Zobacz kanał RSS

tam gdzie pieprz rośnie...

The world of Jet-lag

Oceń wpis
przez w dniu 28-02-2016 o 16:52 (3457 Odsłon)
Chiński ULC zaskoczył wszystkich bardziej, niż w Polsce zima drogowców. Moja licencja zmaterializowała się w rekordowym czasie pięciu dni. Liczyłem, że może w związku z tym uda mi się wcześniej zacząć latać, ale nic z tego. Grafiki na luty już zrobione, Chiński Nowy Rok za pasem, instruktorów ni ma, a w ogóle to "zrelaksuj sie Captain, poucz się czegoś, albo pozwiedzaj Tajwan". Trudno, co zrobić...

Pozostało mi porobić trochę tych wspomnianych nadprogramowych lotów na jumpseacie. Pierwsze 2-3 były nawet ciekawe, bo mogłem podpatrzyć trochę lokalnych zwyczajów i rzeczy nie opisanych w instrukcji. Pózniej zaczęło się robić trochę nudno, bo już wiedziałem co i jak - człowiek by sobie polatał, zamiast kwitnąć na "jump'ie".

Poza tym Chińczycy, jakkolwiek sympatyczni i mili, to nie należą do mistrzów konwersacji. W najlepszym razie zadawali kilka standardowych pytań dla "poddzierzenia razgawora" (gdzie wcześniej latałem, czy mam dzieci, czy mieszkam jeszcze w hotelu i czy mi się tu podoba), a potem już był przeważnie "silent cockpit..." Za to stewardesy bardziej rozmowne...

Z oficjalnych punktów programu, to miałem w lutym tylko symulator na ETOPS'a, loty po kręgu (też na symulatorze) i 2 dni wykładów z gatunku "o niczym".

W drugiej połowie miesiąca, to już żywcem nie było co robić, wiec zdecydowałem się jednak na małe wagary i urwałem się na kilka dni do domu. Jako, że było to nie do końca oficjalne, to nie mogłem polecieć swoją linią. Musiałem wykupić sobie bilet taniolotem do Tokio, kimnąć się w kapsule do spania w Naricie, niczym japoński biznesmen, a nastepnego dnia miałem okazję przetestować najnowsze "dziecko" LOTu, NRT-WAW.

Muszę stwierdzić, że... "chapeu bas!" Zarówno ekonomia, jak i biznes (oba próbowałem) na bardzo dobrym poziomie. Wygodnie (nawet w eco nie było źle, a mam prawie 1,90m), dobre jedzenie, miły personel (jak zresztą zawsze gdy lecę LO). Nie ma się do czego przyczepić... Będę na pewno korzystał częściej - choć pewnie marna to pociecha dla LOTu, bo ze "zniżkowca" to żaden pożytek...

Te kilka dni w Polsce minęło zdecydowanie za szybko. Tak to już teraz będzie, to niestety najsłabszy punkt tej całej chińskiej awantury...

Za to rodzina zachwycona - jako, że byłem "zdżetlagowany", to wstawałem codziennie o 4 nad ranem i byłem zupełnie wyspany. Mieli więc co rano świeże pieczywo na śniadanie i nie było odwiecznego problemu pt. "kto zaprowadzi dzieciaki do szkoły". Zostałem bohaterem w swoim domu... Z kolegami gorzej, bo kładłem się spać codziennie o 19tej. Weź tu się z takim umów na piwo...

Do Taipei wróciłem wczoraj. Dobry news jest taki, że jak byłem na gigancie, to w firmie nikt o mnie nie pytał. Jedyną osobą, która zauważyła moją nieobecność była pani sprzątaczka z hotelu. Zaniepokoił ją kilkudniowy brak bałaganu w moim pokoju i chyba myślała, ze mnie diabli wzięli, czy co... Dzisiaj jak ją spotkałem, była wyraźnie ucieszona i dała mi do zrozumienia mieszanką chińskiego i migowego, ze się o mnie martwiła...

A wogóle, to nie dość, że zostałem bumelantem, to jeszcze przemytnikiem. Jeden zaprzyjaźniony Amerykanin ma mamę polskiego pochodzenia. Jej rodzice przyjechali do Ameryki jeszcze przed wojną. Pani, będąca już dobrze po 80-tce, okazała się być amatorką... wódki "siwuchy". Ponoć jest to dla niej smak dzieciństwa...

Jako, że towar ten w Stanach jest deficytowy, dostałem odpowiednie zamówienie, które sumiennie zrealizowałem. W końcu trzeba pomagać rodakom w potrzebie...

Miałem chytry plan, żeby się nie przestawiać na czas Europejski i po powrocie do Azji być świeży i gotowy do roboty. W teorii wszystko się zgadzało, niestety wyszło jak zwykle. W samolocie do Tokio nie pospałem tak jak planowałem, a czterogodzinny lot Scoot'em do TPE, to juz były naprawdę dożynki. Po dotarciu do hotelu padłem wczesnym wieczorem, tylko po to, żeby obudzić się 1 nad ranem i nie przespać pół nocy. Z kolei gdy budzik zadzwonił o 7mej na poranny lot do Hongkongu (na szczęście jeszcze na jumpseacie!), to znowu nie wiedziałem jak się nazywam. Dopiero po trzeciej kawie zacząłem coś ogarniać.

Welcome to my world. The world of jet lag!!!
Drzemi, tinek6, Gryni and 38 others like this.

Umieść "The world of Jet-lag" do Facebook Umieść "The world of Jet-lag" do Digg Umieść "The world of Jet-lag" do del.icio.us Umieść "The world of Jet-lag" do StumbleUpon Umieść "The world of Jet-lag" do Google

Updated 29-02-2016 at 07:48 by layoverlover

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy

  1. Awatar Endriusza
    • |
    • permalink
    Super wpis. Zawsze czekam na relację jak na gwiazdkę. Serdecznie pozdrawiam. Andrzej ze Świnoujścia. (To w zasadzie jeszcze Polska, choć tutaj na miejscu dookoła słychać j. niemiecki)
  2. Awatar Kamel
    • |
    • permalink
    A rodzinka w Polsce, planują relokację do Tajwanu ?
  3. Awatar shiver
    • |
    • permalink
    Świetne. Nie chcę się w prywatę wtrącać, ale zastanawia mnie co człowiekiem może tak szarpnąć, żeby rodzinę w domu zostawić i na drugi koniec świata jechać pracować... W zawodzie pilota, gdzie pracy chyba wszędzie dosyć.
  4. Awatar moraw2008
    • |
    • permalink
    @Layoverlover, u Was pilotów nie patrzy się krzywo na gapowicza lecącego na jumpie, spoglądającego zza pleców na łapki załodze pilotującej ?
  5. Awatar STYRO
    • |
    • permalink
    Zdjęcia w mundurze nadal brak No co jest Panie Kapitanie?
    Gaszpar, sebaw and tartal like this.
  6. Awatar tango fox
    • |
    • permalink
    na lewiznę pewnie poleciał w cywilkach

    ale gdzie generalska czapka made PRC
  7. Awatar layoverlover
    • |
    • permalink
    Cytat Zamieszczone przez shiver
    Świetne. Nie chcę się w prywatę wtrącać, ale zastanawia mnie co człowiekiem może tak szarpnąć, żeby rodzinę w domu zostawić i na drugi koniec świata jechać pracować... W zawodzie pilota, gdzie pracy chyba wszędzie dosyć.
    @Shiver - Sam się często nad tm zastanawiam... Niestety rządza przygód czasem jest silniejsza od zdrowego rozsądku. Na szczęście mam wyjątkowo wyrozumiałą partnerkę, która dzielnie znosi te moje pomysły.

    @Moraw - na gapowiczów nie patrzy się krzywo. Tyle tylko, ze jak jumpseatowiec jest obcojęzyczny, to trzeba się wysilać i gadać po angielsku. Po swojemu nie wypada, a nie zawsze się chce. Przerabiałem z obu stron

    Pozdro wszystkim!
    LotFan18, shiver and GoldenDave like this.
    Updated 02-03-2016 at 03:56 by layoverlover
  8. Awatar Kamel
    • |
    • permalink
    Nie rozumiem jak można się wyprowadzić od rodziny na drugi koniec świata, tylko po to aby latać większym samolotem.