Madera. Pięknie malowniczo położone miejsce na Atlantyku którym jestem zafascynowany od Szkoły Średniej. Pomijam moją osobę związaną z branżą prywatnie i zawodowo ale…….Po raz pierwszy byłem bliski „teleportu” na Maderę ponad dekadę temu ( WAW-FNC-WAW 737-300 ) bezskutecznie.
Późniejsze próby skuteczne (opowieść na inny post).

ANYWAY:
PRZYPADEK W 100% Autentyczny. Mój

Grudzień 2018 – decyzja wylotu do FNC, klepnięcie urlopu, zakup wycieczki w biurze.

09.03.2019 – Wylot WAW-FNC – godziny poranne

Pakowanko, nerwy współtowarzyszki, Terminal. Klasyk czyli: Mc Donald, kupka, siku i do gate.
Przewoźnik znany.
Autobus czyli stanowisko oddalone. No i tu się zaczęło….. Tak daleki przelot mógł być skazany z założenia na „typ bardziej oszczędny”. Dość ciekawy niepokój co ujrzą oczy na płycie. Założenie wielu wariantów co tu zrobić…….. Nagle „oczom ich ukazał się las”…. W postaci 737-800. No to jesteśmy w domu. Lot std., informacje od dowódcy że wieje mocno na wyspie i może być „divert” też std. Trudno. Najwyżej „Canary again” lub Azory „first time”. Życie. Podejście. Wiatr w osi pasa na górnym limicie. Niesamowicie „torbi”. Na pokładzie pasażerom odejmuje mowę, jedynie lekkie słychać pokrzykiwania. Jedziemy na jednym wózku z załogą więc muszę dać radę. Kucnięcie, rewersy, „heble”, stojanka. Wypadamy z fury i jeszcze piątka z Kapitańciem na schodach. (znowy się udało J ). Transfer do hotelu, micha, spacerek, „coś”, i spanko.

Wylogowany od życia człowiek budzi się w niezwykłym klimacie 10.03.2019 z widokiem na Atlantyk, słyszy szum oceanu i nie musi nic. Ale może. I sprawdził bo mógł „wiadomości ze Świata na smartfonie”…………

Obrigado