Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 21
Like Tree113Likes

Wątek: Sao Miguel (Azory) oraz LIS i Porto po drodze - LH,TAP,FR - wypad rodzinny

  1. #1
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie Sao Miguel (Azory) oraz LIS i Porto po drodze - LH,TAP,FR - wypad rodzinny


    Polecamy

    Rozkreciłem się w relacji o SriLance, zabieram się więc za rodzinny wypad z maja.
    Planowanie rozpoczęliśmy w styczniu. Pierwotnie wyjazd miał być w kwietniu, ale przestraszyłem się większego ryzyka deszczu i wybór padł na maj. Po kupieniu biletów zorientowałem się, że ceny noclegów na maj są znacznie wyższe, szczególnie na Azorach.
    Wstępnie chciałem kupić loty do LIS z WRO z FR, ale ceny praktycznie nie spadały poniżej 400-500zł. Lufthansa z większości miast ceny miała podobne, ale posiłek na pokładzie i infant w LH płaci śmieszną kwotę, a w FR około 200zł za RT. Z Poznania LH zwykle ma wyższe ceny, ale ostatecznie uznaliśmy, że bardziej się opłaca z LH nawet za blisko 700zł. Loty dopasowałem tak by uniknąć późnego dolotu i wczesnego wylotu z LIS.
    Pierwsze problemy z noclegami pojawiły się marcu. Hotels.com odwołało mi rezerwację fajnego apartamentu, dogadałem się na inny podobny. Za jakiś czas odwołali ten inny i bez konsultacji ze mną zarezerwowali mi coś mniej więcej w połowie jakości jaką pierwotnie rezerwowałem. Wkurzyłem się, tym bardziej, że widzę moje pierwotne lokale dostępne w moich terminach, jednak w cenie wyższej o 60% niż w styczniu. Rozbój w biały dzień. Hotels.com z łaską zmieniło mi rezerwacje znowu na wersję nr.2, na którą zgodę wyraziłem już wcześniej.
    Jednocznieśnie Lufthansa zmieniła rozkłady i naszj wylot z LIS z okolic 8:00 rano przeniesiono na okolice 6:00 rano. Jedyne pasujące połączenie z wylotem po 9:00 było z TAP przez MUC. TAP ma gorszy serwis, ale uznaliśmy, że godzina wylotu ważniejsza. Bój z LH był o dziwo ostry, bardzo uparci byli w twierdzeniu, że nie mogą przebookować na TAP. Ostatecznie zmiana się udała.
    To jednak nie koniec problemów
    Kazor, Witold212, shiver and 11 others like this.

  2. #2

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    111

    Domyślnie

    Jak ja lubię taki Hitchcock'owski początek

  3. #3
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Przed wylotem zmroziło mnie gdy spojrzałem na prognozy pogody. Zimniej i bardziej mokro niż w PL. Dodatkowo dzień przed wylotem wracając rowerem z pracy przeleciałem przez kierownicę jadąc z 3km/h (mam nadzieję, że nikt tego nie nagrywał).

    W Poznaniu żadnej kolejki do security, ale jak już rozłożyliśmy się do kuwetek pojawił się jakiś pijany facet który krzycząc, że ma priority zaczął fizycznie się wpychać i przestawiać nasze rzeczy. Wyciągamy karty DC, które w Poznaniu też dają priority, ale personel całe zdarzenie ignoruje, nasze priority także. Ten sam pijany przy security gubi laptopa i robi o to później aferę, by następnie zrobić dym w saloniku przebiegając przez recepcję (twierdził, że powinni go już znać). Dziwi mnie brak reakcji służb, które po to są by takie sytuacje wyłapywać zanim ktoś zacznie sprawiać większe problemy.

    Przesiadka w FRA typowa, czyli nieprzyjemnie długi dojazd autobusem do terminala, ale na szczęście boarding do LIS z rękawa.
    Gdy dolecieliśmy do LIS było zgodnie z prognozami zimno i mocno padał deszcz. Dolot z FRA opóźnił się i byliśmy zmęczeni. Jedziemy do apartamentu który wcześniej 2x nam odwołano. Piszę na wskazany kontakt, że będziemy za 20-30min, a tu odpowiedź, że nocleg nieaktualny i mamy jechać w inne miejsce, które na mapie widzę jest gdzieś na przedmieściach i nawet nie pomieści 4 osób. W telefonach mamy po 10% baterii, na zewnątrz pogoda w stylu polski listopad. Stoimy na stacji metra, dzieci już prawie plączą, a my myślimy co dalej. Dodzwonić się do hotels.com już nie mogę. Pamiętając ich czas reakcji, chyba nawet nie chcę. Wcześniej taką sytuację miałem tylko raz w NY w 2009. Patrzę na możliwe noclegi w okolicy na hotels.com. Na kolejne 3noce na które nie mamy gdzie spać ceny zaczynały się od około 1000e. Na booking jest lepiej, ale wybór zajmuje nam sporo czasu. Ostatecznie rezerwujemy apartament za 800zł za noc w nieco gorszej lokalizacji, a tak i jest to najtańsza sensowna opcja która pozostała (czyli 2,5x drożej niż nasza pierwotna rezerwacja). Apartament okazuje się całkiem ok, w sumie poza stresem i straconym czasem chyba dobrze na tym wyszliśmy.

    Tego dnia nie mamy już siły na nic. Kolejnego od rana pada więc nie mam ciśnienia na wyjście (choć nigdy nie byłem w Portugalii). Według prognoz po południu ma być lepiej i rzeczywiście najpierw przestaje padać:







    a potem wychodzi nawet słońce. Tego dnia zwiedzamy wschodnią część centrum:







    Następnego dnia rano także pada i to nawet mocniej, ale potem wychodzi słońce i robi się ciepło. Wychodzimy późno i skupiamy się na zachodniej części centrum:





    Centralna dzielnica czyli Baixa to totalna masakra. Tłumy turystów, dużo autokarów, zero klimatu. Generalnie Lizbona mnie nie zachwyca, choć nie jest tak źle jak w Barcelonie. Po wschodniej stronie podobają mi się okolice Graca (bo widoki i spokój) oraz ciekawej jest po stronie zachodniej:







    Gdyby nie sporo fajnego graffiti byłoby smutno, ale czasem nie rozumiem treści:













    Wracamy odpocząć:



    A wieczorem wychodzę sam:











    shiver, Machoni, tartal and 17 others like this.

  4. #4
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Wiedziałem wcześniej (po relacji KubyB), że da się dolecieć gratis na inną wyspę, jeśli dolatuje się do jednego z głównych lotnisk Azorów, ale z dziećmi z góry skreśliłem opcję jednodniowego zwiedzania czegokolwiek. Z bilety FR LIS-PDL-OPO zapłaciliśmy chyba poniniżej 200zł za osobę - więc raczej tanio ale niestety za infanta też.

    W dniu wylotu w Lizbonie piękny słonecznych poranek (koniec deszczów akurat jak wylatujemy, kolejny deszczowy okres ma być gdy wrócimy tu znowu na koniec wypadu, super). Ryan lata w LIS z odrębnego taniego terminala. Jest biednie, woda droga. Nie dojeżdża tu komunikacja publiczna, trzeba dojechać do głównego terminala z którego kursuje wahadłowo dedykowany autobus, akurat trafiamy bez czekania.

    Podczas startu fajny widok na Lizbonę:



    Przelot typowy. Widziałem w prognozach i bezpośrednio przed wylotem, że w Ponta Delgada pogoda taka sobie. Tam generalnie często pada, ale dziś mocno wieje i niski pułap chmur. Kilka lotów zostaje przekierowanych na sąsiednią Santa Maria. Nasz jest chyba pierwszym który ląduje tam gdzie powinien. Mamy szczęście. Odbieramy samochód, trafia nam się Renault Captur z małym przebiegiem i jedziemy zrobić zakupy w pobliskim centrum handlowym. Pogoda nie rozpieszcza, mocno wieje i pada. Okazuje się, że Ernest ma gorączkę, jednak nie mamy szczęścia
    Jak Azory to przyroda, dlatego nie chcieliśmy nocować w mieście (tym bardziej, ze tu i tak trzeba mieć samochód). Dodatkowa Ponta Delgada znajduje się raczej w zachodniej części wyspy, gdzie jest tylko kaldera Sete Cidades, szukaliśmy noclegu bardziej w centrum wyspy, by ograniczyć niepotrzebne dojazdy. Coś fajnego znaleźliśmy na obrzeżach Vila Franca do Campo, duży salon, 2 sypialnie i własny ogródek z świetnym widokiem za około 300zł za noc. Mamy zapas czasu do umówionego checkin, jedziemy więc wolniejszą drogą i zaczyna nam się podobać, nawet pogoda zaczyna się poprawiać:



    Nocleg jest ok. Nieco skromne wyposażenie kuchni, ale powierzchnia ogromna. Dużo owadów latających i mrówki nie tylko w kuchni, ale nawet w pościeli. Chcieliśmy przyrodę, no to mamy Wieczorem wychodzi nawet słońce. Widok z naszego tarasu-ogródka:



    W nocy gorączka u Ernesta wzrosła, ale bez dramatu. Rano jest nieco lepiej i nadaje się do jazdy samochodem. W planie na dziś Furnas i okolice. Tylko około 16km, ale gdy tylko wyjeżdżamy nieco wyżej jesteśmy w poziomie chmur i mamy ciemną mgłę. Roślinność jest zupełnie inna, klimat niesamowity. Gdy dojeżdżamy do Furnas nagle wychodzi słońce:



    Przez przednią szybę, więc nieco nieostre:



    Miejsce docelowe, czyli park Terra Nostra jest jeszcze zamknięty. Jedziemy kupić coś na mieście i wypić kawę. Miasteczko jest fajne. Spokój, przyroda, czyste powietrze, ładne widoki. Taki raj niemieckiego emeryta:



    Parkujemy przy Terra Nostra Garden Hotel, hotelu który graniczy bezpośrednio z parkiem i ma zniewalające widoki z okien. Widać tam głównie emerytów. W sieci widzę, że na najbliższe tygodnie noclegi zaczynają się od 200E. Pewnie poza sezonem da się taniej.
    Wchodzimy do parku. Ernest nie ma siły chodzić przez chorobę, a młodsza Elena już w Lizbonie odmówiła korzystania z wózka, więc zwolniło się miejsce rekreacyjne i nie mamy problemu z poruszaniem się po parku. Jak będę stary przyjadę tu na cały miesiąc O ile to miejsce nadal będzie omijać masowa turystyka, w co zaczynam wątpić, bo już widzę potencjał jest ogromny:



















    Nie mamy koncepcji, gdzie jechać dalej. Nie wiedzieliśmy, że aktywne ciepłe poletka są przy jeziorze, bo nie zdążyliśmy się jakoś specjalnie przygotować do wyjazdu. Dzieci zasypiają więc mamy wolną rękę i po prostu jedziemy przed siebie dalej na wschodnią stronę wyspy. Czasem mam wrażenie, że nadal jestem w ogrodach Furnas (przez szybę):



    Nagle mamy przed sobą widok na Povoacao:



    Widoki świetne:



    Zatrzymujemy się gdzieś na nabrzeżu, jak widać tłumów nie ma, tylko nasz samochód:







    Kółko przez wschodnią część wyspy i miasteczko Nordeste mam w planie na inny dzień, ale fajnie się jedzie więc jedziemy dalej:



    Zatrzymujemy się na dłużej przy Miradouro da Ponta do Sossego - jednym z bardziej znanych punktów widokowych w tej części wyspy:





    Jakoś tak dojeżdżamy do Nordeste. Nie miałem świadomości, że wyspa jest tak mała. Idziemy coś zjeść i kolejne zdziwienie. Za duże danie płacimy tylko 3,5e:



    Samo miasto jest bardzo małe, ale ciekawe. Turystów nie widać:





    Drogi są świetne. Jeździ się rewelacyjnie, ruch jest niewielki. Coraz bardziej wracają wspomnienia z Nowej Zelandii. Zatrzymujemy się przy kilku małych wodospadach, ale bez rewelacji. Trochę żałuję, że nie ominęliśmy te gdzie trzeba dalej dojść.
    Dojeżdżamy do Parque Natural da Ribeira dos Caldeirőes. Dawny kompleks młynów w urokliwej dolince, fajne wodospady:





    Na dziś to wszystko. Objechaliśmy więcej niż się spodziewałem i to z chorym dzieckiem Widząc na FB gdzie jesteśmy, wieczorem odezwał się KubaB i mocno nam pomógł w doborze miejsc do zwiedzania na kolejne dni. Małemu wieczorem znowu gorączka rośnie, ale w zamian za oknem fajny widok. Zdjęcie kwadratowe, bo żona Monika nie autoryzowała siebie na tym zdjęciu i musiałem ją wyciąć:



    Wysepka w oddali to wyspa Vila Franca do Campo. Naturalna laguna o pochodzeniu wulkanicznym na którą można dopłynąć stateczkiem. Dawniej była tam jakaś mini baza militarna.
    Przyznam, że oczekiwania miałem spore, ale już pierwszy cały dzień zrobił na mnie wrażenie. Miejsce jest unikatowe. Teraz boję się o pogodę na kolejne dni
    shiver, SPlDER, przemo-19 and 16 others like this.

  5. #5

    Dołączył
    Feb 2010
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Byłem na Azorach 10 lat temu, gdy bilety dolotowe były tam dużo droższe , a turystów jak na lekarstwo - i to miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie i od razu trafiło na listę TOP. Dobrze widzieć, że mimo że czasy się zmieniają i FR kursują, nie ma jeszcze ciągle masowości.

  6. #6
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Byliśmy w maju, to raczej początek sezonu. Pewnie cudów nie ma i jeśli w statystykach od czas początku połączeń FR są wzrostu po 20-30% rok do roku to w sezonie jest już tłoczniej. Ale pewnie nadal to mniej niż większość fajnych miejsc w Europie.
    Myślę, jak skoczyć jeszcze na inne wyspy zanim zostaną zadeptane

  7. #7
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Kolejnego dnia od rana piękne niebieskie niebo. Pogoda dziś ma myć najlepsza. Ale już wiem, że jest ona kapryśna i lokalnie może być zupełnie inna i bardzo szybko się zmienić.
    Ernest znowu w nocy miał nieco wyższą gorączkę, ale rano jest lepiej. Jak będzie okazja odwiedzimy jakiegoś lekarza.
    W planie na dziś Sete Cidades, czyli najdłuższa trasa na zachodni skraj wyspy. Pomiędzy Vila Franca do Campo, a Ponta Delgada jest praktycznie autostrada, jedzie się bardzo szybko. Omija się Ponta Delgada. Dalej pojawiają się małe górki, typowe dla obszarów aktywnych wulkanicznie:



    Zanim dojeżdżamy pojawiają się pierwsze chmurki, ale tylko tutaj, być może z powodu większej wysokości:



    Po drodze punkt widokowy Miradouro da Grota do Inferno. Jest znacznie zimniej niż na poziomie morza, choć nie ma dużej różnicy w wysokości.











    Po drodze na parking jeziorko Lagoa do Canario:





    Jedziemy dalej w dół kaldery:





    Widoki bardzo jak w Nowej Zelandii. Cieszą oko jak cholera. Czysta sielanka:









    Wyjeżdżamy w kaldery w stronę zachodnią na skraj wyspy w stronę Mosteiros:





    A to już widoki z okolic miasteczka Capelas w stronę wschodniej części wyspy. Trasa świetna, ale zrobiłem mało zdjęć bo szukaliśmy namiarów na lekarza w Ponta Delgada:





    Dojeżdżamy do plaży Santa Barbara. Największa na wyspie i chyba jako jedyna nadaje się do surfowania:









    Ernest odżył, rezygnujemy z lekarza:



    Jemy obiad w pobliskim mieście Ribeira Grande, gdzie przy okazji dostaję mandat za parkowanie, całe 2E (po prostu muszę zapłacić za cały dzień). Jest dużo taniej niż w Lizbonie. Za spory obiad dla 3osób płacimy około 12-13E.
    Jedziemy w górę do gorących źródeł Caldeira Velha. To zaledwie kilka minut jazdy i zupełnie inne roślinność, inny klimat. Są tu bilety za wstęp, ale raczej symboliczne:







    Mamy szczęście, bo duży samochód ciężarowy z naczepą zablokował się na zakręcie całkowicie tamując ruch, ale my zaparkowaliśmy po właściwej stronie. Jedziemy w górę, by przez centralny masowy na wyspie przejechać na jej drugą południową stronę. Na szczycie jest jeziorko Lagoa do Fogo, niestety przykryte czapeczką z chmur:



    Widoki i tak fajne:



    Na koniec jeszcze widok z naszej sypialni:


  8. #8

    Dołączył
    Aug 2010

    Domyślnie

    Pięknie! Chociaż przygód noclegowych nie zazdroszczę. Nigdy mi się coś takiego (tfu tfu) nie przytrafiło.

  9. #9
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez shiver Zobacz posta
    Pięknie! Chociaż przygód noclegowych nie zazdroszczę. Nigdy mi się coś takiego (tfu tfu) nie przytrafiło.
    Niestety chyba mamy bańkę w turystyce, bo mi potem jeszcze raz w tym roku. Napiszę w kolejnej relacji
    Wcześniej miałem problem z noclegiem tylko raz w NY w 2009. Około 21:00 odmówili nam w recepcji i polecili szukać czegoś innego bo już późno. Przeszliśmy z 3km i udało się dopiero około północy w gorszej okolicy w hotelu na godziny z lustrami nawet na suficie. Wtedy następnego dnia oddali nam różnice w cenie i dali zniżkę na pozostałe dni.
    W tym przypadku w Lizbonie hotels.com oddało mi kwotę za nową rezerwację, ale płaciłem w EUR kartą PLN (nie miałem innej opcji). Hotels.com przeliczyło sobie jak im wygodniej i później już zignorowali moją reklamację na brak zwrotu kosztów przewalutowania. Będę ich jeszcze o to ścigał.
    Szczególnie przy apartamentach, gdy po prostu nie ma innego obok, trzeba być gotowym na problemy i działać szybko.

  10. #10
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Następny dzień zaczynamy od Furnas, tym razem tylko okolice jeziora Furnas z obszarami aktywności geotermalnej. Po drodze znowu fajny widok na neogotycki mały kościół Ermida Nossa Senhora das Vitorias.



    Główna atrakcja przy Lagoa das Furnas to jednak pola z ciepłym błotem i bąbelkami. To tutaj lokalne restauracje mają swoje stanowiska do podgrzewania tradycyjnej potrawy:



    Ernest jest już zdrowy, ale tak go drażni zapach siarki, że nie chce wyjść z samochodu. Okolica też jest fajna, znowu skojarzenia z Nową Zelandią. Jakieś ryby sprawiają wrażenia posiadania dziekiej chęci wyjścia na ląd (biała piana po lewej stronie). Pewnie jakieś tarło, bo dużo było takich ryb:



    Jedziemy dalej na drugą stronę wyspy omijając miasteczko Furnas. Mijamy pole golfowe i dojeżdzamy do punktu widokowego na Lagoa das Furnas, czyli Miradouro do Pico do Ferro:





    Główny cel na dziś to fabryka herbaty Chá da Gorreana. Historia była opisywana na forum wiele razy. Chyba już na początku XIX wieku gdy padły lokalne uprawy pomarańczy ktoś wpadł na pomysł upraw herbaty. Wcześniej próbowano ją uprawiać w Brazylii, ale nie wyszło. Sadzonki z Brazylii trafiły tutaj. Na początku też szło źle, ale poproszono o pomoc plantatorów z Chin i rozkręcili produkcję tak, że 2 fabryki istnieją do dziś. Zwiedzamy tę większą:











    Zostaje nam dużo czasu, jedziemy więc do Ponta Delgada. To miasto jest chyba najsłabszym punkt całej wyspy. Są tam nawet blokowiska i krajobrazowo wygląda to słabo, stara część miasta jest lepsza, ale nie porywa. Krótki spacer wystarczy:



    Jest sporo fajnego graffiti:



    Wracamy by odpocząć. Robi się coraz bardziej słonecznie:



    Jedziemy pozwiedzać okolice, na początek nabrzeże naszego miasteczka Vila Franca do Campo:



    Tu pogoda zmienia się dynamicznie, bo jest już prawie upalnie. Decydujemy się by pojechać w głąb wyspy, wyżej, do jednego z małych jeziorek. 500m wzniesienia w górę w ciągu 10min podróży. Jest znacznie chłodniej, o ponad 10C. Trzeba dojechać kawałek nieutwardzoną drogą:



    Lagoa dos Nenúfares (zwana też Congro) to dziwne miejsce, bo dookoła są płaskie pola uprawne, a okolice jeziorka to koło o średnicy 400m zarośniętę gęstym lasem. Samo jeziorko ma średnicę około 200m i jest zagłębione względem otaczającego terenu o jakieś 70-80m !! Zejście jest bardzo strome, ale przez gęsty las, klimatyczne. Do ostatniej chwili jeziorka nie widać. Zresztą trafia tu niewiele słońca, a w zagłębieniu skupia się zimno. Na poziomie morza prawie 30C, a tu nawet nie 15C.





    Wracamy nacieszyć się widokami z miejsca gdzie śpimy, kolejnego dnia lecimy do Porto.
    Cani, Szczypu, mirage and 11 others like this.

  11. #11

    Dołączył
    May 2014
    Mieszka w
    BRS/LHR

    Domyślnie

    Piękne zdjęcia, no i znakomite miejsce. Byliśmy tam z żona kilka lat temu, też na poczatku maja, choć pogodę mieliśmy o wiele gorsza. Polecieliśmy bez planu, no poza tym, żeby zaliczyć A310 Sata Airlines. Na miejscu wykupiliśmy wycieczki vanem i jeepem: Furnas gdzie byliśmy w tym samym parku co Wy i nawet kapaliśmy się w tych goracych źródłach, Lagoa de Fogo, Sete Cidades, Nordeste, Povocao, Ribeira Grande i również byliśmy na tej plaży, plantacja herbaty, jeszcze zaliczyliśmy fabryke ceramiki i plantacje ananasów. Turystów nie było wielu, a był to pierwszy sezon, kiedy FR i EZY zaczęły latać do Ponta Delgada. Piękne wspomnienia.
    A306, A313, A318, A319, A320, A20N, A321, A330 (23), A343, A359, A388, AT72, B712, B737 (23478), B757 (23), B763, B777 (2W), B787 (89), CRJ7, CRJ9, CRJK, DHC3, DHC8, ER4, E70, E75, E90, E95, F50, F70, PZL104, RJ85

  12. #12

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    EPWR

    Domyślnie

    Szukam pomysłu na urlop, myślę o Azorach, a tu jak znalazł
    Rob_Sad likes this.

