Zobacz kanał RSS

tam gdzie pieprz rośnie...

03 April 2009, 08:48

Ocena: 2 głosów, 5.00 średnio.
przez w dniu 29-10-2009 o 21:02 (2938 Odsłon)
Od czasu wejscia na linie (to juz prawie tydzien) do konca miesiaca pelnilem dyzury w Bombaju. Firma byla jednak dosc laskawa - polecialem raptem 1 raz, ale za to porzadnie. Wzialem rejs od kolegi, ktory potrzebowal wolny wieczor - "rozbojnika", czyli najbardziej hardcorowy rejs w siatce linii. Start z Bombaju do Bangalore o 3:15 nad ranem (co oznaczalo wyjazd z hotelu o 2 w nocy), nastepnie Bangalore - Hydrabad - Bangalore i powrot na pasazera do domu o 13tej. Praktycznie cala noc i kawal dnia na nogach... Fajnie, co? Podczas lotu do Bangalore wiozlem na jumpseacie f/o z A330 z naszej linii, ktory oczywiscie zna (i bardzo dobrze wspomina) AllOver'a - Peter, jak Ty to robisz? :-) Poza tym jednym rejsem mialem sporo wolnego czasu, wiec szwedalem sie po miescie zalatwiajac rozne sprawy. Przy okazji tych wycieczek do perfekcji dopracowalem targowanie sie z taksowkarzami, doprowadzajac ich tym do wscieklosci... Z innych ciekawostek, to w naszym hotelu przez ten czas trwal indyjski tydzien mody. Mozna bylo wiec sobie obejrzec na zywo wszystkie gwiazdy Bollywood'u, a glownym gosciem imprezy byla Naomi Campbell... Sie bywa w wielkiem swiecie :-)

Wczoraj przeprowadzilem sie do Hyderabadu. Moje negocjacje w sprawie bazy zakonczyly sie fiaskiem - firma potrzebuje mnie tu, a ja nie mialem dostatecznie silnych argumentow zeby sie wywinac... Tak wiec tu bedzie teraz moj dom, nie wiem jak dlugo... Poki co nie jest zle. Port lotniczy Shamshabad im. Rajiva Gandhiego (zreszta tu wszystko jest imienia jakiegos Gandhiego), to najnowoczesniejsze lotnisko w Indiach - wyglada jakby wziasc lotnisko w Monachium i przekroic na pol :-) Hotel moze nie tak wypasiony jak ten w Bombaju, ale za to daje dobre (i co rownie wazne - darmowe) wyzywienie. Poza tym dojazd do pracy (hotelowa limuzyna, a jakze) zajmuje 5 minut. Z okna pokoju widze samoloty podchodzace na pas 09. Jedyne co mi nie pasuje, to wokolo pustynia - nawet nie wies, a do miasta 40km... Chyba latwiej (i taniej!) bedzie w dzien wolny wsiasc w ATRa i poleciec sobie np. na Goa, niz pojechac do centrum... :-) Lokalizacja ma jednak tez swoje plusy. Nie smierdzi tu jak w Bombaju, a z okna hotelu wypatrzylem juz kilka miejsc w okolicy (glownie wzgorz), po ktorych mam zamiar sie poszwedac...

Lotniczo dalej sie nie przemeczam. W planie na dzis mialem rejsy do Goa i Chennai, ale ten drugi mi zabrali. Nie, to nie. Odcinek do Goa w zasadzie bez przygod. Spowrotem za to ciekawiej. Po starcie zajmujemy FL150 - nasz planowany poziom przelotowy. Poniewaz wokolo wypietrzone cumulusy i turbulencja, prosimy "Goa Approach" o poziom FL190. Goa poleca nam uzgodnic to z "Chennai Radar", ktory nas nie slyszy - ani na radiostacji VHF, ani na HF-ce (ktorej, jak sie pozniej okazalo, nie umielismy obsluzyc). Po ok. 20 minutach wreszcie udaje sie nam dowolac Chennai. Podajemy pozycje i prosimy o FL190. Odpowiedz "O zgode na poziom 190 poproscie Mangalore". Laczymy sie z Mangalore, ktore z kolei poleca nam w tym celu polaczyc sie z... Goa Approach! Kolo sie zamyka, nikt nam nie chce pomoc. Po 50 minutach prob dalej jestesmy na poziomie 150 i sie poddajemy - i tak zaraz sie bedziemy znizac, a chmury sie troche przerzedzaja. Okazuje sie, ze rzecz nad Europa tak trywialna jak zmiana poziomu lotu, tutaj bywa niewykonalna... Po prostu "Incredible India" na kazdym kroku :-)

Umieść "03 April 2009, 08:48" do Facebook Umieść "03 April 2009, 08:48" do Digg Umieść "03 April 2009, 08:48" do del.icio.us Umieść "03 April 2009, 08:48" do StumbleUpon Umieść "03 April 2009, 08:48" do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy