Zobacz kanał RSS

BLOG - dzien jak co dzien... w powietrzu

04 February 2009, 05:39

Ocena: 7 głosów, 5.00 średnio.
przez w dniu 08-10-2009 o 23:16 (3677 Odsłon)
Trzecia rano a tu czas wstawac. Jestem niewyspany ale przed lotem odrenalina robi swoje. Jak zawsze przed lotem w biurze kontrolowane zamieszanie. Stosy papierow do przejrzenia, briefingi i wreszcie pakowanie sie do busa ktory zawiezie nas pod terminal. Pierwszy odcinek w miare krotki do MXP. dla mnie to powtorka z rozrywki bo pare dni wczesniej tez tam lecialem. Tym razem jednak na pokladzie mamy paxow i na FL430 nie wchodzimy. Dzien nastaje nad Austria ale wszedzie do okola chmury. Podczas wylotu zlapalismy 20 minutowe opoznienie. Znajac MXP straty tej nie da sie odrobic. Podejscie ILS do pasa 35L. Wyzej pieknie ale nisko mgliscie. Kolujemy pod rekaw i przez ponad godzine odprawiani sa pasazerowie. Wreszcie znow wszyscy na pokladzie, drzwi zamkniete, zgoda ATC zapisana i zaczynamy pushback. Uruchamiamy silnik numer 2 a potem numer jeden (prawy a potem lewy). Zegnamy sie z mechanikiem i po zobaczeniu wyjetej z przedniego podwozia szpilki z flaga mozemy rozpoczac kolowanie. Klapy 5 i ATC podaje zmiany. Zamiast pasa 35R jest 35L. Odlot tez jest inny. F/O szybko wyciaga nowe kartki i wbija nowa trase. Potem poszukanie nowych predkosci dla innego pasa i re-briefing. Wszystko to zajmuje sporo czasu a oczywiscie trzeba tez zrobic check listy. Wszystko udaje sie co do sekundy i bez zatrzymywania sie dostajemy zgode na pas i na start. Vr to prawie 170 wezlow. Dlugo turlamy sie po pasie, podnosze nos ale zanim ciezki samolot sie oderwie od ziemi mija jeszcze pare sekund. Start jest wprost na osniezone alpy. Po starcie w lewo w zdloz gor a po pewnym czasie w prawo nad Alpami w strone Dijon we Francji. Widoki zapieraly dech. Jak bardzo? Oto bardzo krotka video relacja ze wznoszenia.

http://www.youtube.com/watch?v=GYRre04Xs9Q...re=channel_page

Nad Francja znow chmury ktore szczelnie przykrywaja miedzy innymi i Paryz. Z powodu wiatrow tym razem trasa poprowadzi niedaleko Kanady. Potem kierunek na Bermudy i dalej znana trasa do Cancun. Shannwick daje nam zgode oceaniczna na FL340. Zaraz potem dostajemy pierwszy oceaniczny re-route. Wlatujemy bardziej na polnoc niz wedlug planu. wszystko musi byc dokladnie policzone tym bardziej ze pogoda nad Wyspami Brytyjskimi jest do kitu i w zwiazku z tym musielismy nawet zmienic jedno z lotnisk ETOPSowych zapasowych. Pogoda byla na styk. Niby wybor latwy ale na nowym lotniski w tym samym czasie mial byc strajk.
Nad Atlantykiem pogoda sie troche poprawila i na oceanie widac bylo biale grzywy fal. Jezeli widac je z tak duzej wysokosci to niezle musi dawac na powierzchni wody. Gander Oceanic podaje ostatni SIGMET. Severe Turbulance na naszej trasie od FL320 do FL400. Niemamy za bardzo jak temu uciec. Samoloty lecace jeszcze bardziej na polnoc potwierdzaja ostrzezenie meteorologow. Na naszej trasie jednak spokojnie. Dopiero po nastepnych 45 minutach musze wlaczyc "zapiecie pasow". Weszlismy w jetstream i w ciagu 30 sekund wiatr z 60 wezlow wzrosl do 173 kts. Wszystko to dokladnie z prawej strony. Poprawka na wiatr prawie 30 stopni. Tak szybko jak zaczelo rzucac tak i szybko skonczylo. Po nastepnej pol minucie spokoj prawie az do ladowania.
NY Center dal nam kolejnego re-route. Zamiast nad Bermudami lecielismy tuz na polnoc od wysp. Wreszcie mialem szanse wszystko sobie obejrzec. Potem znow duzo wody i wyspy Bahama. Tam tez ladnie. Lecimy nad Varadero i nad Hawana. Daleko po prawej stronie waski lad. To Florida Keys i Key West. Z FL410 calkiem dobrze widac... Kube zostawiamy za nami a Meksykanscy kontrolerzy sprawnie wektoruja nas do ladowania. Styl typowo amerykanski. Szybko i sprawnie. Mamy czwarta kolejke do ladowania i jestesmy jedynym nie amerykanskim samolotem na czestotliwosci. Nawet traffic GA to amfibia Lake ze znakiami "N". Nad woda raczej bezchmurnie ale nad ladem juz "ceiling broken" z mini CB. Podstawy okolo 1500 stop a koniec gdzies okolo 4000stop. Wszystkie wysokie ale bardzo waskie. Lecimy jak pomiedzy kominami. Fascynujacy widok i nawet nie telepalo. Od 500 stop w dol niespokojnie i kolega musial niezle pracowac moca aby utrzymac dobra predkosc podejscia. Po ladowaniu bardzo krotkie kolowanie i tym razem na rekaw nie musielismy czekac. Paxy szybko opuszczaja poklad po ponad 12 godzinnym locie ale dwie panie musza poczekac na lokalna Policje. Wydawalo by sie ze juz wsyscy wiedza ze nie nalezy palic podczas lotu a tu jednak... Po godzine wreszcie udalo nam sie wyjsc przed terminal. Jedna z pasazerek dostala duzy mandat a druga... uciekla... Normalnie Meksyk!!!
Jeden dzien relaksu na zaglach i przebazowanie do Hawany. Tym razem wszyscy wraz ze swoimi bagazami i o czasie. Poza nasza zaloga leciala rozniez zaloga innej wloskiej linii Neos. W takim towarzystwie czas szybko zlecial.
Varadero powitalo nas bardzo silnym wiatrem, ulewa i temperatura ponizej 20C. Dokladnych danych brak bo w tamtej czesci swiata malo kto ma termometr - tam jest zawsze cieplo i tyle.
Wraz z poprawa pogoda czas wracac do domu. Z powodu bledu jednego z biur podrozy trzeba bylo poszukac kateringu dla dodatkowych 40+ osob. Kosztowalo to ponad 1025 Euro i 35 minut opoznienia. Tym razem jednak wiatr byl dla nas pomyslny. Od samego startu wialo w ogon i w WAW ladowalismy 40 minut przed czasem. Tym razem trasa ani razu nie byla zmieniona a to dlatego ze lecielismy Atlantyckim Trackiem Z. nawet zgoda byla krotka. "Track Z" i tyle. To byl pus. Minusem byl duzy ruch przez ktory az do Brytyjskiego wybrzeza musielismy utrzymywac FL330. Ten lot byl z Footbolem w tle. Nie Soccerowym ale tym amerykanskim. W Tampie na Florydzie odbywala sie Superbowl 43 - wielki final. Tak sie zlozylo ze jeden z F/O byl wielkim fanem zespolu z Phoenix jako ze tam kidys mieszkal. Niestety nad Atlantykiem dowiedzielismy sie ze wygral Pittsburgh...
Na dolocie do Europy wiele samolotow prosilo o holdingi i hamowanie na trasie. Tak bylo w okolicach Londynu i Paryza. Dopiero na ziemi dowiedzielismy sie ze chodzilo a snieg ktory sparalizowal UK i czesc Francji. Typowo zimowa pogoda czyli nic tylko chmury az po horyzont trwala ad do Mazowsza. Koncowke lecielismy w zdloz Wisly. Do okola wszedzie bialo ale Plock byl bardzo ladnie widoczny. Lecielismy troche na polunie od Lacka juz na wektorach do pasa 11. ATC dalo nam duza predkosc i wstrzelilismy sie pomiedzy dwa LOTowskie EMBy. Tak jak na podejsciu w Cancun i tu trzeba bylo bacznie zwracac uwage na zmiany mocy. Na "gorce" kolo pasa 11 wylo paru spotterow i niezle musialo ich przedmuchac. Po krotkim kolowaniu czas na relax. Czas zobaczyc nowe plany na luty.

Umieść "04 February 2009, 05:39" do Facebook Umieść "04 February 2009, 05:39" do Digg Umieść "04 February 2009, 05:39" do del.icio.us Umieść "04 February 2009, 05:39" do StumbleUpon Umieść "04 February 2009, 05:39" do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy