Zobacz kanał RSS

BLOG - dzien jak co dzien... w powietrzu

18 February 2009, 23:03

Ocena: 3 głosów, 5.00 średnio.
przez w dniu 08-10-2009 o 23:17 (3357 Odsłon)
Srodek nocy w Colombo na Sri Lance. Za oknami cisza ale spac sie nie chce. Juz ponad tydzien "w drodze" ale nadal trudno sie cialu przestawic na inny czas. W planie byl Bangkok i Kolombo. Wiedzac ze czeka mnie dlugi nocny lot codziennie pozniej kladlem sie spac i pozniej wstawalem. Genialny plan ktory spalil sie na panewce kiedy dowiedzialem sie ze dzien wczesniej mam jeden krotki skok do Mediolanu i spowrotem. Niestety start byl przewidziany na 6 rano a budzik dzwonil juz o 3. Jak na dwie godziny snu i tak sie dobrze czulem. Szybka droga na lotnisko i stosy papierow nawet na tak krotki lot. Do wykonania mamy tylko jeden odcinek do Mediolanu. Tam nastepna zaloga bierze 767 i naszych paxow do Meksyku. W kokpicie bedzie pelno. Mamy jeszcze naszych dispatcherow. Dobrze ze bedziemy mogli pokazac wszystko od naszej "kuchni". Napewno dobra szkola dla obu stron.
Jeszcze w biurze trzeba uzgodnic ktory z nas bedzie pilotem lecacym. Orzel czy reszka? Wygralem ladowanie. Bylo fair Zaloga spakowana na wiele dni a tylko my z malymi torbami. Samolot jest gotowy na nasze przyjecie. Prosimy o paxow. Niestety zaloga pokladowa nie moze doliczyc sie jednego infanta. Za nim wszystko zostalo sprawdzone zrobilo sie 20 minutowe opoznienie. Samolot jest mokry ale lodu nie ma. Start z pasa 15. I wznoszenie do FL360. Wchodzimy nad chmury. Jak zawsze piekny widok. Kolor nieba zmienia sie zgranatowego w szary, jasno niebieski i pomaranczowy. Przed nami zachodzi duzy ksiezyc a w tym samym czasie na tablicy przyzadow pojawiaja sie pierwsze jeszcze czerwone promienie slonca. Lecimy nad chmurami i za oknem niewiele widac za to mozemy przedyskutowac wiele spraw z kolegami. Nad Austria dostajemy powolne znizanie i gdzie niegdzie przez chmury widzimy biale i szare szczyty Alp. Dostalismy wektory ktore biora nas na poludnie od drugiego Mediolanskiego lotniska Linate. Jestesmy juz pod chmurami ale w strefie dosc silnej turbulencji. Do okola nas spory ruch. ATC daje nam czwarta kolejke. Pod nami miga A319 EasyJeta. Oni tez beda przed nami. Schodzimy do 4000 stop. Przed nami poludniowo zachodni koniec doliny Mediolanu - gory. Tak daleko od lotniska na poludnie jeszcze nie bylem. Jeszcze dwa wektory i dostajemy 25 milowa prosta. Teraz lecimy pod silny wiatr. Nasz groundspeed (predkosc wzgledem ziemi) przypomina Grummana Tygrysa - okolo 135 kts. Dzieki temu podziwiamy pola i malownicze miasteczka. Wloska dolina ryzowa. Wreszczie zbliza sie pas. Jest i glide slope. Jestesmy na 3000 stop i prosze o non standard flaps 20 bez podwozia. Na 1800 stopach AGL (nad ziemia) wychodzi podwozie. Po jego pelnym wypuszczeniu klapy 25 i potem 30. Predkosc podejscia bedzie wynosic 140 kts. Czym nizej tym szybciej spada predkosc wiatru. Ostatnie 500 stop i dodatkowo wiatr sie odkrecil o 90 stopni. Ladowanie na pasie 35L z prawym bocznym wiatrem.

http://www.jetphotos.net/viewphoto.php?id=6481638

Dawno mi sie tak dobrze nie ladowalo... Wyszedl speedbreak a dopiero pozniej odczulem ze jestesmy na ziemi. Kolowanie do gate'u. Tam juz czeka nastepna zaloga. Szybko opuszczamy samolot aby zdazyc na nasz lot spowroten. Tym razem jako paxy Swissa. Do okola i do gory. Podbiegamy do checkinu w momencie kiedy gasna swiatla odprawy! Too late. Sorry! Ake moze odprawia Was przy wejsciu do samolotu? Znow pedzimy. Raz jeszcze do okola i tym razen na dol. Najpierw trzeba jeszcze przejsc przez security. I tu opadaja nam rece. Przed nami dwie zalogi 767 Delty. Pare slow i juz kladziemy nasze teczki do przeswietlenia. JEstesmy im bardzo wdzieczni. Rzeczywiscie przy wejsciu do autobusu dostalismy boarding pasy i odrazu myk do pojazdu. Dopiero na pokladzie Jumbolino mozemy zlapac troche tchu. Po starcie do ZRH znow nas mosno wytelepalo. Czesc paxow zle to zniosla... Na ziemi w Zurichu godzina bladzenia po lotniskowych sklepach. Jeszcze jeden poklad tym razem F100. Ten lot mniej pamietam. Oczy jakos same sie zamknely... W WAW o czasie. Szybko do biura i do domu spakowac sie na pobyt. Ach moj Bangkok!

Siedze sobie teraz w Crew Roomie z jednym z kolegow z naszej zalogi i nijak nie chce nam sie spac. Szkoda bo za 24 godziny pobudka. Tym razem powrot do domu. Ale o tych ostatnich lotach napisze juz z WAW.

Umieść "18 February 2009, 23:03" do Facebook Umieść "18 February 2009, 23:03" do Digg Umieść "18 February 2009, 23:03" do del.icio.us Umieść "18 February 2009, 23:03" do StumbleUpon Umieść "18 February 2009, 23:03" do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy