Zobacz kanał RSS

tam gdzie pieprz rośnie...

HNL cz. 1

Oceń wpis
przez w dniu 17-05-2016 o 10:49 (4646 Odsłon)
Wyjazd do Polski na "doładowanie akumulatorów" się udał. Normalnie należy mi się 8 dni wolnego pod rząd w miesiącu, ale można zrobić sobie tzw. "back to back", czyli kumulację. 8 dni pod koniec jednego miesiąca i 8 dni na początku następnego. Jak by nie liczyć, wychodzi razem 16... Tyle czasu w domu, to nie spędziłem od pół roku...

Dzięki temu udało się zrealizować całkiem napięty plan - obskoczyć długi weekend z dzieciakami (BTW, gdyby ktoś rozważał rejony Mierzei Wiślanej, gorąco polecam!) poodwiedzać całą rodzinę, spotkać się z przyjaciółmi (niestety nie z wszystkimi - sorry Hawky! ), a nawet zażyć trochę witaminy "G" - czyt. machnąć kilka lotów na akrobacyjnej Extrze-300.

Siniaki od pasów na biodrach od ujemnych przeciążeń i bóle w lędźwiach od dodatnich oznaczają, że sezon akrobacyjny 2016 można uznać za otwarty... A to ja i moja Radomska Bestia... (fot. Paweł Kruk)

blogs/layoverlover/attachments/3556-hnl_cz_1-image.jpg

Tak doładowany wróciłem z przyjemnością do roboty - chociaż sam moment wyjazdu, to raczej smutna chwila, szczególnie pożegnanie z dzieciakami...

Na początek dostałem trochę regionalnej "drobnicy" - lot do Kansai, czyli Osaki, pózniej Manilę i Hong-Kong. Nawet mi to pasowało, bo mogłem sobie trochę polądować po przerwie. Loty spoko, tylko po dwóch tygodniach pobytu w domu jet-lag był bezlitosny. Przed poranną Manilą zdołałem pospać raptem godzinę z hakiem. Ot, takie przyjemności szwendania się po świecie... Zresztą wogóle podstawowa różnica między lataniem turystycznym, a zawodowym jest taka, że przed tym pierwszym jesteś na ogół wypoczęty, a przed tym drugim co najwyżej "wystarczajaco wypoczęty"...

Po tej "shorthaul'owej" rozgrzewce przyszła pora na dalszą wycieczkę - tym razem na Hawaje. Tam mnie jeszcze nie było...

Loty do Honolulu są dwa. Jeden bezpośredni, z tygodniowym pobytem, a drugi z międzylądowaniem w Tokio-Naricie i tylko 24-godzinnym pobytem w HNL. Jak można się domyślić, ten pierwszy jest ulubionym rejsem wszystkich "grubych ryb" we flocie. Instruktorów, managerów itp. itd. Krótko mówiąc, nie dla psa kiełbasa. Z moim numerem na liście starszeństwa (chyba przedostatni w dziale), to się mogę tylko oblizać...

Dostałem więc ten krotki pobyt. Ponieważ jest on z międzylądowaniem, to poszczególne odcinki są krótkie i wystarczy na nie dwóch pilotów. Wyjątkiem jest powrót z HNL do NRT, bo wraca się pod wiatr i wychodzi dłużej (a na Pacyfiku w tych szerokościach geograficznych na ogół pi...dzi jak w Kieleckiem). Na ten odcinek potrzeba trzech - ja, to ten trzeci...

W tamtą stronę lecę wiec na pasażera. Na pracująco mam zrobić powrót z HNL do NRT, a z NRT do domu znów na pax'a. Trochę jestem niepocieszony, bo to 3 dni w plecy, a tylko 8 godzin nalotu - i to w dodatku znowu jako "relief". Wychodzi jednak nienajgorzej. Biznes jest wygodny. Pojadłem, poczytałem, pospałem (jeszcze jakby se człowiek mógł dziabnąć drinka...). W dodatku drugi kapitan się zlitował i obiecał oddać mi odcinek z HNL do Narity. Wracać będę więc jako dowódca - i to za dnia, nie po nocy. Lux-Torpeda!

Przy okazji zabijania czasu w locie na paxa do HNL bawiłem się trochę naszym programem do nawigacji na służbowym iPadzie i odkryłem fascynujący fakt. Otóż lot z Polski na Hawaje wypadłby idealnie przez biegun północny i wyszłoby 6400Nm z hakiem - akurat na granicy zasięgu A330-200 z jakim-takim ładunkiem. Jakby ktoś z was chciał otworzyć takie połączenie, to polecam swoje usługi. Nad Biegunem Północnym jeszcze nie latałem, a bardzo bym chciał...

iPad, to w ogóle moje nieodzowne narzędzie pracy i rozrywki. To mój "Electronic Flight Bag" - mam tam mapy trasowe, karty podejścia, wszystkie instrukcje, program liczący osiągi do startu i do lądowania - wszystko to kiedyś zajmowało całą walizkę-nawigatorkę. iPad nadaje się do tego celu idealnie. Ale nie tylko do tego. Przed samym odlotem z TPE, będąc w już gejcie ściągnąłem sobie książkę Ferdynanda Ossendowskiego, o uciecze z Syberii w czasie Rewolucji Październikowej. Kurde, to był prawdziwy hardkorowiec. Przygody niemal jak z "Władcy Pierścieni", tylko że to się działo naprawdę. Warto przeczytać, jakby komu wpadło w łapki...

Na lądowanie w Honolulu idę do kokpitu, żeby zapoznać się z lotniskiem. Kapitan okazuje się być zorientowany w okolicy i robi mi cały wykład. Tu wyspa Oahu, tam Molokai, tu widać wulkan taki-a-taki, tam kanion imienia tego-a-tego...

Lądujemy z prostej na pasie 08L. Ruch spory. Przed nami na prostej wojskowy C-17, na plecach siedzi nam japoński B-767. Kontrolerka każe nam trzymać prędkość 180 KT do 5 mili. Gdybym to ja był pilotem lecącym, powiedziałbym jej żeby sama sobie trzymała. To trochę późno, żeby się wyhamować do końcowej prędkości podejścia i być ustabilizowanym na 1000ft - a za brak stabilizacji firma robi przysłowiowe "kręcenie worka". Jakoś się jednak udaje - na styk.

Widoki na podejściu super. Po lewej widać Pearl Harbor, po prawej jakieś lotnisko wojskowe z Herculesami Coast Guard'u i plażę. Przed progiem pasa mijamy płytę Air National Guard, na której stoją sobie w rządku F-22. Kurde, latać "Raptorem" i mieć bazę na Hawajach - czy może być coś bardziej "cool"? Chyba tylko latanie promem kosmicznym...

blogs/layoverlover/attachments/3557-hnl_cz_1-image.jpg

blogs/layoverlover/attachments/3558-hnl_cz_1-image.jpg

Do hotelu docieramy ok. 10 rano czasu lokalnego. Najchętniej to bym walnął sie spać, ale to by mi zupełnie rozwaliło wypoczynek przed porannym lotem następnego dnia - tym bardziej, że mam "powozić". Nie pozostaje więc nic innego, niż walnąć kolejną kawę i uderzyć na zwiedzanie Waikiki...

Cdn.
Pawel_EPWR, ligus, Gryni and 33 others like this.

Umieść "HNL cz. 1" do Facebook Umieść "HNL cz. 1" do Digg Umieść "HNL cz. 1" do del.icio.us Umieść "HNL cz. 1" do StumbleUpon Umieść "HNL cz. 1" do Google

Updated 17-05-2016 at 11:07 by layoverlover

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy

  1. Awatar Endriusza
    • |
    • permalink
    Super !!!
  2. Awatar jtf2
    • |
    • permalink
    pisz dalej! Proszę!!!
  3. Awatar rafto
    • |
    • permalink
    Wydaje mi się, że nie mogę doczekać się części II :)
  4. Awatar tango fox
    • |
    • permalink
    firma robi przysłowiowe "kręcenie worka".

    ja pie*dolę.....zupełnie jak fala we wojsku
  5. Awatar STYRO
    • |
    • permalink
    Mega wpis!
  6. Awatar alibaba
    • |
    • permalink
    Powodzi się tym "grubym rybom". Wakacje w czasie pracy, na Hawajach.
    Nie musiał Pan tego pisać.
    Ile lat trzeba u nich latać, żeby zostać taką rybą? Chociaż, pewnie nie o staż tutaj chodzi.
  7. Awatar tango fox
    • |
    • permalink
    Powodzi się tym "grubym rybom". Wakacje w czasie pracy, na Hawajach.

    autor na ATRach miał nocki np w Bydgoszczy , spania mieli 3 godziny a start do WAW o 5:40
    taki los pilotów - może szybko trafi na tydzień do HNL
  8. Awatar layoverlover
    • |
    • permalink
    @ Tango Fox - nocka w Bydgoszczy to jeszcze było jedno z lepszych nocowań na ATRze

    @Alibaba - 4 dni, to jeszcze nie wakacje, ale zawsze to lepsze niz np. pobyt w Delhi (zwłaszcza jak ktoś nie lubi Indii). Z tymi "grubymi rybami", to pisałem pół żartem - czasem mi sie trafiają dobre loty, choć jak jakiś kierunek jest atrakcyjny, to decyduje "seniority". Są linie, gdzie Lista Starszeństwa jest jeszcze dużo ważniejsza - np. British Airways, czy przewoźnicy amerykańscy. Jak masz wysoki numer, to praktyczne sam wybierasz dokąd i kiedy chcesz latać, jak masz niski - dostajesz skrawki... Parafrazując Churchilla, Lista Starszeństwa to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego...
  9. Awatar shiver
    • |
    • permalink
    Wpis super, natomiast - szczerze - to uświadamiasz mi jak bardzo zmęczeni często piloci latają
  10. Awatar jordanj
    • |
    • permalink
    Czy ja dobrze przewiduję, że w HNL cz. 2 pies dostanie kiełbasę? ;-)
  11. Awatar alien
    • |
    • permalink
    Kontrolerka każe nam trzymać prędkość 180 KT do 5 mili. Gdybym to ja był pilotem lecącym, powiedziałbym jej żeby sama sobie trzymała.
    No patrz pan. A bajeczkach dla grzecznych dzieci uczą, że jako lecący raczej byś leciał, a nie siedział na radiu...
    (Dobra, wiem - ten co leci, może zlecić temu co nie leci. )

    ... stoją sobie w rządku F-22. Kurde, latać "Raptorem" i mieć bazę na Hawajach - czy może być coś bardziej "cool"?
    I ten sam widok z góry, tyle że 75 lat temu:

    ... stoją sobie w rządku P-40. Kurde, latać "Warhawkiem" i mieć bazę na Hawajach - czy może być coś bardziej "cool"?
  12. Awatar alibaba
    • |
    • permalink
    Cytat Zamieszczone przez layoverlover
    @ Tango Fox - nocka w Bydgoszczy to jeszcze było jedno z lepszych nocowań na ATRze

    @Alibaba - 4 dni, to jeszcze nie wakacje, ale zawsze to lepsze niz np. pobyt w Delhi (zwłaszcza jak ktoś nie lubi Indii). Z tymi "grubymi rybami", to pisałem pół żartem - czasem mi sie trafiają dobre loty, choć jak jakiś kierunek jest atrakcyjny, to decyduje "seniority". Są linie, gdzie Lista Starszeństwa jest jeszcze dużo ważniejsza - np. British Airways, czy przewoźnicy amerykańscy. Jak masz wysoki numer, to praktyczne sam wybierasz dokąd i kiedy chcesz latać, jak masz niski - dostajesz skrawki... Parafrazując Churchilla, Lista Starszeństwa to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego...
    Do kilkudniowych wakacji jestem przyzwyczajony, właściwie nie pamiętam kiedy wyjechałem na tydzień lub więcej
    i cieszę się jak mogę sobie zrobić mały wypad jakimś "lowcostem" z Polski nad ciepłe morze.
    BTW dziękuję za szersze objaśnienie tematu "grubych ryb".