Zobacz kanał RSS

Wieści z Nory - O pracy i życiu oczami czterdziestolatka

Wakacje 2017 pobyt cz2.

Oceń wpis
przez w dniu 22-01-2019 o 10:45 (671 Odsłon)
Miasteczka Cinqueterre (CT) są bajeczne, ale obezwładniający upał szybko doprowadzał nasz entuzjazm do poziomu w stylu: gdzie jest klimatyzacja? Warto było zatem poszukać takich miejsc w okolicy, które wart by było zwiedzić nie bacząc na temperaturę. Znalazły się cztery taki okazje.

Lerici

Najbliższą z nich było miasteczko nadmorskie Lerici z wspaniałą piaszczystą plażą, innym niż w La Spezii widok na zatokę i Port kontenerowy i jak się później okazało przepiękną architekturę. Dojazd z naszej kwatery był banalnie prosty, via dellapianta do głównych świateł przy markecie Eurospin, potem w lewo na dwupasmówkę i po 200m. skręt w prawo na drogę a w zasadzie bezpłatną autostradę A15, która kończy się w tunelu z którego trzeba skierować się w lewo na drogę sp 331 która po kilku denerwujących kilometrach doprowadzi nas do małego wiaduktu za którym trzeba odbić z głównej drogi w prawo na ogromny płatny parking. Nie należy się wahać bo w samym miasteczku występuje zakaz parkowania dla turystów a i miejscowi też nie wszyscy mogą zaparkować gdzie chcą tak mało miejsca jest. Dalsza droga do plaży jest już łatwa, polecam nie pokonywać jej na bosaka, ponieważ udałem się w taki sposób aby przedłużyć ważność parkingu i żałowałem. Niby jasny beton i polerowane kamienie też jasne, ale jak to się w słońcu nagrzeje to pozostaje iść po partyzancku od cienia do cienia.

Sama plaża jest trochę inna niż w miasteczkach CT, ponieważ jest piaszczysta i relatywnie z łagodnym zejściem w głębsze miejsca, dlatego dla ciekawszych zabaw nadaje się tylko jej południowy kraniec z niewielkim kamiennym murem. Wewnętrzna zatoczka dobra jest dla małych dzieci a zewnętrzne części są zamieszkiwane przez małe rybki i można sobie ponurkować z maską. Niedaleko także znajdują się budki z i piwem i winemi z czymś na ząb. I właśnie w tej zatoczce jakimś dziwnym sposobem usłyszeliśmy język polski z ust osób, które na Polki nie wyglądały. Tak oto poznaliśmy przeuroczą Panią Kasię i zdaje się jej Ciocię, do których dołączyły się za chwilę dwie dziewczynki, córki Pani Kasi i Mąż. Okazało się, że Mąż Pani Kasi to naukowiec, chemik, i wielki znawca tutejszej geografii. Jednak jak mieszka się na tym terenie od dziecka to nie dziwi taka wiedza. Jak jeszcze ktoś nie załapał mąż Pani Kasi jest rodowitym Włochem pochodzącym właśnie z okolic La Spezii i to za jego radą odbyliśmy jedną z wycieczek a mianowicie do Portovenere, ale o tym później. Tego dnia niewiele więcej zobaczyliśmy w Lerici, więc zaszła potrzeba odwiedzenia tego miejsca jeszcze raz.

Kilka dni później powtórzyliśmy wszystkie czynności z pierwszej wizyty w tej miejscowości, łącznie ze spotkaniem Pani Kasi z rodziną. Tym razem po plażowaniu poszliśmy promenadą nadmorską czyli Via S. Baggini, aż do, jakże by inaczej, Piazza Giuseppe Garibaldi, a potem nabrzeżem do miejsca pod zamkiem gdzie można było rzucić wzrokiem na odległy horyzont bądź plażę po lewo:

https://goo.gl/maps/6ZC2ib2Vs9q

do zamku nie wchodziliśmy i tak niewiele więcej zobaczysz a iluś Euro trzeba by się było pozbyć. Na zwiedzenie jeszcze dalszych rejonów Lerici czy wręcz Fiascherino nie starczyło czasu a tym bardziej pieniędzy, ponieważ najładniejsze wręcz obłędne widoki można zobaczyć tylko z łodzi motorowej, za która w Naszym przypadku trzeba by było zapłacić i to nie mało. Chociaż wg. słów męża pani Kasi, nawet jak sobie zażyczysz w takim rejsie lody, to Ci oczywiście dowiozą, boję się nawet myśleć ile by to finalnie kosztowało, chociaż kto wie może kiedyś.

Florencja.

W czasie ostatnich wakacji spędzonych we Włoszech czyli w 2015 roku widzieliśmy Pizę, a na Florencję nie starczyło czasu. Teraz odrabialiśmy zaległości. Jak to zwykle bywa zwiedzanie miasta zacząłem od wpisania w wyszukiwarkę hasła co zwiedzić we Florencji. Najbardziej spodobał mi się wpis podróżniczki mniej więcej w tym stylu nie koncentrujcie się na konkretnych obiektach tylko dajcie się ponieść miastu. W to mi graj, tym bardziej, że w dniu zwiedzania prognoza pogody zwiastowała nieciekawą temperaturę z czwórką z przodu.

W godzinach porannych nie jeżdżą żadne bezpośrednie pociągi w relacji La Spezia – Florencja, należy zatem dojechać do Pizy i potem poczekać na kolejny skład który zawiezie Nas malowniczą okrężną drogą na największy dworzec Florencji Santa Maria Novella. Trochę z wyprzedzeniem nadmienię, (bo okazało się to w drodze powrotnej) że do miasta z kierunku Pizy można dojechać albo wzdłuż rzeki Arno , albo skrócić sobie drogę tunelem rozpoczynającym się w okolic stacji Lastra A Signa, ale od początku. Ruszamy na całe szczęście z Margaryny, tory są dobre i szybkie, ale zaraz za la Spezią trzeba wbić się w szlak prowadzących Rzymu do Parmy i pociąg zwalnia, dziwne bo po Naszych szynach jadą ważne pociągi do Genui i Turynu. Pierwszy przystanek Sarzana i co ciekawa zaraz po ruszeniu ukazuje się tak dobrze znany mi widok lotniska ale ze śmigłowcami. Zaraz potem pojawiają się inne stacje wśród których chyba W Massa albo w Pietrasanta widać jak rozbierają górę dla różnych marmurów, czy innych kamulców.

Po minięciu Viareggio wjeżdżamy w typowy toskański widok, płaskich ale mocno zielonych dobrze zorganizowanych poletek. Pociąg jedzie do Pizy więc po dojechaniu rozglądamy się za przesiadką, jakie jest nasze zdziwienie ja okazuje się, że ten sam skład jedzie dalej już jako inny pociąg do Florencji. Wbijamy się zatem do klimatyzowanego wnętrza i czekamy na odjazd. Jedna stacja druga i wtem pociąg zamiast ustabilizować prędkość zwiększa ją do nieoczekiwanych wartości, jeszcze chwila i na wyświetlaczach wewnątrz pokazuje się magiczne 140 km/h, nieźle jak na piętrusa. Pojawia się Empoli i dwie sprawy: spalinowe wersje składów z Pesy kursujące do Sieny i sama nazwa miasta. Czyżby to tu grał Piotr Zieliński, niemożliwe ledwo pokazały się zabudowania i już stacja, ledwo ruszyliśmy i już zaraz pola, to ile te Empoli ma mieszkańców 2 tys.? i dopiero jak się spojrzy na mapę to na wysokości stacji miasteczko jest tak wąskie, że można je pomylić.

Oczywiście zaraz za Empoli jest ten malowniczy szlak wzdłuż rzeki ale suma summarum dojażdżamy do Florencji. Pierwsza sprawa woda, dużo wody. Nie sprawdzam na wszelki wypadek temperatury i od razu udajemy się w miasto. Troche błądzimy i trafiamy na Fortezza da Basso, nic to jednak bo tam strażnik daje nam mapę z którą już idziemy w dobrą stronę cel: Katedra Santa Maria del Fiore. Okrążamy ją gapiąc się z podziwem, potem pewnie nie wiedząc co czynimy kręcimy się uliczkami aby ostatecznie trafić na PonteVecchio, most na który siedzibę miały najsłynniejsze warsztaty złotnicze Miasta. Sam też imponuje architekturą, jeszcze krótki spacer drugim brzegiem i przez most Ponte alla Carraia wracamy na stację. Niby szybki opis ale byliśmy tam prawie 4 godziny. Oczywiście pociąg już stoi więc wbijamy się do niego licząc na włączoną klimatyzację. Na całe szczęście jest, jest także cholerny wyświetlacz który o godzinie 17:20 pokazuje bezczelnie +42 stopnie w cieniu. Mniej więcej o czasie skład rusza, ale nie jedzie tak jak się spodziewałem, nie było tylu zmian torów i tak jakoś dość mocno przyspieszył. Zagadka szybko się wyjaśniła jak zrobiło się ciemno, no tak tunel, ale to jeszcze nie wszystko, pierwszy przystanek jaki mieliśmy to semafor wjazdowy do Pizy, gdzie kilku podróżnych wysiadło z wielkim pośpiechem. Dalej stawaliśmy już tak jak w stronę przeciwną i oczywiście wysiedliśmy na Margarynie Brawo TrenItalia.

Genua.

Byliśmy na wakacjach na początku sierpnia więc moje urodziny wypadały właśnie w czasie pobytu. Na prezenty nie mogłem raczej liczyć więc zrobiłem go sobie sam zabierając rodzinę w krótką aczkolwiek emocjonującą wycieczkę do Genui, oczywiście pociągiem, ale nie byle jakim. FrecciaBianca z wychylnym pudłem wjeżdża właśnie na perony Piza Centrale (czyt. Czentrale):

https://www.facebook.com/l.zoledowsk...19440648727302

Wrażenia z jazdy są niesamowite, pierwsze kilometry, w tunelach CT, którymi już się najeździliśmy przeleciały jak strzała ( wł. freccia) pochyleń może nie było albo były dla Nas nierozpoznawalne dopiero jak pociąg przyspieszył do ponad 120 km/h sens wychylnego pudła dało się odczuć w pełnej krasie. Przedziwne jest to uczucie kiedy patrzysz na przejście do innego wagonu w czasie zakrętu i widzisz jak równoległe dotychczas krawędzie szyb w drzwiach przejściowych zmieniają położenie względem siebie. Tego nie da się chyba wyrazić słowami ani pisaniną, to trzeba odczuć na własnej skórze, dla mnie po prostu bajka.

Po dotarciu do dworca Genova Piazza Principe, kupujemy mapę, żeby się nie pogubić i zgodnie z radą Pani Kasi i jej Męża, kierujemy się poprzez via Balbi, Piazza Della Nunziata, via della Fontanne w stronę portu. Dlaczego tam, po pierwsze bo stoi tam na wodzie oryginalny galeon, który „grał” w „Piratach” Romana Polańskiego, po drugie jest bardzo duże i ciekawe akwarium do zwiedzania. Galeon obejrzeliśmy sobie tylko z brzegu, potem połaziliśmy po okolicznych nabrzeżach aby finalnie zapuścić się w czeluścia akwarium.

Jest co zwiedzać, a ja już nie za dokładnie pamiętam co tam było ale została nam godzina do odjazdu pociągu jak stamtąd wyszliśmy. Zaproponowałem więc powrót na dworzec inną drogą, mieliśmy przecież mapę. Przy stacji San Giorgio weszliśmy w zabudowania starego miasta i podziwiając miejscowa architekturę, (a jest przepiękna) kierowaliśmy się z grubsza na dworzec.

Po dotarciu do Piazza del Portello, stwierdziłem, że wystarczy wejść jeszcze troszkę via caffaro pod górę trochę skręcić w lewo i już powinno być widać dworzec, tak mi się wtedy wydawał, bo między Bogiem a prawdą kilka minut później po spojrzeniu na mapę i zegarek uświadomiłem sobie, że niestety nie jesteśmy tam gdzie powinniśmy być mało tego nie ma się kogo zapytać w która stronę iść bo mu nie szprerchamy po włosku a włosi po polsku ani angielsku. Jedyna rada wrócić do Piazza del Portello i jakoś dojechać do Piazza Della Nunziata, a potem biegiem może się zdąży. Tylko jak to zrobić, jak żona i dzieciaki słaba kondycję maja i nie są w stanie szybko zejść po schodach. Na P del Portello dopadam trolejbus wbijam się w drzwi ale nie wsiadam, i czekam jak rodzina dobiegnie, będzie awantura to trudno robi się naprawdę robiło się nieciekawie bo po zamknięciu drzwi zostało nam 7 minut do odjazdu i nie mieliśmy biletów. Jakimś dzikim trafem okazało się że wsiedliśmy do pojazdu który jechał właśnie na dworzec i po dotarciu na miejsce zostało Nam 2 min. na dotarcie na peron. Na szczęście nie jest daleko, a już na miejscu okazało się że freccia jeszcze się trochę spóźni. Ale bym sobie prezent zrobił jakbyśmy nie zdążyli.

Portovenere.

Ostatnia propozycji Pani Kasi, dotyczyła miasteczka Portovenere i to do zrobienia promem a nie samochodem. Mapa mówiła wszystko strome serpentyny i różne skręty gwarantowały zagubienie się już po kilku kilometrach, do tego na miejscu okazało się że parkowanie w mieście jest arcytrudne. Zatem po kolei, prom ruszał z okolic mariny umiejscowionej przy via Armando Diaz. Nie braliśmy samochodu w końcu to tylko kilkaset metrów no może ze 2 km. mi to nie przeszkadzało ale dzieciakom trochę, ale w końcu kiedyś musza zażyć jakiegoś ruchu. Bilety łatwo dostać a wejście na pokład odbywa się i burtą i opuszczanym z dziobu trapem. Stateczek dwupokładowy, dół mocno przeszklony, góra w całości w ławkach. Wszyscy załadowani można odcumowywać, trochę wstecznego, trochę steru i już jesteśmy obróceni w kierunku wyjścia. Trasa rejsu prowadzi dość blisko brzegu, po drodze można obejrzeć port wojskowy jakieś urządzenia radarowe bunkry, i ni to kolejkę nie to wyciąg.

Samo miasto bardzo, małe ale ciekawe od razu w oczy rzuca się kościół na cyplu i górujący nad miastem zamek Doria. Najpierw idziemy do kościółka jest wysoko położony na cyplu skąd rozpościera się wspaniały widok na już nie ograniczone wody morza Liguryjskiego. Poniżej kościółka są tzw. Groty Lorda Byrona, przepięknie wyrzeźbione przez fale formacje w których to rzeczony Lord ponoć łapał natchnienie:

https://goo.gl/images/aSE5ZS

następnie zamek, jeszcze wyżej położony punkt i jeszcze lepsze widoki:

https://goo.gl/maps/kj6Y2ogYuuG2

potem krótki spacer wśród wąskich acz urokliwych uliczek, polowanie na najlepsze ponoć tu Foccaci’e (wg. Pani Kasi) troche plażingu przy via Olivo, obok płatnej plaży i niestety czas na powrót. Odrobinę nam się godziny nie dopasowały, aby zwiedzić jeszcze sąsiednia wyspę Palmarię, ale to może innym razem bo wiem że do CT jeszcze wrócę. Po dopłynięciu musimy jeszcze dojść do kwatery ale to jak to na pusty żołądek, nie oczywiście rozglądamy się dookoła, a to jakieś stoiska więc siup dla dorosłych owoce morza grillowane, a dla dzieci zawijane frytki i hod dog, tak posileni spokojnie docieramy do kwatery.

Miałem wspomnieć jeszcze o minusach wybranego noclegu. Pierwszy to za daleko od centrum do spacerów na piechotę a kłopotliwy parking przy uzyciu samochodu. Drugi to za daleko od dużych sklepów czy galerii, bo do najbliższej przy via Fontevivo o nazwie La Terazza trzeba było trochę się nakręcić po uliczkach. Trzeci minus to brak dobrej komunikacji miejskiej z ciekawszą częścią la Spezii.
Adik_s likes this.

Umieść "Wakacje 2017 pobyt cz2." do Facebook Umieść "Wakacje 2017 pobyt cz2." do Digg Umieść "Wakacje 2017 pobyt cz2." do del.icio.us Umieść "Wakacje 2017 pobyt cz2." do StumbleUpon Umieść "Wakacje 2017 pobyt cz2." do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy