Zobacz kanał RSS

Wieści z Nory - O pracy i życiu oczami czterdziestolatka

A miał to być zwykły normalny dzień…………….

Oceń wpis
przez w dniu 25-10-2016 o 10:09 (1857 Odsłon)
Ostatnimi czasy powodowany pójściem mojej szanownej Małżonki do pracy, jestem zmuszony część tygodnia kończyć pracę w okolicy godziny 14, aby po szalonej jeździe odebrać jedno bądź drugie dziecko ze szkoły. Poranne zmiany nie są takie złe, wyraźnie zaznacza się każda fala odlotów pomiędzy którymi następuje chwila oddechu i regeneracji wykorzystywana przynajmniej przeze mnie do przemyśleń jak by tu coś zrobić lepiej. Gorzej jak już na wstępie okazuje się że niby pracuje a tak na dobrą sprawę prawie do końca zmiany dubluję stanowiska kolegów.
Nie mówię że to źle bo często zdarza się że jedna osoba więcej, szczególnie ta co nie ma problemów decyzyjnych, NAPRAWDĘ ROBI RÓŻNICĘ, ale zazwyczaj w przypadkach z poprzedniego akapitu i tak mało co da się zrobić, w końcu sezon chyba się już skończył (pod warunkiem, że ktoś nie wprowadził jakiejś nowej zabawy pod tytułem sezon na okrągło). Dlatego dla mnie, osoby chronicznie cierpiącej gdy nic nie robi, taka sytuacja była trudna do zniesienia. Wybawieniem stała się propozycja przejęcia mało wymagającego w teorii stanowiska, jakim po sezonie jest odprawa rejsów z nowego terminala.

Pierwsze co odlatywało to Small do Heraklionu, dziwne bo połowa października i ktoś chce latać w tamte rejony?, a tu niespodzianka, nie dość że duży samolot, to jeszcze prawie pełny, dwóch przeznaczonych do pracy w tym sektorze kolegów miało co robić. To jednak tylko rozgrzewka bo w okolicach 14 czyli prawie pod koniec pracy czekał ostry finisz. Small do Katowic (sprawdziło się, że to tylko przebazowanie) Enter do Madery i KLYJENT NO.2 całej Firmy: Air China. Niby nic takiego się nie działo, ale ja nie lubię jak rejsy, które nadzoruje są nadmiernie rozproszone. Nowy terminal ma tylko jeden sorter i 3 grupy zrzutni plus tzw. czarna rzeka którą prawie wcale nikt nie wykorzystuje i dziwie się że posiadając możliwości rozdziału na tak niezależne od siebie rejony, jednak tego dnia dwa moje rejsy zostały zalokowane tam gdzie tradycyjnie bagaże ładuje WAS.
Wiadomo nie od dzisiaj, że jak ktoś się do czegoś przyzwyczai to ciężko jest to zmienić. Nowy terminal jest prawie w całości wykorzystywany przez konkurencję, tam też gromadzą potrzebny mniej lub bardzie danego dnia sprzęt. Ewentualne problemy załatwiane są albo na poziomie kierowników albo po prostu na poziomie koleżeńskim w końcu pracujemy niby w innych firmach ale w tym samym miejscu i przy podobnym zajęciu więc istnieje wzajemna chęć współpracy. Tym niemniej jak nadchodzi określona pora w której i przyloty i odloty kumulują się nadmiernie nawet nowoczesny budynek staje się za mały a potrzeby rzekłbym operacyjne wygrywają z koleżeństwem.

A zaczęło się niewinnie, a raczej tradycyjnie zbyt mało wozaków w stosunku do potrzeb, ale nie w stosunku do sprzętu. Mi taka sytuacja sprzętowa pasowała zawsze, lubię gdy ciągarek jest więcej jak jeżdżących ludzi, tego dnia okazało się to zbawienne. O Air China wspominałem, ale jak to się miało być w praktyce przekonałem się dopiero tego dnia. Na początek zawsze niezależnie od linii (za wyjątkiem QR) zawsze zaczyna się od „zamówienia” ilości kontenerów. Tego dnia trzeba było przygotować 5 pustych i 4 na bagaż z czego jeden na razie nie ma wykorzystania. Jest czas, są dostępne kontenery, wiadomo z którego stanowiska chce lecieć Air China, więc 4 z 5 pustych kontenerów przygotowuje i zawożę sam na stanowisko, o dziwo to samo robi kolega który nadzoruje najwcześniejszy tego dnia wylot dla Lot-u (2-ga rotacja do Seulu). Wieści o załadunku szybko stają się niepokojące: właśnie przychodzi jakaś grupa osób, która odprawi 13 rowerów. No ciekaw jestem jakie to są rowery. Na spełnienie życzenia nie czekałem długo, 5 w kartonie reszta w niezbyt regularnych pokrowcach, tworzących niezbyt smukłe „buły”, przy kolejnym rowerze ciekawość jakoś tak każe spojrzeć na przewieszkę, a tam: Brożyna, skądś znam to nazwisko. Coś mi świta ale wujek google rozwiewa wątpliwości: Drużyna Kolarska leci do Haiku albo na wyścig albo na treningi. W każdym bądź razie dla dobra wszystkich postanowiłem za wszelką cenę drużynę zmieścić w jednym kontenerze., wiadomo jak są razem to nic się nie zgubi nawet w czasie przeładunku.

