioto jest możliwość zjedzenia kolacji z gejszą, ale ceny są takie, że można wypaść z kapci.



    Żeby obejrzeć każdy zaułek Gionu nie starczyłoby czasu. Postanowiliśmy, że pojedziemy pociągiem do kolejnego hitu turystycznego - oddalone o kilka kilometrów na południe Fushimi Inari. Jest to ogromny kompleks szintoistyczny poświęcony bóstwu Inari. Na szczyt góry prowadzi kilka tysięcy pomarańczowych bram zwanych Tori tworzących prawdziwe jaskrawe korytarze ciągnące się na długość 4 km! Niestety jest to również miejsce, gdzie natężenie turystów znacznie wzrasta...





    Ścieżka na górę jest forma oczyszczenia duchowego



    Mieliśmy nawet okazję zaobserwować jedną z ceremonii szintoistycznych, jednakże nagrywanie było zabronione.





    Dzisiaj bramy Tori są często fundowane przez Japońskie firmy, więc ciągle pojawiają się nowe.



    Na początku drogi był turystyczny chaos, ale ludzie zawracali. Im wchodziliśmy wyżej tym robiło się bardziej "mistycznie".



    W powietrzu coraz intensywniej był wyczuwalny zapach kadzidła. Jedna z kapliczek miała nawet takie hipisowskie kolory.





    Z Fushimi Inari jest ten problem, że ciężko zrobić sobie dobre zdjęcie, aby turyści nie wchodzili Ci w kadr. Najwięcej turystów jest na początku oraz na końcu drogi. Kompleks jest otwarty całą dobę, a najlepiej wybrać się tam świtem. My mieliśmy szczęście. Ponieważ poprzedni tajfun uszkodził drzewa to Japończycy musieli wycinać drzewa przy ścieżkach. Tak się złożyło, że byliśmy ostatnimi, którzy przeszli pewien odcinek przed kolejną wycinką. Zamknęli za nami trasę na kilka minut, a my mogliśmy normalnie pofocić



    Takie bydlaki często wisiały między bramami. Wie ktoś co to za gatunek?



    Po wejściu na pewien poziom dało się zobaczyć panoramę Kioto.





    Zenko, lis będący posłańcem Inari.



    Na górze spodziewaliśmy się jakiejś sporej światyni bądź dobrych widoków na miasto, ale tam zamiast boskiego sacrum natrafiliśmy na zatrzęsienie kapliczek i las dookoła :P

    Ponieważ zaczynało się ściemniać zaczęliśmy pomału schodzić w stronę stacji. Po drodze udało się uchwycić jeszcze jedną panoramę Kioto.



    Klimat bywał całkiem tropikalny



    Automaty z napojami. Chyba najczęstsza rzecz spotykana w Japonii. Są na każdym kroku. Wolałbym tę częstotliwość zamienić na śmietniki, gdzie mógłbym się pozbyć odpadów





    Schodząc coraz to bardziej pokręconymi, wąskimi uliczkami dotarliśmy do stacji Inari. Padnięci dojechaliśmy do dworca i po jakże szybkiej podróży Shinkansenem teraz wlókliśmy się Japońskim regio do Osaki, który minął chyba ze 20 stacji

    To był intensywny dzień!

    Cdn.
    Pzlm28, sornat, jacub and 15 others like this.
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  3. #23

    Dołączył
    Oct 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Nagano Zobacz posta
    Automaty z napojami. Chyba najczęstsza rzecz spotykana w Japonii. Są na każdym kroku. Wolałbym tę częstotliwość zamienić na śmietniki, gdzie mógłbym się pozbyć odpadów
    Ano właśnie - zamiast śmietników wszędzie są napisy, że śmieci trzeba zabrać do domu i prawidłowo zutylizować! Są tylko kosze na puste butelki.
    No ale co mają zrobić turyści?

  4. #24
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez hiszpan2007 Zobacz posta
    Ano właśnie - zamiast śmietników wszędzie są napisy, że śmieci trzeba zabrać do domu i prawidłowo zutylizować! Są tylko kosze na puste butelki.
    No ale co mają zrobić turyści?
    Nie wyobrażam sobie nie rozwiązania tego problemu na Olimpiadę. Japończycy przecież się załamią jak zobaczą ile śmieci potrafią zostawić turyści na takiej imprezie.
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  5. #25
    Awatar Wamo

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Albo wszystko pięknie posprzątają /przebudują/ naprawią stojąc wciąż za sobą

  6. #26
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Dzień 4

    2018 rok nie jest dla Japonii łaskawy jeśli chodzi o pogodę. Kraj nawiedziły już powodzie, trzęsienia ziemi, osuwiska ziemne, rekordowe fale upałów i największy od 25 lat tajfun. Do kolekcji brakuje im już tylko tsunami.

    Miesiąc przed wyjazdem obserwowaliśmy w internecie jak tajfun Jebi zmiata Japonię z powierzchni ziemi. Lotnisko Kansai zostało przez to wyłączone z ruchu na 3 tygodnie. W tym momencie cieszyłem się, że celem naszej podróży było drugie, położone w głębi lądu lotnisko Osaki - Itami. Zrobiło się gorzej, gdy tydzień przed wylotem nad Japonię nadciągał super tajfun Trami. Mieliśmy dużo szczęścia, bo gdy przylatywaliśmy na miejsce to Trami powędrował już na północ, nad Hokkaido. W międzyczasie uformował się kolejny tajfun, tym razem Kong-Rey. Opatrzność nad nami czuwała, po przejściu przez brzegi zachodniej Japonii powędrował Morzem Japońskim omijając ląd. Jedyną niedogodnością był deszcz, który przywitał nas z samego rana. Lało dosyć mocno, ale ok 12 mogliśmy opuścić naszą norę i zacząć dalej odkrywać Osakę przy lekkiej mżawce.

    Planem na ten dzień było zwiedzenie akwarium w Osace. Zanim jednak tam pojechaliśmy Mirek powiedział, że chce pojechać w jedno miejsce. Tym miejscem okazało się Nipponbashi znane również jako Den-Den Town, centrum anime.... Cała dzielnica poświęcona mandze, anime, hentaiom itp.







    Tu są całe wieżowce poświęcone bajkom, figurkom, grom, rekwizytom. Weszliśmy do jednego takiego 8 piętrowego. Mirek biegał jak w sklepie ze słodyczami, my z Mirabelką po 3 piętrze sobie odpuściliśmy i wyszliśmy się przewietrzyć...



    W niektórych miejscach stały tak przebrane panie, które zapraszały do kawiarni, gdzie serwis prowadziły tak samo poprzebierane koleżanki...



    Kiedy w końcu udało nam się wyjść z tej dzielnicy poszliśmy w stronę stacji metra. Zasugerowałem, żeby jednak skręcić w mniejszą uliczkę na mapie. Jakie zdziwienie się pojawiło, gdy odkryliśmy kolejny pasaż handlowy, podobny do tego w naszym sąsiedztwie tylko znacznie lepiej zaopatrzonym i wyposażonym w wiele miejsc, gdzie można było kupić pamiątki. Niektóre rzeczy nie były jednak na kieszeń przeciętnego turysty. Ta katana z czarną głownią kosztowała 480 000 jenów. Reszta katan niewiele mniej. Poza tym mieli różnej maści tasaki i noże.



    W jednym ze sklepów dało się nawet zobaczyć taką wypasioną zbroję



    Na skrzyżowaniu pasaży udało się wypatrzeć mitycznego japońskiego elektryka



    Sam pasaż był podzielony na 2 części, jedna handlowa, druga gastronomiczna.



    Po zrobieniu zakupów i przekąszeniu paru lokalnych przysmaków udaliśmy się na kolejkę. Dotarliśmy do naszego pierwotnego celu podróży jakim był Kaiyukan. Jest to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Osace. Oprócz akwarium, można tu również kupić bilet łączony na diabelski młyn oraz na rejs po porcie okrętem Santa Maria, drewnianą repliką okrętu Kolumba. Ponieważ pogoda niezbyt dopisywała kupiliśmy bilet łączony na akwarium + koło.



    Samo akwarium jest podzielone na strefy odpowiadające danym klimatom czy archipelagom np. Wyspy Aleuckie czy Ekwadorska dżungla. Pierwsza atrakcja to klasyk czyli tunel z pływającymi rybami i płaszczkami.





    Idąc dalej oglądaliśmy ogrom różnych morskich stworzeń i żeby nie przynudzać po prostu pokażę kilka z nich













    Ktoś tu miał jaja ze stali. Facet sobie pływał w największym akwarium razem z rekinami.





    Mirabelka zaprzyjaźniła się z płaszczką







    Uśmiech!





    Gdy doszliśmy do oceanicznych głębi pojawiły się one... japońskie kraby pacyficzne. Jeżeli coś zrobiło na mnie największe wrażenie w akwarium to właśnie te stawonogi. Nie myślałem, że są one takie ogromne. Największy osobnik widoczny na zdjęciach był wysoki jak połowa człowieka, a gdyby rozłożył swoje odnóża to taką samą szerokość osiągnęło by dwóch dorosłych rozkładając swoje ręce stojąc obok siebie. Monstrum!





    Na dole była również wystawa meduz, jedne sporych rozmiarów, inne wielkości paznokcia na małym palcu.




    Po wyjściu z głębin mijaliśmy foczuchny



    Oraz miejsce, gdzie można było sobie pogłaskać rekiny lub płaszczki. Warunkiem było dokładnie umycie rąk przed głaskaniem i po głaskaniu. Trochę dziwne miejsce, ale Japończycy lubią głaskać każde zwierzęta o czym było mi się później dane przekonać.



    Na koniec mieliśmy jeszcze szanszę zaobserować parę morskich dziwactw



    No hej!



    Ryba Peppa?



    Zdjęcie z Kopenhagi? Nic z tych rzeczy. To znajdująca się przy nabrzeżu Japońska syrenka.



    To jeszcze nie był koniec atrakcji. W naszych kieszeniach mieliśmy bilety na "Tempozan"



    Do koła prowadziły dwie kolejki. Jedna do gondoli, które miały przeszkolny dół, a druga bez tego bajeru. Problem był taki, że do tej pierwszej trzeba było czekać 30 minut. Do tej drugiej coś koło 3 minut. Ponieważ robiło się ciemno to przeszkolna podłoga nas nie interesowała. Rozsiedliśmy sie w środku i powoli zaczęliśmy się wznosić. Jak w większości zamkniętych pomieszczeń w Japonii czy to winda, czy gondola w tle leciała relaksująca muzyczka. Pełny obrót trwał ok. 25 min.





    I tak zakończył się kolejny dzień w Osace. Trochę krótszy niż zwykle, ale i tak było chyżo



    Cdn.
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  7. #27

    Dołączył
    Mar 2014
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Nagano Zobacz posta
    Nie wyobrażam sobie nie rozwiązania tego problemu na Olimpiadę. Japończycy przecież się załamią jak zobaczą ile śmieci potrafią zostawić turyści na takiej imprezie.
    mnie najbardziej (jako palacza) urzekł zakaz palenia w miejscach publicznych (z wyjątkiem wyznaczonych stref) i zarazem możliwością palenia w pokoju w hotelu, w większości lokali gastronomicznych, palarniach w shinkansenach. Widzieliśmy zresztą tubylców niewiele sobie robiących z zakazu palenia na ulicy
    Piwo pić można na ulicy prosto z automatu

  8. #28
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Dzień 5

    Piątego dnia zrealizowaliśmy to co mieliśmy w planach dzień wcześniej, ale przez pogodę musieliśmy to przełożyć. Tym razem udaliśmy się na zachód regionu Kansai, do portowego miasta - Kobe. Miasto znane jest głównie z paru rzeczy - ważnego portu, słynnej na całym świecie wołowinie Wagyu oraz jednej z największych katastrof naturalnych. W roku 1995 miasto nawiedziło krótkie, bo 20 sekundowe, ale za to bardzo silne trzęsienie ziemi, które spowodowało śmierć prawie 6500 ludzi, co może nie jest liczbą tak wielką jak przy trzęsieniu w Tokio, w 1923 gdy zginęło ponad 100 tys. ludzi, ale straty materialne były przeogromne. Nastąpiło upłynnienie gruntu przez co wiele domów czy nawet całych wysp znalazło się pod ziemią/wodą. Straty wyniosły ponad 100 mld $.

    Do miasta pojechaliśmy z samego rana. Mogliśmy zajechać Shinkansenem, ale nasze portfele popatrzyły się na nas z wyrzutem i wybraliśmy standardowy pociąg. Mijając kolejne stacje widzieliśmy tabuny ludzi, którzy zalegali dworce czekając na pociąg do Osaki. Samo Kobe ma populacje porównywalną do Warszawy i jest dobrze rozbudowane, ale mimo to nie może się równać z Osaką pod względem miejsc pracy. Geograficznie wygląda to tak, że długi pas budynków jest wciśnięty między ocean z jednej strony, a góry z drugiej. Tego dnia chcieliśmy zaliczyć 2 góry, ale wjeżdżając na nie kolejkami. Niższa - Takaoyama, na której znajduje się ogród botaniczny, oraz wyższa - Maya, z której miał być świetny widok. Zatrzymaliśmy się na stacji Ojikoen i ruszyliśmy w stronę kolejki. Miłe zaskoczenie - były drogowskazy. Okazało się, że już samo dojście tam między budynkami było niezłą wspinaczką Momentami było naprawdę stromo.



    Kolejka na górę Maya składa się z dwóch części. Od podstawy do połowy jedzie się takim szynobusem jak na Gubałówkę, a drugą część pokonuje się kolejką linową jak na Kasprowy. Po dotarciu do stacji mały klops... Z powodu silnego wiatru działa tylko szynobus. Dalej trzeba się wspinać pieszo. Było to trochę dziwne, bo wcale tak wietrznie nie było. Nasza trójka jednak lubi góry, a sama Maya gigantem nie jest, więc nie było dla nas to problemem. Gorzej, że przez to nam się oddalała wyprawa na Takaoyamę.

    No nic... na samej stacji parę pań z obsługi nosiło jakieś takie dziwne, ale urocze kitki. Dopiero w samej kolejce ogarnąłem, że się szykują na Haloween.... Swoja drogą wszystkie panie z obsługi były bardzo ładne



    Wagonik ma poustawiane siedzenia w stronę oceanu, więc na górę wjeżdża się siedząc tyłem do kierunku jazdy. Wjeżdża się dosyć szybko, w stabilnym tempie. Już w pierwszej minucie zaczynają się pojawiać fajne widoki, a to był dopiero początek. Po dojechaniu na miejsce przesiadkowe pojawił się pierwszy punkt widokowy. Już wtedy widok zapierał dech w piersiach...



    W tle lotnisko Kobe



    Quantum of the Seas wypływał z portu



    Drzewa do skali



    Zajrzeliśmy jeszcze do stacji kolejki linowej. Przejażdżki były kiedyś dla lubiących adrenalinę



    Nie pozostało nam nic innego jak zacząć wspinaczkę. Na początku było dosyć łatwo, płaskie schody szeroko rozciągnięte. Jak to w całej Japonii nie mogło się obyć bez kapliczek przy drodze. A ludzie się tak dziwią, że w Polsce tyle krzyży i kapliczek, taki staroświecki kraj...



    Im wspinaliśmy się dalej tym robiło się trudniej. Schody zrobiły się węższe, zakręcone i bardziej strome. Dodatkowo sprawę utrudniał fakt, że były one pokryte śliskimi liśćmi i gałęziami. Mając polisę turystyczną w plecaku pokonywaliśmy kolejne schodki



    Doszliśmy do pewnego miejsca na trasie, które nazywali "Maya's Ruins", co można przetłumaczyć jako ruiny Majów Były to pozostałości po budynkach świątynnych.





    Po przebyciu kolejnych 100-200 metrów dotarliśmy na połać płaskiego terenu, gdzie były wbite tabliczki, które wskazywały miejsca, w których stały kiedyś świątynie.



    Przy okazji był to też drugi punkt widokowy na trasie!



    Po zwinięciu drugiego obozu przypuściliśmy atak szczytowy Niby osiągnęliśmy szczyt, ale... dokoła są drzewa, spora kapliczka i brak widoków... Coś nam nie pasowało, przeszliśmy kawałek i znaleźliśmy asfaltówkę, która prowadziła we właściwe miejsca. Dotarliśmy do tarasu widokowego na górze Maya, który znajdował się obok stacji kolejki linowej. Powiem tak - widoki są nieziemskie! Da się z tego miejsca zobaczyć oczywiście Kobe, ocean, ale również Osakę kilkadziesiąt km dalej czy lotnisko Kansai.



    Gdybyśmy mieszkali w Kobe pewnie przyszlibyśmy jeszcze tu w nocy.

    Udało nam się nawet wbić na mecz bez biletu





    Oprócz nas, na górę wdrapało się kilka wycieczek szkolnych. Dzieciaki rozłożyły się na tarasu za nami i zaczepiały biorąc nas za Amerykanów i śpiewając coś w stylu "C'mon baby America" czy jakoś tak



    Spędziliśmy na Mayi sporo czasu napawając się tym świetnym widokiem, ale nasze żołądki mówiły, że zasłużyliśmy sobie na nagrodę i trzeba się zwijać. Jest parę tras z góry, ale wybraliśmy tą samą, bo mieliśmy jeszcze bilet powrotny kolejką w kieszeni.

    Po drodze mijaliśmy efekt poprzedniego huraganu. Generalnie często było słychać dźwięk pił łańcuchowych.





    Mijanka



    Po dojeździe do końca ruszyliśmy na stację, aby dojechać do centrum Kobe. Po szybkiej podróży pociągiem ruszyliśmy polować na wołowinę, co było jednym z moich "to do list" na ten urlop. Wysiedliśmy na stacji Sannomiya, za którą znajdowało się mięsne zagłębie. Zagubieni, głodni turyści natychmiast zostali wypatrzeni przez pewnego Nepalczyka stojącego za ladą "Kobe Beef Tourist Association". Spytał się czego chcemy spróbować, a na odpowiedź "some good Kobe beef" wyciągnał mapkę z kilkudziesięcioma restauracjami. Ostatecznie stanęło na tym, że nas gdzieś zaprowadzi. Burknąłem tylko do Mirka i Mirabelki, że chyba sobie dzisiaj trochę zapłacimy... W połowie drogi przechwycił nas jeden z pracowników restauracji, który zaprowadził nas pod same drzwi. Jak tylko powiedzieliśmy skąd jesteśmy to dosyć szybko po obsłudze rozniosła się wieść, że "Porrando" przyjechało

    Ja, a zarazem moje jeny w portfelu zaczęły podejrzliwie patrzeć jak zaczęły nas obsługiwać 2 kelnerki na raz, które podały nam ciepłe ręczniki, kilka menu na stół, pokazały certyfikaty, położyły główną statuetkę na stole oraz plastikowe imitacje mięś żeby pokazać jakie porcje są dostępne do wyboru.




    Ceny niektórych Wagyu, szczególnie pełnych zestawów obiadowych "premium" przyprawiały o ból głowy. Nie uśmiechało nam się wydać 500 czy 1000 zł za całe danie dla jednej osoby.

    Ostatecznie udało się całe szczęście zapłacić znacznie mniej, ale nie mogłem sobie odmówić spróbowania wołowiny premium. Za ten mały, rozpływający się w ustach kawałek ryżu owinięty wagyu zapłaciłem ok. 60 zł.



    Mięso było dobre, to fakt, ale szczerze to uważam, że ceny za to mięso to snobizm w czystej postaci.

    Co takiego wyjatkowego jest w wołowinie z Kobe? Krowy, które dają mięso są ze specjalnie wyselekcjowanego gatunku. Są one karmione specjalną paszą, do której dolewa się piwa, a hodowcy masują je wcierając im w skórę piwo i sake. Te wszystkie zabiegi powodują, że mięso przybiera charakterystyczną marmurkowatą strukturę, przez co jest bardzo delikatne, miękkie i aromatyczne. Hodowcy prześcigaja się w pomysłach i puszczają bydłu nawet muzykę klasyczną.

    Po przełknięciu tego na dwa kęsy przynieśli nam główne danie. Wzięliśmy te same zestawy - średnio wysmażona wołowina, ryż, sałatka i zupa miso. Dodatkowo uraczyliśmy się całkiem dobrym sake. Powiem wam, że nawet się najedliśmy, a i sam koszt nie wyszedł jakiś ogromny. Za to danie zapłaciliśmy coś koło 100-120 zł, ja łącznie z wołowiną premium 160-180 zł. Co mnie zdziwiło to napiwek wliczony w rachunek, co w Japonii jest rzeczą wręcz niespotykaną.



    Jeszcze rzut okiem na naszą knajpę.



    Ponieważ już się ściemniało to nasza wyprawa do ogrodu botanicznego spaliła na panewce. Udaliśmy się z powrotem do Osaki na tę przeklętą stację Umeda. Nie dosyć, że sama w sobie jest ogromna to jeszcze łączy się ze stacją Osaka, która też mała nie jest.

    Mają tu m.in szlabany dla ludzi



    Sam już nie pamiętam czy na tym zdjeciu była Umeda czy Osaka Station.



    Ale to już jest na pewno Umeda. Stacja kolejowa połączona z ogromnym centrum handlowym. Jak ktoś ma dużo czasu to zapraszam :P



    To był kolejny owocny dzień.

    Cdn.
    myszygon, jacub, tartal and 10 others like this.
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  9. #29

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Nagano Zobacz posta
    Swoja drogą wszystkie panie z obsługi były bardzo ładne
    Chciałeś więcej lajków, a zdjęć jak nie było, tak nie ma

    W Kobe jest muzeum tego trzęsienia ziemi, szkoda tylko, że co ciekawszych fragmentów nie wolno fotografować. Zupełnie nie rozumiem tej japońskiej obsesji z zakazem fotografowania, tak samo było w pałacu w Kioto, ale a nim akurat nic nie było, więc mała strata
    yav and myszygon like this.

  10. #30

    Dołączył
    Mar 2014
    Mieszka w
    EPWA

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez KubaB Zobacz posta
    Chciałeś więcej lajków, a zdjęć jak nie było, tak nie ma

    W Kobe jest muzeum tego trzęsienia ziemi, szkoda tylko, że co ciekawszych fragmentów nie wolno fotografować. Zupełnie nie rozumiem tej japońskiej obsesji z zakazem fotografowania, tak samo było w pałacu w Kioto, ale a nim akurat nic nie było, więc mała strata
    z tego co się zorientowałem, zakaz dotyczy wnętrz w świątyniach a pałac w Kyoto traktowany jest jak obiekt sakralny. Niestety przez Kobe tylko przejeżdżałem, więc nie wiem, dlaczego zakaz był w muzeum, ale może też traktowane jest jako obiekt sakralny.

  11. #31
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez KubaB Zobacz posta
    Chciałeś więcej lajków, a zdjęć jak nie było, tak nie ma
    Ale się przyczepiłeś do tego! Obsługa z Kobe już była zestresowana jak miała zamienić parę słów z Gaijinami po angielsku, a co dopiero robić im zdjęcia Przy dniu 7 wrzucę zdjęcie dwóch Japonek, choć nie powinny Cię interesować z racji tego, że dzieli was spora przepaść pokoleniowa

    Na ten moment zostawiam Ci taki oto teledysk zespołu "Joy"
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  12. #32
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Ok, dzisiaj będzie trochę więcej zdjęć i filmów niż zazwyczaj, więc jeśli macie więcej czasu to polecam się wygodnie rozsiąść i otworzyć sobotnie piwko

    Dzień 6

    Przetyrani wczorajszą wyprawą do Kobe daliśmy sobie tego dnia trochę luzu. Pospaliśmy dłużej niż zwykle i poszliśmy tym razem na zakupy przed południem zamiast z pustymi żołądkami kupować jedzenie wieczorem w markecie Oasis. Gdy się w końcu zmobilizowaliśmy poszliśmy praktycznie po sąsiedzku do "Osaka Museum House & Living".

    Pierwszy widok to makieta zabudowy z okresu Edo.



    Za parę tysięcy jenów można było wypożyczyć kimono, co też turyści chętnie robili.



    Jak już jesteśmy przy kimonach to w jednym z pomieszczeń trafiliśmy na zakładanie bardziej tradycyjnej wersji tego odzienia





    Do sporej ilości budynków dało się normalnie wejść.



    Przy jednej chatce wydawało mi się, że słyszałem język polski. Za chwilę słyszę taki dialog:

    -We have very little time
    -Ile?
    -6 minut
    To musiała być jakaś para ze Stanów lub Australii słysząc, jaki mieli akcent przy mówieniu polskich słów

    Dalsza wystawa to sporo makiet pokazujących Osakę w różnych okresach, a także motywy z życia codziennego Japończyków.





    Podsumowując muzeum - było ono niewielkie i średnio ciekawe. Ale jeśli ktoś chce sobie porobić zdjęcia w kimonie, w tradycyjnych pomieszczenia to mogę polecić

    Po zaliczeniu tego punktu na mapie udaliśmy się do Tenshiby, zielonej oazy w betonowej Osace. Jest tu zoo, ogród japoński czy błonie takie jak na zdjęciu poniżej.



    Idziemy sobie idziemy, a tu coraz głośniej zaczyna grać muzyka.... i to nie japońska.... Podchodzimy bliżej, a tam małe zdziwienie - Oktoberfest w Osace



    Do tego wątku jeszcze wrócę. Teraz stanęliśmy przed wyborem. Forsowałem za wejściem do ZOO, ale Mirek i Mirabelka przeforsowali pomysł z ogrodem japońskim zatem poszliśmy. Wejściówka była symboliczna, bo 150 jenów. Mogłem się w końcu pozbyć drobnych. Jeszcze tylko trzeba było powiedzieć bileterowi, z jakiego kraju jesteśmy (do statystyk) i można wchodzić.

    Powiem wam... wow... To był najpiękniejszy ogród jaki widziałem.





    Oprócz flory była też i fauna







    Na terenie ogrodu był też tradycyjny japoński dom, który jednak był zajęty przez sporą liczbę osób, która sobie siedziała na podłogach i rozmawiała, więc nie wchodziliśmy już do środka.



    Z terenu ogrodu było widać nasz główny cel dzisiaj - Abeno Harukas!



    Błyskały flesze z najwyższych pięter, jeszcze chwila, jeszcze godzinka...



    Za ogrodem jest jeszcze część parkowa z fontannami.



    Ponieważ zbliżała się już złota godzina udaliśmy się w stronę drapacza chmur.

    Wracaliśmy tą samą drogą, więc znowu trafiliśmy na Oktoberfest. Piwo lało się strumieniami, a Japończycy przebrani w bawarskie stroje śpiewali po niemiecku i japońsku żwawe piosenki, zabawa trwała na całego







    Niektórzy upojeni panowie próbowali sił w zapasach...



    Czas jednak na Abeno, robiło się coraz ciemniej!



    Abeno Harukas to ukończony w 2014 najwyższy wieżowiec w Japonii. Ostatnie pietro sięgnęło 300 metrów. W środku są oczywiście sklepy, biura czy hotel.

    Fun fact - W pierwszej trójce najwyższych budynków w Japonii Abeno zajmuje 1 miejsce, 2 zajmuje wieżowiec z Yokohamy, a na 3 miescu są ex aequo 2 kolejne budynki z Osaki. Dopiero kolejne miejsca należą do wieżowców z Tokio.

    Za darmo da się wjechać na 16 piętro, gdzie jest mniejszy taras widokowy z ogrodem. Na tym samym piętrze są też kasy biletowe do obserwatorium.



    Po szybkim wjechaniu na 16 piętro ominęliśmy taras, z niepokojem popatrzyliśmy na kolejki do windy osób powracających z góry i pomknęliśmy do kas. Byliśmy ostatnimi, którzy weszli do zapełnionej windy. Nie dało się nawet wyciągnąć aparatu żeby zrobić zdjęcie, albo nagrać film, a szkoda bo było co oglądać Super szybka winda ma przeszklony dach i tylnią ścianę. Szyb windowy jest udekorowany światełkami, które co parę pięter zmieniają swoje kolory. Ten rajd do góry wyglądał jak jakaś podróż machiną czasu

    Wskaźnik w windzie szybko pokazał magiczne liczby - 300 m 60th floor.

    Wyszlismy z windy i poszły z ust wiązanki w różnych językach świata - "Oh Shit!", "пиздец!", "O ja pier***" Otaczał nas ocean budynków. Cała Osaka widoczna z najwyższego wieżowca w Japonii, coś pięknego i wartego każdych pieniędzy. Mój śp. dziadek powtarzał "że on lubi podróżować szybko, daleko i wysoko". Chyba coś mi po nim zostało we krwi, bo pojechałem daleko, podróżowałem szybko (samolot, shinkansen), a teraz jeszcze wysoko (poza samolotem). Zrobiłem tu chyba z 200 zdjęć i filmów, ale pokażę wam oczywiście tylko kilka z nich




    Abeno rzuca cień na Osakę



    Nasz ogród widoczny z góry



    Jedna z głównych ulic.



    Złota godzina, najlepszy moment dla fotografa. Jeden z piękniejszych widoków w moim życiu.









    Po upojeniu się widokami zrobiłem jeszcze parę fotek okolicznych miejsc

    Cmentarz



    Na ziemi, pod ziemią i nad ziemią, samochodem i koleją, transport musi odbywać się płynnie w metropolii



    Małe odejście od tematu.

    Pogromcy mitów - Czy to prawda, że Japonki mają krzywe nogi?





    Gdy słońce już całkowicie zaszło mogliśmy zacząć delektować się nocnymi widokami. Jeśli chodzi o zdjęcia to była to walka z przeciwnościami. Nie miałem statywu, więc kładłem aparat na podłodze i włączałem samowyzwalacz, a jeszcze musiałem walczyć z przeklętymi refleksami na szybach od świateł i paneli w pomieszczeniu :/ Mimo wibracji udało się jako tako zrobić parę zdjęć.







    Czas mijał, ale mieliśmy tego dnia zaplanowaną jeszcze jedną dużą atrakcję.

    I nie była to ta ścianka wspinaczkowa



    Pojechaliśmy na najsłynniejszą ulicę handlową Osaki, miejsce które przyciąga największą ilość turystów - Dotonbori.



    Znajdują się tu setki restauracji i sklepików, a to wszystko w blaskach neonów bijących z każdego budynku.



    Najpopularniejsze miejsce to oczywiście wypełniony turystami most Ebisu. Znajdują się tu najważniejsze reklamy. Mogę sobie tylko wyobrazić jaki jest koszt zareklamowania tutaj swojej firmy.



    Z mostu widać "Glico Man" prawdziwy symbol Osaki. Są z nim całe serie gadżetów



    Jeden z 3 słynnych krabów na Dotonbori, które poruszają odnóżami





    Zgłodnieliśmy trochę, a na głównej ulicy straszny tłok, więc nauczeni doświadczeniem odbiliśmy w boczną uliczkę poszukać czegoś mniej popularnego Bardzo żywiołowa obsługa zapraszała nas do swojego lokalu. Nie było tu klasycznego kelnera. Jedzenie zamawiało sie w automacie, bilecik szedł do obsługi i siadało się przy okrągłym barze, za którym był stół do przygotowania potraw.

    Zabijcie mnie, ale nie pamiętam co to była za potrawa. Na pewno były kluski i boczek





    W każym razie było pyszne!





    Obsługa to byli młodzi wariaci Na pożegnanie powiedzieliśmy po japońsku, że było smaczne "Oishi" i jeden za drugim podnosili głośne okrzyki "Oishi!" "Oishi!"

    Z pełnymi żołądkami kontynuowaliśmy zwiedzanie Dotonbori.
    Tutaj musieli podawać jakieś wyborne Okonomiyaki patrząc na kolejkę.



    Kolejny Spider-Man w Osace. Ten tym razem wchodził do ostrygi.





    Takoyaki!





    Czym jest Takoyaki? To regionalna potrawa z regionu Kansai, a szczególnie popularna w Osace. Są to ośmiorniczki smażone w cieście. Mają postać kulek i często mają w swoim składzie różne dodatki, więc można je przyrządzać na setki sposobów. Jedliśmy je i są pycha, nawet przywiozłem parę do Polski. Znajomym z pracy dałem też spróbować paluszków o smaku Takoyaki

    Przez całą naszą wycieczkę często można było wypatrzeć małe stoiska z Takoyaki zwane "Yatai". Właściciele takich punktów gastronomicznych upoodobali sobie puszczanie takiej popularnej i irytującej piosenki o Takoyaki :P



    Idąc dalej byliśmy świadkiem smutnej historii. Kubuś Puchatek został zniewolony przez Japończyków







    Poza Dotonbori znaleźliśmy takie dziwne filary



    Wychudzone Power Rangers



    Ostatni rzut oka na kanał płynący wzdłuż Dotonbori



    To był niezapomniany dzień. Nie żałuję niczego....
    sornat, tartal, myszygon and 15 others like this.
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  13. #33
    Awatar kaspric

    Dołączył
    May 2012

    Domyślnie

    Odnośnie wjazdu na AH - nie miałem super sprzętu, ale trochę klimat da się poczuć
    https://youtu.be/rqlhkNERCxU
    Nagano likes this.

  14. #34
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez kaspric Zobacz posta
    Odnośnie wjazdu na AH - nie miałem super sprzętu, ale trochę klimat da się poczuć
    https://youtu.be/rqlhkNERCxU
    Czysta magia...
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  15. #35

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Nagano Zobacz posta
    Ok, dzisiaj będzie trochę więcej zdjęć i filmów niż zazwyczaj, więc jeśli macie więcej czasu to polecam się wygodnie rozsiąść i otworzyć sobotnie piwko
    Sporo zdjęć, nawet jak na sobotnie WINO. Nawet dwa, góra czy
    Tylko dziewczyn mało. Po winie to mogą mieć nawet krzywe nogi

  16. #36

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    109

    Domyślnie

    Zdjęcia pewnie lustrzanką a jak wszyscy wiedzą lustro to szkło, a szkło zakrzywia światło to i wiadomo dlaczego nogi się zakrzwiły
    mcxmcx likes this.

  17. #37
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez lelek7 Zobacz posta
    Zdjęcia pewnie lustrzanką a jak wszyscy wiedzą lustro to szkło, a szkło zakrzywia światło to i wiadomo dlaczego nogi się zakrzwiły
    Chciałbym, żeby tak było, ale to bezlusterkowiec Koledze Kubie natomiast polecam w takim wypadku jakieś pisemka dla panów, a nie relacje podróżnicze
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  18. #38

    Dołączył
    Jan 2017

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Nagano Zobacz posta
    Chciałbym, żeby tak było, ale to bezlusterkowiec Koledze Kubie natomiast polecam w takim wypadku jakieś pisemka dla panów, a nie relacje podróżnicze
    Wiesz, pisemka dla panów są fajne ale fałszywe.

    Ja przykładowo obok konsulatu w Mcr lube do takiej budy z jedzeniem chińskim chodzić.

    Kelnerki (dwie) mają tak krzywe nogi, że aż miło popatrzeć na 15 cm przerwy przy kolanach

  19. #39
    Awatar Nagano

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    LCJ/EPLL - Łódź

    Domyślnie

    Dzień 7

    Poprzedniego dnia widzieliśmy wiele wspaniałych rzeczy, ale teraz był czas, żeby znowu wyściubić nosa poza Osakę. W ten słoneczny, wręcz upalny dzień na naszą rozkładówkę trafiła Nara, pierwsza stolica Japonii. Miasto to jest znacznie mniejsze od Osaki i Kioto posiadając tylko 360 tys. mieszkańców. Zdecydowanie nie czuć tu wielkomiejskiego wyścigu, a raczej spokojne egzystowanie z naturą, która jest tu bardzo ważnym punktem, ale po kolei!

    Z samego rana udaliśmy się pociągiem do Kintetsu Nara, stacji kolejowej położonej w pobliżu Nara Park. Na stacji stało kilka dziwnych automatów, jeden z torebkami, drugi z parasolkami, a trzeci z pokrojonymi jabłkami



    Po przejrzeniu całkiem dokładnych, interaktywnych mapek dostępnych w angielskiej wersji językowej udaliśmy się wyjściem prosto do parku Nara, w którym każdy miłośnik zwierząt się odnajdzie. Jest tu kilkanaście świątyń, a także setki, jeśli nie tysiące jeleni wschodnich Sika.

    Jeszcze przed wejściem do parku pojawiają się pierwsze osobniki. Cwane czekają przy stoisku z waflami Można je karmić tylko trzeba takie przekąski kupować z tych małych stanowisk. Nie wolno im dawać swojego jedzenia.




    Najpierw odbiliśmy jednak w bok odwiedzić, a jakże, świątynie. Na początek Kofoku-Ji.



    Z przeciwnej strony zbierało się dużo ludzi, szykowała się jakaś uroczystość.



    Na odgrodzonym od turystów terenie znalazło się wielu Japończyków, którzy świętowali kolejny etap odbudowy świątyni, a konkretnie odsłonięcie złotych wykończeń dachu.





    Nie zakłócaliśmy tej podniosłej chwili i poszliśmy dalej częstować jelonki krakersami







    Pierwsza tura zrobiona Resztę paszy zostawiliśmy sobie na dalsze wygłodniałe hordy.

    Posuwaliśmy się w głąb parku. Dało się zobaczyć tradycyjną zabudowę czyli świątynie, torii czy drewniane domy.





    Każde miejsce jest dobre na odpoczynek



    Większość jeleni ma odcięte poroże, nawet trafiliśmy na jakieś święto przycinania rogów. W parku jednak zobaczyliśmy takiego osobnika, który chyba długo się ukrywał Biorąc jednak pod uwagę, że czasami byki uderzają w człowieka "z barana" wymuszając jedzenie (sam tego doświadczyłem) to mogłoby się to skończyć jakąś kontuzją.







    Czas na kolejną porę karmienia Łanie w parku są nauczone kłaniać się ludziom, aby dostały jedzenie. Gdy wyjmiecie krakersy to już koniec, obejdą was z każdej strony i będą podszczypywać Trzeba pamiętać, żeby rozdzielać po równo i podnieść ręce do góry dając im znak, że już się skończyły.







    Idąc dalej główną aleją trafiliśmy na młodą parę





    Kolejne schody w górę, do kolejnej świątyni.









    Czyżby "Biały tydzień" w wersji japońskiej?



    Sporo było ceremonii tego dnia. Tym razem uroczystość podobna do naszych chrzcin".



    Zaczęliśmy trochę zbaczać z kursu



    Chłodzenie elementów kopytnych



    Ostatnie zdjęcie z Nary - łanie i byk



    Spędziliśmy tu kilka godzin, ale czas wracać do Osaki.

    BONUS 1





    BONUS 2
    Nasz papież w telewizji Widać po reportażu, że do dzisiaj wspominają jego wizytę w Japonii.



    BONUS 3
    Wieczorem poszliśmy sobie trochę pofolgować na miasto. Co prawda to była niedziela i Japończycy szykowali się do pracy, ale udało nam się znaleźć lokal otwarty do 26:00



    Cdn.
    dak04, Rafal, Adik_s and 12 others like this.
    "Podoba mi się, w jaki sposób Łódź wygląda w dzień, i jak prezentuje się w nocy. Łódź sprawiła, że zacząłem marzyć"
    David Lynch

  20. #40
    Awatar kaspric

    Dołączył
    May 2012

    Domyślnie


    Polecamy

    Widzę, że jednak strofy Kuby trochę podziałały . Chińskie kąski całkiem smakowite

Strona 2 z 3 PierwszyPierwszy 1 2 3 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •