Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5
  1. #1

    Dołączył
    Jul 2007
    Mieszka w
    Far Masovia/ Gliwice

    Domyślnie Artykuł na Gazecie.pl o spotterach z Okęcia


    Polecamy

    Chyba nikt jeszcze nie podlinkował tego. Jeśli tak, to wątek można usunąć

    Siedzą na drzewach i drabinach przy płocie lotniska. Godzinami. Uzbrojeni w lornetki, radia i aparaty fotograficzne czekają na samolot.

    Wielu ludzi ma nas za wariantów. My mówimy o sobie: miłośnicy lotnictwa - podkreśla Czarek Zionkowski, 37-latek, pracownik banku. - Choć to, co robimy, pewnie nie jest normalne. Pół dnia czekamy na samolot, przez drugie pół obrabiamy zdjęcia. I tak w kółko.

    Takich osób jak Czarek jest w Warszawie może z sześćdziesiąt. Gdy dostają informację, że na Okęciu będzie lądował wyjątkowy samolot, rzucają wszystko i pędzą pod płot. Spotterzy, bo tak się fachowo nazywają, robią zdjęcia samolotom. A potem zamieszczają je w internecie.



    Po czym poznać benka

    Spotykamy się przy Instytucie Lotnictwa w al. Krakowskiej. - O słyszysz, "benek" startuje - mówi Czarek.

    - Przecież jest mgła, nic nie widać - zauważam.

    Czarek: - Samoloty rozpoznajemy po dźwięku silnika.

    Już wiem, że chodzi o Boeinga. Wydaje lekko irytujący świst. Airbus raczej brzęczy i gwiżdże.

    - Znajomi zabrali mnie na piknik lotniczy. Momentalnie się zaraziłem, choć z lotnictwem nie miałem nigdy nic wspólnego. A teraz współtworzę portal spotter.pl. Wrzucamy tam zdjęcia, oceniamy je, wymieniamy się wiedzą - opowiada Czarek. - Nie chodzi jednak tylko o fotografię. Spotter opowie ci o konstrukcji samolotu, jego historii i zasadach ruchu lotniczego. No i wytłumaczy, dlaczego to w ogóle lata.

    Podobnie było z jego kolegą Maćkiem Nowickim, sprzedawcą kopiarek i drukarek - Robiłem raz zdjęcie z długim czasem naświetlania. W kadr weszło mi kilka samolotów, pozostawiając białe smugi. Doznałem olśnienia.

    Ruszamy pod płot lotniska. Maciek i Czarek z zawieszonymi na szyi aparatami. Do tego statywy i obszerne torby ze sprzętem.

    - Przede wszystkim trzeba mieć dobre informacje. Wśród spotterów zdarzają się pracownicy obsługi naziemnej, a nawet kontrolerzy lotu. I to od nich reszta dostaje cynk o maszynach, które pojawią się na lotnisku - zdradza Czarek.

    Maciek: - Do tego dochodzi internet i zbieranie informacji "pod płotem", czyli lotniskowym ogrodzeniem. Miejscem pielgrzymek był kiedyś hotel przy lotnisku, w którym nocowały załogi samolotów. Ich komputer był pełen ciekawych informacji. Ale w końcu odcięto nam dostęp. Pod płotem też nie jest jest łatwo. Kilku chłopaków na zdjęciach zarabia, sprzedają je zagranicznym magazynom. Wszystkich traktują jak konkurencję. Nie dzielą się wiedzą.

    Dwie górki i pole sołtysa

    Kolejny krok to wybór dobrej miejscówki. Oprowadza po nich Łukasz Lorenc, 28-letni student AWF. - Mamy dwie górki spotterskie. Do tego dochodzi taras widokowy, płot przy ul. Wirażowej i "pole sołtysa", czyli spory kawał ziemi po południowej stronie lotniska. Samoloty przelatują tam naprawdę nisko - wylicza.

    Po raz pierwszy przyszedł "pod płot" w szkole średniej. - Z kumplami urywaliśmy się z lekcji i chodziliśmy tam na piwo. Grupa się w końcu wykruszyła, ale mnie ciągnęło do samolotów - opowiada. - Zacząłem interesować się lotnictwem i wpadłem w spotting.

    Do pierwszej górki docieramy wyboistą drogą odchodzącą od al. Krakowskiej. To spory wał ziemny porośnięty trawą i krzakami. Zwłaszcza w weekendy górka obstawiona jest samochodami, a uwagę kierowców jadących al. Krakowską zwracają dziesiątki obiektywów wycelowanych w niebo. - Czasem gromadzą się tu prawdziwe tłumy, bo to dobry punkt widokowy na całe lotnisko. Widać kołujące samoloty. Dobre miejsce do robienia zdjęć maszyn startujących z 29-tki - mówi Łukasz.

    - Czyli? - dopytuję.

    - To jeden z dwóch pasów lotniska, o numerze 11-29.

    Ta sama wyboista droga prowadzi do drugiej górki, obok wieży kontroli i lotniskowej straży pożarnej. Są tu schodki i ławeczki. - O tę górkę dbają władze lotniska. Ale najlepszy widok jest stąd na wraki samolotów, które służą strażakom do ćwiczeń - zauważa Łukasz.

    Wychodzimy na ul. Paluch i po 30-minutowym spacerze, tuż za schroniskiem dla zwierząt, skręcamy ponownie w stronę lotniska. Brnąc po kostki w błocie docieramy do jego ulubionej miejscówki. Stąd świetnie widoczny jest punkt, w którym przecinają się dwa pasy lotniska. - To najlepsze miejsce do uchwycenia "mgiełki", która pojawia się przy zetknięciu kół samolotu z płytą. Zaraz wyląduje "benek", to sama zobaczysz - wyjaśnia.
    Po chwili po drugiej stronie płotu zjawia się straż ochrony lotniska. Przyglądamy się sobie, wymieniamy uprzejmości. Łukasz zauważa świeżo załataną dziurę w płocie: - Czasem ktoś robi takie rzeczy, a odpowiedzialność spada na całą brać spotterską.

    Teraz przez ogródki próbujemy dostać się na "pole sołtysa". Po 20-minutowym marszu docieramy na miejsce, ale na widok ciągnika pracującego w polu wycofujemy się.



    Dla wielu spotterów obserwacja samolotów przez płot to za mało. Przeżyciem są wycieczki na płytę. - Ale to zdarza się bardzo rzadko. Trzeba prosić władze lotniska o zgodę. Wchodzimy w zorganizowanej grupie. Trzeba znać zasady, wiedzieć jak się poruszać. Bo jak wciągnie ci czapkę do silnika, może skończyć się tragedią - wyjaśnia Czarek.

    Zasady obowiązują też pod płotem. Maciek: - Podwozimy się, gdy trzeba nagle zmienić miejscówkę. Pomagamy wyciągnąć samochody z błota. Nieoceniona jest znajomość z lotniskowym sokolnikiem. Można ugrzęznąć w miejscu mało dostępnym, wtedy wyciąga nas swoim terenowym landroverem.

    Halo, tu mówi wieża

    Równie ważny jak dobra miejscówka, jest sprzęt. Podstawa to lornetka i aparat z kilkoma obiektywami. Chociaż w złym tonie jest szpanować sprzętem, jak nie ma się pojęcia o tym, co przelatuje nad głową.

    - Dobrze jest mieć też skaner, czyli specjalne radio do nasłuchu rozmów pilotów z wieżą. Zupełnie legalnie. Można słuchać, nie wolno nadawać. Dzięki temu wiemy, z której strony samolot będzie lądował lub startował - podkreśla Czarek.

    Może się też przydać w innych sytuacjach. Marek Kozyra, były mechanik lotniczy: - Widziałem kiedyś samolot podchodzący do lądowania bez wysuniętego podwozia. Pilot zorientował się w ostatniej chwili i poderwał maszynę do góry. Gdybym miał skaner, próbowałbym go ostrzec. Ale złamałbym prawo.

    Marek jest wyczulony na kwestie bezpieczeństwa. Pierwsze zdjęcia zrobił na miejscu katastrofy samolotu Ił-62M "Kościuszko" w Lesie Kabackim. - Znalazłem się tam 30 minut po wypadku, służbowo, bo jako mechanik specjalizujący się w iłach miałem pomóc ratownikom w identyfikowaniu szczątków samolotu. To, co zobaczyłem na miejscu, radykalnie zmieniło mój stosunek do lotnictwa - mówi.

    Wstrząsające obrazy z katastrofy sprawiły, że nabrał dystansu do swojej pasji. Większości zdjęć z Kabat nigdy nie upublicznił.

    Jak ustrzelić gwiazdę pop

    Bywa, że spotterzy bardziej niż samolotem interesują się tym, kto nim przyleci. A wtedy trzeba się liczyć z większym zainteresowaniem ze strony straży ochrony lotniska. Zwłaszcza jak lądują ważni zagraniczni goście lub izraelskie linie El Al. Rutynowo spisuje ich wtedy policja. Funkcjonariusze nie wiedzą, że wśród spotterów jest ich dawny kolega - Andrzej Sulich, emerytowany policjant, instruktor prawda jazdy. Aby sfotografować Air Force Two, którym przyleciał wiceprezydent USA Joe Biden, upatrzył sobie specjalną miejscówkę. - Spotkałem tam patrol młodych policjantek strzegących tego miejsca przed ewentualnym zamachowcem. Miały zakaz dopuszczania kogokolwiek do ogrodzenia lotniska. Nawet nie próbowałem z nimi dyskutować - wspomina. - Wróciłem do domu.

    Andrzej fotografuje razem z żoną Magdą, też policjantką. Żeby nie wyrywać sobie sprzętu, kupili identyczne aparaty i teleobiektywy. - Sporo wolnych chwil spędzamy razem pod płotem. Bywało, że czekaliśmy na samolot po dziewięć godzin - mówi.

    Śledzi w prasie informacje o wizytach głów państw czy gwiazd muzyki. - Gdy tysiące ludzi poszły na koncert Madonny na lotnisko na Bemowie, ja czekałem z aparatem przy płocie Okęcia, by zrobić zdjęcie samolotu, którym przyleciała - mówi. - Na koncercie nie byłem.

    Pozdrowienia od pilota

    Spotterzy podkreślają, że ich pasja nie ma nic wspólnego z bezmyślnym fotografowaniem. Więcej czasu zajmuje im czytanie niż robienie zdjęć. W pamięci mają setki dat, nazw i numerów bocznych maszyn.

    Łukasz: - Pamiętam, jak cztery lata temu miał lądować rzadki model towarowego Boeinga 747. Zjechali się spotterzy z całej Polski. Wielu wzięło specjalnie urlop. Pech chciał, że samolot miał problemy w podwoziem. Zrobił dwa kółka nad lotniskiem i... poleciał do Frankfurtu. Bardzo nas tym rozczarowując.

    Maciek szczególnie wspomina pilotkę linii Alitalia: - W czasie kołowania na Wirażowej zobaczyła nas, celujących obiektywami w samolot. Zatrzymała maszynę, wychyliła się przez okno w kokpicie i machała do nas z wielkim zaangażowaniem. Świetnie się przy tym bawiła. Zamiast robić zdjęcia, staliśmy w totalnym osłupieniu. Piloci często nam pozują, zmieniają drogę kołowania lub zatrzymują na chwilę samolot.

    Spotterzy mają do nich duży szacunek. I nie bez wzajemności.

    - My również ich podziwiamy - mówi Łukasz Szostak, pilot rejsowy - To często osoby, które z różnych powodów nie mogły zawodowo zająć się lotnictwem, a wiedzą o nim naprawdę dużo.

    Przyznaje, że pilotom zdarza się przeglądać strony ze zdjęciami: - Sam znalazłem kiedyś takie, na którym siedzę za sterami samolotu. Słynna jest też historia o tym, jak piloci otworzyli okno w kokpicie i skierowali w stronę spotterów kartkę z pytaniem: "Gdzie można znaleźć wasze zdjęcia?"

    Tylko rodziny spotterów czasem denerwują się, gdy trzeba zmieniać plany, bo jest nagła informacja o samolocie. Czarek negocjuje z żoną urlopy. - A i tak staram się, żeby wypadały w trakcie pokazów lotniczych - żartuje.

    Maciek w podróży zawsze ma przy sobie aparat. Andrzej przekłada zajęcia z kursantami. Marek mieszka na Okęciu i samoloty fotografuje z okna. Łukasz stara się o pracę w sklepie sportowym tuż przy lotnisku. Monika, dziewczyna Łukasza, wspomina, że nawet na pierwszą randkę zabrał ją pod płot: - Było ciemno i strasznie. Zadawałam sobie pytanie: co ty tutaj robisz? Ale on tak fascynująco opowiadał o samolotach. Pomyślałam: facet z pasją.
    Źródło: Obserwują samoloty na Okęciu. Z aparatami i pasją

  2. #2
    KZ
    KZ jest nieaktywny
    Awatar KZ

    Dołączył
    Feb 2007
    Mieszka w
    Ambush Country

    Domyślnie

    Ten co chciał ostrzegać przez skaner jest mistrzem - aczkolwiek to pewnie twórczość dziennikarska...
    KZ

  3. #3

    Dołączył
    Aug 2009
    Mieszka w
    W-wa,Raszyn

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez Michel Zobacz posta
    Kilku chłopaków na zdjęciach zarabia, sprzedają je zagranicznym magazynom. Wszystkich traktują jak konkurencję. Nie dzielą się wiedzą.
    Ciekawe, nie wiedziałem...
    Aż tak dobrze płacą ? Co za wyrachowane osobniki.... a fe !

  4. #4
    Gryniek
    Goście

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez kostyan Zobacz posta
    Ciekawe, nie wiedziałem...
    Aż tak dobrze płacą ? Co za wyrachowane osobniki.... a fe !
    Przypuszczam, że żeby płacili trzeba kilkanaście puszek "przestrykać" i mieć dobre plecy tu i ówdzie dla lepszych fotek. A i wtedy nie wiadomo czy jakiś grosz wpadnie

  5. #5
    Awatar igorkbk

    Dołączył
    Apr 2010
    Mieszka w
    Kobyłka

    Domyślnie


    Polecamy

    Mam nawet ten artykuł. Zachowałem sobie


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •