Strona 2 z 2 PierwszyPierwszy 1 2
Pokaż wyniki od 21 do 29 z 29
Like Tree185Likes

Wątek: Sri Lanka i Doha po drodze

  1. #21
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    W pokoju myślimy co dalej:



    Z Ella cieżko wyjechać autobusem gdziekolwiek na południe, trasy przejazdów są długie. Decydujemy się na wyjątek i weźmiemy samochód. Tylko gdzie? Nie starczy nam czasu na Park Yala. Zdążylibyśmy odwiedzić park Udawalawa, ale tam są tylko słonie. Może Tangalle, ale potem nieco daleko do Galle? Ostatecznie decydujemy się na Mirissę.
    Po drodze odwiedzamy jeszcze wodospady Ravana:





    Ten przejazd to trochę wstyd, kosztuje więcej niż razem wszystkie inne wydatki na transport na SriLance podczas całego wyjazdu, ale oszczędzamy dużo czasu. Ella to miał być najjaśniejszy punkt naszej trasy, a nim nie był. Miasteczko wygląda słabo, wszystko co fajne jest dalej niż w zasięgu spaceru i trzeba tam dojechać. Gdybym kiedyś wracał w to miejsce zdecydowanie szukałbym noclegu daleko gdzieś na przedmieściach Ella, a centrum omijał z daleka.
    Do Mirissy dojeżdżamy wcześnie, bierzemy nocleg z dala od komercji:





    I udajemy się na komercyjne plaże:





    Tłoczno i dużo ludzi. Knajpy nastawione bardziej na drinki i jest drogo. Nie podoba mi się. Wydaje mi się, że może Tangalle byłoby lepsze, bo więcej przyrody na zdjeciach i chyba byśmy zdążyli to ogarnąć. Na koniec jakieś jedzenie, które wcale nie tak łatwo było tam znaleźć:

    Wamo, frik, SPlDER and 6 others like this.

  2. #22
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Rano jemy świetne śniadanie:



    i idziemy na spacer po okolicy. Plaża tu jest pusta, ale widać budowy nowych hoteli i pewnie ten spokój nie potrwa długo:



    Później opuszczamy pokój, który był bardzo fajny, ale bez klimatyzacji. Tej nocy temperatury były takie, że pierwszy raz budziłem się z gorąca i musiałem wychodzić na spacer po tarasie by się schłodzić:



    Czujemy się tu już pewnie. W brawurowy sposób zatrzymujemy autobus do Galle. Przejazd jest szybki i krótki:





    Miasto Galle było największym portem na wyspie jeszcze przed początkiem portugalskiej kolonizacji w XVIw. Swój najlepszy okres miało podczas późniejszej kolonizacji holenderskiej. Pierwszemu okresowi zawdzięcza fortyfikacje, drugiemu ciekawą architekturę kolonialną. Do miasta docieramy o wczesnej porze. Dla niewielkiej oszczędności zarezerwoaliśmy pokój poza starym miastem, mamy sporo do przejścia. Okazuje się, że hostel prowadzą Chińczycy i na razie możemy tylko zostawić nasze rzeczy. Idziemy do starego miasta, bezpośrednio przed nim stoi śmigłowiec, dookoła kręcą się ludzie i ktoś im właśnie dowiózł ze sklepu zimną coca-colę:



    Jemy coś w pierwszej napotkane knajpce, która później okazuje się najtańsza i najfajniejsza:





    Stare miasto Galle jest wielką turystyczną enklawą, z lepszymi hotelami i lepszymi restauracjami, z ogromną ilością sklepów z pamiątkami. Wszystko nastawione raczej na bogatszych turystów i może dlatego widać tu dużo turystów z Chin (zwykle wystrojonych z rozmachem). Pomimo wszystko miasto bardzo mi się podoba, w bocznych uliczkach i zakamarkach dużych budynków można trafić na fajny klimat.
    frik, STYRO, Wamo and 6 others like this.

  3. #23

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Sympatyczna relacja. Najbardziej podobają mi się na razie plaże i ten wiadukt kolejowy.
    Rob_Sad likes this.

  4. #24
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Rozpoczynamy spacer po Galle:







    Lokalne knajpki starają się celować z kolonialno-nowoczesny design:





    Jest sporo galerii z lokalną sztuką i prawdziwymi (lub nie) antykami:





    To jest budynek sądu:



    W innym obok przez okna mogliśmy obserwować rozprawy.
    Południowe nabrzeże starego miasta jest mniej ufortyfikowane, a przez to chyba bardziej malownicze. Są fajne budynki kolonialne, jest tu latarnia i mini plaża:









    Na zachód słońca idziemy na największe fortyfikacje (bo chyba wszyscy tu idą, także wystrojeni lokalni):







    Lokalni chyba lubią ładnie się ubrać i robić sobie profesjonalne zdjęcia. Widziałem więcej par, nawet w tradycyjnych stronach:





    Wracamy do naszego hostelu, okazuje się, że sąsiaduje on z więzieniem. Przed nami chyba nowa dostawa więźniów:



    Nasz pokój wygląda obskurnie. Ma okno, które prowadzi na patio na którym trwa chińska impreza:



    Z czasem okazuje się, że kropki na ścianie się ruszają. To nie brud, to robale. Nie wiemy jakie, ale kolega Andrzej został pogryziony. Działamy szybko. Typujemy dobry hotel w starym mieście w nadziei, że dogadamy dobrą cenę. Pakujemy się, wołamy chińską ekipę hostelu i .. uciekamy.
    Okolica w późnych godzinach wieczornych wygląda niewesoło. Ulice są puste, widać więcej bezdomnych. Łapiemy tuktuka i po kilku minutach jesteśmy na miejscu. W recepcji są zdziwieni nieplanowanymi gośćmi i dzwonią do managera. Ten daje nam cenę niższą niż chcieliśmy, niższą niż w chińskim hostelu, a warunki mamy wyśmienite (tyle, że bez śniadania):


  5. #25
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Dzień zaczynamy od śniadania na mieście:



    Galle pomimo widocznej komercji pozwala się lubić. Stare miasto jest zadbane i czyste - to wystarczy by wyróżniało się z innych lokalizacji w których spaliśmy. Warto tu spędzić więcej niż pół dnia.
    Kupujemy pamiątki, spacerujemy jeszcze trochę i idziemy na dworzec kolejowy. Znacznie mniej ludzi niż w Kandy. Nasz pociąg nie jest zatłoczony, jedziemy do Kolombo. To najszybsza linia kolejowa na Sri Lance.





    Znowu mam dobre miejsce:



    Gdzieś na tej trasie w 2005r podczas tsunami wielka fala spowodowała wykolejenie pociągu i ogromną ilość ofiar. Dworzec w Kolombo (główny to Fort railway station) wygląda jak te z zdjęć z Indii:





    W mieście są ogromne kontrasty, pas nabrzeżny to luksusowe hotele, ale często 400-600m dalej zabudowa wygląda już tak:





    Widać rozpoczęte inwestycje. To miejsce znajduje się jakieś 400m od jednego z późniejszych zamachów bombowych:



    Na ostatni nocleg jedziemy pociągiem do Negombo:



    To już blisko, ale pociąg jest zatłoczony i jedzie bardzo powoli. Widać, że ludzie wracają z pracy w mieście do domu do okolicznych miejscowości.
    dak04, frik, Wamo and 9 others like this.

  6. #26
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Rano jedziemy tuktukiem na lotnisko. Przelot do Dohy jak każdy inny zwykły lot. Pierwszy raz leciałem Qatarem i nie widzę, żadnych atutów ich ekonomicznej. Jest do bólu typowa. Czyli za JAL, Qantasem lub airNZ.



    Po przylocie nie wiedzieliśmy, że taksówki są tu tanie i zabraliśmy się za kupno biletów na autobus. Są tylko automaty. Najpierw trzeba kupić kartę na którą później można załadować bilet. Automat nie wydaje reszty, nie obsługuje kart, więc nie jest to proste (w zasadzie jest to bezsensowne). Przepłaciliśmy.
    Nocleg mamy w ramach oferty stopoverowej Qatar Airways, wybraliśmy Souq Waqif Boutique Hotels w samym centrum. Niestety nie da się wybierać typu pokoju, a mój mail z prośbą o 2 osobne łóżka zignorowano. Udało nam się zmienić pokój w recepcji, choć nie było to proste, recepcjonista dużo dzwonił. Hotel bez rewelacji, ale pokój wygodny, chyba trochę już tęskniłem za wygodą:







    Idziemy na miasto. Jest słonecznie, ale w porównaniu z Sri Lanką chłodno (może z 20-23C). Duże zabetonowane przestrzenie bez cienia, nie wyobrażam sobie tutaj lata:









    Idziemy nabrzeżem w stronę Museum of Islamic Art:





    Nagle orientujemy się, że dookoła są sami hinduscy faceci i wszyscy na nas patrzą, część z nich trzyma się za ręce. Jest dziwnie, czegoś takiego tu się nie spodziewałem. Przyspieszamy. Muzeum ma jakaś imprezę zamkniętą i nie da się nawet do niego zbliżyć. Dookoła sporo zadbanych zielonych trawników. W tych okolicach jest już chyba strefa piknikowania rodzin i jest ich naprawdę dużo. Wchodzimy w miasto nieco dalej od centrum i budynki są już mniej zadbane. Każdy chyba porusza się samochodem, bo chodniki są puste lub ich nie ma. O ile w centrum restauracje są drogie to tutaj (może 1km od centrum) zjadam ogromy obiad w hinduskim fast foodzie za około 15zł:



    Wracamy do hotelu, gdzie o 20:00 jest darmowy tour po okolicy z przewodnikiem. Wieczór ożywia ludzi, robi się tłoczno i ciekawie. Generalnie całe stare miasto, to raczej nowe budynki udające starą architekturę:















    Nasz przewodnik jest z Zanzibaru, mieszka tu od kilku lat. Pokazuje nam budynek lokalnego klubu kobiet (dokładnej nazwy nie pamiętam), właśnie wychodzi z niego jakaś feministyczna demonstracja.
    Opowiada o lokalnych zasadach. Wygląda na to, że żaden obcokrajowiec nigdy nie doczeka tu obywatelstwa, bo te jest praktycznie tylko dla "rodziny". Warunki życia nie są złe, ale szczerze mówiąc nie wiem czy bym chciał tu mieszkać, a często słyszę o osobach które tu emigrują. Oglądamy usytuowane w samym centrum (dla turystów) stajnie dla wielbłądów i koni:



    Potem pobliski spory szpital dla jastrzębi i sklepy z artykułami dla jastrzębi:





    Na koniec jakiś arabski klubik spotkań dla amatorów lokalnych szachów i dobrej herbaty, gdzie normalnie sami byśmy się nie odważyli wejść. Generalnie fajnie, ale kolejny dzień tutaj byłby nudny.
    Następnego dnia wstajemy wcześnie rano i jedziemy zamówioną wcześniej taksówką, która kosztuje taniej niż nasze kupione dzień wcześniej bilety na autobus. Jest zimno i leje deszcz. Tego się po Katarze nie spodziewałem.

    dak04, frik, Wamo and 10 others like this.

  7. #27
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Na koniec jeszcze link do relacji na mojej stronce (wersja z mapą - słabo ją widać na telefonach i małych ekranach, lepszy desktop):
    Robert Sadłowski - podróże
    Mocno przebudowałem stronkę i jeszcze tej przebudowy nie skończyłem.
    Do innych relacji też dorabiam mapy, ale jeszcze nie do wszystkich są wgrane i nie wszystkie działają jak powinny.

    Zdjęcia w większej rozdzielczości są tutaj:
    Robert Sadłowski - galeria
    Babilas, megaloman, Adik_s and 3 others like this.

  8. #28

    Dołączył
    May 2014
    Mieszka w
    BRS/LHR

    Domyślnie

    Fajna relacja, BARDZO ładne zdjęcia. Podoba mi się światło, ale też kompozycja, co znaczy, że masz dobrego skilla

    Teraz jeszcze potrzebujesz skilla w photoshopie, żeby wymazać tło na zdjęciu tej laski w oknie pociagu


    Sri Lanka to nie moje klimaty. W Katarze byłem kilka lat temu z firmy, ale mam około 4000 zdjęć z miejsc w których nikt z Was nie był i pewnie nie będzie np. dzielnice przemysłowe. Wszystko w ramach pracy. Może zrobie retrospektywna relacje?

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta

    Potem pobliski spory szpital dla jastrzębi i sklepy z artykułami dla jastrzębi:






    To jest Sokół Wędrowny
    Rob_Sad and myszygon like this.
    A306, A313, A318, A319, A320, A20N, A321, A330 (23), A343, A359, A388, AT72, B712, B737 (23478), B757 (23), B763, B777 (2W), B787 (89), CRJ7, CRJ9, CRJK, DHC3, DHC8, ER4, E70, E75, E90, E95, F50, F70, PZL104, RJ85

  9. #29
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    Czyli ja od początku źle tłumaczyłem sobie w głowie. Chodzi o sokoły, a nie jastrzębie

Strona 2 z 2 PierwszyPierwszy 1 2

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •