Strona 2 z 2 PierwszyPierwszy 1 2
Pokaż wyniki od 21 do 29 z 29
Like Tree107Likes

Wątek: Zimowa wycieczka w cieple strony

  1. #21

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie


    Polecamy

    Luang Prabang i Vientiane (Laos)

    Obie stolice kraju (LP – historyczna; Vientiane – aktualna) były powtórkami podróży sprzed dwóch lat:

    http://jrk011.altervista.org/teksty/SE_Azja_2016-17.pdf

    Właściwie nic do tego reportażu dodawać nie trzeba, poza tym, że miejscowa waluta, kip, jeszcze bardziej się zdewaluowała i jeden dolar amerykański wart jest w tej chwili około 8,500 kipów, można się więc na krótko poczuć milionerem. Luang Prabang powtórzyliśmy celowo, bo bardzo nam się to miasto poprzednio podobało: ciche, spokojne, historyczne, urokliwe, z dobrymi hotelami i świetną kuchnią – znakomity kontrast wobec Bangkoku i jego tłumów. Spędziliśmy tam Święta, w bardzo dobrym i godnym polecenia hotelu Le Sen Boutique.

    Bardzo piękne są okolice miasta: położone jest u podnóża gór, z których do Mekongu spływają dziesiątki (setki?) rzek i strumieni, niektóre tworząc wspaniałe kaskady i wodospady. Najbardziej z nich znany, Kuang Si, jest na zdjęciach poniżej.

    https://photos.app.goo.gl/7Md1QHEjZKTi9zMw7

    Vientiane odwiedziliśmy niekoniecznie dobrowolnie, ale tak nam wyszło z rozkładu lotów. Mimo to też nie żałujemy odświeżenia wrażeń, bo i tam są ładne rzeczy do oglądania, choć miasto jest dużo większe od LP.

    https://photos.app.goo.gl/yWKzgJXZe8PfUUuZ9
    Kazor and otul72 like this.

  2. #22

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Równina Dzbanów (Laos)

    Równina Dzbanów była głównym punktem całej podróży, a nazwa nabrała aktualności odkąd się dowiedziałem, że słowo dzban nabrało we współczesnej polszczyźnie nowego znaczenia, analogicznego do używanego kiedyś młota. Co za dzban! – całkiem mi się podoba.

    Żarty jednak na bok. Równina Dzbanów (po angielsku: Plain of Jars, po francusku: Plaine de Jarres) jest regionem w północnym Laosie, w którym na przełomie XIX i XX wieku kolonizatorzy francuscy znaleźli niezwykłe zgromadzenie wielkich naczyń częściowo wkopanych w ziemię, a częściowo leżących bezładnie na powierzchni. Naczynia te, zwane po polsku dzbanami choć w niczym ich nie przypominające, zostały wyrzeźbione z litej skały i przetransportowane z kamieniołomów znajdujących się w odległości do kilkudziesięciu kilometrów, a ważą po kilka ton każde. Nie jest to osiągnięcie na miarę moai na Wyspie Wielkanocnej, ale też imponuje, zwłaszcza że naczynia te powstały w czasach dużo wcześniejszych. Nie wiadomo do dziś kto i kiedy je wyrzeźbił, a także po co, choć przeważającą opinią jest, że służyły do wtórnego pochówku ludzkich szczątków bądź popiołów. Niektórzy archeolodzy jednak się do tej pory upierają, że przeznaczeniem naczyń było przechowywanie wody bądź żywności. Nieznana jest cywilizacja, która je stworzyła, ani dokładna data ich powstania (szacunki mieszczą się w zakresie 500 roku pne do 500 ne). Nieporozumień na temat „dzbanów” jest więcej: przede wszystkim wbrew swej nazwie „równina”, na której się znajdują, wcale nie jest równiną, bo teren jest całkiem górzysty. W oryginale francuskim miało być plein de jarres, czyli „pełno dzbanów”.

    Naczynia rozrzucone są na terenie kilkuset kilometrow kwadratowych w około 90 grupach. Spośród nich zwiedza się dziś trzy; pozostałe są niedostępne, albo trudno dostępne z powodów jak poniżej.

    O Równinie Dzbanów pierwszy raz usłyszałem i przeczytałem w bardzo dawnych latach, w prasie i TV polskiej. W latach tamtych Laos pogrążony był w wojnie (teoretycznie) domowej, o której pisałem we wspomnianym powyżej reportażu sprzed dwóch lat. Używam celowo słowa „teoretycznie” bo nic domowego w tej wojnie nie było. Wersja oficjalna głosi, ze na pokój miłujący, neutralny kraj napadli wredni Jankesi, którzy zaczęli go bombardować z powietrza na wielką skalę, szczególnie Równinę Dzbanów właśnie, bez konkretnej przyczyny. Wersja nieco inna, a lepiej udokumentowana, mówi, że komuniści wietnamscy, utworzywszy z pomocą swych laotańskich towarzyszy ugrupowanie Patet Lao będące w zasadzie wietnamską jaczejką (z obfitym poparciem materialnym i zwłaszcza militarnym Chin, ZSRR i innych „demoludów”, w tym Polski), zamienili cały ten rejon w wielką bazę logistyczną odgrywającą zasadniczą rolę w zaopatrywaniu swych oddziałów walczących z Amerykanami w Wietnamie Południowym i przerzucaniu tam wojsk przez tzw. szlak Ho Chi Minha. Amerykanom się to specjalnie nie spodobało, a że nie mieli ochoty wchodzić do Laosu i zaangażować się w kolejną wojnę nie do wygrania, zaczęli ten region bombardować z powietrza (tzw. Secret War). Jak zwykle, bombardowanie to było całkowicie bezskuteczne, choć zrzucili na Laos więcej bomb, niż na Niemcy i Japonię łącznie w II WS. Nota bene, istnieniu szlaku Ho Chi Minha komuniści w latach 1963-75 kategorycznie zaprzeczali. Dziś się nim chwalą.

    Równina Dzbanów, położona dokładnie pośrodku rzeczonego szlaku, ucierpiała jednak poważnie. Historyczne miasto Xieng Khouang przestało praktycznie istnieć; na jego miejscu zbudowano współczesną miejscowość Phonsavan, bardzo nieciekawą zresztą. Całą okolicę do dziś pokrywają niezliczone leje po bombach, zaś wiele bomb (podobno jedna trzecia) nigdy nie eksplodowało i nie zaleca się zwiedzać miejsc bardziej odległych i nieoczyszczonych z niewybuchów. Pomimo tej ponurej historii i współczesności miejsce to jest dużej piękności i jestem bardzo zadowolony, że tam dotarłem.

    Zdjęcia: https://photos.app.goo.gl/XKUm7VHAJjncbYQ9A
    maciass, Gryni, lelek7 and 4 others like this.

  3. #23

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    EPBA

    Domyślnie

    Koh Lipe fantastyczna. Byłem w Grudniu 2010r., dobrze wspominam. Mało ludzi, czysto, świetne miejsca na nurkowanie. Gdybym miał wrócić na jakąś Tajską wyspę, było by to Koh Lipe.


  4. #24

    Dołączył
    Aug 2010
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Gryni Zobacz posta
    Koh Lipe fantastyczna. Byłem w Grudniu 2010r., dobrze wspominam. Mało ludzi, czysto, świetne miejsca na nurkowanie. Gdybym miał wrócić na jakąś Tajską wyspę, było by to Koh Lipe.
    Dokładnie takie same mam wrażenia stamtąd

  5. #25

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Kuala Lumpur

    Przez wiele lat jeżdżąc do Płd.-Wsch. Azji omijałem Malezję, głównie powodując się uprzedzeniami do dominującej w nim religii, a może nie tyle samej religii, co kultury z nią stowarzyszonej. Znajomi tłumaczyli mi, że niesłusznie i, jak się okazało w tym roku, mieli rację. Wyjeżdżałem z jak najlepszymi wrażeniami.

    Sama stolica kraju, Kuala Lumpur, jest imponująca. Wielkie, nowoczesne miasto wolne (na oko przynajmniej) od wielu bolączek podobnych miast gdzie indziej, na przykład w sąsiadującej Tajlandii, nie mówiąc już o USA. Czysto i schludnie, wszystko posprzątane, nie widac slumsów, komunikacja publiczna na wysokim poziomie, wspaniałe lotnisko. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy, standard 5 gwiazdek za cenę motelu w USA. Zresztą ceny w ogólności bardzo umiarkowane i w wielu dziedzinach niższe niż w Tajlandii.

    Moja Pani, która dobrze zna Malezję z lat 1990-tych, mówi, że nie zawsze tak było: różnica z Tajlandią była wówczas minimalna i to raczej na korzyść tej drugiej, szczególnie porówując KL z Bangkokiem. Dziś jest zupełnie odwrotnie. Postęp, jakiego na polu cywilizacji dokonał kraj przez ostatnie około 20 lat, jest wg. Niej olbrzymi. Zestawiając KL z Singapurem, o którym poniżej, różnice nie są olbrzymie, a kiedyś były to noc i dzień.

    Historia relacji Malezji z Singapurem jest zresztą ciekawa i pouczająca. Gdy w roku 1963 Brytyjczycy, zmęczeni długotrwałymi zmaganiami z malajską partyzantką (inspirowaną i finansowaną, jakby inaczej, przez Chiny i ZSRR, a także Indonezję) postanowili się wycofać z kolonii, powstała nowa federacja obejmująca całe poludnie Półwyspu Malajskiego łącznie z Singapurem, oraz część wyspy Borneo. Federacja ta nazwała się Malaysia. Od początku jednak zaczęły się schody: Singapur jest etnicznie w większości chiński, a nowe państwo ustanowiło islam swą religią państwową. Nie mniej ważne było otwarte protegowanie Malajów kosztem mniejszości poprzez oficjalną affirmative action. Zaczęły się niepokoje społeczne, rozruchy i zamachy terrorystyczne, skwapliwie wykorzystywane, a nawet podsycane przez Indonezję do tego stopnia, że ta ostatnia wysyłała swoich komandosów do Singapuru celem przeprowadzania zamachów. W rezultacie malajska większość w parlamencie zadecydowała o wykluczeniu Singapuru z federacji. Bo czymże był wówczas Singapur? Praktycznie wioską pozbawioną surowców czy innych produktów naturalnych, nie produkującą nawet własnej żywności. Malajowie zaś mieli ropę naftową na Borneo, kauczuk na Półwyspie, różne minerały na czele z cyną i co jeszcze.

    Niecałe 20 lat później widać było już jak na dłoni, że nie surowce decydują o dobrobycie kraju, a ludzka praca i jej organizacja. Singapur rozkwitł i kwitnie do dzisiaj, a Malezja jak była, tak i została zapyziałą częścią III Świata. Aż w końcu się Malajowie zorientowali, że nie tędy droga. Nie znam dokłądnie historii tego kraju, ale ktoś musiał zainicjować i przeprowadzić olbrzymie zmiany. A że w ustroju częściowo przynajmniej autorytarnym, jaki przybrała Malezja, zmiany takie przeprowadzić jest łatwiej niż w demokracji, skutki można dziś oglądać. Najpierw zbudowano w 1996 r. w KL Petronas Towers, najwyższe wówczas budynki na świecie. Projekt ten dość powszechnie wyśmiano za nadmierne zadęcie, a jednak... Dziś wieże te stały się sercem i symbolem nowoczesnego, pięknego miasta, kraj jest dużo bliżej Singapuru, niż był 20 lat temu, zaś Tajlandię zostawił daleko z tyłu.

    Jak przedstawia się sprawa religii? Dużo lepiej niż przypuszczałem. Islam w wersji malajskiej pokazuje bardzo przyjazną twarz. Młode kobiety (nie wszystkie nawet) noszą co prawda hidżaby, ale równocześnie są normalnie ubrane, uśmiechnięte, prowadzają się z chłopakami po ulicach trzymając za ręce. Jeśli napotka się jakąś w czarnej burce zakrywającej twarz, znaczy to, że to cudzoziemka, najpewniej z Bliskiego Wschodu - tak mi przynajmniej wyjaśniono. W convenience stores można bez problemu kupić piwo, a w supermarketach – wino. Stoi to wszystko w kontraście z dwoma krajami ościennymi. Indonezja, która całkiem niedawno charakteryzowała się podobną wersją islamu, idzie dzisiaj ostro w stronę jego fundamentalistycznej wersji. Gorzej, nawet w Tajlandii sprawy sie mają nie najlepiej. Tajlandia zawsze miałą pokaźną mniejszość muzułmańską, ale w Bangkoku była ona niewidoczna, a na południu prezentowała się w sposób taki, jak dziś w Malezji. Dziś i tu i tam, choć szczególnie na południu, wiele kobiet chodzi w burkach, piwa na południu kupić prawie się nie da (poza wyspami, a często nawet tam) i odczuwa się atmosferę opresji, przynajmniej wobec kobiet, a także, w regionach silnie muzułmańskich, mniej życzliwości wobec zachodnich turystów.

    Zdjęcia z Kuala Lumpur: https://photos.app.goo.gl/BLtUgdV3J46PQrz87

    Malakka

    O mieście nazywającym się Malakka usłyszałem dużo później niż o cieśninie morskiej o tej samej nazwie pomiędzy Półwyspem Malajskim, a wyspą Sumatra. Cieśnina, prowadząca z Oceanu Indyjskiego na Pacyfik, miała od wieków olbrzymie znaczenie w handlu międzynarodowym między Dalekim a Bliskim Wschodem, a tym samym również Europą. W starożytności, a zwłaszcza średniowieczu przechodził przez nią cały handel niezwykle poszukiwanymi i cenionymi w Europie przyprawami, zwłaszcza gałką muszkatołową i goździkami. W czasach tych profity z handlu czerpały głównie muzułmańskie sułtanaty, które panowały nad brzegami cieśniny, w tym sułtanat Malakki. Gdy jednak Portugalczycy, którzy dominowali w europejskim handlu przyprawami, odkryli morską drogę do Indii (1492) i osiedlili się na ich wybrzeżu, nie zadowolili się tym i zaraz zaczęli badać możliwości dotarcia do samych źródel tych skarbów, które znajdowały się w dzisiejszej Indonezji. Po drodze zaś była Cieśnina Malakka, więc żeby ją kontrolować, zbudowali w 1511 r. twierdzę, wypędzając z jej terenu dotychczasowych władców.

    Twierdza w Malakce była na tyle potężna, że bardzo długo nikomu nie udało się jej zdobyć, a prób było wiele. Dopiero w 1641 roku, czyli po 130 latach, udało się ją opanować konkurentom Portugalczyków, Holendrom, którzy nawiązali w tym celu koalicję z muzułmanami panującymi w głębi lądu. Holendrzy byli zresztą przekleństwem Portugalczyków: którekolwiek ci ostatni odkrywali krainy i robili w nich dobre interesy, pojawiali się Holendrzy i ich z tamtąd rugowali. Czołowymi przykładami są Japonia i Indonezja. Holendrzy jeszcze bardziej rozbudowali i umocnili Malakkę, która tym bardziej stała się fortecą nie do zdobycia. Nic jednak nie trwa wiecznie i potęga Holandii też nie trwała. Upadek metropolii nastąpił w XVIII wieku, a ostatecznie, gdy Holandia utraciła niepodległość wobec napoleońskiej Francji, jej kolonie w Azji przejęła Wielka Brytania (niektóre czasowo, inne na zawsze). Brytyjczycy postanowili jednak ustanowić centrum swej władzy w Singapurze, więc zadecydowali twierdzę w Malakce zburzyć, aby nie zagroziła ich interesom w wypadku zwrócenia jej Holendrom. Ostała się jedynie jedna jedyna brama Św. Jakuba (Santiago) w murach twierdzy, zwanej z portugalska: A Formosa, a to dzięki przenikliwemu Brytyjczykowi o wielkich zasługach. Nazywał się Sir Stamford Raffles i był pierwszym gubernatorem Singapuru.

    Dzisiejsza Malakka, nazywająca się oficjalnie po malajsku Maleka, jest całkiem urokliwym miastem, po którym przyjemnie się chodzi i zwiedza, a jest tam sporo ciekawych muzeów. Co do muzeów: podoba mi się stosunek Malezyjczków do przeszłości: nie propagują swej martyrologii z rąk kolonizatorów, jak to np. czynią Laotańczycy, a wręcz odwrotnie: są z przeszłości kolonialnej dumni. Po drugiej stronie rzeki znajduje sie dzielnica chińska, gdzie można dobrze zjeść. Całość ma swój specyficzny, pół-azjatycki, pół-europejski styl architektoniczny i atmosferę.

    Zdjęcia: https://photos.app.goo.gl/2VT4zQUqk2pFrYyA7

  6. #26

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Poprawiony link do zdjęć z Kuala Lumpur:

    https://photos.app.goo.gl/BLtUgdV3J46PQrz87

    i ostatni odcinek, czyli Singapur:

    O Singapurze rozpisywał się nie będę, jako że sporo jest powyżej, a poza tym jest to najmniej egzotyczne miejsce z odwiedzonych tej zimy. To miasto-państwo ewidentnie dalej kwitnie, co prowokuje to podobnych rozważań jak w przypadku Malezji: do decyduje o sukcesie danego kraju? Przez jakiś czas zdawało się nam, że to demokracja jest gwarantem dobrobytu i pokoju. A Singapur demokracją nigdy nie był i dalej nie jest. Przez całe dekady władzę sprawował założyciel państwa po jego wydaleniu z Federacji Malezji, Lee Kuan Yew, zmarły w 2015 r. Po jego śmierci władza pozostała w rodzinie: aktualnym premierem jest syn, Lee Hsieng Loong. Oczywiście wszystkie pozory demokracji są zachowane, ale treść nie wypełnia formy. A Singapur prosperuje jak prosperował, czyli znakomicie. Jest to najczystsze, najlepiej zorganizowane i najsprawniej rządzone miasto-państwo w Azji, może z wyjątkiem Japonii, ale konkurencja tu jest bardzo wyrównana.

    Co się ogląda w Singapurze? W naszym przypadku, którzy już żeśmy tam bywali wiele razy, poświęciliśmy pół dnia na wspaniały Ogród Botaniczny. Takiej kolekcji orchidei nigdy wcześniej nie widziałem. Drugiego dnia odwiedziliśmy ArtScience Museum, futurystyczne muzeum w dzielnicy Marina, otwarte stosunkowo niedawno bo w 2011 r. I to w zasadzie wszystko, poza wieczorną przechadzką po Little India, która to dzielnica mi się podobała i podoba, bo jest kombinacją najlepszych cech Indii z brakiem brudu i smrodu, które mnie zawsze do tego kraju zniechęcały.

    Ale przede wszystkim do Singapuru jedzie się dla jedzenia. Drugiego takiego wyboru najrozmaitszych kuchni azjatyckich i nie tylko azjatyckich nigdzie na świecie się nie znajdzie. Moja Pani, która cokolwiek się na tym zna, potwierdza, że lepszej kuchni chińskiej nie znajdzie się nigdzie, może poza Hong Kongiem. Na pewno zaś nie w Chinach kontynentalnych. Nawet kuchnia japońska jest nie gorsza, niż w samej Japonii. A dochodzą do tego niemal wszystkie inne krainy Azji. Mniam.

    Żeby nie były same superlatywy, Singapur jest dość drogi, zwłaszcza gdyby komuś przyszło do głowy osiąść tu na stałe. Wprawdzie nie płaci się podatków, ale inne koszty, zwłaszcza mieszkania, z nawiązką to wyrównują.

    Zdjęcia: https://photos.app.goo.gl/QKcEqRmq34nu9Nm67
    maciass, Machoni and otul72 like this.

  7. #27

    Dołączył
    Mar 2009

    Domyślnie

    Z chęcią bym zobaczył te zdjęcia z KL a widzę jedno- wieżowca.

  8. #28

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Mountain View, CA

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Wrocławianin Zobacz posta
    Z chęcią bym zobaczył te zdjęcia z KL a widzę jedno- wieżowca.
    A to uparta bestia:

    https://photos.app.goo.gl/m1omGTyBewve1TcZ8

    moze sie wreszcie pokaze caly album
    otul72, kaspric and szybkaosa like this.

  9. #29

    Dołączył
    Aug 2010
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Działa

Strona 2 z 2 PierwszyPierwszy 1 2

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •