Zobacz kanał RSS

suter odleciał :-)

Cieeeeeerpliwości to tylko lotnictwo.

Oceń wpis
przez w dniu 15-07-2019 o 23:12 (553 Odsłon)
No właśnie, cierpliwość jest nierozerwalnie związana z lataniem, bo często mimo najszczerszych chęci i najambitniejszych planów musisz po prostu czekać. Tym cięższe to jest dla takich nerwusów jak ja, ostatni lot miałem w marcu, nie oszukujmy się szaleństwa nie ma. Diabli człowieka brali, bo chciał z powrotem w powietrze i nie było można bo, albo nie ma samolotu, albo pogody, albo ja nie mogę albo, albo, albo... A ponieważ od ostatniego lotu minęło tak dużo czasu to ten lot miał być lotem przypominającym, na zasadzie przypomnienia sobie co i jak ale też, kwestią sprawdzenia przez instruktora co takiego uczeń zapamiętał, a co zapomniał, czy wie jeszcze do czego służy drążek, a do czego tamten przycisk i tak dalej. Niby więc nic nowego w tym locie nie było. Ale, ale, zaraz, zaraz, nie ma tak łatwo, nie wspomniałem jeszcze o jednej, no dobra dwóch ważnych sprawach związanych z tym lotem. Pierwsza to taka że, z uwagi na nieobecność poprzedniego instruktora, leciałem z innym, nigdy wcześniej z nim nie latałem, tak więc dla obu był to też lot, nazwijmy to zapoznawczy, dla mnie bo chciałem poznać oczekiwania i metodykę nauczania, ale dla niego bardziej bo musiał sprawdzić co takiego przez te w sumie pięć wylatanych godzin tenże uczeń się nauczył, czy toto potrafi latać prosto, nie wygłupiać się i nie przyprawiać o zawał J, a że nie latałem sporo czasu to, zbyt pewnie się nie czułem i sam byłem ciekawy jak sobie poradzę po tak długiej przerwie. Druga sprawa, dużo ciekawsza to to, że Abdurrahman, bo tak ma na imię instruktor, jest z Turcji i jedyną formą komunikacji będzie język angielski. Mi to bardzo pasuje, bo po pierwsze angielskim posługuje się na co dzień w pracy i czuję się dość pewnie, a po drugie to będzie super ćwiczenie żeby otrzaskać się z frazeologią lotniczą w tymże języku. No dobra, wyobrażenia, wyobrażeniami, a życie życiem. Rozmowa z instruktorem okazała się prosta, ale jak miałem zagadać do wieży, a potem prowadzić korespondencję z służbą kontroli i informacji to już tak kolorowo nie było. Zestresowałam się nieco, pewność siebie poszła w las i nagle w paszczy się sucho robiło a język drętwiał w wyniku czego brzmiałem jak von Smallhausen z „Allo, allo” ćwiczący angielski. Pamiętacie te sceny: fafafa, fa fa...



Jak bym siebie widział, tylko bez charakterystycznego munduru. Albo z drugiej strony jęzor zaczynał plątać się na lewo i prawo, co brzmiało jak żandarm w powyższym serialu. Dziń dybry.

Nazwa:  comment_6rdP9aGi9r5HIunTp2oSRpIOLWgKuBWP,w400.jpg
Wyświetleń: 232
Rozmiar:  11.0 KB

Tak czy inaczej pozdrawiam kontrolerów i informacje w Poznaniu i dziękuję za wyrozumiałość dla moich słownych wypocin. Oczywiście przed skomunikowaniem się w kontrolerami ćwiczyłem zwroty i korespondencję z instruktorem, żeby się upewnić że to co chce powiedzieć będzie właściwe i wypowiedziane we właściwy sposób ale i tak w tym locie było słabo. W najcięższych przypadkach, w sumie dwóch, sytuacje ratował instruktor, choć na końcu po lądowaniu uznał ze jak na pierwszy raz z angolem za sterami było dobrze.

Sam lot jakże przyjemny, ponad godzina za sterami w rewelacyjnej pogodzie, powietrze było spokojne, widoczność niesamowita, chmur niewiele i wysoko, dużo słońca i widoki zapierające dech w piersiach. Świat z góry jest bajecznie piękny. Jak nie musiałem się pocić z korespondencją ze służbami ruchu, to było do prawdy super. Wystartowaliśmy z poznańskiej Ławicy i skierowaliśmy się na północ poćwiczyć pomiędzy Obornikami a Szamotułami. Lot po prostej bez większych problemów, potem zakręty w lewo i prawo z rożnym przechyleniem. Jak już instruktor upewnił się ze jest wystarczająco dobrze to poćwiczyliśmy moje ulubione przeciągnięcia. Wznieśliśmy się na cztery tysiące stop, dźwignia ciągu na bieg jałowy, maszyna zaczyna zwalniać, a żeby nie utracić wysokości ciągnę drążek do siebie, coraz bardziej i bardziej. Pierwsze oznaki przeciągnięcia, w kokpicie rozlega się alarm, charakterystyczny pisk, potem samolot zaczyna drżeć, jakby sam bal się ze zaraz utraci siłę nośną i runie nosem w dół, aż w końcu przychodzi moment w którym rzeczywiście nos maszyny wali się do ziemi i zaczynamy pikowanie. Prędkość zaczyna gwałtownie rosnąć i po chwili można spokojnie rozpocząć wyprowadzanie z przeciągnięcia. I tak kilka razy.

Po upewnieniu się że i z tym elementem lotu nie mam większych problemów zrobiliśmy kila podejść do lądowiska w Jaryszkach. O tyle ciekawe podejścia, ze na stanowisku postojowym stal zaparkowany Dromader, pas jest stosunkowo blisko miejsc parkingowych. Tak wiem powinienem się skupiać na poprawnym lądowaniu, a nie na tym co, gdzie stoi i spokojnie, nie gapiłem się na „latającego wielbłąda” cały czas, kilka rzutów oka z góry na tą maszynę, a same lądowania nie sprawiały większych trudności. Dobrze było je poćwiczyć pod okiem instruktora. Niby wiesz już co masz robić i jak, ale świadomość obecności dużo bardziej doświadczonego pilota, który nie oszukujmy się, kila razy podpowiadał drobne korekty, działa uspokajająco i dodaje pewności siebie. Tej samej pewności której brakowało w przypadku rozmów z kontrolerami , no i potem takie efefefekty.

Dobrze, skoro zatem uczeń radzi sobie na tyle dobrze żeby się tak od razu nie roztrzaskać i wie ze drążek sterowy to nie kijek do drapania się po plecach, to może jeszcze coś nowego. Taka niby drobnostka, ale jeszcze tego elementu nie ćwiczyłem, a tez wymaga skupienia i uwagi. Wolny lot. Niby podczas każdego lądowania leci się już relatywnie wolno, ale ciągle jest to prędkość z odpowiednim marginesem bezpieczeństwa, a teraz będzie chodziło o to żeby lecieć tylko trochę szybciej niż prędkość przy której zaczyna się odzywać alarm przeciągnięcia. Dla tego samolotu to pięćdziesiąt węzłów. Zasada jest prosta, zwalniam do wskazanej prędkości, w międzyczasie opuszczając klapy żeby zwiększyć siłę nośną, a potem trzeba utrzymać samolot na zadanym kursie, wysokości i prędkości. Ciekawe ćwiczenie, wzrok lata z jednego wskazania przyrządu na inny i jeszcze na zewnątrz trzeba rzucić okiem, żeby mieć pewność ze wszystko w porządku. Jedna ręka na drążku, druga na dźwigni ciągu i wykonując niewielkie, ale ciągłe korekty utrzymuje maszynę w odpowiedni sposób. Niby dokładnie to samo co w każdym innym locie ale nos samolotu jest wyżej niż normalnie, prędkość zdecydowanie niższa z nie wielkim marginesem bezpieczeństwa, ze świadomością ze teraz bardzo łatwo przeciągnąć i mimo bezpiecznego wyższego niż normalnie pułapu koncentracja też na innym poziomie, a wrażenia z lotu silniejsze. A po chwili zwiększam ciąg, samolot przyspiesza i taka ciekawostka, która zaobserwowałem. Kiedy pcham dźwignie ciągu do przodu i maszyna zaczyna zwiększać prędkość, dochodzi w pewnym momencie do prędkości przy której trzeba schować klapy i podczas ich chowania wydaje się, ze maszyna dostaje coś na rodzaj turbo. Ponieważ chowając klapy mocno zmniejsza się opor maszyny to wzrasta przyspieszenie co daje się odczuć na plecach, które mocniej przyklejają się do oparcia, zupełnie jakbyście solidnie dodali gazu w aucie, tyle że tu jest to silniejsze. I tez kilka dobrych powtórzeń
Jak dla mnie rewelacja.

No dobrze, polatalim, poćwiczylim ale trzeba kiedyś wrócić i ten nieszczęśliwy moment także i teraz nastał. Kierunek na EPPOC, punkt wlotowy Charlie w strefę lotniska Ławica. Adrenalina znowu zwiększyła swój poziom, bo ponownie trzeba było zagadać do kontroli po angielsku. Teraz przynajmniej, po prawie godzinie rozmowy z Abdurrahmanem i nabraniu nieco pewności siebie, szło już nieco lepiej, ale i tak jeszcze bez rewelacji. Tak czy inaczej jakoś poszło, zrobiliśmy jeszcze jedno touch and go i dopiero po nim wykonaliśmy pełne lądowanie.
Lot miał być w sumie tylko dla przypomnienia sobie co i jak działa w samolocie, ale dzięki wprowadzeniu korespondencji w języku angielskim i przećwiczeniu wolnych lotów udało się poznać i pouczyć nowe elementy w całej gamie umiejętności lotniczych. Super dzień i super lot, mimo stresu związanego z angolem. Ja chce jeszcze raz .

Wszystkiego dobrego i do następnego.
Machoni and frik like this.

Umieść "Cieeeeeerpliwości to tylko lotnictwo." do Facebook Umieść "Cieeeeeerpliwości to tylko lotnictwo." do Digg Umieść "Cieeeeeerpliwości to tylko lotnictwo." do del.icio.us Umieść "Cieeeeeerpliwości to tylko lotnictwo." do StumbleUpon Umieść "Cieeeeeerpliwości to tylko lotnictwo." do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy