Pokaż wyniki od 1 do 11 z 11
Like Tree53Likes
  • 27 Post By FighterMan
  • 1 Post By lelek7
  • 18 Post By FighterMan
  • 2 Post By FighterMan
  • 5 Post By hiszpan2007

Wątek: Argentyna oraz Chile w zimie (tej ichniejszej)

  1. #1
    Awatar FighterMan

    Dołączył
    Mar 2019

    Domyślnie Argentyna oraz Chile w zimie (tej ichniejszej)


    Polecamy

    Hej hej. Pomęcze was kolejnymi swoimi wypocinami

    Ta podróż wyszła tak troche przypadkiem. Kierunek bardziej wybrał nas, niż my jego.
    Zeszły rok był bardzo intensywny- zwłaszcza pierwsza połowa. W styczniu obroniliśmy inżyniera, w lutym polecieliśmy do Maroko skąd wróciliśmy jako narzeczeni, pod koniec kwietnia była Malezja i Singapur z promocji QR, no a potem... na potem, w miesiące wakacyjne nie mieliśmy zaplanowane nic.
    Przewijało się wiele pomysłów, co by tu zrobić, codziennie grzebałem po fly4free i skyscanner rozpatrując wszystkie kierunki. W końcu pod koniec lipca samemu znalazłem ciekawą ofertę one-jaw do Am.Pd. Lecimy? Lecimy- odpowiedź przyszła z Peru, bo akurat Asia była tam z mamą.

    Za 2503zł, na miesiąc przed wylotem kupiłem dla nas WRO-FRA-IAH-EZE, SCL-IAH-FRA-DRS co umożliwiało podróż "bez wracania się" czyli tak jak lubimy najbardziej. Dodatkowy achievement- to będzie dla mnie piąty kontynent w ciągu roku.

    Jako że było to 9 miesięcy temu to niestety nie będę pamiętał wszystkich szczegółów, ale postaram się nadrobić zdjęciami





    Część pierwsza: Buenos Aires


    Stosunkowo rzadko udaje sie nam wylatywać z Wrocławia. Do tej pory najczęściej WAW, oraz oczywiście BER i PRG. Raz nawet się zdarzył BUD. Niesamowity luksus- można się wyspać przed podróżą, nawet pomimo że odlot o 6:25.


    Jestem zwykłym zjadaczem chleba. Dwa razy oglądam każdą ciężko zarobioną, złotówkę jaka mi przechodzi przez ręce- stąd nie będzie fotek z saloników itp.



    Lufthansa ma w zwyczaju raczyć EPWR ciekawymi typami samolotów bezpośrednio przed ich wycofaniem. W 2012 latał do nas RJ-85 z MUC, W 2014-2016 737-300/500 z FRA, a w 2018 Fokker 100 z MUC- za każdym razem po zakończeniu sezonu, te samoloty były kompletnie wycofywane a na trase wracał standardowy CR9. Mocno się starałem aby ułożyć nasz routing przez MUC zamiast przez FRA tylko po to żeby się przelecieć Foką- niestety taki bilet był o 800zł droższy i aż tak strasznie mi nie zależało.



    Nasz lot natomiast jest obsługiwany przez CR9 w nowym malowaniu. Dla mnie pierwszy lot CRJtem.



    We FRA mamy cztery godziny przesiadki. Moja czwarta wizyta, ale pierwsza w celach czysto przesiadkowych. W 2011 i lipcu 2018 byłem autem na spottingu, a w listopadzie 2017 zaliczyłem durnolota 747 LH z TXL.


    Podstawiają nasz 772 UA:



    Wnętrze stosunkowo stare, dzięki temu wciąż w coraz rzadziej spotykanej konfiguracji 3-3-3 w 777. Dodatkowo wybraliśmy miejsca na końcu, i nie mamy trzeciego współpasażera.


    Lot do Houston trwał 10,5 godziny. Nie mam fotek paszy- szału nie było (dotychczasowe loty long-haul miałem EK, QR, TK oraz BA w P) aczkolwiek wybredny nie jestem i mi smakowało. IFE natomiast bardzo skromne.

    IAH podczas dowinwind:


    Fortress hub UA na całą Amerykę Centralną, Południową i Meksyk.


    Nie mógłbym wybrać tej opcji dostania się do Argentyny, gdybym nie miał wizy w paszporcie. Na immigration gość przyczepił się do ilości pieczątek w paszporcie, pytał się w jakim celu tak często podróżuje, zwłaszcza jeśli powiedziałem że do niedawna byłem studentem (!!!). Co go to obchodzi. No ale musiałem się wyspowiadać.

    Mamy kolejne 4 godziny do odlotu. W Houston mamy się spotkać moim (przyszłym) teściem, Asi tatą który dolatuje do nas od siebie z TPA i razem lecimy do EZE. Jego ksywa- Stefan. Część czasu spędzam na spottingu.

    Odlot 789 do SYD, szóste najdłuższe połączenie świata:


    Dla mnie ciekawy, bo każdy reg jest nowy- ale tak ogólnie to spotting w USA jest mega nudny (poza wyjątkami jak MIA, LAX, JFK). Na zmiane cztery linie- i to na każdym lotnisku.


    737-700 wygląda świetnie z wingletami split scimitars:


    A E145 ogólnie wygląda super:


    Dostarczony kilka dni wcześniej 737MAX9, ostateczny zabójca 752 na transcon w US:


    Jest problem- burza nad FL i samolot Stefana przyleci opóźniony o 70 minut, zmniejszając czas przesiadki do 23 minut. Zgłaszamy to przy naszym gate. Ostatecznie zdąża na styk- i w trójkę wchodzimy do samolotu jako ostatni. My do Y, on do C (lata na standby).





    Wylot 22:20, przylot o 10:20. Lot prawie w całości przespany.



    Wszystkie samoloty z USA do południowej Ameryki Południowej (EZE, SCL, GRU, GIG itp) przylatują z rana, stoją cały dzień na płycie i odlatują wieczorem. Niektóre linie utworzyły centra serwisowe (DL w EZE, AA w GRU) po to aby przez ten czas wykonać przeglądy. Po przylocie do EZE na płycie stoją już 3 772 AA, 2 763 DL i 764 UA.




    Pieczątka do paszportu i witaj Ameryko Południowa. Ten kontynent jest idealny do podóżowania na polskim paszporcie- wiza nie jest potrzebna do żadnego kraju!

    Wsiadamy do zwykłego miejskiego autobusu do centrum (czas jazdy z Ezeiza- ponad godzina). Po drodze przygoda. W połowie drogi zaczynam się coraz gorzej czuć. Stwierdzam, że wytrzymam. Chyba jednak nie. Jest przystanek, tuż obok stacja benzynowa- daje nagle sygnał że wysiadamy i pełne ukłony dla ekipy bo w 5 sekund wyszliśmy z autobusu. Ja pobiegłem na stacje, na szczęście była toaleta. Jednak mogłem wziąć wołowine zamiast kurczaka w UA.

    Wchodzimy do następnego autobusu. Piździ. Strasznie piździ. Przylecieliśmy tu w sierpniu, ale tutaj to jest końcówka zimy. W dodatku krajobraz po drodze (biedne, zaśmiecone przedmieścia) mocno nie zachęcał. Gdy tylko dojeżdżamy do centrum, na piechotke do hotelu i spać. Długo spać- w końcu za nami 3 loty: 1,5 + 11 + 10 godzin i łącznie 8 godzin przesiadek. Ponadto różnica czasu -5h.


    Dzień 1: 31.08
    Nie mamy żadnej gotówki- trzeba wymienić. W hotelu mówią że banki mają bardzo dobre kursy i śmiało można tam wymieniać, nie trzeba szukać kantoru. Znajdujemy pierwszy lepszy bank- a tam spora kolejka każdy wymienia pieniądze. Okazało się że tego dnia, kurs argentyńskiego peso do dolara nagle spadł o 1/4.
    https://www.xe.com/currencycharts/?f...to=USD&view=1Y

    Dla nas dobrze, bo będzie jeszcze taniej- ale miejscowi wyglądają na wkurzonych, i wcale im sie nie dziwie.















    Stefan nas zaprasza aby pozwiedzać miasto autobusem hop on hop off.










    W pewnej części trasy objazd, bo ulica zablokowana przez protestujących obywateli, którym się nie spodobał dzisiejszy kurs. Pełno policji, jest ciekawie.




    La Boca:












    Następnie pod mechaniczny kwiat, który otwiera się o wschodzie, i zamyka o zachodzie.




    Każda ciężarówka i autobus ma układ dopompowywania ciśnienia.







    Musimy się udać na lotnisko AEP (Aeroparque) bo jutro mamy lot krajowy do Iguazu linią Andes Lineas Areas i nie da rady dokupić bagażu online- nie przechodzi żadna z naszych kart. Przy okazji namawiam ekipe na krótki spotting:





    Aerolineas Argentinas to jedna z niewielu linii, która w ostatnich 10 latach zmieniła malowanie zdecydowanie na plus. Inne (imho) to Finnair, Air Canada, Etihad.



    A tutaj przykład mega zmiany na minus.






    Nasz samolot (dzień przed lotem):








    Na koniec dnia- La Recoleta.


    Nie mamy w zwyczaju zwiedzać cmentarzy- lecz tutaj jest naprawde warte zobaczenia nekropolis. Bardziej klimatyczne niż w Bonifacio na korsyce.








    Dzień 2: 2.09
    Po jednodniowym zwiedzaniu boskiego Buenos, lecimy do Iguazu.




    Do końca miałem nadzieje, że coś sie wysypie w naszym 738 i polecimy MD83. Andes ma flotę 4 + 4. Niestety do IGR nie było rozkładowych lotów M83 tylko wszystkie na 738, i takim też ostatecznie polecieliśmy.





    Andes- typowy LCC. A na pokładzie poczęstunek niespodzianka- paczuszka która w europejskim LCC by kosztowała z 10 euro- soczek, duże ciastko i chrupki.

    W Iguazu, dużo gorsza pogoda niż z rana w BA.


    Lotnisko ma dwie bramki, przy czym druga jest zapasowa i wszystkie loty odbywają się z tego samego, jedynego rękawu na lotnisku.



    Koniec części pierwszej.

    W kolejnych częściach Iguazu, Cordoa, Jujuy, przejazd do Chile, region Atacama, Antofagasta, Valparaiso oraz Santiago. Zapraszam do śledzenia.

  2. #2

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Świetnie! Masz czytacza.

  3. #3

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    108

    Domyślnie

    Ja pierdzielę, to nawet po drugiej stronie świata mają te durne przyczepki, które nazywam "teatrzyk zielona gęś"porażka
    ps. jak masz zdjęcia jakiś pociągów to nie krepuj się
    pitterek likes this.

  4. #4
    Awatar cart

    Dołączył
    Aug 2008
    Mieszka w
    Warszawa

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez FighterMan Zobacz posta
    Pieczątka do paszportu i witaj Ameryko Południowa. Ten kontynent jest idealny do podóżowania na polskim paszporcie- wiza nie jest potrzebna do żadnego kraju!
    No to akurat nieprawda - Gujana i Surinam.
    Moje podróże - http://www.piotrwasil.com


  5. #5
    Awatar FighterMan

    Dołączył
    Mar 2019

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez cart Zobacz posta
    No to akurat nieprawda - Gujana i Surinam.
    Zapomniałem o pierwszej zasadzie publikacji czegokolwiek w internecie- zawsze używać sformułowań "jedno z największych" "prawie wszystkie" itd Wiedziałem że jakieś wyjątki są, ale miałem ubzdurane że w Ameryce Środkowej. Także:

    Pieczątka do paszportu i witaj Ameryko Południowa. Ten kontynent jest idealny do podóżowania na polskim paszporcie- wiza nie jest potrzebna do PRAWIE żadnego kraju!

  6. #6

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    Pamiętam jak się widzieliśmy rano we wro wtedy ;P (olek)

  7. #7
    Awatar FighterMan

    Dołączył
    Mar 2019

    Domyślnie

    Część druga: Puerto Iguazu


    2.09.2018
    Nagle znajdujemy się w klimacie subtropikalnym wilgotnym- rzeczywiście jest tropikalnie i wilgotno. Po przylocie z AEP, zostawiamy rzeczy w pensjonacie i pieszo udajemy się pare kilometrów w dół Puerto Iguazu, do miejsca gdzie spotykają się trzy państwa.





    Tres Fronteras- tak nazywa się to miejsce. Stojąc na Argentyńskiej stronie, na lewo widać Paragwaj, a na prawo Brazylię.


    Miasta:
    Argentyna: Puerto Iguazu, ok. 80 000 mieszkańców: Lotnisko IGR
    Brazylia: Fos do Iguacu, ok. 260 000 mieszkańców: Lotnisko IGZ
    Paragwaj: Ciudad del Este, ok. 300 000 mieszkańców








    Wkroczyliśmy w rejon Yerba Mate. Każda, ale to naprawdę każda napotkana osoba siorbie Yerbe, w sklepach są całe regały różnych gatunków tej herbaty.





    Następnego dnia, również pieszo wybieramy się do szpitala dla zwierząt Guira Oga, gdzie trafiają m.in potrącone ptaki i małpy z całego regionu. Nie jest to zoo, co powtarzają nam na każdym kroku. Zwierzęta są leczone, i tak szybko jak tylko to możliwe wypuszczane spowrotem do lasu tropikalnego. Wstęp kosztuje równowartość 40zł. Zwiedzanie jest tylko w grupach z przewodnikiem- co ciekawe, są grupy po Angielsku.

















    Jest i on- Tukan. Symbol tego regionu, bohater każdego lusterka i deski rozdzielczej w miejscowych taksówkach.








    Klatki dla zwierząt są porozmieszczane w pewnych odległościach od siebie w lesie, pomiędzy nimi wędruje się wyznaczonymi ścieżkami przez las tropikalny co samo w sobie jest atrakcją.



























    Kolejnego dnia w końcu pogoda jest lepsza i wybieramy się do głównego powodu dla którego tu jesteśmy- Cataratas del Iguazu, Jeden z 7 cudów natury.





    Wstęp kosztuje 700 peso (ok. 14$). Jest możliwość wejścia następnego dnia za połowę ceny, jeśli pod koniec pierwszego podbijemy bilet w odpowiednim punkcie. Całość jest jak najbardziej do obejścia w jeden dzień (bez korzystania ze spływów ani rejsów łodziami). Pomiędzy trasami (jest ich 3) kursuje wąskotorówka, do której żeby wejść czekaliśmy godzinę (pomimo że byliśmy poza sezonem). Na szczęście potem nigdzie nie było juz tłoków.








    Zaczynamy od "gardła diabła" czyli najwyższego poziomu wodospadów. Od stacji kolejki, trzeba przejść ok. kilometra pomostami nad rzeką. Całość jest fajnie pokazana na tej mapce:





    Po drodze można napotkać pełno fauny- wiele gatunków ptaków, a także żółwie, oraz ogromne zbrojniki w wodzie.


























    Strona Brazylijska- Nawet tam się nie wybieraliśmy, ponieważ 90% wodospadów jest w Argentynie.





    Ostronosy rude- utrapienie tego parku. Ostro żebrzą o jedzenie, są wszędzie. Potrafią zaatakować i naprawde ostro pokaleczyć (pazurami mogą rozciąć skóre na głębokość centymetra). Są przed nimi ostrzeżenia i absolutny zakaz dokarmiania i próby bawienia się.











    Środkową trasę (upper circuit) pominę, natomiast największe wrażenie robi trasa najniższa (lower circuit). Dosłownie Eden.























    Kolejnego, ostatniego już dnia pobytu w regionie Missiones, chcemy zaliczyć nowy kraj- Paragwaj. Dla zasady. Jedziemy z naszym taksówkarzem- dzień wcześniej umówiliśmy się z nim gdy wiózł nas a potem przywoził z wodospadów. Żeby z Argentyny dostać się do Paragwaju trzeba przejechać przez Brazylie- niestety nie stemplowali paszportu (kolekcjonuje pieczątki )





    Dowiózł nas do początku mostu między Brazylią a Paragwajem, co już musieliśmy pokonać pieszo; natomiast w drugą stronę (powrót) miał na nas czeka na granicy po stronie Argentyńskiej.


    Paragwaj- Ciudad del Este- jeśli kogoś nie jara "zaliczanie przy okazji"- nie ma żadnego powodu żeby tam jechać. No chyba że chcesz robić zakupy- elektronika albo kicz odzieżowy.














    Po prawej stronie Paragwaj, po lewej Brazylia, w oddali- Argentyna.





    Przez granicę da się przejść bez pieczątek, natomiast można wejść na posterunek i poprosić. I tak też zrobiłem





    Przy okazji zaliczyliśmy też Brazylie- W drodze między granicami, zjedliśmy obiad w mieście. Asua dostała największe Empanadas jakie widziałem!





    Z Fos do Iguacu do granicy BR-AR trzeba dojechać autobusem, bo to dystans kilkunastu km. Tam, po drugiej stronie czekał na nas umówiony kierowca, który zabrał nas do hotelu żeby wziąć bagaże, a następnie zabrał na lotnisko.


    Do Cordoby (COR) lecimy linią Fly Bondi. W chwili gdy lecieliśmy (wrzesień `18) linia miała raptem 9 miesięcy.





    Ciekawostka- Austral pomalowany w Skyteam. Dla wyjaśnienia- w sojuszu jest Aerolineas Argentinas, a nie Austral Lineas Aeras- ten jest tym czym dla LOTu był Eurolot- linią regionalną. To tak jakby był swego czasu był Eurolot w malowaniu Star Alliance





    No i nasz samolot:





    Lądowanie w COR:





    Koniec części drugiej.

  8. #8
    Awatar Wamo

    Dołączył
    Nov 2011

    Domyślnie

    Świetna relacja, jednak yerba mate to nie jest herbata

  9. #9
    des
    des jest nieaktywny

    Dołączył
    Dec 2010

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez FighterMan Zobacz posta
    Jestem zwykłym zjadaczem chleba. Dwa razy oglądam każdą ciężko zarobioną, złotówkę jaka mi przechodzi przez ręce- stąd nie będzie fotek z saloników itp.
    Relacja fajna, ale nie bardzo rozumiem po co ten komentarz. Zwykli zjadacze chleba też mogą korzystać z saloników, np. wystarczy mieć odpowiednią kartę.
    Poza tym w dalszej części relacji widać, że jednak nie do końca oglądasz każdą złotówkę (np. wg mnie bezsensowny pobyt w Paragwaju, który zapewne też trochę kosztował).

  10. #10
    Awatar FighterMan

    Dołączył
    Mar 2019

    Domyślnie

    Hej, no może rzeczywiście źle dobralem słowa. Chodziło mi tylko i wyłącznie o to że ja jeszcze żadnego statusu się niestety nie dorobiłem, i po cichu zazdroszczę tym co czas przed odlotem mogą spędzić w lounge. Jeśli kogoś przez przypadek urazilem to przepraszam.

    A co do Paragwaju, to to nie był prawie żaden wydatek- po podzieleniu wyniosło nas po ok. 12zł. A pieczątke nowego kraju wyceniam na więcej

  11. #11

    Dołączył
    Oct 2011

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez des Zobacz posta
    (np. wg mnie bezsensowny pobyt w Paragwaju, który zapewne też trochę kosztował).
    No tu się nie zgadzam, możliwość pobytu w nowym kraju, choćby nawet na chwilkę, jest wart każdych pieniędzy dla prawdziwego podróżnika
    Ja osobiście żałuję, że będąc 2 lata temu w Puerto Iguazu nie pojechałem dokładnie jak FighterMan od Ciudad del Este na momencik (i nie mam tej pieczątki w paszporcie)
    frik, mapa, megaloman and 2 others like this.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •