Zobacz kanał RSS

suter odleciał :-)

Dolnopłat czy górnopłat?

Oceń wpis
przez w dniu 01-08-2019 o 19:10 (280 Odsłon)
No i jest kolejny lot. Jak już wspomniałem w poprzednich wpisach miałem nadzieję, że po zmianie instruktora moje szkolenie nabierze nieco szybszego tempa i chyba w końcu nadzieja nie okazała się matką głupich. Abdurrahman wysłał kolejnego smsa z pytaniem czy polecimy. No jasne, jestem dostępny, to jak najbardziej. Zgadujemy się co do dokładnej godziny i dostaję info, że tym razem najprawdopodobniej polecimy nowym samolotem. Szkoła w której pobieram nauki pilotażu otrzymała ostatnio nowe samoloty. Są to Tecnamy P2008-JC. Ogólnie mają bardzo podobną wagę, rozpiętość i długość co samolot, którym do tej pory latałem, też są dwumiejscowe, maja ten sam silnik co P2002, dokładnie ten sam producent, są oczywiście nowiutkie i to tak, że otwierając drzwi można mieć wrażenie, że jest się w salonie samochodowym. Pachnie nówką, nieskalaną jeszcze oparami paliwa, olejów, smarów, a także potu, łez, krwi i cierpienia uczniów usiłujących zapanować nad tą szaloną, nieokiełznaną bestią… Kogoś chyba nieco poniosło . W każdym razie są to nowe maszyny, niezwykle podobne do tych, którymi latałem poprzednio.


Jest jednak jedno małe „ale”. P2002, czyli ten starszy, jest dolnopłatem. Obrazowo mówiąc, to patrząc na niego z przodu, skrzydła ma zamontowane u dołu kadłuba, powiedzmy, że przyczepione są do nóg. P2008, czyli ten nowy, jest górnopłatem i analogicznie skrzydła zamontowane są u góry, no powiedzmy na czole. No nie powiem, strasznie nie mogłem się doczekać tego lotu. Cały czas zastanawiałem się jak to będzie, jakie będą wrażenia, czy pilotaż okaże się taki sam, czy jednak jakaś różnica i inne tego typu rozterki. Tym ciekawsze będzie to doświadczenie, że w zasadzie pięć godzin wylatałem na P2002 i już nieco się do niego przyzwyczaiłem.
No to od początku, przegląd przedstartowy. W zasadzie taki sam, różnica polega na tym, że żeby zatankować i sprawdzić górna powierzchnię skrzydła trzeba mieć drabinę. Samolot może i jest malutki, ale nawet moje metr dziewięćdziesiąt to za mało. To że tak powiem pierwszy drobny ale jednak minus dla nowej maszyny, w starej nawet się specjalnie pochlać nie trzeba było. Jak by kogoś interesowało, to w nowym nie ma drabiny na wyposażeniu i trzeba się po nią pofatygować. A czy ja wiem czy na innych lotniskach albo lądowiskach będzie drabina .


Tak więc mamy przegląd przedstartowy. Siadamy do środka. W P2002 aby posadowić szanowne cztery litery za sterami trzeba było najpierw wejść na skrzydło. Nie żeby był to jakiś ekwilibrystyczny wyczyn, ale jednak, a jeszcze jako ciekawostkę powiem, że w moim odczuciu miało to swój lotniczy urok, ot taki osobliwy moment oderwania stóp od ziemi. W P2008 już tak oczywiście nie jest i wchodzi się jak do dajmy na to wyższego SUVa, dodatkowo trzeba uważać żeby nie zahaczyć głową o skrzydło, które na wejściu jest dokładnie nad nią, co więcej samo wejście też wymaga, że tak powiem delikatnej gimnastyki karku. Coś mi mówi, że to przez te moje metr dziewięćdziesiąt , ale jednak. Jak już zadek jest we właściwym miejscu i zamkniemy drzwi to ilość miejsca i wygoda są w zasadzie takie same.


Wyposażenie. W nowym właściwie już pełny galss cockpit, czyli prawie wszystko wyświetlane na ekranach wielofunkcyjnych, które można dzielić, łączyć, ustawiać pod swoje preferencje i wyświetlać całe mnóstwo informacji, które nie jestem pewien, czy są do końca potrzebne, ale moje szkolenie dopiero się zaczyna. Być może nawet lecąc z kilkulatkiem była by możliwość puszczenia „Świnki Peppy” . Jest raptem kilka analogowych zegarów obrazujących kilka, bo nie wszystkie, parametrów silnika, ale reszta to już pełna cyfryzacja. W starym wszystkie wskazania silnikowe, a także prędkość i wysokość były dodatkowo, oprócz wyświetlenia na wyświetlaczu, wskazywane na klasycznych analogowych wskaźnikach, choć trzeba przyznać, że już w P2002 czuło się powiew nowej, cyfrowej ery w lotnictwie. Myślę, że jest to na plus dla P2008 z uwagi na czasy w jakich się znajdujemy i przyszłość do której dążymy, choć szkoda tej pięknej klasyki. Kolejna różnica to pasy bezpieczeństwa. Tecnam uznał, zresztą chyba słusznie, że te samoloty mają służyć do spokojnych turystycznych lotów, bądź też szkolenia do licencji turystycznej, więc nikt nie będzie głupot w powietrzu wyprawiał, w związku z czym w nowym można zastosować zwykłe pasy, takie jak samochodzie. W P2002 pasy oplatały oba ramiona oraz boki na wysokości bioder pilota i tylko brak odcinka od brzucha do jajec brakował do pięciopunktowych pasów, były cztery punkty łączenia pasów z kadłubem. A w nowym już nie, klasyczne trzy punkty, szybko, łatwo i komfortowo. Jak dla mnie to na plus dla P2008. I jeszcze jeden bajer, który mi bardzo pasuje w nowym. Dźwigienka zmiany położenia klap. W P2002 trzeba było trzymać dźwigienkę do czasu ustawienia klap w żądanej pozycji, co trwało kilka do kilkunastu sekund, co zwłaszcza dla niedoświadczonego pilota, takiego jak ja było uciążliwe, bo jednocześnie trzeba było pilnować reszty parametrów lotu. W P2008 wystarczy przełączyć w zakładaną pozycję, a automatyka zrobi resztę. Ode mnie za to zdecydowany plus. Drążek sterowniczy i dźwignia ciągu taka sama, tu w zasadzie nic się nie zmieniło.


Kolejna różnicą, jak dla mnie zdecydowanie na minus dla P2008, jest to, że pedały orczyka nie są sprzęgnięte z przednim kółkiem. W P2002 tak jest i kołowanie i zakręty na ziemi, kiedy już wyczuje się samolot są proste. Teraz musiałem zakręcać dohamowując lewym bądź prawym kołem głównym, przednie jest luźno zamontowane i kręci się tam gdzie samolot jedzie. Może komuś ten patent odpowiada, ale jak dla mnie to kiepskie rozwiązanie. Ciężko się steruje w taki sposób, nawet dodając nieco ciągu i próbując sterem kierunku nie idzie płynnie i wygodnie. Poza tym nie można trzymać dłuższy czas jednego z hamulców, bo ryzykuje się jego przegrzaniem, więc tylko delikatne ruchy wchodzą w grę. Normalnie jak z jajkiem


No ale co było robić, latać się chce to rad nie rad, zgoda na kołowanie i próbuje toczyć się do pasa startowego. Ze skutkiem takim sobie, choć jak przypomnę sobie pierwszy lot i jazdę wężem od krawędzi do krawędzi to w sumie tutaj dramatu nie było. Sam start według mnie nie różni się od starego samolotu. Tak samo pełny gaz, kontra sterem kierunku i po nabraniu odpowiedniej prędkości nos do góry. Kiedy już wznieśliśmy się na odpowiednią wysokość i obraliśmy kierunek na Piłę, sam pilotaż równie przyjemny co w starszym samolocie. Leci się dobrze i podziwia widoki. No właśnie, ponieważ jest to górnopłat to w locie prostym dużo lepiej spogląda się z dół na bok, do przodu jest tak samo, ale na bok w nowym dużo lepiej bo skrzydło nie zasłania piękna ziemi i można podziwiać i podziwiać. Poza tym montaż skrzydła u góry ma jeszcze tę zaletę, że słońce nie nagrzewa tak mocno kabiny i jest przyjemniej. A żeby było jeszcze fajniej, to na bocznych oknach w drzwiach zamontowano wywietrzniki, rewelacyjny bajer, można sobie toto ustawić po swojemu i cudownie chłodzić się powietrzem wprost ze śmigła. To właśnie tutaj w stu procentach i bez żadnej ironii można powiedzieć, że śmigło to taki wentylator do chłodzenia pilota. No dobra może jednak trochę ironii jest. Ale bajer przecudowny, zdecydowany plus dla P2008.


Sytuacja komplikuje się jednak przy lądowaniach. No bo tak de facto już wyczułem trochę starszą maszynę, na tyle, że lądowanie nosi znamiona rzeczywistego lądowania, a nie kontrolowanej katastrofy, a tu dają inny samolot i zabawa z wyczuciem lądowania zaczyna się na nowo. Dolecieliśmy do Piły, jesteśmy w strefie, zgłaszam prostą. Jak na razie wszystko w porządku. Do czasu wyrównania nad pasem, tu zaczęły się schody, bo wyrównałem tak jak to wyczułem przy dolnopłacie, w wyniku czego tym nowym znalazłem się nieco wyżej niż powinienem, instruktor mówi, że za wysoko, co w tamtym momencie dla mnie wydało się dziwne, bo według mnie było dobrze. Prędkość spokojnie spada, samolot spokojnie obniża, zadzieram nieco nos do góry, delikatnie. I w pewnym momencie przekraczamy magiczną barierę gdzie siła nośna spadła do takiego poziomu, że maszyna przyziemiła twardo z chyba kilkudziesięciu centymetrów. Tych centymetrów, które mniej więcej są różnicą w odległości kół podwozia do skrzydła. Wyczułem dobrze, wykonałem prawidłowo, tylko nie tym samolotem. W kabinie odczułem to jakbym został zestrzelony, a nie jak bym wylądował. Nieco przestraszony patrzę na Abdurrahmana, ale on spokojnie pełny gaz i w górę. Uznał, że nieco twardo, ale nie ma dramatu. Ciekawe jak by to było jak by według niego rzeczywiście było twardo, golenie się wtedy łamią? Kiedy byliśmy już na pozycji z wiatrem, wyjaśnił mi, że kiedy mówił o tym, ze jesteśmy za wysoko, chodziło właśnie o tę różnicę pomiędzy górnopłatem i dolnopłatem. Ponieważ oba typy samolotu mają podobną rozpiętość skrzydeł to efekt ziemi w obu maszynach zacznie się w niemal tym samym miejscu, ale chodzi o skrzydła, a nie kokpit. No tak, powróciła wiedza ze szkolenia teoretycznego. Ważny element nauki teoretycznej, ale nie wspomnieli, że lecąc dwoma różnymi typami samolotu, należy wziąć poprawkę na to czy to jest górnopłat, dolnopłat, średniopłat, czy inny-jeszcze-płat. Skoro wreszcie dotarło do makówki co i jak reszta powinna pójść lepiej. No i poszła, choć przypomniały mi się wczesne godziny szkolenia praktycznego i próby wyczucia samolotu, tak aby koła grzecznie i z gracją dotknęły pasa startowego, a nie waliły w niego jakby chciały go rozwalić. I tak ćwiczyliśmy sobie tauch and go w Pile, mieszając powietrze w bliskiej okolicy tamtejszego lotniska i raz za razem wychodziło co raz to lepiej, aż w końcu dwa ostatnie razy mogłem nazwać lądowaniem, a nie próba wbicia się w pas. Nie było idealnie, to fakt, ale ja byłem zadowolony i o dziwo instruktor też. Po ostatnim lądowaniu uznał, że jest dobrze, wyczułem co i jak no i możemy wracać. Nie mniej jednak mi jakoś tak lepiej się ląduje P2002, być może z przyzwyczajenia, ale jednak.


No i jest jeszcze jedna rzecz jak dla mnie przemawiająca zdecydowanie za starszą maszyną. Ponieważ jest do dolnopłat i kabina w nim ma kształt powiedzmy bąbla, widoczność dookoła jest rewelacyjna, w dół co prawda nie ma tak fajnie jak w górnopłacie, ale do góry i na boki super. Podobno latem owa kabina zamienia się w szklarnię a pilot w warzywo no i nie ma wywietrzników, dlatego przyjemniej się jednak lata górnopłatem, ale nie kiedy przychodzi do lądowania. P2008 jest dużo gorzej. Kiedy wykonujesz zakręt aby ustawić się w kolejnej pozycji do lądowania, skrzydło zasłania widok i trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby cokolwiek zobaczyć. Do tego stopnia, że czasem skręcasz na wyczucie, prostujesz maszynę, a potem jeszcze musisz wprowadzać korekty do swojej pozycji, co więcej, jeżeli jest jeszcze jakiś ruch w pobliżu i nie ma kontroli lotów, która pomoże i sam musisz rozglądać się za innymi maszynami to jest mniej komfortowo. Powiedzmy, że inna maszyna jest z boku i nieco wyżej. Niby wiesz gdzie jest, bo jesteście na tej samej częstotliwości i mówi, że Cię widzi, ale komfort jest jak dla mnie znacznie mniejszy. Nie wiem, może to kwestia przyzwyczajenia i w kolejnych lotach będzie już lepiej, ale kiedy zakręcałem P2002 i widziałem wszystko dookoła, jakoś tak lepiej się czułem.


Tak czy inaczej kolejny dzień w powietrzu i kolejne fantastyczne emocje, nawet mimo początkowych problemów z lądowaniem i widocznością. Do tego nowa ciekawa nauka i mnóstwo wartościowego doświadczenia. Już nie mogę się doczekać kolejnego lotu. Ciekawe czy i następnym razem P2008, czy może powrót do P2002? Podsumowując, mi się lepiej latało starszym samolotem, miałem go już wyczutego dość dobrze jak na tak małą ilość godzin, chociaż nie mogę powiedzieć, że nowym leciało się źle i ja już nie chcę, też fajna maszyna. Mam tylko nadzieję, że w kolejnych lotach uda mi się wyczuć ją dużo lepiej i może polubić tak jak starszą. Zobaczymy.


Tyle na dziś, wszystkiego dobrego i do następnego.

Umieść "Dolnopłat czy górnopłat?" do Facebook Umieść "Dolnopłat czy górnopłat?" do Digg Umieść "Dolnopłat czy górnopłat?" do del.icio.us Umieść "Dolnopłat czy górnopłat?" do StumbleUpon Umieść "Dolnopłat czy górnopłat?" do Google

Kategorie
Bez kategorii

Komentarzy