Pokaż wyniki od 1 do 8 z 8
Like Tree15Likes
  • 1 Post By pawel111
  • 4 Post By QbaqBA
  • 9 Post By pawel111
  • 1 Post By des

Wątek: PRG-SSH-PRG, czyli na majówkę do Egiptu przez Czechy

  1. #1
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie PRG-SSH-PRG, czyli na majówkę do Egiptu przez Czechy


    Polecamy

    Witajcie .


    Jak wiadomo, w zeszłym tygodniu mieliśmy bardzo ruchliwy turystycznie okres w naszym kraju, czyli majówkę. Akurat tak się fajnie złożyło, że dostałem zezwolenie na wolny tydzień od stażu, na którym aktualnie jestem.Co do studiów – mam stuprocentową frekwencję na wszystkich ćwiczeniach i niektórych wykładach, także po jednej nieobecności na wszystkich zajęciach również nie stanowiło żadnego problemu .


    W związku z tym wspólnie z siostrąstwierdziliśmy, że warto się gdzieś wybrać, zwłaszcza dojakiegoś „Ol inkluzif”. Siostra akurat w lutym była z nasząciocią w Sharm el Sheikh, w hotelu Faarana Reef Resort. Jest tohotel, w którym w okresie dzieciństwa byliśmy trzy razy –łącznie sześć tygodni ! W tym czasie mój ojciec zdążył sobiewyrobić znajomości, zwłaszcza z jednym z menedżerów tegożhotelu. Dlatego też nasz menedżer przy wolnej chwili zawsze pomógłsiostrze przy jakichś problemach różnego rodzaju podczasostatniego jej pobytu; traktował ją – jak twierdzi – jak swojąpolską córkę :P . Ponadto lutowy wyjazd był dla niej powrotem wto miejsce po ponad siedmiu latach, więc – można by powiedzieć –podróż sentymentalna , podróż do miejsca z dzieciństwa , zktórego to wynieśliśmy dużo fajnych wspomnień. Trzecia rzecz:sam hotel jest bardzo atrakcyjnie położony: niedaleko od lotniska(ok. 15 km), na klifie i w okolicy naprawdę pięknej rafy koralowej.Nietrudno się więc domyślić, że siostra bez większych problemówprzekonała mnie do tej konkretnej destynacji.


    Skoro cel podroży został ustalony, topozostało tylko znaleźć odpowiednią ofertę. Niestety, w szukanymprzez nas okresie ceny potrafiły być nawet absurdalnie wysokie –7500 zł za osobę (7 dni) z wylotem z KTW – no cóż, w końcumajówka .Ostatecznie zdecydowaliśmy się zamówić wycieczkę z czeskiegobiura podróży z wylotem z lotniska w Pradze im. Vaclava Havla.Cena, to zaledwie 12400 Kč (ok. 2080 zł) za osobę, pobyt o kilkagodzin dłuższy (rejs samolotem zbazowanym z PRG); wylot 29kwietnia, powrót 6 maja; loty obsługiwane przez Smartwings, którymmam już trochę lotów (pod szyldem Travel Service) na koncie.Kolejną zaletą tutaj jest fakt, że mieszkamy w zasadzie przy samejgranicy z naszymi południowo-zachodnimi sąsiadami, ok. 20kilometrów o miejscowości Broumov – 4 tysięcznego jak i bardzoładnego miasteczka słynącego chociażby z piwa Opat . Mieścinata jest bardzo dobrze skomunikowana z innymi miejscowościami, w tymz Pragą – kursuje stąd kilka bezpośrednich autobusów dziennie uruchamianych przez CDS Nachod oraz prywatny P-transport, jednopołączenie dziennie zdaje się realizować również niejaki ČSADÚstí nad Orlicí. Zresztą, nie jest to żadna tajemnica, żeCzechy ogólnie mają bardzo dobrze rozwinięty transport – dośćmocno im tego zazdroszczę . Wada tej oferty? Nieprzyjemne godzinylotów, ale o tym później.


    Do rzeczy.


    Całą podróżzaczynamy już w niedzielę (28 kwietnia): po zjedzonym obiedzie,około godziny 15:30 ruszamy do wspomnianego wcześniej Broumova.Zawozi nas ojciec samochodem, gdyż o jakimkolwiek połączeniuautobusowym można tylko pomarzyć (ostatnie takie były bodajżeokoło 10 lat temu), o kolejowym to już nawet nie ma co mówić –przygraniczny most został zlikwidowany lata temu. Po około20-kilometrowej podroży docieramy na dworzec w Broumovie. Którybodajże w zeszłym roku został wyremontowany i w zasadzieprzeniesiony bliżej peronu kolejowego. Idealne centrum przesiadkowe,jak na taką małą mieścinę. Około 16:10 na stanowisko 3podjeżdża Irisbus Magelys miejscowej firmy P-transport, którymodbędziemy swoją podróż do stolicy Czech.





    Bilet kupujemy ukierowcy, cena za 2 osoby i bagaż 20 kg (o dziwo darmowy) to 420 Kč(około 71,40 zł). Cena dobra, aczkolwiek mogę sobie pluć w brodę,że nie mamy karty studenckiej ISIC – zniżka studencka w Czechachwynosi aktualnie 75%, a więc moglibyśmy zapłacić niecałe 9 złza osobę, no cóż . Z Broumova ruszamy punktualnie, a więco 16:25. Podczas podróży obłożenie w autobusie jest cały czas nadość wysokim poziomie – mniej więcej od 30 do 90%. Do Pragipodróżuje jednak zaledwie 20 osób – większość to studenci.Kilka ujęć z trasy:







    Autobus – z zewnątrz wyglądający raczej na typowo podmiejski – w środku jest całkiem wygodny: są rozkładane stoliki, regulowane fotele,dość duża ilość miejsca na nogi. Na 3-godzinną podroż akurat





    Na wszystkieprzystanki dojeżdżamy przed czasem, na ostatnie przed Pragą zkilkuminutowym opóźnieniem ze względu na korki. W końcupunktualnie – a więc o 19:30 – docieramy do centrumprzesiadkowego Černý Most na wschodzie stolicy Czech. Tutaj kręcimysię trochę w poszukiwaniu biletomatu, ale takowego nie znajdujemy –nawet od południowego wejścia, gdzie kilka lat temu stał na pewno.W końcu kupujemy bilety w kiosku: wychodzi w sumie 80 Kč(90-minutowy na dwie osoby po 32 Kč + bagaż za 16 Kč) – około13,6 zł. W końcu wsiadamy w metro linii B i jedziemy całą liniędo położonego na zachodzie Pragi centrum przesiadkowego Zličín.





    Po około40-minutowej podroży wreszcie dojeżdżamy na Zličín, gdzieprzesiadamy się na autobus linii 100 kursujący na lotnisko.





    Ostatecznie nalotnisko w Pradze docieramy około 21:15 – około 1,5 godziny przedrozpoczęciem odprawy. Wylot mamy z terminala 1 o godzinie 1:05.









    Ostatecznie odprawa rozpoczyna się około godziny 22:40 i odbywa się przy stanowiskach 111 i 112. W terminalu odbywają się odprawy jeszcze na dwa inne rejsy: po lewej od nas (116 i 117) na startujący kwadrans przed nami lot do HRG oraz po drugiej stronie do startującego 10 minut przed nami rejsu do SVO.








    Jako że ustawiliśmy się gdzieś w 2/3 całej kolejki, to stoimy dość długo. W końcu przychodzi kolej również na nas. Siostra dostaje miejsce 9C, ja 9D – ech, jak zwykle przy przejściu .

    Po odprawie kierujemy się do kontroli paszportowej – najpierw bramki skanujące dokument, później budki. Po przejściu tego etapu przechodzimy…przez bezcłówkę Aelia. Jak to? Jest sklep, a nie było kontroli podręcznego? No i zaczyna się problem, gdyż chciałem kupić jakiś alkohol przed lotem – skoro rejs nocny, to fajnie byłoby łatwo zasnąć, a w stanie lekkiej nieważkości teoretycznie jest najłatwiej . Pytam się więc obsługę o co chodzi i dostaję odpowiedź, że kontrola jest dalej, natomiast produkty ze sklepu przez nią przejdą.Pierwszy raz spotykam się z takim systemem, ale ok. Może to dlatego, że nie nie miałem jeszcze okazji odwiedzić zbyt wielu większych lotnisk? W każdym razie biorę ziołowy likier zwany Becherovka – mówią że dobry, no i cena nieprawdopodobnie niska jak na sklep bezcłowy: ledwie 179 Kč (ok. 30 zł) za połówkę.Przy kasie pakują mój zakup do worka z dopiskiem, żeby nie otwierać przed kontrolą.


    Gdzieś około północy rozpoczyna się kontrola, z której przechodzimy już prosto do wydzielonej poczekalni przed kilkoma gate’ami. Już na początku pojawia się informacja, że boarding będzie opóźniony około 20 minut. W końcu postanawiam spróbować Becherovkę. Bardzo dobra, dość słodka, smak trochę kojarzy mi się z piernikami. W każdym razie pychota .




    W końcu około godziny 0:50 rozpoczyna się boarding, do samolotu idziemy z gate A3.Dzisiejszy rejs QS 2544 obsługuje Boeing 737-800 (też mi niespodzianka ) o numerach OM-TSG, czyli około 15-letni B738 latający wcześniej dla Shanghai Airlines. W środku wygląda jednak na zadbany, konfiguracja oczywiście Y189, aczkolwiek między rzędami 6 i 7 jest zasłonka,czyżby na niektórych rejsach oferowali klasę biznes z zablokowanym środkowym siedzeniem? Fotele nawet niezłe, aczkolwiek brak zagłówków (dość często jednak występujących w maszynach Smartwings) zapowiada ciężki lot .







    Boarding kończy się około 1:15. Teraz tylko pushback, szybkie kołowanie, po czym wjeżdżamy na RWY 24 i od razu ruszamy. W powietrze wzbijamy się dokładnie o 1:29, czyli 24 minuty po czasie rozkładowym. Zdjęcie po starcie marne bo marne, ale coś jest





    Gdy tylko gaśnie sygnalizacja „zapiąć pasy”, załoga od razu rusza ze sprzedażą jedzenia i napojów, aczkolwiek nie wygląda to tak nachalnie, jak np. w Ryanair . W trakcie podroży rozdają za to darmową wodę





    jak równieżkoce dla chętnych – jak na charter w dzisiejszych czasach to już całkiem sporo . Dostajemy również karty wjazdowe do Egiptu,które należy wypełnić jeszcze przed przylotem. Ponadto nic bardziej szczególnego się nie dzieje.


    Oczywiście takjak się obawiałem, nie udaje mi się zasnąć na dłużej niż 10minut. Ale przynajmniej rejs mija w miarę spokojnie, bez większychturbulencji i w końcu chwilę przed 5 rano pojawia się komunikat orozpoczęciu zniżania. Mijamy góry od zachodu, robimy nawrót odpołudnia, wychodzimy na prostą w okolicy południowej częścimiasta, które ukazuje się naszym oczom…





    … i w końcu o godzinie 5:20 dość miękko siadamy na pasie 04L. Zdjęcie z lądowania dzięki uprzejmości współpasażerki z 9F, która zgodziła się zrobić zdjęcie moim telefonem




    Na płycie ruch dosyć mały. Stoi kilka 737-800, jeden A320 i 767-300ER UIA, którego niestety nie udało mi się uchwycić





    W końcudojeżdżamy do stanowiska, silniki gasną i po kilku minutach opuszczamy samolot i kierujemy się do autobusu





    Na wejściu do terminala wita nas tablica informująca, że w tym mieście odbywał się niedawno szczyt UE – Liga Państw Arabskich.




    Wchodzimy do terminala 2, który – jeśli dobrze pamiętam – był kiedyś oznaczony jako terminal 3. W każdym razie jest to według naprawdę piękny terminal – zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Do tego chyba jeden z najładniejszych, z których miałem przyjemność lecieć.














    Większość turystów kieruje się jeszcze po wizę turystyczną. My idziemy dalej, gdyż nie wyjeżdżając z Synaju oraz będąc zaledwietydzień nie musimy takiej wykupować, dostajemy jedynie stosownąpieczątkę przed taśmami. W końcu docieramy pod taśmę, na którąnasz bagaż wyjeżdża jako jeden z pierwszych, więc po kilkuminutach kierujemy się do autokaru.




    Jakieś półgodziny później ruszamy w kierunku wyznaczonych hoteli, nasz jestpierwszy na liście. Naszym rezydentem jest Egipcjanin mówiącybardzo dobrze w języku czeskim. Po drodze zauważam, że od mojego ostatniego pobytu bardzo wiele się zmieniło. Przede wszystkim naszatrasa prowadziła przez jakąś nową obwodnicę: nie dość, żeczteropasmową to jeszcze z dwupasmową drogą boczną, którą poruszają się pojazdy zamierzające niedługo zjechać do miastalub włączyć się do ruchu na czteropasmówce. Co ciekawsze, ruch na drodze był niemal zerowy, a jedyni kierowcy w zasadzie jechali dowolnym pasem. Tutaj byłoby ciężko niektórym kierowcomciężarówek pobawić się w szeryfa .




    W końcu po około20-minutowej podróży docieramy do hotelu, który tak dobrzewspominam z dzieciństwa (drugiezdjęcie jest z innego dnia)







    A sama podróż wyglądała tak:






    Docieramy w zasadzie prosto na śniadanie, gdyż po wszystkich formalnościach związanych z wmeldowaniem nastaje 7 rano, czyli moment otwarciastołówki. Jako, że znamy ten hotel jak własną kieszeń, to wiemygdzie się kierować . Niestety, na recepcji informują nas, żepokoje dostaniemy dopiero około godziny 10-11. Jednakże chwilę pośniadaniu spotykamy znajomego menedżera, chwilę z nim rozmawiamy,wspominamy dawne czasy, po czym pomaga nam załatwić pokój od razu.Dostajemy pokój nr 596 w dogodnej lokalizacji: w połowie drogimiędzy recepcją, a plażą; blisko do obu pozaplażowych barów(ok. 2 minuty z buta do obu) oraz praktycznie przy samym teatrze. Takwięc czekamy chwilę na dostawę bagażu, wypakowujemy się i od razu zmierzamy na plażę. Niesamowite jest to uczucie, kiedy moimoczom po siedmiu latach znów ukazuje się ten przepiękny widok :





    Po zejściu naplażę bierzemy leżaki i wreszcie można porządnie odsapnąć podługiej podróży . Już pierwszego dnia temperaturaznacznie przekracza 30 stopni Celsjusza, więc trudno wytrzymać –nawet w cieniu – bez wizyty co jakiś czas w wodzie. Sharm ElSheikh leży nad Morzem Czerownym, które jest jednym z najbardziejzasolonych mórz świata; co nie umknie uwadze, gdy się wejdzie doniego z jakimiś ranami lub po prostu woda wpadnie do oka .Zdjęcia z plaży:








    Głównym celemwypadu na majówkę miał być „leżing, smażing” aniżelizwiedzanie (które ostatnio znacznie przeważało w moim przypadku),poza tym podczas poprzednich pobytów zdążyliśmy już sporozobaczyć na Synaju. Dlatego też w zasadzie każdy dzień wyglądadość podobnie: pobudka, śniadanie, plaża, bajera i jakieśzabawy/aktywności fizyczne z animatorami (swoją drogą tym razemtrafiliśmy na bardzo fajną ekipę ) przez cały dzień, późniejbar, kolacja, bar, teatr i do spania. Oczywiście, nie zabrakłorównież zdjęć samolotów


    P1020194[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020197[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020198[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020203[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020204[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020207[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020210[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020213[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020224[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020228[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020230[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020234[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020236[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020243[1]by PawełKrupiej, on Flickr




    Mimo wszystkokilka razy udaje się przełamać tę rutynę. Aktualnie w tym hotelu organizowane są przez grupę animacyjną codzienne wyjazdy naimprezy. Każdego dnia inny klub, raz w tygodniu (wtorek) wyjazddarmowy, reszta dni płatna. Kiedyś imprezy były na terenie jednego z budynków w hotelu, jednakże tymczasowo jest to zawieszone –podobno z powodu mniejszej liczby gości spowodowanej remontem części pokoi. Ale skoro istnieje możliwość takiego wyjazdu, to zawszewarto skorzystać .


    Na pierwszy ogieńidzie właśnie darmowy wtorkowy wyjazd do klubu Little Buddha.Wyjazd z hotelu - tak jak codziennie - około godziny 23:30. Mimodarmowego wyjazdu chętnych jest niewiele: 3 osoby z animacji i 5turystów wraz z nami. Little Buddha położony jest w dzielnicyNaama Bay, oddalonej od nas około 8 kilometrów, zatem po około 15minutach docieramy do celu. Na wejściu do klubu poza bramkarzem stoirównież bramka – taka jak na lotnisku , wcześniej po drodzesporo policyjnych punktów kontrolnych. To tylko pokazuje, jak bardzodba się teraz o bezpieczeństwo w egipskich kurortach turystycznych.Powodem jest zapewne fakt, że turystyka jest jednym z głównychźródeł dochodu tego kraju i dobrze wiedzą, że utrata tychżeklientów mogłaby im przynieść tragiczne skutki. Samo Naama Bayogólnie jest takim najlepszym miejscem w Sharm El Sheikh wkontekście życia nocnego, jednakże to i tak nie to samo co wPolsce – w okolicach godziny 1-2 jest tu już dość cicho.








    Sam klub LittleBuddha ma dość ciekawą budowę: okrągły budynek, gdzie tylko nazewnątrz tego koła znajduje się bar oraz parkiet ograniczonyporęczami, przez które można dojrzeć znajdującą się na dole …restaurację. Tak! Zupełnie na odwrót, niż najczęściej w Polsce:klub na górze, restauracja na dole . Na każdy wyjazd uczestnicyw zestawie dostają jeden voucher na drink lub piwo, który możnawykorzystać na barze. Biorę więc drinka. Niestety, zdjęć ześrodka za bardzo nie mam, gdyż mój telefon nie jest najlepszy wnocnych fotach. Zatem wrzucam jedno, reszta w Google




    Po niespełnatrzech godzinach nawet dobrej zabawy, około 2:20 wsiadamy w autobus,wracamy do hotelu i tym samym kończymy ten wieczór.





    Zdjęcia hotelu
    [IMG][/IMG]





    Środa mija takjak codziennie, ale również tego wieczoru planujemy wyjazd naimprezę. Tym razem jest to klub La Dolce Vita – jedyny w Sharm elSheikh klub na pustyni. Tym razem jadę bez siostry, która źle siępoczuła. Bus podjeżdża ze sporym opóźnieniem (dopiero około0:20) i po mniej więcej 25 minutach ukazuje nam się La Dolce Vita.Wejście do klubu po schodach, oczywiście z bramkami





    Po wejściu moimoczom ukazuje się impreza, jakiej jeszcze nigdy nie widziałemarkiet pod gołym niebem, basen pośrodku, a w tle góry okraszonelampami. Na takiej imprezie to jeszcze nigdy nie byłem .







    Tradycyjnie,około godziny 2:30 wracamy do hotelu.


    O ile czwartekminął spokojnie, bez żadnych większych wydarzeń, o tyle piątekznów zapowiada się imprezowo, bowiem w każdy piątek grupyanimacyjne ze wszystkich hoteli obsługiwanych przez tą firmę mająspotkanie w klubie. Ponadto jeden z naszych animatorów - Paulo - maurodziny i postanowił nas zaprosić – nawet mamy wyjazd wyjątkowoza darmo . Jak zwykle turystów z hotelu jedzie zaledwie kilka,ale na miejscu jest dzisiaj wyjątkowo dużo ludzi. Mimo to myświętujemy urodziny w strefie VIP. Zjawia się również Michael –Barman z naszego hotelu, z którym codziennie gadamy przy barze pijącpiwo/drinki. Ma zmianę codziennie od 17 do 1 w nocy, więc na późneimprezy może sobie pozwolić . Jeszcze jedno ujęcie z Naama Bay





    Część osóbwróciła autobusem do hotelu, a my dopiero około 3:30 nad ranemresztą grupy opuszczamy klub i idziemy do „Maka” coś zjeść. Wkońcu Michael idzie do domu, Paulo jedzie taksówką do znajomego izostaje nas czwórka: ja, siostra, animatorka z Ukrainy Anastasia icodziennie imprezujący szwajcar. Ten ostatni to ciekawy gość.Nazywa się Francesco, ma na oko 50 lat i – jak twierdzi – jestmenedżerem w jednym ze szwajcarskich banków, w Faaranie siedzi jużtrzeci miesiąc, codziennie jedzie na kluby, gdzie całej grupiestawia alkohol, przy czym sam ładuje piwo litrami . W każdymbądź razie całą grupą bierzemy taksówkę i wracamy do hotelu,gdzie jesteśmy około 5 nad ranem. Teraz trzeba się dobrze wyspać,bo już za dwie godziny śniadanie .


    Trochę nudnemoże być to ciągłe czytanie o imprezach, ale co poradzić skorobyły to jedne z niewielu nadzwyczajnych wydarzeń. Jednakże na tymostatnim wyjeździe się skończyło .


    W sobotni wieczórplanujemy się wreszcie wybrać tam, gdzie chcieliśmy iść już winny dzień, a gdzie jeszcze nie byliśmy: do Farshy. Farsha, toswego rodzaju bar oferujący przede wszystkim możliwość paleniasziszy w rożnych smakach z widokiem na morze, który znajduje sięna skałach przy hotelowej plaży. Widoki stamtąd są przepiękne . Wcześniej jednak siedzimy przy hotelowym barze ze znajomymmenedżerem i uczymy go czytać polski alfabet. Bardzo ciekawie sobieto zanotował





    W końcu jakośprzed 1 idziemy do Farshy i bierzemy sziszę o smaku arbuzowym. Dozestawu dostajemy herbatę, kulki arbuzowe i orzeszki. Tak to możnasię relaksować











    Niestety, całytydzień zleciał niespodziewanie szybko i zostaje nam już tylkoniedziela. Jakby tego było mało, to dostajemy jeszcze informację,że wylot jest przesunięty o godzinę wcześniej. Cóż,przynajmniej będziemy mieli więcej czasu na dojazd do centrum Pragiw razie opóźnienia . Cały dzień spędzamy na plaży,natomiast pod wieczór pakujemy się i idziemy popatrzeć po razostatni na plażę.














    odwiedzamy teatr,gdzie już na wejściu zostaję wyciągnięty na scenę – do tegona trzeźwo … . Po wieczornym show żegnamy się zanimatorami, którzy za moment jadą na imprezę i do późnasiedzimy przy barze gadając ze znajomymi pracownikami hotelu. Czaspłynie tak szybko, że nim się obejrzeliśmy, już nastała godzina1:30 – za pół godziny opuszczamy hotel. Zatem żegnamy się zresztą i ruszamy do pokoju po bagaże. Jeszcze ostatnie zdjęciehotelu


    FighterMan likes this.

  2. #2
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie

    Druga część w kolejnym poście, bo niemal wszystkie zdjęcia się wysypały, a czasu na edycję linków już nie mam . Ewentualnie proszę moderatora o złączenie tych postów.

    KONTYNUUJĄC

    Nasz autokarprzyjeżdża punktualnie, więc pakujemy wszystkie rzeczy i ruszamyna lotnisko.





    Jako że naszhotel był ostatni na liście, to na lotnisko dojeżdżamy około godziny 2:30 bez żadnych postojów po drodze. Wylot – podobnie jak przylot – z terminala 2.





    Na lotnisku kontroli co niemiara: najpierw kontrola wszystkich bagaży i bramka,po niej wyrywkowe przeszukiwanie podręcznego (oczywiście musiałem się załapać ), dalej odprawa bagażu rejestrowanego,następnie kontrola paszportowa (wraz w maszyną skanującą dłoniei lustrzanką Canon robiącą zdjęcia :P ), następnie kontrola bagażu podręcznego i wreszcie można siąść na ławce i zaczekaćna lot. Gdzieś po drodze była również kontrola papierkowo-antynarkotykowa :P .


    Nasz samolot przylatuje z PRG o 4:21 – z kilkuminutowym opóźnieniem. Niedługopóźniej rozpoczynamy boarding. Tym razem miejsca dostaliśmy znacznie lepsze – 10E i 10F . Ładujemy się do autobusu ipodjeżdżamy pod samolot. Dzisiejszy rejs QS2545 obsługiwał będzie uwaga… Boeing 737-800 o numerach OK-TVW, czyli 15-latek, który wcześniej latał dla Privatair w bardzo ciekawej konfiguracji C56. Nie miałbym nic przeciwko takiemu układowi na nasz lot .








    Również w tej maszynie nie ma foteli z zagłówkami. Dodatkowo w tym przypadku mamy do czynienia z siedzeniami materiałowymi (w OM-TSG były skórzane).




    Na dzisiejszymrejsie obłożenie ponownie jest bardzo wysokie – ilość miejscwolnych można by policzyć na palcach jednej ręki.




    W końcu rozpoczynamy kołowanie, jedziemy kilka minut, po czym wjeżdżamy na RWY 04L i startujemy dokładnie o godzinie 5:24 (19 minut obsuwy).Rozpędzamy się dość długo, gdyż w powietrze wzbijamy siędopiero w okolicy przedostatniego zjazdu. Po starcie niemal od razu kierujemy się mocno w lewo, a naszym oczom ukazuje się przepiękny wschód słońca








    Jakieś 20 minutpo starcie zaczynają się pierwsze zamówienia na kanapki. Ponadtoniektórzy biorą kawę na przebudzenie, czy też piwo . Ja sięwstrzymuję tymczasowo z jakimkolwiek zamówieniem próbując chociażchwilę spać. Pierwsze próby podczas wznoszenia kończą się bólemszyi, gdyż przy moim wzroście głowę mogę położyć jedynie nagórę fotela twarzą do góry, natomiast na przelotówce po pięciuminutach kręci mi się w głowie – chyba po prostu nie jestem stworzony do spania w samolocie . Pozostaje się nacieszyćwidokami przez okno











    Cały lotprzebiega spokojnie i nawet w dobrym tempie. Gdzieś w okolicachSerbii mierzę prędkość i wychodzi mi 880 km/h. To całkiem dobrzepatrząc na fakt, że nieraz leciałem w tym kierunku ze znaczniemniejszą prędkością.





    Mniej więcej nawysokości Węgier stwierdzam że jestem głodny i patrzę w menu.Moim oczom ukazuje się Quiche z szynką w dość dobrej cenie: 85 Kč(około 14 zł). Więc zamawiam i otrzymuję informację, że będziegotowe za 15 minut. Po upływie dwudziestu minut jedzenia dalej niema, więc postanawiam przypomnieć o sobie. Niestety, akurat w tymmomencie wpadamy w dość silne turbulencje. Kiedy chwilowo ustępują,pytam się o swoje śniadanie. Stewardessa z niepokojem przeprasza istwierdza, że zapomniały o mnie – dobrze wiedzieć . Pyta,czy chcę otrzymać przekąskę teraz, czy po lądowaniu? Oczywiścieże teraz, jestem głodny! W końcu, po kolejnej serii trzepania, najakieś 10 minut przed lądowaniem lot się uspokaja, a ja dostaję wreszcie swoje Quiche .





    Trzeba przyznaćże naprawdę dobre i nawet syte, jak na tą cenę. W połowiekonsumpcji stewka zwraca mi uwagę, że stolik ma być złożony naczas lądowania – no tak, mój błąd, pozostaje mi zjeść nakolanach :P . Śniadanie kończę jakieś 3 minuty przed lądowaniem.


    Do lądowaniapodchodzimy od wschodu, czyli ogólnie lecimy nad miastem. Jednak poprawej stronie widać co najwyżej wiochy.





    W końcu o godzinie 9:21 mięciutko siadamy na pasie 24, tym samym meldując się w PRG 14 minut przed czasem rozkładowym. Oznacza to, że dzisiejszy rejs QS2545 trwał 3 godziny i 57 minut. Filmik z lądowania i zdjęcia:

    Smartwings 737-800 (OK-TVW) landing in PRG by Paweł Krupiej, on Flickr





    Z pasa zjeżdżamyspeedwayem tuż za przecięciem RWY06/24 i RWY12/30. Załoga wita nasw Pradze oznajmiając jednocześnie, że temperatura na zewnątrzwynosi 10 stopni Celsjusza, co oczywiście nikomu się nie podoba –niestety, powrót do rzeczywistości .







    Po kilku minutachpodjeżdżamy pod terminal, podjeżdża rękaw i wysiadamy z samolotu do rękawa... po czym jesteśmy kierowani na zewnątrz, gdzie czekająpodstawione autobusy. Miny osób lekko ubranych i spodziewających się bezpośredniego wejścia do terminala bezcenne .











    Po wejściu doterminala kierujemy się do kontroli paszportowej. Najmniejszekolejki są do kontroli paszportów biometrycznych, więc tam teżidziemy. Ogólnie pierwszy raz widzę taką kontrolę: najpierwwkładam paszport do urządzenia, które przez chwilę coś sczytujepo czym kieruję się do monitora który pokazuje moje odbicie izaczyna analizować. Trochę to trwa, ale wreszcie bramka sięotwiera . Teraz tylko bierzemy bagaż z taśmy...





    … i wychodzimydo części ogólnodostępnej, skąd kierujemy się na zewnątrz wposzukiwaniu autobusu.





    Tym razemjedziemy nieco inaczej, gdyż musimy się dostać na dworzec główny.Wsiadamy więc do autobusu linii 119, który jedzie do centrumprzesiadkowego Veleslavín. Bilety kupujemy u kierowcy, co kosztujenas nieco więcej jak ostatnio – bilet na pasażera 40 Kč zamiast32, na bagaż 20 zamiast 16.





    Podróż domiejsca przesiadki trwa 17 minut. Tam autobus kończy swój bieg, amy zmierzamy pod ziemię na metro linii A, którym zamierzamydojechać do stacji Muzeum.







    Jedziemy około 12 minut i wysiadamy na stacji docelowej.





    Teoretyczniemoglibyśmy się tutaj przesiąść na linię C i dojechać jeden przystanek prosto na dworzec. Jednak ze stacji muzeum idzie się max10 minut z buta, a przy okazji można trochę pozwiedzać w biegu










    Na dworzecdocieramy nawet szybciej - po pięciu minutach - i od razu szukamyczegoś do jedzenia. Jako, że pieniędzy zostało niewiele, a wybórzdaje się być słaby, to decydujemy się na kanapkę w Subwayu. Sam dworzec Praha hlavní nádraží jest dość spory i wizualnienaprawdę robi wrażenie z zewnątrz jak i wewnątrz. Zdjęcia ze środka














    Jako, że dopociągu mamy jeszcze prawie godzinę, to idziemy po jakieś piwko domarketu Billa. Fajny sklep, pod względem wielkości coś w stylunaszego Dino (może trochę mniejsze), ceny dobre, ale kartonyporozstawiane gdzie się da – podobnie, jak w naszych Biedronkach . W końcu bierzemy po jednym piwku Braník na promocjioraz coś niealkoholowego na drogę i idziemy do kasy. Tam widzępiwo Excellent (które bardzo lubię) za jedyne 12,90 Kč, więc odrazu biorę dwa do domu. Ilekroć jestem w sklepie w Broumovie popiwo, to nigdy nie widziałem Excellenta za mniej niż 15 koron, więctrzeba skorzystać z okazji .


    Wychodząc nazewnątrz sprawdzamy jeszcze na tablicę odjazdów, z którego peronumamy pociąg i tu zaskoczenie – nie ma podanego! Wygląda na to, żepodają dopiero na ileś minut przed odjazdem. No cóż, idziemy więcnapić się piwka w przydworcowym parku.





    W końcu 15 minutprzed odjazdem wchodzimy do hali i sprawdzamy peron. Jest, 5S –tylko co znaczy ten S? Czasu do odjazdu niewiele a my nie wiemy gdzieiść. W końcu pytamy najpierw kogoś z ochrony, a w przejściu podperonami drogę do końca wskazuje nam bardzo miły pracownik SŽDC(czeski odpowiednik PKP PLK). W końcu docieramy na peron i wsiadamydo swojego pociągu.





    Tym razemjedziemy pociągiem z przesiadkami, gdyż autobus odjeżdża trochępóźniej, a mnie zależy na czasie. Pierwszy odcinek pokonujemy więcpociągiem R927 Hradečan relacji Praga – Trutnov do stacjiStarkoč, gdzie mamy przesiadkę. Jest poniedziałek, więc wydajesię, że tłumów nie powinno być – zwłaszcza o tej godzinie. Powejściu przekonujemy się o tym, że warto było wziąć miejscówki,gdyż nasz wagon jest niemal pełny .


    Ruszamypunktualnie o godzinie 12:06. Kilka widoków przez okno:







    Pociąg oznaczonyliterą R (rychlík – pospieszny), to taki trochę odpowiedniknaszej TLKi. Oczywiście tylko teoretycznie, gdyż jakością zdajesię być znacznie lepszy. Nasz wagon bezprzedziałowy (zawsze takibiorę, gdy taki jest – nie lubię stykać się z kimś nogami wprzedziale) ma całkiem wygodne fotele, gniazdka do ładowania, a nawet stoliki – z tym, że schowane między fotelami. Nawet kibeljest zadbany . No dobra, w naszych TLKach też są fajnebezprzedziałowe – tylko w mało których . Cena biletunormalnego do samego Broumova to 179 Kč za osobę, czyli około 30złotych – tanio .










    Przez częśćtrasy (do Hradec Králové hl.n.) jest nawet minibar. Nawet cenynaprawdę atrakcyjne: przekąski w granicach 10-30 Kč (1,70-5 zł),piwo Budweiser za 23 Kč (3,90 zł), Pilsner 38 Kč (6,40 zł), kawai herbata za 10 Kč. Aż ciężko uwierzyć, że w pociągu możnatak tanio nabyć coś do jedzenia czy picia . Jednak w końcuna nic się nie decydujemy.


    Po drodze mijamysporo pociągów osobowych wypełnionych pasażerami, nasz też całyczas z dobrą frekwencją. W końcu po ok. 2 godzinach podróżypowoli zbliżamy się do stacji Starkoč. Mamy dwie minuty naprzesiadkę, więc zgłosiłem to załodze. Tym bardziej, że wydajemi się, że na tak małej stacji do osobówki jadącej przez raczejmało zaludnione obszary niewiele ludzi będzie się przesiadać.Jakie jest moje zdziwienie, kiedy do wyjścia ustawia się blisko 30osób. W końcu dojeżdżamy minutę przed czasem i jeszcze chwilęczekamy na opóźnianą osobówkę.





    Po chwilipodjeżdża motoraczek Regionova, który za chwilę rozpocznie kursSP 1756 (Spěšný vlak). Ładujemy się do środka i ruszamy zkilkuminutowym opóźnieniem. Ledwie stację dalej – w Václavicach– już zmieniamy kierunek jazdy, chociaż idzie to bardzo sprawniei nawet nie mijają dwie minuty, a my już jedziemy w drugą stronę.


    Niestety,aktualnie na linii obowiązuje komunikacja zastępcza, więc kilkaminut później dojeżdżamy do dworca w Náchodzie i przesiadamy się na autobus, którym jedziemy niecałe pół godziny i na stacjiPolice nad Metují (która swoją drogą jest daleko od tego miasteczka :P ) znów przesiadamy się na Regionovę, na którą znów trzeba chwilę poczekać







    Stąd jedziemyjeszcze około 45 minut łącznie z kolejną zmianą kierunku wMeziměstí. O ile jeszcze po przesiadce obłożenie w pociąguwynosiło w granicach 20-25 osób, o tyle na kolejnych stacjachpojazd powoli się wyludnia i w końcu do ostatniego przystanku wBroumovie wraz z nami dojeżdża w sumie sześciu pasażerów.





    Do celu docieramypunktualnie o godzinie 16:16





    Stąd odbierają nas rodzice i po około półgodzinnej podroży samochodem wreszcie docieramy do domu, jednocześnie kończąc tą 16-godzinną podroż .


    Oh wait! Kto kończy, ten kończy. Siostra zostaje w domu, gdyż nazajutrz ma praktyki w szpitalu w Nowej Rudzie, a ja następnego dnia wracam do roboty we Wrocławiu od 8 rano. Zatem mam niecałe trzy godziny na przepakowanie się, obiad i ruszam pociągiem do Wrocławia. Mojapodroż kończy się więc o 21:48 – po prawie 20 godzinach . Oczywiście ciężko nie być zmęczonym po tak długiej podroży i następnego dnia dostaję zrypę od przełożonej za zbyt małą wydajność . Jeszcze screeny z przebiegu całej podroży








    Cała podroż kosztowała nas ostatecznie w granicach 2200-2300 złotych licząc sam wyjazd, dojazdy z/do lotniska, więc i tak wyszło bardzo tanio,jak na wyjazd na majówkę. Dlatego bardzo się cieszę, że mieszkam blisko Czech, gdyż zawsze mogę w miarę szybko dojechać na lot do Pragi – mieszkańcy innych części Polski nie mają tego komfortu . Smartwings? W tym momencie mam już 8 lotów z nimi za sobą i wciąż utrzymuję, że jest to naprawdę porządny czeski low-cost/charter .


    Co do Sharm El Sheikh, to wciąż bardzo lubię ten kurort. Oczywiście, jest wiele naprawdę interesujących miejsc na świecie, ale sam sentyment do tego konkretnego i naprawdę miłe wspomnienia z dzieciństwa (już nie tylko ) po tylu pobytach powodują, że wciąż chcę tu wracać. Dlatego zapewne w przyszłości będę dążył do tego,żeby między moimi kolejnymi podróżami zawsze gdzieś zmieścić Sharm El Sheikh, a konkretnie ten hotel .


    PS Z góry przepraszam za poklejone słówka. Znowu się pojawił ten problem przy wklejaniu tekstu
    .

  3. #3

    Dołączył
    Apr 2010

    Domyślnie

    Problem chyba też ze zdjęciami, bo przynajmniej u mnie wyświetla się tylko jedno - z lądowania w Pradze.
    Wamo, tartal, FighterMan and 1 others like this.

  4. #4
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie

    Rzeczywiście, jak nie jestem zalogowany, to też nie widzę tych zdjęć. Trochę dziwne, bo to były bezpośrednie linki do nich. Koniec z moim bezgranicznym zaufaniem do Google . Wklejam relację ponownie ze zdjęciami umieszczonymi na IBB, które póki co jeszcze mnie nie zawiodło.

    Prośba do moderatora o usunięcie dwóch pierwszych postów i wstawienie tego na początek, jeśli jest to możliwe. Jeśli nie, to niech tak zostanie .


    ------------------------------------------------------------------------------------------------------


    Witajcie .


    Jak wiadomo, w zeszłym tygodniumieliśmy bardzo ruchliwy turystycznie okres w naszym kraju, czylimajówkę. Akurat tak się fajnie złożyło, że dostałemzezwolenie na wolny tydzień od stażu, na którym aktualnie jestem.Co do studiów – mam stuprocentową frekwencję na wszystkichćwiczeniach i niektórych wykładach, także po jednej nieobecnościna wszystkich zajęciach również nie stanowiło żadnego problemu .


    W związku z tym wspólnie z siostrąstwierdziliśmy, że warto się gdzieś wybrać, zwłaszcza dojakiegoś „Ol inkluzif”. Siostra akurat w lutym była z nasząciocią w Sharm el Sheikh, w hotelu Faarana Reef Resort. Jest tohotel, w którym w okresie dzieciństwa byliśmy trzy razy –łącznie sześć tygodni ! W tym czasie mój ojciec zdążył sobiewyrobić znajomości, zwłaszcza z jednym z menedżerów tegożhotelu. Dlatego też nasz menedżer przy wolnej chwili zawsze pomógłsiostrze przy jakichś problemach różnego rodzaju podczasostatniego jej pobytu; traktował ją – jak twierdzi – jak swojąpolską córkę :P . Ponadto lutowy wyjazd był dla niej powrotem wto miejsce po ponad siedmiu latach, więc – można by powiedzieć –podróż sentymentalna , podróż do miejsca z dzieciństwa , zktórego to wynieśliśmy dużo fajnych wspomnień. Trzecia rzecz:sam hotel jest bardzo atrakcyjnie położony: niedaleko od lotniska(ok. 15 km), na klifie i w okolicy naprawdę pięknej rafy koralowej.Nietrudno się więc domyślić, że siostra bez większych problemówprzekonała mnie do tej konkretnej destynacji.


    Skoro cel podroży został ustalony, topozostało tylko znaleźć odpowiednią ofertę. Niestety, w szukanymprzez nas okresie ceny potrafiły być nawet absurdalnie wysokie –7500 zł za osobę (7 dni) z wylotem z KTW – no cóż, w końcumajówka .Ostatecznie zdecydowaliśmy się zamówić wycieczkę z czeskiegobiura podróży z wylotem z lotniska w Pradze im. Vaclava Havla.Cena, to zaledwie 12400 Kč (ok. 2080 zł) za osobę, pobyt o kilkagodzin dłuższy (rejs samolotem zbazowanym z PRG); wylot 29kwietnia, powrót 6 maja; loty obsługiwane przez Smartwings, którymmam już trochę lotów (pod szyldem Travel Service) na koncie.Kolejną zaletą tutaj jest fakt, że mieszkamy w zasadzie przy samejgranicy z naszymi południowo-zachodnimi sąsiadami, ok. 20kilometrów o miejscowości Broumov – 4 tysięcznego jak i bardzoładnego miasteczka słynącego chociażby z piwa Opat . Mieścinata jest bardzo dobrze skomunikowana z innymi miejscowościami, w tymz Pragą – kursuje stąd kilka bezpośrednich autobusów dziennie uruchamianych przez CDS Nachod oraz prywatny P-transport, jednopołączenie dziennie zdaje się realizować również niejaki ČSADÚstí nad Orlicí. Zresztą, nie jest to żadna tajemnica, żeCzechy ogólnie mają bardzo dobrze rozwinięty transport – dośćmocno im tego zazdroszczę . Wada tej oferty? Nieprzyjemne godzinylotów, ale o tym później.


    Do rzeczy.


    Całą podróżzaczynamy już w niedzielę (28 kwietnia): po zjedzonym obiedzie,około godziny 15:30 ruszamy do wspomnianego wcześniej Broumova.Zawozi nas ojciec samochodem, gdyż o jakimkolwiek połączeniuautobusowym można tylko pomarzyć (ostatnie takie były bodajżeokoło 10 lat temu), o kolejowym to już nawet nie ma co mówić –przygraniczny most został zlikwidowany lata temu. Po około20-kilometrowej podroży docieramy na dworzec w Broumovie. Którybodajże w zeszłym roku został wyremontowany i w zasadzieprzeniesiony bliżej peronu kolejowego. Idealne centrum przesiadkowe,jak na taką małą mieścinę. Około 16:10 na stanowisko 3podjeżdża Irisbus Magelys miejscowej firmy P-transport, którymodbędziemy swoją podróż do stolicy Czech.








    Bilet kupujemy ukierowcy, cena za 2 osoby i bagaż 20 kg (o dziwo darmowy) to 420 Kč(około 71,40 zł). Cena dobra, aczkolwiek mogę sobie pluć w brodę,że nie mamy karty studenckiej ISIC – zniżka studencka w Czechachwynosi aktualnie 75%, a więc moglibyśmy zapłacić niecałe 9 złza osobę, no cóż . Z Broumova ruszamy punktualnie, a więco 16:25. Podczas podróży obłożenie w autobusie jest cały czas nadość wysokim poziomie – mniej więcej od 30 do 90%. Do Pragipodróżuje jednak zaledwie 20 osób – większość to studenci.Kilka ujęć z trasy:











    Autobus – zzewnątrz wyglądający raczej na typowo podmiejski – w środkujest całkiem wygodny: są rozkładane stoliki, regulowane fotele,dość duża ilość miejsca na nogi. Na 3-godzinną podroż akurat





    Na wszystkieprzystanki dojeżdżamy przed czasem, na ostatnie przed Pragą zkilkuminutowym opóźnieniem ze względu na korki. W końcupunktualnie – a więc o 19:30 – docieramy do centrumprzesiadkowego Černý Most na wschodzie stolicy Czech. Tutaj kręcimysię trochę w poszukiwaniu biletomatu, ale takowego nie znajdujemy –nawet od południowego wejścia, gdzie kilka lat temu stał na pewno.W końcu kupujemy bilety w kiosku: wychodzi w sumie 80 Kč(90-minutowy na dwie osoby po 32 Kč + bagaż za 16 Kč) – około13,6 zł. W końcu wsiadamy w metro linii B i jedziemy całą liniędo położonego na zachodzie Pragi centrum przesiadkowego Zličín.





    Po około40-minutowej podroży wreszcie dojeżdżamy na Zličín, gdzieprzesiadamy się na autobus linii 100 kursujący na lotnisko.





    Ostatecznie nalotnisko w Pradze docieramy około 21:15 – około 1,5 godziny przedrozpoczęciem odprawy. Wylot mamy z terminala 1 o godzinie 1:05.








    Ostatecznieodprawa rozpoczyna się około godziny 22:40 i odbywa się przystanowiskach 111 i 112. W terminalu odbywają się odprawy jeszcze nadwa inne rejsy: po lewej od nas (116 i 117) na startujący kwadransprzed nami lot do HRG oraz po drugiej stronie do startującego 10minut przed nami rejsu do SVO.








    Jako żeustawiliśmy się gdzieś w 2/3 całej kolejki, to stoimy dośćdługo. W końcu przychodzi kolej również na nas. Siostra dostajemiejsce 9C, ja 9D – ech, jak zwykle przy przejściu .


    Po odprawiekierujemy się do kontroli paszportowej – najpierw bramki skanującedokument, później budki. Po przejściu tego etapu przechodzimy…przez bezcłówkę Aelia. Jak to? Jest sklep, a nie było kontrolipodręcznego? No i zaczyna się problem, gdyż chciałem kupić jakiśalkohol przed lotem – skoro rejs nocny, to fajnie byłoby łatwozasnąć, a w stanie lekkiej nieważkości teoretycznie jestnajłatwiej . Pytam się więc obsługę o co chodzi i dostaję odpowiedź, żekontrola jest dalej, natomiast produkty ze sklepu przez nią przejdą.Pierwszy raz spotykam się z takim systemem, ale ok. Może todlatego, że nie nie miałem jeszcze okazji odwiedzić zbyt wieluwiększych lotnisk? W każdym razie biorę ziołowy likier zwanyBecherovka – mówią że dobry, no i cena nieprawdopodobnie niskajak na sklep bezcłowy: ledwie 179 Kč (ok. 30 zł) za połówkę.Przy kasie pakują mój zakup do worka z dopiskiem, żeby nieotwierać przed kontrolą.


    Gdzieś okołopółnocy rozpoczyna się kontrola, z której przechodzimy jużprosto do wydzielonej poczekalni przed kilkoma gate’ami. Już napoczątku pojawia się informacja, że boarding będzie opóźnionyokoło 20 minut. W końcu postanawiam spróbować Becherovkę. Bardzodobra, dość słodka, smak trochę kojarzy mi się z piernikami. Wkażdym razie pychota .





    W końcu okołogodziny 0:50 rozpoczyna się boarding, do samolotu idziemy z gate A3.Dzisiejszy rejs QS 2544 obsługuje Boeing 737-800 (też miniespodzianka ) o numerachOM-TSG, czyli około 15-letni B738 latający wcześniej dla ShanghaiAirlines. W środku wygląda jednak na zadbany, konfiguracjaoczywiście Y189, aczkolwiek między rzędami 6 i 7 jest zasłonka,czyżby na niektórych rejsach oferowali klasę biznes z zablokowanymśrodkowym siedzeniem? Fotele nawet niezłe, aczkolwiek brakzagłówków (dość często jednak występujących w maszynachSmartwings) zapowiada ciężki lot .








    Boarding kończysię około 1:15. Teraz tylko pushback, szybkie kołowanie, po czymwjeżdżamy na RWY 24 i od razu ruszamy. W powietrze wzbijamy siędokładnie o 1:29, czyli 24 minuty po czasie rozkładowym. Zdjęciepo starcie marne bo marne, ale coś jest





    Gdy tylko gaśniesygnalizacja „zapiąć pasy”, załoga od razu rusza ze sprzedażąjedzenia i napojów, aczkolwiek nie wygląda to tak nachalnie, jaknp. w Ryanair . W trakcie podroży rozdają za to darmową wodę





    jak równieżkoce dla chętnych – jak na charter w dzisiejszych czasach to jużcałkiem sporo . Dostajemy również karty wjazdowe do Egiptu,które należy wypełnić jeszcze przed przylotem. Ponadto nicbardziej szczególnego się nie dzieje.


    Oczywiście takjak się obawiałem, nie udaje mi się zasnąć na dłużej niż 10minut. Ale przynajmniej rejs mija w miarę spokojnie, bez większychturbulencji i w końcu chwilę przed 5 rano pojawia się komunikat orozpoczęciu zniżania. Mijamy góry od zachodu, robimy nawrót odpołudnia, wychodzimy na prostą w okolicy południowej częścimiasta, które ukazuje się naszym oczom…





    … i w końcu ogodzinie 5:20 dość miękko siadamy na pasie 04L. Zdjęcie zlądowania dzięki uprzejmości współpasażerki z 9F, którazgodziła się zrobić zdjęcie moim telefonem





    Na płycie ruchdosyć mały. Stoi kilka 737-800, jeden A320 i 767-300ER UIA, któregoniestety nie udało mi się uchwycić





    W końcudojeżdżamy do stanowiska, silniki gasną i po kilku minutachopuszczamy samolot i kierujemy się do autobusu





    Na wejściu doterminala wita nas tablica informująca, że w tym mieście odbywałsię niedawno szczyt UE – Liga Państw Arabskich.





    Wchodzimy doterminala 2, który – jeśli dobrze pamiętam – był kiedyśoznaczony jako terminal 3. W każdym razie jest to według naprawdępiękny terminal – zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Do tegochyba jeden z najładniejszych, z których miałem przyjemnośćlecieć.














    Większośćturystów kieruje się jeszcze po wizę turystyczną. My idziemydalej, gdyż nie wyjeżdżając z Synaju oraz będąc zaledwietydzień nie musimy takiej wykupować, dostajemy jedynie stosownąpieczątkę przed taśmami. W końcu docieramy pod taśmę, na którąnasz bagaż wyjeżdża jako jeden z pierwszych, więc po kilkuminutach kierujemy się do autokaru.





    Jakieś półgodziny później ruszamy w kierunku wyznaczonych hoteli, nasz jestpierwszy na liście. Naszym rezydentem jest Egipcjanin mówiącybardzo dobrze w języku czeskim. Po drodze zauważam, że od mojegoostatniego pobytu bardzo wiele się zmieniło. Przede wszystkim naszatrasa prowadziła przez jakąś nową obwodnicę: nie dość, żeczteropasmową to jeszcze z dwupasmową drogą boczną, którąporuszają się pojazdy zamierzające niedługo zjechać do miastalub włączyć się do ruchu na czteropasmówce. Co ciekawsze, ruchna drodze był niemal zerowy, a jedyni kierowcy w zasadzie jechalidowolnym pasem. Tutaj byłoby ciężko niektórym kierowcomciężarówek pobawić się w szeryfa .





    W końcu po około20-minutowej podróży docieramy do hotelu, który tak dobrzewspominam z dzieciństwa (drugiezdjęcie jest z innego dnia)








    A sama podróżwyglądała tak:






    Docieramy wzasadzie prosto na śniadanie, gdyż po wszystkich formalnościachzwiązanych z wmeldowaniem nastaje 7 rano, czyli moment otwarciastołówki. Jako, że znamy ten hotel jak własną kieszeń, to wiemygdzie się kierować . Niestety, na recepcji informują nas, żepokoje dostaniemy dopiero około godziny 10-11. Jednakże chwilę pośniadaniu spotykamy znajomego menedżera, chwilę z nim rozmawiamy,wspominamy dawne czasy, po czym pomaga nam załatwić pokój od razu.Dostajemy pokój nr 596 w dogodnej lokalizacji: w połowie drogimiędzy recepcją, a plażą; blisko do obu pozaplażowych barów(ok. 2 minuty z buta do obu) oraz praktycznie przy samym teatrze. Takwięc czekamy chwilę na dostawę bagażu, wypakowujemy się i odrazu zmierzamy na plażę. Niesamowite jest to uczucie, kiedy moimoczom po siedmiu latach znów ukazuje się ten przepiękny widok :





    Po zejściu naplażę bierzemy leżaki i wreszcie można porządnie odsapnąć podługiej podróży . Już pierwszego dnia temperaturaznacznie przekracza 30 stopni Celsjusza, więc trudno wytrzymać –nawet w cieniu – bez wizyty co jakiś czas w wodzie. Sharm ElSheikh leży nad Morzem Czerownym, które jest jednym z najbardziejzasolonych mórz świata; co nie umknie uwadze, gdy się wejdzie doniego z jakimiś ranami lub po prostu woda wpadnie do oka .Zdjęcia z plaży:


    https://ibb.co/zRppBqp][/url]





    Głównym celemwypadu na majówkę miał być „leżing, smażing” aniżelizwiedzanie (które ostatnio znacznie przeważało w moim przypadku),poza tym podczas poprzednich pobytów zdążyliśmy już sporozobaczyć na Synaju. Dlatego też w zasadzie każdy dzień wyglądadość podobnie: pobudka, śniadanie, plaża, bajera i jakieśzabawy/aktywności fizyczne z animatorami (swoją drogą tym razemtrafiliśmy na bardzo fajną ekipę ) przez cały dzień, późniejbar, kolacja, bar, teatr i do spania. Oczywiście, nie zabrakłorównież zdjęć samolotów


    P1020194[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020197[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020198[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020203[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020204[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020207[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020210[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020213[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020224[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020228[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020230[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020234[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020236[1]by PawełKrupiej, on Flickr


    P1020243[1]by PawełKrupiej, on Flickr




    Mimo wszystkokilka razy udaje się przełamać tę rutynę. Aktualnie w tym hoteluorganizowane są przez grupę animacyjną codzienne wyjazdy naimprezy. Każdego dnia inny klub, raz w tygodniu (wtorek) wyjazddarmowy, reszta dni płatna. Kiedyś imprezy były na terenie jednegoz budynków w hotelu, jednakże tymczasowo jest to zawieszone –podobno z powodu mniejszej liczby gości spowodowanej remontem częścipokoi. Ale skoro istnieje możliwość takiego wyjazdu, to zawszewarto skorzystać .


    Na pierwszy ogieńidzie właśnie darmowy wtorkowy wyjazd do klubu Little Buddha.Wyjazd z hotelu - tak jak codziennie - około godziny 23:30. Mimodarmowego wyjazdu chętnych jest niewiele: 3 osoby z animacji i 5turystów wraz z nami. Little Buddha położony jest w dzielnicyNaama Bay, oddalonej od nas około 8 kilometrów, zatem po około 15minutach docieramy do celu. Na wejściu do klubu poza bramkarzem stoirównież bramka – taka jak na lotnisku , wcześniej po drodzesporo policyjnych punktów kontrolnych. To tylko pokazuje, jak bardzodba się teraz o bezpieczeństwo w egipskich kurortach turystycznych.Powodem jest zapewne fakt, że turystyka jest jednym z głównychźródeł dochodu tego kraju i dobrze wiedzą, że utrata tychżeklientów mogłaby im przynieść tragiczne skutki. Samo Naama Bayogólnie jest takim najlepszym miejscem w Sharm El Sheikh wkontekście życia nocnego, jednakże to i tak nie to samo co wPolsce – w okolicach godziny 1-2 jest tu już dość cicho.








    Sam klub LittleBuddha ma dość ciekawą budowę: okrągły budynek, gdzie tylko nazewnątrz tego koła znajduje się bar oraz parkiet ograniczonyporęczami, przez które można dojrzeć znajdującą się na dole …restaurację. Tak! Zupełnie na odwrót, niż najczęściej w Polsce:klub na górze, restauracja na dole . Na każdy wyjazd uczestnicyw zestawie dostają jeden voucher na drink lub piwo, który możnawykorzystać na barze. Biorę więc drinka. Niestety, zdjęć ześrodka za bardzo nie mam, gdyż mój telefon nie jest najlepszy wnocnych fotach. Zatem wrzucam jedno, reszta w Google





    Po niespełnatrzech godzinach nawet dobrej zabawy, około 2:20 wsiadamy w autobus,wracamy do hotelu i tym samym kończymy ten wieczór.





    Zdjęcia hotelu
    https://ibb.co/vVxksGg][/url]


    https://ibb.co/6b8qH97][/url]





    Środa mija takjak codziennie, ale również tego wieczoru planujemy wyjazd naimprezę. Tym razem jest to klub La Dolce Vita – jedyny w Sharm elSheikh klub na pustyni. Tym razem jadę bez siostry, która źle siępoczuła. Bus podjeżdża ze sporym opóźnieniem (dopiero około0:20) i po mniej więcej 25 minutach ukazuje nam się La Dolce Vita.Wejście do klubu po schodach, oczywiście z bramkami





    Po wejściu moimoczom ukazuje się impreza, jakiej jeszcze nigdy nie widziałemarkiet pod gołym niebem, basen pośrodku, a w tle góry okraszonelampami. Na takiej imprezie to jeszcze nigdy nie byłem .








    Tradycyjnie,około godziny 2:30 wracamy do hotelu.


    O ile czwartekminął spokojnie, bez żadnych większych wydarzeń, o tyle piątekznów zapowiada się imprezowo, bowiem w każdy piątek grupyanimacyjne ze wszystkich hoteli obsługiwanych przez tą firmę mająspotkanie w klubie. Ponadto jeden z naszych animatorów - Paulo - maurodziny i postanowił nas zaprosić – nawet mamy wyjazd wyjątkowoza darmo . Jak zwykle turystów z hotelu jedzie zaledwie kilka,ale na miejscu jest dzisiaj wyjątkowo dużo ludzi. Mimo to myświętujemy urodziny w strefie VIP. Zjawia się również Michael –Barman z naszego hotelu, z którym codziennie gadamy przy barze pijącpiwo/drinki. Ma zmianę codziennie od 17 do 1 w nocy, więc na późneimprezy może sobie pozwolić . Jeszcze jedno ujęcie z Naama Bay


    https://ibb.co/WzcGgsM][/url]


    Część osóbwróciła autobusem do hotelu, a my dopiero około 3:30 nad ranemresztą grupy opuszczamy klub i idziemy do „Maka” coś zjeść. Wkońcu Michael idzie do domu, Paulo jedzie taksówką do znajomego izostaje nas czwórka: ja, siostra, animatorka z Ukrainy Anastasia icodziennie imprezujący szwajcar. Ten ostatni to ciekawy gość.Nazywa się Francesco, ma na oko 50 lat i – jak twierdzi – jestmenedżerem w jednym ze szwajcarskich banków, w Faaranie siedzi jużtrzeci miesiąc, codziennie jedzie na kluby, gdzie całej grupiestawia alkohol, przy czym sam ładuje piwo litrami . W każdymbądź razie całą grupą bierzemy taksówkę i wracamy do hotelu,gdzie jesteśmy około 5 nad ranem. Teraz trzeba się dobrze wyspać,bo już za dwie godziny śniadanie .


    Trochę nudnemoże być to ciągłe czytanie o imprezach, ale co poradzić skorobyły to jedne z niewielu nadzwyczajnych wydarzeń. Jednakże na tymostatnim wyjeździe się skończyło .


    W sobotni wieczórplanujemy się wreszcie wybrać tam, gdzie chcieliśmy iść już winny dzień, a gdzie jeszcze nie byliśmy: do Farshy. Farsha, toswego rodzaju bar oferujący przede wszystkim możliwość paleniasziszy w rożnych smakach z widokiem na morze, który znajduje sięna skałach przy hotelowej plaży. Widoki stamtąd są przepiękne . Wcześniej jednak siedzimy przy hotelowym barze ze znajomymmenedżerem i uczymy go czytać polski alfabet. Bardzo ciekawie sobieto zanotował





    W końcu jakośprzed 1 idziemy do Farshy i bierzemy sziszę o smaku arbuzowym. Dozestawu dostajemy herbatę, kulki arbuzowe i orzeszki. Tak to możnasię relaksować


    https://ibb.co/VNqhRSF][/url]


    https://ibb.co/4MrYn1F][/url]





    Niestety, całytydzień zleciał niespodziewanie szybko i zostaje nam już tylkoniedziela. Jakby tego było mało, to dostajemy jeszcze informację,że wylot jest przesunięty o godzinę wcześniej. Cóż,przynajmniej będziemy mieli więcej czasu na dojazd do centrum Pragiw razie opóźnienia . Cały dzień spędzamy na plaży,natomiast pod wieczór pakujemy się i idziemy popatrzeć po razostatni na plażę.








    https://ibb.co/6YTY9sS][/url]





    odwiedzamy teatr,gdzie już na wejściu zostaję wyciągnięty na scenę – do tegona trzeźwo … . Po wieczornym show żegnamy się zanimatorami, którzy za moment jadą na imprezę i do późnasiedzimy przy barze gadając ze znajomymi pracownikami hotelu. Czaspłynie tak szybko, że nim się obejrzeliśmy, już nastała godzina1:30 – za pół godziny opuszczamy hotel. Zatem żegnamy się zresztą i ruszamy do pokoju po bagaże. Jeszcze ostatnie zdjęciehotelu





    Nasz autokarprzyjeżdża punktualnie, więc pakujemy wszystkie rzeczy i ruszamyna lotnisko.





    Jako że naszhotel był ostatni na liście, to na lotnisko dojeżdżamy okołogodziny 2:30 bez żadnych postojów po drodze. Wylot – podobnie jakprzylot – z terminala 2.





    Na lotniskukontroli co niemiara: najpierw kontrola wszystkich bagaży i bramka,po niej wyrywkowe przeszukiwanie podręcznego (oczywiście musiałemsię załapać ), dalej odprawa bagażu rejestrowanego,następnie kontrola paszportowa (wraz w maszyną skanującą dłoniei lustrzanką Canon robiącą zdjęcia :P ), następnie kontrolabagażu podręcznego i wreszcie można siąść na ławce i zaczekaćna lot. Gdzieś po drodze była również kontrolapapierkowo-antynarkotykowa :P .


    Nasz samolotprzylatuje z PRG o 4:21 – z kilkuminutowym opóźnieniem. Niedługopóźniej rozpoczynamy boarding. Tym razem miejsca dostaliśmyznacznie lepsze – 10E i 10F . Ładujemy się do autobusu ipodjeżdżamy pod samolot. Dzisiejszy rejs QS2545 obsługiwał będzieuwaga… Boeing 737-800 o numerach OK-TVW, czyli 15-latek, którywcześniej latał dla Privatair w bardzo ciekawej konfiguracji C56.Nie miałbym nic przeciwko takiemu układowi na nasz lot .


    https://ibb.co/ncJYSSt][/url
    ]
    https://ibb.co/cCd8QZ3][/url]





    Również w tejmaszynie nie ma foteli z zagłówkami. Dodatkowo w tym przypadku mamydo czynienia z siedzeniami materiałowymi (w OM-TSG były skórzane).





    Na dzisiejszymrejsie obłożenie ponownie jest bardzo wysokie – ilość miejscwolnych można by policzyć na palcach jednej ręki.





    W końcurozpoczynamy kołowanie, jedziemy kilka minut, po czym wjeżdżamy naRWY 04L i startujemy dokładnie o godzinie 5:24 (19 minut obsuwy).Rozpędzamy się dość długo, gdyż w powietrze wzbijamy siędopiero w okolicy przedostatniego zjazdu. Po starcie niemal od razukierujemy się mocno w lewo, a naszym oczom ukazuje się przepięknywschód słońca





    https://ibb.co/BcHpwnm][/url]


    Jakieś 20 minutpo starcie zaczynają się pierwsze zamówienia na kanapki. Ponadtoniektórzy biorą kawę na przebudzenie, czy też piwo . Ja sięwstrzymuję tymczasowo z jakimkolwiek zamówieniem próbując chociażchwilę spać. Pierwsze próby podczas wznoszenia kończą się bólemszyi, gdyż przy moim wzroście głowę mogę położyć jedynie nagórę fotela twarzą do góry, natomiast na przelotówce po pięciuminutach kręci mi się w głowie – chyba po prostu nie jestemstworzony do spania w samolocie :P . Pozostaje się nacieszyćwidokami przez okno


    https://ibb.co/wNNGn4B][/url]


    https://ibb.co/d01t18v][/url]





    Cały lotprzebiega spokojnie i nawet w dobrym tempie. Gdzieś w okolicachSerbii mierzę prędkość i wychodzi mi 880 km/h. To całkiem dobrzepatrząc na fakt, że nieraz leciałem w tym kierunku ze znaczniemniejszą prędkością.





    Mniej więcej nawysokości Węgier stwierdzam że jestem głodny i patrzę w menu.Moim oczom ukazuje się Quiche z szynką w dość dobrej cenie: 85 Kč(około 14 zł). Więc zamawiam i otrzymuję informację, że będziegotowe za 15 minut. Po upływie dwudziestu minut jedzenia dalej niema, więc postanawiam przypomnieć o sobie. Niestety, akurat w tymmomencie wpadamy w dość silne turbulencje. Kiedy chwilowo ustępują,pytam się o swoje śniadanie. Stewardessa z niepokojem przeprasza istwierdza, że zapomniały o mnie – dobrze wiedzieć . Pyta,czy chcę otrzymać przekąskę teraz, czy po lądowaniu? Oczywiścieże teraz, jestem głodny! W końcu, po kolejnej serii trzepania, najakieś 10 minut przed lądowaniem lot się uspokaja, a ja dostajęwreszcie swoje Quiche .





    Trzeba przyznaćże naprawdę dobre i nawet syte, jak na tą cenę. W połowiekonsumpcji stewka zwraca mi uwagę, że stolik ma być złożony naczas lądowania – no tak, mój błąd, pozostaje mi zjeść nakolanach :P . Śniadanie kończę jakieś 3 minuty przed lądowaniem.


    Do lądowaniapodchodzimy od wschodu, czyli ogólnie lecimy nad miastem. Jednak poprawej stronie widać co najwyżej wiochy.





    W końcu ogodzinie 9:21 mięciutko siadamy na pasie 24, tym samym meldując sięw PRG 14 minut przed czasem rozkładowym. Oznacza to, że dzisiejszyrejs QS2545 trwał 3 godziny i 57 minut. Filmik z lądowania izdjęcia:


    Smartwings737-800 (OK-TVW) landing in PRG byPawełKrupiej, on Flickr





    Z pasa zjeżdżamyspeedwayem tuż za przecięciem RWY06/24 i RWY12/30. Załoga wita nasw Pradze oznajmiając jednocześnie, że temperatura na zewnątrzwynosi 10 stopni Celsjusza, co oczywiście nikomu się nie podoba –niestety, powrót do rzeczywistości .


    https://ibb.co/WPGj3DF][/url]





    Po kilku minutachpodjeżdżamy pod terminal, podjeżdża rękaw i wysiadamy z samolotudo rękawa... po czym jesteśmy kierowani na zewnątrz, gdzie czekająpodstawione autobusy. Miny osób lekko ubranych i spodziewającychsię bezpośredniego wejścia do terminala bezcenne











    Po wejściu doterminala kierujemy się do kontroli paszportowej. Najmniejszekolejki są do kontroli paszportów biometrycznych, więc tam teżidziemy. Ogólnie pierwszy raz widzę taką kontrolę: najpierwwkładam paszport do urządzenia, które przez chwilę coś sczytujepo czym kieruję się do monitora który pokazuje moje odbicie izaczyna analizować. Trochę to trwa, ale wreszcie bramka sięotwiera . Teraz tylko bierzemy bagaż z taśmy...





    … i wychodzimydo części ogólnodostępnej, skąd kierujemy się na zewnątrz wposzukiwaniu autobusu.





    Tym razemjedziemy nieco inaczej, gdyż musimy się dostać na dworzec główny.Wsiadamy więc do autobusu linii 119, który jedzie do centrumprzesiadkowego Veleslavín. Bilety kupujemy u kierowcy, co kosztujenas nieco więcej jak ostatnio – bilet na pasażera 40 Kč zamiast32, na bagaż 20 zamiast 16.





    Podróż domiejsca przesiadki trwa 17 minut. Tam autobus kończy swój bieg, amy zmierzamy pod ziemię na metro linii A, którym zamierzamydojechać do stacji Muzeum.


    https://ibb.co/WKM7zt3][/url]





    Jedziemy około12 minut i wysiadamy na stacji docelowej.





    Teoretyczniemoglibyśmy się tutaj przesiąść na linię C i dojechać jedenprzystanek prosto na dworzec. Jednak ze stacji muzeum idzie się max10 minut z buta, a przy okazji można trochę pozwiedzać w biegu


    https://ibb.co/545fgzY][/url]


    https://ibb.co/QbnFsn9][/url]





    Na dworzecdocieramy nawet szybciej - po pięciu minutach - i od razu szukamyczegoś do jedzenia. Jako, że pieniędzy zostało niewiele, a wybórzdaje się być słaby, to decydujemy się na kanapkę w Subwayu. Samdworzec Praha hlavní nádraží jest dość spory i wizualnienaprawdę robi wrażenie z zewnątrz jak i wewnątrz. Zdjęcia ześrodka


    https://ibb.co/Jnd8c5N][/url]


    https://ibb.co/C7wJVPR][/url]


    https://ibb.co/HTS0bzh][/url]





    Jako, że dopociągu mamy jeszcze prawie godzinę, to idziemy po jakieś piwko domarketu Billa. Fajny sklep, pod względem wielkości coś w stylunaszego Dino (może trochę mniejsze), ceny dobre, ale kartonyporozstawiane gdzie się da – podobnie, jak w naszych Biedronkach . W końcu bierzemy po jednym piwku Braník na promocjioraz coś niealkoholowego na drogę i idziemy do kasy. Tam widzępiwo Excellent (które bardzo lubię) za jedyne 12,90 Kč, więc odrazu biorę dwa do domu. Ilekroć jestem w sklepie w Broumovie popiwo, to nigdy nie widziałem Excellenta za mniej niż 15 koron, więctrzeba skorzystać z okazji .


    Wychodząc nazewnątrz sprawdzamy jeszcze na tablicę odjazdów, z którego peronumamy pociąg i tu zaskoczenie – nie ma podanego! Wygląda na to, żepodają dopiero na ileś minut przed odjazdem. No cóż, idziemy więcnapić się piwka w przydworcowym parku.





    W końcu 15 minutprzed odjazdem wchodzimy do hali i sprawdzamy peron. Jest, 5S –tylko co znaczy ten S? Czasu do odjazdu niewiele a my nie wiemy gdzieiść. W końcu pytamy najpierw kogoś z ochrony, a w przejściu podperonami drogę do końca wskazuje nam bardzo miły pracownik SŽDC(czeski odpowiednik PKP PLK). W końcu docieramy na peron i wsiadamydo swojego pociągu.





    Tym razemjedziemy pociągiem z przesiadkami, gdyż autobus odjeżdża trochępóźniej, a mnie zależy na czasie. Pierwszy odcinek pokonujemy więcpociągiem R927 Hradečan relacji Praga – Trutnov do stacjiStarkoč, gdzie mamy przesiadkę. Jest poniedziałek, więc wydajesię, że tłumów nie powinno być – zwłaszcza o tej godzinie. Powejściu przekonujemy się o tym, że warto było wziąć miejscówki,gdyż nasz wagon jest niemal pełny .


    Ruszamypunktualnie o godzinie 12:06. Kilka widoków przez okno:


    https://ibb.co/64MJnRf][/url]





    Pociąg oznaczonyliterą R (rychlík – pospieszny), to taki trochę odpowiedniknaszej TLKi. Oczywiście tylko teoretycznie, gdyż jakością zdajesię być znacznie lepszy. Nasz wagon bezprzedziałowy (zawsze takibiorę, gdy taki jest – nie lubię stykać się z kimś nogami wprzedziale) ma całkiem wygodne fotele, gniazdka do ładowania, anawet stoliki – z tym, że schowane między fotelami. Nawet kibeljest zadbany . No dobra, w naszych TLKach też są fajnebezprzedziałowe – tylko w mało których . Cena biletunormalnego do samego Broumova to 179 Kč za osobę, czyli około 30złotych – tanio .


    https://ibb.co/2hN2QDb][/url]


    https://ibb.co/7xhMzmW][/url]





    Przez częśćtrasy (do Hradec Králové hl.n.) jest nawet minibar. Nawet cenynaprawdę atrakcyjne: przekąski w granicach 10-30 Kč (1,70-5 zł),piwo Budweiser za 23 Kč (3,90 zł), Pilsner 38 Kč (6,40 zł), kawai herbata za 10 Kč. Aż ciężko uwierzyć, że w pociągu możnatak tanio nabyć coś do jedzenia czy picia . Jednak w końcuna nic się nie decydujemy.


    Po drodze mijamysporo pociągów osobowych wypełnionych pasażerami, nasz też całyczas z dobrą frekwencją. W końcu po ok. 2 godzinach podróżypowoli zbliżamy się do stacji Starkoč. Mamy dwie minuty naprzesiadkę, więc zgłosiłem to załodze. Tym bardziej, że wydajemi się, że na tak małej stacji do osobówki jadącej przez raczejmało zaludnione obszary niewiele ludzi będzie się przesiadać.Jakie jest moje zdziwienie, kiedy do wyjścia ustawia się blisko 30osób. W końcu dojeżdżamy minutę przed czasem i jeszcze chwilęczekamy na opóźnianą osobówkę.





    Po chwilipodjeżdża motoraczek Regionova, który za chwilę rozpocznie kursSP 1756 (Spěšný vlak). Ładujemy się do środka i ruszamy zkilkuminutowym opóźnieniem. Ledwie stację dalej – w Václavicach– już zmieniamy kierunek jazdy, chociaż idzie to bardzo sprawniei nawet nie mijają dwie minuty, a my już jedziemy w drugą stronę.


    Niestety,aktualnie na linii obowiązuje komunikacja zastępcza, więc kilkaminut później dojeżdżamy do dworca w Náchodzie i przesiadamy sięna autobus, którym jedziemy niecałe pół godziny i na stacjiPolice nad Metují (która swoją drogą jest daleko od tegomiasteczka :P ) znów przesiadamy się na Regionovę, na którą znówtrzeba chwilę poczekać


    https://ibb.co/YdfYL8F][/url]





    Stąd jedziemyjeszcze około 45 minut łącznie z kolejną zmianą kierunku wMeziměstí. O ile jeszcze po przesiadce obłożenie w pociąguwynosiło w granicach 20-25 osób, o tyle na kolejnych stacjachpojazd powoli się wyludnia i w końcu do ostatniego przystanku wBroumovie wraz z nami dojeżdża w sumie sześciu pasażerów.





    Do celu docieramypunktualnie o godzinie 16:16





    Stąd odbierająnas rodzice i po około półgodzinnej podroży samochodem wreszciedocieramy do domu, jednocześnie kończąc tą 16-godzinną podroż .


    Oh wait! Ktokończy, ten kończy. Siostra zostaje w domu, gdyż nazajutrz mapraktyki w szpitalu w Nowej Rudzie, a ja następnego dnia wracam doroboty we Wrocławiu od 8 rano. Zatem mam niecałe trzy godziny naprzepakowanie się, obiad i ruszam pociągiem do Wrocławia. Mojapodroż kończy się więc o 21:48 – po prawie 20 godzinach . Oczywiście ciężko nie być zmęczonym po tak długiej podroży inastępnego dnia dostaję zrypę od przełożonej za zbyt małąwydajność . Jeszcze screeny z przebiegu całej podroży






    Cała podrożkosztowała nas ostatecznie w granicach 2200-2300 złotych liczącsam wyjazd, dojazdy z/do lotniska, więc i tak wyszło bardzo tanio,jak na wyjazd na majówkę. Dlatego bardzo się cieszę, że mieszkamblisko Czech, gdyż zawsze mogę w miarę szybko dojechać na lot doPragi – mieszkańcy innych części Polski nie mają tego komfortu . Smartwings? W tym momencie mam już 8 lotów z nimi za sobą iwciąż utrzymuję, że jest to naprawdę porządny czeskilow-cost/charter .


    Co do Sharm ElSheikh, to wciąż bardzo lubię ten kurort. Oczywiście, jest wielenaprawdę interesujących miejsc na świecie, ale sam sentyment dotego konkretnego i naprawdę miłe wspomnienia z dzieciństwa (jużnie tylko ) po tylu pobytach powodują, że wciąż chcę tuwracać. Dlatego zapewne w przyszłości będę dążył do tego,żeby między moimi kolejnymi podróżami zawsze gdzieś zmieścićSharm El Sheikh, a konkretnie ten hotel .

    Ps Znów widzę problemu z posklejanym tekstem. Niestety nic na to nie poradzę
    walusinsky, Adik_s, Wamo and 6 others like this.

  5. #5
    des
    des jest nieaktywny

    Dołączył
    Dec 2010

    Domyślnie

    Dodam tylko w kwestii peronów w Pradze: S oznacza sever, czyli północ, w odróżnieniu od J, czyli jih (południe).
    Dworzec jest położony mniej więcej południkowo, więc to tylko oznacza, że idąc na wschód przejściem przy peronach z dopiskiem S kierujesz się w lewo, a peronach J - w prawo.
    pawel111 likes this.

  6. #6
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie

    ^ Czyli trochę inaczej, niż nasze "sektor A/B/C" i może nawet czytelniejsze. Zatem wszystko się zgadza, gdyż na peron wychodziliśmy w lewo. Dzięki, może się przydać w przyszłości .

  7. #7

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Fajna, szczegółowa relacja. Świetnie wspominam moje jedyne wczasy w Egipcie i lot tamże 752 Air Italy Polska. Jak się okazało, do dziś to największa maszyna jaką leciałem...

  8. #8
    Awatar pawel111

    Dołączył
    Apr 2012
    Mieszka w
    Wrocław/ Ludwikowice

    Domyślnie


    Polecamy

    Dzięki wielkie . Ja jeszcze nie miałem okazji lecieć większym niż 737-800 . W Egipcie zauważyłem też, że z KTW kilka dni później leciał A330, więc trochę mogę żałować. Jednak za 7k za osobę to raczej nie warto, poza tym wtedy już bym chyba nie miał wolnego .

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •