Singapur - luty 2012
przez
w dniu 19-02-2012 o 21:08 (2121 Odsłon)
Już dawno nie pisałem, ale jakoś nie było ku temu okazji i czasu. Teraz będzie okazja do posypania jak z rękawa paroma wpisami na moim blogu. Zacznę jednak od końca i napiszę relację z wyprawy do Singapuru.
Kolejne wpisy, które się wkrótce pojawią:
- AMS i Leuwarden.
- Zmiany sprzętowo programowe.
- Galeria v2.
Wracam do "zimowego" Singapuru....
Dalekie wyjazdy na trzy dni pobytowe zaczynają być już standardem. Jest to super okazja do mocnego restartu całego organizmu i pomimo męczącej podróży, poczucia dużego odpoczynku. Tak było w przypadku Hong-Kongu, Saint Marteen oraz wyskoku do Nowego Jorku.
Teraz ponownie czas na Azję. Egon podlinkował na forum promocję Singapore Airlines (SQ) na lot z Niemiec do Singapuru, gdzie główną atrakcją ma być przelot Airbusem A380-800. Cała promocja może nie była już tak okazyjna jak w przypadku poprzednich destynacji, ale możliwość wspomnianego restartu organizmu spowodowała, że ten pakiet został przez nas wybrany.
Kupiłem zatem bilety. Lot do odbył się 9 lutego na trasie POZ-MUC-SIN.
Pojawiliśmy się z żoną na lotnisku o 5:30 rano. Planowany odlot jest o 7, ale przez obfite opady śniegu wszystko może się zmienić. Na lotnisku praca wre. Pas jest odśnieżany, a samoloty odlatujące odladzane. Zbliża się godzina boardingu. Wygląda na to, że wszystko odbędzie się o czasie. Przy okazji pojawiamy się na tarasie, a tam robię fotkę landrynki.
Samolot i właściciel
Airbus A320-232
Wizz AirLotnisko
Poland: Poznan - Lawica (POZ EPPO)Data /REG / CN
09.02.2012 / HA-LWC / 4323Autor
meschiash (Wlkp_Spotters)
Pierwszy odcinek POZ-MUC operowany jest przez EuroLOT (LO/K2 rejs 369) samolotem ATR42-500. SP-EDE to całkiem dobrze utrzymana maszyna. W porównaniu do najstarszego ATRa 72 (SP-LFA) to super maszyna.
Zostajemy załadowani na pokład i zaczyna się odladzanie. Pomimo -16 st. w samolocie jest cieplutko (sprawka Płetwy ?). Nasze miejsca to 8A i 8B. Start byłby o czasie, ale odladzanie powoduje 15 minut dela, którego nadrabiamy po drodze. Pomimo ciągłej pracy służb zimowych na pasie przeważa kolor biały. Wygląda to na zupełnie nietknięty przez pług odcinek drogi. Start z zatrzymania na pełnych hamulcach i obrotach powoduje, że maszyna odbija się pomiędzy DK BRAVO a strażnicą. Szybko
. Zastanawiałem się dlaczego tak. Jedyne co mi przyszło do głowy to fakt, że przy konieczności przerwania startu, załoga na śliskiej nawierzchni, będzie miała więcej miejsca na wyhamowanie maszyny.
Lot do Monachium szybki, przyjemny. Z tą załogą już parę razy leciałem. Zastanawiałem się czy ja tak sporo latam, czy K2 ma tak mało załóg
.
Lądowanie na 26R mięciutkie w pełnej gali. Lubię takie. Nie wiem czy to jest miarą oceny dla załogi, ale jeśli tak to mogę im dać 10/10.
Ocena pierwszego przelotu:
- Lotnisko POZ - obsługa 10/10
- Samolot - stan - 8/10
- Samolot - czystość - 9/10
- Samolot - ciepło/zimno 10/10
- Samolot - załoga kabinowa 10/10
- Samolot - odczucia z lotu 10/10
- Lądowanie - 10/10
W MUC mamy 4h30m przerwy przed kolejnym lotem. Jest czas na obchód lotniska oraz na kawę (oczywiście w Starbucks Cafe). Pojawiamy się też na tarasie widokowym, ale przez złą pogodę (mgła i temperatura), rezygnuję ze spottingu.
Na 2h przed odlotem przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa. Tam sprawdzany jest mój sprzęt przez pobranie próbek z obudowy aparatów. Jeszcze tylko prezentacja aparatu i możemy iść dalej. Rundka po strefie szopingowej i udajemy się pod gate.
Lot na trasie MUC-SIN operowany jest przez Singapore Airlines (SQ rejs 327) na Boeing-u 777-300ER. To mój pierwszy raz tą maszyną. Zawsze mi uciekała i miałem podmiankę na A330. Teraz lot na dystansie 10069 km będzie na mojej ulubionej maszynie spod znaku trzech siekier z silnikami GE90.
Rozpoczyna się boarding. Najpierw First, potem Biznes, platynki i złote karty Frequency Flayer, następnie inwalidzi, no i my, szare ludziki z ekonomika.
Miejsca mamy całkiem dobre (31HJ). Wg Seat Guru nawet najlepsze z najlepszych. Ale .... No właśnie jest ale. Nawet najlepsze miejsca mogą być mało wygodne, nie mieć okna i kieszonek na podręczne elementy.
Samolot jak samolot. Jednak magia siekier coś w sobie ma. Start z 26R jest ogromną przyjemnością. Samolot się leciutko wznosi i już po chwili jesteśmy na przelotowej. Załoga kabinowa rozdała menu pokładowe i rozpoczyna serwowanie dań. W 777 ekonomik ma układ 3 4 3. Koło nas siedzi ciemnoskóry facet. I jak tu nie mówić, że wszędzie są rasiści. Od drzwi strasznie ciągnie zimno. Gość trzęsie się jak ratler na słońcu. CC podaje mu podwójne koce, aby gość się okrył. Przy drugim posiłku, tylko dla niego nie starcza wybranego dania i jest zmuszony do innego, na które nie miał ochoty. No i na koniec lotu na jego głowę i bark wylewa się ogromna ilość skroplin z klimy. No cóż takie życie.
Ale wróćmy do lotu. W samolocie klima na maxa, więc paxy są owinięte szczelnie w koce. CC bardzo miła i sprawnie się uwija. Zaskoczyły mnie też toalety. Są znacznie większe niż w innych maszynach, którymi latałem dotychczas.
Lot przebiega bez większych turbulencji. Przed lądowaniem dostajemy posiłek. Lądowanie na Changi Airport odbywa się na 34 minuty przed czasem. Co do samego lądowania to chłopaki muszą pobrać lekcje u naszych. Podwójny kangur zaliczony.
Zaliczamy rękaw przy terminalu 3. Lotnisko jest duże, czyste i ładne. Dużo zieleni, wody spływającej po ścianach itd. Jestem dupa i nie zrobiłem zdjęć. No cóż. Ten wyjazd spottersko jest oceniony 0/10. Bagaż pojawił się na karuzeli po ok. 30 minutach. Przed wyjściem ze strefy jest jeszcze świetlony przez służby celne (robią to wyrywkowo).
Czas na ocenę drugiego przelotu:
- Lotnisko MUC - obsługa 9/10
- Lotnisko MUC - atrakcyjne sklepy 4/10
- Lotnisko MUC - czas oczekiwania na kolejny rejs 4/10
- Samolot - stan - 9/10
- Samolot - czystość - 10/10
- Samolot - ciepło/zimno 2/10
- Samolot - załoga kabinowa 10/10
- Samolot - odczucia z lotu 10/10
- Lądowanie - 4/10
- Lotnisko SIN - czystość 10/10
- Lotnisko SIN - odprawa 10/10
- Lotnisko SIN - czytelność 10/10
Parę fotek z lotu (jakość telefoniczna):
Nasz hotel (Studio M Hotel) jest w dzielnicy Chinatown przy dużym centrum Clarce Quai. Udajemy się tam metrem, które jest tak samo czyste i przejrzyste w obsłudze jak to w Hong Kongu. Wychodzimy na stacji Chinatown i taksówką podjeżdżamy pod hotel (na naszej mapie nie było ulicy, na której był hotel).
Pomimo wczesnej godziny przybycia (9:30) udaje się nam przyspieszyć check-in z 14 na 11:30. Przez te 2h robimy sobie szybką rundkę po okolicy i zaliczamy dobrą kawę (wiadomo gdzie).
Parę minut po 11:30 jesteśmy już w pokoju hotelowym. Pokój przyjemy, nie jest ogromny ale przez podwójny poziom i mądre rozplanowanie wyposażenia jest zupełnie wystarczający. W całym hotelu jest sieć WiFi. Szybkie przebranie się w lekkie rzeczy (na zewnątrz 35 st) i kierunek zwiedzanie. Mamy 3,5 dnia na miejscu. Trzeba to dobrze wykorzystać
.
Dzień 1 (a w sumie 1/2 dnia):
Rozpoczynamy od obiadu u lokalnego kucharza. Założyliśmy, że omijamy ogólnoświatowe fast-foody i jemy u lokalnych „restauratorów”. Po smacznym obiedzie nasz obchód skupia się na dzielnicy Chinatown, gdzie jest najwięcej do zobaczenia.
Z iPhonowym i drukowanym przewodnikiem odwiedzamy najważniejsze ulice, targi oraz miejsca powiązane z Buddą.
Wracamy do pokoju po spray przeciw insektom i jedziemy do ZOO na nocne safari, które otwierają od 19:30. Przybywamy po 20 i stajemy w 45 minutowej kolejce do pociągu, który obwozi po ZOO. Największą atrakcją jest brak widocznych ogrodzeń, przez co ma się wrażenie bliskiego spotkania z lwem, słoniem czy innym zwierzakiem. Niektóre zwierzęta nie mają ograniczeń i przechodzą przed trasą pociągu.
Taki objazd trwał 45 minut i po nim szybko szukamy taksówki, którą wracamy do hotelu. Czas spać. Ale zamiast spać idziemy na piwo i lekką przekąskę do pobliskiego baru przy rzece. Ok, od rozpoczęcia podróży mija ponad 40h więc mamy prawo do zmęczenia. Teraz już na 100% trzeba spać. Żona się kładzie, a ja zaglądam w kod PHP, aby dokonać jeszcze paru zmian w galerii.
Dzień 2 - Citytour
Zaczynamy od śniadania w hotelu. Smaczne i przyjemne w bardzo przyjemnym klimacie (tak jak cały hotel).
Po śniadaniu prysznic i kierunek do Chinatown, gdzie oczekujemy na autobus czerwonej linii Citytour. Rozpoczyna się objazd najważniejszych miejsc po trasie autobusu. Pierwszy przystanek to Hotel Marina Bay wyróżniający się swą architekturą i zaparkowanym na samej górze czymś przypominającym statek (http://www.marinabaysands.com/).
Hotel duży, ładny, specyficzny i ciekawy ale ... Ale za duży i trochę za snobistyczny. Tak się przynajmniej wydaje. Wracamy do naszego czerwonego busa i jedziemy dalej. Jest ciepło, więc przerwa (wiadomo gdzie) na Frappucino Carmel jest zasadna. Po 30 min w klimie, czas znów pojawić się na tej patelni. Przez ten ukrop nie chce się nawet chodzić, więc raczej podziwiamy miasto z górnego pokładu czerwonego busa. Nasz kolejny wysiadkowy punkt to Hotel Raffles.
Jest to pierwszy hotel w Singapurze i ponoć trzeba się w nim napić piwa. Piwo omijamy, ale hotel jest całkiem, całkiem (jak na najstarszy). Wracamy do busa. Jedziemy jeden przystanek i chcemy wysiadać, ale driver nie widzi chętnych i przejeżdża go. No ok. Wrócimy tam za chwilę. Dojeżdżamy do Chinatown i tam realizujemy plan mini zakupów na targowisku uwieńczony dużym piwem Tiger.
A tak już było fajnie, a tu czas do czerwońca. Jedziemy do symbolu Singapuru, który jest rybą z głową lwa. To taka atrakcja, którą ponoć trzeba widzieć. No ok. Byliśmy
.
Zabieramy się na spacerek w kierunku przystanku i tam z niecierpliwością oczekujemy klimy w czerwonym busie. Po ok 15 minutach pojawia się nasz pojazd i jedziemy do Clarce Quai, gdzie w centrum handlowym realizujemy u lokalnego kucharza obiad.
Wracamy do hotelu i udajemy się na basen. Tam na leżaczkach odpoczywamy i delektujemy się czereśniami. Aby dzień się fajnie zakończył schodzimy na małe dwa piwka, spacer i lądujemy w pokoju. Żona znów się sama kładzie, a ja siadam do kodu PHP w galerii i znów wprowadzam parę zmian.
Dzień 3 - Sentosa Island
Znów śniadanko w hotelu, a następnie metrem do pierwszej stacji metra oznaczonej NE1. Jak już piszę o stacjach metra, to trzeba przyznać, że mają to mądrze opracowane. Dość, że łatwo jest się znaleźć na mapce przy zakupie biletu, to jeszcze nazwali stacje wg kierunków geograficznych. NE1 = North East 1. Są jeszcze linie NS, EW i CC jako Central Circle.
Wracając do NE1, to na tej stacji przesiadamy się na kolej linową, którą dostajemy się na wyspę Sentosa. Cały Singapur to idealne połączenie zieleni z architekturą. Sentosa to głównie zieleń + rozrywka. Z góry zakładamy, że zaliczymy tam wystawę motyli i oceanarium. Resztę czasu spędzimy odpoczywając na plaży.
Nasz plan zostaje zrealizowany w 110%, gdzie 10% to są extra spacery.
Przychodzi czas powrotu do naszej dzielnicy. Zaliczamy centrum handlowe i robimy małe zakupy. Wracamy do hotelu i czas na piwo. No tak. Najdroższe piwo jakie miałem okazję pić. Był to Paulaner WeissBire za 17$SG czyli w przeliczeniu na nasze 40PLN za 0,5l.
Jak już jesteśmy przy cenach to powiem tak. Jedzenie bardzo tanie bo za 6$SG można zjeść obiad dwudaniowy na osobę. Od 6$SG kosztuje 0,5l piwo Tiger, od 1,5$SG kosztuje 0,5l. woda mineralna. Trzeba przyznać. Wiedzą, że w tym klimacie ludzie muszą pić, więc na tym trzeba robić kasę.
Sprzęt elektroniczny też nie jest tani. Patrzyłem na sprzęt AGD, komputery, telefony itd. Średnio wszystko 1,5-2,5x drożej niż u nas. Np. golarka Braun, którą obecnie używam kosztowała 720 $SG, gdzie u nas zapłaciłem za nią 700 PLN.
Po drugim sklepie z elektroniką, przestałem już do nich wchodzić.
Dzień 4 - Czas powrotu![]()
Zaliczamy poranne śniadanie i udajemy się do recepcji z zapytaniem o możliwość opóźnienia check-out. Udaje się, ale tylko o 2h czyli do 14. Tak nie w pięć, nie w dziesięć ni w dupę ni w oko. Robimy szybkie zakupy w markecie i po 12 opuszczamy nasz pokój hotelowy. Bagaż pozostaje w depozycie, a my udajemy się metrem do dzielnicy szopingowej. Pocieszające jest to, że walizka jest pełna i nasza wizyta w sklepach to raczej coś dla oka niż dla kieszeni
.
Żonka kupuje dwie pary balerinek, wypijamy soczek ze świeżych owoców, troszkę łazikowania i powrót do hotelu po bagaż. Po drodze wstępujemy na obiadek, który jak zwykle ma w sobie ryż.
Po odebraniu bagażu jedziemy metrem na lotnisko. Do wylotu mamy sporo czasu ponieważ lot jest dopiero o 23:55. Jak lotnisko to spotting i taki jest tego cel. Wcześniej poszperałem w necie co i jak. Wiadomo, że taras widokowy jest tylko w T1, a resztę fotek można robić z terenów wokół lotniska.
Docieramy do T1, ale taras to wycinek widoku na płytę postojową i to w dodatku przez barwioną szybę. Zrobiłem parę fotek i olałem temat. Zaczynam rozważać co dalej, ale z 22kg walizką nie mam ochoty poszukiwać dogodnej miejscówki. Kapitulujęi siadam na ławce skazańców
.
Mamy „kupę” czasu. Co z nim robić ? Jak co?! WiFi + kawa = troszkę kodu do kolejnych modułów galerii. Tak mija 1,5h. Czas nadać walizkę i udać się na strefę.
Lotnisko robi wrażenie. Jest ogromne, ładne i bardzo czyste. Na każdym kroku spotyka się uprzejmych ludzi pytających, czy mogą w czymś pomóc. Szkoda, że nie chciało mi się wyciągać aparatu bo teraz aż żałuję, że nie mogę Wam tego pokazać. Może ten link coś odkryjehttp://www.youtube.com/watch?v=aBIzsB7npG8
Czas mija szybko i przychodzi chwila naszego boardingu. Tym razem czeka na nas Airbus A388, a nasz lot ma specjalną kodową nazwę LO4040. Lot SQ26 odbywa się na trasie SIN-FRA-JFK. Łoł. Ponad 23h. My na całe szczęście kończymy we FRA.
Długo się zastanawiałem, czy komunikat o uziemieniu A380 przez pęknięcia na skrzydłach nie spowoduje podmiany maszyny. Jakoś Airbusowe problemy nie odpychały mnie od tego lotu.
Boarding bardzo sprawny. Udajemy się na górny pokład, gdzie na samym końcu mamy swoje miejsca.
A380 i lot nim... Hmm... Wrażenia mieszane. Nasze miejsca to 81AC. Całe szczęście, że podłokietnik jest składany. Fotele masakrycznie niewygodne, rozrywka tak jak w 777SQ sterowana tylko z pilota, brak poglądu na kamery. W całym samolocie bardzo zimno i nawet na prośby paxów nie podnieśli temperatury. Siedzenie na ogonie ma wadę dużego rzucania na prawo i lewo. Przy starcie i lądowaniu bardzo słychać najprężenia tylnej części kadłuba w okolicy drzwi. Toalety mniejsze niż w B777.
Z dużych pozytywnych wrażeń to faktycznie jest ciszej w środku, a załoga kabinowa sprawnie i miło zajmuje się paxami.
Czas na ocenę trzeciego przelotu:
- Lotnisko SIN - obsługa 10/10
- Lotnisko SIN - atrakcyjne sklepy 9/10
- Lotnisko SIN - czas oczekiwania na rejs 9/10
- Samolot - stan - 9/10
- Samolot - czystość - 10/10
- Samolot - ciepło/zimno 2/10
- Samolot - załoga kabinowa 10/10
- Samolot - odczucia z lotu 7/10
- Lądowanie - 4/10
- Lotnisko FRA - czystość 3/10
- Lotnisko FRA - odprawa 8/10
- Lotnisko FRA - czytelność 5/10
- Lotnisko FRA - oczekiwanie na kolejny rejs 1/10
- Lotnisko FRA - strefa bezcłowa 1/10
We Frankfurcie mamy 10h czekania (przez lot, który wyleciał z siatki). Trzeba coś robić. Można na miasto, ale ujemne temperatury powodują, że nie mamy na to ochoty. W takiej sytuacji trzeba znaleźć sobie jakiś miły przytułek. O spottingu można zapomnieć, ponieważ mgła jest dominującym elementem za szybą terminala.
Kursujemy pomiędzy terminalami i szukamy miejsca do "zdechnięcia". Zatrzymujemy się w "Maku" przy tarasie widokowym (zamkniętym na zimę). Żonka próbuje się zdrzemnąć, ja zaczynam pisanie tej relacji.
Po paru godzinach udajemy się w okolice naszego terminala i szukamy sklepów. Chcemy dzieciakom przywieźć klocki Lego (taka tradycja), ale sorry we FRA szoping nie istnieje, tak samo jak WiFi.
Mój obraz porządnego, ułożonego Niemca legł w gruzach. Ok, może to przez przylot z tak poukładanego kraju, ale to nie tłumaczy brudnych toalet, braku ciekawych restauracji, czy miejsc do zabicia czasu.
Zjadamy przekąskę CarryWurst i udajemy się do naszego Gate z myślą, że w strefie będzie wreszcie sklep z Lego oraz jakaś miła knajpka.
Ani tego, ani tego. "Kiblujemy" w oczekiwaniu na lot. Dosiadam lokalnego komputera i patrzę jak się ma status naszego lotu. No i ma się tak, że polecimy wcześniej wspomnianym ATRem 72 SP-LFA. Tak, tym najstarszym 22 latkiem, z dziurą na wolancie F/O od akcji grupy AT.
Przez chwilę miałem ochotę na spotting ale dziś wiem, że fotki są tylko dla "miecia".
Zbliża się czas boardingu. Odprawa szybka. Jedziemy autobusem w najbardziej oddalony narożnik lotniska. W samolocie już nie jest tak ciepło jak w POZ.
Wypchnięcie maszyny o czasie, start 15 minut później. Lot pod wiatr. Pod koniec rejsu odezwał się kapitan i poinformował, że przez duży czołowy wiatr lecimy wolno (470 km/h) i nie uda się przylecieć przed czasem. Uśmiechnąłem się pod nosem, ponieważ na trasie MUC-SIN był wiatr w plecy, który sięgał 207 km/h.
Lot przyjemny (głośny). Lądowanie w POZ na RWY28 i podjazd pod gate o czasie. Na lotnisku czekały na nas nasze pociechy.
Od teraz wracamy do rzeczywistości.
Czas na ocenę czwartego przelotu:
- Lotnisko FRA - obsługa 8/10
- Lotnisko FRA - atrakcyjne sklepy 3/10
- Lotnisko FRA - czas oczekiwania na kolejny rejs 1/10
- Samolot - stan - 4/10
- Samolot - czystość - 5/10
- Samolot - ciepło/zimno 6/10
- Samolot - załoga kabinowa 8/10
- Samolot - odczucia z lotu 8/10
- Lądowanie - 7/10
Na tym kończy się mój wpis. Dla zainteresowanych mam jeszcze film z wizyty w Singapurze. Pierwszy to zwiastun drugiego
.


Galeria



















































































