Modele samolotów robią w Radomiu ludzie, którzy wiedzą o nich wszystko. I odnoszą duże sukcesy.

Radomscy modelarze odnoszą ogólnopolskie sukcesy! Karol Janik jest wicemistrzem Polski w kategorii modeli akrobacyjnych na uwięzi. Jan Iwański i Tadeusz Świerczyński, opiekunowie modelarni Aeroklubu Radomskiego od lat pokazują młodzieży, jak choć na chwilę oderwać się od przyziemnych spraw.

Już od progu czuć zapach świeżego drewna i słychać cichy szum papieru ściernego. Nikt tu nie biega, nie krzyczy, a mimo to nie ma nudy. Chłopcy siedzą pochyleni nad stołami, szlifują elementy kadłubów, robią żebrowanie skrzydeł. Kiedy po dwóch godzinach przychodzą po nich rodzice, nie wierzą, że już czas iść do domu. Przecież tam, na stole za drzwiami czeka na nich prawie gotowy model samolotu, który kiedyś poleci. To pracownia modelarska Aeroklubu Radomskiego.

JEDYNA PRACOWNIA

W progu witają nas opiekunowie Jan Iwański i Tadeusz Świerczyński. To ludzie, którzy o modelarstwie wiedzą wszystko.

- Kiedyś każda spółdzielnia miała swoją modelarnię, ale potem zabrano klubom takie pomieszczenia. Wtedy zaczęliśmy prowadzić zajęcia przy Zespole Szkół Zawodowych Hubal w Radomiu, w takim baraku na zapleczu - wspomina Jan Iwański. - Przychodzili chłopcy z całego miasta i wiadomo, że nie zawsze dzielnice żyły z sobą w zgodzie. Ale przy modelach nie ma mowy o kłótniach. Musieli się pogodzić, żeby móc w spokoju pracować.

Potem pracownia została zamknięta, a trzy lata temu modelarze zaczęli spotykać się w obecnej siedzibie przy ulicy Warzywnej. Budynek należy do miasta i nie wiadomo, czy sekcja będzie mogła dalej w nim działać.

- Część już jest sprzedana, a jeśli urzędnicy znajdą kupca na resztę nieruchomości, to istnienie modelarni stanie pod znakiem zapytania - tłumaczą opiekunowie.

KAROL JEST MISTRZEM

Jednym z najbardziej utalentowanych "nabytków” radomskiej modelarni jest Karol Janik, dziewiętnastolatek, który ma szansę stać się mistrzem Polski seniorów w kategorii modeli akrobacyjnych na uwięzi.

Jego przygoda z modelarstwem zaczęła się dwa lata temu, a po roku był już mistrzem juniorów.

- To się nie zdarza w sportach wyczynowych, gdzie trzeba trenować latami. W modelarstwie liczy się cierpliwość i łut szczęścia - mówi Jan Iwański. - Na zawodach liczą się warunki atmosferyczne i pewna ręka, reszta to przypadek.

- Na początku mi się nie chciało. Nie przekonywało mnie, że tata od zawsze zajmuje się modelami, a moja siostra Sylwia startowała jako jedyna dziewczyna i zdobyła mistrzostwo Polski. Jakoś się przełamałem - opowiada o początkach swojej pasji Karol. - Potem były zawody Pucharu Polski w Gliwicach w 2006 roku i pierwsze miejsce. Potem Żyrardów z drugą lokatą na podium oraz Częstochowa, Trzebinia, Łazy i Radom. Tam zdobyłem pierwsze miejsca, a na zawodach Pucharu Świata w Wierzawicach byłem trzeci - jednym tchem wylicza sukcesy.

- To tegoroczny wicemistrz Polski i nasz kadrowicz, w tym sezonie będzie już latał w seniorach - cieszy się Tadeusz Świerczyński.

MODEL ZA 1,5 TYSIĄCA EURO

Karol pracował nad modelem ze swoim ojcem Waldemarem.
- Jest warty około 1500 euro. Najdroższy jest silnik, musi dawać kopa, żeby samolot oderwał się od ziemi i musi być jak najlżejszy. Zbiornik na paliwo jest z włókna węglowego, jak w Formule 1 - tłumaczy Karol.

- Paliwo też mieszamy sami, zanim pojedzie się na zawody, trzeba nauczyć się sterować modelem za pomocą dwóch linek i wykonać nim określony układ akrobacji - dodaje Waldemar Janik.

To trochę jak jazda figurowa na lodzie, bo siedem minut kręcisz się w miejscu, a trochę jak balet, bo każdy ruch musi być dopracowany - śmieje się Karol. - Model lata po okręgu o średnicy 20 metrów, a ja muszę sterować nim tak, żeby wykonywał pętle, kwadraty, trójkąty, klepsydrę, a na koniec czterolistną koniczynkę. To bardzo widowiskowa konkurencja - opowiada Karol.

MŁODZI TEŻ PRÓBUJĄ

Najmłodsi mogą się zmierzyć w zawodach balonowych. Balony ze zwykłej bibuły robią uczniowie "podstawówki”, na zawodach napełnia się je powietrzem podgrzewanym z butli gazowej propan-butan. Wygrywa ten balon, który najdłużej utrzyma się w powietrzu.

- Dzieciaki uczą się precyzji, cierpliwości, a przy okazji praw fizyki. Na zrobienie balonu można poświęcić zajęcia plastyczne w szkole, a potem zapraszam na lotnisko na Piastowie. Tam w kwietniu organizujemy pierwsze w tym roku zawody - zachęca Jan Iwański.

Jednym z młodszych modelarzy jest Bartek Roszczenko, jedenastoletni uczeń radomskiej Publicznej Szkoły Podstawowej numer 2. Siedzi skupiony nad stertą drewnianych listewek, z których powoli wyłania się przyszły kształt skrzydła.

- Modelarstwo jest fajne, bo można samemu zrobić coś, co później będzie latało i pochwalić się przed kolegami - mówi Bartek, nie przerywając klejenia. - Tylko trzeba się starać robić wszystko dokładnie i nie denerwować się.

Bartek robi postępy i pewnie w tym roku przeżyje swoje pierwsze zawody. Młodsi kleją modele ze skrzynek po cytrusach, styropianu i listewek, bo to tani i lekki materiał. Potem oklejają szkielet papierem, malują i już można go sprawdzić w powietrzu - wyjaśnia Tadeusz Świerczyński.

MARZENIA O LATANIU

Co ciągnie do modelarstwa? Co sprawia, że nastolatek potrafi przesiedzieć w spokoju długie godziny, a potem stać z zadartą głową i obserwować model samolotu na niebie?

- Może to skryte marzenia o lataniu? - zastanawia się Tadeusz Świerczyński, a Jan Iwański dodaje: - Tłumaczę im, żeby byli cierpliwi i obiecuję, że zrobię zawody, że jeszcze pokażą kumplom, którzy się z nich podśmiewają, że sklejanie modeli daje nie tylko radość, ale i pracę na przyszłość.

Z Michała Urbańczyka też się śmiali, bo chłopak z blokowiska bawił się w "samolociki”. Nawet rodzice nie bardzo wierzyli, że szesnastolatek może spędzić tyle czasu nad modelem. Ale Michał uparł się, że będzie latał i to prawdziwym samolotem!

- Pocięliśmy szafę narzędziową na żebra do skrzydeł, jeździliśmy po Polsce, zbieraliśmy rozmaite części, a każda musiała mieć atest Instytutu Szybownictwa - opowiada pan Jan. - Michał był tak pochłonięty swoją pracą, że aż oblał maturę. Dziś jest inżynierem konstruktorem z dyplomem Politechniki Warszawskiej, a jego samolot "Wróbel” lata nad lotniskiem na Bemowie.

- W wielkiej korporacji lotniczej Boeing najważniejszy jest właśnie modelarz. To on pierwszy za pomocą modelu sprawdza, wymyśla konstrukcję samolotu i to najważniejsze: czy będzie on latać - dodaje z dumą Jan Iwański.

Echo Dnia