Czas biegł, walizek przybywało rozpoczęła się także odprawa Entera do Funchal, przez co musiałem rozdzielić uwagę i zaczęły się schody. Ilość bagaży na Air China powolutku rosła ale robił się dylemat jak nie będą to transfery poza Chiny to będzie ciężko z miejscem w kontenerach. Nowych już nie znajdę, te co są stoją na ST. 44 czyli strasznie daleko, bo lotnisko w remoncie i trzeba jechać na okrągło, jedynym rozwiązaniem jest tzw. piątka, ale i ona ma swoje ograniczenia. Sekcja wyważania stawia sprawę jasno albo około 30 szt. bagaży albo rowery. Tyle wysiłku poszło w poukładanie rowerów w kontenerze, że ich wyjęcie nie uśmiecha mi się szczególnie, więc sięgam pamięcią wstecz do czasów pakowania 40 szt. w małe kontenery (akh) i jeszcze znajduję kilka miejsc aby ilość nie włożonych w kontenery walizek była jak najmniejsza.

Dla pewności także postanawiam wysłać to co już jest załadowane pod samolot. Pierwsza rutynowa czynność to „telefon” do kolegi co rozdysponowywuje wozakami, odpowiedź jest szczera i cóż mogłem się jej spodziewać o tej porze: dał bym Ci wozaka, ale w kolejce przed tobą czeka 5 samolotów. I już wiem że czekać nie będę, bo może nikt nie przyjechać, więc sam wywożę pierwsze 3 kontenery. Gdy wracam okazuje się że już prawie cały Enter jest zebrany, tylko gdzie są 2 przyczepki co je odstawiłem, acha pewnie zabrali a z braku łączności nie doleciało że zabrali, próby potwierdzenia nic nie dają bo albo ciągle zajęte (siada 5 dużych samolotów i kilka mniejszych) albo brak zasięgu. Uderzam z innej strony, wołam do Neona z Entera, co by jak ma łączność z rampą, to niech wrócą albo poczekają na resztę bagaży które im zaraz wystawię. Wszystko jest niby dogadane rampa czeka, sprawdza czy dobry kierunek i znika za zakrętem. U mnie tempo nadal nie maleje zapełnił się ostatni kontener więc nie ma co już dzwonić gdziekolwiek, podpinam się i ruszam na 44.

Nie dane mi jednak było zrobić to szybko. W oddali widzę bowiem lądującego Dreamlinera, ze ST. 16 właśnie wypychają AItalię, no tak trochę się zejdzie i na pewno nie zdążę wywieść przyczepki. Ponowny telefon do Kolegi od wozaków i jest niby wolny jeden człowiek. Jak do niego dzwonię okazuje się że także czeka na odjechanie Włocha, aby mógł wrócić do sortowni, jak pech to pech. Jedyne co mogę zrobić to czekać więc zjeżdżam na pozostałości placu do wystawienia bagażu i obserwuję. Ocho coś szybko nie przejadę, po obu stronach drogi kołowania, którą ma przejechać Dreamek stoi straż, salut wodny będą robić, dobrze popatrzę i trak nic nie zrobię.
Salut oczywiście jak się patrzy całkiem ładny, samolot oddala się więc kieruje wzrok na Alitalię czy rusza, no jakoś nie chce, tym niemniej moje oko zostaje w skrajnie lewym położeniu coś się nie zgadza na płycie. Ułamek sekundy i już wiem, coś mocno hajcuje się w miejscu remontu, i to tak, że lecą kłęby czarnego dymu. Straż oczywiście jest na miejscu, tylko pytanie czy po salucie zostało im jeszcze wody czy nie? Jest za daleko aby cos dojrzeć no i w końcu Włoch rusza a więc i ja chcę przeskoczyć na drugą stronę drogi kołowania. I co oczywiście nie mogę ciągarka przede mną ma jakieś kłopoty, nie czekam omijam, za kilka metrów widzę kolegę co miał przyczepkę Air China zabrać, macham mu czy da radę, odmachną że da to dobrze krucho z czasem się robi, już widać autobus pod samolotem. Piorunem zostawiam kontener i wracam, rzut oka dookoła ląduje tylko Lufthansa, więc zdążę przeskoczyć na drogę serwisową w pobliżu terminala.

Miał to być zwykły dzień, ale skoro zaczęło się to przecież nie może się tak spokojnie skończyć. Oczywiście Lufa parkuje zawsze na ST. 16 a tam nadal nie rusza ciągarka, tylko coraz większy tłum wokół niej się zbiera. Nie dziwie się stoi akurat na drodze kołowania a to nie jest dobrze. Przejeżdżając obok widzę wdrożone już działania zaradcze: inna ciągarka i linka i zaraz problem zostanie rozwiązany. Ich tak, ale nie mój mija bowiem z 10 min. odzywa się Noeon-ka od Entera z niepokojącym pytaniem gdzie jest reszta jej bagażu. Jak to gdzie przecież niby wystawiony, nie ma go tam gdzie go zostawiłem to niby gdzie ma być? Pierwsze co robie to biegnę zobaczyć to miejsce odstawienia bagażu na 16, nie ma, więc GDZIE NIBY KURCZE JEST, w końcu może ja źle popatrzyłem, ale nadal nie ma go tam gdzie go odstawiałem, wzrok nie kłamie. Dla pewności robię rundę po nowej sortowni i już widzę, dwie moje cacane przyczepki stoją 15m. dalej zasłonięte przez kontener, dlatego nie mogłem ich zobaczyć. Widocznie ktoś je przestawił nic nie mówiąc, ale przez to ja mam problem.

Skoro są to trzeba je jak najszybciej odesłać pod samolot i powiadomić Neona o zaistniałej sprawie. W czasie rozmowy wychodzi że ten rampiarz który zabierał wystawione przyczepki jest w okolicy sortowni i nie ma co, on najlepiej wie jak najszybciej dojechać pod samolot tylko aby znalazł się z przyczepkami poza sortownią. Idę więc do niego wsiadam na miejsce kierowcy podjeżdżamy pod bagaż podpięcie jest już w tempie formuły 1, jeszcze chwila i jesteśmy poza sortownią. Niestety ostatnio co obserwuję to nagminny zakup plastikowych walizek, które nie ma jak dobrze ułożyć aby się pomiędzy sobą nie ślizgały, przez co następuje nieszczęście kilka z nich w czasie wyjazdu wylatuje z przyczepki, czas biegnie więc wyskakujemy obaj z ciągarki, kotara do góry i zbieramy to co spadło. Kilka sekund i zestaw odjeżdża, a we mnie buzuje adrenalina i nie wiem co z sobą zrobić, obchodzę więc sortowniane zakamarki w poszukiwaniu ewentualnych zagubionych sztuk, w końcu trafiam w okolicę zrzutni gdzie odprawiała się Lufthansa. Ludzie od zbierania są już albo w drodze do domu lub zajmują się innymi rejsami, Brygadzista z tej strony dopina załadunek Turkisha, a tu spada walizka, jak się okazuje ostatnia na LH. Niewiele myśląc wołam kogoś o zeskanowanie bagażu i wiedząc że samolot stoi zaraz za bramą idę z nią na piechotę. Gdy widzę że załadunkowi przygląda się obca z twarzy grupa osób jest już za późno, oddaje więc walizkę z godności a rampie i dyla do sortowni. Jeśli był to jakiś audyt to nie dziwie się panice przy zepsutej niedawno ciągarce.

Kolejny dzień, też na rano, od początku przydział na stronę i zmiana przebiegła na spokojnie, cóż to więc był dzień, sprawdzian jakiś czy może znak, czas pokaże.

Umieść "A miał to być zwykły normalny dzień……………." do Facebook Umieść "A miał to być zwykły normalny dzień……………." do Digg Umieść "A miał to być zwykły normalny dzień……………." do del.icio.us Umieść "A miał to być zwykły normalny dzień……………." do StumbleUpon Umieść "A miał to być zwykły normalny dzień……………." do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy

  1. Awatar biedny_miś
    • |
    • permalink
    Palce lizać!
  2. Awatar Tresor
    • |
    • permalink
    Lelek7 żyjesz? Czekamy....
  3. Awatar lelek7
    • |
    • permalink
    Żyję tylko taki czas, że nie ma kiedy pokończyc rozpoczęte teksty.
    Tresor likes this.