  13. #13
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Rano powoli się pakujemy. Choć z zasadzie prawie wszystko objechaliśmy żal jest wyjeżdżać. Mam ochotę na więcej. Do Ponta Delgada dojeżdżamy szybko, robimy jeszcze jakieś zakupy na drogę, tankujemy samochód i czyścimy wnętrze. Jesteśmy na lotnisku z dużym wyprzedzeniem. Zwrot samochodu wydawał się bezproblemowy do czasu gdy pani w okienku przed zwrotem depozytu zażądała 10e za ... sprzątanie wnętrza. Pan któremu oddawaliśmy samochód nic nie mówił, nie przypominam sobie takiej opłaty w warunkach najmu, do tego całkiem nieźle je wyczyściliśmy. Wkurzyłem się, wracam na parking i chcę by mi pokazali co jest brudne. Wyczyściłem kilka już wyczyszczonych miejsc na oczach pracownika, który mi zaraz powiedział, że jest ok, ale gdy pożyczają przez pośrednika to zaniżają cenę by być konkurencyjni, a potem chcą 10e od klienta by się wyrównało. Dziwna praktyka, szkoda, bo do tej pory o firmie Ilha verde miałem dobrą opinię. Samochód super, personel super.

    Terminal PDL jest fajny, zwarty i prosty. Sata Lounge ma mikro powierzchnie i mikro serwis. Ale wstęp dla dzieci do 12lat gratis:



    Lot RyanAir, więc bez historii. Lądowanie w Porto z widokami:



    Lotniska dzielą się na takie które wydają wózki dla dzieci przy samolocie (cywilizowane) i takie, które wydają je tylko na taśmie (zacofane). jest jeszcze specjalna kategoria tych które wydają je tylko na specjalnej taśmie dla specjalnego bagażu (katastrofa). Zwykle nie jest łatwo dowiedzieć się wcześniej jak pasażerów z dziećmi traktuje konkretny port. Od tych reguł są wyjątki (np. porty w Japonii), ale to tylko wyjątki. Niestety Porto (podobnie jak Alicante i Catania) należy do tej najgorszej kategorii. Czekamy przy taśmie ponad 40minut (zwykle ta specjalna jest uruchamiana raz na kilka przylotów). Bilet tramwajo-metrem do centrum jest dosyć drogi, bo razem z kosztem karty wychodzi 2,6eur na osobę i nie ma zniżek dla dzieci powyżej 5 lat. Długo szukałem noclegu w Portu. Podróżując z dziećmi wiem, że nocleg jest kluczowy, bo spędza się w nim nieco więcej czasu. Udało mi się wyłapać na booking nowy apartament. Ledwo co dodany, więc oczywiście bez opinii, ze źle zrobionymi zdjęciami zdjęciami, ale w świetnej lokalizacji z widokiem na most i duża powierzchnia. Już gdy dochodziliśmy na miejsce czułem, że będzie fajnie:



    I miałem rację Właścicielka zawodowo zajmuje się śpiewaniem, daje nam wiele wskazówek, mapę z zaznaczonymi sklepami, w ogóle jest świetna. Na prawie 100m2 mamy 4 pokoje w tym dla dzieci z zabawkami i 2 duże świetne sypialnie, a salon z dobrze wyposażoną kuchnią ma obudowany balkon z takim widokiem:



    Z ciekawości patrzę potem na booking i nasz nocleg ma już świetne opinie, profesjonalne zdjęcia i cenę .. 2x wyższą od naszej.
    Jest już dosyć późno, straciliśmy 1h na różnicy czasu. Idę więc tylko sam na zakupy i krótki spacer.





    Dziś pogoda jest świetna, ale od jutra ma być zimno.
    Rafal, przemo-19, SPlDER and 7 others like this.

  14. #14

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    111

    Domyślnie

    Te pierwsze zdjęcie z mostem jest obłędne wg. moich standardów i dlatego trzeba sie będzie ruszyć do OPO poszukać więcej.
    Adik_s likes this.

  15. #15
    Awatar Tom_EPKK

    Dołączył
    Oct 2007
    Mieszka w
    KRK/EPKK

    Domyślnie

    Byłem w Porto miesiąc temu, w 3 dni złaziłem ile się dało - mega fajne miasto! Mosty fantastyczne
    ...My Eyes Can See What Others Cannot...
    EPKK Spotters @Facebook

  16. #16
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    I rzeczywiście, przez kolejne 2 dni jest trochę słońca, ale nie wiem czy było chociaż 20C. A jest druga połowa maja. Jak na razie najcieplej było na Sao Miguel, tego się nie spodziewałem.
    Najpierw zwiedzamy okoliczne place zabaw, więc zdjęć mało. Mam wrażenie, że całe życie toczy się tutaj na dole przy rzece i moście. U góry bardzo dużo opuszczonych budynków i generalnie tak sobie. Kawiarnia gdzie był pisany Harry Potter ma kosmiczne ceny i kolejka przed wejściem, księgarnia Lello, która według autorki jest inspiracją wymaga zakupu biletu by do niej wejść, a widziałem tam kolejkę na 1h stania. Nie rozumiem.
    My robimy sobie zwykłe spacery:













    Następnego dnia po drugiej stronie rzeki:























    Mieliśmy jechać jeszcze do Bragi, ale nam się odechciało.
    Jeszcze wieczorny spacer:





    Następnego dnia jedziemy pociągiem do Lizbony. Przejazd bezproblemowy. Bilety promocyjne kupione z dużym wyprzedzeniem po 9,5e. Dla dziecka promocji nie było, bilet dziecięcy wypadał drożej niż dla dorosłego, kupiłem Ernestowi dla dorosłego i nikt się nie przyczepił.
    shiver, Rafal, myszygon and 8 others like this.

  17. #17
    Awatar Pawel_T

    Dołączył
    Sep 2009
    Mieszka w
    KRK

    Domyślnie

    Nastepnym razem pozyczaj w znienawidzonym przez niektorych Goldcarze, to moja ulubiona wypozyczalnia, zawsze staram sie ich wybierac i chwale sobie
    Twoja relacja z pieknymi fotkami przypomniala mi pobyt w lutym na Sao Miguel, pogoda byla wyjatkowo dobra a na samo wspomnienie steka w sosie marakujowym w Restaurante da Associaçăo Agrícola de Săo Miguel robie sie glodny
    Rob_Sad likes this.

  18. #18

    Dołączył
    Feb 2008
    Mieszka w
    CTR warszawa
    Wpisów
    111

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Rob_Sad Zobacz posta
    Następnego dnia jedziemy pociągiem do Lizbony.
    A Masz jakieś fotki, bo tam mogą 250km/h z wychylnym pudłem śmigać (Alfa Pendular).

  19. #19
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie

    Jechaliśmy tym tańszym,wolniejszym pociągiem. Różnica w czasie przejazdu niewielka.

  20. #20
    Awatar Rob_Sad

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Poznań

    Domyślnie


    Polecamy

    W Lizbonie celowo zatrzymaliśmy się w miejscu z dala od turystycznego centrum i.. było o niebo lepiej. Okna mieliśmy na spory zielony skwer z knajpkami na lokalnych mieszkańców. Nieco daleko do metra, ale w zamian przystanek autobusowy i więcej sklepów w okolicy.



    W planie na kolejny dzień Sintra. Większość turystów kupuje bilet całodobowy. Może to się opłaca gdy chce się korzystać z autobusów w Sintrze.
    Generalnie system taryfowy w Lizbonie jest koszmarem dla turysty. Obowiązują karty Viva Viagem na które ładuje się bilety. Karta kosztuje 0,5e (mieliśmy farta, bo ktoś nam dał swoje 4szt na lotnisku). Jednak dalej zaczynają się komplikacje. Każda karta może być wykorzystana w 2 trybach: pojedynczego biletu lub zapping. Ta druga opcja działa tak, że ładuje się kartę nie biletem, a określoną kwotą (min 3e) i z tej kwoty są odliczane opłaty za przejazdy. Karta może zmienić tryb działania tylko jak jest wyzerowana. Żeby było śmieszniej. Na zapping wszystko jest taniej, ale nie wiesz ile Ci na koniec zostanie (zwykle się i tak opłaci), ale nie ma biletów ulgowych, a te są na koleje podmiejskie, wtedy bardziej opłacają się pojedyncze bilety. Nie można odbić tej samej karty przez 2 pasażerów podróżujących razem. Optymalizacja wykorzystania kart wymagała ciągłego liczenia i notatek na kartach.

    Dojeżdżamy do Sintry bez problemu. Pogoda jest w sam raz (według prognoz miało padać). Nie szalejemy, spacerujemy sobie powoli:



    Na szczegółowe zwiedzanie wchodzimy tylko do Quinta da Regaleira, parku z pałacem zbudowanego przez ekscentrycznego milionera z okultystycznymi zamiłowaniami. Totalna mieszanka stylów na granicy kiczu, ale dzieciom się podobało Szczególnie podziemne korytarze.











    Następnego dnia miał być strajk kolejarzy w całym kraju i większość pociągów podmiejskich miała kursować tylko kilka razy dziennie lub wcale. Ale w ostatniej chwili na szczęście strajk odwołano. W planie Estoril i Cascais. W pierwszym miasteczku chodziło mi głównie o otoczenie Palacio Estoril, hotelu gdzie podczas 2WŚ mieszkało wielu monarchów ważnych osobistości i celebrytów. W związku z tym w hotelu stacjonowało wielu szpiegów w tym Ian Fleming późniejszy autor książek o Bondzie. Hotel był bezpośrednią inspiracją \"Casino Royale\". W 1968 kręcono tu jeden z filmów o Bondzie.
    Otoczenie jest jednak rozczarowujące bo zapuszczone, na tyle, że nie wklejam nawet zdjęć. Spacer do Cascais też niespecjalnie atrakcyjny. W Cascais niestety komercja, ale jak tylko pójdzie się nieco dalej od kiczowatego turystycznego centrum robi się zielono i fajnie. Aż szkoda, że zostało nam już niewiele czasu:







    Mamy wylot około 9:00. Bierzemy rano taxi przez aplikację z jakimś kodem zniżkowym (z dziećmi unikam Ubera ze względu na niejasne kwestie podróży dzieci bez fotelików w różnych krajach). Wychodzi koszt podobny jak metro, ale i tak mam wrażenie, że nas orżnął na 2e. W Lizbonie T1 jest salonik z darmowym wejściem dla dzieci poniżej 12lat, ale jest słaby. Dużo lepszy jest prowadzony przez port ANA Lounge. Zaryzykowaliśmy wejście do lepszego i bez problemu przy 2 dorosłych zgodzono się na wejście Ernesta gratis.
    Do MUC lecimy TAP i dalej do Poznania LH. Okazało się, że MUC nie pozwala na przesiadkę z własnym wózkiem, musieliśmy go nadać. Dziwne są te restrykcje i bardzo problematyczne dla pasażerów z dziećmi. Pakiet śniadaniowy w TAP nie jest taki zły. Nie ma dużej różnicy w stosunku do posiłku w LH. Po dolocie do MUC po długim postoju gdzieś w przypadkowym miejscu na płycie okazuje się, że mamy nieplanowany deboarding na płycie i jednak dostajemy wózek. Czyżby MUC to już nie taki sprawny port jak dawniej i coraz bliżej mu do chaotycznego FRA? Najgorzej pod kątem przesiadkowym z dzieckiem wspominam lotnisko w Helsinkach. Koszmar dla rodzica z dzieckiem.
    Co dziwne za loty powrotne każde z nas dostaje inną ilość mil. Na LIS-MUC i MUC-POZ odpowiednio:
    - ja 125 i 76 mil
    - żona 316 i 76 mil
    - Ernest 260 i 104 mile

    Koniec. Fajnie, że wreszcie odwiedziłem Portugalię, ale zdecydowanie najjaśniejszym punktem była wsypa Sao Miguel. Lizbona słabo, Porto niewiele lepiej. Zaskoczeniem były ceny w sklepach, niskie szczególnie na Sao Miguel. Drogie bilety do atrakcji, szczególnie w Lizbonie. Dobre pieczywo i nabiał w sklepach, lepszej jakości niż w Polsce. Nie wiedziałem, że Portugalia jest tak mocno kawowym krajem. Kafejek mają dużo i kawa jest nawet w spożywczakach na wsi, nie jest najlepsza, ale jest tania.

    Jednakże jak zwykle po podróży gdzieś w Europie ogarnia mnie żal, że lepiej było jednak lecieć gdzieś dalej. Zwykle daleki wypad przy 2tyg pobytu to 30-40% dopłaty, bo koszty na miejscu zwykle nie są wyższe - to była ostatnia okazja gdy mała mając poniżej 2 lat nie płaci za bilet. Teraz już bilety musimy kupować 4szt
    myszygon, Wamo, frik and 2 others like this.

Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •