Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9
Like Tree52Likes
  • 8 Post By Miami
  • 9 Post By Miami
  • 10 Post By Miami
  • 12 Post By Miami
  • 13 Post By Miami

Wątek: Poszukiwania fortów w Emiratach Arabskich, czyli odkrywanie wszystkich 7 emiratów UAE

  1. #1

    Dołączył
    May 2013

    Domyślnie Poszukiwania fortów w Emiratach Arabskich, czyli odkrywanie wszystkich 7 emiratów UAE


    Polecamy

    WAW-OTP-DWC-OTP-BLQ-VIE-KRK

    Od dłuższego czasu polowałem na ciekawe bilety do UAE, ale zawsze coś wypadało w tym terminie…a to sesja, a to praca, milion innych powodów i ostatecznie nie udało się polecieć.


    Ale przejdźmy do rzeczy. Na początku ręcznie przeszukiwałem oferty przelotu do Emiratów różnymi liniami (UIA, Flydubai, Emirates, Turkish) ale najbardziej skupiłem się na Wizzairze – Katowice odpadają (bo ostatnie loty odbywają się jakoś w czerwcu), Budapeszt nie za bardzo… no to zostaje Bukareszt. Przewijam sobie kalendarz aż nagle znajduję bardzo fajną ofertę na przelot, idealnie 10 dni na miejscu i od razu pojawiają się dwa pytania : jak się najlepiej dostać do Bukaresztu i co robić 10 dni w Dubaju? Początkowy plan miał obejmować wyłącznie zwiedzanie Dubaju, ale po szybkim researchu innych relacji z Dubaju wychodzi na to, że 10 dni to zdecydowanie za dużo i warto rozszerzyć cały wyjazd, ale o tym będzie później.


    Teraz czas zaplanować i znaleźć bilety na powrót. 😊 I tu za sprawą wyszukiwarki udało mi się znaleźć niezłe połączenie, gdzie jednocześnie odwiedzę jeszcze raz Rumunię, a przy okazji zahaczę o Włochy i Austrię.
    Ostatecznie po wielu przeróbkach i kombinacjach ze stworzeniem marginesu bezpieczeństwa lotów (w stylu: „a co jeżeli spóźni się samolot na odcinku XYZ-ZYX i nie wyrobię się na kolejny…?”) udało się stworzyć ostateczny plan lotów i to wszystko low-costem!


    1) Warszawa > Bukareszt (na miejscu ok. 3 dni)
    2) Bukareszt > Dubaj (10 dni)
    3) Dubaj > Bukareszt (tylko na przesiadkę)
    4) Bukareszt > Bolonia (2 dni)
    5) Bolonia > Wiedeń (2 dni)
    6) Wiedeń > Kraków


    Łącznie 6 odcinków lotów (WAW-OTP-DWC-OTP-BLQ-VIE-KRK) i jakieś 10 000 km do pokonania w powietrzu.
    A jaki ostatecznie plan na UAE? Zobaczyć wszystkie Emiraty, a jest ich łącznie 7 (Abu Dhabi, Ajman, Dubaj, Fujairah, Ras Al. Khaimah, Sharjah, Umm Al. Quwain). 😊 Przy okazji zobaczymy granicę Omanu – padł pomysł żeby odwiedzić Muskat, ale wtedy nie będzie szansy zwiedzić porządnie Emiratów, a przy okazji wypożyczalnie nie pozwalają już przekraczać granicy samochodem.


    Zaczynamy! Będzie dużo zdjęć, dużo tekstu i dużo opisów. Gdybyście mieli jakieś pytania to zachęcam do zadawania, ta relacja powstała po to żeby ułatwić kolejnym osobom planowanie podróży. 😉


    Dzień 1.
    Start z lotniska Chopina w Warszawie i boarding do landrynki A320 HA-LYF, szybkie kołowanie i start z RWY29. Przebijamy się przez niską podstawę chmur nad Warszawą i zaczyna się standardowy poczęstunek.
    1) Już w czasie zniżania

    2) kilka sekund przed lądowaniem

    Szybko wychodzimy z lotniska żeby złapać transport (można brać taksówki, z tego co kojarzę około 2-3 RON za kilometr) ale decydujemy się pojechać autobusem. Bilety można kupić w automacie albo u pań w budce. Po kilkunastu minutach wysiadamy w centrum i pierwsza myśl… jak tu gorąco i ile tu jest wiszących kabli elektrycznych! Nie ma to jak dobry początek



    3) To właśnie widok tych latarni spowodował takie przemyślenia







    4) Są też i ciekawsze budynki


    5) I kościoły..

    Potem im bliżej centrum, tym częściej spotykamy „ciekawsze” budowle. No cóż, kraj przeszedł swoje, ale osobiście uważam to za ciekawe doświadczenie zobaczyć budynki w tym stylu.
    6)


    7)


    I docieramy na Piata Unirii, gdzie znajduje się spora fontanna. Zwróćcie też uwagę na zabudowę dookoła placu – wszystkie bloki są w jednakowym, szarym kolorze a nad nimi jakże wielkie kolorowe reklamy. W to miejsce wrócimy jeszcze wieczorem (przypadkowo) żeby zobaczyć pokaz rozświetlonych fontann w tle muzyki, czyli mały przedsmak fontann czekających na nas przed Burj Khalifa w Dubaju.


    8)


    9) Tuż obok Piata Unirii zahaczamy o świątynię, która świetnie wygląda w zachodzącym słońcu


    10) To już znajdujemy niedaleko Pałacu Parlamentu, świetnie namalowane wejście do kolejnej świątyni, która została całkiem sprytnie rozmieszczona pomiędzy blokami mieszkalnymi


    11) Jest i Pałac Parlamentu, budowla robi wrażenie na żywo, jak Wikipedia podaje „jeden z największych budynków na świecie”. To jest naprawdę wielkie.


    12) Apropo kabli, taki widok też jest powszechny 😉



    Potem zmieniamy styl odwiedzanych miejsc – ze świątyń i budynków rządowych przenosimy się w huczne dzielnice, które dopiero budzą się po zmroku. Jest tłoczno, głośno i klimatycznie. Szczególnie polecam pokręcić się tutaj po zmroku – my akurat byliśmy w piątek, więc dzielnica była pełna ludzi. Ceny również przystępne – kto się interesuje muzyką elektroniczną, znajdzie tutaj również knajpki nawiązujące do stylu muzycznego ro-minimal, który obecnie robi furorę w Rumunii. 😉 Koszt całkiem niezłego lokalnego piwa – ok. 8/10 zł.


    13) Strata Smardan


    14)


    15) I powoli wracamy do pokoju żeby odpocząć po całym dniu. Łącznie zrobiliśmy dzisiaj 16 km pieszo.


    16) Czas na nowy dzień i nowe dzielnice. Tutaj fotka z metra w Bukareszcie. Trzeba przyznać, że krawędź peronowa nie jest zbyt szeroka, więc nikt się zbytnio nie wychylał. 😉


    17) Nudząc się w oczekiwaniu na metro, udało się zrobić fotkę trochę jak ze sceny horroru


    18) Wysiadamy z metra w północnej części miasta żeby zobaczyć słynny Arcul de Triumf, czyli łuk triumfalny


    19) Tutaj przypadkowo odkrywamy i decydujemy się wejść do Muzeum Wsi w Bukareszcie (Muzeul Național al Satului 'Dimitrie Gusti'). Bardzo polecam tutaj zajrzeć, jest ono położone jakieś 5 minut od łuku triumfalnego a na miejscu można zobaczyć ciekawe eksponaty, jak na przykład domek, który częściowo jest w ziemi, a częściowo ponad ziemią. Wstęp z tego co pamiętam płatny, ale są to dosłownie grosze.


    20) Wracamy do centrum miasta i kręcimy się dalej zwiedzając ulice


    21) Przy okazji znajdujemy Synagogę Chóralną i z ciekawości idziemy ją odwiedzić. Ważna uwaga. Polecam sprawdzić w Internecie dni i godziny otwarcia. Sama świątynia jest dość mocno strzeżona – wysoki mur, ochroniarz w kamizelce, a chcąc wejść pan ochroniarz spisuje nasze dane z paszportu i każe nam zostawić wszystkie torby w zamykanych szafkach. Potem płacimy jakieś 10 – 15 zł za wejście i jesteśmy w środku. Pan, który nas oprowadza mówi płynnie po angielsku, ale wnętrze nie jest przesadnie wielkie.


    22) W środku


    23) Wracamy pokręcić się po mieście


    24) I jesteśmy o 21:00 na Piata Unirii żeby obejrzeć pokaz fontann. Wygląda to naprawdę świetnie, a wydaje mi się, że temu pokazowi przydałaby się większa reklama. Sporo osób (tak jak my) trafiła na niego zupełnie przypadkiem, więc trochę się spóźniliśmy, ale wygląda to fenomenalnie.
    I tak oto minęła przygoda w Bukareszcie. Kolejnego dnia jedziemy na lotnisko na upragniony od dawna lot.

    [ciąg dalszy relacji w kolejnych postach]
    Adik_s, walusinsky, Mentos and 5 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    May 2013

    Domyślnie

    25) Tym razem przed nami niecałe 4,5 godziny lotu w A320 Wizzaira. Udaje mi się zająć miejsce przy oknie i od razu spoglądam na FR24 na historyczne trasy lotu, które mniej więcej wyglądają tak: wylot z Rumunii, przelot nad Morzem Czarnym, niemal cała Turcja (od zachodniej do wschodniej części), przelot nad terytorium Iraku i Iranu, Kuwejt, Zatoka Perska i lądowanie…


    26) Ostatnie chwile nad ziemią Rumunii 😉


    27) Zachodnia Turcja, gdzieś tuż za Stambułem


    28) Dalej Turcja, ale górzysta część


    29) I dalej Turcja…


    30) Całkiem wysoko rozbudowana chmura


    31) Nadal Turcja, tym razem południowo-wschodnia część, widać solidne góry dookoła


    32) Opuszczamy (lub już opuściliśmy) terytorium Turcji – z tych zdjęć fajnie wygląda jak kraj jest mocno zróżnicowany pod względem terenu


    33) Gdzieś prawdopodobnie nad Irakiem



    Wraz z każdą godziną lotu ubywało zieleni, a coraz bardziej przybywało piasku i zmniejszała się widoczność powietrza, ze względu na wszechobecny pył.



    34) Zachód słońca nad Zatoką Perską


    Sam lot jest na pewno bardziej rentowny dla Wizzaira niż krótka trasa w stylu POZ-NYO, gdzie mniej osób skorzysta z cateringu. Na pokładzie przez cały lot był spokój, a ilość miejsca na nogi jest w miarę wystarczająca pod warunkiem, że nie macie bagażu pod siedzeniem. Na pewno nie jest to 777 Emirates pod względem ilości miejsca, ale spokojnie można przeżyć, tym bardziej biorąc pod uwagę cenę. 😉
    Podchodząc do lądowania na DWC lekko trzęsie samolotem, widać bardzo wiele statków pływających po Zatoce Perskiej. To co się rzuca w oczy jeszcze podczas lądowania to fakt, że całe miasto jest niesamowicie mocno rozświetlone.
    Witamy w Dubaju! Deboarding autobusem i pierwsze uczucie… jak tu jest gorąco i parno! Dosłownie jakby się weszło do parowej sauny. No cóż, chciałeś tego Dubaju to masz. A to była zaledwie godzina 9-10 w nocy czasu lokalnego, ciekawe co się będzie działo w ciągu dnia. Ale nic, lecimy na kontrolę paszportową, samo lotnisko jest niesamowicie czyste i nowoczesne. Od jakiegoś czasu bezpłatną wizę dostajemy na lotnisku, a jest to spora oszczędność bo rzędu ok. 500 zł. Tutaj ważna uwaga, jeśli się nie mylę, to nie dostaniecie bezpłatnej wizy „ot tak” mając paszport tymczasowy, więc koniecznie sprawdźcie to przed wylotem.
    Po wyjściu z lotniska DWC miły pan proponuje przejazd luksusową taksówką do Dubaju (w końcu teoretycznie do centrum mamy jakieś 30 km), ale po naszej odmowie od razu pomaga nam kupić bilety na autobus. Przy okazji spotykamy kolejną osobę, która chce nam pomóc, więc pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Na lotnisku po wyjściu z arrivals możecie kupić Nolcard na stoisku – czyli kartę prepaid do poruszania się komunikacją miejską. Najczęściej kupowana wersja to szara, jednak można kupić i złotą (droższa, ale bardziej prestiżowa). Uwaga – u pana na stoisku nie zapłacicie kartą, ale w pobliżu znajduje się bankomat (dosłownie przy samym wyjściu przed terminal).
    Wchodząc do autobusu robicie „check in”, tak samo wychodząc z niego przykładacie kartę do czytnika i robicie „checkout”. Autobusem jedzie się do stacji Ibn Battuta Metro Station, gdzie trzeba przesiąść się w metro. Samo metro jest bardzo czyste i zadbane. Minimalna kwota przejazdu to jakieś 3,50 AED (dla ułatwienia, mniej więcej 1 AED = 1 PLN), zaś samo metro jest w pełni automatyczne – nie ma człowieka, który by nim sterował, wszystko robi komputer. Jest podział na strefy gold (dla posiadaczy złotych kart cena przejazdu zaczyna się od 6 AED) oraz zwykła strefę, oraz podział na strefę dla kobiet i dzieci. Ciężko się pomylić wchodząc do złej strefy, ale jak to zrobicie to niestety zapłacicie karę. Co jakiś czas po pociągu przechodzi kontroler i patrzy, czy nikt przypadkiem nie je / pije / żuje gumy, bo za to też grozi mandat i sami byliśmy świadkiem jak przyłapał na tym dwie osoby.



    35)


    36)


    37) I słynne klimatyzowane przystanki autobusowe


    38) Nocujemy w starej dzielnicy Dubaju, która się zwie Deira



    To jaki jest ostatecznie plan na UAE? 5 dni spędzamy w Dubaju a kolejne 5 dni spędzamy w podróży autem odwiedzając każdy z Emiratów.



    39) „Rano” (to pojęcie względne) udajemy się trochę pozwiedzać okolicę.


    40) Jak ktoś szuka złota, to proszę bardzo. Niestety cen nie pamiętam


    41) A może jakieś kadzidełko? Nie ma problemu, to też można kupić


    42) Typowy widok w Dubaju. Wg Wikipedii 30% „wszystkich światowych dźwigów znajduje się w Dubaju”. Ktoś z was może pracuje w branży i mógłby odnieść się do tego?


    43) Wysiadamy na Al Ghubaiba – najlepsze uczucie? Kiedy wychodzisz z metra i w ciągu kilku sekund parują twoje okulary tak, że nic nie widzisz. Chodnik jest tak gorący, że spokojnie można na nim postawić patelnię i smażyć 😉 Ale nie poddajemy się, spacerujemy dalej


    44) Meczet o całkiem ciekawej architekturze, w pobliżu stacji Dubai Old Souq Abra Station


    45) Muzeum Dubaju, ale nie wchodziliśmy do środka


    46) I słynny napis, który widziałem już w wielu relacjach


    47)


    48) Budynek w kształcie piłeczki do ping ponga? Proszę bardzo. A może coś w kształcie lustra? Też się znajdzie.


    49) Jest i on! Całkiem znana marka 😉


    50) A centra handlowe? Właściwie niczym się nie różnią od polskich galerii. Z ciekawości sprawdziłem ceny w Carrefourze – trochę wyższe niż u nas, ale na pewno nie są to ceny rodem z Europy Zachodniej. Czasami się tylko zastanawiałem nad sensem kupowania słodyczy, skoro ledwo wyjdziesz z galerii to zaraz jest płynna czekolada :P


    51) Kolejnego dnia odwiedzamy słynny meczet Jumeirah – podobno jedyny meczet do którego mogą wejść turyści. Za bilet zapłacicie ok. 15 zł i możecie wziąć udział w 75-minutowej wycieczce, w której oprowadzą was po meczecie i wytłumaczą o co w tym wszystkim chodzi. Uzbierała się całkiem spora grupa kilkunastu osób, a przed tym wszystkim drobny poczęstunek.


    52)


    53)


    54)


    55) Potem idziemy sobie pozwiedzać miasto


    56)


    57) Trochę tych wieżowców jest


    58)


    59) Jedziemy metrem do największego centrum handlowego na świecie – Dubai Mall. Tu rzeczywiście wszystko jest wielkie. Ze stacji metra do wejścia do galerii idzie się cały czas klimatyzowanym przejściem i zajmuje to 10 – 15 minut.


    60)


    61) 😉


    62)


    63) O ile cała galeria handlowa sprawia wrażenie luksusu, to tutaj przypadkowo weszliśmy do jeszcze „bardziej” luksusowej części (o ile można to tak stopniować). Wcześniej było wielu turystów, ale w tej części spotkaliśmy głównie samych lokalnych Emiratczyków, a sklepy to głównie jakaś biżuteria itd.


    64) Skoro zobaczyliśmy największą galerię handlową na świecie, to czas na najwyższy budynek na świecie – Burj Khalifa (bilety kupiliśmy przez internet, jest bezpośrednie przejście z Dubai Mall więc wystarczy zapytać się o drogę). Windą wjeżdżało się jakąś minutę, a wrażenia jak w samolocie, czyli zatykające się uszy. ;P


    65)


    66)


    67)


    68)


    69)


    70)


    71)


    72)


    73)



    Jest kilka wersji biletów ale zdecydowana większość osób wybiera opcję z wjazdem na 125 i 126 piętro. W praktyce możecie poruszać się między tymi piętrami bez ograniczeń, a w teorii jest na to jakiś limit czasu, chyba 30 minut. Obsługa na bardzo wysokim poziomie. Mały tip: będąc na 125 piętrze możecie kupić na miejscu i od razu wysłać pocztówki, wysyłając je z najwyższego budynku świata. Same pocztówki po jakieś 5 AED, znaczek pocztowy też koło 5 AED. Do Polski dotarły po niecałych 3 tygodniach.



    74) I widok z dołu


    75) Sama okolica Burj Khalifa też jest warta odwiedzenia


    76)


    77) I pokaz fontann, w godzinach popołudniowych odbywa się co jakieś 30 minut, a wieczorem co 15 minut. Tuż przed pokazem polecam sobie stanąć przy barierkach, bo synchronizacja fontann i muzyki robi wrażenie. 😉



    I tak w dużym skrócie minęły 3 dni w Dubaju. Kolejnego dnia lecimy odebrać samochód z lotniska, wybór padł na Chevroleta Trax 4x4 w wersji full insurance (oraz 0 excess). Na karcie blokada 1000 AED na wypadek ewentualnych roszczeń. Samochód typowy dla Dubaju, czyli automat, który się przydaje w jeździe po zatłoczonym mieście. Przyznam szczerze mocno wahałem się czy wypożyczać samochód w Dubaju po tym jak przeczytałem na wielu blogach opinie o stylu jazdy lokalnych kierowców (bardzo agresywny, łamanie przepisów itd.) i muszę przyznać, że całkowicie się z tym nie zgadzam. Łącznie zrobiliśmy 2000 km po Emiratach ale w znaczna większość kierowców jeździła całkiem ok – w końcu są wszędzie fotoradary (i to dosłownie wszędzie). W UAE obowiązuje discount 20km/h, czyli przy ograniczeniu 100km/h mandat jest wystawiany od 120 km/h. Wbrew poprzednim obawom Google Maps nie gubił się ze względu na przebudowę dróg. To czego wszyscy się pilnowali na drogach, to czerwone światło. 😉 Przejazd na nim jest równoznaczny z wysoką karą AED + konfiskata auta na 30 dni. To wszystko strasznie brzmi, ale po kilkunastu minutach idzie się przyzwyczaić do stylu jazdy i natężenia ruchu, a jest on ogromny. 7-pasmowa droga może na początku dziwić, ale potem już nie.
    Mentos, myszygon, dak04 and 6 others like this.

  3. #3

    Dołączył
    May 2013

    Domyślnie

    78) Jak macie zamiar dużo jeździć w lato to nie polecam brać najmniejszych aut, żeby klimatyzacja miała moc schłodzić auto



    79) Mając już samochód polecam zajrzeć do parku z dziką przyrodą w Dubaju (Ras al Khor Wildlife Sanctuary), wstęp darmowy i możecie obserwować sobie zwierzęta


    80) Dubaj z innej perspektywy


    81) Przejazd do drugiego emiratu Sharjah (pierwszym był Dubaj) – najbardziej restrykcyjny i konserwatywny ze wszystkich emirat


    82)


    83)


    84)


    85)


    86)


    87)


    88)


    89) Po dłuższym spacerze zatrzymujemy się przy tym znaku i znajdujemy obok kilka historycznych budynków i muzeów, gdzie można dowiedzieć się nieco więcej o historii Sharjah (jaką pełniła rolę, że statki miały duży wpływ na rozwój tego miejsca itd.). Jest to miejsce dość rzadko odwiedzane przez turystów, więc pani była bardzo zadowolona z naszej wizyty i wszystko nam dokładnie wytłumaczyła. Budynek jak każdy ma klimatyzację, więc miało to swój duży plus po długim spacerze. 😉


    90)


    91)


    92) I kolejny, trzeci emirat – Ajman (lub jak kto woli polska wersja Adżman)


    93) Z wizytą w Ajman Museum, czyli odrestaurowanym forcie, których w tej relacji pojawi się jeszcze wieeeele


    94) W środku muzeum


    95)


    96) Zagadka. Czy znajdziecie gdzieś ceny paliw? Nie. Jedynie przy dystrybutorze. 😉


    97) Rozwiązanie zagadki. Po tankowaniu lecimy na nocleg


    98) Witamy w kolejnym emiracie Fujairah (Fudżajra)



    99) Całą wyprawę można właściwie nazwać wyprawą szlakami fortów albo zdobywaniem fortów. Tutaj jeden z nich, który znajduje się w samym mieście. Jak się potem okazało, najwięcej czasu spędziliśmy w samym Dubaju i Abu Dhabi, w przypadku pozostałych emiratów jest to bardziej „do zwiedzenia” w krótkim czasie, mimo, że naprawdę chcieliśmy zostać tam dłużej ale już nie było po co
    100) W drodze do kolejnego punktu



    101) 2990 – kolejny emirat, Ras Al Khaimah (Ras Al Chajma) o takiej samej nazwie jest też miasto. Nie spędzamy w nim wiele czasu, ale od razu kierujemy się na zwiedzanie fortu. Bez samochodu nie bylibyśmy w stanie tego zwiedzić. Jacyś turyści dookoła? Brak. Tylko my. Cisza i spokój.


    102)


    103)


    104)


    105) Skoro turystów brak, to są lokalni goście


    106) Opuszczamy fort i lecimy dalej. A po drodze kolejni goście.


    107) A tu już combo. Na szczęście nie zjadły lusterek!


    108) Jedziemy odwiedzić kolejny fort


    109) Nie tylko pustynie ale i też góry..


    110) Fort Hayl w pobliżu miasta Fujairah. Dojechać tutaj nie jest prosto, stąd byliśmy niemal jedynymi turystami w tym sezonie. W zimę przyjeżdża ich nieco więcej. Pan (imam / przewodnik / ???), który nas zobaczył bardzo się ucieszył i zaproponował nam spróbować lokalnych daktyli. Oprowadził nas po całym forcie, otwierał drzwi na dach żebyśmy mogli obejrzeć panoramę i rzeczywiście sprawiał wrażenie zadowolonego, że ktoś tu przyjechał. Gdyby nie nasza rozmowa, w całej okolica panowałaby niesamowita cisza (i upał!)


    111) Panorama na fort, a w tle nasz samochód jako jedyny „nietutejszy” obiekt


    112) Wracamy i znów spotykamy osła. Nie ucieka i jest bardzo spokojny, ale nie pozwala podejść do niego zbyt blisko żeby zrobić zdjęcie.


    113) Droga prowadzi tuż przy granicy z Omanem (a do samego Omanu pojedzie się w innym czasie. Słyszałem, że Muskat nie jest super polecany, ale w zamian warto pojechać w interior samochodem i zobaczyć miejsca, które nie są oblegane przez turystów. Coś a’la Emiraty tylko kilka/kilkanaście lat temu.)


    114)


    115) Następny emirat, Hatta


    116) Docieramy do jednego z najlepszych miejsc jakie zobaczyłem w ciągu 10 dni w Emiratach – jezioro Hatta. Podchodząc do tego stereotypowo to dwie ostatnie rzeczy, których można się spodziewać w UAE to góry i jezioro. Raczej powszechne jest podejście, że wszędzie jest pustynia, a wszystko co nie jest pustynią to miasto. Kto chętny może sobie popływać niewielką łódką po jeziorze, a jak nie to zachwycać się widokiem i ciszą dookoła (a gdzieś w tle pracują sobie agregaty). Dojazd samochodem bezproblemowy, na górze przy moście są miejsca parkingowe. Mogę polecić przyjazd tuż przed zmrokiem, żeby zobaczyć to miejsce w ciągu dnia i po zachodzie słońca.


    117)


    118)



    Z tego miejsca czeka nas całkiem długa podróż, bo znajdujemy się przy granicy z Omanem a nocleg mamy w Abu Dhabi. Uśredniając, dziennie po Emiratach robiliśmy około 500 km, więc każdy dzień musiał być dość dobrze zaplanowany żeby dojechać w każde miejsce.
    Mentos, Rafal, dak04 and 7 others like this.

  4. #4

    Dołączył
    May 2013

    Domyślnie

    119) Poranek w Abu Dhabi. Na zewnątrz w cieniu jakieś 44 stopnie, w praktyce na słońcu będzie znacznie więcej ale po kilku dniach organizm się przyzwyczaja. W końcu jest to podobno „najmniej polecana” pora roku do zwiedzania, a jednak jest całkiem nieźle.


    120) Wyprawa do słynnego Sheikh Zayed Grand Mosque Center. Wstęp jest bezpłatny, można wcześniej zarezerwować wizytę albo tak jak my zrobić to na miejscu wypełniając krótką ankietę. Żeby wejść na teren meczetu trzeba mieć odpowiedni strój, więc krótkie spodnie / sukienka itd nie przejdzie. Na szczęście można (bezpłatnie!) wypożyczyć męski jak i damski strój i bez problemu wejść. Miałem okazję to przetestować i dostałem jako zamiennik spodni… dresy.



    121) Dość niespotykany widok w tym rejonie świata, a jednak…


    122)


    123)


    124) Koniecznie trzeba przy sobie zachować bilet wstępu, bo będzie on później skanowany kilka razy. Tempo zwiedzenia dowolne, tyle, że wszyscy idą wyznaczoną ścieżką.


    125)


    126)


    127) Dość ciekawe rozwiązanie. Po zwiedzaniu żeby przypadkiem nie chodzić po słońcu można sobie wsiąść do bezpłatnej taksówki i kierowca podwozi pasażerów jakieś 100-200 metrów do najbliższego przejścia podziemnego, które prowadzi na parking. Sprytne.


    128)


    129) Przejazd na publiczną plażę w Abu Dhabi (Albateen Beach)


    130) Nigdy się nie spotkałem z tak mocno strzeżoną plażą. Co 10-15 metrów jest ratownik, który ciągle pilnuje swojego sektora. Jedni są w skromnym, inni w bardziej zakrytym stroju. Sama woda temperaturą przypomina ciepły rosół. Co kto woli.


    131) Teraz trochę zwiedzania innych rejonów Abu Dhabi – w tym przypadku po prawej stronie zdjęcia są Etihad Towers


    132)


    133) Zachód słońca


    134)


    135) Etihad Towers z bliska


    136) The Founders Memorial. Byliśmy na filmie, który wyjaśniał budowę tego pomnika. Jak dobrze pamiętam budował to międzynarodowy zespół inżynierów. Jest to ponad 1000 wyciętych kawałków metalu zawieszonych na linach, które mają odwzorowywać model 3D twarzy Szejka Zayed’a. Najlepiej oglądać to nocą.


    137)


    138) Pałac Prezydencki


    139)


    140) Kolejny dzień, tym razem już mocny wyjazd w interior


    141) Zagadka – jakim cudem tutaj cokolwiek rośnie wzdłuż autostrady?


    142) Odpowiedź do zagadki: wzdłuż autostrady ciągną się jakieś kable z wodą, które mają podlewać całą zieleń. Ci to mają rozmach.


    143)


    144)


    145) Jakaś willa na środku pustyni. Według Google Maps’ów tą drogą mieliśmy dojechać do kolejnego fortu, ale jak się okazało… nie dojedziemy bo to prywatna posesja.


    146) I jeszcze więcej piasku


    147) Po popołudniu odwiedzamy kolejny fort – Qutuf Fort. Do granicy z Arabią Saudyjską mamy niecałe 30 km, więc przejechaliśmy spory kawałek żeby się tutaj znaleźć. A wokół fortu kompletne pustki. Nie ma co się spodziewać turystów, lokalnych ludzi też bardzo niewiele w okolicy. Chyba teraz rozumiecie skąd się wzięło w tytule relacji określenie „śladami fortów”. 😉


    148) Widok z góry fortu


    149) Hola hola, to jeszcze nie wszystko. Kolejny fort w pobliżu poprzedniego, „Dhafeer Fort”. Jak się domyślacie tutaj też są pustki, ale ma to swój klimat, kiedy zwiedza się miejsca, do których dotarło niewielu turystów.



    150) Czas opuścić fort… i udać się odwiedzić kolejny! Dalej jedziemy wgłąb terenu, powoli zbliża się zmrok ale nie odpuszczamy. Tym razem spotkaliśmy ludzi (ale nie turystów) w okolicy. Delikatnie mówiąc byli zdziwieni widokiem turystów w tym miejscu i o tej porze.
    To był ostatni punkt do odwiedzenia tego dnia. Zapadł zmrok, więc czas zbierać się na nocleg. Do pokonania mamy niecałe 400 km, spod granicy z Arabią Saudyjską (w dużym uproszczeniu, bo jest to kilkanaście km do granicy…) wracamy do miejscowości Al-Ain, która jest położona przy granicy z Omanem.




    151) Czy marzyliście kiedyś o tym żeby zobaczyć Oman bez wizyty w Omanie? To akurat widok z balkonu z hotelu na Oman, do którego mieliśmy uwaga… 500 metrów. Jak znajdziecie dobrą cenę na bookingu, to jak najbardziej polecam to miejsce


    152) Widok w kierunku Omanu w ciągu dnia


    153) Al Jahili Fort położony w miejscowości Al Ain


    154) I jeszcze jeden…


    155) Temperatura w cieniu. Tu już klima w samochodzie nie wyrabiała. Wejście do samochodu po spacerze było jak wybawienie.


    156) W odwiedzinach na największej giełdzie wielbłądów w UAE. Miły pan zdecydował się nas oprowadzić po obiekcie, bo nie jest on stricte przeznaczony dla turystów, a dzięki niemu mogliśmy swobodnie obejrzeć sobie całą giełdę i dowiedzieć się nieco ciekawostek. Przy okazji nikt nas nie „naganiał” do kupowania. Cena wielbłąda? Od 5000 AED. Czarne wielbłądy były sprowadzane z Arabii Saudyjskiej jak dobrze zapamiętałem.


    157)


    158)


    159) Koniec zwiedzania, czas ruszać dalej. Opuszczamy Al-Ain i kierujemy się na Ras Al. Khaimah, a dokładniej jedziemy zdobywać szczyt góry Jebel Jais.


    160)


    161)


    162)


    163) Sam podjazd w góry jest w pełni utwardzony, jedzie się po 3-pasmowej drodze i auto 4x4 absolutnie nie jest potrzebne. Potem droga na górę zaczyna robić się mocno kręta, więc wjeżdżamy z prędkością 30-40km/h.


    164) Na miejscu. Zależało nam żeby być tutaj przed zmrokiem słońca, ale nie udało się. Może innym razem. Do samego szczytu trzeba jeszcze trochę podjechać, ale po zmroku droga została zamknięta więc zaparkowaliśmy w pobliżu na parkingu. Wokół nas jest kilkanaście osób, głównie miejscowi. Temperatura od razu zrobiła się przyjemna, z 37 stopni do niecałych 30.


    165) Za dnia widoki muszą być niezłe… Tutaj ktoś sobie robił grilla. Na szczycie. Prawie. Po tym wszystkim zjeżdżamy w dół i tu się zaczyna robić ciekawie. O ile wjazd był prosty, to teraz trzeba (a przynajmniej wypada zachować pozory) zadbać o hamulce. Nie chcielibyśmy zakończyć tej wycieczki gdzieś w przepaści.. Po wszystkim przyszedł czas oddać samochód i jechać do Dubaju na nocleg.


    166) Metro do…? :P


    167) Jeśli miałbym przywieźć jakąś pamiątkę, to na pewno byłyby te soczki :P Smakują wspaniale, skład też niezły i niska cena. Dziennie potrafiłem wypić kilka butelek i przy okazji testować nowe smaki.


    168) Zachód słońca na plaży w Dubaju


    169) Dzielnice mieszkalne


    170) „Słynne” kary o których się trochę naczytałem na różnych blogach


    171)


    172)


    173)


    174) Kolejnego dnia wyruszamy na zorganizowaną wycieczkę po pustyni. Koszt jakieś 150 zł za osobę, odbiór i przywóz pod sam hotel. W cenie jest przejazd na pustynie jakieś 50 km od Dubaju, przejazdy wielbłądem, nocna kolacja, tańce.. Zajmuje się tym kilkanaście firm, ale przeglądając oferty widziałem, że program jest niemal identyczny. Różnice były w stylu zamiast Toyoty przyjedzie Hummer itd.


    175)


    176)


    177) Trochę mocy się kryje pod maską


    178)


    179)


    180) A to dość ciekawe [??]




    181) Ostatni dzień spędziliśmy chodząc bez konkretnego planu. Udało nam się trafić na znaną galerię, gdzie np. po zakupach można sobie pojeździć na nartach albo porzucać się śnieżkami, albo pooglądać pingwiny. To się nazywa kolejny rozmach.



    To już koniec opisu wycieczki (ale jeszcze nie koniec relacji) o wypadzie do Emiratów, dzięki za wytrwałość! W razie pytań chętnie na nie odpowiem, mam nadzieję, że niektóre rady i wskazówki tutaj zawarte przydadzą się innym przy planowaniu wyjazdu.
    myszygon, SkyGuy, Adik_s and 9 others like this.

  5. #5

    Dołączył
    May 2013

    Domyślnie

    Reszta relacji będzie w dużym skrócie, są to odcinki: DWC – OTP – BLQ – VIE – KRK. W skrócie - największe wrażenie spośród Bukaresztu, Bolonii i Wiednia – zrobiła na mnie Bolonia. Na mapie wydaje się to spore miasto, ale w rzeczywistości jest ono bardzo kameralne. Gdybym miał polecić jednodniówkę w tym mieście, to przy dobrym planie jest ona jak najbardziej do zrobienia.



    182) Centrum Bolonii


    183)


    184) Odpowiednik Krzywej Wieży w Pizie


    Mały tip: żeby wejść na samą górę musicie kupić bilety wyłącznie on-line. Przed wejściem stoi obsługa ale nie kupicie u nich biletów. Wejście i zejście odbywa się w określonych godzinach, ponieważ do pokonania jest kilkaset wąskich schodków ale widoki na samej górze są naprawdę świetne! Łącznie zajęło mi to ok. 1 godzinę (od wejścia, zwiedzanie i zejście).



    185)



    Więcej zdjęć z góry nie wrzucam, żeby nie zdradzić za dużo widoków. :P


    186) Ładna panorama?


    187) Ale to nie panorama, tylko widok z okna (jedno z miejsc do odwiedzenia). W Bolonii posługiwałem się mapką z gotową trasą, dostaniecie ją w biurze turystycznym. W mapce miejsce z tym oknem jest oznaczone jako „punkt do odwiedzenia” i każdy chodzi i szuka tego miejsca. Potem się okazuje, że tym punktem jest okno i pojawia się zdziwienie… ale widok z okna wszystko rekompensuje.


    188) Zmiana klimatów – teraz Wiedeń


    189) Całkiem ciekawy (i nietypowy) kształt muzeum


    190)


    191) Słynne eleganckie kamieniczki


    192) Witamy w Krakowie!



    Jeszcze raz dzięki za dobrnięcie do końca!
    Adik_s, shiver, tartal and 10 others like this.

  6. #6

    Dołączył
    Nov 2010

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Miami Zobacz posta
    Mały tip: żeby wejść na samą górę musicie kupić bilety wyłącznie on-line. Przed wejściem stoi obsługa ale nie kupicie u nich biletów.
    W ubiegłym roku bilety kupowało się w informacji turystycznej na Piazza Maggiore.

  7. #7

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Bardzo fajna wyprawa, a forty piękne.

  8. #8
    Awatar SkyGuy

    Dołączył
    Jan 2011
    Mieszka w
    Berlin, Germany, Germany

    Domyślnie

    Swietna wycieczka.
    No i gratuluje odwagi - ostatnio bylem w Dubaju po raz pierwszy latem, poczatek lipca i jest naprawde goraco.
    Nosilem ze soba (nawet w nocy) dwie koszulki dodatkowe, bo masakrycznie nieprzyjemnie bylo pozniej wejsc w mokrej
    odziezy do klimatyzowanego pomieszczenia.
    Jakos nie moglem sie przyzwyczaic do tych temperatur

  9. #9

    Dołączył
    May 2013

    Domyślnie


    Polecamy

    Cytat Zamieszczone przez jacub Zobacz posta
    W ubiegłym roku bilety kupowało się w informacji turystycznej na Piazza Maggiore.
    Rzeczywiście, jest jeszcze opcja zakupu biletu w informacji turystycznej ale z tego co widziałem zdecydowana większość osób miała już bilet w formie elektronicznej. Mobilna strona internetowa z biletami działała całkiem ok, więc jest to moim zdaniem najwygodniejszy sposób.



    Cytat Zamieszczone przez SkyGuy Zobacz posta
    Swietna wycieczka.
    No i gratuluje odwagi - ostatnio bylem w Dubaju po raz pierwszy latem, poczatek lipca i jest naprawde goraco.
    Nosilem ze soba (nawet w nocy) dwie koszulki dodatkowe, bo masakrycznie nieprzyjemnie bylo pozniej wejsc w mokrej
    odziezy do klimatyzowanego pomieszczenia.
    Jakos nie moglem sie przyzwyczaic do tych temperatur
    Dzięki! Jako ciekawostkę powiem Ci, że odczuwalność temperatur bardzo dużo zależy od miasta. W takim Dubaju 39 stopni w ciągu dnia było odczuwalne jako tragiczny upał ze względu na bardzo wilgotne powietrze, a w takim Abu Dhabi 44 stopnie w moim odczuciu były znacznie mniej męczące niż w Dubaju. Głównie z Dubajem mam takie skojarzenia odnośnie odczuwania upałów - wszystkie pozostałe miasta, które odwiedzaliśmy miały suche powietrze.

    To czego najbardziej się obawiałem, to czy nie zachoruję od częstego wchodzenia z zewnątrz do galerii handlowych i metra, gdzie temp. odczuwalna natychmiast zmieniała się z 45 stopni na jakieś 20-25 stopni. Jakiś szok dla organizmu był, ale wróciłem bez żadnych objawów choroby.

    Cytat Zamieszczone przez shiver Zobacz posta
    Bardzo fajna wyprawa, a forty piękne.
    Dzięki! Te forty to chyba główna rzecz, która nas skłoniła do jeżdżenia po całym kraju. Sama jazda po UAE to była czysta przyjemność, czasami zdarzały się odcinki gdzie przez kilkadziesiąt kilometrów jedzie się cały czas prosto, a oddalając się z Abu Dhabi w kierunku południa (i Arabii Saudyjskiej) drastycznie zmalał ruch samochodów, więc jeździło się super. Najbardziej zatłoczone odcinki do jazdy to oczywiście Abu Dhabi i Dubaj.

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •