Pokaż wyniki od 1 do 13 z 13
Like Tree44Likes
  • 19 Post By b79
  • 1 Post By shiver
  • 2 Post By b79
  • 8 Post By b79
  • 11 Post By b79
  • 1 Post By mapa
  • 2 Post By mcxmcx

Wątek: Szkocja trasą North Coast 500

  1. #1
    b79
    b79 jest nieaktywny

    Dołączył
    Mar 2015

    Domyślnie Szkocja trasą North Coast 500


    Polecamy



    Na początku lipca tego roku zacząłem zastanawiać się, gdzie na wakacje pojechać. Z przyczyn obiektywnych wybór dosyć szybko ograniczyłem do kierunków przewiewno-północnych. O tej porze w Warszawie - od kilku zresztą już lat – jest tak wściekle gorąco, że jedyne o czym człowiek marzy, to niższa temperatura. A że na półce, w wyniku poczynionej rok wcześniej inwestycji, stał już przewodnik z włochatą, szkocką krową zerkającą z okładki, wybór dosyć szybko sprecyzowałem. Szkocja.

    Bilety kupiłem na sierpień, na 8 dni. Połączenie Modlin – Londyn Stansted – Edynburg i taki też powrót. Założyłem tygodniowy objazd wokół Szkocji oraz jeden, ostatni dzień na stolicę. Zupełnie nieświadomie, kierując się najlepszą ceną, bilety kupiłem przez pośrednika kiwi.com (403 zł/os), a nie bezpośrednio od Ryana. Gdy już zbliżał się termin wylotu (14.08), a przypominam że był to czas strajków w Ryanair, nastąpiło skumulowanie się problemów. No bo czytałem, że np. samoloty nie lądowały na Stansted (burze), a to właśnie strajki , no i coś, co dopiero zauważyłem – rzadko który samolot do Londynu startował z Modlina o czasie. I nie były to obsuwy rzędu 30 minut, a często 2-3 godzinne. Biorąc pod uwagę, że na przesiadkę na Stansted miałem 2 godziny, zacząłem się trochę stresować.
    Wylot nastąpił z ponad godzinnym opóźnieniem. Na miejscu wciąż pozostawała godzina na przesiadkę, więc z optymizmem podchodziłem do problemu. Najpierw odprawa po przylocie, uznałem że najszybciej będzie w kolejce do automatycznego skanowania paszportu. Potem kolejka do ponownej odprawy na nowy lot, a tu pech, bo żony bagaż zjechał na bocznicę do przeszukania. Znowu strata czasu. Kolejny etap, który irytuje mnie na tym lotnisku, to slalom przez sklepy. Nie da się skrócić trasy, trzeba zaliczyć wszystkie powierzchnie handlowe. Potem pociąg z dojazdem pod gate i… zabrakło kilka minut. Godzina na przesiadkę okazała się zbyt krótkim czasem. Wracam teraz do nieświadomego wyboru zakupu biletu przez kiwi.com – okazało się, że każdy kupiony u nich lot jest ubezpieczony, za niewykorzystany odcinek dostaliśmy zwrot kasy. Nie wiem jakby wyglądała procedura wyszukania nam lotu zastępczego. Na całe szczęście na etapie obserwacji regularnych opóźnień lotów do Londynu zaryzykowałem i kupiłem w ciemno drugi, późniejszy przelot EasyJetem do Edynburga. I opłaciło się. Straciliśmy 3 godziny, ale nie cały dzień, zyskaliśmy historię do opowiedzenia.






    W Edynburgu wylądowaliśmy po godzinie 20. Samochód zamówiłem w Keddy by Europcar. Miało być 250 funtów depozytu na karcie, a na miejscu mówią 700. I że to wina Ryan Air, które wprowadziło mnie w błąd. Nic z tym fantem nie mogłem zrobić, trzeba było taką kwotę zablokować na karcie debetowej.
    Do Stirling, gdzie mieliśmy zabookowany nocleg przez airbnb (większość noclegów przez tę platformę – w drogiej Szkocji ta forma jest najtańsza, a na standard nie można narzekać) dotarliśmy około północy.

    Mapa naszej trasy po Szkocji: 7 dni objazd plus jeden dzień na Edynburg, w sumie 1992 km.




    Dzień I
    Stirling – Kilchurn Castle – Wąwóz Glencoe – Dornie

    Dzień rozpoczęliśmy od głównej atrakcji miasta, czyli zamku w Stirling. Powiem szczerze, że nie zrobił na mnie jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Zapamiętam przede wszystkim widok z murów na stojący w oddali na wzgórzu monument Williama Wallacea wzniesiony z inicjatywy miejscowej ludności ku czci swojego bohatera narodowego (film Braveheat mniej lub bardziej poprawnie opowiadał historię jego życia).














    Obok zamku znajduje się kościół Holy Rude z bardzo klimatycznym cmentarzem. Jak się okaże podaczas podróży po Szkocji, cmentarze mają wyjątkowe, każdy stanowił mroczną atrakcję.






    Udaliśmy się drogę, w kierunku północno zachodnim. Końcowym celem tego dnia miało być miasteczko Dornie, leżące raptem kilka kilometrów od najsłynniejszej szkockiej wyspy Skye. Po drodze czekały na nas liczne atrakcje. Jechaliśmy przez park Loch Lomond, gdzie zatrzymaliśmy się nad jeziorem.




    Następnie udaliśmy się do ruin zamku Kilchurn Castle. Wymagało to nadrobienia ok. 45km, ale absolutnie warto. Nadszarpnięte zębem czasu zamki, z leżącymi opodal klimatycznymi cmentarzami, zatopione we mgle, notorycznie smagane deszczem, otoczone soczystą zielenią stanowią chyba główną wizytówkę tego górzystego kraju i są po prostu wyjątkowe. Kilchurn Castle idealnie wpasowuje się w ten opis.






    Wróciliśmy na naszą drogę zmierzająca na północ i udaliśmy się w stronę wąwozu Glen Coe. Skusiliśmy się, by jeszcze raz zboczyć z głównego traktu, tym razem odwiedziliśmy miejsce, gdzie sam James Bond wraz z M. zaszczycił miejsce podaczas kręceniu filmu Skyfall. Oczywiście padało. I wiało.

    Wąwóz Glen Coe można zwiedzać, są tam wytyczone trasy spacerowe. Niestety podróż od punktu A do B ma to do siebie, że mając określony limit czasu trzeba dokonywać wyborów. Musieliśmy przemieszczać się dalej. Raz że padało, dwa że optymistyczne plany wykorzystania czasu jak zwykle nie sprawdziły się. Byliśmy już mocno spóźnieni, a to była dopiero połowa drogi. Ale… podziwianie Szkocji z perspektywy auta też jest atrakcją. Północny region Szkocji – Highland – wygląda dokładnie tak, jak ma się wyobrażenie o tym kraju. I jeśli tylko kocha się północne klimaty, zielone wzgórza i zroszone trawy, nikt nie będzie zawiedziony.
















    Tuż przed godziną 21 dotarliśmy do miasteczka Dornie, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg (Caberfeidh Guest House – polecam, przytulnie i ciepło). Niestety, pogoda za oknem, jak i zmęczenie, skutecznie zniechęciły nas do podjęcia wysiłku związanego ze spacerem do miejscowego baru.


    Dzień II
    Eilean Donan Castle – Sligachan – Kilt Rock – Quiraing / wyspa Skye

    Główną atrakcją Dornie jest zamek Eilean Donan. Mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że piękniejszego w Szkocji nie widzieliśmy. Najpierw jednak pochwalić muszę świetne szkockie śniadanie w naszym Caberfeidh Guest House. Obowiązkowa owsianka z miodem, a potem już tylko na tłusto. Bekony, jajka, fasolki, tosty i inne kalorie. Ale w takim klimacie można, trzeba!

    Wspomniany na wstępie zamek pochodzi z 1220r., na początku ubiegłego wieku został zrekonstruowany. Dzięki czemu jest w pełni fukncjonalny i robi tak duże wrażenie. Stanowi prywatną własność szkockiej rodziny. Położony na małej wyspie, na którą można dostać się po kamiennym moście. Sama lokalizacja jest bajeczna, a jeszcze z okazji naszej wizyty słońce wyszło i akcentowało swoją obecność aż do godzin popołudniowych.








    Eilean Donan można zwiedzać oczywiście również wewnątrz, ale obowiązuje zakaz fotografowania. Po ilości turystów stwierdzić można, że stanowi jedną zgłównych atrakcji w kraju, a na pewno obowiązkowy przystanek w drodze na Skye.

    Wjazd na wyspę odbywa się zbudowanym dopiero w latach 90 mostem. Wcześniej dostęp możliwy był tylko z wykorzystaniem przeprawy promowej, co zapewne ograniczało ilość docierających tu turystów. A co takiego ciekawego jest na Skye? Szkocja jaką znamy z pocztówek. Góry, strumyki, klify, piękne zielone trasy widokowe.




    Zaczynamy od małej miejscowości Sligachan, która słynie z kamiennego mostu rozpostartego nad strumieniem bijącym prosto z gór Cuillin. Jest też obok całkiem duża knajpa, więc to dobra okazja na przerwę na kawę.






    Następnie jedziemy wzdłuż wschodniego wybrzeża, przez miejscowość Portree gdzie mamy nocleg, aż do północnej części wyspy. Zatrzymujemy się w Kilt Rock, podziwiamy wodospad spływający z klifu wprost do morza, jak i korzystamy z popularnych w Szkocjach przekąsek serwowanych z budek. Tym razem buła z wysmażonym bekonem, w tle przygrywał nam grajek na dudach.








    Zastrzyk energetyczny był bardzo wskazany, ponieważ kolejnym punktem programu był trekking na Quiraing. Jest to niezwykle popularna trasa widokowa. Jeśli myślisz Szkocja i masz w pamięci obrazek wijącej się poprzez zielone wzgórza trasy widokowej, z dalszym widokiem na morze, a bliższym na pasące się owce, to tak – to jest właśnie to miejsce.


















    Niestety w drodze powrotnej pogoda diametralnie zmieniła się, zaczęło padać. Poziom przemoknięcia wynosił 100%, łącznie ze skarpetkami w wodoszczelnych butach. I tym oto sposobem pozostało nam tylko dotrzeć bazy noclegowej i zregenerować się przed następnym dniem.


    Dzień III
    Fairy Glen – Nest Point / Skye – Plockton – Apllecross

    Trzeciego dnia stwierdziłem – nauczony doświadczeniem – że tutaj chyba rano zawsze pada. Ale od około godziny 9 zaczyna się przejaśniać. Tak było i tym razem.
    W planach był kolejny trekking, tym razem krótszy na The Storr. To kolejna pocztówkowa atrakcja, bardzo charakterystyczna formacja skalna. Z racji na wspomnianą wcześniej niepewną pogodę niestety z bólem serca pominęliśmy ten punkt (widzieliśmy skały dzień wcześniej tylko z poziomu drogi) i dzień zaczęliśmy od obejrzenia Fairy Glen. To bardzo ciekawe w formę kaskadowe pagórki (soczysto zielone), niektóre zwieńczone bazaltowymi skałkami.








    Jako że pogoda cały czas była niepewna, postanowiliśmy udać się na zachodnią stronę wyspy. Celowo wybrałem na przejazd drogę B885, ponieważ nie jest główna, a to zwiastowało szansę na ładne widoczki. I owce, dużo owiec.










    Dojeżdżamy na najdalej wysunięty zachodni cypel wyspy, Nest Point. Znajduje się tu latarnia morska, do której wiedzie całkiem sympatyczna trasa widokowa. Obowiązkowe podziwianie klifów, jak i pasących się owiec. Udało się wstrzelić w okno pogodowe (raptem tylko wiało).
















    Na wyspie Skye do zobaczenia jest dużo więcej, łącznie z zamkiem jak i piaszczystą plażą, ale ten dzień był zdecydowanie najbardziej dżdżysty z całego pobytu. Opuszczamy wyspę i udajemy się do rybackiej miejscowości Plockton, w której zamierzamy coś zjeść.








    Ledwie opuściliśmy Skye, a pojawiło się słońce. To musi być jednak jakiś mikroklimat tej wyspy – w końcu są tam góry, a dookoła wszędzie woda. W Plockton witały nas tęcze oraz duża ilość łódek leniwie kołyszących się na wodach zatoki. Z odnalezieniem knajpy wcale nie było tak łatwo. Albo przerwa, albo podejrzanie pusto, albo cały lokal zajęty (rezerwacja na imprezę). Ale w końcu udało się zjeść chyba must eat w Szkocji: haddock z frytkami (łupacz w wersji fish and chips) oraz haggis (podroby owcze przypominające konsystencją kaszankę).






    Posileni ruszyliśmy dalej wzdłuż zatoki. To niby tylko 60km od bazy noclegowej, ale czekało nas Applecross, czyli trasa biegnąca przez góry, co kazało zakładać nawet 2 godziny na przeprawę. Droga otwarta jest tylko w warunkach letnich. Wije się serpentynami na wyskość 600m. W pewnym momencie zaczęła się tak gęsta mgła, że widoczność ograniczyła się do kilkunastu metrów, a temperatura spadła do raptem 4 stopni. Na samej górze jest punkt widokowy, ale jedyne co dojrzałem, to stacjonujące tam dwa kampery. Po chwili jednak zostaliśmy wprawieni w osłupienie. Obok drogi zupełnie nieskrępowanie przechadzały się sarenki i jelenie. Nasza obecność w ogóle ich nie stresowała. Jeszcze większe zdziwienie przeżyliśmy zjeżdżając do poziomu morza, w miejscowości Applecross. Jelenie odpoczywały tu w warunkach miejskich. Można była do nich podejść, próbować nakarmić. Są chyba tak przyzwyczajone do ludzi, że traktują ich jako naturalnych sąsiadów.













    merol777, shiver, Darecki and 16 others like this.
    An24, Tu134, Tu154M, Ił62M, Ił86, A319, A320, A321, A330, A380, B727, B737, B747, B757, B777, E170, E175, E190, ATR72, DH8 Q400, Q100, Fokker 100, MD 82

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Muszę powiedzieć, że Twoje relacje należą do moich ulubionych na tym forum. Kierunek świetny, z Waszej trasy część było mi dane zobaczyć i zarówno Glasgow, Edynburg jak i Loch Lomond, Glen Coe i cały klimat szkockich bezdroży wspominam bardzo miło. Czekam na ciąg dalszy.

    Cieszę się, że Kiwi nie dało ciała, bo sam jestem ciekaw czy to działa, czy olewają pasażera w razie problemów.
    b79 likes this.

  3. #3
    b79
    b79 jest nieaktywny

    Dołączył
    Mar 2015

    Domyślnie

    No Kiwi bardzo na plus. Zadzwoniłem z lotniska, od razu chcieli szukać nowego połączenia. Nie było problemu z informacją, że bilet już mam i tylko proszę o zwrot kasy. Była na koncie już po 10 dniach od zgłoszenia. Wyszedłem na tym +60zł dopłaty, ale EasyJest bardzo na plus. Ile tam miejsca na nogi
    shiver and Machoni like this.
    An24, Tu134, Tu154M, Ił62M, Ił86, A319, A320, A321, A330, A380, B727, B737, B747, B757, B777, E170, E175, E190, ATR72, DH8 Q400, Q100, Fokker 100, MD 82

  4. #4

    Dołączył
    Oct 2011

    Domyślnie

    Wow, fantastyczne klimaty ale baaardzo przypominające północną Islandię! Mogę zrozumieć, że dla Szkota wakacje na Islandii to żadna atrakcja

  5. #5

    Dołączył
    Jan 2017

    Domyślnie

    Szkocja! Byłem tam 4 razy. A wspomniane NC500 zrobiłem dwukrotnie: pierwszy raz motocyklem z Polski w 2016 a drugi w tym roku samochodem (wynajętym na miejscu).
    Szkocja jest przepiękna! O ile jest pogoda .
    Czekam na dalszą relację!

  6. #6
    Moderator
    Awatar frik

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBC/EPWA/EPMM

    Domyślnie

    Twoje relacje są świetne i inspirujące. Ale żeby być na Skye i nie napić się żadnej whisky?!
    Quidquid latine dictum sit, videtur sapiens.


  7. #7
    b79
    b79 jest nieaktywny

    Dołączył
    Mar 2015

    Domyślnie

    @hiszpan2007 - tylko północ Szkocji zbliża się pod względem widoków do Islandii. Też jest pusto, sporo owiec, no i siąpi deszcz. Zdecydowana większość kraju to jednak zieleń, a nawet piękne iglaste lasy.


    @frik - odwieczny problem kierowcy, do tego w takim zagłębiu alkoholowym. Byliśmy w destylarni, ale na prawdziwą degustację mogłem pozwolić sobie dopiero ostatniego dnia, w Edynburgu.
    An24, Tu134, Tu154M, Ił62M, Ił86, A319, A320, A321, A330, A380, B727, B737, B747, B757, B777, E170, E175, E190, ATR72, DH8 Q400, Q100, Fokker 100, MD 82

  8. #8
    Awatar Rocko Silento

    Dołączył
    Jan 2012
    Mieszka w
    Between EPMI & EPSC

    Domyślnie

    Piękne.


  9. #9
    b79
    b79 jest nieaktywny

    Dołączył
    Mar 2015

    Domyślnie

    Dzień IV
    Trasa North Coast 500 / Ardvreck Castle – Durness – Thurso


    Nocleg mieliśmy na zupełnym odludziu (3km za Applecross - Hartfield House z booking), co miało swój smaczek, gdyż zaowocowało poranną wizytą na pięknie położonym cmentarzu z widokiem na morze (Clachan).





    Tego dnia zrobiliśmy ponad 420km, co przyznaję, było trochę zbyt wyśrubowanym wynikiem. Pod wieczór czułem już zmęczenie, a rytmicznie poruszające się wycieraczki bynajmniej nie otrzeźwiają. Czym dalej na północ, tym coraz większe pustkowia. W pewnym momencie częściej owce mijaliśmy niż inne auta.





    Początkowo przemierzaliśmy wzdluż zachodniego wybrzeża Szkocji. Droga wiła się wzdłuż linii brzegowej, no i wreszcie zaczęliśmy mijać Szkocką rasę wyżynną, czyli charakterystyczną włochatą krowę.





    Nasz hotel nie przewidywał śniadania, tak więc w pierwszej większej miejscowości – padło na Shieldaig – zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze na kawę oraz tosty z topionym serem oraz fasolką. Rewelacja.




















    Krajobraz z dalszej części drogi to oświetlone słońcem jeziora, lasy, znowu morze aż wreszcie dotarliśmy na złotopiaszczystą plażę (Gruinard beach). Zrobiła wrażenie, ponieważ gdyby tak podwoić aktualną temperaturę (a było 15 st., słonecznie), można by pomyśleć, że to jakaś południowa wyspa przeniesiona do Szkocji. Takich małych piaszczystych plaż jest w północnej części kraju znacznie więcej, ale żeby dotrzeć do niektórych, należałoby znacznie nadłożyć drogi. Albo skupić się na eksploracji krótszych odcinków.














    Naszym następnym większym przystankiem były ruiny zamku Ardvreck. Klasyczna, nadszarpnięta przez ząb czasu budowla (z 1590 r.), której nie można odmówić uroku. Obiekt, jak głosi legenda, jest nawiedzony przez ducha młodej dziewczyny. Jest to cena za powstanie tego zamku, gdyż powstał on dzięki wsparciu sił diabelskich, które oczywiście upomniały się o zapłatę w postaci opętania córki miejscowego wodza. Młoda dziewczyna do tej pory bywa widywana na okolicznej plaży. Upiorności miejsca dodają jeszcze ruiny okolicznego domu Calda House (z 1726 r.).




















    Za miejscowością Unapool zaczęły się prawdziwe pustkowia. Otwarte przestrzenie, znaki sugerujące ograniczenie prędkości z racji na owce, teren pagórkowaty, lekko mglista aura.


























    Dotarliśmy tak aż na północny kraniec Szkocji, do miescowości Durness. Warto być świadomym, że w tej okolicy stacje benzynowe to rzadkość. Następna całodoba znajduje się dopiero w miejscowości Thurso (115km). Po drodze mijamy kolejne urocze plaże. Niestety deszcz rozpadał się już na dobre i tylko z rzadka odpuszczał.











    Widoki wzdłuż północnego wybrzeża przypominają trochę Islandię. Droga wije się poprzez skaliste, ciągnąłe się po horyzont puste przestrzenie. Częściej niż domy można tu spotkać owcę lub włochatą krowę. Do naszego miejsca noclegowego w miejscowości Scrabster dotarliśmy dopiero o 21.30, gdy było już zupełnie ciemno.






















    Dzień V
    Duncansby Head – Bucholie Castle - Old Keiss Castle - Urquhart Castle – Inverness


    Noc spędziliśmy w malutkim portowym miasteczku z widokiem na zatokę i miasto Thurso w oddali. Dzień zapowiadał się pięknie, gdyż już od świtu świeciło słońce. Pierwsze od czego musieliśmy zaczać to a) zakupy (Tesco – pełno w Szkocji) b) zatankowanie (dojechałem dzień wcześniej na oparach).














    Jedziemy kilkanaście kilometrów do Duncansby Head, czyli północno-wschodniego cypla znanego z klifów, dwóch stożków sterczących ponad poziom morza oraz ptasich gniazd ulokowanych na skalnych półkach. Przy odrobinie szczęścia można tu spotkać maskonury oraz foki. Całości pejzażu dopełniają przechadzające się owce. Miejsce nawet na pół dnia spacerowania, ale tyle czasu nie mamy.


























    Na google maps wypatrzyłem ruiny zamku Bucholie znajdującego się nad samym brzegiem morza. Żeby tam dotrzeć, najpierw musiliśmy skręcić w zarośniętą trawami drogę, a potem jeszcze iść spacerkiem przez pola przeskakując co i raz przez ogrodzenia z drutu wyznaczające (chyba) działki pod wypas owiec. Miejsce okazało się faktycznie ruiną zamku, ale niesamowicie zlokalizowaną – na skale nad samym morzem. No i kolejny plus: byliśmy tam zupełnie sami.














    Kolejny wypatrzony zamek Old Keiss okazał się zupełnie niedostępny. Znajdował się na prywatnej posesji, obok nie mniej imponującego domostwa. Nie udało się podejść, ale udało podlecieć dronem. Piękna wieża, oczywiście sypiąca się już, ale również znajdująca się na klifie nad samym brzegiem morza (materiał z drona wpleciony jest w mój film).





    Lecimy dalej na południe, wzdłuż wschodniego wybrzeża Morza Północnego. Po drodze atrakcji do zatrzymania się jest sporo, ale nie mamy na to czasu. Musimy dotrzeć do kolejnego zamku znajdującego się nad jeziorem Loch Ness.











    Tym też sposobem dopełniamy praktycznie całą trasę North Coast 500, która biegnie od Applecross przez północne wybrzeże Szkocji, miasta Durness , Thurso, wzdłuż wschodniej linii brzegowej, miejscowość Inverness na południu (będziemy mieli tu nocleg) i wraca do Applecross. Spokojny objazd na 3-4 dni, ale my mamy większą pętlę, bo z Edynburga.





    Zamek Urquhart znajduje się nad słynnym Loch Ness. Jak powszechnie wiadomo, gdzieś w okolicy ukrywa się potwór, którego prawdopodobnie nikt nie widział, ale jako produkt marketingowy legenda sprzedaje się świetnie.





    Jezioro jest naprawdę duże, ciągnie się na 37km. Wyzwaniem jest zejście nad brzeg, gdyż linia brzegowa jest albo ogrodzona, albo bardzo ciężko dostępna. Tak więc ostatnim punktem naszego dnia było zwiedzanie ruin zamku, pięknie położonego, a potem odpoczynek nad brzegiem jeziora i uważne wpatrywanie się w taflę wody. A nuż jakaś potworza głowa wyjrzy?


















    Pyskówki i wycieczki osobiste do innych użytkowników łamią podstawowe zasady kultury osobistej. Jeżeli nie dostosujesz się do nich, otrzymasz ostrzeżenie zgodnie z par. 1.1. Regulaminu forum.
    Ostatnio edytowane przez b79 ; 23-11-2018 o 10:25 Powód: linki
    frik, walusinsky, Rafal and 5 others like this.
    An24, Tu134, Tu154M, Ił62M, Ił86, A319, A320, A321, A330, A380, B727, B737, B747, B757, B777, E170, E175, E190, ATR72, DH8 Q400, Q100, Fokker 100, MD 82

  10. #10
    Awatar Wamo

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Przepiękne kolory i widoki!

  11. #11
    b79
    b79 jest nieaktywny

    Dołączył
    Mar 2015

    Domyślnie

    Dzień VI
    Dallas Dhu Historic Distillery - Spynie Palace- Elgin - Balvenie Castle - Cairngorms National Park - Dunnottar Castle – Johnshaven – Anstruther


    Czas na zwiedzanie destylarnii. Wybór padł na niedziałający już obiekt Dallas Dhu Historic Distillery. W Szkocji destylarni jest mnóstwo, często widać je z drogi. W większości przypadków można je odwiedzać, są organizowane wycieczki, gdzie z bliska ogląda się kolejne etapy powstawania tzw. rudej wódy pędzonej na myszach. Jest oczywiście też przyzakładowy sklepik z gotowymi specjałami. Nasz wybór padł akurat na tę właśnie destylarnie z prostego powodu. Przez cały pobyt mieliśmy tzw. Scotland Pass (są wersje 3 oraz 7-dniowe) umożliwiający w ramach jednej opłaty wstęp do szeregu atrakcji turystycznych, w tym właśnie do destylarni Dallas Dhu. Zwiedzanie odbywa się z wykorzystaniem słuchawki z audioguidem, a na koniec na każdego czeka shot whiskey.











    Jedziemy teraz do trzech zlokalizowanych w bliskiej od siebie odległości miejsc: najpierw oglądamy ruiny pałacu Spynie, potem w mieście Elgin podziwiamy ruiny średniowiecznej katedry, na koniec zamek Balvenie.








    Największe wrażenie zrobiły ruiny XIII w. katedry. Zachowały się raptem niecały szkielet obiektu oraz wieże. No i oczywiście cmenatarz. Ale i tak zachowane resztki działały na wyobraźnię.











    Ostatnia atrakcja, Balvenie Castle, znajduje się obok obleganej turystycznie destylarni. Z zewnątrz wydawała się ciekawa, na pewno ładniejsza od tej poprzedniej. Generalnie tereny od Inverness na południe wyglądają zupełnie inaczej niż północ Szkocji. Sporo zieleni, tereny raczej równinne (oprócz Parku Cairngorms), pola uprawne, a jak rosną zboża to i od razu muszą być destylarnie.








    Nasza dalsza droga przebiegała przez wspomniany Park Narodowy Cairngorms. Najwyższe tutejsze szczyty mają nawet 1300m, tak więc park może być atrakcją na dłuższy pobyt. My tylko przecinamy jego północno wschodni kraniec, widzimy trochę górek dookoła oraz wyciągi narciarskie.





    Po drodze jest też kolejny zamek Corgarff, którego nie decydujemy się zwiedzać (czas!), ale o tyle ciekawa to budowla, że pełniła funkcję wartowni. Tak też wygląda z daleka.











    Pędzimy do wschodniego wybrzeża, poniważ zamek do którego zmierzamy otwarty jest tylko do 17.30. Do Dunnottar Castle dojeżdżamy 45 minut przed zamknięciem. Obok Eilean Donan jest to drugi, moim skromnym zdaniem, najciekawszy obiekt w Szkocji. To nawet nie jest zamek, to mała osada bajecznie obsadzona na niedostępnej skarpie nad samym brzegiem morza. Nasza trasa tego dnia celowo wiodła przez wschodnie wybrzeże, ponieważ zamek miał być główną atrakcją. I zdecydowanie był!

















    Zadowoleni udaliśmy na południe, jadąc wzdłuż Morza Północnego. Postanowiliśmy zatrzymać się w jakiejś małej mieścinie i posiedzieć nad morzem, gdzie będę mógł nagrać trochę materiału filmowego z drona. Wybór padł na Johnshaven. Puste, ładne miasteczko, kamienna plaża i czaplowate brodzące w morzu.








    Dalsza droga to już kurs obrany na nasze miasto noclegowe, Anstruther na półwyspie Fife. Po drodze mijaliśmy duże, czwarte co do wielkości miasto Szkocji – Dundee. Do celu dotarliśmy o zmroku.










    Dzień VII
    St Andrews – Edynburg


    Noc spędziliśmy w domu całym dla nas. Właścicielki nie było, wyjechała. Klucz przekazała sąsiadka. Plus taki, że byliśmy sami. Minus jednak większy – miało być śniadanie (a było w cenie), a nie było komu go przygotować. Dzień rozpoczęliśmy od poszukiwania baru w portowej części miasta. No ale te ich śniadania w knajpkach tj. tosty, owsianka, jaja sadzone, fasolka… są jak dla mnie świetne. Tak oto minus stał się plusem.











    Poprzedniego dnia przejeżdżaliśmy przez St. Andrews, ale było zbyt późno na zwiedzanie. Tak więc teraz musilieśmy cofnąć się 15km i zwiedziliśmy ruiny zespołu katedralnego. Kolejne piękne miejsce na mapie Szkocji. W czasach świetności musiało robić niemałe wrażenie.











    W Edynburgu ostatni nocleg mieliśmy bliżej lotniska niż centrum miasta. Właścicielka nie robiła problemu, gdy już o godzinie 11 zameldowaliśmy się. Zostawiliśmy samochód (wreszcie, człowiek nie wielbłąd!) i do centrum pojechaliśmy autobusem piętrowym. Nie wiedziałem, że bilet u kierowcy można kupić tylko za pomocą bilonu. Nie byłem na to przygotowany, ale kierowca wziął nas na słowo, że zapłacimy w drodze powrotnej.











    Edynburg jest zdecydowanie turystycznym miastem. Ulice są gwarne, puby pełne ludzi, a samo centrum pełne ulicznych artystów i wszelkiej maści publicznych zabawiaczy.

















    Zamek, tak jak ten w Strirling, nie powalił mnie. Na plus piękna panorama miasta, cała reszta bez historii. Jest tłoczno.





























    Wypatrzyliśmy w przewodniku cmentarz z fajną historią. Po drodze idziemy najpopularniejszą ulicą Royal Mile, a także odwiedzamy drugi już tego dnia pub. Z przyjemnością testuję różnice między 8, a 12 letnią whiskey. Wiek robi różnicę!








    Docieramy na cmentarz Greyfriars Kirkyard. Chyba najpopularniejsza nekropolia w Edynburgu. I nie chodzi nawet o aspekt czysto historyczny, a o fakt udokumentowanych nawiedzeń. Zacznijmy od tego, że w 1999 pewien bezdomny włamał się do grobowca Mackenziego, XVII wiecznego prawnika-sadysty odpowiedzialnego za śmierć setek osób. Bezdomny jako materac wybrał starą trumnę, która załamała się pod nim. Zmącony spokój oprawcy sprzed 200 lat według wierzeń mieszkańców miasta skutkuje licznymi przypadkami zasłabnięć ludzi odwiedzających ten cmentarz (ok. 170 przypadków), jak i bezpośrednich ataków zjawy (500 przypadków) kończących się widocznymi na ciele ranami! Nas niestety nikt nie chciał doświadczyć. Być może wypiliśmy za mało whiskey.











    Wracamy do centrum miasta. Pod drodze kolejna knajpa i coś na ząb. Danie narodowe Szkotów, zupa rybna cullen skink. Wędzony łupacz, cebula, ziemniaki, mleko. Tak, opis wydaje się dziwny, ale to naprawdę dobra, gęsta i sycąca zupa.

















    Naszym celem jest główny obiekt sakralny w Szkocji, XIV wieczna katedra św. Idziego. Piękny, klimatyczny gotyk.











    Przemierzamy do wschodniej części miasta, do jednego z dwóch wygasłych stożków wulkanicznych znajdujących się w Edynburgu. Wybieramy ten bliższy, tj. Calton Hill. Tak jak i z zamku, tak stąd rozpościera się panorama, tyle że na przeciwną stronę miasta.








    Na koniec, wieczorem już, udajemy się spacerem ulicą Rose, pełną knajpek i pubów. Tym razem piwo i przed godz. 22 wsiadamy w bus, który zawozi nas do naszej noclegowni.

















    Nastęnego dnia już bez żadnych problemów opuszczamy Edynburg, przesiadamy się w Londynie i późnym popołudniem meldujemy w Modlinie.





    Koniec. Było warto!
    shiver, Wamo, megaloman and 8 others like this.
    An24, Tu134, Tu154M, Ił62M, Ił86, A319, A320, A321, A330, A380, B727, B737, B747, B757, B777, E170, E175, E190, ATR72, DH8 Q400, Q100, Fokker 100, MD 82

  12. #12
    Awatar mapa

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    WRO

    Domyślnie

    Świetna relacja i wspaniałe zdjęcia. To jest jednak fantastyczna kraina...
    Jedna tylko drobna uwaga - w Szkocji pije się whisky, a w US i ewentualnie w Irlandii whiskey
    b79 likes this.

  13. #13

    Dołączył
    Jan 2017

    Domyślnie


    Polecamy

    Bardzo ładnie opisane trochę za zamkiem przy Loch Ness mój ulubiony samochód zechciał ściąć ząbki w paski rozrządu, i stanęliśmy tam na 5 godzin.

    Dzieci z całych wakacji, ze śniegiem etc właśnie holowanie, hotel i powrót do domu z pomocą drogowa uznały za najlepszą atrakcje ferii

    A gdybyś chciał porobić fajne widoki z drona w przyszłości, to od Hull w górę jest bardzo fajny brzeg, gdzie nie staniesz tam ładnie.
    b79 and nomen82 like this.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •